Wojna także propagandowa

Utworzono: wtorek, 20 lipiec 2010


Artykuł jest spojrzeniem na konflikt w Jugosławii z 1999 roku
przez pryzmat burzenia mitu kosowskiego (na podstawie tekstów „Gazety Wyborczej").



 

Każdy naród w pewnych okresach swego istnienia odwołuje się do mitów z przeszłości, także Serbowie, którzy sięgają do mitu kosowskiego. Związany ze średniowieczną bitwą, stał się on niezaprzeczalnym symbolem serbskiego narodu. Wydarzenia z roku 1389 szybko zostały przekute w legendę, do której dodawano wciąż nowe elementy.

Bez znajomości historii mitu, który już przeniknął do kultury masowej, nie sposób zrozumieć dzisiejszej rzeczywistości w Serbii i stosunku Serbów do Kosowa. Aby usankcjonować swoje prawo do tego miejsca, sięgają oni do wydarzeń bardzo odległych. To właśnie na tym terenie znajdowały się średniowieczne stolice ich państwa, tam w 1389 r. rozegrała się bitwa, która stała się symbolem upadku kraju.

Podczas wydarzeń w Kosowie w 2008 r., kiedy prowincja oderwała się od Serbii, uwidocznił się mitologiczno-symboliczny sposób postrzegania rzeczywistości. Mit związany z bitwą na Kosowym Polu stał się symbolem upadku państwa, a rok 1389 symbolem klęski, która zapoczątkowała długie lata osmańskiej niewoli.

O Kosowie, jako serbskiej Jerozolimie, pisze w swoich esejach Ivan Čolović. Według serbskiego etnologa, ostatnimi czasy mówi się w Serbii bardzo dużo o świętościach narodowych. Obok języka serbskiego, który stał się przedmiotem prawdziwego kultu, taką świętością jest właśnie Kosowo. Fundamentem narodu i strażnikiem tożsamości narodowej jest serbska cerkiew narodowa a serbskie monastery znajdujące się między innymi w Kosowie są symbolem wielkiej świętości.

Według Čolovića, naród serbski odgrywa rolę bohatera tragicznego; przechodzi najcięższe próby, spada na niego całe możliwe zło. Kiedy kończyła się wojna w Kosowie, Milošević przypisał zasługi za jej rezultat Narodowi i Naród ogłosił bohaterem. On jedynie podzielił jego los.

Kosowo pozostaje obszarem ducha narodu serbskiego, bez względu na to czy jego terytorium będzie znajdowało się w państwie serbskim i czy będą tam Serbowie. Według Čolovicia, od czasu wojny w Kosowie w 1999 roku, walkę o serbskie tereny etniczne prowadzi się wyłącznie jako walkę o Kulturkampf, bój o zachowanie i umocnienie serbskiej przestrzeni duchowej. Bomby spadające na Belgrad miały na celu złamać ducha narodu serbskiego. Konstatuje, że według wielu intelektualistów serbskich to właśnie Serbowie w tej wojnie byli ofiarą Europy.

Z kolei polski historyk Marek Waldenberg zalicza atak na Jugosławię do kilku najważniejszych wydarzeń w powojennej historii naszego kontynentu. Według uczonego, było to jedno z najfatalniejszych wydarzeń w Europie po II wojnie światowej.

O wojnie propagandowej wymierzonej przeciwko Serbii pisze Waldenberg w swojej książce „ Rozbicie Jugosławii. Jugosłowiańskie lustro międzynarodowej polityki", porównując demonizowanie Serbów z kampanią antysemicką lat 30. Według niego, powielanie informacji o serbskich barbarzyństwach dokonywanych na ludności muzułmańskiej miało skłonić opinię publiczną do tego, by rządy państw zachodnich podjęły decyzję o zaangażowaniu zbrojnym w konflikt. Konflikt z roku 1999 w Kosowie to kolejne następstwo rozpadu (według M. Waldenberga - rozbicia) Jugosławii.


