Etyka (el)

"Ryzykowna" filozofia

Utworzono: poniedziałek, 23, luty 2015 Tadeusz Kaczmarek

 Przyjęło się uważać, iż ryzyko dotyczy tylko sfery działań człowieka, zwłaszcza sfery gospodarczej i ekonomicznej, czy szczególnie – finansowej*. Mało kto jednak zastanawia się nad ryzykiem w sferze intelektualnej. Poniższy tekst pokazuje, że jest ono obecne także w filozofii, etyce i religii. (red.)

 


kaczmarekW filozofii bierze się pod uwagę aspekt poznawczy, metodologiczny i normatywny ryzyka. Podejmuje się próby  objaśnienia świata, znalezienia sposobu na życie i udzielenia pomocy w podejmowaniu najważniejszych decyzji. Różne szkoły filozoficzne, w tym także uznana w świecie szkoła niemieckiego filozofa I. Kanta (1724-1804), starały się udzielić odpowiedzi na wiele podstawowych pytań stawianych w różnych epokach rozwoju naszej cywilizacji.

Objaśniając świat, filozofia przyporządkowuje ryzyko - jego identyfikację i ocenę - procesowi istnienia oraz rozwoju materialnego i duchowego świata. Zwraca też uwagę na wzajemne relacje pomiędzy człowiekiem i społeczeństwem, przyrodą i techniką.
Filozofowie mają odwagę stwierdzić, że przyszłości nie można dokładnie przewidzieć, że rozwój podlega przypadkowości, że istnieje prawo do popełnienia błędu i do działania w warunkach ryzyka.
Filozofowie analizując, systematyzując i łącząc różne rodzaje ryzyka występujące w poszczególnych dziedzinach życia są równocześnie skutecznym wsparciem dla naszego jednostkowego rozwoju. Ułatwiają też wyciąganie ważnych wniosków dla formowania ontologicznych przesłanek przyszłego rozwoju człowieka, społeczeństwa i świata.

Aspekt moralny  i etyczny

       

Wszystko to wydaje się być możliwe do spełnienia, kiedy udzielona zostanie odpowiedź na fundamentalne pytanie o sens istnienia oraz o hierarchię wartości, a następnie dokonana zostanie ocena zaistniałego ryzyka.
Ponadto należy dokonać selekcji czynników zewnętrznych wywołujących określone ryzyko i je ocenić. Nie ma jednak dotąd  tak skutecznych narzędzi parametrycznego ujęcia ryzyka i jego oceny, żeby można było jednoznacznie oddzielić elementy normatywne od etycznych. Występują tu bowiem sprzężenia zwrotne, co szczególnie łatwo można zauważyć przy próbie rozróżnienia między ryzykiem obiektywnym i subiektywnym lub kiedy chce się ustalić tzw. wartości graniczne ryzyka.
W kontekście potrzeby oceny etycznych zachowań, co odgrywa ostatnio ważną rolę w obszarze ryzyka ekologicznego, etyka normatywna wikła się w sprzecznościach między postawą antropocentryczną i ekocentryczną.

 

Mając na uwadze etyczny i moralny aspekt oceny ryzyka należy wziąć pod uwagę fakt, że osoby, które decydują o wyborze metody zarządzania ryzykiem nie zawsze  są jedynymi podmiotami dotkniętymi danym ryzykiem, a negatywne skutki ryzyka w różnym stopniu dotykają zaangażowane podmioty.

Ryzyko w religii


Źródłem ryzyka mogą stać się również religie i to w swych formach fundamentalnych. Fundamentaliści, broniąc swojej religijnej koncepcji świata przed sekularyzmem i relatywizmem, sięgają po broń wszelkiego rodzaju, czasem zapożyczoną od wroga, ale tak dobraną, by gwarantowała dominację ich poglądów. „Walczą pod wodzą Boga o sprawę, która, choć jeszcze nie wygrała, przegrać nie może, bo jest święta. Święta wojna nie jest więc wyłączną cechą islamu, ale wszystkich fundamentalizmów”.

 Spośród trzech wiodących obecnie religii, czyli judaizmu, chrześcijaństwa i islamu, cywilizowanemu światu zagraża ta ostatnia.  Islam jako religia ma pewne aspiracje uniwersalistyczne, jednak od zawsze prowadzi wojny przeciw wartościom społeczeństw liberalnych, ich kulturze i instytucjom. Fundamentalizm nigdy nie ustanowił demokracji, a Islam wyklucza istnienie wolnego społeczeństwa obywatelskiego i prawdziwej demokracji. Wiąże się to z wewnętrznymi uwarunkowaniami  tej religii.

 

Wybitny znawca islamu, profesor Uniwersytetu Warszawskiego J. Bielawski, tłumacz Koranu na język polski, w komentarzu do Koranu podaje, że kupiec wędrowny Muhammad w VII wieku n.e. miał okazję poznać  chrześcijaństwo i zasady judaizmu, kiedy mając 24 lata wstąpił na służbę do bogatej wdowy Chadidży, która mu zleciła prowadzenie karawan kupieckich przewożących towary w z Mekki do Syrii i z powrotem. W pewnym momencie postanowił zacząć nowy etap swojego życia i stworzyć nową religię. W jego „religii” występują wszystkie motywy chrześcijańskiej religii monoteistycznej, z sądem ostatecznym włącznie.

