Religia gorsza od opium

Utworzono: niedziela, 26, luty 2017 Wiesław Sztumski Drukuj E-mail

Religijna nędza jest ekspresją prawdziwej nędzy i zarazem protestem przeciw nędzy rzeczywistej. 
Religia jest westchnieniem uciśnionego stworzenia, sercem świata bez serca, tak, jak jest duchem bezdusznych stosunków.
Jest opium ludu.
(Karol Marks)

sztumski2017Religia - jak wszystko, co jest w systemie społecznym i co dzieje się w społeczeństwie - ma dobre i złe strony. Odgrywa pozytywną rolę w życiu jednostek i narodów – przyczynia się do nadawania sensu ich istnienia, integracji, podtrzymywania tradycji, potęgowania siły duchowej w przezwyciężaniu niebezpieczeństw, zachowania tożsamości itd. Są to powszechnie znane sprawy. Jednak niesie ze sobą różne zagrożenia, zazwyczaj mniej znane, zwłaszcza ludziom wierzącym, którzy nie dopuszczają nawet myśli o krytyce religii i jej szkodliwości, przede wszystkim tej, której są wyznawcami.
A te zagrożenia naprawdę są, mają charakter obiektywny i prawdopodobnie nasilają się z czasem, głównie w przypadku religii monoteistycznych.(Zob. Monoteizm i terroryzm,  „SN” Nr 1, 2016). I coraz więcej ludzi wie o tym.
Dlatego nie można dziś przemilczeć negatywnej, czy wręcz szkodliwej roli religii. Tym bardziej, że wzrastająca liczba osób z różnych kręgów kulturowych, wyznań, naukowców i filozofów, a głównie bezwyznaniowców (agnostyków czy ateistów), również w krajach uchodzących za religijne (katolickie), odnosi się krytycznie do religii. Swoje refleksje prezentują w wielu publikacjach oraz na konferencjach.


Również w Polsce odbyło się na ten temat VI. Seminarium Historyków Filozofii Polskiej pt. Filozofia a religia. Inspiracje – krytyka, zorganizowane przez KUL w 2013 r. We wstępie do książki zawierającej materiały z tego seminarium napisano: „W długich dziejach filozofii nie brak przykładów przeciwstawiania racjonalnej kultury filozoficznej religijnemu irracjonalizmowi oraz podkreślania negatywnych funkcji religii w wymiarze kulturowym czy społecznym (…) Nie brak także krytycznej refleksji nad religią wywodzącej się ze środowisk, którym bliskie są ideały totalnie pojętego liberalizmu.” (Zob. Filozofia a religia w dziejach polskiej filozofii. Inspiracje – krytyka (red. S. Janeczek, A. Starościc), Lublin 2014.)

Krytyka religii narasta również za sprawą negatywnych zachowań instytucji kościelnych oraz ich funkcjonariuszy (kapłanów), czego źródeł upatruje się w religii, chociaż często niesłusznie. Gdyby dokonać bilansu dobrodziejstw płynących z religii i zła wywodzącego się z niej, to wydaje się, że mimo wszystko przeważają skutki niekorzystne.

Krytyka religii

Krytykowanie religii nie jest czymś nowym. Od czasów starożytnych po współczesne robili to Lukrecjusz, Machiavelli, Ludwik Feuerbach, Karol Marks, Bertrand Russell, Zygmunt Freud i wielu innych znanych filozofów. Prawdą jest, że w toku dziejów ta krytyka raz słabła, raz nasilała się - w zależności od epoki i postępu nauki.
A w naszych czasach jest jej jeszcze więcej, gdyż do filozofów dołączyli również wybitni naukowcy różnych dyscyplin, ale głównie fizyki, biologii, astronomii i kosmologii, jak np.
Richard Dawkins, Carl Edward Sagan, Sam Harris, Lawrence Krauss, Christopher Hitchens, Michael Onfray i inni. Na przykład, Machiavelli twierdził, że religia jest użytecznym narzędziem, za pomocą którego rządzący manipulują opinią społeczną.
Zdaniem Dawkinsa, religia jest pakietem idei i pomysłów, zawartych w memach, które zapewniają ciągłość i implementację samych siebie oraz obronę religii przed innymi memami. Wpływ religii na człowieka jest niekorzystny, bo mem religii może spowodować irracjonalne zachowanie się jego nosiciela, złe rozłożenie sił, strach i poczucie winy bez rzeczywistego powodu. 
Inni uczeni - krytycy religii - twierdzą, że wierzenia religijne są absurdalne, irracjonalne i szkodliwe. Freud, nawiązując do Ludwika Feuerbacha i Marksa, uważał się za ateistę i wroga religii w każdej postaci. Jego zdaniem, religia jest nerwicą natręctw oraz infantylną postawą obrony przed ludzką słabością.
Te sądy o religii są wciąż aktualne, tak jak
wypowiedź Włodzimierza Lenina na temat religii, niezależnie od jego nagannej oceny z innych powodów.
 
