Prognozowanie (el)
- Szczegóły
- Autor: Anna Leszkowska
- Odsłon: 549
Zniesienie państw, ustanowienie miast prywatnych
Świat przechodzi obecnie radykalną zmianę. W Grenlandii mają się spełnić marzenia superbogaczy. Mowa o miastach prywatnych i specjalnych strefach ekonomicznych.
Na Światowym Forum Ekonomicznym w Davos prezydent USA Donald Trump powtórzył, że „absolutnie musi mieć Grenlandię”. Bo jeśli Stany Zjednoczone nie będą w stanie rozciągnąć Złotej Kopuły na Grenlandię, to, według Trumpa, nikczemni Chińczycy i Rosjanie nieuchronnie przejmą kontrolę nad wyspą. Trump: tak naprawdę chcesz bronić tylko tego, co faktycznie posiadasz![1]
Trump niewątpliwie ma geopolityczne ambicje wobec największej wyspy świata. Zazdrość zachodniej wspólnoty wartości jest widoczna w rosnącej liczbie operacji wojskowych NATO na Oceanie Arktycznym. Zmiany klimatyczne, którym się wielokrotnie zaprzecza, powodują topnienie lodu polarnego. Umożliwiłoby to statkom bezpośredni przepływ z Rotterdamu do Szanghaju przez Ocean Arktyczny. Ponadto topnienie wiecznej zmarzliny umożliwia wydobycie jeszcze większej ilości surowców mineralnych.
Inwestorzy już się ślinią: pierwiastki ziem rzadkich i ropa naftowa leżą pod lodowcami Grenlandii. A spadkobierca miliardera Ronald Lauder spotkał się już z grenlandzkimi politykami, aby na masową skalę pozyskiwać „wodę luksusową” z Grenlandii. Wszystko to było szeroko komentowane w mediach.
To wszystko prawda i ważne. Ale tutaj chcemy skupić się na tych superbogatych obywatelach USA, którzy chcą narzucić Grenlandii radykalnie nową formę rządzenia, zupełnie nową koncepcję polityki i administracji. Energiczni propagatorzy tej radykalnej koncepcji należą do sceny kapitalistów platformowych z Doliny Krzemowej. Są to ludzie, którzy sprzedają niezwykle lukratywne usługi oparte na Internecie: Peter Thiel, Marc Andreessen, Elon Musk, Sam Altman, żeby wymienić tylko kilku. Wszyscy zgromadzili niewyobrażalne bogactwo – Elon Musk jest już gotowy zostać pierwszym bilionerem w historii świata[3]. Najnowszy raport Oxfam obrazowo dokumentuje, jak przepaść między garstką superbogatych a resztą ludzkości osiągnęła obsceniczne rozmiary[4]. Ci superbogaci, a zwłaszcza grupa nowo wzbogaconych kapitalistów platformowych, często nazywana „mafią PayPal”, nie chcą dzielić się swoim obscenicznym bogactwem z resztą ludzkości.
Marzą o całkowitym zniesieniu państw i ustanowieniu miast i regionów zarządzanych wyłącznie przez sektor prywatny. W tych prywatnych miastach obywatele nie są podatnikami, lecz udziałowcami. Miasto nie jest społecznością otwartą dla wszystkich, lecz ekskluzywnym wydarzeniem, dostępnym wyłącznie dla osób, które mają wystarczająco dużo pieniędzy, aby się wkupić. Ci, którym nie podoba się to prywatne miasto, mogą odzyskać opłatę wstępu i wykupić udziały w innym prywatnym mieście. W prywatnych miastach nie ma burmistrza wybieranego przez społeczność, lecz prezes mianowany przez inwestorów. Zamiast skarbnika miasta jest dyrektor zarządzający, również mianowany z góry. Podatki nie są płacone[5].
Prywatne miasta zawierają elementy tzw. osiedli grodzonych, które od dawna istnieją w niestabilnych regionach świata: w Ameryce Łacińskiej, Afryce i Azji. Podobnie jak średniowieczne miasta feudalne, osiedla grodzone chronią bogatych przed zubożałą resztą społeczeństwa, którą eksploatują.
Ponadto miasta prywatne zawierają elementy miasta inteligentnego. Są w pełni zdigitalizowane i wykorzystują elementy sztucznej inteligencji. Generują i wykorzystują energię odnawialną. Niemniej jednak mieszkańcy tych prywatnych miast nie są godni pozazdroszczenia. Z własnej woli poddają się bowiem hipernowoczesnemu, kompleksowemu nadzorowi. Żaden normalny człowiek nie chciałby mieszkać w tej złotej klatce.
