Kryzysogenny nieład

Utworzono: poniedziałek, 25 styczeń 2021 Anna Leszkowska Drukuj E-mail


MaczynskaPandemia COVID 19 to swego rodzaju szkło powiększające, uwidaczniające brak odporności coraz bardziej zglobalizowanych i wzajemnie powiązanych gospodarek na zjawiska kryzysowe. Uwydatnia zwłaszcza słabości gospodarek, poddanych doktrynie neoliberalnej i dyktatowi zysku. Noblista J.E. Stiglitz stwierdza wręcz, że „stworzyliśmy system, który jest bardzo podatny na pandemię”.
Ekonomista ten porównuje neoliberalny system gospodarczy z samochodem wyścigowym, który uczestniczy w wyścigu, pędzi do przodu, ale nie ma koła zapasowego. Taki system na dłuższą metę jest nie do utrzymania. Dlatego też Stiglitz traktuje pandemię COVID 19 jako swego rodzaju cezurę wymuszającą naprawę i trwałe zmiany kapitalizmu w taki system, w którym przezwyciężone zostaną niebotyczne asymetrie dochodowe; w system, który będzie służyć całemu społeczeństwu, a nie tylko wybranym, uprzywilejowanym grupom.

Znacznie mniej optymistyczne perspektywy dla kapitalizmu prognozuje znany amerykański socjolog Immanuel Wallerstein, wieszczący rychły koniec tego systemu. Podobnie negatywną opinię wyraża niemiecki socjolog i ekonomista Wolfgang Streeck, który już w 2014 r. – jak się dziś okazuje proroczo – oceniał, że „(...) w każdym momencie możliwe jest ponowne uderzenie kryzysu, takiego jak w 1929 r., albo 2008 r. Czy z tego szoku powstanie otrzeźwienie? Wątpię. Wiem tylko, że kapitalizm jest nie do naprawienia. Jako system ekonomiczny oraz polityczny. Bo kryzys stał się nie tylko motywem, który się w nim powtarza. Ale jego stałym towarzyszem”.

Streeck dochodzi do wniosku, że następuje wyraźna ewolucja państwa, jego przekształcanie z „państwa podatków” w „państwo długu” („vom Steuerstaat zum Schuldenstaat”). W następstwie tego relacje między państwem a rynkiem stają się coraz mniej przejrzyste i nie bardzo jest jasne czy to państwa upaństwowiły banki, czy banki sprywatyzowały państwo. Zmniejszanie się (w wyniku neoliberalnej doktryny państwa minimum i niskich podatków) wpływów podatkowych państwa zmusza je albo do zadłużania się, aby móc realizować wszystkie przypisane mu funkcje, w tym podejmować inwestycje publiczne, albo do ich ograniczania.
Ograniczanie zaś przez państwo świadczeń publicznych, w tym edukacyjnych, zdrowotnych i innych, zmusza gospodarstwa domowe do prywatnego ich finansowania, co z kolei napędza wzrost kredytowania gospodarstw domowych przez banki. Tym samym w wyniku takiego przerzucenia na gospodarstwa domowe wydatków uprzednio finansowanych z budżetu państwa, zwiększa się udział sektora finansowego w gospodarce, która w coraz większym stopniu staje się napędzana kredytami.

Brytyjski socjolog i politolog Colin Crouch w 2008 r. z przekąsem nazwał takie zjawiska „sprywatyzowanym keynesizmem”. Streeck szczegółowo analizuje to zjawisko i choć uwzględniając wyniki badań, neguje możliwość naprawy kapitalizmu, to zarazem jednak ocenia, że: „Jakąś formą pozytywnej zmiany mogłoby być demontowanie tych 40 lat neoliberalizmu na wszelkich szczeblach. I budowanie za pomocą takich instytucji, jakie jeszcze nam się uchowały. Osobno krok po kroku na każdym rynku. Na rynku pracy, rynku kredytowym albo usługowym. Ale to zadanie trudne i żmudne”.