Po wielu latach Muhammad w  622 roku n.e. zdołał się przebić ze swoimi „dogmatami” w Mekce i zyskał poparcie nawet plemion żydowskich. Nie trwało to jednak zbyt długo i wówczas zaczął  ustanawiać obowiązki muzułmańskie nieco inne niż żydowskie, np.  piątek ustanowił dniem wspólnej modlitwy (zamiast soboty), a kierunek modlitwy zwany kibla z Jerozolimy przeniósł na Mekkę. Zwracam uwagę na te modyfikacje, aby pokazać, jak konsekwentnie były budowane źródła różnic religijnych i ryzyka, które doprowadziły do późniejszych i współczesnych dramatycznych zagrożeń, z wojnami włącznie.


Ali Chamenei, najwyższy przywódca rządzących mullahów w Teheranie uważa, że islam jest jedyną prawdziwą religią i że Arabowie mają obowiązek tak długo walczyć, aż cała ludzkość podporządkuje się władzy islamu. W tym celu muszą stosować Quissas (karę) i zabijać wrogów. Wojna jest błogosławieństwem dla świata i każdego narodu. Allah rozkazuje ludziom, aby toczyli wojny i zabijali. Muszą oni prowadzić wojny na całym świecie tak długo, aż wszyscy poddadzą się islamowi.

 

Z przedstawionych zasad Koranu i współczesnego islamu wynikają ogromne zagrożenia dla cywilizowanego świata. Jest to ryzyko, którego nie wolno lekceważyć, ponieważ przynosi ono zniszczenie wszystkiego, co dobre i postępowe. Ostatnie nasilenie terroru ze strony islamu i destrukcja, którą on szerzy powinny zmobilizować narody cywilizowanego świata do przeciwstawienia się temu w sposób zdecydowany.

Trudności z definicją

 

Podejmując próbę sformułowania bardziej ogólnej definicji ryzyka musimy uwzględniać równocześnie interesy ogółu i jednostki, subiektywne i obiektywne akcenty ocen uczonych, niekiedy sprzeczne. Podejście takie jest niezwykle potrzebne w procesie poszukiwania kompromisowych rozwiązań i przejścia od badań mikro do makro.

Dość łatwo trafia się jednak na granicę możliwości, kiedy filozofia z perspektywy etycznej dostrzega istniejącą barierę swobodnego dysponowania i odpowiedzialnego postępowania.
W praktyce zachowań społecznych problem ryzyka jest regulowany konkretnymi normami i ustawami, przy czym niezwykle trudno jest znaleźć identyczne standardy i normy. Dominuje zatem tendencja procedowania prawa w związku z postępującym procesem  globalizacji oraz harmonizacji norm i przepisów w Unii Europejskiej.

Tadeusz Kaczmarek

 

*Problem ryzyka w neoliberalizmie poruszaliśmy w SN1/15 – w wywiadzie z dr. Tadeuszem Kaczmarkiem Ryzyko, neoliberalizm, etyka   

Badania kliniczne w Sejmie

Utworzono: czwartek, 30, grudzień 2010 red.

Czytaj więcej...

Finanse i etyka - czas dekompozycji

Utworzono: poniedziałek, 23, luty 2015 Grzegorz Szulczewski


 

Wszystkim zjawiskom, które popularnie nazwano globalizacją towarzyszyła erozja tradycyjnie uznanych zasad moralnych. Przy czym  miała ona inny charakter niż czasowe obniżanie standardów moralnych towarzyszące gwałtownym przemianom gospodarczym.


SzulczewskiBohaterem tego okresu nie jest moralizujący Benjamin Franklin, lecz cyniczny bezwzględny gracz giełdowy, który zdobywa się na chwilę opanowania, gdy skutki jego decyzji dotykają jego samego, bądź bliskich. Powiedzenie „chciwość jest dobra”, które wypowiada bohater filmu „Wall Street” było podsumowaniem nowej, powstałej za oceanem bezwzględnej moralności lat 80. W filmie padają również znamienne słowa: dzięki chciwości postaramy się uratować tę drugą upadającą firmę – Amerykę.
 

W 2008 r. powstała przy współudziale Europejczyków amerykańska struktura globalizacji wymyka się spod kontroli jej twórców. Życie gospodarcze ma swoją wewnętrzną logikę, a ponieważ cały rozwój od lat 80. XX w. opierał na idei deregulacji, ewolucja życia gospodarczego obrała własny kierunek. Odcinając możliwość regulacji i funkcjonowania barier gospodarczych: regionalnych i narodowych, do zglobalizowanej gospodarki od lat 80. XX w. powraca widmo kryzysów giełdowych i niszczenia poszczególnych gospodarek przez ataki spekulacyjne.
 

Do 2008 r. kryzysy nie dosięgały centrum: ani Ameryki, ani Europy. Po prostu, wszelkie kłopoty finansowe można było łatwo eksportować, emitując np. papiery dłużne chętnie kupowane przez posiadające nadmiar wolnych środków finansowych państwa surowcowo-przemysłowe.
 

Obecnie mamy do czynienia z rozpoczynającym się procesem dekompozycji i utraty znaczenia amerykańsko-europejskiego centrum globalizacji. W książce „Turbokapitalizm. Zwycięscy i przegrani światowej gospodarki” Edward Luwttak dowodzi, że w latach 80. doszło do jakościowej przemiany gospodarki światowej. Miała ona wszelkie znamiona zapoczątkowania nowej mutacji kapitalizmu. Będzie go odtąd charakteryzować: deregulacja, otwarcie rynków, informatyzacja, ale i erozja moralna. Erozja moralna, która dotyczy zarówno jednostek, jak instytucji, polega na niezważaniu na obowiązywanie zasad moralnych oraz na utracie funkcji prewencyjnej nakazów moralnych.
 


