Nauka i sztuka (el)
- Szczegóły
- Autor: Anna Leszkowska
- Odsłon: 792
W Muzeum Współczesnym we Wrocławiu do 4.11.24 można oglądać wystawę prac Doroty Buczkowskiej – Pejzaż wewnętrzny.
Tytuł wystawy – „Pejzaż wewnętrzny” – daje się rozpatrywać wielorako: to to, co związane ze stanami mentalnymi samej artystki, (auto)biografią, ale także przeciwieństwo pejzażu zewnętrznego, sytuującego się na powierzchni ziemi, widocznego gołym okiem.
Pejzaż wewnętrzny to pejzaż gleby, procesów w niej zachodzących, pejzaż życia wewnętrznego roślin, czyli korzeni, kłączy, bulw i soków, ale może też pejzaż tego, co sami – jako ludzie – powołaliśmy do istnienia: tajemny rytm architektury, ciche życie rzeczy, również tych, które porzuciliśmy jako nieprzydatne.
Dorota Buczkowska posługuje się różnymi technikami. Zaabsorbowana jest fizjologią roślin i w ogóle świata, nieustającym przeistaczaniem się ciał ludzkich i nie-ludzkich, cyrkulacją materii w przyrodzie. W ujęciu artystki rośliny odzyskują podmiotowość, są widziane poza dekoracyjnością i poza kontemplacją ich własności zewnętrznych. Buczkowska zauważa istotność procesów metabolicznych – dla ludzi, bo fizjologicznie i metaforycznie zdrowo jest przecież przepracowywać i odrzucać to, co niepotrzebne; ale i dla wszystkich innych. O tym zdają się mówić prace malarskie z cyklu Thus Spoke the Plant i kolaże pt. Skrypty.
Realizacje z cyklu Herbarium wytwarzane są z masy roślinnej, barwione roślinnymi sokami. Zniekształcone przez reakcję między masą roślinną a cieczą oraz naznaczone gestem artystki, przybierają różne postacie – w tym kształt roślinnych form życia, przypominających kokony, ule czy ażurowe konstrukcje flory z obszarów pustynnych i stepowych. Skłaniają do przemyśliwania natury rzeczy, studiowania faktury i ziarnistości roślin, wczytywania się w materialność świata.
Pejzaż gleby to rozmnażanie, rozrost, przetwarzanie, gnicie, obumieranie i odradzanie się. Procesy te zdają się inspirować artystkę, której prace powstają często poprzez upcyclingowanie znalezionych lub niepotrzebnych materiałów. Do takich prac należą te z cyklu Layers i Obecność. Cykl Layers zawiera niezwykle liryczne, subtelne kolaże, w których Buczkowska wykorzystuje podarte kawałki papieru, pocztówek, dawnych zeszytów, uzewnętrzniając elementy procesu twórczego: rozdzieranie, składanie, klejenie.
Obiekty z cyklu Obecność opierają się na wykorzystaniu znalezionych lub pozyskanych odpadów blachy, które jeśli porzucone jako nieużyteczne, nie poddają się procesom rozkładu łatwo. Blachy malowane i przekształcane są w rzeźby, nabierają lekkości – nieregularne formy kojarzą się z pomiętymi kartkami papieru i na swój sposób korespondują z pracami z masy roślinnej.