Kryzys goni kryzys

Zatem choć obecnie, w roku pandemii COVID 19, ujawniające się rozmaite dysfunkcje współczesnego świata przypisywane są właśnie tej pandemii, to symptomy i sygnały zagrożeń kryzysowych dawały o sobie znać już od lat, a nawet dekad. Spektakularnie uwydatnił je już kryzys finansowy z 2008 r. Niestety, jak wynika z historii gospodarczej, pamięć kryzysowa przeważnie bywa krótka, zaś lekcje, jakich udzielają kryzysy, nierzadko nie są nazbyt starannie odrabiane, podłoże krachów ignorowane, a leczenie nader często koncentruje się nie na eliminowaniu przyczyn schorzeń, lecz na łagodzeniu ich objawów. Tworzy to urodzajne podglebie dla kolejnych kryzysów i to występujących z coraz większą częstotliwością. Każde zaś z kryzysowych załamań pozostawia rozmaite, nierzadko bardzo bolesne ślady i rany. W dodatku kryzysy niekiedy nakładają się na siebie, tworząc swoistą kryzysową multiplikację, megahistoryczny węzeł gordyjski, wywołany przez synergiczne efekty kumulacyjne wielu kryzysów.

Obecnie do standardowej listy kryzysów, tj. kryzysu porządku globalnego, globalizacji, neoliberalizmu, elit globalnych, zadłużenia, można dodać kryzys gospodarki nadmiaru, kryzys demograficzny czy kryzys nadmiernej finansyzacji, niezrównoważonych systemów rolnictwa i żywności, rynków pracy, klimatyczny i właśnie pandemiczny. Zatem ten ostatni kryzys nie pozostaje osamotniony. Listę jednocześnie występujących w świecie kryzysów można wydłużać i z pewnością jeszcze długo nie pozostanie ona zamknięta. Kryzysowe podłoże tworzą przede wszystkim narastające nierówności społeczne oraz błędy pomiaru dokonań społeczno gospodarczych, w tym ograniczenia, słabości i wynaturzenia miary, jaką jest produkt krajowy brutto (PKB) oraz jego fetyszyzowanie, kreowanie mitu PKB. Owo nakładanie się i rosnąca częstotliwość kryzysów jest zarazem czynnikiem sprawczym, jak i skutkiem tego, że coraz bardziej uwydatniającą się cechą współczesnego świata jest jego spękanie, wyrażające się w występowaniu i nasilaniu się rozmaitych dychotomicznych zjawisk, asymetrii i braku harmonii w kształtowaniu globalnej rzeczywistości społeczno gospodarczej.

Jednym ze spektakularnych przejawów nieprawidłowości we współczesnym świecie jest rozwój i rosnąca siła oligopolistycznych, przeważnie słabo uwrażliwionych społecznie i ekologicznie przedsiębiorstw, zwłaszcza gigantów cyfrowych (tzw. GAFAM – Google, Apple, Facebook, Amazon, Microsoft), co skutkuje zagrażającą wolnej konkurencji horyzontalną koncentracją władzy na wielu strategicznych poziomach, w tym obejmujących centra danych, systemy operacyjne, oprogramowanie, przeglądarki, komunikatory internetowe i inne. (Azjatyckim odpowiednikiem GAFAM jest BATX -akronim nazw czterech największych firm technologicznych w Chinach – Baidu, Alibaba, Tencent, Xiaom).

Innym przejawem asymetrii jest związane z rzeczonym już niebezpiecznym narastaniem w wielu krajach nierówności społecznych, w tym dochodowych, nasilanie się przejawów rozmaitych form wykluczenia społecznego. Z licznych badań i publikacji na ten temat wynika, że stanowi to zagrożenie nie tylko dla fundamentów gospodarki wolnorynkowej i konkurencji, lecz także dla demokracji i liberalizmu. (Narastające nierówności społeczne są przejawem dychotomii rozwojowych współczesnego świata, sprawiających, że postęp może się cofać. Wykazują to m.in. brytyjscy epidemiolodzy Richard Wilkinson i Kate Pickett w głośnej książce Duch równości. Badacze ci dowodzą, że nierówności mogą zabijać i stanowią zagrożenie dla wszystkich – i bogatych, i biednych. Badania bowiem potwierdzają, że im większe nierówności, tym gorsze relacje społeczne, zmniejsza się wzajemne zaufanie, ludzie nawzajem postrzegają się gorzej, zwiększa się ryzyko przestępczości, a przy tym narastanie nierówności sprzyja ekspansji „złych potrzeb”. Rosną przy tym rozmaite koszty transakcyjne związane z zapewnieniem bezpieczeństwa, tym samym rosną koszty przeciwdziałania patologiom społecznym).

