Język w służbie kłamstwa

Utworzono: środa, 18 lipiec 2018 Anna Leszkowska Drukuj E-mail

Szkodliwe skutki relatywizmu semantycznego

Język humanistów - artystów, polityków, propagandystów, kaznodziejów itp. - różni się od języka przyrodoznawców, matematyków, logików i informatyków tym, że zawiera polisemię i dopuszcza relatywizm znaczeniowy. Dlatego jest narzędziem głoszenia fałszu.

wies1Funkcja praktyczna języka w aspekcie społecznym realizuje się w szczególności w komunikacji danego człowieka z innymi ludźmi. Za pomocą języka  wyraża on lub opisuje zjawiska, sytuacje, wydarzenia, nastroje, zachowania, uczucia, postawy, reakcje oraz oceny i przekazuje innym informacje o nich.
Opisy językowe (werbalne lub pisemne) wpływają na przyswojenie  sobie i wyobrażenie ich treści, rozumienie ich, odnoszenie się do nich oraz ich  osąd w sposób mniej lub bardziej racjonalny, albo emocjonalny.  Od tego zależą zachowania ludzi, ich postawy i podejmowane przez nich działania. (Zależą one również od zaleceń, nakazów i instrukcji postępowania).

Język jest potężnym narzędziem, docenianym głównie przez manipulantów społecznych, za pomocą którego ingeruje się  bezpośrednio w świadomość, żeby odpowiednio kształtować ją i  modyfikować, by kontrolować postępowanie, zachowanie się oraz działanie i manipulować nimi.  W ten sposób można nie tylko pośrednio manipulować zjawiskami społecznymi  i wydarzeniami historycznymi, ale również kreować je. W tym przejawia się  między innymi kreatywna funkcja języka, która polega na tym, że dzięki  językowi można przeinaczać fakty, albo tworzyć nieprawdziwą historię,  zmyślone zdarzenia społeczne i arbitralne opinie w zależności od potrzeb i na  użytek ideologii, polityki, religii, literatury i sztuki. Przykładów na to jest  mnóstwo (zwłaszcza z literatury i sztuki) i są one powszechnie znane.

Język pełni również ważną rolę w formułowaniu komunikatów zawierających informację, wiedzę, poglądy lub opinie. W zależności od tego, czemu mają służyć i jakie cele przyświecają ich twórcom i nadawcom, mogą one być prawdziwe (niebudzące wątpliwości, czyli pewne), jawnie fałszywe, albo quasi-prawdziwe, czyli zafałszowane w sposób utajniony, tzn. „udające prawdziwe" lub uchodzące za prawdę.
Formy i sposoby utajniania fałszu kryjącego się w komunikacie zależą od tego, do jakiego adresata kierowany jest komunikat. Do słabo wykształconego i mało doświadczonego lub naiwnego wystarczą prymitywne sposoby fałszowania. Zaś do mądrego i doświadczonego życiowo muszą być bardziej wyrafinowane. Arsenał technik fałszowania jest spory i coraz bardziej wzbogacany dzięki postępowi wiedzy.

Coraz częściej i na szerszą skalę w przekazie medialnym język służy za narzędzie zakłamania i oszustwa. Sądzi się, że jeśli ktoś występuje publicznie in live stream (ma czelność wystąpić przed ludźmi na żywo face to face i patrzeć im w oczy), albo publikuje coś w prasie lub w książce (niestety, większość ludzi wierzy słowu pisanemu), to z pewnością głosi prawdę. Na ogół zawierza się komuś na podstawie tradycyjnych stereotypów, jak np. „Kto patrzy prosto w oczy, nie kłamie" (Czy te oczy mogą kłamać?, „Kto się rumieni, albo poci, ten kłamie", „Człowiek powszechnie szanowany mówi prawdę", „Święte Księgi nie kłamią" itp.). Te stereotypy rozwijały się i utrwalały w ciągu stuleci, kiedy kłamstwo i oszustwo były moralnie naganne i należało się ich wstydzić, a prawdomówność była cnotą etyczną.

