Męski szach - mat

Utworzono: środa, 29, marzec 2017 Leszek Stundis Drukuj E-mail

Zanim w ostatnich kilku dekadach gry komputerowe zdominowały inne formy rozrywek umysłowych, gry planszowe czy też karciane stanowiły ważny składnik życia kulturalnego każdego bez wyjątku społeczeństwa na świecie. Zwłaszcza, że bardzo szybko znalazły swój elektroniczny odpowiednik. Niektóre nich mają bardzo długą tradycję, sięgającą wielu wieków wstecz. Tak jest z szachami.

Gra wojenna elit i nie tylko

Historycy są zgodni, że prekursorem szachów była indyjska gra czaturang (czaturanga), która bardzo przypominała znaną nam dzisiaj wersję szachów. Rolę króla pełnił radża, hetmana jego doradca, a wśród oficerów znalazły się i skoczki (konie), jak i żołnierze na słoniach, zapewne pełniący funkcję gońców. Sama nazwa gry wskazuje, iż odpowiadała ona strukturze indyjskiej armii z pierwszych wieków naszej ery, której podstawę stanowił pluton, a w nim reprezentowane wszystkie ówczesne rodzaje broni: słonie, rydwany, kawaleria i piechota.

Nie wiadomo kto był genialnym wynalazcą tej szlachetnej gry. Ale pewna legenda głosi, że kiedy ów stanął przed władcą i łaskawy monarcha zapytał go o zapłatę, skromny mędrzec zażądał tylko dwóch ziarenek zboża na pierwszym polu, czterech na drugim, ośmiu na trzecim i podwójnej liczby na każdym następnym w stosunku do poprzedniego. Król roześmiał się i kazał wydać głupcowi worek ziarna skoro pogardził innymi bogactwami. Jednak jego skrybowie wykonując to polecenie z przerażeniem stwierdzili, iż tyle ziarna nie ma w całym królestwie!
Od samego początku militarny charakter szachów nie ulegał wątpliwości, choć na to, by służył jakimś rzeczywistym analizom strategicznym brak dowodów. Gra dość szybko rozprzestrzeniła się w Azji Środkowej, głównie w Persji. Tamtejsze źródła podają, iż chętnie w nią grano na dworze szacha Chosrowa I Anoszirwana w VI w. n.e.

Późniejsze dramatyczne wydarzenia w Persji, a następnie na subkontynencie indyjskim, jak zajęcie tych obszarów przez muzułmanów, paradoksalnie także sprzyjało jej ekspansji i po dziś dzień w krajach arabskich funkcjonuje pod nieco zmienioną nazwą szatrandż.
Dzięki zapisom kronikarskim i pierwszym szachowym podręcznikom pióra ar-Raziego czy as-Suliego, dość dobrze znamy reguły najstarszych szachów. Co ciekawe, wcale tak bardzo nie różniły się od zasad gry współczesnej. Z kolei późniejszy manuskrypt autorstwa Abulfatha Ahmada Sidżizi zawiera opisy kilkuset mansub, czyli pozycji, problemów, a nawet całych partii.
Na Ruś szachy dotarły zapewne w VIII wieku, a dzięki wymianie handlowej zaczęły przenikać do Europy Zachodniej. Niewykluczone, że znane były na dworze Karola Młota, pogromcy Arabów pod Poitiers w 732 roku.
W średniowieczu stały się ulubioną grą na zamkach, choć wiele danych wskazuje, iż były popularne wśród zamożniejszego mieszczaństwa, a nawet ludzi niskiego stanu. Podobnie jak kości czy karty, stały się nie tylko strawą duchową, ale jedną z gier hazardowych.

Kościół katolicki patrzył na nie dość niechętnie, choć przypisywanie mu poglądu o diabelskiej mocy szachów wydaje się mocno naciągane. Hierarchom kościelnym bardziej nie podobało się nadmierne zainteresowanie duchownych nową grą i groźba marnotrawienia przez nich czasu i grosza, aniżeli zagrożenie dla ich dusz. Niemniej od czasu do czasu pojawiały się „antyszachowe” regulacje prawne, jak decyzja synodu paryskiego z 1212 potępiająca je na równi z grą w kości czy też edykt Ludwika IX z 1254 wydany w podobnym duchu. Tyle, że francuski monarcha motywował swą decyzję tym, iż szachy były… nudne. Co ciekawe, w późniejszych stuleciach odnieśli się do nich niechętnie John Wycllife i Jan Hus, których trudno posądzać o sprzyjanie hierarchii kościelnej.

