Światowa maskarada

Utworzono: czwartek, 29 październik 2020 Anna Leszkowska Drukuj E-mail


Nie drżyjmy. Nie kryjmy dzioba w piasek.
Ukażmy się w mieście bez masek!
Agnieszka Osiecka


Liliput przeciw tytanom, czyli koronawirus kontra cywilizacja Zachodu

sztumski nowyJeszcze kilka miesięcy temu nikt nie spodziewał się, że mikroskopijny patogen ożywiony tak bardzo wpłynie na losy ludzi i świata, że taki prymitywny wirus zacznie podgryzać korzenie wysoko rozwiniętej cywilizacji i spowoduje zmiany w myśleniu i zachowywaniu się. Przygotowywano się na ataki terrorystów, zderzenia cywilizacji, koniec historii, zmiany klimatyczne, najazd kosmitów i kolejną wojnę światową, ale nie na pandemię, która przyniesie tyle ofiar i strat w gospodarce oraz zakłóci dotychczasową normalność w funkcjonowaniu społeczeństw, rodzin i jednostek.

Uaktywnienie tego wirusa to kolejna w historii niespodzianka, jaką przyroda zgotowała ludziom przekonanym o tym, że już zdołali ujarzmić ją na tyle, że przestała im zagrażać i że, wręcz przeciwnie, to oni teraz są poważnym zagrożeniem dla niej i z łaski ekologów starają się ją chronić. Ludzie doznali już zawrotu głowy od triumfu nad przyrodą, odnoszonemu dzięki postępowi wiedzy i wdrażaniu nowoczesnych technologii oraz rozwojowi sztucznej inteligencji. Niestety, nie trzeba było długo czekać, by okazało się, że to zwycięstwo jest pyrrusowe.

Co jakiś czas przyroda daje znać o swoim niewyczerpalnym potencjale i arsenale środków w walce z intruzem, jakim okazał się gatunek noszący dumną nazwę Homo sapiens. Nie daje się tak łatwo ujarzmić. Atakuje ludzkość asteroidami, trzęsieniami ziemi, wybuchami wulkanów, tsunami, gwałtownym ociepleniem, suszą, chorobami, plagami szarańczy itp.
Ale ludzie nie wyciągają wniosków z tych dotkliwych lekcji i wcale nie odnoszą się z respektem do przyrody i nie postępują mądrzej. Nadal, zadufani w sukcesy postępu cywilizacyjnego, popełniają ten sam błąd - lekceważą potencjalne zagrożenia ze strony przyrody i naiwnie wierzą w zbawczą moc techniki. Każde rewolucyjne odkrycie lub wynalazek rodzi zrazu hurraoptymizm, a potem rozczarowuje.
Tak było z energią cieplną (maszyną parową), elektryczną (silnikiem elektrycznym) i jądrową (reaktorem atomowym). Obecnie przesadną nadzieję wiąże sie ze stosowaniem sztucznej inteligencji. (Taki optymizm wyraża np. Christian Maté w książce Medizin ohne Ärzte: Ersetzt künstliche Intelligenz die menschliche Heilkunst? [Medycyna bez lekarzy: Czy sztuczna inteligencja zastępuje ludzką sztukę uzdrawiania?], Residenz Verlag, Salzburg 2020).
A przyroda nie daje się przechytrzyć ludziom; chyba jest inteligentniejsza od nich.

Tajemnicze źródła pandemii

Jedni twierdzą, że koronawirus jest naturalnym produktem obronnym przyrody i że musiał zaistnieć w sprzyjających okolicznościach. Podobno, zdaniem amerykańskiego wirusologa i noblisty Howarda M. Temina (1934–1994), wirusy tworzą się wewnątrz organizmów z transpozonów (fragmentów DNA i RNA). Te drzemiące w organizmach wirusy uaktywniają się w stanach dużego stresu (p. H. Temin, Biology for dummies). A w warunkach zaostrzającej się walki konkurencyjnej i narastających sprzeczności w „galopującym społeczeństwie" sytuacji wysoce stresowych jest coraz więcej.
Inni uważają, że jest artefaktem - produktem badań nad bronią bakteriologiczną oraz manipulacji genetycznych - i że przypadkowo lub celowo wydostał się z jednego z tajnych laboratoriów wojskowych.
W obu przypadkach zawinili ludzie albo w wyniku zaniedbania czegoś lub sabotażu, jak w elektrowni jądrowej w Czarnobylu, albo w wyniku świadomego użycia go w walce z rywalem o hegemonię ekonomiczną.

