Konkurencja? Wrogość? Partnerstwo?

Utworzono: poniedziałek, 25, wrzesień 2017 Anna Leszkowska Drukuj E-mail

W systemie parlamentarnym opozycję tworzą jednostki i formacje parlamentu nieuczestniczące w formowaniu rządu, ani w zarządzaniu państwem; są to posłowie bezpartyjni, partie polityczne, grupy parlamentarne oraz frakcje.
Oprócz tego jest opozycja pozaparlamentarna, składająca się z ugrupowań politycznych, które nie weszły w skład parlamentu.

sztumski nowyOpozycja może być konstruktywna lub destruktywna w zależności od tego, jak układają się relacje między nią i partiami rządzącymi. Mogą one kształtować się na zasadzie konkurencji w stosunku do partii rządzących i rządu, albo na zasadzie współpracy z nimi, przy czym różnie układają się proporcje między konkurencją a współpracą.

Zazwyczaj w normalnie funkcjonującym parlamencie i państwie, opozycja jest konkurencją dla ugrupowań rządzących i zarazem współpracuje z nimi w celu doskonalenia zarządzania państwem i dla dobra społeczeństwa.

W sytuacjach ekstremalnych opozycja może przybrać postać opozycji totalnej. Trudno znaleźć jakąś definicję takiej opozycji, ale z kontekstów wypowiedzi, w których to wyrażenie się pojawia wynika, że taka opozycja neguje wszystko, co robi partia rządząca lub rząd i a priori nie zgadza się na żadne pomysły przedstawiane przez ugrupowania rządzące. Jej jedynym i najważniejszym celem jest przeciwstawianie się wszelkim inicjatywom rządu, które albo opozycja, albo społeczeństwo uważa za złe, i doprowadzenie do upadku rządu - przedwczesnego lub w następnych wyborach parlamentarnych.
Taka sytuacja ekstremalna pojawia się w wyniku rządów totalitarnych lub autorytarnych.

Z tych względów opozycja powinna być zawsze gotową do zastąpienia rządu i tworzyć gabinet cieni. Ale to ma sens wówczas, gdy opozycja reprezentowana przez mniejszość parlamentarną ma szanse na zwycięstwo w przyszłych wyborach.

Do podstawowych zadań opozycji należy krytyka i kontrola rządu oraz - ewentualnie - przedstawianie alternatywnych propozycji legislacyjnych. Opozycja powinna uczestniczyć w procesach politycznych i oferować konkurencyjne rozwiązania problemów, mając na uwadze przede wszystkim dobro publiczne jak i przeciwdziałać ewentualnemu nadużywaniu władzy przez rząd.

W dzisiejszych czasach istnienie opozycji jest szczególnie uzasadnione i potrzebne. A to dlatego, że w różnych krajach, nawet charakteryzujących się wysokim poziomem rozwoju parlamentaryzmu, demokratyzacji i kultury politycznej, demokracja ulega stopniowej degeneracji w toku ewolucji od demokracji bezpośredniej, przez reprezentatywną do partyjnej.
Ta ostatnia wydaje się formą demokracji najbardziej wynaturzoną i oddaloną od ideału ustroju demokratycznego, zakodowanego w świadomości potocznej. Im lepiej rozwinięta jest demokracja, tym bardziej jest zagrożona przez systemy totalitarne. Schyłek opozycji postępuje wraz ze schyłkiem demokracji.

Słabość suwerena

Zagrożenie narasta w miarę tego, jak słabnie rola suwerena i zmniejsza się jego udział w rządzeniu państwem oraz jego aktywność polityczna. Niestety, tak się dzieje i coraz wyraźniej ujawnia się tendencja do maksymalnej eliminacji suwerena z rozgrywek politycznych. Politykom dążącym do sprawowania władzy absolutnej zależy na tym, aby społeczeństwo nigdy nie dojrzało do prawdziwej demokracji. Bowiem – jak pisał Karl Jaspers – „Naród staje się dojrzały do demokracji, gdy uprawia politykę i jest aktywny politycznie. Jeśli nie zezwala mu się na aktywność polityczną, to nie ma żadnego sposobu na to, by dojrzał do demokracji.” (cyt. za: Politik über die Köpfe der Menschen hinweg, w: „Telepolis“, 29. 4. 2017)
A zatem, głównymi przyczynami tego procesu są celowe działania ugrupowań rządzących ukierunkowane na maksymalne osłabienie aktywności politycznej suwerena oraz tworzenie takiej sytuacji politycznej, w której suweren uświadamia sobie własną niemoc i bezradność wobec elity sprawującej rządy i dlatego rezygnuje z aktywności politycznej i przyjmuje postawę biernego obserwatora procesów politycznych.

W zdegenerowanej demokracji władza nie pyta suwerena o jego zdanie na temat podejmowania decyzji i uchwał. Istnieje wprawdzie możliwość przeprowadzania referendów w ważnych kwestiach, ale rzadko się z niej korzysta ze względu na koszty, albo dlatego, że wnioski o przeprowadzenie referendum zgłaszane przez ugrupowania opozycyjne są odrzucane przez parlament zdominowany przez partie rządzące.