Artystka przemienia także szkło – zbiera potłuczone wazony czy flakony i skleja je. Pozbawione praktycznych właściwości, wybrakowane, kalekie, otrzymują drugie życie; odradzają się jako nieprawdopodobne, ale też piękne obiekty-monstra, które […] zadają kłam ustalonym porządkom, „odsłaniają to, co nieznane, ale jednocześnie odkrywają to, co uważamy za normę”.[…]
Struktury są egzemplifikacją naturokultury, najmocniej dotykają złożonej relacji natury i kultury, których […] nie należy i nie sposób rozdzielać. Kompozycje biomorficznych gron z lateksu, w których znajdują się skrawki pociętych ubrań – w tym ubrań artystki – stanowią zapis osobistych przeżyć i doświadczeń Buczkowskiej. Grona z czasem ulegają rozsadzeniu, ujawniając to, co je wypełnia i co jest nośnikiem wspomnień oraz dawnych i przywoływanych nagle emocji artystki. […]
Prace Doroty Buczkowskiej są wyrazem myślenia o świecie jako o nieustannej przemianie materii i o konieczności metabolizowania rzeczywistości. Zapraszają do pochylenia się nad tym, co wiemy na temat natury, w jaki sposób myślimy dzisiaj o jej związkach z kulturą i w jakiej relacji sytuujemy samych siebie w stosunku do roślin, ziemi, rzeczy, które sami stworzyliśmy czy zbudowaliśmy. Wystawa „Pejzaż wewnętrzny” to opowieść o potrzebach, wyborach i odpowiedzialności.
Emilia Chorzępa, kuratorka wystawy
Dorota Buczkowska – polska artystka, która od 2018 roku mieszka i tworzy w Rumunii. Zajmuje się malarstwem, rzeźbą, instalacją artystyczną, rysunkiem, kolażem, a także grafiką, fotografią i sztuką wideo. Studiowała na ASP i UW w Warszawie.
Więcej - https://muzeumwspolczesne.pl/wystawy/dorota-buczkowska-pejzaz-wewnetrzny/
- Szczegóły
- Autor: Anna Leszkowska
- Odsłon: 1155
W Miejskiej Galerii Sztuki w Częstochowie do 11.06. można oglądać wystawę prac Doroty Bujak „Gesty rytualne”. Pokazano na niej prace graficzne, rzeźbiarskie oraz malarstwo artystki.
Tytuł wystawy odnosi się do mitologii ludów Syberii, którą artystka zajmuje się od lat. Zainteresowanie mitologią ma swoje źródła w historii rodzinnej – zesłania dziadka (wówczas kilkuletniego chłopca) i jego rodziny na Syberię w latach wojny. Tworząc grafiki i obrazy (cykl „czerwony”) Dorota Bujak dokonuje własnej interpretacji motywów mitologicznych, rozwija je o doświadczenia zasłyszane w opowieściach rodzinnych i przekłada na język artystyczny.
Dzieła zyskują wymiar symboliczny, uniwersalny, obrazując takie aspekty ludzkiej egzystencji jak: uwięzienie, samotność, lęk, zatracenie, uwikłanie, potrzeba wsparcia i bliskości. Temat ten rozwijają prace z drugiego cyklu prezentowanego na wystawie – „Myśl zapuszczała się tajnie w labirynty”- stworzonego w oparciu o prozę Brunona Schulza – oraz rzeźby.
Wielkie znaczenie artystka przywiązuje do działania twórczego, pracy w technice monotypii żelatynowej, który dla niej pozostaje obudowanym znaczeniami procesem.
„Pod wpływem nacisku odbijania, matryca przekształca własną materię w różnorodne pęknięcia i oderwania. Stąd na pozór błędne szczeliny są kluczem do dalszego budowania prac, świadomego wtłaczania przypadku w proces.”
(DB)
Samoczynna destrukcja – pęknięcia, rozwarstwienia – będąca jednocześnie kreacją nowych jakości ujawnia się także w rzeźbach.
Dorota Bujak urodzona 1996 roku w Chorzowie, obecnie mieszka i pracuje w Częstochowie. W latach 2016 – 2021 r. studiowała grafikę w Akademii Sztuk Pięknych w Katowicach.
https://galeria.czest.pl/project/dorota-bujak-gesty-rytualne/
- Szczegóły
- Autor: Eulalia Domanowska
- Odsłon: 2311
W kieleckim BWA do 14.10.16. można oglądać wystawę przygotowaną przez Centrum Rzeźby Polskiej w Orońsku pn. Dotyk.
Wystawa skupia się na zjawisku haptyczności w sztuce. Apelowanie do dotyku jest przykładem przemian, jakie przeszła sztuka w ciągu ostatniego półwiecza – od konceptualnej i minimalistycznej, odwołującej się przede wszystkim do naszego intelektu, po taką, która pobudza nasze zmysły.
