O historii edukacji (2)

Utworzono: niedziela, 24 kwiecień 2016 Leszek Stundis

Wieki ciemne. Z pozoru

 

Średniowiecze nie było początkowo przychylne naukom przyrodniczym. Zawinił św. Augustyn, który uparcie twierdził, że badania przyrody są to „poszukiwania bardzo ciekawe i bardzo próżne”, a filozofię i literaturę klasyczną nazywał kłamstwami, bezbożnymi bajkami i wykrętnymi argumentami filozofów. Sam jednak należał do największych umysłów swoich czasów, również w zakresie znajomości natury. Zanim bowiem doznał oświecenia był nauczycielem retoryki w Mediolanie.


Na szczęście nie wszyscy podzielali jego poglądy. Marcjan Capella, żyjący w V wieku, napisał pierwszy średniowieczny podręcznik zatytułowany O zaślubinach Merkurego i Filologii. Wprawdzie późniejsi badacze nazwali jego dzieło „dżunglą chaotycznej geografii, mistycznej arytmetyki i przestarzałej astronomii” jednak to właśnie on wprowadził pojęcie siedmiu nauk wyzwolonych, które przetrwało całe średniowiecze.

 

W średniowieczu rozwinęły się szkoły przyklasztorne, katedralne i parafialne, a w XIII wieku powstały pierwsze uniwersytety. W szkołach realizowano dość wąski program, chociaż oparty na łacińskich tekstach klasycznych, bądź podręcznikach na nich wzorowanych. Niekiedy nie odpowiadały one duchowi miejsca i czasu. Popularne Catonis  Disticha de moribus, na których szlifowali swoją łacinę mnisi, obok łatwo przyswajalnego kursu gramatyki, zawierały także porady, jak traktować „spazmy i intrygi żon”.


W szkołach średniowiecznych powrócono do dawnych metod „pamięciowych”. Dyscyplina panowała w nich surowa, a symbolem nauczyciela stała się rózga. Bito nie tylko za złe zachowanie, ale także za brak zdolności. Według tradycji św. Romuald był tak długo bity w lewe ucho, że pewnego dnia poprosił nauczyciela, by od  tej pory bił w prawe, bo na lewe nic nie słyszy. Żywot Św. Wojciecha również wspomina, że nauczyciele nie szczędzili mu razów. Bito również profilaktycznie, najczęściej w soboty. Była to kara za przewiny nieumyślne, lub trudne do udowodnienia. Zresztą nadmiar cierpienia nie uchodził wówczas za coś złego.

 

Uniwersytety cieszyły się natomiast dużą swobodą. Także obyczajową. Obok uczonych i scholarów w dzielnicach uniwersyteckich doskonale prosperowały oberże i przybytki, będące odpowiednikiem dzisiejszych agencji towarzyskich. Dzielnice te nie podlegały w zasadzie miejskiej jurysdykcji. W Akademii Krakowskiej władzę sądowniczą sprawował rektor i on mógł wsadzać niesfornych studentów do „paki”, a nie miejska straż. Rzecz jasna w XVI wieku, kiedy akademicka młódź dopuściła się licznych tumultów, władze miejskie zareagowały dość gwałtownie i wydały kilka wyroków. Jednak dotyczyło to wykroczeń na terenie miasta.

W późnym średniowieczu nauki wyzwolone zostały podzielone na dwie grupy: trivium (poziom niższy- gramatyka, dialektyka, retoryka i quadrivium (poziom wyższy- arytmetyka, geometria, muzyka, astronomia). Obok nich pod koniec epoki zaczęto tworzyć katedry prawa i medycyny.

 

Dobroduszny da Feltre i jego następcy

 

Ojczyzną odrodzenia były Włochy. Tutaj narodziły się także nowe pomysły na temat kształcenia. Vittorino da Feltre rozpoczął swoją działalność w końcu XIV wieku. Sam chorowity i mizernej postury, odznaczał się wielkim hartem ducha. Szkoła, którą prowadził prezentowała zupełnie inny typ niż szkoła średniowieczna. Kary fizyczne stosowano w niej rzadko, choć da Feltre uważał, że lepiej komuś przyłożyć niż go wyrzucić. W jego programie wiele miejsca zajmowała zabawa, którą uważał za najlepszą nauczycielkę, zwłaszcza najmłodszych dzieci. Dużą rolę przywiązywał do ćwiczeń fizycznych, które zalecał prowadzić na świeżym powietrzu, a nie w zamkniętych salach. Realizował kurs z zakresu 7 nauk wyzwolonych, ale pod koniec uzupełniał go o pisma Platona i Arystotelesa.

