Finanse i etyka - czas dekompozycji

Utworzono: poniedziałek, 23 luty 2015 Grzegorz Szulczewski Drukuj E-mail

 

 

Wszystkim zjawiskom, które popularnie nazwano globalizacją towarzyszyła erozja tradycyjnie uznanych zasad moralnych. Przy czym  miała ona inny charakter niż czasowe obniżanie standardów moralnych towarzyszące gwałtownym przemianom gospodarczym.

 

SzulczewskiBohaterem tego okresu nie jest moralizujący Benjamin Franklin, lecz cyniczny bezwzględny gracz giełdowy, który zdobywa się na chwilę opanowania, gdy skutki jego decyzji dotykają jego samego, bądź bliskich. Powiedzenie „chciwość jest dobra”, które wypowiada bohater filmu „Wall Street” było podsumowaniem nowej, powstałej za oceanem bezwzględnej moralności lat 80. W filmie padają również znamienne słowa: dzięki chciwości postaramy się uratować tę drugą upadającą firmę – Amerykę.
 
W 2008 r. powstała przy współudziale Europejczyków amerykańska struktura globalizacji wymyka się spod kontroli jej twórców. Życie gospodarcze ma swoją wewnętrzną logikę, a ponieważ cały rozwój od lat 80. XX w. opierał na idei deregulacji, ewolucja życia gospodarczego obrała własny kierunek. Odcinając możliwość regulacji i funkcjonowania barier gospodarczych: regionalnych i narodowych, do zglobalizowanej gospodarki od lat 80. XX w. powraca widmo kryzysów giełdowych i niszczenia poszczególnych gospodarek przez ataki spekulacyjne.

Do 2008 r. kryzysy nie dosięgały centrum: ani Ameryki, ani Europy. Po prostu, wszelkie kłopoty finansowe można było łatwo eksportować, emitując np. papiery dłużne chętnie kupowane przez posiadające nadmiar wolnych środków finansowych państwa surowcowo-przemysłowe.

Obecnie mamy do czynienia z rozpoczynającym się procesem dekompozycji i utraty znaczenia amerykańsko-europejskiego centrum globalizacji. W książce „Turbokapitalizm. Zwycięscy i przegrani światowej gospodarki” Edward Luwttak dowodzi, że w latach 80. doszło do jakościowej przemiany gospodarki światowej. Miała ona wszelkie znamiona zapoczątkowania nowej mutacji kapitalizmu. Będzie go odtąd charakteryzować: deregulacja, otwarcie rynków, informatyzacja, ale i erozja moralna. Erozja moralna, która dotyczy zarówno jednostek, jak instytucji, polega na niezważaniu na obowiązywanie zasad moralnych oraz na utracie funkcji prewencyjnej nakazów moralnych.

Turbokapitalizm - erozja moralności indywidualnej

Większość pracowników sektora bankowego stosuje w swym życiu zawodowym reguły przyzwoitości. Jednak rodzaj wykroczeń przeciwko zasadom etycznym w opisanych przypadkach powinien pobudzić do nowej refleksji nad ewolucją moralności indywidualnej na początku nowego tysiąclecia. Obecnie  pojedyncze osoby bez skrupułów moralnych mogą dokonać szkód, jakie nie zdarzały się w historii gospodarki.
Od początku rozwoju handlu głównym motywem działania  był interes własny. Jego uprawomocnienia dokonał w ostateczności A. Smith. Jednak w latach 80. interes własny określany jest z perspektywy natychmiastowej gratyfikacji. Przychodzące po okresie lat 80. nowe generacje z coraz mniejszymi skrupułami moralnymi wyznają otwarcie narcystyczno-hedonistyczny model życia.

W ostateczności prowadzi to do niebezpieczeństwa podejmowania działań nieliczących się z interesem ogólnospołecznym. Strategię obierania „drogi na skróty” ukazuje dokumentacja spektakularnych przestępstw młodych adeptów sztuki bankowej. Schemat zawsze jest ten sam: młody, trochę samotny, spokojny człowiek, pragnie zaistnieć w swoim środowisku.

Straty Société Générale

Wiadomością najczęściej komentowaną i budzącą zastanowienie jest historia największych strat, jakie w dziejach ludzkości poniósł bank z winy własnego pracownika. Pięć miliardów euro musiał zapisać na straty bank Société Générale.