Zmysł dotyku od wieków jest w kulturze Zachodu niedoceniany jako możliwość estetycznego doświadczenia, gdyż mamy wobec niego liczne uprzedzenia. Uważany jest za zwierzęcą, cielesną, mniej cywilizowaną umiejętność człowieka. A przecież od prapoczątków odgrywa on niezwykle ważną rolę w sztuce, zwłaszcza w rzeźbie.
Dotyk odgrywa kluczową rolę w postrzeganiu przestrzeni. Jesteśmy w stanie rozpoznać nie tylko materialne własności przedmiotów, ale też relacje przestrzenne między nimi. Subtelność i złożoność przestrzennego modelunku rzeźby odsłania się w pełnym oglądzie dopiero z bliska, „na wyciągnięcie ręki”, a najlepiej w bezpośrednim kontakcie dotykowym.
W wystawie bierze udział ponad 30 polskich artystów i berlińczyk Thorsten Goldberg. Sa na niej instalacje, obiekty, fotografie, filmy video i rzeźby artystów różnych generacji, zarówno tak znanych jak Magdalena Abakanowicz czy Maria Pinińska-Bereś, jak i młodych, jak Natalia Janus-Malewska, Damian Reniszyn czy Małgorzata Szymankiewicz, których prace w różnorodny sposób odnoszą się do zjawiska haptyczności.
Niektóre z prezentowanych realizacji można dotykać, ściskać, siadać lub leżeć na nich. Inna grupa dzieł pokazuje dobry lub zły dotyk.
Jeszcze inna – z motywem dłoni – odnosi się do dotyku artysty i kreacji w sztuce.
Wreszcie dotyk może być terapeutyczny. Takie znaczenie mają formy rzeźbiarskie Longina Witczaka i filmy opowiadające o kapitalnych warsztatach dla głuchoniewidomych przeprowadzanych przez ponad 20 lat przez Ryszarda Stryjeckiego w Centrum Rzeźby Polskiej w Orońsku.
Eulalia Domanowska – kuratorka wystawy
Więcej - http://www.rzezbaoronsko.pl/index.php?aktualnosci,1015,dotyk_/_the_touch_
- Szczegóły
- Autor: Anna Leszkowska
- Odsłon: 714
Do 16.03.25 w bydgoskim BWA można oglądać wystawę ośmiu artystów z różnych państw pn. Dotyk natury.
Wystawa przywołuje fragmenty twórczości artystek i artystów posługujących się fotografią inspirowaną jej analogowymi korzeniami i reprezentujących różne postawy wobec świata przyrody.
Druga dekada XXI wieku to moment, w którym następuje renesans fotografii analogowej. W jednej z koncepcji zaproponowanej przez Mariannę Michałowską, to efekt będący wynikiem wysycenia się kultury wizualnej łatwością tworzenia obrazów cyfrowych; mówiąc wprost użytkujący nowe technologie obrazowania znudzili się ich łatwością.
Jest to też moment, w którym wyraźnie zauważa się odrębność dwóch sposobów reprodukowania rzeczywistości: fotochemicznej i cyfrowej. Ta historycznie wcześniejsza, której początek sięga pierwszej połowy XIX wieku, pozbawiona balastu użytkowości, stała się polem poszukiwań artystycznych.
Dość szybko jednak zaczęły się zużywać te pola eksploatacji fotografii analogowej, które wynikały z resentymentu za minionym. Paradoksalnie praktykujący „analogowe” podejście dyskwalifikując nową technikę z powodu jej elektronicznego rodowodu powtórzyli sytuację z XIX wieku, w której wynalazek fotografii przeciwstawiono malarstwu, uznając to ostatnie za bardziej szlachetne, gdyż tworzone ludzką ręką.
Moment, w którym jakość cyfrowych obrazów stała się doskonała, zbiegł się też z czasem, kiedy ekologia przestała być jedynie dziedziną nauk przyrodniczych, stając się również obszarem postaw świadomego dysponowania zasobami naturalnymi. Ta sytuacja wyznaczyła pole artystycznych poszukiwań, w obrębie którego zastosowanie konkretnej metody czy techniki jest ściśle powiązane z przekazywaniem treści sygnalizujących problem związany z dobrostanem naszej planety.