Z drugiej strony, społeczeństwo nie chce już brać udziału w referendach, ponieważ świadome jest swej bezsilności wobec wszechwładzy rządu. Coraz bardziej doświadcza tego, że polityka toczy się ponad ich głowami. W takim razie, nawet, jeśli dochodzi do referendum, to jego wyniki są nieważne ze względu na niską frekwencję. (Na przykład, w referendum w Polsce w 2015 r. w sprawie jednomandatowych okręgów wyborczych, frekwencja wyniosła zaledwie 7,8%.) W związku z tym, suweren coraz bardziej redukuje swoją aktywność polityczną i niechcący przyczynia się do osiągania celu partii rządzących – zepchnięcia go na margines życia politycznego.
Ugrupowania rządzące boją się referendów, ponieważ coraz częściej przekształcają się one w plebiscyty, w których wyniku rządy, utraciwszy zaufanie suwerena i kierując się honorem, podają się do dymisji. (Tak było np. w przypadku Berlusconiego we Włoszech w 2011 r. i w Wielkiej Brytanii w przypadku Camerona w 2016 r.)


Kiedy państwo łupem partii…

Partiom rządzącym zależy na tym, by wcielić się w rolę suwerena i doprowadzić do ubezwłasnowolnienia go pod względem politycznym. Dzięki temu mogą one rządzić, jak im się podoba, nie licząc się z podwładnymi. W konsekwencji pojawia się rząd partii zamiast rządu suwerena, a demokracja reprezentatywna staje się coraz mniej reprezentatywna i w końcu przekształca się w absolutyzm partyjny, w rząd, który coraz bardziej wyobcowuje się od obywateli.
Taka transformacja przebiega już z powodzeniem w niektórych krajach, głównie w tych, gdzie tworzą się rządy monopartyjne. W tych krajach państwo faktycznie staje się łupem partii rządzącej samowładnie.

Aktywność polityczna suwerena słabnie wskutek dezorganizacji i rozpraszania go w wyniku zamiany jednego celu najważniejszego na kilka lub więcej celów mało ważnych oraz podziału na różne grupy, często charakteryzujące się sprzecznymi interesami, w zależności od przekonań politycznych, ideologicznych, albo wyznaniowych. W ten sposób tworzy się określone (z góry zaplanowane) grupy elektoratu, którymi łatwo manipulować. W związku z tym, suweren traci spójność i jednolitość i sam staje się upartyjniony. To komplikuje badania opinii publicznej, których wyniki okazują się mało wiarogodne, o czym coraz częściej można się przekonać.

Suweren traci swą moc polityczną w wyniku ograniczania roli samorządów poprzez kontrolę ich działalności przez funkcjonariuszy partyjno-państwowych. Niewielki pożytek jest z tego, że władze samorządowe są faktycznie autentycznymi reprezentantami lokalnych suwerenów, jeśli stoi nad nimi funkcjonariusz-cenzor, nasłany przez partię rządzącą, który ma prawo uchylać uchwały samorządu, o ile uzna je za sprzeczne z oczekiwaniami rządu, albo jest władny do pozbawienia urzędników samorządowych pewnych funkcji w obawie, że mogliby sprzeciwiać się interesom rządu.

Znaczne osłabienie roli suwerena i jego aktywności politycznej jest również skutkiem zawłaszczenia mass mediów - zwłaszcza publicznych - przez partię rządzącą. W takiej sytuacji suweren nie ma gdzie, ani jak manifestować swojej opinii w rozległej przestrzeni publicznej.
Wreszcie, do ubezwłasnowolnienia politycznego suwerena przyczynia się likwidacja trójpodziału władzy w demokracji związana z redukcją stopnia niezawisłości sądów - od najniższego do najwyższego szczebla - w rezultacie mianowania przez organy państwowe sędziów i prokuratorów z tzw. klucza partyjnego.

Ograniczenie aktywności politycznej suwerena, jakim jest naród czy społeczeństwo, pozbawia opozycję zaplecza społecznego, bazy bytowej, niezbędnej do jej istnienia oraz prawidłowego funkcjonowania. Czyni z opozycji pariasa, którego przedsięwzięcia są z góry skazane na niepowodzenie. W takim razie, opozycja albo przestaje funkcjonować, albo zmuszona jest działać w ukryciu i cichcem prowadzić „pracę u podstaw” w celu mobilizacji elektoratu i pozyskania go sobie w kolejnych wyborach parlamentarnych, albo radykalizować się w celu dokonania jakiegoś puczu, przewrotu ustrojowego, a w ostateczności, kiedy już nie ma nic do stracenia - rewolucji.

Jednak tak radykalne działania wydają się mało prawdopodobne i mają nikłe szanse powodzenia w krótkim horyzoncie czasowym, co oczywiście nie znaczy, że nie mogą się zdarzyć. To zależy od konkretnej sytuacji, nastrojów społecznych i granic wytrzymałości społeczeństwa na próby dokonania transformacji ustroju demokratycznego w ustrój autorytarny.
Większe szanse zwycięstwa i mniej bolesne ma rozwiązanie polegające na prowadzeniu pozytywistycznej pracy u podstaw w celu restytucji niezależnego suwerena i na cierpliwym oczekiwaniu na sprzyjające warunki obiektywne. Historia pokazuje, że po pewnym czasie systemy monopartyjne - autorytarne, dyktatorskie i totalitarne - które już zdążyły ustabilizować się jako tako, rozpadają się w wyniku sprzeczności wewnętrznych i nieprzejednanej walki o władzę w obrębie partii rządzącej.