Stało się to za przyczyną ryzykownych operacji finansowych Jérôme Kerviela - maklera grającego na terminowych kontraktach na europejskie indeksy giełdowe. Jego gra nie wiązała się jedynie z obowiązkami zawodowymi, ale dotyczyła również obezwładnienia sytemu kontroli wewnątrzbankowej. Fikcyjne interesy, które miały zadowolić przełożonych usypiały czujność, ale jednocześnie doprowadziły do niewyobrażalnych, realnych strat.
W przypadku Jérôme Kerviela zaskoczył fakt, iż nie korzystał on bezpośrednio z pieniędzy, którymi obracał. Choć mieszkał w dobrej dzielnicy, jego mieszkanie było raczej skromne, a on nie prowadził  wystawnego trybu życia.

To, co skłoniło go do narażenia banku na największe straty, to był nie tylko niewłaściwy system motywacyjny (same premie w wysokości 350 tys. euro stanowiły przeszło podwójne roczne zarobki), ale również tolerowanie przez zarząd wykraczania bankierów inwestycyjnych poza swe kompetencje w pogoni za wynikami.
Doprowadzić to mogło do niebezpiecznego przejścia od czystego zysku do zysku za wszelką cenę. Bankier inwestycyjny uległ pokusie, ponieważ nie posiadał mechanizmów moralnych powstrzymujących go przed nadużyciami.
Co więcej, jak wynika z jego wypowiedzi, nie ma on sobie nic do zarzucenia, tym bardziej, że Jérôme Kervielowi nie udowodniono złamania prawa i po krótkim pobycie w areszcie został wypuszczony. Dostał też intratną propozycję doradcy w firmie internetowej zajmującej się oprogramowaniem dla banków. Skrajna nieodpowiedzialność, naruszenie zaufania, nie tylko bezkarnie uchodzi, lecz wręcz jest nagradzana.

Straty Goldman Sachs

Drugi przykład dotyczy świeżo upieczonego absolwenta amerykańskiej renomowanej uczelni, a mianowicie Uniwersytetu Harvarda. Dokonuje on przestępstwa zaklasyfikowanego do kategorii sprzedaży wewnętrznej (insider trading). 

Działa na szkodę banku inwestycyjnego Goldman Sachs i jego klientów. Naraża ich na straty sięgające 6 mln dolarów. Działa przy tym w zmowie z drugim pracownikiem banku i znajomym z banku Merrill Lynch. Pikanterii całej sprawie nadaje fakt, że czyni to niezwykle świadomie,   więcej - cynicznie.
Byli bankowcy z Golden Sachs i z banku Merrill Lynch nakręcili film. Przedstawiał on historię pracowników, którzy bezwiednie stają się przestępcami. Film ten miał nosić tytuł: „Ulica jednokierunkowa” lub „Ślepa uliczka”.

Zawsze, gdy czytam o przestępcach w białych kołnierzykach, zastanawiam się nad momentem, w którym dochodzi do decyzji naruszenia prawa. Okazuje się, że można zdać naprawdę trudny egzamin z etyki biznesu na najsłynniejszej uczelni, można wzbudzić zaufanie pracodawcy i zaskarbić sobie sympatię mentora, który czuwa nad ukształtowaniem właściwej postawy praktykanta bankowego, a jednocześnie być zdolnym do dokonania czynów kryminalnych.
 
Rozregulowany kompas moralny

Etyka biznesu stworzyła pojęcia: kompasu moralnego, wirusa moralnego i erozji moralnej. Pozwalają one na analizę destrukcji świadomości moralnej, z jaką mamy do czynienia w tym przypadku. W opisanych przypadkach dochodzi do unieruchomienia kompasu moralnego, który kształtuje nasze przekonania moralne o tym, co dobre i złe. Strzałka kompasu moralnego powinna stale być skierowana na uznane przez nas zasady etyczne. Ma ona za zadanie sygnalizować wszelkie od nich odstępstwa.

Kompas moralny powstaje w nas w długim procesie wychowania. Zawdzięczamy go rodzinie, szkole i kościołowi. Również firmy, poprzez szkolenia etyczne, przyczyniają się do ulepszania tego czułego mechanizmu.
Jednak w sytuacji pokusy, gdy nadarza się okazja dokonania wyboru pomiędzy przestrzeganiem zasad etycznych, a konkretną, znaczną korzyścią materialną, może dojść do erozji moralnej. W pierwszym momencie słyszymy milczący głos sumienia: nie, tego na pewno nie zrobimy, do tego się nie posunę, to nie dla mnie! Potem jednak przychodzi moment, który polega na poddaniu zasad moralnych w wątpliwość i w końcu ich zlekceważeniu.