Alice Cazenave, Hannah Fletcher i Edd Carr współtworząc manifest „zrównoważonej ciemni” („Sustainable Darkroom”) poszukują nieszkodliwych dla środowiska alternatyw w technologii procesów fotograficznych.
Alice Cazenave zaprezentuje na wystawie fotogramy wykorzystujące światłoczułość chlorofilu. Zatrzymany na liściu pelargonii obraz oczu zdaje się uważnie obserwować nasze poczynania względem natury.
Hannah Fletcher wizualizuje powiązania pomiędzy zużytymi komponentami fotochemicznych roztworów używając ich samych jako malarskich pigmentów. W pracach zrealizowanych wspólnie z Alice Cazenave stosuje do analogowych procesów obróbki samodzielnie preparowane składniki roślinnego i mineralnego pochodzenia.
Wreszcie Edd Carr zaprezentuje film „I am a darkroom”, w którym połączenie dawnych fotograficznych technologii i „trashowych” praktyk jest pretekstem do opowieści uwikłania fotografii w jej toksyczne dziedzictwo.
Wpisana w techniki analogowe powolność, z jednoczesnym odniesieniem do historycznych kontekstów sposobów obrazowania, staje się pretekstem dla światłoczułych realizacji Pawła Kuli. Efemeryczność naturalnych pigmentów i kosmiczna perspektywa obserwacji naturalnych procesów staje się dla artysty pretekstem do refleksji nad cyklami przekraczającymi jednostkowe istnienie.
Z kolei Georgia Krawiec przygląda się swojej, uwikłanej w zawirowania historii tożsamości, która pozwala jej na przenikanie pomiędzy polską a niemiecką kulturą. W serii naświetlanych nieomal 9 miesięcy bezkamerowych obrazów liści dębu, zbieranych na terenie Polski i Niemiec, sprowadza problem swego pochodzenia do abstrakcyjnych form tworzących zaskakującą światłoczułą mozaikę.
Oparta na reakcji roślinnych pigmentów antotypia, opracowana w latach 40-tych XIX wieku przez Mary Somerville i Johna Herschel’a zostaje szybko zarzucona na rzecz bardziej trwałych procesów. Trwałość była priorytetem w pionierskich dla fotografii czasach.
Dla Mary Kocol stosowanie tej techniki współcześnie staje się pretekstem do refleksji nad kruchością życia. Daje temu wyraz w cyklu portretów wykonanych po pandemicznej izolacji, przedstawiających jej przyjaciół. Prezentowany na wystawie notatnik to wynik konsekwentnych poszukiwań ujawniający nieomal nieograniczony potencjał palety kolorów roślinnych barwników.
Warunkiem koniecznym do otrzymania obrazów fotograficznych, zarówno współcześnie jak i dawniej, jest światło. Paradoksalnie w antotypowych pracach Jessecy Ferguson, która do ich realizacji używa światła słonecznego, pojawiają się motywy odwołujące się do pory nocnej: Księżyc, Sowa, Ćmy. Ich ciemna kolorystyka, zdaje się podkreślać siłę odziaływania motywów obecnych na fotografii.
Od wielu lat kolekcjonuję organiczne artefakty: skrzydła owadów, całe owady, pióra, wysuszone rośliny, czy naturalnie zmumifikowane ptaki i płazy. Obiekty z tej kolekcji stają się pretekstem do realizacji prac, w których korzystam z technik historycznych. Obecnie pracuję głównie w technice cyjanotypii, tworzę kameralne obiekty i zamykam je w gablotach entomologicznych. Próbuję w ten sposób artykułować własny sposób recepcji świata natury, tworząc swoisty atlas biologii fantastycznej.
Marek Noniewicz
kuratorzy: Paweł Kula, Marek Noniewicz
Więcej - https://www.galeriabwa.bydgoszcz.pl/wystawa/dotyk-natury/

