Nauka i sztuka (el)
- Szczegóły
- Autor: Andrzej Błachowicz
- Odsłon: 3581
Niewiele jest wystaw które przechodzą do historii już w trakcie ich trwania. Londyńska wystawa „Leonardo da Vinci – Painter at the Court of Milan” („Leonardo da Vinci – Malarz na dworze mediolańskim”), trwająca od 9.11.11 do 5.02.12 na pewno jest jedną z takich imprez. Bilety wyprzedane zostały już dawno temu, a codziennie od wczesnych godzin porannych ustawiały się długie kolejki po wejściówki na dany dzień. Samo zwiedzanie było zresztą dość trudne – każdy obraz otaczała spora grupa widzów. Popularność sztuki przeszła najśmielsze oczekiwania! W londyńskiej „The National Gallery” pokazano największą liczbę prac Leonarda da Vinci, jaką kiedykolwiek udało się zgromadzić w jednym miejscu. Wypożyczono je z wielu muzeów i prywatnych kolekcji na całym świecie. Pochodzą z okresu 1480-1490, kiedy to Leonardo był nadwornym malarzem księcia Ludovico Sforzy. Wizerunkiem wystawy jest obraz „Dama z gronostajem”, który na co dzień oglądać można w Muzeum Książąt Czartoryskich w Krakowie. Wystawę podzielono według wątków tematycznych. W jednej sali pokazano portrety kobiet, w innych elementy boskie i maryjne, następnie twórczość za czasów rządów w Mediolanie Ludwika XII i wreszcie w osobnym pomieszczeniu - kopię „Ostatniej wieczerzy”, wypożyczoną z Royal Academy w Londynie. To jeden z najbardziej znanych obrazów mistrza, namalowany na ścianie klasztoru Santa Maria delle Grazie w Mediolanie techniką umożliwiającą malarzowi nanoszenie ciągłych poprawek. Ze smaczków wystawy wymienić należy także pokazanie w tym samym miejscu dwóch wersji obrazu „Madonna wśród skał”, na przykładzie których można dostrzec ewolucję stylu Leonarda da Vinci . Oprócz prac samego mistrza, na wystawie można obejrzeć wiele obrazów innych malarzy, którzy wzorowali się na Leonardzie da Vinci, bądź nawiązywali w swojej twórczości do jego prac.
Andrzej Błachowicz
Więcej - www.nationalgallery.org.uk
- Szczegóły
- Autor: Anna Leszkowska
- Odsłon: 0
W krakowskim Muzeum Narodowym do 31.01.27 będzie trwać wystawa pn. Oblicza Czapskiego
Przedwojenni krytycy sztuki Józefa Czapskiego (1896–1993) akcentowali niejednorodność jego malarstwa pod względem stylu. W 1938 roku Roman Kołoniecki konstatował, że Czapski nie stawia widza „w obliczu już dokonanego wyboru jednej zasady twórczej”, ale raczej uświadamia mu, jak trudny jest ten wybór.
Sam Czapski widział w tym słabość własnego malarstwa. W eseju z lat 40. pisał:
„Długo męczyła mnie ta dwoistość podejścia – jedno analityczne, rozumowe, wyrastające z tradycji Holendrów i do pewnego stopnia z pointylistów i drugie, wariackie, dla siebie samego nieoczekiwane – prawdziwy skok w przepaść. Widziałem w tym brak scalonej indywidualności, jakieś rozdwojenie psychiczne, które próbowałem sztucznie przezwyciężyć bez żadnego zresztą rezultatu. Z czasem skonstatowałem jednak to samo zjawisko nie tylko u malarzy tej miary co Matisse, ale nawet u jednego z największych – u Goi”.
Wystawa jubileuszowa, powstała w 130. rocznicę urodzin artysty i w roku pod jego patronatem, staje się okazją do przyjrzenia się wielorakim obliczom sztuki Czapskiego – stąd jej tytuł. Kuratorka i autorka scenariusza wystawy dr Magdalena Ludera w centrum postawiła Czapskiego jako malarza i rysownika, a szczególne zainteresowanie skierowała na proces twórczy. Na drugi plan odsunęła lepiej znanego Czapskiego jako pisarza, diarystę i krytyka sztuki, a także Czapskiego jako świadka bolesnej historii Polski i Europy XX wieku.
Na wystawie zgromadzono ponad pięćdziesiąt dzieł malarstwa i rysunku głównie z kolekcji prywatnych (krajowych i zagranicznych), pochodzących zwłaszcza od bezpośrednich spadkobierców sióstr Czapskiego. Ten rodzinny i intymny charakter rzadko eksponowanych dzieł znajduje odbicie w strukturze wystawy. Ekspozycję otwierają autoportrety w pracowni, które w przestrzeni otulone są malarskimi i rysunkowymi przedstawieniami bliskich mu ludzi (m.in. czułymi portretami członków rodziny), przedmiotów (z uporem powtarzane przez całe życie martwe natury) i widoków (w tym majątków rodzinnych).