Turbokapitalizm - erozja moralności indywidualnej



Większość pracowników sektora bankowego stosuje w swym życiu zawodowym reguły przyzwoitości. Jednak rodzaj wykroczeń przeciwko zasadom etycznym w opisanych przypadkach powinien pobudzić do nowej refleksji nad ewolucją moralności indywidualnej na początku nowego tysiąclecia. Obecnie  pojedyncze osoby bez skrupułów moralnych mogą dokonać szkód, jakie nie zdarzały się w historii gospodarki.
 

Od początku rozwoju handlu głównym motywem działania  był interes własny. Jego uprawomocnienia dokonał w ostateczności A. Smith. Jednak w latach 80. interes własny określany jest z perspektywy natychmiastowej gratyfikacji. Przychodzące po okresie lat 80. nowe generacje z coraz mniejszymi skrupułami moralnymi wyznają otwarcie narcystyczno-hedonistyczny model życia.
W ostateczności prowadzi to do niebezpieczeństwa podejmowania działań nieliczących się z interesem ogólnospołecznym. Strategię obierania „drogi na skróty” ukazuje dokumentacja spektakularnych przestępstw młodych adeptów sztuki bankowej. Schemat zawsze jest ten sam: młody, trochę samotny, spokojny człowiek, pragnie zaistnieć w swoim środowisku.



Straty Société Générale

 

Wiadomością najczęściej komentowaną i budzącą zastanowienie jest historia największych strat, jakie w dziejach ludzkości poniósł bank z winy własnego pracownika. Pięć miliardów euro musiał zapisać na straty bank Société Générale.

Stało się to za przyczyną ryzykownych operacji finansowych Jérôme Kerviela - maklera grającego na terminowych kontraktach na europejskie indeksy giełdowe. Jego gra nie wiązała się jedynie z obowiązkami zawodowymi, ale dotyczyła również obezwładnienia sytemu kontroli wewnątrzbankowej. Fikcyjne interesy, które miały zadowolić przełożonych usypiały czujność, ale jednocześnie doprowadziły do niewyobrażalnych, realnych strat.
 

W przypadku Jérôme Kerviela zaskoczył fakt, iż nie korzystał on bezpośrednio z pieniędzy, którymi obracał. Choć mieszkał w dobrej dzielnicy, jego mieszkanie było raczej skromne, a on nie prowadził  wystawnego trybu życia.

To, co skłoniło go do narażenia banku na największe straty, to był nie tylko niewłaściwy system motywacyjny (same premie w wysokości 350 tys. euro stanowiły przeszło podwójne roczne zarobki), ale również tolerowanie przez zarząd wykraczania bankierów inwestycyjnych poza swe kompetencje w pogoni za wynikami.

Doprowadzić to mogło do niebezpiecznego przejścia od czystego zysku do zysku za wszelką cenę. Bankier inwestycyjny uległ pokusie, ponieważ nie posiadał mechanizmów moralnych powstrzymujących go przed nadużyciami.
Co więcej, jak wynika z jego wypowiedzi, nie ma on sobie nic do zarzucenia, tym bardziej, że Jérôme Kervielowi nie udowodniono złamania prawa i po krótkim pobycie w areszcie został wypuszczony. Dostał też intratną propozycję doradcy w firmie internetowej zajmującej się oprogramowaniem dla banków. Skrajna nieodpowiedzialność, naruszenie zaufania, nie tylko bezkarnie uchodzi, lecz wręcz jest nagradzana.
 


Straty Goldman Sachs
 


Drugi przykład dotyczy świeżo upieczonego absolwenta amerykańskiej renomowanej uczelni, a mianowicie Uniwersytetu Harvarda. Dokonuje on przestępstwa zaklasyfikowanego do kategorii sprzedaży wewnętrznej (insider trading).
Działa na szkodę banku inwestycyjnego Goldman Sachs i jego klientów. Naraża ich na straty sięgające 6 mln dolarów. Działa przy tym w zmowie z drugim pracownikiem banku i znajomym z banku Merrill Lynch. Pikanterii całej sprawie nadaje fakt, że czyni to niezwykle świadomie,   więcej - cynicznie.
 

Byli bankowcy z Golden Sachs i z banku Merrill Lynch nakręcili film. Przedstawiał on historię pracowników, którzy bezwiednie stają się przestępcami. Film ten miał nosić tytuł: „Ulica jednokierunkowa” lub „Ślepa uliczka”.

Zawsze, gdy czytam o przestępcach w białych kołnierzykach, zastanawiam się nad momentem, w którym dochodzi do decyzji naruszenia prawa. Okazuje się, że można zdać naprawdę trudny egzamin z etyki biznesu na najsłynniejszej uczelni, można wzbudzić zaufanie pracodawcy i zaskarbić sobie sympatię mentora, który czuwa nad ukształtowaniem właściwej postawy praktykanta bankowego, a jednocześnie być zdolnym do dokonania czynów kryminalnych.
 


Rozregulowany kompas moralny
 


Etyka biznesu stworzyła pojęcia: kompasu moralnego, wirusa moralnego i erozji moralnej. Pozwalają one na analizę destrukcji świadomości moralnej, z jaką mamy do czynienia w tym przypadku.

W opisanych przypadkach dochodzi do unieruchomienia kompasu moralnego, który kształtuje nasze przekonania moralne o tym, co dobre i złe. Strzałka kompasu moralnego powinna stale być skierowana na uznane przez nas zasady etyczne. Ma ona za zadanie sygnalizować wszelkie od nich odstępstwa.