Pogrążamy się w chaosie

Zarówno sama rzeczywistość, jak i wyniki badań naukowych, potwierdzają niemal jednoznacznie, że świat pogrąża się w chaosie. Chaos ten dotyczy zarówno sfery ekonomicznej, jak i społecznej oraz ekologicznej. Dowody tego przedstawiane są poprzez liczne badania naukowe i publikacje, dlatego też w tym miejscu odnoszę się jedynie do wybranych, przede wszystkim najnowszych, opracowań.
Między innymi brytyjsko włoska ekonomistka Mariana Mazzucato wskazuje, że kapitalizm stoi w obliczu co najmniej trzech głównych kryzysów: gospodarczego, ekologicznego/klimatycznego i zdrowotnego. Obecny wywołany pandemią kryzys zdrowotny gwałtownie rozpalił kryzys gospodarczy. Niesie to jeszcze nieznane w pełni konsekwencje m.in. dla stabilności finansowej, a wszystko to rozgrywa się na tle kryzysu klimatycznego, któremu standardowy „zwykły biznes” nie jest w stanie sprostać. Na niedawne medialne przekazy i przerażające zdjęcia walczących z gigantycznymi pożarami strażaków, nakładają się obecnie jeszcze bardziej przerażające obrazy pandemicznych zmagań pracowników ochrony zdrowia.

Ważnym ostrzeżeniem przed ryzykiem kryzysowej multiplikacji jest m.in. opublikowany w 2018 r. Raport Klubu Rzymskiego pod zatrważającym tytułem Ejże! Kapitalizm, krótkowzroczność, populacja i zniszczenie planety. Raport ten można traktować jako swego rodzaju syntezę dotyczącą groźnych nieprawidłowości cechujących współczesny świat. Przy tym autorzy tej publikacji podkreślają, że w związku z narastaniem światowego chaosu, główne oceny, rekomendacje i przestrogi zawarte w opublikowanej w 1972 roku głośnej książce – raporcie Klubu Rzymskiego Granice wzrostu (Meadows i in., 1973), obecnie wyraźnie jednak zyskują na aktualności, choć wcześniej często były kontestowane. „Dzięki tej książce Klub Rzymski był jedną z pierwszych organizacji, która odniosła się do wyzwań nietrwałego wzrostu gospodarczego” (Weizsäcker, Wijkman, 2018).

Przestrogą przed kryzysogennymi zagrożeniami są także wyniki badań prowadzonych przez brytyjskiego ekonomistę Paula Colliera. Badania te dotyczą przede wszystkim nierówności społecznych. Autor ten wskazuje na swego rodzaju żarłoczność neoliberalnego systemu społeczno gospodarczego, cechujący go egoistyczny indywidualizm, kreujący „społeczeństwo rotweilerów”.

Także znany francuski ekonomista Thomas Piketty traktuje narastanie nierówności jako podstawowe schorzenie współczesności. Podkreśla rosnące znaczenie różnic nie tylko dochodowych, ale przede wszystkim różnic w bogactwie, co wiąże się zwłaszcza z bogactwem odziedziczonym. Piketty traktuje to jako symptom powrotu do swego rodzaju XIX wiecznego, dynastycznego, „ojcowskiego” kapitalizmu. Postrzega nierówności jako zjawisko społeczne napędzane przez system społeczno gospodarczy, zwłaszcza przez rozwiązania instytucjonalne.
W rozmowie ze Steinmetz Jenkinsem dla czasopisma „The Nation”, neoliberalną formę kapitalizmu określa jako „hiperkapitalizm”, będący „rodzajem społeczeństwa własnościowego na sterydach”. Zastrzega przy tym, że woli używać pojęcia ideologii neopropretoriańskiej („neoproprietarian” ideology) zamiast neoliberalizmu, aby podkreślić kluczową rolę stosunków własności i uniknąć niejasności związanych z ideą liberalizmu.