Jak było naprawdę nie wiadomo i chyba nigdy nikt się tego nie dowie, bo skrywać to będzie ścisła tajemnica wojskowa. Faktem jest, że od wielu lat w instytutach i laboratoriach wojskowych prowadzi się badania nad doskonaleniem broni bakteriologicznej i mutacją bakterii oraz wirusów. Najlepsze urządzenia kontrolne nie są w stanie zabezpieczyć przed awariami i wydostaniem się ludobójczych bakterii na zewnątrz.

Są tacy, którzy twierdzą, że koronawirus jest wirusem odzwierzęcym. Wobec tego nie ludzie spowodowali pandemię, tylko nietoperze, noszący w sobie ukryte koronawirusy, które nie uaktywniają się, dopóki nie pozwala im na to układ odpornościowy zwierzęcia. Ale silny stres bardzo osłabia ten układ. Wtedy uśpione koronawirusy aktywizują się. Prawdopodobnie nietoperze, zestresowane przez ludzi, wcześniej obudziły się ze snu zimowego (efekt cieplarniany?), wydostały się z jaskiń i zaraziły koronawirusami cywety, których mięso zjadali ludzie i zarażali się od niego. Cywety stały się ogniwem pośrednim między nietoperzami a ludźmi w przenoszeniu koronawirusa.

Biolog niemiecki, prof. Christian Voigt, twierdzi, że nie zna przypadku zarażenia się człowieka koronawirusem bezpośrednio od nietoperza w klimacie europejskim, ale nie wyklucza takiej możliwości w subtropiku (p. Das ist eine regelrechte Hexenjagd, w „Spektrum der Wissenschaft", 25.05.2020).

Natomiast zwolennicy teorii spiskowej sugerują, że pandemia koronawirusa jest bronią użytą przez prezydenta USA w celu osłabienia gospodarki Chin, które są groźnym rywalem w walce o dominację gospodarczą. Być może użył jej, gdyż sankcje celne i gospodarcze wobec Chin nie spełniły jego oczekiwań. Jeśli to prawda, to Donald Trump potwierdziłby głoszoną przez Aarona Jamesa i innych opozycjonistów negatywną opinię o sobie, że jest arcydupkiem, który, licząc na pewne korzyści dla swego kraju, wyrządził nieporównywalnie większe szkody reszcie świata i - czego się raczej nie spodziewał - także swojemu krajowi (p. Dupki górą, SN, Nr 5/2020). Chyba zapomniał o tym, że każdy kij ma dwa końce. Świadczy o tym kompletne nieprzygotowanie jego kraju na taką ewentualność i doprowadzenie do głębokiego i ostrego kryzysu gospodarczego w USA, który nie wiadomo, kiedy zakończy się oraz do licznych niepotrzebnych ofiar.

Nie wiadomo, czy to prawda, ale nie można tego wykluczyć. Nie da się odmówić pewnych racji wyznawcom teorii spiskowej, których bezmyślnie wyśmiewa się (brak argumentów zastępuje wyśmiewanie). Pamiętajmy, że głównymi przeciwnikami teorii spiskowej są sami spiskowcy, by odwrócić uwagę od swych niecnych poczynań. Zachowują się oni jak złodziej, który krzyczy „łap złodzieja!".
W każdym razie okazało się, że światowe mocarstwa (USA i Rosja), zabezpieczone super inteligentnymi tarczami antyrakietowymi i dysponujące najnowszą technologią militarną, okazały się bezbronne wobec ataku maleńkiego prymitywnego wirusika.
Gospodarki tych i innych krajów dotkniętych pandemią odnotowały drastyczny kilkunastoprocentowy spadek PKB i wciąż borykają się z piętrzącymi się trudnościami. Ale, co ciekawe, zdaniem analityków ekonomicznych, gospodarka w Chinach o wiele szybciej powróci do stanu przedpandemicznego niż w USA, UE i Rosji, i osiągnie 48-procentowy wzrost PKB, podczas gdy USA tylko 24-procentowy.
Jak dotychczas, ta prognoza nie sprawdziła się. Jednak na obecnym etapie, mimo dużych strat, Chiny wyprzedziły USA i stały się pierwszą potęgą gospodarczą świata i chyba jeszcze długo nią pozostaną. Zdaniem niektórych ekonomistów, na pandemii bardziej zyskują kraje trzeciego świata niż rozwinięte. Tak więc, dzięki pandemii zmniejszają się nierówności między wysoko i słabo rozwiniętymi krajami. Jest to jeden z korzystnych jej skutków.

