Za dużo muzyki?

Utworzono: środa, 17 czerwiec 2009 Drukuj E-mail

Refleksje nad złożonością życia muzycznego w naszym kraju

 

Moryto.jpg
Sprawy upowszechniania muzyki są mi bardzo bliskie ze względu na doświadczenie, kilkudziesięcioletnią pracę pedagogiczną i społeczną w ruchu amatorskim - jakże to dzisiaj niemodne słowo - mam także wiele obserwacji i spostrzeżeń.

Nie ma sztuki bez publiczności; w muzyce proces dotarcia do publiczności ulega wydłużeniu. Obok kompozytora pojawia się wykonawca, który swoją interpretacją wzbogaca dzieło twórcy.
Żyjemy w czasach, gdzie muzyka rozpowszechniana jest przez najróżniejsze nośniki. Można śmiało powiedzieć, że obecną epokę cechuje umasowienie muzyki. „Nigdy muzyka nie była tak powszechna - zauważa jeden z socjologów. Nigdy też nie brzmiała w każdym miejscu, o każdej porze dnia i nocy, na wsi i w mieście, w każdym środowisku; często natrętna, hałaśliwa, a często obojętna, powszednie tło współczesności".
Z tego stwierdzenia wynika, że muzyki w dzisiejszym świecie jest za dużo.

Upowszechnienie muzyki to hasło i zagadnienie. Kiedyś był też to program. Był! Ale już nie jest. Może niedoskonały, może ułomny, ale był. Tysiące dzieci w ogniskach muzycznych, setki zespołów amatorskich, muzyka w szkołach ogólnokształcących. Transformacja ustrojowa zmiotła ten program z powierzchni ziemi.

Dobra tradycja


Tradycja upowszechniania wywodzi się z XIX wieku. Cóż to takiego to upowszechnianie? To nic innego jak niesienie określonych wartości, wartości, w które się wierzy. A więc jest to pewien rodzaj misji. I tutaj rodzi się pytanie, czy upowszechnianie ma sens w czasach umasowienia muzyki, w dobie nieograniczonego wyboru, pełnej swobody, gdzie człowiekowi można zaoferować dosłownie wszystko? 

Spróbujmy się przyjrzeć, jak wygląda sytuacja muzyki dzisiaj. Niezwykle trafną ocenę przedstawia kardynał Joseph Ratzinger: „Muzyka, podobnie jak każdy inny wyraz kultury, miała zawsze różne stopnie - od pozbawionego artystycznych ambicji , ale jednak autentycznego śpiewu prostych ludzi, po najwyższą perfekcję artystyczną. Teraz wszakże nastąpiło coś zupełnie nowego. Muzyka uległa rozszczepieniu na dwa światy, które właściwie nie mają już ze sobą nic wspólnego. Oto po jednej stronie znajduje się muzyka mas, która za pomocą etykiety „pop" pragnie prezentować siebie jako muzykę popularną, muzykę ludu. Muzyka stała się tu produkowanym metodą przemysłową towarem, ocenianym według jego wartości handlowej.

Z drugiej strony, mamy konstruowaną według racjonalnych zasad artystowską muzykę o maksymalnych wymaganiach technicznych, która nie jest w stanie przekroczyć wąskiego elitarnego kręgu słuchaczy. Pośrodku, między tymi dwiema skrajnościami, znajdujemy ucieczkę w historię, trwanie w muzyce, która istniała przed tym podziałem, przemawiała, i również dziś jeszcze potrafi przemawiać do całego człowieka"...


Ucieczkę w historię, trwanie w muzyce, która istniała przed podziałem, potwierdza niebywały renesans muzyki epok minionych, której wspaniałe pokłady odkrywane są na nowo.

Kultura masowa jest nastawiona na ilość, na produkcję, na sukces, na to na co jest popyt. Mówi się też całkiem otwarcie, że „muzykę popularną pisze się i produkuje przede wszystkim po to, żeby zarobić pieniądze".

Upowszechnianie muzyki najnowszej, tej o maksymalnych wymaganiach technicznych, należy do najtrudniejszych i najbardziej ryzykownych przedsięwzięć. Łatwiej jest wypędzić zniechęconych i rozdrażnionych słuchaczy z sal koncertowych, niż wywołać u nich autentyczne zainteresowanie i taką aprobatę, by zechcieli być stałymi odbiorcami tej muzyki.

Wiek XIX i XX miał swoje wielkie osiągnięcia w upowszechnianiu muzyki. Fascynacja tymi dokonaniami i powielanie ich jest widoczne i dzisiaj. Wielkie idee wcielone w życie w tamtym okresie, to ruch amatorski i szkoła. Żywiołowy rozwój towarzystw śpiewaczych, orkiestr i zespołów amatorskich zastępował nieistniejący i niemożliwy kontakt z wielką sztuką. Ale ten stan rzeczy budził też oczekiwania, aspiracje i ambicje zawodowe. Jest to widoczne i dzisiaj, zwłaszcza w obszarze muzyki popularnej, masowej, gdzie amator, np. piosenkarz, w stosunkowo krótkim czasie w niezwykle łatwy sposób staje się profesjonalistą. 