To nowe pojęcie dodatkowo uwypukla problem narastania nierówności majątkowo dynastycznych. (Pozycja propretorów, czyli właścicieli zmieniała się historyczne. Piketty wskazuje na rosnące nierówności majątkowe w latach 1815–1914 w kapitalistycznych mocarstwach kolonialnych i umacnianie się klasy właścicieli, lata 1914–1945 określa jako okres osłabienia klasy właścicieli w związku z rozwojem idei socjaldemokratycznych, lata 1945–1990 charakteryzuje jako niedokończony rozwój społeczeństw socjaldemokratycznych, po tym okresie następuje nawrót to ideologii społeczeństwa właścicieli, co dodatkowo było umacniane poprzez postkomunistyczną transformację, w tym prywatyzację i co stymulowało wzrost „nativist proprietarian”. Wszystko to tworzyło podłoże sprzyjające ideologii neopropretariańskiej. Jej umacnianiu sprzyjał preferujący najbogatszych „dumping podatkowy” i „dumping socjalny”).

Błędy pomiaru

Obok nierówności społecznych, szczególnie dalekosiężnym i kryzysogennym wypaczaniem rzeczywistości są mankamenty pomiaru społeczno gospodarczych dokonań. Sposób pomiaru zawsze bowiem rzutuje na jakość, styl i intensywność pracy, zachowania i decyzje tych, których bezpośrednio lub pośrednio pomiar taki dotyczy. Jeśli jest błędny lub niepełny, może prowadzić do nieprawidłowości w zachowaniach ludzi, w funkcjonowaniu społeczeństwa i gospodarki.
W największym uproszczeniu PKB stanowi bowiem sumę zysków jednostek gospodarczych, zysków kapitałowych oraz otrzymywanych przez zatrudniane osoby wynagrodzeń, bez względu na charakter, formy prawne i znaczenie ich pracy. Na równi traktowane są w pomiarze PKB działania w sferze wytwórczej, jak i np. w sferze hazardu czy spekulacji. Błędy pomiaru powiększa „traktowanie kosztów, jakby były korzyściami” (Weizsäcker, Wijkman, 2018). I tak np. nakłady na reklamę, której nadmiar nierzadko uprzykrza życie ludzi, powiększają PKB. Dotyczy to także spekulacji finansowych, niekiedy rujnujących przedsiębiorstwa.

Wątpliwości i głębokie kontrowersje budzi przy tym wprowadzona w 2014 r. w UE zasada wliczania do PKB także prostytucji, działalności przestępczej, w tym handlu narkotykami itp. Niedostatki PKB jako miary osiągnięć społeczno gospodarczych i charakterystyczne dla kilku minionych dekad fetyszyzowanie tej miary sprawia, że coraz bardziej krytycznie oceniane są takie modele polityki gospodarczej, w której absolutnym priorytetem jest wzrost gospodarczy. A taki właśnie priorytet cechuje system neoliberalny.
Stąd też obecnie zarysowywane są wstępne koncepcje tzw. postPKB owskich modeli polityki społeczno gospodarczej, w których więcej uwagi poświęca się jakościowym, w tym społecznym, ekologicznym i kulturowym czynnikom. Między innymi Grzegorz Kołodko wskazuje na konieczność przejścia na „nowy pragmatyzm”, czyli ekonomię umiaru, zarazem podkreślając, że „gospodarka bez wartości jest jak życie bez sensu”. Wskazuje to na wagę wyznaczanych w systemie społeczno gospodarczym priorytetów/preferencji. Wiąże się to ściśle z przyjętym modelem ustroju społeczno gospodarczego.

Zwraca na to też uwagę m.in. Mariana Mazzucato w książce pod prowokującym tytułem The Value of Everything: Making and Taking in the Global Economy. Mazzucato wskazuje, że współczesne gospodarki nagradzają działania, które raczej wysysają, ekstraktują wartość, aniżeli ją tworzą. Różnice między tworzeniem wartości a jej ekstrakcją Mazzucato wyjaśnia na podstawie m.in. analizy dysproporcji wynagrodzeń i dochodów między poszczególnymi grupami zatrudnionych, np. przepaści między wysoko wynagradzanymi bankowcami a sytuującymi się na przeciwnym biegunie płac nauczycielami. Ekonomistka ta uznaje to za wynaturzenie i stawia otwarte pytanie, czy rzeczywiście takie różnice wynagrodzeń odzwierciedlają realny wkład wynagradzanych osób w kreowanie wartości.
Dlatego też Mazzucato podkreśla konieczność wykorzystania pandemicznego kryzysu do głębokiego przemyślenia tych kwestii, zwłaszcza roli państwa w gospodarce i relacji państwo rynek. Zamiast po prostu naprawiać niedoskonałości rynku – zdaniem Mazzucato – rządy powinny dążyć do aktywnego kształtowania rynków tak, aby zapewnić trwały inkluzywny rozwój społeczno gospodarczy.