Kontrowersyjne decyzje w walce z pandemią

W celu zapobieżenia rozprzestrzeniania się pandemii, we wszystkich krajach wprowadzono odpowiednie rygory podyktowane względami sanitarnymi dla mieszańców: obowiązek noszenia masek w miejscach publicznych i przestrzeni otwartej, częste mycie rąk, odkażanie pomieszczeń, zachowanie bezpiecznej odległości, zamknięcie szkół (zastąpienie lekcji face to face przez lekcje online) teatrów, kin, stadionów itd., przymusowa kwarantanna oraz pozostawanie w domach. Od razu sprzeciwili się temu obrońcy praw człowieka, którzy twierdzą, że taka reakcja rządów jest bezprawna, jeśli nie została poprzedzona wprowadzeniem stanu klęski żywiołowej, albo stanu wyjątkowego. Nie obchodzi ich to, że stan klęski lub wyjątkowy pociąga za sobą niekorzystne skutki ekonomiczne, ani że przypuszczalnie bez takich rygorów pandemia spowodowałaby o wiele większą liczbę zachorowań i zgonów, przede wszystkim osób starszych. Ważniejsza od tego jest obrona abstrakcyjnej wolności.

To typowy przykład na to, jak u obrońców praw człowieka - fanatyków ideologii neoliberalizmu - dążenie do wolności rozmija się z ich poczuciem odpowiedzialności. A także na to, że nie zawsze powinno się bronić wolności za wszelką cenę. Niedawno powstał ponadnarodowy społeczny ruch „Zrzućmy te hańbiące homo sapiens maski z naszych twarzy", który wystosował listy otwarte do prezydentów Polski i Słowacji. Możliwe, że pod wpływem tych, którzy w ogóle negują istnienie wirusów, a w szczególności uznają za kłamstwo istnienie wirusa SARS-CoV-2, który obecnie krąży w świecie. Odrzucają także istnienie wirusów, które wywołują odrę, świnkę, wściekliznę, ospę i polio. Wszystkie są dla nich tylko wymysłem ludzkim. Protestują oni przeciwko krokom podejmowanym w celu zwalczaniu koronawirusa.

Należą do nich również naukowcy. (Na przykład, istnieniu wirusów zaprzecza mikrobiolog niemiecki Stefan Lanka. Twierdzi on, że nikt ich nigdy nie widział. W 2015 r. obiecał nawet 100 000 € nagrody temu, kto wskaże mu źródła potwierdzające obecność wirusa odry. Zrobił to dr med. David Bardens, ale Lanka do dziś nie wypłacił mu nagrody.) Co gorsze, znajdują sympatyków, którzy np. zorganizowali masowe protesty w Berlinie, Stuttgarcie i Monachium. To są wyjątkowo szkodliwi ludzie. (p. N. Grams, C. Nobmann, Virenleugner und Verschwörungstheoretiker [Zaprzeczający wirusom i teoretycy spiskowi], w "Spektrum der Wissenschaft", 28.05.2020).