Edukacja in spe

Zapleczem dla ruchu amatorskiego była zawsze szkoła. Dzisiejsze szkolnictwo nękane jest ciągłymi reformami. Nie jest wiadomo, w jakim kierunku te reformy będą dalej prowadzone. Czy współczesna szkoła będzie przygotowywać w nich słuchaczy w dziedzinie literatury, teatru, malarstwa, filmu, muzyki, przy ograniczonej ilości godzin nauki, słabości kadr, negatywnej selekcji?

A przecież dzisiaj wiodące przedmioty to: matematyka, fizyka, biologia. A więc, jak będzie wyglądać edukacja humanistyczna młodego pokolenia - w której sztuka winna zajmować poczesne miejsce?

Po poprzednim systemie odziedziczyliśmy potężną infrastrukturę instytucji muzycznych, szkolnictwa różnych stopni, a także tych placówek i ośrodków, które muzyki potrzebują. Jest to liczące się środowisko ze swoimi potrzebami, wymaganiami i oczekiwaniami. Jest to też środowisko, które boryka się z określonymi problemami merytorycznymi, organizacyjnymi i finansowymi. Musi ono przełamać własny zamknięty krąg i porzucając dotychczasowe schematy działania, wyjść z nową ofertą programową do szerokiego odbiorcy.

Instytucje muzyczne oraz szkolnictwo artystyczne czekają w niedalekiej przyszłości zmiany organizacyjne i reforma. Ich obecna kondycja finansowa, a także struktura, nie przystają do aktualnej sytuacji społeczno-politycznej i oczekiwanych wymagań.

Właśnie upowszechnianie, ale w nowoczesny sposób (a nie ten XIX-wieczny) będzie dla tych placówek fundamentalnym zadaniem. Do optymistycznych zjawisk należy zaliczyć fakt organizowania w ostatnich latach coraz większej liczby koncertów w kościołach. I nie są to tylko festiwale i koncerty organowe, ale także koncerty oratoryjne, chóralne, symfoniczne, kameralne i kompozytorskie. Jest to zbieżne z tym, co obserwujemy na Zachodzie, gdzie 50% muzyki prezentuje się w świątyniach różnych wyznań.

Wizja Szymanowskiego

A co na to wszystko nasza uczelnia? Upowszechnianie jest misją, która wynika z przekonania o wartości tego, co jest naszym celem. Nie ma wielkiej sztuki, nie ma znakomitej pedagogiki, nie ma świetnej nauki bez upowszechniania, bez wiary w te wartości, które przekazujemy studentom na naszym uniwersytecie.

Wizję nowoczesnej akademickiej uczelni muzycznej przedstawił w latach trzydziestych ub. wieku Karol Szymanowski. Nam udało się ją zrealizować. 
Ale Szymanowski nakreślił też wizję upowszechniania muzyki. Przestrzegał przed tym, co serwuje się dzisiaj przeciętnemu, nieprzygotowanemu odbiorcy. Olbrzymia presja środków masowego przekazu, efektowne hasła - takie jak: „najlepsza muzyka", (oczywiście, ta produkowana metodą przemysłową), „ta jedyna, której pożądają tłumy", „muzyka dnia dzisiejszego", przynosząca producentom krociowe zyski sprawiają, że ta agresja i drapieżność marketingu nie dają żadnych szans wyboru niewyrobionemu słuchaczowi. Zmusza się go do konsumpcji tego, co atakuje go zewsząd.


Z drugiej strony, szkoda, że media zajmujące się tzw. muzyką wysoką, są tak słabe. Ich indolencja w dotarciu do szerokiego odbiorcy jest porażająca.

Istnieje pilna konieczność rozszerzenia kręgu odbiorców sztuki wysokiej i muzyki środka.
Uczelnia musi przeanalizować dotychczasowy system kształcenia i wyciągnąć właściwe wnioski.

Wiem, że wszyscy chcą być kompozytorami, dyrygentami, wirtuozami, ale doprawdy nie ma powodów, by mury uczelni opuszczały dziesiątki sfrustrowanych artystów, na których nie ma żadnego zapotrzebowania.
Jeżeli te wartości, które wyznajemy mają przetrwać, jeżeli mamy wychowywać publiczność, która ma być słuchaczami naszych koncertów, to musimy zacząć kształcić ludzi, którzy w sposób żarliwy, odpowiedzialny i nowoczesny podejmą się misji upowszechniania tych wartości. Musimy się zastanowić nad modelem absolwenta, nad jego osobowością. Musi to być człowiek, który wie co to jest upowszechnianie i jak się upowszechnia; pragmatyk i wizjoner, wykonawca i twórca pomysłów i idei.


Na koniec pragnę przytoczyć fragment wiersza dziewiętnastowiecznego poety ludowego, Jana Myjaka:

Nie ten jest twórcą, co orze i sieje, lecz ten, co ziarnku rozmnożenie daje,

nie ten jest twórcą, co szczepi nadzieje, lecz ten co nadziejom daje urodzaje...

Wierzę, że ta nadzieja na zmiany w kształceniu może dać urodzaj ludzi przygotowanych wszechstronnie do upowszechniania muzyki.

Stanisław Moryto

Prof. Stanisław Moryto jest rektorem Uniwersytetu Fryderyka Chopina w Warszawie

oem software

Odsłony: 3244
Our website is protected by DMC Firewall!