Kłamstwo było czymś niezwykłym oraz niecodziennym i ludzie wstydzili się kłamać. Wstydzenie się kłamstwem przechodziło z pokolenia na pokolenie i wskutek tego stało się jakby cechą dziedziczną. Reakcje fizjologiczne na bodziec emocjonalny „wstyd", np. w postaci podwyższonego ciśnienia, przyspieszenia tętna, pocenia się itp., wykorzystuje się w wykrywaczach kłamstw (wariografach).
Jednak od niedawna, odkąd panuje relatywizm etyczny i zaczęła się upowszechniać cywilizacja kłamstwa, te stereotypy nie sprawdzają się. Odtąd kłamstwo i oszustwo stały się czymś powszechnym, normalnym lub wręcz pożądanym („Kłam, żeby przeżyć", „Oszukuj, by się wzbogacić"), już nie trzeba się tego wstydzić. Dlatego wariografy będą działać tak długo poprawnie, dopóki kłamstwu - jakby mocą bezwładności - towarzyszyć będzie jeszcze wstyd zakodowany w świadomości ludzi. Staną się bezużyteczne, gdy któreś pokolenie przestanie wstydzić się kłamstwa.

Przy konstruowaniu poprawnego komunikatu, tzn. prawdziwego i odpornego na fałszerstwa, należy przestrzegać zasady referencji językowej. Nakazuje ona adekwatne (jednoznaczne) powiązanie słów z ich znaczeniami tak, by danej nazwie odpowiadał tylko jeden jej desygnat, a jednemu zdaniu tylko jedna zawarta w nim myśl lub treść. W pełni można ją stosować w językach sztucznych, zaś w naturalnych tylko w jakimś stopniu, który należy starać się zwiększać.

Niestety, w naszych czasach zasada referencji jest coraz mniej respektowana, podobnie zresztą, jak wiele innych tradycyjnych zasad obowiązujących w kulturze języka. Jest ona stopniowo, ale wciąż szybciej i skuteczniej osłabiana i wypierana przez zasadę relatywizmu znaczeniowego, w myśl której znaczenia słów mogą ulegać zmianom w zależności od różnych czynników społecznych: języka, kultury, wierzenia, i ideologii. Znaczenia słów zmieniają się także w zależności od miejsca i czasu, w którym się je wypowiada - jedno i to samo słowo może co innego znaczyć (ma różne desygnaty) w różnych sytuacjach społecznych i warunkach historycznych.
Jeśli zmiana znaczeń dokonuje się na drodze naturalnej ewolucji języka, to nie ma w tym niczego niepokojącego. Inaczej, gdy dokonuje się jej sztucznie, nadając arbitralnie znaczenia słowom po to, żeby można było celowo manipulować nimi z różnych powodów i dokonywać nadużyć semantycznych w niegodziwych celach.

Zasadę relatywizmu semantycznego stosuje się coraz częściej i na szerszą skalę w celach manipulacji. A wielu specjalistów od psychologii społecznej, semiotyki, reklamy i propagandy głowi się nad wynalezieniem jak najskuteczniejszych technik nadużyć językowych. Konsekwencją tego jest kształtowanie się coraz bardziej zakłamanego społeczeństwa. Można w nim kłamać i oszukiwać łatwo, efektywnie, nieodpowiedzialnie i (w zasadzie) bezkarnie.

Kłamcy są wszędzie - w każdej instytucji (organizacji), warstwie społecznej i to bez względu na wiek, zawód, wykształcenie, majętność, stanowisko i pozycję w hierarchii społecznej. Różne są rodzaje kłamstw: od drobnych i niegroźnych w wymiarze jednostkowym lub lokalnym do wielkich i wysoce szkodliwych w wymiarze społecznym i globalnym. Pogwałcenie zasady referencji postępuje jednocześnie z szerzeniem się substytucji znaczeniowej. Polega ona na umyślnej podmianie znaczenia słowa w celu zafałszowania opisu czegoś lub wzmacniania emocji towarzyszącej przekazywaniu i odczytywaniu komunikatów.
Tu nie chodzi bynajmniej o zamianę znaczenia danego słowa w wyniku posługiwania się jego synonimami, lecz o to, by powszechnemu i tradycyjnemu znaczeniu tego słowa nadać jakieś inne, które ma lepiej służyć celom manipulacji. Tej podmiany znaczeń dokonuje się w celu usprawiedliwienia czegoś niegodziwego lub nakłonienia adresata komunikatu do pozytywnej lub negatywnej oceny moralnej tego, albo do jej wzmocnienia.

Przytoczone przykłady relatywizacji i substytucji znaczeń trzech słów powszechnie używanych - patriotyzm, bohaterstwo i mord - pokazują, jak nadużywa się języka w celu fałszowania faktów i okłamywania ludzi.

