Czy nierówności są potrzebne?

Utworzono: poniedziałek, 24, lipiec 2017 Anna Leszkowska Drukuj E-mail

„Nierówności społeczne i gospodarcze uznaje się za jedne z najbardziej dynamicznie zmieniających się czynników, mogących wywoływać kryzysy rozwoju cywilizacyjnego Europy, a nawet świata” – to teza, nad którą dyskutowali uczestnicy konferencji pt. Zróżnicowanie dochodowe i społeczne Europy. Organizatorem konferencji, która odbyła się w Jabłonnie w dniach 21 i 22.06.17. był Komitet Prognoz PAN Polska 2000 Plus.


Wśród uczestników konferencji przeważali ekonomiści (acz nie brakowało – jak zawsze – przedstawicieli innych nauk) i to przedstawiciel tej dyscypliny, prof. Jerzy Kleer (INE PAN), wygłosił referat wprowadzający, pokazujący zróżnicowanie jako zjawisko uniwersalne (fragmenty zamieścimy w numerze 8-9/17 SN).
Zjawisko, którego tempo jest największe w historii ludzkości i to we wszystkich sferach życia społecznego, co skutkuje rosnącym wciąż rozwarstwieniem społecznym. W połączeniu z wizualizacją życia społecznego – możliwą dzięki nowym technologiom cyfrowym - prowadzi to do konfliktogenności i wywoływania wrogości między biednymi i bogatszymi.

Do przyczyn konfliktów – m.in. zaklętego kręgu biedy - odniósł się prof. Władysław Szymański (SGH), pokazując na przykładzie historii gospodarczej świata cały łańcuch zależności między elementami globalizacji, która skruszyła trzy bariery: kapitału, postępu technicznego i rynku. Globalizacja, której efektem jest ograniczanie biedy na świecie, nie tylko wpływa na zmniejszenie podatków (o podatkach w UE mówił prof. Andrzej Kondratowicz z SWPS), ale i dochodów, i przywilejów socjalnych.

Wraz ze wzrostem udziału kapitału w PKB, zmniejsza się rola płac, bo dochody ludności (i państw – z podatków) zostają zahamowane. Przy zmienionych relacjach ekonomicznych potrzeba więc innej redystrybucji dochodów państwa, ale te nie rosną, bo państwa są zmuszone podporządkować się międzynarodowemu kapitałowi (unikającemu podatków) i mediom, a więc są coraz słabsze. Państwo oddające władzę kapitałowi niewiele może tu zrobić, gdyż nie może narzucić mu kosztów społecznych.

Wędrujący międzynarodowy kapitał przyczynia się do narastania problemów globalnych, (którymi jako jeden z pierwszych zajmował się prof. Józef Pajestka), których nie umiemy rozwiązywać z poziomu państw narodowych i nie rozwiążemy bez globalizacji politycznej.
Widać to choćby po Afryce, kontynencie, na którym jest najwięcej ekstremalnej biedy w skali świata (70%), a do tego dotkniętym zmianami klimatycznymi, suszami, brakiem wody, co skutkuje migracjami na wielką skalę.

Wielkie nierówności związane z brakiem poczucia bezpieczeństwa (zadłużenie, brak pracy) rodzą zawiść i ryzyko terroru, łącznie z możliwością użycia broni masowego rażenia. Wzrost nierówności pogarsza więc i tak niestabilną sytuację świata.
Ostrzeżenia przed tą formą kapitalizmu, jaką jest neoliberalizm wywołujący ogromne podziały społeczne, formułowali zresztą wiele lat temu tacy ekonomiści jak E. Lutwak, I. Wallerstein i J. Keynes. „Zrobiliśmy sobie jednak tę jajecznicę, z której nie można odzyskać z powrotem całych jajek” – globalizacji cofnąć się już nie da. Trzeba więc rozwiązywać problemy, jakie ona stwarza w sposób globalny, tymczasem obecnie świat idzie w kierunku przeciwnym, nacjonalistycznym, bo nie umiemy się integrować, kiedy nie ma wroga. A taką właśnie sytuację stwarza ujednolicająca wszystko globalizacja.

Czy jednak ekonomia głównego nurtu dostrzega nierówności – ich wielkość, zasięg? Prof. Wiktor Rutkowski (IPiSS) podkreślił, iż temat ten traktowany był dotychczas tak, jak w biologii – czyli nierówności były dla ekonomistów sprawą normalną i oczywistą. Ekonomia zresztą nie ma instrumentów do zrozumienia procesów nierówności, choć np. polaryzacja dochodowa na świecie jest problemem większym niż ekologiczny.

Wykazał to w swoich badaniach na przykładzie Polski i Europy dr Michał Brzeziński (UW), burząc mity wytworzone u nas przez środowiska neoliberalne zachwycone „udaną” zmianą ustroju w sferze społecznej. Otóż indeks Giniego pokazuje, iż największe różnice dochodowe są właśnie w Polsce, wyprzedza nas tylko Rosja. Zdystansowaliśmy nawet USA, zwyczajowo uważane za kraj o największym zróżnicowaniu dochodów.
Nierówności w Polsce w ostatnich 25 latach – według badań ankietowych - wzrosły o 20-25%, natomiast według danych z zeznań podatkowych – o 40-50%. Jest to szczególnie wysoki wzrost nierówności dochodowych, a są przecież kraje jak np. Francja czy Belgia, gdzie one nie rosną.

Przyczyny rozwarstwienia są dość dobrze rozpoznane: globalizacja (otwarcie rynków), postęp technologiczny (polaryzacja rynku pracy), deregulacja sektora finansowego, erozja instytucji rynku pracy (spadek uzwiązkowienia), osłabienie progresywności systemów podatkowo-transferowych (w Polsce mamy de facto degresywny system podatkowy, zwiększający nierówności, na co wskazywał prof. Stanisław Owsiak z krakowskiego UE).

I choć zdaniem naukowca, badanie skutków nierówności ekonomicznych jest trudne metodologicznie, to większość wyników badań, jakie prowadzi się w ostatnich latach na świecie wskazuje, że nierówności dochodowe i majątkowe mogą mieć negatywny wpływ na wzrost gospodarczy, zdrowie, kapitał społeczny (brak zaufania), partycypację społeczną i wyborczą, a także poparcie dla UE.
Jeszcze mocniejsze wnioski w tej materii wyprowadziła prof. Joanna Kotowicz-Jawor z INE PAN, widząc w nierównościach społecznych nie tylko przyczynę zwiększenia niepewności politycznej i społecznej, ale i ryzyka inwestycyjnego, i osłabienie innowacyjności, ale nade wszystko - osłabienie zaufania społecznego, kreatywności i gotowości ludzi do współpracy.
Anna Leszkowska

Odsłony: 38
DMC Firewall is a Joomla Security extension!