 

Jego pomysły przejął częściowo ideolog stanu mieszczańskiego Piotr Vergerio. Dla niego celem kształcenia było przygotowanie sprawnych politycznie obywateli. W ten sposób, uważał, mieszczanie będą mogli skutecznie rywalizować o władzę ze szlachtą. Dość oryginalnym jego pomysłem były lekcje śpiewu w celu rozładowania napięcia. Vergerio uważał również, że polityk musi mieć obycie w naukach przyrodniczych, bowiem ich znajomość pomaga zrozumieć świat. Winien również znać arytmetykę, geometrię i medycynę, gdyż to z kolei wzbudza szacunek i lęk pospólstwa, a bez nich rządzić niepodobna.

 

W pierwszej połowie XVI wieku wielkim entuzjastą nauki okazał się Thomas More (Morus). W swojej Utopii naszkicował społeczeństwo, które nawet wolne chwile będzie spędzać na rozrywkach umysłowych. W podobnym duchu wypowiadał się Thomas Elyot, stojący na stanowisku, że łaciny należy uczyć nawet służbę. Z nią bowiem większość czasu spędzają dzieci z dobrych domów.

 

Juan Luis Vives dostrzegł rolę dobrego przykładu dorosłych. Jego zdaniem, dzieci naśladują bezkrytycznie ich zachowanie, a więc ma ono ogromne znaczenie dla ich wychowania. Miał również oryginalną koncepcję co do stanu nauczycielskiego. Uważał, że pobory nauczycieli powinny być na tyle wysokie, by zapewnić im dostatnie życie, ale nie na tyle, by przyciągnąć do belferskiego rzemiosła głupców i obiboków. Był także zwolennikiem nauki przez doświadczenie. Nakazywał swoim podopiecznym wycieczki na miasto i rozpytywanie się wśród kupców i rzemieślników o najistotniejsze cechy ich zawodu. Nie chciał, by jego wychowankowie znali lepiej Cycerona od własnych rodziców.

 

Renesansowi myśliciele dość zgodnie występowali przeciwko klerowi. Françoise Rabelais, Pierre de la Ramée (Ramus), czy Erazm z Rotterdamu kładli nacisk na konieczność kształcenia obywatelskiego, bez elementów scholastyki, jednak ich gorące apele nie wyszły poza sferę pobożnych życzeń. Jedynie uniwersytety zachowały swoją autonomię, choć niektóre w XIV i XV wieku powróciły do tradycji scholastycznej.

 

Pierwszym, który w czambuł potępił szkoły, był Marcin Luter. Uważał, że są narzędziem w rękach Kościoła. Porównywał szkołę do piekła, nauczanie do mąk czyśćcowych, a uczniów do nieszczęśników, którzy wynosili z niej jedynie sine plecy. Dla niego źródłem wiedzy była Biblia, toteż przetłumaczył ją na niemiecki. Pod jego wpływem liczba szkół istotnie zmalała. Trwało to jednak krótko. Książęta niemieccy nie byli skłonni panować nad kompletnie ogłupiałymi poddanymi i niespecjalnie przejęli się pomysłami Lutra. Sam Luter zresztą dość szybko ochłonął, zwłaszcza, że tylko dzięki książętom, niechętnym papieżowi, mógł w ogóle egzystować.

Toteż już w 1524 roku w broszurze Do rajców i burmistrzów w sprawie zakładania szkół ubolewał nad brakiem szkół i zapytywał retorycznie: „skąd będziemy brać pastorów i kaznodziejów”. Postulował także, by nauczać zarówno łaciny, jak greki i hebrajskiego, bowiem wszystkie języki starożytne są niezbędne do badania Biblii.

Bałagan szkolny trwał w Niemczech aż do drugiej połowy stulecia. Dopiero po pokoju augsburskim sytuacja stała się bardziej znośna. Jako pierwszy, w 1559, książę Wirtembergii wydał zarządzenie, aby w każdej parafii istniała szkoła elementarna.