Kompas moralny powstaje w nas w długim procesie wychowania. Zawdzięczamy go rodzinie, szkole i kościołowi. Również firmy, poprzez szkolenia etyczne, przyczyniają się do ulepszania tego czułego mechanizmu.
 

Jednak w sytuacji pokusy, gdy nadarza się okazja dokonania wyboru pomiędzy przestrzeganiem zasad etycznych, a konkretną, znaczną korzyścią materialną, może dojść do erozji moralnej. W pierwszym momencie słyszymy milczący głos sumienia: nie, tego na pewno nie zrobimy, do tego się nie posunę, to nie dla mnie! Potem jednak przychodzi moment, który polega na poddaniu zasad moralnych w wątpliwość i w końcu ich zlekceważeniu.
 

Proces ten przebiega zarówno na poziomie tłumaczenia sobie: wszyscy tak robią, te pieniądze są mi potrzebne, takie sprytne posunięcie przynosi efekty, jak i na poziomie usprawiedliwiania działań nieetycznych przez grupę rówieśniczą czy koleżeńską. Słyszymy wtedy: nie bądź naiwny, chyba wyrosłeś już, by mieć takie skrupuły, wszyscy tak robią i od tego świat się nie zawali.
Wtedy też jest nam łatwiej powiedzieć sobie: no dobrze zrobię to tylko ten jeden raz, nieważne jak to zrobiłem, ale mi się w sumie udało, na pewno nikt się nie dowie, nikomu nie stanie się krzywda, może nie do końca jest to fair, ale zniszczy to konkurencję.

Podejmujemy wtedy decyzje niezgodne z cenionymi dotąd zasadami moralnymi. To znak, że opanował nas wirus moralny. Łaciński termin wirus oznacza jad.

Wirus jest trudnym do zidentyfikowania czynnikiem zakaźnym. Działanie jego polega na tym, iż w ciele osoby zarażonej zaczyna się rozwijać obcy kod genetyczny, mający swoje własne prawa rozwoju. Prawa te ignorują, w przypadku wirusa moralnego, „zdrowe”, czyli obowiązujące zasady etyczne. 
 

Sygnałem, który wskazuje na zakażenie wirusem moralnym jest zanik naszych dotychczasowych zasad moralnych. Od tego momentu porzucamy dotychczasowy kompas moralny. Naszemu życiu nadają teraz kierunek nowe przeświadczenia. Jak wskazuje etyka biznesu, można je sprowadzić do sformułowań: jestem lepszy od innych, siła to prawo, jak masz na coś ochotę to zrób to, moje potrzeby są ważniejsze od potrzeb innych, większość ludzi dba o siebie bardziej niż o innych, ludzie niewykorzystujący takiej okazji są naiwni.

Jeśli wtedy włączymy nasze mechanizmy obronne w postaci świadomości zasad etycznych, to będziemy zdolni oprzeć się działaniu wirusa moralnego. Jak widać z historii eksbankowców z Société Górale, Golden Sachs i z Merrill Lynch - nie zawsze to się udaje.
 

Młode wilki, opuszczające coraz wcześniej swoje miejsce rodzinne, nie są już związane z tradycją wyznaczającą standardy zachowania. Komercyjna, bezrefleksyjna, głosząca luz kultura masowa i presja ze strony firmy rozliczającej tylko za rezultaty finansowe działalności bankowej powodują, że trudno oprzeć się pokusie, a zło wydaje się kwestią pecha.



Kondycja moralna instytucji finansowych



W sytuacji dynamicznego rozwoju obrotu produktami turbofinansowymi w latach 80., banki - aby nie pozostać w tyle - musiały podporządkować się twardym wymogom stworzonego rynku i coraz bardziej rozbudowywały działy inwestycyjne lub w sposób sprytny, omijając bankowe ograniczenia, zaangażowały się w przepływy pozabankowe.
Nie tylko tradycyjne banki inwestycyjne chciały brać udział w grze. Zaczęły się mnożyć fundusze inwestycyjne i angażowanie bieżącego, wolnego kapitału w zakup nowych finezyjnych instrumentów turbofinansowych.
 

Przykładem takiego zaangażowania, które niestety skończyło się niedobrze, jest zaangażowanie banków regionalnych w Niemczech. Historia ich zaangażowania w turbokapitalistyczne operacje bankowe jest pouczająca. Naciskane przez akcjonariuszy banki, by uzyskać turbowyniki, zaangażowały się bez ostrożności w operacje turbofinansowe.

Z kolei problemy dużych banków wynikają nie tylko z presji giełdy oraz akcjonariuszy, ale i konkurencji międzybankowej. Rozbudowywanie działów inwestycyjnych doprowadziło do stworzenia sytuacji, jaką ujawnił przed opinią publiczną dopiero kryzys finansowy w 2008 r.
 

Jeśli będziemy próbowali spojrzeć na kondycję moralną instytucji finansowych w dobie turbokapitalizmu, to możemy stwierdzić, że solidność, jaka kojarzy się nam z działalnością banków niemieckich i zaufanie, jakie mieliśmy do banków szwajcarskich podane jest w pierwszych miesiącach 2008 r. szczególnej próbie.
 

Przypomnijmy fakty: zaangażowanie banku szwajcarskiego UBS w ryzykowny i dwuznaczny moralnie rynek kredytów subprime wpędziło go w trudności finansowe. Nobliwy Dresdner Bank dokonywał nielegalnych transferów zysków osób uciekających od podatku. Z kolei Credit-Suisse musiał dokonać miliardowych odpisów w bieżącym kwartale i nie jesteśmy do końca jeszcze poinformowani o przyczynach strat. Podano również dane o kwotach sięgających sześciu zer, jakie musiał przeznaczyć Citigroup by utrzymać swoją działalność turbofinansową. 

