Ekologizm - nadzieja, zagrożenie czy straszak?

Utworzono: czwartek, 26 marzec 2020 Anna Leszkowska Drukuj E-mail


Ekologizm - nowy nurt filozoficzny


sztumski nowyOd siedemdziesięciu lat środowisko życia ludzi zaczęło gwałtownie pogarszać się. Wzrastała liczba zjawisk masowych, groźnych dla ludzi. W związku z tym nastąpił wzrost zainteresowania się nauką o środowisku - ekologią. Zapoczątkowana w XIX w. przez Ernesta Haeckla szybko przekształciła się ona z subdziedziny biologii w samodzielną dyscyplinę naukową o rozbudowanej strukturze.
Zrazu skupiała się na badaniu związków między żywymi organizmami i ich środowiskiem przyrodniczym. Potem badała coraz szersze aspekty tego związku z szczególnym uwzględnieniem relacji „człowiek-przyroda”. Poszerzyło się też pojęcie środowiska. W jego skład weszło nie tylko środowisko przyrodnicze w wymiarze lokalnym, globalnym i kosmicznym, ale społeczne, kulturowe i duchowe. W związku z tym relacja „człowiek-środowisko” stała się przedmiotem wieloaspektowych i multidyscyplinarnych badań.
Psychologia behawioralna dostarczała coraz więcej dowodów na negatywny wpływ zdegradowanego środowiska na kondycję psychiczną, funkcjonowanie i osobowość człowieka, a biologia - na kondycję fizyczną, możliwość przeżycia człowieka i zagrożenie egzystencji gatunku ludzkiego. To wymusiło podjęcie badań o ochronie i ratowaniu środowiska przed narastającą degradacją w konsekwencji postępu cywilizacyjnego jak i głupoty ludzi niedoceniających jego znaczenia.

Ekologia stosowana nie dostarczała w wystarczającym stopniu wiedzy o tym. Toteż w 1965 r. Walery Goetel (profesor Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie, geolog, przyrodnik i ekolog) stworzył odrębną dyscyplinę nauki o ochronie środowiska, którą nazwał sozologią. Jest to „nauka o systemowej ochronie środowiska przed destrukcyjnym oddziaływaniem antroposfery”.
Filozofowie nie mogli zignorować wyników badań, które informowały o niszczeniu środowiska w zastraszającym tempie i o tym, jak niekorzystnie odbija się to na zdrowiu, życiu i funkcjonowaniu ludzi. Dlatego na bazie wiedzy dostarczanej przez enwironmentologię (kompleksową naukę o środowisku) powstała najpierw filozofia ekologii (ekofilozofia). Jej twórcą był Henryk Skolimowski - profesor wielu uniwersytetów i kierownik pierwszej i jedynej wówczas w Polsce „Katedry Filozofii Ekologicznej” na Politechnice Łódzkiej w latach 1992-1997, autor aforyzmu: „Wiek XXI będzie wiekiem ekologicznym, albo nie będzie go wcale”.

Na ekofilozofię składają się rozmaite jej odmiany: ekologia człowieka, ekologia humanistyczna, ekologia głęboka, ekozofia, filozofia kryzysu ekologicznego, ekologia uniwersalistyczna, a nawet pewna część filozofii przyrody. Dotychczas nie udało się zintegrować ich w jeden system nauki o relacjach między elementami wchodzącymi w skład ekosystemu człowieka. Na początku XXI w., na bazie wiedzy z zakresu sozologii powstała filozofia ochrony środowiska; najpierw, w postaci sozologii systemowej, a potem sozofilozofii. (p. Sztumski, Człowiek wobec środowiska. Propedeutyka sozofilozfii, Wyd. WSL Częstochowa 2012).

W ten sposób doszło do połączenia ekofilozofii i sozofilozofii w jeden nowy nurt filozoficzny - ekologizm. Ekologizm przeciwstawia się nieuzasadnionemu wywyższaniu się człowieka ponad inne istoty żywe i nadmiernej trosce o siebie oraz nieodpowiedzialnemu niszczeniu przez niego środowiska i innych gatunków istot żywych. Chodzi o to, by oba człony relacji „człowiek-środowisko” traktować na równi.
Czy filozofia ekologizmu szkodzi ludziom? Na pierwszy rzut oka mogłoby się wydawać, że tak, ponieważ przyczynia się do piątej już w historii zniewagi człowieka.* Detronizuje go, gdyż odmawia mu prawa do bycia despotycznym panem i władcą w świecie przyrody, postępowania z nią według swego widzimisię i niszczenia jej za pomocą coraz potężniejszych i inteligentniejszych narzędzi oraz lepszych sposobów posługiwania się nimi. Jednak mimo to, ekologizm bardziej troszczy się o ludzi aniżeli antropocentryzm. Dlaczego?