 

Czas reakcji i buntu

 

Wiek XVII przyniósł ogromne spustoszenie w europejskiej nauce. Wojna trzydziestoletnia i kontrreformacja pozbawiły życia wielu uczonych i nauczycieli, a inkwizycja zaczęła zagrażać uniwersytetom. Na tym tle dość dobrze wypadły kolegia jezuickie, które wprowadziły szereg „świeckich elementów nauki” do programów. Nawet kary cielesne w ich kolegiach wymierzał świecki pracownik szkoły, zwany korektorem, choć wcześniej dyskretnie ustalał ich wymiar z odpowiednim nauczycielem zakonnym.

Jezuici kształcili najchętniej przyszłych braci, bądź ludzi szlachetnie urodzonych. Do niewątpliwie udanych eksperymentów tego zgromadzenia należały redukcje paragwajskie. Powołane ok. 1610 na niedostępnych obszarach dzisiejszego Paragwaju stanowiły właściwie niezależne państwo, w którym bracia podjęli dzieło nauczania Indian. Nie stosowali kar fizycznych, a swoją misję wykonywali nader sumiennie. Uczyli według najlepszych wzorów europejskich nie tylko pisania i czytania, ale takich umiejętności, jak np. gry na skrzypcach.


Nie wszystkim spodobał się nowatorski pomysł jezuitów. Właściciele plantacji chętniej widzieli Indian na swoich polach i zupełnie nie rozumieli po co im umiejętność pisania, czytania, czy matematyka. Redukcje przetrwały aż do roku 1759, kiedy to wszechwładny minister portugalski Sebastiaõ José de Carvalho e Mello Pombal doprowadził do wygnania jezuitów z Portugalii i jej kolonii. W 8 lat później zlikwidowane zostały również jezuickie redukcje na terenie kolonii hiszpańskich, a w 1773 papież Klemens XIV rozwiązał sam zakon.


W Europie nowe spojrzenie na kształcenie usiłował upowszechnić czeski pedagog Jan Ámos Komenský. Uważał, że kształcenie powinno być powszechnie dostępne, szkoła winna mieć jednolity charakter, a w programie umieszczana jak największa liczba wiadomości ze wszystkich dziedzin. Tak zwane kształcenie „pansoficzne” miało być nauką „wszystkich wszystkiego”.


W nieco podobnym duchu wypowiadał się Anglik William Petty. Jako ubogi chłopiec wiele wysiłku włożył w zdobycie zawodu. Zapewne z tego okresu wziął się jego bałwochwalczy zachwyt dla techniki. Petty był zdania, że powinno się tworzyć instytuty mechaniczne, w których każdy mógłby się zapoznać z historią wszystkich rzemiosł i technologii, a w odpowiednio urządzonych pracowniach sam zgłębiać ich tajniki.


Inny samorodny talent pedagogiczny, Gerrard Winstanley, stał na stanowisku, że poznanie natury człowieka doprowadza do Boga, a więc należy kształcić młodzież w zakresie ludzkich aktywności. Postulował, aby program szkolny obejmował 5 bloków tematycznych, jak rolnictwo, górnictwo, hodowla bydła, prace leśne i astronomia, połączonych z pracą fizyczną.

 

Migawki spod gilotyny

 

Wielka Rewolucja Francuska zburzyła dotychczasowy porządek społeczny w państwie Bourbonów. Kiedy spadały głowy, a Konwent Narodowy gorączkowo radził, jak uchronić zdobycze rewolucji, niewiele czasu pozostawało na sprawy szkolne. Jednak niemal wszyscy bez wyjątku przywódcy rewolucji mieli swój pogląd na ten temat.

Honoré Mirabeau uważał, że nauka w szkołach elementarnych winna być odpłatna. Jednocześnie stał na stanowisku, że kto przebrnie wszystkie jej klasy powinien mieć możność nauki w bezpłatnym liceum narodowym. W jego słowach tkwiła obłuda i sprzeczność, ale tylko pozorna. Mirabeau już wówczas niechętnie patrzył na lumpenproletariackich apologetów terroru i wolał mieszczański model rewolucji. A mieszczan było stać na szkołę.
 