„Religia jest jedną z odmian ucisku duchowego, który wszędzie dławi masy ludowe, przytłoczone wieczną pracą na innych, biedą i osamotnieniem. Bezsilność klas wyzyskiwanych w walce z wyzyskiwaczami równie nieuchronnie rodzi wiarę w lepsze życie pozagrobowe, jak bezsilność dzikusa w walce z przyrodą rodzi wiarę w bogów, diabły, cuda itp.
Tego, kto przez całe życie pracuje i cierpi nędzę, religia uczy pokory i cierpliwości w życiu ziemskim, pocieszając nadzieją nagrody w niebie. Tych zaś, którzy żyją z cudzej pracy, religia uczy dobroczynności w życiu ziemskim, oferując im bardzo tanie usprawiedliwienie ich całej egzystencji wyzyskiwaczy i sprzedając po przystępnej cenie bilety wstępu do szczęśliwości niebieskiej.
Religia to opium ludu. Religia to rodzaj duchowej gorzałki, w której niewolnicy kapitału topią swe ludzkie oblicze, swoje roszczenia do choćby trochę godnego ludzkiego życia.”

Dilerska posługa


Religia jest naprawdę osobliwym narkotykiem, a kapłani - dealerami. Już w
dziewiętnastym wieku, Karol Marks porównał religię z narkotykiem, z opium, którym lud odurza się, żeby uciec od rzeczywistości realnej, pełnej wyzysku i nierówności społecznych, do urojonej, gdzie stosunki międzyludzkie są ukształtowane na zasadach równości, miłości bliźniego i sprawiedliwości.
Teraźniejsza rzeczywistość wcale nie jest lepsza od ówczesnej, bo w wyniku postępu cywilizacyjnego więcej jest w niej wyzysku, nierówności, sprzeczności, ryzyka i zagrożeń. Masy społeczne wiedzą, że nie są w stanie jej zmienić na lepszą, ani swojej sytuacji, bo są bezsilne wobec działań różnych „niewidzialnych rąk” kształtujących niehumanitarne stosunki społeczne, politykę, gospodarkę i dzieje ludzkie. Czują się zagrożone w świecie realnym, a do wyboru mają albo z pokorą znosić swój los, albo udawać się na „wewnętrzną emigrację” lub ucieczkę w świat ułudy, albo podejmować walkę ze złem.
Pierwsze dwa wybory wyzwalają wprawdzie od oków świata realnego, ale wpychają w niewolę religii, która głosi zasady bezwzględnego posłuszeństwa, uległości i cierpliwości, tzn. nie podejmowania żadnej aktywności radykalnej w celu zmiany status quo.
Zaś trzeci wybór wymaga podejmowania działań rewolucyjnych (bunt, anarchia, terroryzm, zmiana ustroju). O wiele łatwiej jest uciekać w świat złudzeń niż walczyć. Toteż wybierają wariant łatwiejszy – odurzanie się religią. (Masy odurzają się nie tylko religią, lecz również utopiami społecznymi i bajaniem o demokracji, idealnym państwie, sprawiedliwym ustroju, socjalizmie z ludzką twarzą, opiekuńczym państwie, likwidacji sprzeczności społecznych, np. między kapitałem a pracą, „dobrymi zmianami” itp.)

