Człowiek w biosferze

Utworzono: wtorek, 27 luty 2007 Andrzej Klimek Drukuj E-mail

Od co najmniej 3 miliardów lat trwa życie na naszej planecie. W tym czasie przyroda, drogą ewolucji, wytworzyła miliony gatunków roślin i zwierząt doskonale dopasowanych do środowiska, w którym żyją. Te rośliny i zwierzęta tworzą pewien system, łańcuch, w którym poszczególne ogniwa są od siebie zależne i uzupełniają się. W ciągu milionów lat zmieniały się formy żywych organizmów, powstawały nowe gatunki, ginęły już istniejące. Ale zawsze celem tych zmian było utrzymanie swoistej równowagi biosfery. Ta równowaga zapewniała trwałość zjawiska zwanego życiem, przy ogromnej jego różnorodności.

W okresie rozwoju życia na Ziemi wiele gatunków roślin i zwierząt wymarło. Ale były to na ogół formy prymitywne, a ich wyginięcie wynikało z generalnej linii ewolucyjnej. Ustąpiły one miejsca formom lepiej zorganizowanym, dzięki czemu życie stale się rozprzestrzeniało i wzbogacało, a liczba gatunków rosła. Aż oto przed 200 – 300 tysiącami lat ewolucja stworzyła gatunek najdoskonalszy, wyposażony w inteligencję. Ten to gatunek rozpoczął przed 10 – 12 tysiącami lat wielkie dzieło tworzenia cywilizacji. Dzięki posiadanej inteligencji, człowiek zawładnął przyrodą, zaczął dostosowywać ją do swoich potrzeb, przekształcać w pożądanym przez siebie kierunku. Przez wiele tysiącleci człowiek uważał naturę za swego wroga, ale również nieograniczonego dostawcę surowców, materiałów, żywności. I w zasadzie wszystko było w porządku aż do...

Drugie oblicze techniki

Nie sposób ustalić, kiedy właściwie zaczęło się szkodliwe oddziaływanie człowieka na przyrodę. Faktem jest, że cywilizacja i technika, a także wielkość zaludnienia przebiegają w postępie geometrycznym. Gdzieś na przełomie XVIII i XIX wieku nastąpiło gwałtowne przyspieszenie. Rozwój energetyki umożliwił szybki wzrost uprzemysłowienia. Technika pomogła człowiekowi rozwinąć ogromne możliwości podniesienia poziomu materialnego życia. Coraz liczniejsza ludność świata chce korzystać ze zdobyczy techniki. A technika zaczęła pokazywać swą drugą stronę – zanieczyszczenie wód, powietrza, gleby. Tempo rozwoju ludzkości zaczęło przekraczać możliwości przystosowawcze przyrody.

W ciągu niespełna 1% czasu swojej historii człowiek zniszczył połowę lasów porastających naszą planetę. Każdego roku zanika bezpowrotnie na naszej planecie jeden gatunek ssaka oraz jeden gatunek ptaka. Cywilizacja techniczna od 1850 r. spowodowała doszczętne wyginięcie 200 gatunków ptaków, a egzystencja dalszych 600 jest zagrożona. Według oceny specjalistów, od początku czasów historycznych wymarło 1,5 miliona gatunków, czyli 15% żyjących współcześnie z człowiekiem gatunków roślin i zwierząt. Na ich miejsce nie pojawiają się nowe, gdyż powstanie nowego gatunku trwa parę milionów lat.

Co ma krowa do... trzmiela

I tak swoim postępowaniem, a zwłaszcza działalnością gospodarczą zaczęliśmy zakłócać równowagę ekologiczną, a czasami nawet całkowicie ją burzyć. A równowaga ta jest dość delikatna. Przekonali się o tym na własnej skórze kolonizatorzy próbujący zaszczepiać w różnych rejonach świata formy i kultury obce tym rejonom. Gdy w Australii rozpoczynano hodowlę krów na większą skalę, potrzebna była dobra pasza. Przywieziono więc z Europy nasiona koniczyny i obsiano wielkie obszary tą rośliną. Przyjęła się dobrze, miała dorodne liście, lecz nie wydawała nasion – trzeba je było stale sprowadzać z Europy. Długotrwałe badania wykazały, że kwiaty koniczyny najskuteczniej zapylają trzmiele, których nie było w rodzimej faunie Australii. Dopiero sprowadzenie tych owadów pozwoliło farmerom zaopatrywać się w nasiona koniczyny na miejscu.