Szachy rozwijały się więc w najlepsze, a pod koniec XV wieku pojawił się przełomowy podręcznik obejmujący niemal całą ówczesną wiedzę szachową, znany jak manuskrypt z Getyngi. Nie ma pewności co do jego autorstwa, choć najczęściej przypisywany jest hiszpańskiemu championowi tego okresu Luisowi Lucenie. To tutaj można znaleźć opisy wielu obron stosowanych i dzisiaj.

Pierwsi zawodowcy

Luis Lucena otwiera poczet wielkich mistrzów szachowych, dla których gra stała się nie tylko pasją, ale i źródłem utrzymania. W owym czasie najwyższy poziom gry szachowej reprezentowali Włosi i Hiszpanie.

Pietro Damiano zasłynął nie tylko jako biegły gracz, ale także jako autor „Książki do gry w szachy”, w której oprócz analiz znajdują się uwagi i wskazówki dydaktyczne dla szachistów aktualne i dzisiaj. I tak wiemy stąd, że nie należy wykonywać zbędnych ruchów, grać za szybko czy przeoczać korzystnych sytuacji. Tu także zawarta jest rada, że gdy już mamy przewagę materialną (potocznie mówiąc, więcej bierek) należy wymienić figury i piony, aby szybko doprowadzić do końcówki.

Giulio Polerio usystematyzował ówczesne debiuty, a także podał opis obrony sycylijskiej, gambitu królewskiego oraz obrony dwóch i czterech skoczków.

Za najwybitniejszego bodaj gracza epoki renesansu uchodził hiszpański ksiądz Ruy López, mile widziany gość na madryckim dworze Filipa II, również wielkiego entuzjasty szachów. Tutaj zresztą odbywały się prawdziwe turnieje z udziałem najwybitniejszych szachistów Europy. Na jednym z nich duchowny zmierzył się z legendarnymi mistrzami –Leonardo di Bona oraz Paolo Boi. Pierwszy ponoć wygrał kiedyś swe życie z kapitanem piratów, który go pojmał, drugi ograł samego papieża Pawła III. W swoim dziele „Księga o odkryciach i sztuce szachowej” także dokonał podsumowania znanych ówcześnie tajników gry szachowej.

W następny stuleciu na czoło wysunął się Włoch Gioachino Greco, który wzdłuż i wszerz przemierzał kontynent, pokonując niczym samotny rycerz napotykanych przeciwników. I on upodobał sobie dwór hiszpański i na oczach Filipa IV pokonał swego nauczyciela Mariana Murano. Ciekawość świata zawiodła go aż do Ameryki. Nie wiemy, czy tu także oddawał się swej namiętności. Miał jednak znacznie mniej szczęścia, gdyż zapadł na jakąś zakaźną chorobę i zmarł w wieku zaledwie 34 lat.
W dobie Oświecenia szachy zostały zdominowane przez wielkie umysły, które w równym stopniu co grą praktyczną zajmowały się teorią. W tym okresie na czoło wysunęli się szachiści francuscy i angielscy, między którymi nieraz dochodziło do zaciętej rywalizacji.

Pod znakiem gwiazd

Najwybitniejszym szachistą XVIII stulecia był francuski kompozytor, autor 40 operetek komicznych François Philidor. To on zmierzył się ze sławą brytyjskich szachów Filipem Stammą, emigrantem … z Syrii. Co więcej, Stamma postawił bardzo ciężkie warunki pojedynku i partie remisowe traktował jak swoje wygrane. Philidor nie dał mu jednak żadnej szansy wygrał turniej.
W 1749 roku spod jego pióra wyszła „Analiza gry w szachy” uznawana za najważniejszy podręcznik szachowy przez najbliższe stulecie. Książka miała aż cztery wydania w pierwszym roku obiegu, a w całej historii aż sto edycji na wszystkich kontynentach! Autor jako pierwszy zwrócił uwagę na planowanie i strategię partii, czym zapoczątkował tzw. grę pozycyjną, która może nie była tak efektowna jak finezyjne maty czy huraganowe ataki na figury przeciwnika połączone ze znacznym poświęceniem własnych bierek, ale za to gwarantowała przemyślany sukces.

W następnych pokoleniach nadal ścierali się Brytyjczycy i Francuzi, choć z wolna wyrastały nowe potęgi szachowe: Rosja i Niemcy. Za nieformalnych mistrzów świata uchodzili Francuz Louis de la Bourdonnais oraz Irlandczyk (traktowany jednak jako poddany Korony Brytyjskiej) Alexander McDonnell.