Faktycznie, religia działa jak narkotyk łatwo dostępny dla każdego, bo tańszy od innych - mocno odurza aż do utraty instynktu samozachowawczego (np. męczennicy za wiarę albo islamscy terroryści-samobójcy), ogranicza własną wolę (podporządkowanie się zbiorowości wiernych i władzom kościołów) i szybko uzależnia.
Im dłużej pozostaje się w związkach religijnych, tym stają się one mocniejsze i trudniej wyzwolić się do nich. Dlatego kościół uzależnia człowieka od religii (i od siebie) w wyniku udzielania ludziom sakramentów od narodzin (chrzest, wbrew woli zainteresowanego) poprzez okres dziecięcy (komunia święta) i młodzieńczy (bierzmowanie i ślub) aż do śmierci (ostatnie namaszczenie). Tym tłumaczy się zadekretowaną na podstawie metryki chrztu przynależność do kościoła wielu ludzi i ich formalne uczestnictwo - na pokaz i wbrew własnym wątpliwościom i poglądom krytycznym - w rytuałach religijnych.

Przeciw takim katolikom-hipokrytom, których liczba drastycznie wzrasta,  ostro wypowiedział się papież Franciszek: „To skandaliczne, by mówić jedno, a robić drugie.Są tacy, którzy mówią: Jestem Katolikiem, chodzę na mszę każdego dnia, należę do tego czy tamtego ugrupowania. Jest wielu takich Katolików i to jest skandal. Jak wiele razy słyszeliśmy słowa: jeśli ta osoba jest katolikiem, to lepiej być ateistą”. (Papież Franciszek: „Lepiej być ateistą niż katolikiem-hipokrytą",(www.pudelek.pl/artykul/105915/papiez_franciszek_lepiej_byc_ateista_niz_katolikiem-hipokryta; 23.02.2017)

Zerwanie związku z religią (i kościołem) jest co najmniej tak samo heroiczne i wymaga tyle samo samozaparcia, co podjęcie decyzji o kuracji odwykowej i uniezależnienie się od narkotyku. Z tej racji niewiele osób decyduje się na jawne zerwanie z religią i woli udawać wierzących. Poza tym, odurzanie się religią wydaje się mniej ryzykowne i na swój sposób uszczęśliwia ludzi wierzących. 
Jednak to tylko pozór. Okazuje się bowiem, że oszałamianie się religią jest bardziej szkodliwe od zażywania przysłowiowego opium, niż się sądzi. Powoduje groźniejsze skutki w wymiarze jednostkowym oraz społecznym.

Bomba zegarowa


Na ten fakt zwracają uwagę autorzy ostatnio opublikowanej książki Religion als Zeibombe? (Religia jako bomba zegarowa). Pierwszy z jej autorów, Franz M. Wuketits (biolog i teoretyk nauki) ukazuje podstawy biologiczne gatunku ludzkiego dla tworzenia wyobrażeń religijnych i próbuje łączyć je z aktami przemocy. Dochodzi do następujących wniosków:

  1. Elementy religijności mogły pojawić się przed zaistnieniem samorefleksyjnej świadomości u naczelnych. Uciekali oni na drzewa przed drapieżnikami polującymi w miejscach zacienionych, bo tam było jasno i wysoko i dlatego bezpiecznie. „Jasne” i „w górze” kojarzy się przeważnie z czymś pozytywnym i bezpiecznym, podczas gdy ”ciemne” i „w dole” – z negatywnym i groźnym. To doprowadziło do pojęć nieba i piekła.

  2. Odkąd ludzie zaczęli tworzyć narzędzia i domostwa oraz postępować planowo, a więc myśleć sensownie i celowo, zaczęli przypuszczać, że wszystko ma sens i u podstaw wszystkiego leży jakiś skryty plan boski.

  3.  Potężną siłą napędową religijności było uświadomienie sobie konieczności śmierci i zdolności religii do łączenia (spawania) grup, jakkolwiek wiąże się to z niebezpieczeństwem wyodrębnienia się ich z otoczenia, czyli podziału na „my” i „inni”. Ten podział zawsze podsycał zbiorową histerię i gwałtowne konflikty.

