banner

Oligarchia to bardzo stary system rządów, od którego nigdy tak naprawdę nie uciekliśmy. Ponad 2000 lat temu Arystoteles zauważył, że oligarchia (oligarchia) powstaje, „gdy bogaci ludzie sprawują władzę”. Dziś „oligarchię” definiujemy jako „rządy nielicznych, zwłaszcza jako despotyczną władzę sprawowaną przez niewielką, uprzywilejowaną grupę w celu korupcji lub samolubstwa”. Kiedy oligarchowie sprawują władzę polityczną dzięki swojemu bogactwu, nazywamy to „plutokracją”.

Gałąź nauk politycznych zwana „teorią elit” próbowała uzasadnić plutokrację współczesnych oligarchów. Jednak zarówno plutokracja, jak i oligarchia są powszechnie uważane za określenia pejoratywne.

Mówi się nam, że żyjemy w „demokracjach przedstawicielskich” właśnie dlatego, że oligarchia jest powszechnie uważana za nieakceptowalną. Chociaż demokracja przedstawicielska jest antytezą demokracji, rzekome zalety naszych pozornych demokracji są stale wychwalane, tylko po to, by przekonać nas, że nie żyjemy w oligarchii. Nauki polityczne jednak wyraźnie dowodzą, że tak jest.

W 2014 roku politolodzy profesor Martin Gilens i profesor Benjamin I. Page przeprowadzili wieloczynnikową analizę blisko 1800 decyzji politycznych podjętych przez rząd USA w ciągu ponad trzydziestu lat. Ich celem było zrozumienie:
Kto rządzi? Kto naprawdę ma władzę? W jakim stopniu zdecydowana większość obywateli USA jest suwerenna, półsuwerenna, a w dużej mierze bezsilna?

Obaj badacze przeanalizowali różne teoretyczne modele rządów demokratycznych, aby ocenić, który z nich najdokładniej wyjaśniał proces podejmowania decyzji politycznych w Stanach Zjednoczonych w badanym okresie. Modele badane przez Gilensa i Page'a były następujące:
Demokracja większościowa: decydenci polityczni reagują na wolę większości.
Pluralizm większościowy: politykę kształtują konkurujące ze sobą wpływy grup interesów.
Dominacja elity ekonomicznej: Polityka jest kształtowana w interesie najbogatszych członków społeczeństwa.
Zniekształcony pluralizm: Pluralizm większościowy zostaje skażony bogactwem, władzą i wpływami elity ekonomicznej.

Gilens i Page doszli do następującego wniosku:

Elity ekonomiczne i zorganizowane grupy reprezentujące interesy ekonomiczne wywierają znaczący, niezależny wpływ na politykę rządu USA, podczas gdy przeciętni obywatele i szerokie grupy interesów mają niewielki lub żaden niezależny wpływ. Odkrycia te silnie wspierają teorie dominacji elit ekonomicznych i stronniczego pluralizmu, ale nie teorie większościowej demokracji wyborczej ani większościowego pluralizmu.

W 2025 roku naukowcy z Harvardu, profesor Archon Fung i profesor Lawrence Lessig, dokonując ponownej oceny prac Gilensa i Page'a, doszli do wniosku, że ich analiza wieloczynnikowa to „jedno z najważniejszych badań, o którym prawdopodobnie nigdy nie słyszeliście”. Fung i Lessig przyznali, że Gilens i Page wykazali, że Stany Zjednoczone nie są demokracją, lecz w rzeczywistości funkcjonującą oligarchią.

Dalsze badania potwierdziły to. Na przykład, kiedy In Song Kim, adiunkt nauk politycznych w Massachusetts Institute of Technology (MIT), i Helen V. Milner, profesor spraw publicznych na Uniwersytecie Princeton, przeanalizowali, jak kształtowała się polityka zagraniczna USA w latach 1999–2019, doszli do następujących wniosków:

Kierunek amerykańskiej zagranicznej polityki gospodarczej w ostatnich dekadach sugeruje, że korporacje wielonarodowe (MNC) miały na nią duży wpływ. Zmniejszenie barier handlowych poprzez GATT/WTO i różne preferencyjne umowy handlowe, otwarcie rynków kapitałowych, zawarcie dwustronnych traktatów inwestycyjnych i umów gospodarczych z postanowieniami o ochronie inwestycji, a także harmonizacja przepisów w wielu obszarach w ramach preferencyjnych umów handlowych – to wszystko środki polityczne, które rząd USA aktywnie realizował i za którymi korporacje wielonarodowe zdecydowanie się opowiadały. Preferencje MNC [...] wydają się być w dużej mierze spójne z niedawną amerykańską zagraniczną polityką gospodarczą.

Amerykański system rządów nie jest bynajmniej wyjątkowy. Prawie wszystkie rządy funkcjonują na zasadzie funkcjonalnych oligarchii.