Zdaniem Mazzucato partnerstwo publiczno prywatne, czyli partnerstwo rządów z biznesem i angażowanie środków publicznych powinno być „napędzane” interesem publicznym, a nie zyskiem. Autorka ta podkreśla konieczność obecnie kierowania dużych funduszy publicznych na innowacje w sektorze ochrony zdrowia, ale zarazem zaznacza, że rządy powinny tak sterować tym procesem, aby zapewnić uczciwe ceny i żeby patenty nie były nadużywane, dostawy leków zagwarantowane, a zyski były ponownie inwestowane w innowacje, a nie przekazywane akcjonariuszom.

Mazzucato zwraca uwagę, że po kryzysie finansowym w 2008 r. nauczyliśmy się na własnej skórze, co dzieje się, gdy rządy zalewają gospodarkę bezwarunkową płynnością, a nie kładą podwalin pod trwałe i sprzyjające społecznej inkluzji ożywienie. „Teraz, gdy trwa jeszcze poważniejszy kryzys, nie możemy powtórzyć tego samego błędu (...) Desperacko potrzebujemy państw przedsiębiorczych, które zainwestują więcej w innowacje – od sztucznej inteligencji począwszy poprzez zdrowie publiczne i po odnawialne źródła energii. Ale (...) potrzebujemy również państw, które potrafią tak negocjować, aby korzyści z inwestycji publicznych powracały do społeczeństwa”.

Konieczna naprawa systemu

Kryzys stwarza tym samym szansę naprawy systemu. „Jeśli tego nie zrobimy, to w nadchodzących latach i dziesięcioleciach dojdzie do kolejnego głębokiego kryzysu oraz szeregu mniejszych, co będzie sprawiać, że nasza planeta będzie «coraz bardziej niezdatna do zamieszkania»”. Przestrzega przed tym wielu innych ekonomistów, w tym noblistów.
W tym miejscu ograniczam się do nowszych opinii na ten temat. Wobec wskazywanej przez wielu badaczy konieczności zmian w systemach społeczno gospodarczych, specjalnej wymowy nabiera inna wypowiedź cytowanego już Paula Romera, eksponująca, że to właśnie racjonalizacja zasad i regulacji w systemie społeczno gospodarczym może uczynić więcej dla rozwoju społeczno gospodarczego, wzrostu produktywności i efektywności wykorzystania zasobów naturalnych oraz ograniczania niepożądanych skutków ubocznych, aniżeli pogoń za coraz większym wzrostem gospodarczym.

Romer, uciekając się do metafory kulinarnej, wskazuje, że istotniejsze są właściwe przepisy, „recepty” niż sam proces większego „gotowania”. A owe „recepty” są domeną przede wszystkim ekonomistów. Ostatnio (luty 2020 r.) Romer, w zamieszczonym na swojej stronie internetowej wpisie, dość kąśliwie wypowiada się (zresztą nie po raz pierwszy) na temat odpowiedzialności ekonomistów za przeszłe, obecne i przyszłe wydarzenia i trendy. To bowiem ekonomiści kreują rozmaite modele i koncepcje służące kształtowaniu systemów społeczno gospodarczych i przyjmowanych w nich zasad oraz relacji. Jednak te makroekonomiczne modele, choć zekonometryzowane i charakteryzujące się elegancją matematycznej logiki, nader często – zdaniem Romera – nie przystają do rzeczywistości.