Jeśli dodamy do tego nowe fakty, ciągle ujawniane o jednym z najstarszych i największych banków Francji, a mianowicie Société Górale, to rysuje się nam skala zagrożenia podstawowych wartości organizacyjnych, bez których niemożliwa jest działalność bankowa.
Chodzi tu oczywiście o zaufanie klienta i reputację banku. Na nią składa się przeświadczenie klientów, akcjonariuszy i inwestorów, szczególnie tych instytucjonalnych, o rzetelności, uczciwości i odpowiedzialności w prowadzeniu operacji finansowych.



Główny problem moralny



Główny problem moralny, jaki stwarza turbokapitalizm na poziomie rozważań o instytucjach finansowych, polega na stopniu ponoszenia ryzyka przy operacjach turbofinansowych. Wszelkie szkolenia i wewnętrzne procedury banków skierowane są na minimalizowanie własnego ryzyka. Finezyjne strategie umożliwiające różnego rodzaju minimalizowanie własnego ryzyka prowadzą często do eksportowania tego ryzyka na zewnątrz. Wydaje się być to zgodne z logiką postępowania sektora bankowego. Jeśli można uniknąć lub zminimalizować własne ryzyko, to nie ma się skrupułów w tworzeniu sprytnych narzędzi finansowych, jak: papiery dłużne czy wszelkiego rodzaju ubezpieczenia od ryzyka.
 

Jak jednak pokazuje obecny kryzys na rynku kredytów hipotecznych w Stanach Zjednoczonych, jego powodem nie jest tylko malejąca chęć Amerykanów do zakupu nowych mieszkań i posiadłości. Główną jego przyczyną jest fakt, że ucieczka od ryzyka związanego z kredytami w dłuższym okresie nie jest możliwa - tak dla wielkich banków, jak i, co ciekawe, zupełnie niewinnych osób. Wygląda zatem na to, iż można eksportować ryzyko, ale jednak wraca ono do emitenta, czyniąc po drodze szkody.

Co więcej, poprzez ochronę własnych banków państwo może również usiłować przerzucić ciężar strat bankowych – przez manipulację kursami – na inne kraje lub regiony. To przyczynić się może do dekoniunktury w wielu częściach świata.
Widzimy zatem jak przebiegła strategia banków przyczyniła się do zaistnienia kryzysu na rynku finansowym. Okazuje się, że co jest dobre dla banków nie zawsze jest dobre dla reszty.
 

W przypadku wymienionych banków widać jak na dłoni, że unikanie ryzyka odbywa się kosztem klienta. Dlatego też opieranie swoich decyzji na wąsko pojmowanym konsekwencjalizmie powinno być zastąpione budową strategii uwzględniających dalej idące konsekwencje, a zatem należy tu raczej zastosować zasady utylitaryzmu reguł.
Dobro zatem nie powinno być utożsamiane z bezpośrednimi korzyściami. Działalność bankowa powinna być akceptowana, nie tylko przez tych, którym przynosi bezpośrednie korzyści (jak głosi właśnie utylitaryzm reguł).


Etyczne granice


Etyka finansów, starając się zwracać uwagę na tego rodzaju przypadki, stworzyła koncepcję umowy agencyjnej. Umowa agencyjna, a jest taką każda umowa pomiędzy bankiem a klientem, to umowa powiernicza. Plenipotent, bo tak nazywana jest osoba zlecająca wykonanie zadania, powierza je agentowi. Tym samym zawierza mu, że będzie wykonywał je z najwyższą starannością o dobro osoby zlecającej. Nie zawsze, jak widać, ma to miejsce, ale  ucieczka od ryzyka musi mieć swoje etyczne granice. Nie może ona sama stwarzać ryzyka, nad którym nie można zapanować.
 

Takie ryzyko stwarzają produkty turbofinansowe. To one przyczyniły się do światowego kryzysu finansowego. Główny z nich posiada tajemniczą nazwą subprime loan. Termin subprime, kiedy go przetłumaczymy z łaciny, znaczy: za, bądź poniżej pierwszego, czyli drugi w kolejce. Skoro to sformułowanie dotyczy kredytobiorców, to oznacza ono, że udziela się kredytów podmiotom o cokolwiek wątpliwej możliwości spłacania zaciągniętych zobowiązań. Banki, jako instytucje finansowe, a zatem odpowiedzialne organizacje, szacujące zdolność do podjęcia ryzyka, powinny odrzucać możliwość udzielania kredytów tej grupie klientów.
 

Jednak w Stanach Zjednoczonych powstały kasy mieszkaniowe udzielające tego rodzaju niezdrowych kredytów. Działały one na zasadzie: niech klient i rząd się martwi w przyszłości, a teraz niech interes prosperuje. Dotacje, bonifikaty, marże, odpisy a potem bonusy, premie, nagrody – to zaczarowany krąg działania kas kredytowych. Rozrastała się zatem ilość bankowego pieniądza, który nie miał szansy być wymieniony na realne pieniądze spłacających kredyty.
 