Czapski odżegnywał się od odgórnie przyjętych, intelektualnych zasad kierujących nim jako malarzem i akcentował wizję spływającą na niego w wyniku wzrokowej kontemplacji codzienności. Choć wizja kojarzy się bardziej z nieprzewidywalną intuicją malarską niż działaniem rozumu, to autorzy wystawy poszukują powtarzalnych reguł rządzących jego malarstwem, a także sygnalizują jego inspiracje. Świadomie akcentowane są podobieństwa między dziełami sztuki. W głębi wystawy za pomocą specjalnie pogrupowanych obrazów „wariackich” i „wyłamujących ściany” (jak powiedziałby Czapski) staraja się scharakteryzować ekspresjonistyczne tendencje w twórczości artysty, łącząc dzieła sztuki z naprowadzającymi słowami kluczami.
Magdalena Ludera
- Szczegóły
- Autor: Anna Leszkowska
- Odsłon: 720
Do 02.03.25 w CSW w Toruniu można oglądać wystawę pn. Obraz z obrazu. Wątki meta artystyczne w kolekcji CSW w Toruniu.
Wystawa uwypukla jeden z wątków, obecnych w wielu pracach wchodzących w skład kolekcji CSW – metaartystyczność, czyli odnoszenie się na różnych poziomach do historii sztuki, utrwalonych wzorców przedstawieniowych czy cech stanowiących o tożsamości danego medium.
Nie od dziś wiadomo, że osoby artystyczne wpływają na siebie wzajemnie, a dzieła jednych stanowią punkt odniesienia dla drugich. Twórcy czerpią inspirację ze sztuki poprzedników, ale i podważają utrwalone hierarchie czy obowiązujące kanony.
Świadome i celowe zabiegi, takie jak cytowanie znanych i zakorzenionych w zbiorowej świadomości ikonicznych dzieł czy trawestowanie tradycyjnych wzorców ikonograficznych i osadzanie ich w nowym kontekście, to narzędzia charakterystyczne dla sztuki w każdym okresie historycznym, nie wyłączając współczesności.
W jaki sposób obraz może stać się materią innego dzieła? Jaką rolę pełni dialogowanie z dawnymi mistrzami? Jak wzorce z przeszłości wpływają na interpretacje sztuki aktualnej? Wystawa zaprasza do poszukania odpowiedzi na te pytania.
Na ekspozycji zobaczymy zarówno nowe nabytki, które trafiły od kolekcji toruńskiego CSW w 2024 roku, jak i prace stanowiące integralną część zbiorów instytucji, niemniej zaprezentowane w zupełnie nowym kontekście.
Kuratorka: Natalia Cieślak
- Szczegóły
- Autor: ANNA LESZKOWSKA
- Odsłon: 2382
Do 1 marca w Muzeum Ziemi PAN w Warszawie można oglądać wystawę fotografii Iwony i Adama Balcy pokazującą piękno Islandii.
Jak piszą jej autorzy, „Nasza przygoda z Islandią rozpoczęła się bardzo przypadkowo, gdy w jednym z angielskich miasteczek kupiliśmy w antykwariacie małą książeczkę z fotografiami zatytułowaną Where Nature Shines, ukazującymi niezwykłe krajobrazy. Początkowo myśleliśmy, że są to zdjęcia z różnych zakątków świata, lecz po kilku dniach odkryliśmy, patrząc na ostatnią albumową stronę, że wszystkie pochodzą z jednego tylko miejsca, „krainy ognia i lodu” – Islandii. Krajobraz przedstawiony na fotografiach autorstwa Sigurgeir Sigurjonsson'a był różnorodny i nietypowy dla naszych oczu, zostawał pod powiekami i uwalniał marzenia. Kilka miesięcy później wyruszyliśmy w naszą pierwszą podróż do Islandii. Był to początek naszej niezwykłej przygody z odkrywaniem i fotografowaniem zakątków tej wyspy.

Islandia urzekła nas nieskrępowaną przestrzenią, pośród której siły natury nieustannie kreują swoje malownicze i spektakularne dzieło. Nieoswajalna i dominująca przyroda trzyma tam osiedla cywilizacji na dystans oraz wywiera znaczący wpływ na życie tamtejszych mieszkańców. Majestatyczne formacje lodowców oraz wulkaniczny żywioł ognia pulsujący tuż pod powierzchnią wyspy, to elementy które dominują w ukształtowaniu tamtejszego krajobrazu i stanowią o wyjątkowości tej krainy. Usytuowanie wyspy sprawia, że można poczuć tu już powiew Arktyki, a krajobraz ma w swoim charakterze surowość typową dla krajów północy.
Tematyka prezentowanych fotografii ujawnia część natury nas samych i ma swoje podłoże w naszym zamiłowaniu do obcowania z przyrodą. Powstały one podczas kilku wypraw zapoczątkowanych w 2006 roku, które objęły okres około trzydziestu tygodni spędzonych w drodze i na bezdrożach Islandii. Eksplorując tę krainę nie sposób było nasycić się widokiem napotkanych miejsc i zjawisk, a magia podróżowania utwierdzała nas w przeświadczeniu, że fotograficzna inspiracja może przydarzyć się za każdym kolejnym zakrętem przemierzanej drogi.
www.mz.pan.pl