Po pierwsze, z tej prostej przyczyny, że troszczy się nie w wymiarze „tu – i -teraz”, lecz „tu – teraz – i -potem”. O ile u podstaw antropocentryzmu leży myślenie prezentystyczne lub recentywistyczne, to u podstaw ekologizmu leży myślenie futurystyczne lub prospektywne. Nakazuje ono troszczyć się o kondycję człowieka i jego środowiska w interesie co najmniej kilku przyszłych pokoleń. Z tej racji ekologizm opowiada się za szybką implementacją idei rozwoju zrównoważonego we wszystkich obszarach życia społecznego, ale przede wszystkim w sferze gospodarki. Chodzi przede wszystkim o zrównoważenie podaży z popytem wskutek rezygnacji z wybujałych i wciąż rosnących potrzeb.

Na podstawie dzisiejszej wiedzy, zrównoważony (trwały) rozwój ma zapewnić zachowanie takiego stanu środowiska, który pozwoli przeżyć w nim jeszcze przyszłym generacjom. A to jest możliwe w wyniku znacznego ograniczenia eksploatacji zasobów naturalnych przyrody oraz radykalnego zapobiegania toksyzacji i zaśmiecaniu środowiska. Czas nagli, bo zdaniem Ericha von Weizsäckera, dzisiejsza młodzież jest ostatnim pokoleniem, które może jeszcze zawrócić ludzkość z drogi do zagłady.
Po drugie, troska o człowieka wymaga nie mniejszej troski o środowisko, w jakim żyje, ponieważ egzystencja, jakość życia i możliwość przetrwania ludzkości są proporcjonalne do jakości środowiska. Inaczej mówiąc, nie ma życia bez środowiska, które mu sprzyja. Nie po to ewolucja kosmosu stwarzała w ciągu kilkunastu miliardów lat warunki do powstania istot żywych na naszej planecie, by dzisiejsi ludzie kierując się egoizmem gatunkowym i głupotą niszczyli je i uniemożliwiali życie na Ziemi w przyszłości.

Ideologia ekologizmu

„Ekologizm” oznacza też ideologię zbudowaną na fundamencie filozofii ekologizmu. Za sprawą mass mediów ideologiczny aspekt ekologizmu jest o wiele bardziej znany ogółowi ludzi niż filozoficzny. Słowem „ekologizm” nazywa się ideologię pewnych grup i organizacji społecznych lub politycznych, (partii zielonych oraz ruchów ekologicznych), mających na celu nie deklaratywne, lecz realne i skuteczne ratowanie środowiska przed zniszczeniem, które uniemożliwi przetrwanie ludzkości. Chociaż wywodzi się ona z filozofii ekologizmu, to jednak wykracza poza kwestie związane z ochroną środowiska życia ludzi.

Wyznawcy tej ideologii - „ekologiści” - postulują daleko idące i radykalne zmiany (w formie odczuwalnych wstrząsów) w pojmowaniu relacji między człowiekiem a jego środowiskiem, przede wszystkim przyrodniczym. Są przekonani, iż obecny system społeczny i polityczny, jak i filozofia gospodarowania w państwach rozwiniętych nie są w stanie - same z siebie - zapewnić warunków do implementacji postulatów zrównoważonego rozwoju, który jest warunkiem koniecznym do dłuższego przetrwania gatunku ludzkiego na Ziemi.
Z tej racji - jak twierdzi politolog amerykański, Andrew Dobson - ideologia ekologizmu proponuje już pewną pożądaną formę ustroju społecznego i ma gotowy program działań politycznych dla jej realizacji. A więc, spełnia wszystkie cechy ideologii politycznej i dlatego powinna być traktowana na równi z innymi aktualnymi ideologiami politycznymi, jak np. liberalizm, konserwatyzm i socjalizm.