Rządy większości państw zignorowały te protesty. W kilku innych, np. w Szwecji i Islandii, szybko zniesiono rygory, ponieważ uznano, zresztą nie całkiem bez racji, że wskutek całkowitego braku kontaktu z wirusami układ immunologiczny człowieka przestaje wytwarzać odpowiednie przeciwciała i dlatego nie zadziała przy zetknięciu się z tymi wirusami w przyszłości; a wtedy grozi to śmiercią. Zamiast sztucznie bronić się przed koronawirusami za pomocą masek zdecydowano się tam na skuteczniejszą obronę naturalną w wyniku zmuszenia układu immunologicznego człowieka do zwiększonej produkcji przeciwciał.
Uznano też, że długotrwałe przebywanie ludzi w odległości 2 m od siebie, w izolacji i zamknięciu odbija się niekorzystnie na ich zdrowiu fizycznym, psychicznym i społecznym. To była ryzykowna i kontrowersyjna decyzja, ale chyba słuszna, bo liczba zachorowań i zgonów w Szwecji jest podobna, jak w innych krajach i już ustabilizowała się, a gospodarka na razie nie doznała większych strat, chociaż rząd szwedzki ostrzegał przed możliwym wielkim kryzysem. Ta przepowiednia spełnia się.

Po niespełna trzech miesiącach zamrożenia gospodarki w wielu krajach w wyniku ustanowienia ostrych rygorów sanitarnych nie całkiem w sposób przemyślany i odpowiedzialny odmraża się ją i znacznie luzuje te rygory. Można mieć wątpliwości odnośnie ich wprowadzania, gdyż mogły nie mieć większego wpływu na przebieg pandemii, ale z pewnością wywołały ostry kryzys gospodarczy. Widmo coraz większych strat i wzrostu bezrobocia przeraziło rządy wszystkich państw. W związku z tym zdecydowano się na łagodzenie rygorów sanitarnych, aby wrócić do stanu przedpandemicznego.

Jednak to przedwczesne zniesienie rygorów dla ratowania gospodarki powoduje ponowny wzrost zachorowań i zgonów w ramach tzw. drugiej fali pandemii. Stało się tak, ponieważ po kilku miesiącach zniewolenia ludzie „spuszczeni z łańcucha" odreagowali nieodpowiedzialnie na przywrócenie im wolności. Ale to jest mało znaczące. Ważne, by interes się kręcił i postępował rozkwit gospodarczy, mierzony jedynie wzrostem PKB. Po raz któryś w ustroju kapitalistycznym argument ekonomiczny przeważył nad humanitarnym.

Ukryte skutki uboczne rygorów antypandemicznych

Nigdy wcześniej nie zastosowano takich środków przeciwko epidemiom i pandemiom masowo i w wymiarze globalnym, jak obecnie. Ponad jedna czwarta ludzkości została zmuszona do pozostawania w domach. Uczyniono to w popłochu, by nie dopuścić do możliwego znacznego wyniszczenia ludzkości i dorobku cywilizacyjnego. Czas naglił. Decyzje podejmowano niemal z godziny na godzinę. Nie było kiedy zastanawiać się nad skutkami ubocznymi. Dopiero w ostatnich tygodniach ukazały się publikacje, raporty z badań i wywiady o negatywnych skutkach ubocznych wynikających z zastosowania drastycznych rygorów sanitarnych w celu powstrzymania pandemii. Przede wszystkim zwraca się uwagę na ich szkodliwość dla zdrowia, ale oprócz tego na negatywne skutki społeczne.