Oligarchowie sprawują dziś władzę głównie za pośrednictwem większościowych udziałów w korporacjach międzynarodowych (MNC). Poprzez globalne partnerstwa publiczno-prywatne i tak zwaną „koordynację polityczną” w ramach swojego „głębokiego państwa”, oligarchowie mogą sprawować władzę i wpływać zarówno na politykę krajową, jak i zagraniczną.
Jak zauważyli Fung i Lessig, „prawdopodobnie nigdy nie słyszeliście” o badaniach naukowych, które demaskują funkcjonalną oligarchię. Dzieje się tak, ponieważ media głównego nurtu i ich partnerzy w mediach społecznościowych są „strażnikami wiadomości i informacji”, których zadaniem jest utrzymywanie nas w pozornej demokracji i odwracanie naszej uwagi od oligarchii.

Każdy, kto publicznie donosi o działalności oligarchii, jest pejoratywnie nazywany „teoretykiem spiskowym”. Również w tym przypadku celem propagandy jest ochrona oligarchii. Pomimo tych taktyk zaciemniania, ręka oligarchów jest wyraźnie widoczna.

Globalne instytucjonalne firmy inwestycyjne, takie jak BlackRock, Vanguard i State Street, starannie chronią tożsamość swoich indywidualnych inwestorów. Każda z nich stosuje nieco inny model własności. Na przykład BlackRock jest spółką publiczną z akcjonariuszami. Vanguard jest własnością własnych funduszy inwestycyjnych, co oznacza, że inwestorzy Vanguard są również jej właścicielami.

Jak podaje amerykański Instytut Biznesu i Finansów (IBF), główne firmy inwestycyjne łącznie reprezentują dominujących akcjonariuszy prawie 90 procent spółek z indeksu S&P 500 – najpotężniejszych korporacji amerykańskich. IBF zauważa, że ten „stopień koncentracji jest bezprecedensowy w historii rynków kapitałowych” i retorycznie pyta: Co się stanie, „gdy firmy zarządzające [funduszami inwestycyjnymi] będą miały również wystarczające prawa głosu, aby wpływać na spółki będące własnością tych funduszy?”.

Odpowiedzi udzielają nauki polityczne. Domy inwestycyjne działają jako organizacje fasadowe dla funkcjonalnych oligarchii, kontrolując decyzje polityczne głównej organizacji fasadowej oligarchii: rządu.
Zachowując anonimowość inwestorów, swoista gra inwestycyjna zapewnia dodatkową ochronę oligarchii. Niemniej jednak, można zrozumieć, jak działa oligarchia.

Dla przykładu: Chengdu Aircraft Corporation (CAC) jest spółką zależną Aviation Industry Corporation of China (AVIC), która jest rzekomo „państwowym”, z siedzibą w Pekinie i notowanym na giełdzie wykonawcą zamówień obronnych. Wiodącą „prywatną” firmą inwestycyjną wspierającą AVIC jest China Asset Management Co., Ltd. (ChinaAMC). Początkowo z siedzibą w Hongkongu, ChinaAMC zarządza obecnie aktywami o wartości 0,5 biliona dolarów. Wśród czołowych inwestorów ChinaAMC znajduje się kanadyjska Mackenzie Investments, spółka zależna kanadyjskiej firmy świadczącej usługi finansowe IGM Financial Inc. IGM jest w dużej mierze kontrolowana przez Power Corporation of Canada, w której dominuje oligarchiczna dynastia Desmarais. Niewątpliwie wielu innych czołowych oligarchicznych akcjonariuszy IGM jest reprezentowanych przez BlackRock i Vanguard.

Pozostaje tylko pytanie: Kim są ci oligarchowie?

Oficjalne dane dotyczące rzekomych fortun wzbudzają nasze zainteresowanie, a media głównego nurtu informują nas, kto rzekomo należy do najbogatszych ludzi na świecie. Jakkolwiek zamożni mogą być ci wymienieni, ich majątki wydają się być znacznie mniejsze niż majątek gromadzony przez pokolenia przez wiele – jak byśmy to nazwali – dynastii oligarchicznych.

Elon Musk, Sergey Brin, Larry Ellison, Michael Dell, Mark Zuckerberg, Jeff Bezos i Jensen Huang to tylko niektóre z osób przedstawianych nam jako oficjalnie zamożni. Wszyscy oni są zajęci tworzeniem scentralizowanego, autorytarnego modelu infrastruktury cyfrowej, który umożliwi urzeczywistnienie globalnego państwa nadzoru – co jest ewidentnie zgodne z dążeniami oligarchii.

Agencje polityczne są uzgadniane z tymi oligarchami w enklawach „głębokiego państwa”, takich jak „Dialog”, a nie za pośrednictwem rządowych komitetów politycznych. Niewątpliwie ci ludzie są bardzo bogaci, ale prosta logika podpowiada, że z medialnymi listami najbogatszych jest coś bardzo nie tak.