Inny politolog, Michael Kenny, idzie jeszcze dalej, ponieważ twierdzi, że nawet sama ekologia jest ideologią. Z kolei historyk z Uniwersytetu Bielefeld, Joachim Radkau, twierdzi, że po upadku socjalizmu ideologia ekologizmu stała się jedyną alternatywą dla ideologii neoliberalizmu, głoszącej absolutną hegemonię zysku i konsumpcji. Jeśli faktycznie tak jest, to ideologię ekologizm należałoby ocenić pozytywnie, choćby tylko z tego względu, że niemal wszyscy mają już dość coraz szybszej pogoni za zyskiem i nadmiernego wzrostu konsumpcji, w czym upatrują źródeł wszelkiego zła.

Toteż nie należy dziwić się, że ideologia ekologizmu zyskuje coraz więcej sympatyków i aktywistów rekrutujących się z różnych sfer społecznych i grup wiekowych, ale głównie z oświeconej młodzieży. Jest ona świadoma tego, że neoliberałowie, technokraci i konserwatywni antroposzowiniści zniszczą co się da, zanim wkrótce zginą i zostawią im planetę, na której coraz trudniej będzie żyć i że kolejne pokolenia będą obwiniać dzisiejszą młodzież za to, że zdecydowanie nie przeciwstawiła się w porę rujnacji środowiska.

Z przykrością trzeba stwierdzić, że niektórym politykom ideologia ekologizmu nie podoba się - jest sprzeczna z ich interesami, światopoglądem i przekonaniami i dlatego usiłują skompromitować ją i zwalczyć. Ukazują ją masom w krzywym zwierciadle w zdeformowanej postaci. Wypaczają jej sens albo z powodu braku wiedzy o istocie ekologizmu (jako filozofii i ideologii), albo celowego dążenia do dezawuacji jej w oczach mas, za pomocą różnych technik manipulacyjnych.
Odwołują się głównie do uczuć religijnych, bowiem w sferze religii ważniejsze i skuteczniejsze są argumenty emocjonalne od racjonalnych. Dlatego prezentują ekologizm w postaci straszaka, który zagraża kulturze i tradycji chrześcijańskiej, uznawanej niesłusznie za europejską. (Kultura europejska wywodzi się też z innych kultur, wcześniejszych). Efektem tego są nieporozumienia, kłótnie, podziały społeczne i niepotrzebne antagonizmy, które niszczą więzi społeczne, osłabiają struktury społeczeństw i destabilizują systemy społeczne.

Niektórzy dziennikarze i politycy nie przestrzegają podstawowych reguł semantyki i słowem „ekologizm” posługują się zamiennie w znaczeniu filozofii i ideologii. Utożsamiają ideologię ekologizmu z filozofią, z której ona wyrosła. Wskutek tego przenoszą negatywną ocenę ideologii na filozofię i na odwrót, by w ten sposób za jednym zamachem skompromitować ideologię i filozofię ekologizmu.
Taki zabieg manipulacyjny stosowano wcześniej w celu zwalczania niektórych filozofii. Tak na przykład filozofię Karola Marksa utożsamiono z ideologią marksizmu i obarczono winą za wszystkie grzechy (zsyłki na Sybir, gułagi, akty ludobójstwa itp.) stalinizmu i tzw. socjalizmu realnego.
Wcześniej obwiniano Fryderyka Nietschego i jego filozofię za grzechy hitleryzmu (rasizm, antysemityzm i uznawanie Niemców za nadludzi.) Teraz podobni „mędrcy”, próbują rozprawiać się z filozofią i ideologią ekologizmu. Celuje w tym między innymi abp Marek Jędraszewski, którego bzdurne wypowiedzi firmuje in gremio episkopat polski. Ideologię ekologizmu utożsamia on z jakąś bliżej nieokreśloną ideologią antychrześcijańską, nawet ateistyczną, nawiązującą do Fryderyka Engelsa. W ten sposób chce z ekologizmu uczynić uosobienie zła, jakiś postrach dla katolików w postaci „złego luda” i Szatana. (W podobny sposób atakuje się genderyzm, przypisując mu bóg wie co).