Mało kto wie, że takich prywatnych miast jest już ponad dwadzieścia. Większość z nich znajduje się w Afryce.
Obecnie jesteśmy świadkami radykalnego przewrotu w świecie, jaki znaliśmy. Od wielu dekad państwa narodowe są wpędzane w długi i kalkulowane bankructwa przez radykalnych polityków rynkowych. Oszczędzaj, oszczędzaj, oszczędzaj jeszcze raz. Aż do momentu, gdy pojawi się syndyk masy upadłościowej, a państwo narodowe zostanie całkowicie zdyskredytowane wśród obywateli. Szał oszczędności sięga aż do najniższych szczebli lokalnej polityki.
Ponieważ to wewnętrzne wydrążenie państwa narodowego nie postępuje wystarczająco szybko dla superbogatych, promują oni prywatne miasta i specjalne strefy ekonomiczne. Czysta karta ma zostać całkowicie napisana od nowa. A administracja Trumpa jest teraz wykonawcą tego globalnego wywłaszczenia przestrzeni publicznej i demokracji. Skandaliczne plany dla Strefy Gazy są tego wymownym przykładem[6]. Na szczycie gór zwłok około 70 000 zabitych Palestyńczyków i regionu etnicznie „oczyszczonego” z Palestyńczyków, w Strefie Gazy ma zostać utworzona specjalna strefa ekonomiczna zgodnie z wytycznymi opisanymi powyżej. Sam Trump przewodniczy nowo utworzonej „Radzie Pokoju” jako jej dożywotni król i dyrektor generalny, zatrudniając i zwalniając kraje i członków zarządu zgodnie z własnymi neofeudalnymi gustami.
Zawsze transatlantycka Europejska Rada Stosunków Zagranicznych opisuje strukturę tej tak zwanej „Rady Pokoju” w następujący sposób:
„BoP można postrzegać jako amerykańską firmę należącą do Trumpa, w której prezydent USA jest stałym przewodniczącym i większościowym udziałowcem. Zgodnie ze statutem zarządu, wszelkie decyzje i uprawnienia pochodzą od Trumpa, który wybiera i przewodniczy podległej radzie zarządzającej złożonej z państw członkowskich.”[7]
To nic innego jak potężna rewolucja z góry. Niezależnie od tego, co można sądzić o osiągnięciach tych bytów politycznych, państwa z definicji stoją na straży interesów wszystkich swoich obywateli. Koncepcja państwa narodowego jest inkluzywna. Obejmuje wszystkich swoich obywateli. W przeciwieństwie do tego, nowy porządek świata Trumpa jest ekskluzywny. Reprezentuje jedynie interesy bogatych. Reszta ludzi, z całym szacunkiem, może sobie poradzić sama. Państwo reprezentuje interesy dobra wspólnego, a Ustawa Zasadnicza stanowi, że wszyscy obywatele powinni uczestniczyć w osiągnięciach wspólnoty. Przynajmniej taka jest idea. Koncepcja miast prywatnych i specjalnych stref ekonomicznych wyklucza większość ludzi.
Różne dialekty miast prywatnych
Jednak nie wszystkie miasta prywatne są takie same. W mojej najnowszej książce Der Neue Feudalismus (Nowy feudalizm) wyróżniłem trzy typy miast prywatnych[8]:
1. Miasta eksperymentalne. Na przykład w prywatnym mieście Woven City, zbudowanym przez największego na świecie producenta samochodów, Toyotę, u podnóża góry Fuji, nowe koncepcje mobilności człowieka mają być testowane w laboratorium na świeżym powietrzu. Tutaj jurysdykcja państwa japońskiego pozostaje w mocy, a jen pozostaje walutą. W Woven City badacze mobilności mają mieszkać razem ze „zwykłymi” obywatelami.
2. Następnie są miasta prywatne budowane przez pragmatyków. Operatorzy tych miast prywatnych nie są zainteresowani realizacją ambicji ideologicznych. Chodzi po prostu o zbudowanie od podstaw maksymalnie dochodowego i funkcjonalnego miasta na dotychczas pustym terenie, bez naruszania tradycji i regionalnych zwyczajów. Preferowane jest zakładanie miast prywatnych w słabych państwach, które ośmielają się zgłaszać niewielki sprzeciw wobec tych planów. Państwach, które nie mają władzy politycznej i mogą postrzegać eksperyment z prywatnym miastem jako ostatnią kroplę goryczy.