I wtedy stała się rzecz najgorsza. Wielkie banki inwestycyjne zwietrzyły ogromny interes w finansowaniu, a potem przejmowaniu tych kas, póki oczywiście ich działalność przynosiła określone zyski. Działo się to za pomocą montowania wyrafinowanie subtelnych instrumentów finansowych i tworzenia przedsiębiorstw zależnych. Doszło do sytuacji, w której banki de facto prowadziły na wielką skalę operacje, których nie mogły prowadzić pod swoim szyldem.
Potężne środki finansowe i nieuczciwy marketing rozbudzały nadzieje  milionów marzycieli (nie do końca zorientowanych) na własną nieruchomość. Potwierdziła się reguła, którą znają tylko realistycznie uprawiający etykę biznesu. Pokusie wielkich zysków, potrzebie dotrzymania kroku konkurencji, mogą nie być w stanie oprzeć się nawet najbardziej szacowne instytucje bankowe.
 

Wyliczmy, jakie bariery etyczne nie powstrzymały od takich działań: moralność indywidualna i grupowa, etos zawodowy, programy etyczne firm, etos zarządu. Nie zadziałały również organizacje zrzeszające banki, które miały czuwać nad zgodnością ich działalności z etosem zawodu i organizacji. Iść można byłoby jeszcze dalej, obwiniając polityków i instytucje nadzoru.

Rezultat jest przerażający. Z szacunków na rok obecny wynika, że do miliona gospodarstw domowych w Stanach Zjednoczonych zapuka komornik.



Moralna ocena banków


W etyce biznesu istnieje od dawna teoria stakeholders, a więc podmiotów ponoszących ryzyko w związku z działalnością gospodarczą. Wynika z niej, że to właśnie klient ponosi ryzyko, którego nie jest do końca świadomy, a jak widać, stawka w grze po jego stronie jest zbyt wysoka.
 

Zwielokrotnione zyski w turbokapitalizmie wiążą się, niestety, z możliwością zwiększonych strat. Sytuacja w sektorze bankowym nie jest wewnętrzną sprawą banków i jeśli działania sektora bankowego szkodzą klientom i koniunkturze gospodarczej, to powinniśmy dokonywać ich moralnej oceny.
 

Rzetelnie uprawiana etyka biznesu zgadza się z takim stanowiskiem i warto podjąć się debaty publicznej na temat turbofinansów. Tym bardziej, że profesjonaliści z zakresu bankowości twierdzą, że jedynym środkiem na zapobieżenie takim działaniom jest wzmożenie kontroli finansowej. Jednak z punktu widzenia etyki biznesu ten słuszny postulat nie jest do końca możliwy od spełnienia, bowiem istotą  działań w epoce turbokapitalizmu jest deregulacja i możliwość ryzykownych, nieschematycznych działań.
 

Wątpliwości etyków, co do przenoszenia skutków ryzykownych działań banków na klientów, powinny skłaniać banki do zastanowienia się nad stanem przestrzegania zasad uznanych i zapisanych w kodeksach  dobrych praktyk. Zarządzający i pracownicy muszą sobie uświadomić, że ciężar korygowania pokusy niewłaściwego postępowania coraz bardziej będzie spoczywać na poczuciu wewnętrznej odpowiedzialności. Do jej wzmacniania powinna przyczynić się dobra kultura organizacyjna. Od niej bowiem zależy czy motyw interesu własnego będzie spożytkowany dla dobra organizacji i wspólnoty.

Grzegorz Szulczewski


dr hab. Grzegorz Szulczewski jest adiunktem w Instytucie Filozofii Socjologii i Socjologii Ekonomicznej SGH

 

Gdy zło nazywa się dobrem

Utworzono: środa, 26, kwiecień 2017 Zbigniew Sabak

Wojna informacyjna i etyka (1)

Kłamstwo nie staje się prawdą tylko dlatego,
że wierzy w nie więcej osób.
Oscar Wilde


SabakW żadnej innej dziedzinie stosunków społecznych problem odpowiedzialności człowieka, poszczególnych grup społecznych oraz całej społeczności światowej nie nabiera takiego znaczenia jak w sprawach bezpieczeństwa, szczególnie w kwestii utrzymania pokoju. Doświadczenia historyczne pokazują, że losy świata oparte były na rywalizacji, często bezwzględnej i niszczącej.

„Wojna obecna była we wszystkich epokach historycznych i we wszystkich cywilizacjach – stwierdza Raymond Aron (Pokój i wojna między narodami). W rezultacie historie ludów, państw i imperiów są historiami niekończących się nigdy wojen, niszczycielskich najazdów, grabieży i podbojów.

Te stwierdzenia stały się zbieżne z tezami konferencji „Granice odpowiedzialności człowieka” zorganizowanej 15.02.17 przez Komitet Prognoz PAN. W materiałach konferencyjnych zawarto bowiem następującą refleksję: „Współczesny świat społeczeństw bezwzględnie rywalizujących na polu gospodarki, finansów, surowców, technologii i polityki może unicestwić się na wiele generacji. Rozwój nauki i technologii stworzył takie możliwości. Możliwym i prawdopodobnym jest konflikt zbrojny, który przekształci się w wyniszczającą wojnę światową”.

Podkreśla się tym samym, że największym zagrożeniem dla ludzkości jest perspektywa wojny światowej, globalnego konfliktu zbrojnego, (powszechnej wojny domowej – wszystkich ze wszystkimi) z wykorzystaniem wszelkich możliwych środków.
Wojny, jako zamierzonego użycia siły aż do ostateczności, a tym samym do coraz większej bezwzględności, ponieważ, jak pisał Carl von Clausewitz – „ten, kto użyje przemocy bezwzględnie, nie szczędząc krwi, osiągnie przewagę nad niepostępującym podobnie przeciwnikiem”. Wojny, jako działalności ludzkiej, celowej i umyślnej, za której skutki ktoś jest odpowiedzialny.