Od dawna wrogiem kościoła jest to, co postępowe. A zwłaszcza to, co mogłoby odebrać kościołowi katolickiemu wciąż jeszcze wiodącą rolę w świecie i przywileje związane z nią jest a priori złe - jest diabelskim wymysłem. Arcybiskupowi, jak przysłowiowemu rekrutowi, wszystko kojarzy się z jednym. Peroruje on: „Ekologizm to powrót do Engelsa i do jego twierdzeń, że małżeństwo to kolejny przejaw ucisku, a w imię równości trzeba zerwać z całą tradycją chrześcijańską, bez której my Europejczycy nie zrozumiemy się, bo jesteśmy w niej wychowywani od tysiącleci. To się kwestionuje przez różne nowe ruchy, a także próbuje się narzucać jako obowiązującą doktrynę. To zjawisko bardzo niebezpieczne, bo to nie jest tylko postacią nastolatki (Grety Thunberg – red.), to coś, co się narzuca, a ta aktywistka staje się wyrocznią dla wszystkich sił politycznych, społecznych. To jest sprzeczne z tym wszystkim, co jest zapisane w Biblii, począwszy od Księgi Rodzajów, gdzie jest wyraźnie mowa o cudzie stworzenia świata przez Boga. W Piśmie Świętym jest wyraźnie napisane „czyńcie sobie ziemię poddaną”.
– „Adam jest kimś, kto nazywa zwierzęta, a więc nad nimi panuje i nie znajduje wśród nich kogoś, kto byłby partnerem dla jego życia, dlatego otrzymuje małżonkę. To jest wizja człowieka i świata, którą głosi chrześcijaństwo i która jest także wizją głęboko zakorzenioną w judaizmie. Naraz wszystko się kwestionuje, czyli faktycznie kwestionuje się naszą kulturę, odwraca się cały porządek świata zaczynając od tego, że kwestionuje się istnienie Pana Boga – stwórcy, kwestionuje się także rolę i godność każdego człowieka”. (Ekologizm to zjawisko bardzo niebezpieczne - rozmowa z Telewizją Republika - https://dorzeczy.pl/kraj/124505/abp-jedraszewski-ekologizm-to-zjawisko-bardzo-niebezpieczne.html; 25.12.2019).

Trudno dyskutować z tą wypowiedzią. Jest tak żałosna, że wystarczy pośmiać się z politowaniem, że Bóg go ukarał i mu rozum odebrał. Odpuść mu Panie Boże, bo nie wie, co mówi. Zwrócę tylko uwagę na dwa nieporozumienia.

Nieprawdą jest, że ekologizm jest kontynuacją myśli Engelsa na temat małżeństwa. Engels komentował wyniki badań na temat ewolucji rodziny i małżeństwa zaprezentowane przez Levisa H. Morgana, amerykańskiego antropologa kulturowego (1818-1881).
Wypowiadał się też o istocie małżeństwa w warunkach kapitalizmu, kiedy wszystko staje się towarem: udzielanie sakramentu małżeństwa, kobieta, godność itd. Wówczas większość małżeństw zawierano w celach bogacenia się (teraz też tak jest), a kontrakt małżeński stał się zwykłą transakcją kupiecką dla finansjery i burżuazji.
Nawiązywał zresztą do myśli Marcina Lutra o świeckim charakterze małżeństwa (nie wiadomo, czy zdawał sobie sprawę z tego ani, czy czytał jego pisma) oraz L. H. Morgana. Według M. Lutra małżeństwo nie jest wspólnotą osób, lecz związkiem rzeczowym, a taki nie może być sakramentem i nie może podlegać władzy kościelnej i jej sądownictwu, ale wyłącznie „zwierzchności świeckiej” i „państwowej”. A według Morgana, małżeństwo monogamiczne różnopłciowe, uświęcone przez katolicyzm, pojawiło się nie na początku świata (od Adama i Ewy), ale znacznie później w wyniku rozwoju cywilizacji. Pierwotnie, w fazie dzikości małżeństwa były grupowe, a w fazie barbarzyństwa - parzyste.

