Wydawnictwo Czarne wydało książkę Katheriny Eban – Gorzkie pigułki w tłumaczeniu Jana Dzierzgowskiego..
Podtytuł książki: „Mroczna prawda o tańszych zamiennikach leków” uszczegóławia jej temat – chodzi o leki generyczne, zamienniki drogich oryginalnych leków, na które wygasły już patenty. Autorka – amerykańska dziennikarka śledcza zajmująca się medycyną zajęła się tym tematem po sygnałach ludzi, którzy odczuwali znaczącą różnicę w działaniach leków generycznych, choć nie powinni – leki te bowiem winny mieć identyczny skład i działanie jak oryginalne.
Opisywany problem znany jest chyba wszystkim farmaceutom, a na pewno zarządzającym fabrykami leków generycznych. W Polsce, w latach 90., kiedy istniały jeszcze nasze fabryki farmaceutyczne – Polfy – dyrektorzy znali warunki produkcji zamienników głównie w Azji Południowo-Wschodniej. Nie twierdzili, że te leki nie działają jak trzeba, ale że warunki produkcji znacznie odbiegają pod względem sanitarnym od europejskich. Czy wpływało to na jakość tych leków – nie byli przekonani, skoro stwierdzali, że np. antybiotyki można produkować nawet … w stodole. Ale przyszła do nas tzw. transformacja ustrojowa i dyrekcje Polf zostały zmuszone do wprowadzenia zasad GMP – dobrej praktyki produkcyjnej (Good Manufacturing Practice), choć warunki produkcji w tych fabrykach w niczym nie przypominały owych „stodolnianych”.*
Czy jednak leki generyczne – znacznie tańsze niż oryginały – należy skreślić? Mimo wnikliwych badań autorki, której śledztwo pokazało niechlujstwo różnych producentów leków generycznych na świecie – nie są to przecież Bułhakowowskie „jesiotry drugiej świeżości”. Gdyby je określać spostrzeżeniami Polaków, to raczej mają się tak, jak wyroby chemii gospodarczej produkowane przez Niemców na polski rynek do „chemii z Niemiec”.
Przykłady nagannej praktyki różnych producentów przytoczone przez autorkę pokazują przede wszystkim brak nadzoru nad procesami produkcyjnymi, inną kulturę pracy w państwach biednych, ale i szaloną żądzę zysku, chciwość w tym obszarze przemysłu.
Czy to są jednak argumenty przeciwko lekom generycznym? Jak zatem ocenić działania tak mocarnych firm farmaceutycznych, które świadomie wprowadziły na światowy rynek tzw. szczepionki przeciwko covid-19 bez odpowiednich i rzetelnych badań, w dodatku z przymusem ich stosowania w wielu zawodach? (jaka oszczędność na badaniach! I to bez odpowiedzialności za skutki!) Ostatecznie po powszechnie stosowanych od dziesiątków lat generykach nigdy nie było takiej fali zgonów jak po owych „szczepionkach”, nb. drogich, bo uznanych za „leki” oryginalne.
Zatem jak chorzy mają poznać: „kto ptak, a kto nie ptak?” Skąd mają wiedzieć, że dany lek jest przepisywany z powodu chciwości producenta, korupcyjnych układów lekarzy z marketingowcami Big Pharmy, a inny – z powodów sprawdzonego działania leczniczego? Czy ten droższy istotnie jest skuteczniejszy niż ten tańszy? I czy ten tańszy nie zaszkodzi?
Autorka przytacza argument inspektorki FDA (Food and Drug Administration – amerykańska Agencja ds. Żywności i Leków): „konsument rozumie, że nie każdy ser typu cheddar jest taki sam. Mamy cheddar rzemieślniczy, mamy produkty seropodobne, możemy też wziąć kawałek plastiku i pomalować go na żółto”. Pacjent w aptece jest skazany na asortyment leków zatwierdzonych w danym kraju. Ale co ma zrobić, jeśli instytucje, które winny czuwać nad bezpieczeństwem i jakością leków wprowadzanych na rynek albo tego nie robią, albo z różnych powodów czynią to niechlujnie? (o czym świadczą liczne komunikaty o wadliwości partii dopuszczonego do obrotu leku).
Opowieści „z życia wzięte” zawarte w tej reporterskiej książce i dobrze udokumentowane przedstawiają nie tylko określone i naganne przypadki działania producentów generyków, ale i dotykają ogromnej sfery związanej z medycyną a w gruncie rzeczy – bezradności chorych, zależnych od etyki i moralności ludzi big pharmy. Sama wiedza o tym jednak niewiele zmienia…
Anna Leszkowska
Gorzkie pigułki. Mroczna prawda o tańszych zamiennikach leków, Katherine Eban, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2026, s. 482, cena 76,90 zł
* Warszawska Polfa w latach 90., aby móc sprzedawać swoje leki na Zachód – także generyczne – musiała zainwestować ogromne pieniądze w modernizację na wzór zachodni (m.in. warunki nadciśnienia w halach produkcyjnych). To oczywiście miało skutek finansowy dla fabryki. Dziś na jej miejscu powstaje jedno z najdroższych osiedli deweloperskich w Warszawie, a i o innych Polfach w Polsce mało co słychać.
Nie musiało tak być, gdyż przed 1989 rokiem polski przemysł farmaceutyczny działał według innych zasad patentowania niż na Zachodzie: tam patentowano substancję czynną i technologię jej otrzymywania, u nas - technologię, którą sami tworzyliśmy, aby otrzymać substancję czynną (p. Konwencja Paryska, 1883). Do przyjęcia przez Polskę zasad Zachodu i tym samym skazanie Polf na upadek doprowadził minister spraw zagranicznych (1989-93) Krzysztof Skubiszewski).