Marzenie o mądrym rządzie i równie mądrej opozycji

W poprawnie funkcjonującym ustroju demokracji reprezentatywnej opozycja jest ważną siłą polityczną tak dla suwerena, jak i dla rządu. Opozycja utrwala swoje znaczenie w parlamencie, państwie i zyskuje dobrą opinię w społeczeństwie, gdy nie tylko sprawuje kontrolę nad partią rządząca i rządem, ale pomaga w rządzeniu, gdy jest godnym zaufania partnerem. To wcale nie przeszkadza jej w rywalizacji o władzę w kolejnych wyborach parlamentarnych lub samorządowych. Wręcz przeciwnie, uczciwe partnerstwo pomaga jej w walce konkurencyjnej.
Jednak warunkiem koniecznym, choć może niewystarczającym, jest funkcjonowanie partii rządzącej i opozycji w państwie, gdzie jest normalny ustrój demokratyczny i dostatecznie wysoki poziom kultury politycznej i osobistej, przede wszystkim członków parlamentu i rządu.

Natomiast w zdegenerowanym ustroju demokratycznym, opozycja jest postrzegana przez partię rządzącą jak wróg, którego trzeba zniszczyć – nie fizycznie, w wyniku likwidacji w obozach koncentracyjnych czy więzieniach, lecz politycznie, w wyniku zniesławienia i bezpowrotnego wykluczenia z życia politycznego społeczeństwa.
W tym celu nie przebiera się w środkach - podważa się moralność liderów opozycji, czyni się z nich kłamców i aferzystów (często zmyślonych) i oskarża się o różne przestępstwa, współpracę z różnymi wywiadami, działanie w interesie obcych państw, zdradę ojczyzny, a nawet o rzekomo popełnione zbrodnie.

Partia rządząca, działając w zacietrzewieniu, nieświadomie szkodzi sama sobie, ponieważ pozbawia się wroga zewnętrznego oraz skazuje się na walkę z wrogami wewnętrznymi (towarzyszami partyjnymi), czyli na zwalczanie samych siebie w ramach rozgrywek politycznych o przywództwo partyjne i objęcie najwyższych stanowisk w państwie i intratnych posad w organizacjach gospodarczych.

Partia rządząca żywi się zwalczaniem opozycji, głównie ich przywódców i dzięki skutecznej walce z nią uzyskuje poparcie elektoratu. Umacnia swe panowanie dzięki zwalczaniu swoich wrogów, utożsamianych z „wrogami ludu” lub państwa. Mogą to być wrogowie realni lub wymyśleni przez służby specjalne (służby bezpieczeństwa).
Tak na przykład, w przypadku partii faszystowskiej w Trzeciej Rzeszy Niemieckiej wrogowie wymyślani byli przez tajną policję (Gestapo), a w przypadku partii bolszewickiej w ZSRR, wrogowie wymyślani byli przez ludowy komitet spraw wewnętrznych (NKWD).
W jednym i drugim przypadku przywódców partii rządzących straszono jakimiś wrogami rzeczywistymi, albo urojonymi (Adolfa Hitlera straszył Heinrich Himmler, a Józefa Stalina straszył Ławrientij Beria), po to, by faktyczną władzę w państwie sprawowali oni - kierownicy służb bezpieczeństwa (tajnej policji, wywiadu, kontrwywiadu itp.), będących w rzeczywistości organami ponadpaństwowymi.

Z różnych powodów, przede wszystkim w celu zapewnienia spokoju i ładu społecznego oraz koncentracji wysiłków podejmowanych przez wszystkich na rzecz dobra wspólnego, a nie prywaty, należy budować lub odbudowywać relacje współpracy między partią rządzącą i opozycją.
Rywal i konkurent nie jest wrogiem, którego trzeba zniszczyć, lecz kimś, z kim powinno się współzawodniczyć w działalności po to, by osiągać wciąż lepsze wyniki, i kto pomaga w tym. O ile relacje partnerskie między partią rządzącą i opozycją sprzyjają rozwojowi kraju, to relacja nienawiści prowadzi kraj do podziałów i zaostrzania sprzeczności społecznych, do dezintegracji i antagonizmów, które grożą poważnym rozpadem społeczeństwa i upadkiem państwa. Tę konkluzję potwierdza stare przysłowie ludowe, którego mądrość potwierdza doświadczenie wielu pokoleń: „Zgoda buduje, niezgoda rujnuje”. Szkoda, że tak szybko zapomniano o nim, jak zresztą o wielu innych sentencjach ludowych.

Wiesław Sztumski

 

 

 

Odsłony: 150
DMC Firewall is developed by Dean Marshall Consultancy Ltd