Patriotyzm

Patriotyzm powinien polegać na miłości swoich;
zbyt często zaś polega na nienawiści obcych.
Kazimierz Przerwa-Tetmajer

Słowo „patriotyzm" wywodzi się z greckiego πατριά (patria), które oznacza rodzinę, grupę, plemię lub naród wywodzący się od wspólnych przodków, czyli tzw. ojczyznę. Encyklopedia PWN podaje taką oto definicję patriotyzmu: „Patriotyzm w znaczeniu ogólnym - wszelkie umiłowanie ojczyzny jako miejsca swojego pochodzenia i/lub zamieszkania; ojczyzną w tym sensie może być każda okolica lub region, do którego jednostka jest szczególnie przywiązana (w takim wypadku mówi się o patriotyzmie lokalnym i ojczyźnie prywatnej), ale ojczyzną może być również cały kraj zamieszkany przez naród, z którym jednostka się identyfikuje (ojczyzna ideologiczna), i tak bywa najczęściej rozumiana”.

Podobnie Słownik Merriam-Webstera definiuje patriotyzm jako postawę szacunku, umiłowania i oddania własnej ojczyźnie oraz chęć ponoszenia za nią ofiar i pełną gotowość do jej obrony, w każdej chwili. Charakteryzuje się też przedkładaniem celów ważnych dla ojczyzny nad osobiste, a także gotowością do pracy dla jej dobra i w razie potrzeby poświęcenia dla niej własnego zdrowia lub czasami nawet życia. Tylko w niektórych przypadkach patriotyzm wiąże się z określoną orientacją polityczną, gdy słowo „patriota" (lub jego pochodne) znajduje się w nazwie jakiejś partii politycznej. Natomiast od wieków z reguły postawy patriotyzmu nie łączy się z poglądami politycznymi, ideologią, wyznaniem, ani przynależnością do jakieś partii. Teraz na przekór zdrowemu rozsądkowi oraz tradycji językowej patriotyzmowi przypisuje się inne znaczenie.

Na słowie „patriotyzm" dokonuje się manipulanckiej substytucji znaczeniowej z pobudek politycznych lub partyjnych. Polega ona na zamianie w definicji patriotyzmu słowa „ojczyzna" na słowo „państwo", w związku z czym patriotyzmem jest umiłowanie państwa lub narodu, a nie ojczyzny. A państwo, naród i ojczyzna, to co innego. Poza tym, nie zawsze ojczyzna była państwem - jak choćby w czasie zaborów czy okupacji Polski - i nie dla każdego obywatela państwo jest jego ojczyzną.

Manipulacja znaczeniem słowa „patriotyzm" idzie jeszcze dalej, kiedy sprowadza się go do określonej formy państwa, albo do państwa funkcjonującego w określonym czasie. Wtedy pojęcie patriotyzmu zawęża się do jednego wymiaru w postaci „patriotyzmu politycznego". Jeśli tej substytucji znaczeniowej dokonuje ktoś nieświadomie, to powinien dowiedzieć się o tym i naprawić swój błąd, a jeśli czyni to świadomie i celowo, to źle to o nim świadczy.

A najgorzej, gdy zmusza się obywateli do miłowania ojczyzny z pobudek politycznych. Z punktu widzenia patriotyzmu politycznego patriotą jest ten, kto miłuje swe państwo, kocha rząd i partię, które aktualnie sprawują władzę nad nim, czyli aparat przemocy mniejszości społeczeństwa nad większością lub na odwrót. A contrario, nie jest patriotą, kto kocha swoją ojczyznę, swój naród czy społeczeństwo, w którym żyje, tzn. swoich bliźnich.


Bohaterstwo

Dawniej mieliśmy zwyczaj kanonizowania naszych bohaterów, obecnie ich trywializujemy.
Oscar Wilde

 

Konwencjonalnie rozumie się je jako czyn godny powszechnego uznania, podejmowany z niezwykłego męstwa oraz ponadprzeciętnej odwagi, waleczności, dzielności i ofiarności. W wojsku za bohaterskie czyny awansuje się, albo przyznaje medale, a cywilom - odznaczenia państwowe. 

Czynem bohaterskim żołnierza jest np. unicestwienie lub wzięcie do niewoli wielu wrogów, zniszczenie ważnych obiektów, urządzeń lub sprzętu nieprzyjaciela itp. 