Proces ten przebiega zarówno na poziomie tłumaczenia sobie: wszyscy tak robią, te pieniądze są mi potrzebne, takie sprytne posunięcie przynosi efekty, jak i na poziomie usprawiedliwiania działań nieetycznych przez grupę rówieśniczą czy koleżeńską. Słyszymy wtedy: nie bądź naiwny, chyba wyrosłeś już, by mieć takie skrupuły, wszyscy tak robią i od tego świat się nie zawali. Wtedy też jest nam łatwiej powiedzieć sobie: no dobrze zrobię to tylko ten jeden raz, nieważne jak to zrobiłem, ale mi się w sumie udało, na pewno nikt się nie dowie, nikomu nie stanie się krzywda, może nie do końca jest to fair, ale zniszczy to konkurencję. Podejmujemy wtedy decyzje niezgodne z cenionymi dotąd zasadami moralnymi. To znak, że opanował nas wirus moralny. Łaciński termin wirus oznacza jad.

Wirus jest trudnym do zidentyfikowania czynnikiem zakaźnym. Działanie jego polega na tym, iż w ciele osoby zarażonej zaczyna się rozwijać obcy kod genetyczny, mający swoje własne prawa rozwoju. Prawa te ignorują, w przypadku wirusa moralnego, „zdrowe”, czyli obowiązujące zasady etyczne. 
Sygnałem, który wskazuje na zakażenie wirusem moralnym jest zanik naszych dotychczasowych zasad moralnych. Od tego momentu porzucamy dotychczasowy kompas moralny. Naszemu życiu nadają teraz kierunek nowe przeświadczenia. Jak wskazuje etyka biznesu, można je sprowadzić do sformułowań: jestem lepszy od innych, siła to prawo, jak masz na coś ochotę to zrób to, moje potrzeby są ważniejsze od potrzeb innych, większość ludzi dba o siebie bardziej niż o innych, ludzie niewykorzystujący takiej okazji są naiwni.
Jeśli wtedy włączymy nasze mechanizmy obronne w postaci świadomości zasad etycznych, to będziemy zdolni oprzeć się działaniu wirusa moralnego. Jak widać z historii eksbankowców z Société Górale, Golden Sachs i z Merrill Lynch - nie zawsze to się udaje.

Młode wilki, opuszczające coraz wcześniej swoje miejsce rodzinne, nie są już związane z tradycją wyznaczającą standardy zachowania. Komercyjna, bezrefleksyjna, głosząca luz kultura masowa i presja ze strony firmy rozliczającej tylko za rezultaty finansowe działalności bankowej powodują, że trudno oprzeć się pokusie, a zło wydaje się kwestią pecha.

Kondycja moralna instytucji finansowych

W sytuacji dynamicznego rozwoju obrotu produktami turbofinansowymi w latach 80., banki - aby nie pozostać w tyle - musiały podporządkować się twardym wymogom stworzonego rynku i coraz bardziej rozbudowywały działy inwestycyjne lub w sposób sprytny, omijając bankowe ograniczenia, zaangażowały się w przepływy pozabankowe. Nie tylko tradycyjne banki inwestycyjne chciały brać udział w grze. Zaczęły się mnożyć fundusze inwestycyjne i angażowanie bieżącego, wolnego kapitału w zakup nowych finezyjnych instrumentów turbofinansowych.
Przykładem takiego zaangażowania, które niestety skończyło się niedobrze, jest zaangażowanie banków regionalnych w Niemczech. Historia ich zaangażowania w turbokapitalistyczne operacje bankowe jest pouczająca. Naciskane przez akcjonariuszy banki, by uzyskać turbowyniki, zaangażowały się bez ostrożności w operacje turbofinansowe.

Z kolei problemy dużych banków wynikają nie tylko z presji giełdy oraz akcjonariuszy, ale i konkurencji międzybankowej. Rozbudowywanie działów inwestycyjnych doprowadziło do stworzenia sytuacji, jaką ujawnił przed opinią publiczną dopiero kryzys finansowy w 2008 r.
Jeśli będziemy próbowali spojrzeć na kondycję moralną instytucji finansowych w dobie turbokapitalizmu, to możemy stwierdzić, że solidność, jaka kojarzy się nam z działalnością banków niemieckich i zaufanie, jakie mieliśmy do banków szwajcarskich podane jest w pierwszych miesiącach 2008 r. szczególnej próbie.