Firma Rendeavour, na przykład, działa jako największa grupa budowlana w Afryce. Afrykanie dominują w jej personelu operacyjnym. Miasta, które buduje Rendeavour, nazywają się: Tatu City (w Kenii), Alaro i Appolonia City (oba w Nigerii), King City (Ghana), Kiswishi City (Kongo) i Rendeavour Roma Park (Zambia). Chociaż Rendeavour działa jako firma afrykańska, w rzeczywistości jest wspierana przez inwestorów z USA i Wielkiej Brytanii.
3. Na koniec musimy wspomnieć o ideologach wśród założycieli miast prywatnych. Są to ludzie wyznający radykalną ideologię rynkową Miltona Friedmana lub Murraya Rothbarda. Dla nich państwo jest przestępcą, ponieważ „kradnie” pieniądze zdolnym poprzez podatki i rozdaje je niekompetentnym, bezwartościowym jednostkom. Dlatego „zdolni” zamykają się w swojej cytadeli, ponieważ nie chcą dzielić się swoim bogactwem z „głupią resztą”. Patri Friedman jest wnukiem słynnego Miltona Friedmana. Przez wiele lat kierował Seasteading Institute - startup finansowany przez Petera Thiela. Pomysł: budowa pływających miast pontonowych na wodach pozaziemskich, do których narody nie mają prawa dostępu. Jak dotąd jednak nie zrealizowano ani jednego pływającego miasta prywatnego.
Ogólnie rzecz biorąc, operatorzy miast prywatnych motywowani ideologicznie mają trudniej. Ich plany prowokują lokalną ludność. Na przykład plan niemieckiego inwestora Titusa Gebela, zakładający budowę prywatnych miast na afrykańskich wyspach Książęca i Sao Tomé, upadł z powodu lokalnego oporu politycznego. Na idyllicznej wyspie Roatan w Hondurasie miasto Prospera zostało jednak zbudowane od podstaw, wbrew woli rdzennych mieszkańców. Spotkało się to z oporem rządu Hondurasu. Opór ten został tymczasowo złamany przez manewr Trumpa, mający na celu zmianę reżimu. Nowy prezydent mianowany przez Trumpa zapewnia teraz bezpieczeństwo silnie neokolonialnej Prosperze.
Ideologicznie motywowani założyciele prywatnych miast również od dawna mieli oko na Grenlandię. Grenlandia mogła zostać wykorzystana w każdej chwili. Jednak kapitaliści platformowi z mafii PayPal nie zdołali przekazać swojego przesłania administracji Bidena. Ludzie tacy jak Elon Musk, Peter Thiel i inwestor Marc Andreessen wpompowali mnóstwo pieniędzy w kampanię wyborczą Donalda Trumpa. Dzięki ich pieniądzom Trump po raz drugi został prezydentem USA. I teraz musi się wywiązać z obietnic.
Widzimy, że już realizuje swoje cele w Radzie Pokoju, która ma w dłuższej perspektywie zastąpić ONZ. Realizuje swoje cele w Specjalnej Strefie Ekonomicznej Gazy. A teraz realizuje je również na Grenlandii.
Mafia PayPala zgromadziła swoje ambicje dotyczące Grenlandii w start-upie Praxis. Szefem Praxis jest Dryden Brown. Krótko po wyborczym zwycięstwie Trumpa Brown był na Grenlandii, aby „kupić” tę polarną wyspę, jak bezczelnie ogłosił na antenie X. Dania co roku przekazuje Grenlandii pół miliarda dolarów. Oligarchowie ze Stanów Zjednoczonych mogliby zebrać te pieniądze, a w zamian Dania zrzekłaby się kontroli nad Grenlandią. Czyż nie byłoby to uczciwe? Ani Grenlandczycy, ani Duńczycy nie byli entuzjastycznie nastawieni do tego pomysłu, nad czym ubolewał Brown. Aby nadać tym staraniom większą wagę, Trump mianował współzałożyciela PayPala i powiernika Thiela, Kena Howery'ego, ambasadorem USA w Danii. Wisienką na torcie było mianowanie republikańskiego gubernatora Luizjany, Jeffa Landry’ego, na „specjalnego wysłannika” do Grenlandii. Landry nie pozostawił wątpliwości co do misji, która zaprowadziła go z gorącej i wilgotnej Luizjany na lodowce: „To zaszczyt służyć Panu [Prezydentowi Trumpowi] w tej honorowej roli i uczynić Grenlandię częścią Stanów Zjednoczonych”.[9]
Futurystyczne fantazje mafii PayPal
Wróćmy do firmy Praxis. W październiku 2024 roku ogłosiła ona, że zebrała już 525 milionów dolarów na kolonizację Grenlandii. To dużo pieniędzy, ale z pewnością niewystarczająco, aby zrealizować tak ambitny projekt. Jednak, według twórców koncepcji Praxis, można to zrekompensować radykalnie nowym rozumieniem państwowości. Koncepcja nosi nazwę „Praxis Network State”.