Czynem bohaterskim cywila jest np. uratowanie komuś życia, ryzykując lub poświęcając własne, wierność wzniosłym ideom lub wartościom etycznym, przeżycie w warunkach ogromnego zagrożenia, realizacja godnego celu życiowego, mimo piętrzących się trudności, wybitne osiągnięcie w pracy naukowej, artystycznej, edukacyjnej i w innych obszarach życia.

Ludzie dokonujący takich czynów (prawdziwego bohaterstwa) są powszechnie uznawani za pozytywnych bohaterów. Rzeczą normalną było, aby za bohaterów uznawać również ludzi, którzy kierując się ideą dobra wspólnego służyli interesom społeczeństwa, w którym żyli i państwa, którego byli obywatelami. Nieważne, czy to społeczeństwo było w jakimś stopniu zniewolone, a państwo nie w pełni suwerenne, niepodległe i niedemokratyczne. Było to społeczeństwo, dla którego musiało się dawać z siebie wszystko i państwo, w którym musiało się żyć i o którego dobro należało dbać, by można było w nim przetrwać i by mogło ono zachować ciągłość historyczną.

Trzeba sobie uświadomić, że w ówczesnych czasach międzynarodowych rozgrywek politycznych i zmowach między mocarstwami imperialnymi ci ludzie nie mieli wpływu na to, co się wokół nich działo.
Bohaterkami są kobiety, które w trudnych warunkach urodziły dzieci, wychowały je na przyzwoitych ludzi i wykształciły.
Bohaterami są pracownicy różnych zawodów, naukowcy i inżynierowie - innowatorzy, którzy dokonali wielkich odkryć oraz wynalazków i znacznie przyczynili się do postępu nauki i techniki.
Można przytoczyć więcej przykładów prawdziwych bohaterów, których teraz zapomina się, nie mówi się o nich, wymazuje z pamięci, fotografii i historii państwa, a niekiedy traktuje jak wrogów narodu lub zdrajców i nie eksponuje ich w mediach - wokół nich rozpościera się cisza medialna.

Od pewnego czasu zapanowała moda na tworzenie bohaterów „z urzędu", albo „z nadania", na wyróżnianie (awansowanie, odznaczanie i nagradzanie) takich jednostek, którym to zaszczytne miano nie przysługuje na mocy tradycyjnych kryteriów. Mianuje się ich bohaterami z racji czysto ideologicznych, politycznych, albo partyjnych. Na siłę robi się bohaterami tych, którzy z różnych pobudek działali w interesie państw obcych ze szkodą dla swojego, będąc agentami obcych wywiadów, czyli zdrajców. Jak pisze Stephen King, „Kiedy zdrajców nazywa się bohaterami (…), nadchodzą mroczne czasy. Naprawdę mroczne czasy".

Dla przykładu, bohaterem jest teraz żołnierz, który przypadkowo zginął na froncie, bo przez nieuwagę, albo w wskutek brawury wpadł w zasadzkę, bądź dał się zastrzelić przez wrogów (chociaż sam żadnego z nich nie zabił) tylko za to, że brał udział w wojnie, nawet niesprawiedliwej jako najemnik, czyli swego rodzaju płatny morderca.

Bohaterami z nadania politycznego robi się także tych, którzy emigrowali często ze strachu przed odpowiedzialnością sądową, z chęci uniknięcia kary za pospolite przestępstwa, poprawy sobie bytu, albo po to, by - czując się niezagrożeni na obczyźnie i za pieniądze różnych instytucji agenturalnych - mogli szkalować swoje państwo i kierować z ukrycia różnymi akcjami dywersyjnymi (strajkami, zrywami powstańczymi itp.). Również po to, by móc naśmiewać się z „głupich", którzy pozostali w kraju i pracowali uczciwie dla dobra swych rodzin i ojczyzny w niezwykle trudnych warunkach ekonomicznych i politycznych, w biedzie i terrorze; także z tzw. bohaterów pracy, czyli tych, którzy zaraz po wojnie w spontanicznym zrywie i w poczuciu obowiązku obywatelskiego czy patriotycznego odbudowywali zakłady pracy, odgruzowywali gołymi rekami Warszawę i inne zniszczone miasta i w morderczym tempie odbudowywali je. Wywodzili się oni z różnych warstw społecznych, zawodów, partii, wyznań i mieli różne poglądy polityczne.