Engels nie twierdził, że rodzina zniknie po obaleniu kapitalizmu - w socjalizmie, komunizmie lub w jakimś innym ustroju postkapitalistycznym. Na pytanie o przyszłość małżeństwa napisał: „Można by nie bez słuszności odpowiedzieć: monogamia nie tylko nie zniknie, lecz wówczas dopiero zostanie urzeczywistniona w całej pełni, gdyż wraz z przekształceniem środków produkcji we własność społeczną zniknie również praca najemna, proletariat, a więc dla pewnej - statystycznie obliczalnej - ilości kobiet zniknie konieczność oddawania się za pieniądze. Prostytucja zniknie, monogamia zaś, zamiast zginąć, stanie się wreszcie rzeczywistością - także i dla mężczyzn.(…)

Zupełna swoboda zawierania małżeństwa może więc dopiero wówczas stać się prawem powszechnym, gdy dzięki zniesieniu produkcji kapitalistycznej i stworzonych przez nią stosunków własności zostaną usunięte wszystkie te ekonomiczne względy uboczne, które dziś jeszcze wywierają tak potężny wpływ na wybór małżonka. Wtedy właśnie jedynym motywem stanie się wzajemna sympatia. (…)

A więc przypuszczenia, które dzisiaj robić możemy co do układu stosunków płciowych po nadchodzącym zniesieniu produkcji kapitalistycznej są przeważnie natury negatywnej, ograniczają się głównie do tego, co odpada. Ale co nowego dojdzie? To rozstrzygnie się wówczas, gdy wyrośnie nowe pokolenie: pokolenie mężczyzn, którym nigdy w życiu nie zdarzyło się kupić kobiety za pieniądze lub za pomocą innych społecznych środków władzy i pokolenie kobiet, którym nigdy nie zdarzyło oddać się mężczyźnie z jakichkolwiek innych względów niż z prawdziwej miłości ani też odmówić ukochanemu z obawy przed następstwami ekonomicznymi. Gdy ci ludzie będą już istnieli, to diablo mało będą się oni interesowali tym, co według pojęć dzisiejszych robić powinni; stworzą oni swe własne metody postępowania i odpowiednią do nich opinię publiczną co do postępowania każdej jednostki - kropka.” (F. Engels, Pochodzenie rodziny, własności prywatnej i państwa. W związku z badaniami Lewisa H. Morgana. Książka i Wiedza, Warszawa 1969).
W dzisiejszych czasach też nie jesteśmy w stanie przewidzieć, jaką postać przybierze małżeństwo i rodzina w ustroju postkapitalistycznym i w następnych.

Nie jest prawdą, że ekologizm jest ideologią areligijną czy ateistyczną, ani narzędziem wykorzystywanym do walki z religią (chrześcijaństwem) i z Bogiem, jakkolwiek opowiada się za sprawiedliwym prawdziwym, a nie pozorowanym rozdziałem kościoła od państwa.

Nieprawdą jest, że ekologizm jest jakąś ideologią „lewacką” (Nie przystoi hierarsze posługiwać się takim słowem zaczerpniętym ze slangu jakichś żurnalistów i politykierów, kryjącym w sobie a priori ocenę negatywną tego, co lewicowe. Świadczy to o braku szacunku dla oponentów. Nikt z kręgów opozycji nie używa zamiast słowa „prawicowy” słowa „prawacki”, jako antonimu słowa „lewacki”),co mu się insynuuje, którą trzeba zwalczyć w imię ratowania kultury chrześcijańskiej, chociaż z wielu powodów znajduje zwolenników należących do partii lewicowych. Gdyby ekologizm był filozofią lub ideologią antykatolicką, to nie spotkałby się z tak wielkim uznaniem w znanej encyklice „ekologicznej” papieża Franciszka.

Ta wypowiedź abpa Jędraszewskiego pokazuje, jak wielka nienawiść i ślepa zawziętość cechuje jego, biskupów, wiernych popierających go. Zamiast kierować się ewangeliczną zasadą miłości bliźniego w stosunku do tych, którzy mają odmienne poglądy, sieją nienawiść. Słusznie napisał o. Jacek Salij w książce Miłujcie nieprzyjacioły wasze: „(...) Nasi przodkowie - zwłaszcza w okresie rozbiorów, rozmaitych okupacji czy innych jeszcze udręk, jakie przeżywała nasza Ojczyzna - wielokrotnie starali się kształtować swój stosunek do nieprzyjaciół w duchu Ewangelii. Są to tradycje dziś nieco zapomniane, a przecież nie mamy prawa ich zapomnieć. (...) nawet w okresie kłótni międzywyznaniowych ewangeliczne wezwania do pojednania i miłości nieprzyjaciół były wyrzutem sumienia i przedmiotem poszukiwań. Idea pojednania i przebaczenia jest tak bogato zinstytucjonalizowana w naszej obyczajowości”.