Pierwszy pochodził z Mauritiusa, na którym jego ojciec piastował urząd gubernatora. Starannie wykształcony, utopił rodzinny majątek w spekulacjach giełdowych i szachy stały się głównym źródłem jego utrzymania.
Drugi, przygotowywany do kupieckiego rzemiosła, wiele lat spędził w Indiach Zachodnich zanim na stałe osiadł w Londynie, by poświęcić się szachom. Panowie nieraz toczyli wielopartyjne pojedynki, ale bilans zazwyczaj był korzystny dla la Bourdonnais’a. Co więcej, w młodości Francuz zdetronizował swego nauczyciela Alexandre’a Deschapelles’a, weterana wojen napoleońskich, który publicznie chełpił się tym, iż opanował szachy w … trzy dni. A pomimo ran odniesionych w bitwie pod Moguncją i utraty ręki, mistrz szachowy pozostał również championem w grze w bilard!

W połowie XIX wieku nastąpiły zmiany w szachowym myśleniu. Do lamusa odchodziły stare rozwiązania i wirtuozeria zaskakujących kombinacji. Coraz rzadziej stosowano gambit królewski, przed którym istniały bardzo duże możliwości obrony. Popularność utraciła również partia włoska jako zbyt pasywna, choć po dziś dzień zdarza się, że sięgają po nią także arcymistrzowie. Znacznie wzrosły stawki za rozgrywki i szachy w pewnym momencie stały się dochodowym interesem. A jednak nawet w tym okresie znaleźli się entuzjaści finezji i zaskoczenia, choć nigdy nie pretendowali do najwyższych szachowych laurów.

Jednym z nich był William Evans, marynarz, który grę w szachy opanował stosunkowo późno, gdyż dopiero w 28. roku życia. Kursując na swym statku między Szkocją a Irlandią, w dżdżyste noce analizował rozmaite pozycje, aż w końcu sam znalazł bardzo efektowne rozwiązanie, w którym dzięki poświęceniu hetmana i dwóch wież osiągnął zwycięstwo. Tak zwany gambit Evansa na trwałe wpisał się do historii szachów, choć jego autor nigdy nie zaznał splendoru jak wielcy mistrzowie.

W drugiej połowie XIX wieku pojawiła się cała plejada wybitnych graczy. Zaczęto także organizować kongresy szachistów, gdyż środowisko championów było dość zamknięte. Pierwszy odbył się w 1857 roku w Nowym Jorku, gdyż gra stała się bardzo popularna także za oceanem. Oczywiście, były to spotkania o charakterze nieformalnych mistrzostw świata, a nie jedynie wymiana poglądów i nowinek.

W tym czasie w grze zaczęli dominować Niemcy Adolf Anderssen i Wilhelm Steinitz, chociaż mieli groźnych rywali w osobach Amerykanina Paula Morphy’ego, a także mistrza Szymona Winawera, Polaka żydowskiego pochodzenia.
Anderssen zasłynął nieśmiertelną (albo wiecznie zieloną) partią, nazwaną tak z powodu mistrzowskiego poświęcenia figur i efektownego mata. Wilhelm Steinitz zaś został pierwszym oficjalnym mistrzem świata, pokonując żydowskiego szachistę z Królestwa Polskiego Johannesa Zukertorta. Panowie spotkali się kilkakrotnie w Nowym Jorku, Saint Louis i Nowym Orleanie i Niemiec wygrał na punkty 12,5:7,5, choć początkowo przewaga była po stronie przeciwnika.

W blasku jupiterów


Steinitz czterokrotnie bronił tytułu mistrzowskiego w meczach z Michaiłem Czigorinem i Isidorem Gunsbergiem. Zwłaszcza partie z tym pierwszym były szeroko komentowane i opatrywane anegdotami. Jako że wówczas nie istniał ścisły regulamin zachowania podczas meczu, obaj panowie raczyli się w trakcie gry alkoholem. Rosjanin opróżniał kolejne butelki brandy, a jego przeciwnik delektował się szampanem. Według dzisiejszych regulacji, taka sytuacja nie byłaby możliwa i obaj gracze zostaliby wyproszeni z sali.

Steinitz wniósł wiele do teorii gry pozycyjnej i nawet sam został autorem jednej z obron z powodzeniem stosowanych w partii hiszpańskiej i obronie francuskiej. Przez osiem lat Niemiec cieszył się najwyższym autorytetem w świecie szachów. Rozgrywał kolejne turnieje i dopiero w 1894 roku uległ szwedzkiemu szachiście żydowskiego pochodzenia Emanuelowi Laskerowi. Lasker był nie tylko szachistą. Kochał brydża i namiętnie grywał w nieoficjalnych turniejach. Był najdłużej w dziejach na szachowym tronie, bo aż 27 lat!