Jacy to bohaterzy z takich emigrantów? Bohaterami „z nadania" czyni się nawet okrutnych morderców i ludobójców etnicznych (nota bene, znienawidzonych przez ludność na terenach ich operacji), należących do różnych organizacji „wyzwoleńczych" i nacjonalistycznych, albo do sił zbrojnych państw podziemnych. Walczyli oni z legalną władzą, nie tylko z funkcjonariuszami aparatu państwowego, ale z ludnością cywilną opowiadającą się za tą władzą, ustrojem i państwem uznanym przez społeczność międzynarodową i ONZ za prawowite i niepodległe.
O bohaterach kreowanych na zamówienie polityczne, „bohaterach" taniej rozrywki (pseudogwiazd, idoli rozmaitych subkultur, „kopaczy piłki" itp.) i o innych bohaterach negatywnych (np. aferzystach, oszustach) rozlega się dzika wrzawa w środkach masowego przekazu, opanowanych żądzą wzrostu oglądalności byle kogo i poczytności byle czego. Dzięki kreowaniu takich „bohaterów" pojęcie bohatera ulega trywializacji.

Rzadko zdarza się, by kogoś uznawało się zawsze za bohatera. Przeważnie tylko w określonym czasie, po którym - w wyniku badań historycznych i dokładniejszym przyjrzeniu się jego biografii i zasługom - okazuje się, że już nie zasługuje na takie miano. Najdłuższym „czasem życia" cieszą się bohaterowie prawdziwi, a najkrótszym ci „z nadania", o których szybko się zapomina. („Każdy bohater staje się w końcu nudziarzem" - twierdzi Ralph Waldo Emerson).
Tym mniej się o nich pamięta, gdy nie pozostawiają po sobie pozytywnego dorobku w postaci trwałych śladów w historii oprócz pomników stawianych im naprędce. (Nota bene, wysokość pomnika, ani jego usytuowanie nie świadczą o wielkości zasług, tylko o próżności jego budowniczych). A pomniki „bohaterów" znienawidzonych przez społeczeństwo po prostu burzy się.

Czy warto na siłę robić z kogoś „bohatera", kierując się li tylko kaprysem i sprzyjającymi okolicznościami? Oprócz bohatera „z nadania" jest jeszcze jeden bohater negatywny, kreowany w wojsku – „bohater z rozkazu". Gardził nim między innymi Albert Einstein: „Wojsko, ten najgorszy wytwór życia stadnego, napawa mnie wstrętem; (...) Bohaterstwo na rozkaz, bezsensowna przemoc i cała ta obmierzła paplanina, która nazywa się patriotyzmem - jakże serdecznie tego wszystkiego nienawidzę!"


Morderstwo


Istnieją cztery rodzaje morderstw: zbrodnicze, wybaczalne, usprawiedliwione, i godne pochwały.
Ambrose Bierce 


Zabiegowi substytucji znaczeniowej poddane zostało słowo „mord". Tradycyjnie i słownikowo oznacza ono rozmyślne uśmiercenie kogoś zazwyczaj w okrutny sposób, a więc specyficzny rodzaj zabójstwa. Jest to czyn absolutnie bezprawny i zbrodniczy. Tym różni się od zabójstwa, że mordu dokonuje się celowo na kimś niewinnym, a zabójstwo może być przypadkowe, również ze szlachetnych pobudek, jak np. w obronie własnej lub kogoś innego.

Mimo to, coraz częściej „mordem" nazywa się nie tylko zabójstwa, ale nawet wykonanie prawomocnego wyroku kary śmierci (na gruncie obowiązującego prawa w danym kraju), jeśli ten wyrok uzna się z różnych powodów za niesprawiedliwy, albo niesłuszny w świetle prawa obowiązującego w innym kraju i ustroju politycznym lub w tym samym kraju, lecz w innych czasach, albo przez inną partię rządzącą.

A zatem każde wykonanie wyroku śmierci można w dowolnym momencie historii nazwać „mordem" i podważać prawomocność wyroku w zależności od tego, kto i kiedy sprawuje władzę i jak ocenia się go z punktu widzenia jakiejś ideologii lub czyichś interesów. W ten sposób każdego prokuratora wnioskującego o karę śmierci, sędziego wydającego taki wyrok oraz każdego wykonawcę tego wyroku można uznać za mordercę i napiętnować go, mimo że ci ludzie działali zgodnie z wówczas obowiązującym prawem. Na odwrót, można też w ten sam sposób każdego faktycznego mordercę usprawiedliwić lub uniewinnić, a nawet zrobić z niego bohatera „z nadania".