Wszystko to ma miejsce w sytuacji pojawienia się w mediach niespotykanej liczby informacji, z których wynika, że troska o bezpieczeństwo jest nadrzędnym celem praktycznie wszystkich podmiotów współczesnego świata (państw i organizacji międzynarodowych) mających wpisane w swoje kompetencje bezpieczeństwo, a jednocześnie przekonanych o wyższości swojej koncepcji ukształtowania nowego ładu globalnego.
Najbardziej wyrazistym tego przykładem jest prowadzenie polityki pod hasłem Pax Americana,(ukutym na wzór terminu Pax Romana), oznaczającym dosłownie „pokój amerykański”, tj. globalny pokój narzucony przez Stany Zjednoczone, który zapewni prawie, lub w zupełności, bezwzględne bezpieczeństwo.

Ludwik Stomma, analizując mechanizm kształtowania we własnych społeczeństwach, państwach narodowych, przeświadczenia o zagrożeniach i konieczności obrony ojczyzny pisze w Antropologii wojny: „w świecie, w którym zagraża nam przemoc, musimy i my wystawiać chorągwie do naszej obrony, a choćby i „prewencyjnego” (w XX wieku nie było takich, które by się inaczej tytułowały) ataku. Ważne jest tylko, żeby za każdym razem stworzyć konstrukcję intelektualną, mityczną, udowadniającą, że nasze działania są słuszne, niezbędne i przede wszystkim racjonalne”.

Ocena aktualnej sytuacji międzynarodowej wskazuje, że stwierdzenie to ma także zastosowanie do współczesnych sojuszy polityczno-militarnych. W tym celu, ww. podmioty – pod hasłami walki o wolność, demokrację, prawa człowieka, tolerancję, pluralizm itp. wartości w omawianym kontekście będące jedynie nic nieznaczącymi sloganami – podejmują mnóstwo (często wyjątkowo drastycznych) działań określanych jako pokój przez siłę.
Podzielając tezę Carla von Clausewitza, że „wojna jest przedłużeniem dyplomacji”, wywołują wojny i konflikty zbrojne, które godzą w interesy innych państw, a często prowadzą do ich marginalizacji. Choć takie działania budzą sprzeciw części światowej opinii publicznej, to jednak większość, której wojny bezpośrednio nie dotykają, jest wobec nich obojętna. Niewiele tu zmienia świadomość tego, że choć wojny wywołują silniejsi, zdolni do prowadzenia polityki globalnej, to odpowiedzialnością za ich skutki obciąża się ofiary.

 

Stwarzanie złudzeń

 

Jednym z powszechnie stosowanych na świecie działań jest wojna (walka) informacyjna, będąca zaprzeczeniem odpowiedzialności za słowo w narracji politycznej i czysto wojskowej.
Wojna informacyjna doczekała się w ostatnich latach wielu definicji. Najogólniej, oznacza działania mające na celu uzyskanie przewagi informacyjnej poprzez wpływanie na informacje, procesy informacyjne, systemy informatyczne oraz sieci komputerowe przeciwnika przy jednoczesnej ochronie własnych zasobów informacyjnych.
Wojna informacyjna oznacza także niszczenie elementów systemów informacyjnych przeciwnika za pomocą odpowiednich, dostępnych środków działania.

Podstawowymi narzędziami walki informacyjnej są telekomunikacja i technika informatyczna, służące m.in. do skrytego wpływania na działanie urządzeń (cywilnych i wojskowych) w taki sposób, aby skutecznie zakłócać ich pracę lub uniemożliwiać ich użytkowanie.
Walka w obszarze informacji to zakłócanie systemów kierowania i systemów elektronicznych przeciwnika, działania mające na celu dezinformowanie przeciwnika, włamywanie się do systemów komputerowych, zdobywanie informacji.

Zjawisko to ma swoje historyczne umocowanie np. w stwierdzeniach Sun Tzu, który pisał w Sztuce wojny, że „strategia wojny polega na przebiegłości i stwarzaniu złudzeń: jeśli jesteś do czegoś zdolny, udawaj niezręcznego, jeśli jesteś aktywny, stwarzaj pozory bierności. Jeśli jesteś blisko, stwórz pozory dużej odległości. Staraj się wprowadzić wroga w błąd”.

Zasady te są aktualne także w dzisiejszych czasach, gdzie walka informacyjna w przestrzeni politycznej i militarnej stała się rodzajem konfliktu, w którym jak podaje Rodney Stark - „informacja jest jednocześnie zasobem, obiektem ataku i bronią. Obejmuje także fizyczną destrukcję infrastruktury, która jest wykorzystywana przez przeciwnika do działań operacyjnych”.
Polityka, gospodarka, wojna jako główne obszary i etapy (zjawiska) stosunków społecznych, gdzie najwyraźniej urzeczywistnia się sentencja Reinholda Niebuhra: „Człowiek ma przyrodzoną „rządzę władzy”, a jego odwiecznym celem jest panowanie nad innymi, zaś państwa jako wspólnoty ludzkie odzwierciedlają ów pierwotny instynkt”, wykreowały poprzez media model wojny informacyjnej i propagandy. Daje on fałszywy obraz przyczyn oraz przebiegu współczesnych zjawisk politycznych, relacji gospodarczo-finansowych, konfliktów i wojen.