Romer przestrzega, że ekonomiści tak sprawnie posługują się modelami matematycznymi/ekonometrycznymi, że stosując je, mogą z łatwością wykazać, iż „prawie wszystko jest logicznie możliwe”, mogą zatem uzasadnić na podstawie modeli dowolną hipotezę. I tu Romer posługuje się dość zaskakującą analogią do położnictwa. Mianowicie w XIX wieku zdiagnozowano, że w sytuacji, gdy przy porodzie asystował lekarz, zwiększało się prawdopodobieństwo śmierci pacjentki. Przyczyna tego okazała się banalna. Było nią mianowicie niemycie rąk przez lekarzy (sic!). W takiej sytuacji pozostawał zatem wybór, albo odsunąć lekarzy od asystowania przy porodach, albo rygorystycznie egzekwować, by myli ręce. Romer, używając tego przykładu w odniesieniu do ekonomistów, zastrzega, że nie chce sugerować społeczeństwom, żeby pozbywać się ekonomistów, lecz by dbać o to, żeby „mieli czyste ręce”.

Zatem fundamentalne znaczenie ma wymóg liczenia się przez ekonomistów z realiami, faktami, w tym także świadczącymi o zasadniczych błędach środowiska ekonomistów. Aby zawód ekonomisty mógł być wykonalny, a prace i rekomendacje ekonomistów wiarygodne, naukowe środowisko ekonomistów musi wziąć na siebie zbiorową odpowiedzialność za – skutkujące ogromnymi szkodami społeczno ekonomicznymi – błędy, jakie mogą się zdarzyć i niestety, zdarzają niektórym ekonomistom w niektórych ich pracach. Błędy takie trzeba bezwzględnie ujawniać, zamiast w nich tkwić (co zresztą może wynikać z rozmaitych względów, także z wąsko pojmowanego interesu środowiskowego).

Dziś, w sytuacji pandemicznego kryzysu i ujawniających się nieprawidłowości w systemach społeczno gospodarczych oraz poszukiwań możliwości ich naprawiania, takie stwierdzenie nabiera specjalnej wymowy. Jednak już wcześniej Romer krytycznie odnosił się do naukowych trendów w teorii makro i mikroekonomii. W artykule pod tytułem „The Trouble with Macroeconomics” konstatuje, że od kilkudziesięciu lat makroekonomia – wraz z mikroekonomią jako jej bazą – zakłamuje realia, wykazując cechy ortodoksyjności, czy nawet zdoktrynalizowania. Odpowiedzialnością za to Romer obciąża niektóre naukowe środowiska ekonomistów, zbyt mało skłonne nie tylko do krytycznej samooceny, lecz także do otwartości na nowe nurty w ekonomii (Potrzeba takiej otwartości i heterogeniczności w naukach ekonomicznych jest eksponowana m.in. w książce pod znamiennym tytułem Pomyśleć ekonomię od nowa).

Na konieczność zmiany podejścia w teorii ekonomii zwraca uwagę także wielu innych ekonomistów krajowych i zagranicznych, w tym wyżej cytowani. Na gruncie polskim wiele miejsc poświęca tej kwestii, zwłaszcza w kontekście sytemu wartości społecznych, Grzegorz Kołodko, a także Michał G. Woźniak. Aksjonormatywny wymiar ma też najnowsza monografia Jerzego Hausnera, co zresztą wyraża już sam jej tytuł: Społeczna czasoprzestrzeń działalności gospodarczej. W kierunku ekonomii wartości.

Rozmijanie się teorii ekonomii z realiami oraz jej rozbrat z etyką nie służy dobrze praktyce życia społeczno gospodarczego, skutkuje wieloma, w tym wyżej sygnalizowanymi, negatywnymi zjawiskami i następstwami. Jednym z groźniejszych tego typu następstw jest zafałszowywanie rachunku ekonomicznego, w tym marginalizowanie rachunku kosztów i efektów zewnętrznych (externalities) oraz nieprawidłowe wyceny wartości pracy, wyrobów i usług.
Elżbieta Mączyńska

Prof. Elżbieta Mączyńska, związana ze Szkołą Główną Handlową, jest Prezesem Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego.

Jest to fragment tekstu „Społeczna Gospodarka Rynkowa. Archaiczny pleonazm czy remedium?” będącego rozdziałem książki Społeczna gospodarka rynkowa i integracja europejska w czasach dziejowego przełomu wydanej w 2020 roku przez Polskie Towarzystwo Ekonomiczne. Całość dostępna pod linkiem - SGR_2020.pdf (pte.pl)

Wyróżnienia i śródtytuły pochodzą od Redakcji SN.

Odsłony: 66
DMC Firewall is developed by Dean Marshall Consultancy Ltd