W tym czasie szachy stały się prawdziwym sportem, a stawki na turniejach osiągały zawrotne sumy. Postępowała także ich komercjalizacja. Niektórzy gracze żądali tak wysokich honorariów, że ich przeciwnicy nie mogli temu sprostać i mecze nie dochodziły do skutku. W takich praktykach celował, uroczy skądinąd, gracz kubański José Raúl Capablanca, mistrz świata w latach 1921-27, który skutecznie blokował wszystkich chętnych do odebrania mu tytułu. Praktyka zyskała nawet niechlubną nazwę „złotego wału”, który tylko nielicznym udawało się przekroczyć. W końcu pieniądze zebrał rosyjski biały emigrant Aleksandr Alechin i pokonał butnego Kubańczyka, sam zasiadając na szachowym tronie.
Pozostał na nim niemal do śmierci z jednym wyjątkiem - w 1935 roku na krótko odebrał mu tytuł holenderski matematyk Max Euwe. A było to skutkiem nadmiernej skłonności Alechina do mocnych trunków.

Duże zmiany zaszły również w kulturze życia szachowego. W 1914 roku car Mikołaj II, chcąc uhonorować najlepszych zawodników turnieju w Petersburgu, przyznał honorowe, acz jeszcze nieformalne tytuły arcymistrzów pięciu uczestnikom: Emanuelowi Laskerowi, José Raúlowi Capablance, Siegbertowi Tarraschowi, Aleksandrowi Alechinowi i Frankowi Marshallowi.

Dziesięć lat później, w Paryżu, została powołana do życia Międzynarodowa Federacja Szachowa (FIDE), a w gronie państw - założycieli znalazła się odrodzona Polska.
FIDE zajęła się nie tylko organizowaniem mistrzostw świata i turniejów, ale także szachowych rozgrywek olimpijskich, w których grały drużyny narodowe. W 1930 roku na igrzyskach w Hamburgu złoty medal wywalczyli Polacy. W skład naszej drużyny weszło kilku zawodników żydowskiego pochodzenia tej miary, jak Akiba Rubinstein, Ksawery Tartakower czy Dawid Przepiórka.

Okres II wojny światowej nie sprzyjał szachom. Nie odbywały się olimpiady, szachiści żydowskiego pochodzenia zostali poddani represjom. Dzięki temu, iż kolejne rozgrywki w 1939 roku miały się odbyć w Buenos Aires w Argentynie, kilku polskich szachistów żydowskiego pochodzenia, w tym Mieczysław Najdorf, zdołało się uratować z holocaustu. Oficjalne życie szachowe jednak zamarło, choć tu i tam, po kawiarniach organizowano lokalne rozgrywki i niektóre z nich miały rangę nieformalnych mistrzostw.

Niektórzy z graczy dokonali tragicznych wyborów i współpracowali z niemieckim agresorem. Alechin stał się autorem antysemickich publikacji, choć później tłumaczył się koniecznością zdobycia środków do życia. Kārlis Ozols, łotewski zbrodniarz wojenny odpowiedzialny za likwidację gett, po wojnie wyemigrował do Australii i wielokrotnie zdobywał mistrzostwo tego kraju pod własnym nazwiskiem. Na nic zdały się próby jego ekstradycji. Zmarł we własnym domu w wieku 89 lat w 2003 roku.

Rosjanie ukryli swoich szachistów na wschodzie kraju, dzięki czemu zaraz po wojnie przejęli palmę pierwszeństwa i przez niemal pół wieku byli największą szachową potęgą na świecie. Jeden raz tylko, w 1972 roku, odebrał im ją młody amerykański arcymistrz Robert Fischer, który pozbawił tytułu Borysa Spasskiego. Ich sytuacja była zresztą specyficzna, gdyż mogli korzystać z zasobów ludzkich swoich republik. I tak w ich szeregach występowali tej miary gracze jak mistrzowie świata Tigran Petrosjan, Ormianin, czy Estończyk Michaił Tal.

Zmieniły się także zasady nadawania tytułów. Ścisłe zasady rankingów i wypełniania norm (a więc zwycięstw w turniejach odpowiedniego szczebla) ujednoliciły kwestię tytulatury zawodników. W 1950 roku FIDE nadało tytuły arcymistrzowskie 27 szachistom. Obecnie jest ich prawie 1500, lecz czy świadczy to wzroście popularności szachów czy o pewnym obniżeniu kryteriów, pozostaje sprawą otwartą.
Leszek Stundis

Odsłony: 80