Manipulacja świadomością

Żyjemy w społeczeństwie informacyjnym, gdzie informacja zdominowała praktycznie całą przestrzeń stosunków społecznych i stała się siłą sprawczą rozwoju wszystkich dziedzin życia. Ponadto, w świecie „ja (my) - kontra on (oni)”, gdzie walka o zdobycie potęgi jest powszechna, negatywne interakcje informacyjne między podmiotami są na porządku dziennym. Biorąc to pod uwagę, nie dziwi, że umysł człowieka stał się polem bitwy – jest poddany (nieznanemu w historii ludzkości), oddziaływaniu informacyjnemu najróżniejszych podmiotów.
Jak pisze Adam Alter w Sile podświadomości - „Wydaje nam się, że myślimy i zachowujemy się niezależnie od otaczającego nas świata – że znamy swój umysł i kierujemy się racjonalnymi przesłankami. W rzeczywistości za nasze wrażenia, opinie i decyzje odpowiadają setki czynników, z których istnienia nie zdajemy sobie sprawy”.

To manipulowanie świadomością pozbawia ludzi wolności skuteczniej niż przymus bezpośredni. W konsekwencji, by dominować nad ludźmi, najpierw trzeba zapanować nad ich świadomością, o czym pisze też w Nowym porządku świata Mikołaj Rozbicki: „Media czuwają, abyś nie zadawał za dużo pytań, żebyś za dużo nie myślał, nie przejmował się swoimi prawdziwymi problemami i żebyś nie badał prawdy”.
Podmioty te, w imię własnych interesów, racji stanu i celów strategicznych, wykorzystując najnowsze osiągnięcia techniczne, prowadzą działania psychologiczne. Mają one na celu kształtowanie postaw i zachowań, które będą mieć wpływ na osiągnięcie celów politycznych i wojskowych.

Prawdziwymi zatem stają się słowa Andrzeja Wielomskiego, że: „Żyjemy w epoce po rewolucji nominalistycznej, czyli w takiej, gdzie każdy nazywa rzeczy tak jak chce /…/ Nominalistyczne gry językowe są jednym z elementów rewolucyjnej dezorientacji otaczającej nas rzeczywistości”.
W normalnych warunkach ludzie pojmują rzeczywistość w ujęciu terminologicznym tak, jak ich nauczono, natomiast w epoce współczesnego chaosu informacyjnego i niedostatecznej edukacji rozumieją ją zupełnie dowolnie.

 

Relatywizm moralny

 

Następstwem tych trendów jest zbliżanie się do wizji świata George’a Orwella, w którym normalnością mogą być zestawienia semantyczne: wojna to pokój, wolność to niewola, ignorancja to siła, a które można uzupełnić o inne paradoksy języka polityków, dziennikarzy, a nawet środowisk naukowych, np. wyzwolenie to okupacja, obrona to inwazja, rozwój to recesja, demokracja to dyktatura itd.
Problem został także poruszony przez Thomasa Hobbesa, który pisał (Lewiatan), że „nazwy cnót i wad są „nazwami o niestałym znaczeniu”: mądrością bowiem nazywa jeden to, co drugi nazywa strachem; okrucieństwem jeden to, co drugi sprawiedliwością; rozrzutnością jeden to, co drugi hojnością. I dlatego nazwy takie nie mogą nigdy być niezawodną podstawą żadnego rozumowania”.
W sprawach bezpieczeństwa i wojny osądy i przekazy mają często dwoisty charakter, wynikający z relatywizmu moralnego. Tu stwierdzenia „tak i nie” oraz „słuszne i niesłuszne” są powszechnością. Jak widać, słowa nie mają swego właściwego znaczenia, lecz taki, jaki wypływa z kontekstu przekazu w danym momencie.

Najbardziej drastycznym wyrazem nieodpowiedzialności, używania względności znaczeń, jest manipulowanie słowami „dobro” i „zło”, które mają kluczowe znaczenie w pojmowaniu, definiowaniu i realizowaniu bezpieczeństwa. Słowa te są wyjątkowo swobodnie interpretowane przez różne grupy społeczne, w tym podmioty odpowiedzialne za bezpieczeństwo w globalnej polityce światowej, np. państwa i organizacje międzynarodowe.
Porównując następstwa permanentnych w ostatnich latach wojen, rewolucji, konfliktów zbrojnych (masowa eksterminacja ludności, zniszczenia, migracja, głód, ubóstwo) z ich oceną dokonywaną przez polityków powstaje wrażenie, że dobro to zło, a zło to dobro. Może to znaczyć, że dobro jest złem a zło jest dobrem.

Przeciętny, bezkrytyczny odbiorca zmanipulowanej informacji przyjmuje podświadomie jako normalność i prawidłowość taki stan rzeczy, jaki mu zasugerują (narzucą) media. To warunkuje późniejsze jego zachowania.
W dodatku, biorąc pod uwagę fakt, że celem wojny informacyjnej jest zablokowanie propagandy przeciwnika, w skrajnych przypadkach manipulacji za największego wroga ludzie uznają te podmioty, które mówią im prawdę.

Michał Heller w Moralności myślenia pisze: „Dobra lub zła kwalifikacja czynów pochodzi z intencji. Nawet jeżeli czynię coś obiektywnie złego, ale myślę, że postępuję dobrze, mój czyn jest moralnie dobry. A więc każde dobro i każde zło rodzi się z myśli. Świat cząstek elementarnych, atomów i pól fizycznych jest moralnie obojętny, ale myśl ludzka może go użyć do dobrych i złych celów”.
Zbigniew Sabak

Autor jest profesorem Państwowej Szkoły Wyższej w Białej Podlaskiej.

Jest to skrót pierwszej części artykułu, jaki ukaże się w publikacji Komitetu Prognoz PAN „Polska 2000 Plus” – „Granice odpowiedzialności człowieka”. Tytuł, śródtytuły i wyróżnienia pochodzą od Redakcji.