Przypomnijmy fakty: zaangażowanie banku szwajcarskiego UBS w ryzykowny i dwuznaczny moralnie rynek kredytów subprime wpędziło go w trudności finansowe. Nobliwy Dresdner Bank dokonywał nielegalnych transferów zysków osób uciekających od podatku. Z kolei Credit-Suisse musiał dokonać miliardowych odpisów w bieżącym kwartale i nie jesteśmy do końca jeszcze poinformowani o przyczynach strat. Podano również dane o kwotach sięgających sześciu zer, jakie musiał przeznaczyć Citigroup by utrzymać swoją działalność turbofinansową.  Jeśli dodamy do tego nowe fakty, ciągle ujawniane o jednym z najstarszych i największych banków Francji, a mianowicie Société Górale, to rysuje się nam skala zagrożenia podstawowych wartości organizacyjnych, bez których niemożliwa jest działalność bankowa. Chodzi tu oczywiście o zaufanie klienta i reputację banku. Na nią składa się przeświadczenie klientów, akcjonariuszy i inwestorów, szczególnie tych instytucjonalnych, o rzetelności, uczciwości i odpowiedzialności w prowadzeniu operacji finansowych.

Główny problem moralny

Główny problem moralny, jaki stwarza turbokapitalizm na poziomie rozważań o instytucjach finansowych, polega na stopniu ponoszenia ryzyka przy operacjach turbofinansowych. Wszelkie szkolenia i wewnętrzne procedury banków skierowane są na minimalizowanie własnego ryzyka. Finezyjne strategie umożliwiające różnego rodzaju minimalizowanie własnego ryzyka prowadzą często do eksportowania tego ryzyka na zewnątrz. Wydaje się być to zgodne z logiką postępowania sektora bankowego. Jeśli można uniknąć lub zminimalizować własne ryzyko, to nie ma się skrupułów w tworzeniu sprytnych narzędzi finansowych, jak: papiery dłużne czy wszelkiego rodzaju ubezpieczenia od ryzyka.
Jak jednak pokazuje obecny kryzys na rynku kredytów hipotecznych w Stanach Zjednoczonych, jego powodem nie jest tylko malejąca chęć Amerykanów do zakupu nowych mieszkań i posiadłości. Główną jego przyczyną jest fakt, że ucieczka od ryzyka związanego z kredytami w dłuższym okresie nie jest możliwa - tak dla wielkich banków, jak i, co ciekawe, zupełnie niewinnych osób. Wygląda zatem na to, iż można eksportować ryzyko, ale jednak wraca ono do emitenta, czyniąc po drodze szkody. 

Co więcej, poprzez ochronę własnych banków państwo może również usiłować przerzucić ciężar strat bankowych – przez manipulację kursami – na inne kraje lub regiony. To przyczynić się może do dekoniunktury w wielu częściach świata.
Widzimy zatem jak przebiegła strategia banków przyczyniła się do zaistnienia kryzysu na rynku finansowym. Okazuje się, że co jest dobre dla banków nie zawsze jest dobre dla reszty.
W przypadku wymienionych banków widać jak na dłoni, że unikanie ryzyka odbywa się kosztem klienta. Dlatego też opieranie swoich decyzji na wąsko pojmowanym konsekwencjalizmie powinno być zastąpione budową strategii uwzględniających dalej idące konsekwencje, a zatem należy tu raczej zastosować zasady utylitaryzmu reguł. 
Dobro zatem nie powinno być utożsamiane z bezpośrednimi korzyściami. Działalność bankowa powinna być akceptowana, nie tylko przez tych, którym przynosi bezpośrednie korzyści (jak głosi właśnie utylitaryzm reguł).

Etyczne granice

Etyka finansów, starając się zwracać uwagę na tego rodzaju przypadki, stworzyła koncepcję umowy agencyjnej. Umowa agencyjna, a jest taką każda umowa pomiędzy bankiem a klientem, to umowa powiernicza. Plenipotent, bo tak nazywana jest osoba zlecająca wykonanie zadania, powierza je agentowi. Tym samym zawierza mu, że będzie wykonywał je z najwyższą starannością o dobro osoby zlecającej. Nie zawsze, jak widać, ma to miejsce, ale  ucieczka od ryzyka musi mieć swoje etyczne granice. Nie może ona sama stwarzać ryzyka, nad którym nie można zapanować.

Takie ryzyko stwarzają produkty turbofinansowe. To one przyczyniły się do światowego kryzysu finansowego. Główny z nich posiada tajemniczą nazwą subprime loan. Termin subprime, kiedy go przetłumaczymy z łaciny, znaczy: za, bądź poniżej pierwszego, czyli drugi w kolejce. Skoro to sformułowanie dotyczy kredytobiorców, to oznacza ono, że udziela się kredytów podmiotom o cokolwiek wątpliwej możliwości spłacania zaciągniętych zobowiązań. Banki, jako instytucje finansowe, a zatem odpowiedzialne organizacje, szacujące zdolność do podjęcia ryzyka, powinny odrzucać możliwość udzielania kredytów tej grupie klientów.