Innym przykładem łańcucha zależności w systemie ekologicznym może być żuczek gnojowy. Jest to owad żywiący się odchodami zwierzęcymi (u nas głównie nawozem końskim i krowim). Chrząszcze te wykonują podziemne chodniki i wciągają do nich grudki nawozu, które następnie ulegają rozkładowi na substancje mineralne i wzbogacają glebę w składniki odżywcze. Dzięki pracy żuków do gleby powraca w ciągu 6 letnich miesięcy 15 kg azotu zawartego w odchodach jednej sztuki bydła.

Podobne owady żyją również w Australii, ale żywią się odchodami kangurów i innych torbaczy, nie tykając nawozu bydlęcego. Gdy więc na niezmierzone pastwiska tego kontynentu wypuszczono stada bydła, odchody zaczęły stopniowo zanieczyszczać coraz większe obszary. Rośliny zamierały pod skorupami wyschniętego nawozu. Pastwiska Australii zaczęły się kurczyć co roku o obszar mogąc wyżywić 100 tys. mlecznych krów. I znów trzeba było dużego wysiłku badaczy, by odkryć przyczynę zjawiska. Dziś sprowadza się do Australii żuki gnojowe z innych kontynentów.

a co tama do... sardynek

W obu przytoczonych przykładach udało się przywrócić zakłóconą równowagę systemu. Niestety, coraz częściej zmiany stają się nieodwracalne, lub interwencja człowieka okazuje się spóźniona. Gdy zrozumieliśmy, że człowiek może na tyle opanować przyrodę, na ile podda się jej prawom, okazało się, iż nie zawsze prawa te są nam wystarczająco znane. Tak, jak poszczególne elementy samochodu nie tworzą pojazdu, tak i poszczególne nauki przyrodnicze nie dają bowiem całościowego poglądu na przyrodę. A do właściwego gospodarowania zasobami przyrody potrzebna jest znajomość nie tylko jej czynników składowych, ale i zachodzących między nimi związków.

Posłużmy się znów przykładem. Budowa wielkiej tamy assuańskiej na Nilu radykalnie poprawiła zaopatrzenie Egiptu w wodę i energię elektryczną, ale już w trakcie jej budowy połowy sardynek u wybrzeży tego kraju spadły o połowę. Okazało się, że wody Nilu wzbogacały ubogie w składniki pokarmowe wschodnie części Morza Śródziemnego o 10 – 11 mln ton rocznie azotanów, fosforanów i innych substancji. Sprzyjało to bujnemu rozwojowi planktonu roślinnego i zwierzęcego służącego za pokarm dla sardynek. Od czasu wybudowania zapory dopływ substancji pokarmowych do morza ustał.

Jest to typowy przykład tzw. związków troficznych łączących organizmy, z których jedne stanowią pokarm dla innych, a podłożem całego łańcucha są substancje mineralne niesione przez rzekę do morza. Poszczególne ekosystemy nie istnieją w oderwaniu jeden od drugiego. Oddziałują na siebie nawzajem i tworzą na lądzie, w wodach i atmosferze biosferę. Wiele z tych związków do dziś nie jest nam dokładnie znanych.

Skutki wieksze niż sądzono

A skoro już mowa o wielkich zaporach – ich wpływ na przyrodę okazał się znacznie większy niż przewidywano. Szereg zapór na zachodnioamerykańskiej rzece Kolorado przeobraził jej dorzecze w obszar bezodpływowy. Produkty wietrzenia skał, środki chemiczne stosowane w rolnictwie, odpady przemysłowe nie są odprowadzane przez rzekę do morza. Nastąpił silny wzrost mineralizacji wód tego regionu, a zbiorniki retencyjne zaczęły się szybko wypełniać osadami. Usunięcie tych niekorzystnych następstw wymaga dziś dużego nakładu pracy i kosztów.

Również skutki budowy tamy assuańskiej są znacznie rozleglejsze, niż zmniejszenie się połowu sardynek. W ciągu tysiącleci materiał niesiony przez Nil utworzył deltę tej rzeki, która powiększała się stale. Ten urodzajny obszar stanowi trzy piąte gruntów ornych Egiptu. Dziś delta Nilu już się nie powiększa, ulega atakom fal morskich, a urodzajność terenu znacznie zmalała.

W ostatnich latach posunęła się naprzód znajomość praw i zależności utrzymujących równowagę w poszczególnych ekosystemach świata, opracowano szereg konkretnych projektów racjonalnego gospodarowania przyrodą. Ale świadomość zagrożenia jest ciągle jeszcze niewystarczająca, a wszystkie fakty świadczą o tym, że kontynuowanie gospodarki sprzecznej z wymaganiami ekologii, zanieczyszczenie i deformacja środowiska przyrodniczego stawiają w ogóle pod znakiem zapytania przetrwanie gatunku ludzkiego. W tym stwierdzeniu nie ma żadnej przesady.

oem software Odsłony: 2353
DMC Firewall is developed by Dean Marshall Consultancy Ltd