Charles Talleyrand-Périgord, choć znakomity arystokrata, twierdził, że szkoła elementarna musi być bezpłatna. Jednak nie upierał się, by wprowadzać obowiązek szkolny. Ponadto stał na stanowisku, że każdy kto ma środki i chęci powinien móc zakładać szkoły. Dzięki niemu w krótkim czasie rozwinął się we Francji system szkół prywatnych, który istnieje do dzisiaj. Postulował też, aby w programie umieścić obowiązkowe kształcenie z zakresu konstytucji.

Jean Condorcet proponował, by program szkolny obejmował głównie wiadomości z zakresu nauk przyrodniczych. Nadto przekonywał deputowanych i siebie samego, że można i należy znieść nierówności intelektualne przez odpowiedni przekaz wiedzy. Uważał również, że dla ludzi wykształconych najlepszym odpoczynkiem jest praca fizyczna, zaś dla robotników lekki wysiłek umysłowy.

Najbardziej rewolucyjne poglądy prezentował Louis Michel le Peletier. Opracował cały system wychowania narodowego oparty na kompletnej izolacji dzieci od rodziców i reszty społeczeństwa. W programie tym w ogóle nie było miejsca dla religii, a zamiast niej miano nauczać świeckiej moralności. Pewną liczbę godzin przewidywano na pracę fizyczną uczniów, najczęściej realizowaną w ramach robót publicznych. Nowym przedmiotem miała być historia wolnych narodów i ruchów rewolucyjnych. Tak więc, pod względem pomysłowości, o przeszło 120 lat wyprzedził radzieckich pedagogów.

W 1791 Konwent uchwalił ustawę o szkołach państwowych. Pozbawiała ona prawa nauczania wszystkich księży, którzy odmówili złożenia przysięgi na wierność Republice. W 2 lata później jakobini przeforsowali ustawę o „domach wspólnego wychowania” bliską le Peletierowi. Jednak w drugiej połowie roku większość z nich powędrowała na szafot i Konwent ponownie stanął w obliczu nowych inicjatyw ustawodawczych.
W końcu znaleziono kompromis. Szkoły państwowe miały kształcić od 6 do 8 roku życia (a więc przez 3 lata). Obok nich dopuszczono również szkoły prywatne. Na nowych właścicieli zaczęto patrzeć dość liberalnie, tak że w gronie nauczycieli ponownie znaleźli się księża odsunięci wcześniej od nauczania. Po szkole każde dziecko miało obowiązek pracy i nauki zawodu i to pod groźbą represji. Delikwentowi, który do 12 roku życia nie zdobył godziwych kwalifikacji groziła kara do 10 lat pozbawienia wolności.

 

Generacja pozytywistów

 

W następnym stuleciu zapał rewolucyjny został w dużej mierze stłumiony. Powstania i rewolucje permanentnie ponosiły klęski, a romantyczni poeci coraz bardziej oddalali się od spraw ziemskich ku metafizyce. Nowością na „rynku edukacyjnym” były szkółki niedzielne, które początkowo nie miały nic wspólnego z nauczaniem religii. Jeden z ich twórców, Robert Raikes, uważał jedynie, że dzieci zbytnio skore są do psoty, a więc należy im maksymalnie wypełnić czas wolny. Postulował więc, aby zaraz po mszy organizować lekcje i przerabiać normalny program. Dopiero w późniejszym okresie lekcje pisania, czytania i rachunków ustąpiły miejsca nauce Ewangelii.

 

W wieku XIX pojawiła się kolejna polityczna utopia - socjalizm. Występował w różnych odmianach, choć wszyscy jego twórcy postulowali powszechną, bezpłatną naukę dla ogółu dzieci. Robert Owen proponował nawet, aby nauczaniem objąć dzieci w wieku od 2 do 5 lat, a więc wprowadzenie przedszkola.
 