W przypadku manipulacji językowej polegającej na podmianie znaczenia słowa „mord" chodzi albo o celowe usprawiedliwienie uśmiercenia kogoś i złagodzenie oceny tego czynu, albo o wywołanie w związku z tym nadmiernych emocji negatywnych i postaw nienawiści oraz agresji. Im bardziej jest odległe w czasie dane zdarzenie, tym łatwiej można manipulować jego oceną moralną w wyniku substytucji znaczeniowej.
Słowo „morderstwo" poddaje się też relatywizacji semantycznej: ze względu na coś oznacza ono morderstwo, a ze względu na coś innego - nie, przez jednych jest uznawane za morderstwo, a przez innych - nie, w jednym czasie jest morderstwem, a w innym - nie itd.

Oto jeden z wielu przykładów. Zabójstwo przez armię amerykańską ponad stu tysięcy mieszkańców Drezna w wyniku ataku bombowego w 1945 r., setki tysięcy mieszkańców Hiroszimy i Nagasaki wskutek zrzucenia bomb atomowych (oba ataki nie były uzasadnione względami strategicznymi), około dwóch milionów ludności cywilnej w wojnie wietnamskiej w latach 1964-1975 w wyniku zastosowania napalmu i bombardowań, albo setek tysięcy ofiar w niesprawiedliwej wojnie z Irakiem nie uznano oficjalnie za akty ludobójstwa, zbrodnie wojenne lub zbrodnie przeciwko ludzkości. (Zwycięzca nie musi się tłumaczyć). Nb. w Internecie znajduje się taki aforyzm Williego Meurera, niemiecko-kanadyjskiego kupca, aforysty i publicysty z Toronto: „Stopniowanie masowego morderstwa: Ameryka, Dreznoameryka (60 tys.), Hiroszimameryka (70 tys.), Nagasakiameryka (80 tys.), Bagdadameryka (? tys.)".

Podobnie, nie uznano za czystkę etniczną rzezi wołyńskiej w 1943 r., kiedy Ukraińcy zamordowali wyjątkowo brutalnie ponad 100 tys. Polaków. Natomiast zastrzelenie ponad 20 tys. tys. polskich żołnierzy i funkcjonariuszy państwowych na rozkaz Stalina w 1941 r. w Katyniu i Miednoje jest oficjalnie zbrodnią przeciwko ludzkości. Tak jest, jeśli ocena morderstwa zależy od aktualnie obowiązującej poprawności politycznej.

Konsekwencje praktyczne


Do szkodliwych skutków praktycznych wynikających z relatywizacji i substytucji znaczeń zaliczam:

• Utrudnienie komunikacji werbalnej. Adresat komunikatu odbiera niewłaściwie jego treść, bo nie rozumie, o czym mówi nadawca. Ich języki, mimo że te same, różnią się pod względem semantycznym.

• Fałszowanie opisu faktów (historycznych). Jeden i ten sam fakt może być inaczej rozumiany, jeśli opisuje się go za pomocą tych samych słów, ale mających różne znaczenia, lub gdy używa się ich w różnych kontekstach.

• Fałszowanie wizerunku postaci historycznych, np. patriotów i bohaterów.

• Konsekwencje natury moralnej i edukacyjnej:
- Zdawałoby się niewiele znacząca podmiana słowa „ojczyzna" na „państwo" lub „naród" w definicji patriotyzmu implikuje poważne konsekwencje szkodliwe nie tylko dlatego, że może przyczynić się do przeistoczenia patriotyzmu w nacjonalizm, co prowadzi do izolacji naszego kraju i sprzeciwu wobec prób integracji krajów europejskich, ale również implementuje wypaczony sens patriotyzmu w wyniku jego redukcji do jednowymiarowego „patriotyzmu państwowego". Czy należy przyszłym pokoleniom zaszczepiać taki „patriotyzm" i czemu miałoby to służyć?

Relatywizacja pojęcia patriotyzmu umożliwia dokonywanie arbitralnych przemianowań patriotów na antypatriotów; nie wiadomo, kto i kiedy uzna kogoś za patriotę lub antypatriotę (i na odwrót) na podstawie kryterium różnicy poglądów politycznych.