Prasa w służbie NATO


Zastanawiające jest, w jaki sposób w prasie polskiej został przedstawiony atak NATO na Jugosławię i trwającą prawie trzy miesiące wojnę, która stała się jednym z etapów rozprawienia się z mitem Kosowa, jako kolebki serbskiej państwowości. Nie jest moim zamiarem przedstawienie genezy konfliktu, militarnego przebiegu operacji wojskowej, czy skutków wojny, a jedynie ukazanie, z jakimi informacjami - ograniczając się tylko do jednego tytułu prasowego - polski czytelnik miał styczność w czasie trwania wojny. Oparcie się na jednym tytule pisma codziennego, jakim jest „Gazeta Wyborcza", w przypadku tego tekstu jest zabiegiem celowym - wysoki nakład dziennika w miesiącach marzec-czerwiec 1999 r. uplasował go na pierwszym miejscu wśród polskich gazet codziennych. 24 marca ub. r. minęła 10 rocznica rozpoczęcia nalotów NATO na Jugosławię. W „Gazecie Wyborczej" ukazała się jedynie krótka notatka nawiązująca do wydarzeń z 1999 r. Dotyczyła ona decyzji Hiszpanii o wycofaniu wojsk z Kosowa. Madryt uznał, że powody, dla których Hiszpanie znaleźli się w tym miejscu dziesięć lat temu, przestały istnieć.

W marcu 1999 r. Sojusz Północnoatlantycki, którego członkiem od niedawna była także Polska, rozpoczął atak na suwerenne państwo Półwyspu Bałkańskiego. W prasie, zarówno europejskiej jak i światowej, pojawiły się liczne komentarze, dotyczące tego pierwszego w powojennej Europie konfliktu zbrojnego, w który zaangażowały się wojska NATO. Naloty stały się faktem medialnym.

Już pierwszego dnia nalotów pisano, że atak jest skutkiem odrzucenia przez Jugosławię traktatu pokojowego dla Kosowa zaproponowanego przez Zachód oraz braku zgody na rozmieszczenie na terytorium kraju misji pokojowej NATO.

Sekretarz generalny sojuszu Javier Solana oświadczył, że wojna nie jest wymierzona przeciwko narodowi jugosłowiańskiemu, ale przeciw polityce represji prowadzonej przez władze kraju. Zadecydował o niej ówczesny prezydent USA - Bill Clinton. W przemówieniu, jakie wygłosił w przeddzień ataku mówił: „Jeśli teraz nie zrobimy nic, Milošević zrozumie to jako licencję na dalsze zabijanie".
Amerykański prezydent opisywał wówczas sytuację w Kosowie, mówiąc o dramacie Albańczyków, a jako źródło konfliktów podał próbę zdobycia przez Miloševicia dominacji w całej byłej Jugosławii. Przekonywał, że interwencja zbrojna jest niezbędna po to m.in., by zapobiec katastrofie humanitarnej w Kosowie i rozprzestrzenieniu się konfliktu na inne kraje regionu. Zresztą terminy „katastrofa humanitarna" oraz „interwencja humanitarna" pojawiały się w prasie często.

W przemówieniu, które wygłosił Clinton na dzień przed atakiem uzasadniał, że źródłem antagonizmów jest tak naprawdę próba dominacji Miloševicia w byłej Jugosławii i jeśli NATO nie zaangażuje się militarnie, zginie jeszcze więcej ludzi. Powielając stereotypy, twierdził, że XX wiek to historia rzezi, które miały swój początek w Europie, tak jak pierwsza wojna światowa, która zaczęła się na Bałkanach.

Argument, że wrogiem nie jest naród, ale Milošević, był podnoszony zresztą na łamach prasy, w mediach i oficjalnych wypowiedziach polityków wielokrotnie. Pojawiły się głosy, że atak sprowokował sam przywódca Jugosławii, który wcześniej dopuścił się czystki etnicznej w Kosowie. Odosobnione były wypowiedzi takie jak ta - eksperta ds. brytyjskiego bezpieczeństwa: /.../ NATO usprawiedliwia operację lotniczą jako konieczną, by uniknąć katastrofy humanitarnej. W rzeczywistości największa katastrofa humanitarna nastąpi właśnie po rozpoczęciu ataków.


Wojna przeciwko narodowi


Naloty poparła większość członków sojuszu oraz państw Unii Europejskiej. Polskie MSZ wezwało władze Jugosławii do wycofania armii i zaprzestania operacji wojskowych w Kosowie. Jeszcze w połowie kwietnia „Gazeta" opublikowała wyniki sondażu Demoskopu, według którego interwencję NATO popierało ponad 60% Polaków. Według Centrum Badania Opinii Publicznej, po dwóch miesiącach bombardowań już tylko niespełna połowa badanych uważała interwencję NATO za słuszną.