Jednak w Stanach Zjednoczonych powstały kasy mieszkaniowe udzielające tego rodzaju niezdrowych kredytów. Działały one na zasadzie: niech klient i rząd się martwi w przyszłości, a teraz niech interes prosperuje. Dotacje, bonifikaty, marże, odpisy a potem bonusy, premie, nagrody – to zaczarowany krąg działania kas kredytowych. Rozrastała się zatem ilość bankowego pieniądza, który nie miał szansy być wymieniony na realne pieniądze spłacających kredyty.

I wtedy stała się rzecz najgorsza. Wielkie banki inwestycyjne zwietrzyły ogromny interes w finansowaniu, a potem przejmowaniu tych kas, póki oczywiście ich działalność przynosiła określone zyski. Działo się to za pomocą montowania wyrafinowanie subtelnych instrumentów finansowych i tworzenia przedsiębiorstw zależnych. Doszło do sytuacji, w której banki de facto prowadziły na wielką skalę operacje, których nie mogły prowadzić pod swoim szyldem. 
Potężne środki finansowe i nieuczciwy marketing rozbudzały nadzieje  milionów marzycieli (nie do końca zorientowanych) na własną nieruchomość. Potwierdziła się reguła, którą znają tylko realistycznie uprawiający etykę biznesu. Pokusie wielkich zysków, potrzebie dotrzymania kroku konkurencji, mogą nie być w stanie oprzeć się nawet najbardziej szacowne instytucje bankowe.

Wyliczmy, jakie bariery etyczne nie powstrzymały od takich działań: moralność indywidualna i grupowa, etos zawodowy, programy etyczne firm, etos zarządu. Nie zadziałały również organizacje zrzeszające banki, które miały czuwać nad zgodnością ich działalności z etosem zawodu i organizacji. Iść można byłoby jeszcze dalej, obwiniając polityków i instytucje nadzoru. Rezultat jest przerażający. Z szacunków na rok obecny wynika, że do miliona gospodarstw domowych w Stanach Zjednoczonych zapuka komornik.

Moralna ocena banków

W etyce biznesu istnieje od dawna teoria stakeholders, a więc podmiotów ponoszących ryzyko w związku z działalnością gospodarczą. Wynika z niej, że to właśnie klient ponosi ryzyko, którego nie jest do końca świadomy, a jak widać, stawka w grze po jego stronie jest zbyt wysoka.

Zwielokrotnione zyski w turbokapitalizmie wiążą się, niestety, z możliwością zwiększonych strat. Sytuacja w sektorze bankowym nie jest wewnętrzną sprawą banków i jeśli działania sektora bankowego szkodzą klientom i koniunkturze gospodarczej, to powinniśmy dokonywać ich moralnej oceny.
Rzetelnie uprawiana etyka biznesu zgadza się z takim stanowiskiem i warto podjąć się debaty publicznej na temat turbofinansów. Tym bardziej, że profesjonaliści z zakresu bankowości twierdzą, że jedynym środkiem na zapobieżenie takim działaniom jest wzmożenie kontroli finansowej. Jednak z punktu widzenia etyki biznesu ten słuszny postulat nie jest do końca możliwy od spełnienia, bowiem istotą  działań w epoce turbokapitalizmu jest deregulacja i możliwość ryzykownych, nieschematycznych działań.

Wątpliwości etyków, co do przenoszenia skutków ryzykownych działań banków na klientów, powinny skłaniać banki do zastanowienia się nad stanem przestrzegania zasad uznanych i zapisanych w kodeksach  dobrych praktyk. Zarządzający i pracownicy muszą sobie uświadomić, że ciężar korygowania pokusy niewłaściwego postępowania coraz bardziej będzie spoczywać na poczuciu wewnętrznej odpowiedzialności. Do jej wzmacniania powinna przyczynić się dobra kultura organizacyjna. Od niej bowiem zależy czy motyw interesu własnego będzie spożytkowany dla dobra organizacji i wspólnoty.

Grzegorz Szulczewski

 

dr hab. Grzegorz Szulczewski jest adiunktem w Instytucie Filozofii Socjologii i Socjologii Ekonomicznej SGH

 

Odsłony: 2459
DMC Firewall is a Joomla Security extension!