Istnieją dynastyczne rodziny oligarchiczne, które kwitną do dziś, a których droga do ogromnych imperiów finansowych, wraz z wynikającą z nich władzą polityczną i wpływami, sięga ponad tysiąca lat wstecz. Mimo to nigdy o nich nie wspomniano, a nawet ich najbliżsi przedstawiciele rzadko pojawiają się na tak zwanych „listach bogaczy”. Te oligarchiczne dynastie nigdy oficjalnie nie ujawniają swojego bogactwa.

Jeśli te listy rzeczywiście mają nam pokazać, kto posiada i kontroluje większość bogactwa na tej planecie – a tym samym, kim są oligarchowie – to całkowity brak tych oligarchicznych dynastii na wszystkich tych listach sprawia, że takie listy i katalogi są zbędne. Służą one jedynie jako kolejne odwrócenie uwagi od rzeczywistości, a nie jej odzwierciedlenie.

Na przykład, mówi się nam, że Elon Musk jest pierwszym na świecie „bilionerem”. Jednak w 2024 roku „Newsweek” donosił, że majątek Rothschildów szacowano na 15,7 biliona dolarów, mimo że zaledwie rok wcześniej „The Sunday Times” donosił o majątku w wysokości 1 miliarda dolarów. Te rażące rozbieżności w doniesieniach wynikają z faktu, że rodzina Rothschildów, która przez prawie trzy stulecia pełniła funkcję bankierów komercyjnych i często reprezentowała dynastyczne oligarchie, oficjalnie nie ujawnia swojego bogactwa.

Ponieważ Rothschildowie są pochodzenia niemiecko-żydowskiego, „Newsweek” rozważa kwestię wpływu, jaki wywiera ich domniemane bogactwo, jako „antysemicką teorię spiskową”. Ta dodatkowa, ale skuteczna metoda odwracania uwagi jest przywoływana za każdym razem, gdy ktoś kwestionuje rzekomą władzę Rothschildów i innych oligarchów – niezależnie od tego, czy pytający w ogóle wspomina o ich pochodzeniu czy religii. Antysemityzm jest szeroko wykorzystywany w celach propagandowych i socjotechnicznych, aby – po raz kolejny – chronić oligarchię.

Niestety, choć antysemityzm jest autentycznym uprzedzeniem, które często ma przerażające konsekwencje, ci, którzy wykorzystują go do celów propagandowych, zupełnie się tym nie przejmują. Rzucają oskarżenia tak hojnie i bez opamiętania, że dewaluują to słowo i podsycają właśnie ten rodzaj błędnego resentymentu, który może prowadzić do autentycznego antysemityzmu. Ta niemoralność często służy jedynie ochronie establishmentu i oligarchii, która nim kieruje, przed publiczną kontrolą i krytyką.

Pytanie, czy Donald Trump mianował Wilbura Rossa sekretarzem handlu w swojej pierwszej kadencji, aby uregulować dług wobec Rothschildów, nie jest antysemityzmem. Podobnie jak Elon Musk, zmysł biznesowy Donalda Trumpa jest wysoce wątpliwy – wiele firm Trumpa ogłosiło bankructwo. Gdyby nie pożyczka ratunkowa zaaranżowana przez Rossa, którą otrzymał od Rothschild Inc. – dla której Ross pracował jako przedstawiciel przez całą swoją karierę – prawie na pewno sam zbankrutowałby na początku lat 90.

Nie jest antysemicką teorią spiskową stwierdzenie, że Ross, odnosząc się do pożyczki ratunkowej dla Trumpa, powiedział: „Nazwisko Trump to wciąż ogromny atut”. Atut – dla kogo? To kolejne zasadne pytanie. Również w tym przypadku odpowiedzi dostarczają badania politologiczne: Trump, jak wszyscy prezydenci USA, służy oligarchii.

My, ludzie, mamy zatem wybór. Możemy albo nadal udawać, że w naszym najlepszym interesie leży wybór kolejnej marionetki, godząc się tym samym na życie jako własność oligarchów, albo odłożyć na bok infantylność i coś z tym zrobić. Jest wiele rozwiązań, które moglibyśmy rozważyć. Osobiście proponuję budowanie społeczeństw w oparciu o to, co nazywam „dobrowolną demokracją”, ale jestem pewien, że istnieją lepsze rozwiązania, które wielu innych by wybrało.
Najważniejsze, żebyśmy nie pozwolili już, by rządziły nami funkcjonujące oligarchie. Niezależnie od tego, jakie rozwiązania wybierzemy, musimy po prostu zacząć je wdrażać.
Iain Davis


Za: https://iaindavis.substack.com/p/functional-oligarchy