Pierwsze bomby spadły na Jugosławię 24 marca 1999 r. Decydujący głos w kwestii postępowania NATO na Bałkanach miały Stany Zjednoczone i Niemcy - najwięksi rzecznicy interwencji zbrojnej. Z militarnego punktu widzenia, wojna stała się operacją lotnictwa amerykańskiego, którego siły były zdecydowanie najliczniejsze w stosunku do pozostałych sojuszników. Bombardowania, które trwały ponad 70 dni, prowadzono najpierw w Kosowie, później także na całym terytorium Jugosławii. Niszczono infrastrukturę: drogi, mosty, rafinerię, zbombardowano budynek telewizji RTS w Belgradzie, w wyniku czego śmierć poniosły osoby cywilne. Bomby spadały również na miejscowości, które nie miały żadnego strategicznego znaczenia, a straty w ludności cywilnej były określane w prasie jako „skutki uboczne" działań wojennych.

Sojusz nastawiony był na wojnę błyskawiczną, kilkudniową.
Bombardowania były prowadzone z wysokości 5 km, co było wynikiem przyjęcia przez NATO koncepcji „zero śmiertelnych ofiar" wśród własnych żołnierzy. Sprawą nadrzędną, poza unikaniem jakichkolwiek strat własnych, miało było ograniczenie skutków nalotów do precyzyjnie dobranych celów. Jak donoszono w kolejnych relacjach prasowych, nie uchroniło to przed zbombardowaniem ambasady Chin. Z upływem czasu zaczęto jednak pisać, że jeśli sojusz chce tę wojnę wygrać, musi zacząć operację lądową.


W obronie Albańczyków


Wyborcza" szeroko rozpisywała się o odwetach Serbów na Albańczykach za natowskie bombardowania. Bardzo dużą część gazeta poświęciła dramatowi kosowskich uchodźców. Na łamach dziennika można było nie tylko przeczytać reportaże o tysiącach wygnanych przez Serbów kosowskich Albańczyków, ale także zobaczyć ich fotografie. Na początku kwietnia grupa pierwszych uciekinierów z Kosowa przyleciała do Polski, co również zostało odnotowane przez „Gazetę Wyborczą". Nierzadko epatowano drastycznymi obrazami wojny. Pojawiały się informacje o odkryciu masowych grobów w miejscowościach Raak, Goden, Gjakov, w których oddziały serbskie miały dokonać masakr na ludności albańskiej.

Prasa informowała także o chybionych NATO-wskich nalotach, które nie trafiały w cel, lecz w ludność cywilną, np. w pociągi pasażerskie. Gazeta pisała na przykład o zbombardowaniu przez sojusz konwoju albańskich uchodźców z Kosowa. Wyrazy ubolewania i żalu za śmierć niewinnych ludzi wyrażali przedstawiciele NATO, jednak według nich incydent - bo tak to było przedstawiane - nie mógł stać się powodem zmiany strategii sojuszu. Prawo do pomyłek przyznał organizacji gen. Wesley Clark - głównodowodzący NATO w Europie.

Dziennik cytował także krótkie wypowiedzi czołowych europejskich polityków, którzy śmiercią cywilów obarczyli Jugosławię, w szczególności zaś Miloševicia, który jak podkreślano doprowadził do wypędzenia z domów setek tysięcy Albańczyków. Wraz z trwającymi nalotami pojawiały się kolejne doniesienia o pomyłkowych bombardowaniach kolejnych konwojów z uchodźcami.

O sytuacji w Jugosławii, demonstracjach przeciwko nalotom, o tym, że lepiej przegrać wojnę uzyskując pomoc gospodarczą dla kraju, mówił w wywiadzie udzielonym gazecie publicysta belgradzkiego dziennika „Vreme" - Stojan Cerović.

O interwencji NATO jako działaniach szkodliwych pisano sporadycznie. Jednak nawet wtedy, gdy twierdzono, że atak jest sprzeczny z Kartą Narodów Zjednoczonych, zaznaczano, że jest on usprawiedliwiony sytuacją w Kosowie.