Jeśli nie ekologizm, to antroposzowinizm

Ludzkość może teraz wybrać jedną z dwóch dróg dalszego rozwoju. Jedną wytycza współczesny nurt ekologizmu, a drugą odwieczny nurt antropocentryzmu lub antroposzowinizmu.
Pójście po pierwszej zapewnia ludziom dłuższe przetrwanie, jeśli nie zdarzy się jakaś katastrofa niezawiniona przez nich. Stąpanie po drugiej zapewne skróci czas istnienia gatunku ludzkiego.
Rozstrzygnięcie tego dylematu zależy od tego, czy chcemy - jako gatunek - niemądrze i samobójczo zdecydować się na krótszy czas przetrwania w coraz większym dobrobycie, czy rozsądnie i zgodnie z instynktem samozachowawczym na dłuższy czas, rezygnując z wygórowanych potrzeb.

Jak dotychczas, głupota przeważa nad rozsądkiem (p. W. Sztumski, Mądrzy przegrywają z głupimi, „Sprawy Nauki”, Nr 10 (244), 2019) i nic nie wskazuje na to, że to się zmieni w warunkach nasilającego się ogłupiania mas.
O ile do polowy XX w. przyroda rozwijała się zgodnie z odwiecznymi prawami obiektywnymi, to w epoce antropocenu ludzie coraz bardziej ingerują w jej rozwój. Zasmakowali w odnoszeniu triumfów nad przyrodą i chcą ją całkowicie ujarzmić.

W wyniku „zawrotu głowy od sukcesów” w zmaganiach z przyrodą ukształtowała się postawa szowinizmu gatunkowego (gatunkowizmu). Sprzyjały mu doktryny filozoficzne, dla których człowiek jest „pępkiem świata” i „miarą wszystkich rzeczy” oraz kościół katolicki, który uznaje człowieka za istotę najdoskonalszą, bo będącą kopią Boga, jedyną posiadającą duszę i od początku do końca przeznaczoną do panowania nad przyrodą. Bóg stworzył człowieka, by „czynił sobie ziemię poddaną i panował nad rybami morskimi, nad ptactwem powietrznym i nad wszystkimi zwierzętami pełzającymi po ziemi”.(Księga Rodzaju).

Na początku XXI w., w obliczu narastających zagrożeń ekologicznych i pod presją ruchów proekologicznych, kościół zmienił interpretację słowa „panowanie”. Panowanie nad przyrodą nie oznacza już dominacji nad nią. (Panowanie nie oznacza dominacji. Panujemy nad zwierzętami tylko dzięki naszemu potężnemu i wszechobecnemu intelektowi. Nie dlatego, że jesteśmy moralnie lepsi. Nie dlatego, że mamy „prawo” do wykorzystywania tych, którzy nie mogą się obronić). Oznacza też troskę o nią. Ale nadal człowiek jest najdoskonalszym produktem Boga lub ewolucji. Ideę panowania człowieka zaakceptował również Jan Paweł II opowiadając się za koncepcją antropocentryzmu zintegrowanego lub umiarkowanego.( p. Encyklika Centesimus annus (1991).

Niestety, nawet umiarkowany antropocentryzm może w sposób zamierzony, albo przypadkowo, przekształcić się w szowinizm gatunkowy w określonych warunkach, wskutek niewłaściwej interpretacji i pod wpływem odpowiedniej ideologii i propagandy.
Każda forma szowinizmu gatunkowego ludzi szkodzi środowisku przyrodniczemu, ale bardziej socjosferze i ludziom. Przyczynia się do coraz większej i trudno dającej się powstrzymać degradacji geo-, bio- i socjosfery. Psuje dobre relacje między narodami, grupami i jednostkami, jakie kształtowano przez stulecia na podstawie różnych odmian humanizmu.