Jaki ma być ideał patrioty? Oby nie taki, jak przedstawiony w 1898 r. przez Kazimierza Przerwę-Tetmajera w wierszu „Patryota", jakże „na topie" teraz:

„Rozum, wiedza, talent, praca
U nas, bratku, nie popłaca!
Postęp i cywilizacja
W kąt, gdy wchodzi do gry nacya!/…/

Możesz kpem być i cymbałem,
Możesz dureń być siarczysty,
Byleś z mocą i zapałem
Kraj miłował macierzysty!/…/

Huha! Hopsa! Każdą nową
Myśl witamy krzyżem pańskim 
Precz z geniuszem Europy
Farmazońskim i szatańskim! 

My o jedno tylko szlemy
Modły k’ niebu z naszej chaty
By nam buty mogły śmierdzieć,
Jak śmierdziały przed stu laty /…/

Hoc ha! Hopsa! Byle zdrowo,
Zdrowa dusza - zdrowe ciało!
Niechaj śmierdzi, jak śmierdziało,
Byle tylko narodowo!
Wolę polskie gówno w polu
Niźli fiołki w Neapolu!
Swojsko, polsko, po naszemu,
Hoc! Hoc! Hopsa! Tak jak wtedy,
Gdy nas naprzód tłukły Szwedy,
Potem Niemcy i Moskale
- Hoc! Hoc! Hopsa! Doskonale!
Po swojemu! Po staremu!/…/

Niechaj żyje stara cnota!
Daj nam dalej kisnąć Boże!
Jedno, drugie, trzecie morze
- Vivat „prawy patryota".

- Relatywizacja słowa „bohater" oraz podmiana jego znaczenia z pozytywnego (naturalnego lub tradycyjnie rozumianego) na negatywnego (sztucznie kreowanego w zależności np. od mody politycznej) pociąga za sobą co najmniej dwa szkodliwe skutki w sferze edukacji nowych pokoleń: wypacza lub fałszuje nauczaną historię i dewaluuje bohaterów, wypacza wyobrażenie o bohaterze i jego wzorzec (ideał wychowawczy).
Skoro każdego kto tylko zasłużył się „poprawnej" i jedynie słusznej ideologii, kto tylko jest lojalny wobec aktualnej władzy, można zadekretować jako „bohatera", to pojawia się dylemat, jaki bohater ma być wzorcem wychowawczym – prawdziwy, czy ten „z nadania", albo „z rozkazu"? Lansowanie wzorca bohatera „z nadania" służy niszczeniu pamięci o bohaterach prawdziwych. (Niszczy się ją również w wyniku zmian nazw ulic i placów, burzenia pomników itp., a może jeszcze palenia książek o nich, jak to już kiedyś bywało).

- Takiemu samemu zabiegowi manipulacji językowej poddane zostało słowo „mord". Tradycyjnie i słownikowo oznacza ono zabójstwo, czyli rozmyślne pozbawienie kogoś życia w okrutny sposób. Jest to czyn absolutnie bezprawny i zbrodniczy. Mimo to, coraz częściej morderstwem nazywa się zwykłe uśmiercanie ludzi, jak np. w wyniku wykonywania prawomocnych wyroków kary śmierci. To ma miejsce wtedy, gdy aktualni władcy oceniają ten wyrok jako niesprawiedliwy, niesłuszny lub nie po ich myśli i gdy chcą to wykorzystać do celów politycznych. Bezprawne jest podważanie prawomocności takiego wyroku w czasie ogłaszania go.

Natomiast czym innym jest jego ocena moralna i potępianie ówczesnych sędziów i wykonawców takich wyroków, mimo że działali zgodnie z ówczesnym prawem, które dzisiaj może się nie podobać. Ale nie ma podstaw do tego, by karać za to tych ludzi (zwłaszcza pośmiertnie), ani tym bardziej ich potomków. Jedynym argumentem przemawiającym za czymś takim jest działanie z niskich pobudek - chęci odwetu i zemsty; a to jest moralnie naganne i wręcz obrzydliwe. Czy wobec tego będzie ktoś chciał ferować wyroki i w przyszłości, za innych rządów, narazić siebie, albo swoje dzieci i wnuki na potępienie?
Wiesław Sztumski

 

 

Odsłony: 153
DMC Firewall is developed by Dean Marshall Consultancy Ltd