Zdecydowanie inne stanowisko zaprezentowano w wypowiedzi konsula ambasady Federacyjnej Republiki Jugosławii w Warszawie - Vlastimira Djuricianina, który mówił o konieczności obrony swojej ojczyzny przed agresją oraz o potrzebie natychmiastowego przerwania nalotów.
Dyplomata wypowiadał się m.in. na temat złej woli w przekazywaniu przez media informacji o stanie faktycznym sytuacji w Kosowie, o przekłamaniach związanych w przedstawianiu negocjacji w Rambouillet. Według konsula, konferencja ta została zorganizowana, żeby pokazać światu, że to Serbowie torpedują pokojowe porozumienia. Zaznaczył, że z bombardowanego Kosowa uciekają nie tylko Albańczycy, o których pisze prasa, ale także Serbowie i przedstawiciele innych narodowości.

Naloty na Jugosławię stały się pretekstem do podejmowania kwestii dotyczących przyszłości NATO i możliwości prowadzenia operacji wojskowych poza swoimi granicami w obronie praw człowieka. Wskazano główne zadania, do których zaliczono obronę swoich członków przed zewnętrzną agresją oraz zapewnienie stabilizacji w regionie euroatlantyckim.


Umowy polityków


Z biegiem czasu zaczęły pojawiać się informacje odnoszące się do wspólnego planu Zachodu i Rosji dla Kosowa, który powstał na szczycie państw G7 i Rosji . Słowiańskie mocarstwo potępiające wcześniej naloty, wyraziło zgodę na stacjonowanie międzynarodowych sił w prowincji. Donoszono przy tej okazji o rozmowach poświęconych przyszłości Kosowa, które zostały podjęte przez negocjatorów USA i Rosji. W rozwiązaniu konfliktu pomóc miało embargo na dostawy paliw i ropy naftowej nałożone przez Unię Europejską.

Szerokim echem odbiła się w prasie informacja o nakazie aresztowania Slobodana Miloševicia, wydanym przez Międzynarodowy Trybunał w Hadze, oskarżającym prezydenta o zbrodnie wojenne w Kosowie. Dość szybko po tym fakcie pojawiły się wiadomości, że Belgrad jest gotowy przyjąć plan pokojowy opracowany przez Grupę G-8. Według przedstawionej koncepcji, do Kosowa wprowadzono by, za zgodą ONZ, międzynarodowe „siły cywilne i bezpieczeństwa", a wycofano by wojska jugosłowiańskie. Za główny postulat obrano powrót uchodźców oraz autonomię dla prowincji. Nie było natomiast żadnej wzmianki o usunięciu Miloševicia.

Z początkiem czerwca dziennik poinformował o możliwości zakończenia nalotów, a tym samym przyjęciu przez Belgrad warunków zakończenia wojny. NATO nie przerywało jednak bombardowań, które miały zostać wstrzymane dopiero po wycofaniu wojsk jugosłowiańskich z Kosowa. Ponadto Belgrad zadeklarował możliwość powrotu uchodźców, szeroką autonomię dla prowincji oraz zaakceptował obecność sił pokojowych sojuszu w Kosowie.

10 czerwca 1999 r. o godz. 15 sekretarz generalny NATO Javier Solana odczytał w Brukseli oświadczenie o zawieszeniu przez NATO nalotów na Jugosławię . „Gazeta Wyborcza" od pierwszych dni nalotów stała na stanowisku, że bombardowania są złem koniecznym, za które odpowiedzialność ponosi serbski przywódca. Emocjonalne podejście do konfliktu było szczególnie widoczne, gdy pisano o uchodźcach z Kosowa. Odnosiło się przy tym wrażenie, że ofiarami tej wojny byli tylko kosowscy Albańczycy. Nawet jeśli pisano o nieumyślnie zabitych serbskich cywilach, to winą za taki stan rzeczy obarczano wyłącznie Miloševicia, który według gazety do wojny doprowadził.

Skończyła się wojna, która z czasem przynieść miała Kosowu niepodległość i nowy rozdział w stosunkach serbsko-albańskich. Zakończył się tym samym jeden z etapów wymazywania serbskiego mitu kosowskiego, związanego z przestrzenią terytorialną Kosowa, mitu, który przez lata niewoli osmańskiej pozwalał Serbom utrzymać ich świadomość narodową.

Katarzyna Janiak


autorka jest doktorantką Instytutu Slawistyki PAN

Pełny tekst z przypisami - http://www.ispan.waw.pl/images/adeptus/adeptus_janiak.pdf


 

oem software Odsłony: 5527
Our website is protected by DMC Firewall!