Największy wpływ na edukację wywarł w tym czasie Johann Friedrich Herbart - człowiek o wielkiej wiedzy, ale przesiąknięty niemieckim idealizmem. Jako bystry obserwator dość wcześnie dostrzegł rolę zainteresowań uczniów w procesie poznawczym. Jednak obiektywizm nie pozwalał mu zredukować encyklopedycznego programu. Usiłował więc stworzyć model nauczania, któryby byłby wyczerpujący i ciekawy zarazem. Uważał bowiem, że człowiek powinien dążyć do wszechstronnego wykształcenia. Herbart przywiązywał dużą wagę do psychologicznych uwarunkowań uczniów. W swoich akademickich koncepcjach pominął jednak zupełnie walor umiejętności praktycznych.

 

Zupełnie inną drogą poszedł Amerykanin John Dewey. Dziecko uważał za „Słońce”, wokół którego miały się kręcić wszelkie poczynania wychowawcze. Zdaniem Deweya treść programu musi być dobrana do osobowości ucznia. Uczeń może więc uczyć się tego co chce i jak długo chce. Jednocześnie Dewey był zdania, że najlepszą nauczycielką jest praktyka. Organizował więc zajęcia, na których uczniowie doświadczali rzeczywistości - naprawiali swoje buty, piekli chleb, majsterkowali przy rozmaitych urządzeniach. Współcześni zarzucali Deweyowi, że całą wiedzę sprowadzał do nazbyt prostych czynności. Przykładowo procesy chemiczne i biologiczne w wydaniu Deweya przybierały postać gotowania i szykowania jedzenia. Koncepcje nauki przez doświadczenie nie poszły całkiem w zapomnienie. W XX wieku nawiązały do nich szkoły Rudolfa Steinera.

 

W Polsce, w okresie zaborów, również powstał oryginalny typ szkoły. Był nim Uniwersytet Latający, zorganizowany przez Jadwigę Dawidową. Brak polskiej uczelni skłonił odważną myślicielkę do zorganizowania serii tajnych odczytów w prywatnych mieszkaniach. Przeznaczone były głównie dla kobiet, które dość boleśnie zaczęły odczuwać dyskryminację z racji płci. Do współpracy udało jej się wciągnąć grono wybitnych profesorów, jak Ignacy Chrzanowski, Ludwik Krzywicki, czy Władysław Smoleński. Wolni od cenzury przekazywali wiedzę z zakresu historii, literatury, czy też myśli społecznej.
Uniwersytet Dawidowej działał od 1886 do 1905 roku. Wtedy właśnie nadszedł sprzyjający moment do jego legalizacji jako Towarzystwa Kursów Naukowych.

 

W wieku XX dawny porządek społeczny i obyczajowy legł w gruzach. I wojna światowa obnażyła cynizm wszelkich ideologii. Spowodowała również, że miejsca mężczyzn w fabrykach musiały zająć kobiety. To dzięki nim przemysł zbrojeniowy mógł nieprzerwanie produkować działa i karabiny. Po wojnie w wielu europejskich krajach panie uzyskały prawa wyborcze i coraz bardziej zaczęły angażować się w politykę. Zmieniła się również sytuacja na uniwersytetach, gdzie coraz więcej kobiet zapragnęło naśladować Marię Skłodowską-Curie. Szkoła na poziomie elementarnym stała się obowiązkowa we wszystkich krajach europejskich.

 

Okres międzywojenny charakteryzował się burzliwym rozwojem nauk ścisłych. Odkryto elektron, rozczepiono atom, dzięki czemu w latach II wojny światowej możliwe było wyprodukowanie bomby atomowej. Koncepcje edukacyjne zdominowała psychologia, choć większość z nich przejęła niektóre pomysły XIX-wieczne i wcześniejsze.
Spór o to, jak uczyć pozostał jednak nadal otwarty. Uczeni coraz częściej zaczęli mówić o zagrożeniu nauczania przez media. Łatwostrawna intelektualnie papka, którą telewizja, kino czy Internet karmią młodego człowieka, całkowicie deprecjonuje wartość prawdziwej wiedzy. Zachodzi pytanie, czy w świecie natłoku informacji jest ona jeszcze potrzebna. W końcu nadejdzie czas, że przeciętny zjadacz chleba stanie się istotą tak ogłupiałą, że nie tylko będzie wiedział co jest prawdą, a co manipulacją, ale nawet nie będzie wiedział, po jakie informacje sięgnąć.

Leszek Stundis

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Odsłony: 3081
DMC Firewall is a Joomla Security extension!