Zbyt długie utrzymywanie restrykcji może prowadzić nawet do skutków śmiertelnych wskutek otyłości i cukrzycy, które przy braku ruchu sprzyjają chorobom układu krążenia. Siedzący tryb życia i nuda przyczyniają się do spożywania większej ilości pokarmów, alkoholu i słodyczy. Z obawy przed zarażeniem się w placówkach zdrowia ludzie nie poddają się badaniom diagnostycznym ani planowanym zabiegom. W Niemczech i w innych krajach potwierdzono ostatnio wzrost liczby poronień spowodowany lękiem kobiet ciężarnych przed badaniami kontrolnymi w przychodniach zdrowia (p. Zahl der Totgeburten steigt dramatisch während der Pandemie, w „Spektrum der Wissenschaft", 0310.2020).
To przyczynia się do ujawniania się wielu ludzi chorych po pandemii i do znacznego pogorszenia się ich stanu zdrowia, szczególnie w przypadku chorób naczyniowo-sercowych i onkologicznych, których wyleczenie zależy od czasu.
Podczas długotrwałego przebywania w pomieszczeniach zamkniętych, często nieodpowiednio oświetlonych, ludzie z konieczności częściej zajmują się tym, co znacznie obciąża oczy (czytaniem książek, oglądaniem telewizji, filmów w Internecie, grami komputerowymi, platformami społecznościowymi) i pogarsza wzrok.
Zbyt długa kwarantanna i izolacja społeczna odbija się negatywnie na zdrowiu psychicznym. Zanotowano wzrost depresji, agresji, przemocy domowej, liczby samobójstw i rozwodów oraz różnego rodzaju fobii.

Przyczyn tego upatruje się w obawie o zarażenie się koronawirusem, utratę miejsca pracy i dochodów, trudności w spłacaniu kredytów (odnosi się to również do osób bliskich), w braku kontaktów z rodziną i spotkań z przyjaciółmi, w braku bezpośredniego uczestnictwa w imprezach sportowych i kulturalnych oraz w poczuciu niepewności, bezradności, osamotnienia i strachu o życie.
Nauka w szkołach zdalnych jest mniej efektywna niż w normalnych. Szkoły on line w znikomym stopniu realizują funkcję wychowawczą. Poza tym zmuszają uczniów do siedzenia godzinami przed komputerem.

Jeszcze za wcześnie jest na zbilansowanie korzyści i strat wynikających z rygorów, a zresztą niełatwo da się to zrobić, bo nie wszystko można ująć liczbowo. Być może straty przewyższają korzyści. Można mieć wątpliwość, czy nie przesadzono z tą pandemią. Przecież w wypadkach komunikacyjnych ginie więcej ludzi aniżeli od koronawirusa. W pierwszym półroczu 2019 roku na polskich drogach zginęło 2 897 osób, a na koronawirusa do końca września 2020 zmarło 2630 osób*.

Są też pozytywne skutki uboczne rygorów sanitarnych. Przede wszystkim takie, jak wyrobienie nawyku utrzymywania stanu higieny osobistej (np. częstsze niż zwykle mycie rąk) i czystości w pomieszczeniach, zachowywanie ostrożności w kontaktach osobistych, permanentne używanie środków dezynfekcyjnych, wzrost poczucia odpowiedzialności za zdrowie swoje i innych osób oraz udzielanie pomocy ludziom przebywającym na kwarantannie.
Do tego dochodzi wzrost zdyscyplinowania społeczeństwa. Ludzie podporządkowali się bez oporu (poza wcześniej wymienionymi grupkami obrońców praw i godności człowieka) obowiązkowi zakładania masek na chroniących nos i usta. „Maskowanie się" stało się jakby nakazem mody w czasach pandemii. Wytwarzano maski i maseczki z różnych materiałów i w różnych zestawach kolorów, bardziej lub mniej pasujących do twarzy, koloru włosów, ubioru, postaci i pozycji społecznej. Większość z nich nie spełnia wymogów sanitarnych, ale działa jak lek pro psyche, bo stwarza subiektywne poczucie bezpieczeństwa i przełamuje strach przed wychodzeniem z domu. A noszeniem wymyślnych i modnych masek można nawet szpanować.

Powszechna „maskarada" jest korzystna dla osób należących do elit politycznych - liderów, parlamentarzystów i członków rządu - słynących na co dzień z hipokryzji i kłamstw. Umożliwia im skryć prawdziwe oblicza pod maskami. Byłoby dobrze, gdyby te indywidua na stałe, również w czasach postpandemicznych, pokazywały się publicznie w maskach. W ten sposób uwolniłyby ludzi od widoku ich mało ciekawych fizjonomii i głupich grymasów.
Wiesław Sztumski

*(dane z Krajowego Biura Bezpieczeństwa Drogowego oraz Ministerstwa Zdrowia)

 

 

 

Odsłony: 187
Our website is protected by DMC Firewall!