Antroposzowinizm dzieli ludzi na „naszych” i „obcych”. („Nasi” są lepsi od „obcych, których obdarza się obraźliwymi lub wulgarnymi epitetami.) Im bardziej ceni się swoich, tym bardziej gardzi się innymi i nienawidzi ich; tym bardziej rozwijają się postawy ksenofobiczne, wojownicze i zaściankowe.
Źle jest, gdy mniejszość „lepszych” zdobywa władzę nad większością „gorszych” („gorszego sortu”), którzy nie chcą być zniewalani. Wtedy mniejszość tępi ich bezlitośnie do upadłego, by nie dopuścić do utraty władzy. Podział na „swoich” i „obcych” leży u podstaw ksenofobii, rasizmu (antysemityzmu) , seksizmu egocentryzmu hegemonii, nienawiści (hejtowania), konfliktu pokoleń (ageizmu), walki klasowej, ludobójstwa (holokaustu), terroryzmu, wojen etnicznych i religijnych, lokalnych i światowych, konfliktów ideologicznych, walk plemiennych i klasowych, wyzysku, buntów i rewolucji społecznych.
Szkodzi też sferze duchowej (religijnej i świeckiej), w której skład wchodzą potrzeby wyższego rzędu, systemy (hierarchie) wartości, wierzenia, wrażliwość estetyczna (odczuwanie piękna), kultura osobista (styl bycia, sposób zachowania się, ubierania i wysławiania) oraz refleksja nad swoim bytem i sensem życia.

Antroposzowinizm wypacza lub degraduje je i okalecza osobowość. W efekcie dehumanizuje ludzi i redukuje ich do maszynopodobnych istot - androidów wyposażonych w sztuczną inteligencję, która zastępuje mózg. Degradacja środowiska społecznego i duchowego nasila się wraz z rozwojem ustroju społecznego budowanego na ideologiach neoliberalizmu i konsumpcjonizmu oraz na zasadzie stale przyspieszanego wzrostu gospodarczego i fetyszyzmie pieniądza.

Jaki wniosek?

Po niespełna czterdziestu latach zwycięstw człowieka w walce z przyrodą, podniosła się ona z kolan i zaczęła coraz zacieklej mścić się na intruzach zakłócających jej naturalny rozwój. Dlatego w środowisku przyrodniczym zachodzą zmiany, w wyniku których jest ono coraz mniej przyjazne ludziom. To zmusza do zastanowienia się nad tym, do czego prowadzi antroposzowinizm i do poddania go krytyce. Coraz więcej ludzi ocenia go negatywnie. Jednak mimo to, nadal niszczą środowisko, by zaspokajać egoistyczne potrzeby, rosnące proporcjonalnie do stopnia rozwoju cywilizacyjnego i dobrobytu. W niewielkim stopniu uwzględnia się potrzeby innych gatunków, głównie tych, od których zależy biologiczna egzystencja ludzi. Bierze się to z priorytetu czynników i kryteriów ekonomicznych.
Również środowisko społeczne „upomina się” o zaprzestanie niszczenia go. Za psucie odwzajemnia się ludziom kryzysami społecznymi oraz degradacją systemów społecznych i osobowości jednostek.

Wzrost uświadomienia ekologicznego i wiedzy o szkodliwości szowinizmu gatunkowego nie stoi na przeszkodzie w utrzymaniu przewagi antroposzowinizmu nad ekologizmem. Bowiem antroposzowinizm mocno zakorzenił się od wieków w świadomości ludzi i jest wspomagany przez konserwatystów sprawujących rządy nad światem. Dlatego ekologizm z trudem szerzy się, jak zwykle to, co nowe i postępowe.
Z jednej strony, ludzie nie chcą dobrowolnie zrezygnować z przywileju panowania i wyrzec się dobrostanu materialnego osiąganego w wyniku nieodpowiedzialnego korzystania z postępu. Są tak głupi, że zatracają instynkt samozachowawczy i podcinają gałąź, na której siedzą.
A z drugiej strony, nie mogą być obojętni na los dzieci, wnuków i dalszych pokoleń i nie zapewnić im szansy na przeżycie, którą stwarza ekologizm. Trudno prognozować, czy górę weźmie troska o siebie, czy o przyszłość ludzkości.
Wiesław Sztumski

Od Redakcji: Autor w 1987 r. na Uniwersytecie Śląskim utworzył Zakład Filozofii Nauk Przyrodniczych i Ekologii, którym kierował do przejścia na emeryturę w 2004 r.

* Klaus Kornwachs wymienia cztery wielkie zniewagi człowieka: uświadomienie sobie, że człowiek nie jest centrum świata (w wyniku odkrycia Kopernika), wyrugowanie człowieka z centrum historii istot żywych (w wyniku odkrycia Darwina), uświadomienie sobie niewielkiej roli rozumu (w wyniku odkrycia Freuda), oraz algorytmizacja procesów myślowych (w wyniku badań nad sztuczną inteligencją).

 

Odsłony: 494
DMC Firewall is a Joomla Security extension!