  4. Religia promuje przemoc.
Drugi autor tej książki, Anton Grabner-Haider (filozof religii) ukonkretnia myśli Wuketitsa o negatywnej roli religii na podstawie analizy funkcji społecznych różnych religii (szamanizmu, taoizmu, buddyzmu religii japońskich, celtyckich, germańskich i religii klasycznych) oraz tego, w jaki sposób dawniej działały religie jak bomby zegarowe i jak działają współcześnie.
Pisze on, że w miarę postępującej transformacji matriarchatu w patriarchat łagodne żeńskie bóstwa opiekuńcze zastępowano coraz częściej wojowniczymi bóstwami męskimi (
Shang-ti w Chinach, Indra w Indach, Marduk w Babilonie itd.). A w klasycznych religiach monoteistycznych wszystkie żeńskie bóstwa wyparli prorocy i jeden bóg męski El-Jahwe, przedstawiany w Biblii w postaci mściwego, ekstremalnie agresywnego boga-wojownika, który kilkakrotnie niszczył Izrael.

Chrześcijaństwo, które wystartowało relatywnie pokojowo, przekształciło się w następnych stuleciach w wojownicze „imperium chrześcijańskie”, którego agresja skierowana była na zewnątrz (wyprawy krzyżowe, kolonizacja, przymusowe nawracanie) i do wnętrza (wojny z heretykami, maniakalne prześladowanie czarownic, Święta Inkwizycja).
Imperium chrześcijańskie wywołało bezprzykładne ekscesy, jak np. wojnę trzydziestoletnią, a także przyczyniło się w niemałym stopniu do katastrofy wieku dwudziestego. Załamało się ono w wyniku dwóch wojen światowych. Odtąd, szerzy się wśród laikatu chrześcijańskiego chęć „powrotu do wczesnego chrześcijaństwa odpowiedzialności”.

Grabner-Haider koncentruje się także na islamie i, oczywiście, na brutalnym islamizmie. Teraz toczy się walka między liberalnymi prądami tej religii a fundamentalistycznymi ruchami wahabitów, salafitów i braci muzułmańskich, którzy za pomocą Dżihadu chcą przemocą tworzyć nowe państwa wyznaniowe (teokratyczne). W konkluzji postuluje on, by pilnie zrelatywizować roszczenie religii do posiadania jedynej prawdy, oddzielić państwo od religii i w szczególności uświadomić młodzieży, że żadnej religii i ideologii nie wolno domagać się ofiar ludzkich. Niszczącej sile religii może przeciwstawić się myślenie krytyczne. Żądania te nie są zbyt wielkie po dwustu latach od epoki oświecenia.

A tymczasem – pisze Frank Schubert w recenzji tej książki - islamscy zamachowcy-samobójcy wysadzają się w powietrze w miejscach publicznych, ewangeliczni fanatycy rozstrzeliwują lekarzy, a buddyjscy mnisi polują na mniejszości religijne.  
Nie da się zaprzeczyć związku między religią i przemocą. Potwierdza go historia dawna i teraźniejsza. Rodzi się pytanie, czy przekonania religijne są nadużywane do aktów przemocy i terroru, czy skondensowana siła niszczenia tkwi w samej naturze religii w postaci nieustannie tykającej bomby zegarowej. (Zob. F. Schubert,
Mit Gottes Segen in die Hölle (Z błogosławieństwem bożym do piekła).
Dzięki odpowiednim wykładniom religia udziela grupom fanatyków-samobójców licencji na zabijanie w imię boga w wyniku zamachów na duże skupiska ludzi, albo takim, którzy wskutek religijnej interpretacji prawa grożą śmiercią lekarzom dokonującym aborcji zgodnie z prawem. Wezwanie do „świętej wojny” jest niewątpliwie groźną bombą zegarową.

Nie tylko religia jest bombą zegarową; są nią również tzw. księgi (pisma) święte, jak Biblia i Koran, zawierające ukryty i potencjalny, ale łatwo dający się odsłonić i wykorzystać ładunek wybuchowy. Ukazują przecież okoliczności, w których zabijanie innych ludzi jest nie tylko usprawiedliwione, ale nawet zalecane, jak na przykład dla przebłagania boga, albo odkupienia win.
Wiesław Sztumski

                                                               

Odsłony: 203