Świadectwo barbarzyńskich czasów

Utworzono: sobota, 18 lipiec 2020 Anna Leszkowska Drukuj E-mail


szlomoNa temat zagłady Żydów istnieje potężna literatura naukowa, popularnonaukowa i pamiętnikarska. Tej ostatniej, z racji odchodzenia pokolenia przedwojennego, jest coraz mniej, stąd pojawienie się na rynku czytelniczym nowej książki „dającej świadectwo” jest ewenementem. Tak też pewnie zostanie odebrana książka Shlomo Adlera Znów jestem Żydem z podtytułem: Do Palestyny – Izraela z Bolechowa przez Warszawę. Jej wydawcą jest Agencja Reklamowa Multart.

Książka, choć napisana w języku polskim, nie miała dotąd wydania polskiego, choć istnieją jej tłumaczenia w czterech językach. Jest ona zapisem losów i przeżyć Shlomo Adlera i jego rodziny obejmującym lata trzydzieste, wojnę, i skomplikowaną drogę do Palestyny, gdzie autor znalazł się w 1947 roku.

To bardzo osobista opowieść o nieustannym zagrożeniu życia, bez wnikania w szersze zjawiska polityczne i społeczne, jakie miały przecież wpływ na losy bohatera (na ten temat są jedynie skąpe wzmianki). Książkę otwiera wspomnienie szczęśliwych lat przedwojennych spędzanych w dobrze sytuowanej, dużej rodzinie żydowskiej na zróżnicowanych etnicznie Kresach, ze szczegółowymi opisami życia w liczącym ponad 11 tysięcy mieszkańców Bolechowie. Kiedy zaczyna się wojna, nikt sobie jeszcze nie wyobraża jej strasznych skutków – zagłady połowy mieszkańców miasteczka, w tym – prawie wszystkich Żydów (z 7,5 tysiąca ocalało… 48).
Pokazanie wojny na Kresach, (gdzie niebezpieczeństwo utraty życia groziło każdemu nie tylko z rąk Niemców, ale i Ukraińców, i Rosjan, i Polaków), z perspektywy samotnego, walczącego o przetrwanie 9-letniego żydowskiego dziecka ma wymiar szczególny – nie tylko ukazuje w szczegółach jej grozę, ale i tworzy szczególnie bliską relację czytelnika z bohaterem.
„Piszę tylko o tym, co sam przeżyłem, sam widziałem lub osobiście słyszałem” – oznajmia autor w przedmowie. Uwiarygodnia to język potocznego opowiadania, jakim posługuje się autor, co jest wielkim atutem i siłą tej książki, pokazującej do jakich okrucieństw, ale i poświęceń jest zdolny człowiek.
Z opowieści Szlomo Adlera wynika, że nie ma tu znaczenia narodowość, religia, ani relacje społeczne – pogromy ukraińskie w wykonaniu sąsiadów niczym się nie różniły od niemieckich, a donosów do okupacyjnych władz na ukrywających się Żydów nie hamowały przyjaźnie. Właściwie każdy był wrogiem i każdego należało się bać. Aż dziwne, że wśród takich społeczności znalazły się osoby zdolne podjąć ryzyko ratowania tych, na których tak wielu polowało. Dzięki odwadze jednej z ukraińsko-polskich rodzin (Raduchowskich) Szlomo Adler ocalał.

Koniec wojennych działań nie oznaczał jednak dla autora ustabilizowania życia i braku stygmatyzacji – w Polsce trwała wojna domowa i ostra walka polityczna. Po przyjeździe do Warszawy zmienił tożsamość, podjął pracę, ale pechowo znalazł się w centrum walki politycznej o władzę i został aresztowany. Uwięzienie i oskarżenie o zdradę i faszyzm sprawiło, że dojrzała w nim decyzja o wyjeździe z Polski, gdzie nadal nie czuł się bezpiecznie i znalezieniu swojego miejsca na ziemi. Tą ziemią była Palestyna, gdzie zapowiedziano utworzenie Izraela.
Te cezury w życiu bohatera łączy poszukiwanie bezpieczeństwa oraz swojej prawdziwej tożsamości, zachwianej przez wojnę. Choć te dwa najważniejsze problemy pokazane są na przykładzie jednostkowym, zapewne właściwe były – jak można sądzić z relacji bohatera – wszystkim Żydom, którzy ocaleli z holokaustu. Po koszmarze ludobójstwa i nieustannym zagrożeniu życia znalezienie miejsca, gdzie się będzie u siebie, bezpiecznym, bez stygmatyzacji narodowościowej czy religijnej było obietnicą szczęścia, a na pewno spokoju.
Dla czytelnika, który czas wojny zna tylko z opowiadań i literatury zrozumienie tego wymaga nie tyle wiedzy o wydarzeniach tamtych lat, co empatii. Szlomo Adler – posługujący się barwną polszczyzną (choć od ponad 50 lat nie mieszka w Polsce) pisze tak, że czytelnik nie tylko poznaje jego dylematy wyboru i wahania, ale i rozumie jego uczucia. A to wielka sztuka.
Dodatkowym walorem książki są liczne zdjęcia z czasów opisywanych, ale i współczesnych, których autorem jest Juliusz Multarzyński, wydawca polskiej wersji książki, związany rodzinnie z Bolechowem. Co ciekawe - i wspomnienia Szlomo Adlera i praca wydawnicza Juliusza Multarzyńskiego na tej książce się nie skończyły – mają one swój dalszy ciąg w powrocie każdego z nich do Bolechowa zarówno z powodów sentymentalnych, jak i potrzeby upamiętnienia tego, co było i wyjaśnienia spraw niejasnych z czasów wojny (p. Epilog), co zapewne zaowocuje nowymi publikacjami (al.)

Znów jestem Żydem. Do Palestyny – Izraela z Bolechowa przez Warszawę, Shlomo Adler, Agencja Reklamowa Multart, wyd. I, Warszawa 2020, s.320

 

Odsłony: 320
DMC Firewall is developed by Dean Marshall Consultancy Ltd