Stan tych ideologów nie jest już definiowany przez położenie geograficzne. Obywatele Państwa Sieci Praxis (PNS) są ze sobą połączeni przez Internet. Nie są już ograniczeni konwencjonalnym państwem terytorialnym.
W nowomowie praktyków brzmi to następująco:
„W tym świecie główną przestrzenią sporną nie jest ziemia, lecz umysł. Wszystko wynika z umysłu – umysłów mas i umysłów tych, którzy kontrolują strategiczne zasoby. Dziś znajdujemy się w punkcie zwrotnym, w którym władza jest coraz bardziej determinowana przez zdolność do przejmowania udziału w umysłach globalnie rozproszonych społeczności. Tradycyjne państwa narodowe, zbudowane na fizycznym terytorium i rządach odgórnych, nie są już zgodne ze sposobem, w jaki ludzie kształtują swoją tożsamość i organizują swoje życie.”[10]
Niemniej jednak, Państwo Sieci Praxis również chce zdobyć dla siebie dom terytorialny. Tam technomaniacy mogą robić to, na co zawsze mieli ochotę, bez żadnych regulacji. Na przykład, trochę eksperymentując z geoinżynierią, jak zauważa magazyn technologiczny The Crunch:
„Brown chce, aby potencjalne miasto Grenlandii stało się bastionem eksperymentów technologicznych, czerpiąc w szczególności ze społeczności młodych, męskich założycieli firm hardtech, którzy zgromadzili się w El Segundo. Wyobraźmy sobie – powiedział – miasto, które może wytwarzać deszcz na żądanie, wykorzystując technologię Rainmaker, startup zajmujący się zasiewaniem chmur lub społeczność zasilaną technologią jądrową firmy Valar Atomics.”[11]
Autorzy tacy jak Christian Stöcker postrzegają założycieli miast sieciowych w tradycji futuryzmu z początku XIX wieku w stylu Marinettiego[12]. Futuryzm jawnie deklarował faszyzm. Badania naukowe, analizujące świadectwa własne sceny Praxis, dochodzą do następujących wniosków:
„PNS realizuje projekt akceleracjonistyczny o charakterze technologicznym, którego celem jest zdobycie wiedzy na temat terraformowania Marsa pod kątem przyszłej kolonizacji, zaczynając od trudnego środowiska Grenlandii jako neokolonialnej czystej karty, rzekomo wolnej od istniejących ograniczeń społecznych i politycznych.”[13]
Na pierwszy rzut oka wydaje się to nieco przesadzone. Ale manifesty Grupy Praxis można przeczytać online. Mężczyźni (kobiety nie są w to zaangażowane) nie kryją swoich prawdziwych uczuć. Postrzegają siebie jako bojową awangardę nowego porządku świata. Nowej rasy ludzkiej. Ich „Deklaracja Wniebowstąpienia” głosi:
„Wznosimy się ku transcendencji, dążąc do ponownego zjednoczenia z odwiecznymi zasadami, które ukształtowały nasze najwyższe cywilizacje. Jak królowie-wojownicy niegdyś poszukiwali świętego Graala, tak i my zbudujemy imperium, w którym prawdziwa moc płynie z heroicznej odwagi i jedności z boskim porządkiem. Poprzez to święte dążenie przywrócimy fundamenty, które wyniosły ludzkość ponad zwykłą egzystencję ku coraz większym wyżynom wielkości i chwały.”[14]
Pamiętajmy: taki jest stan umysłu ludzi, którzy dzięki Donaldowi Trumpowi dostali wolną rękę w rządzeniu Grenlandią. Często słyszy się zarzut: Grenlandia jest taka zimna i niegościnna. Jak można tam założyć miasto i przyciągnąć ludzi? Jeden z powodów został już przedstawiony: zarówno tworzenie kryptowalut, jak i zasilanie sztucznej inteligencji wymaga ogromnych ilości energii elektrycznej. W regionach arktycznych Matka Natura zapewnia darmowe chłodzenie dla rozgrzanych generatorów. Dodatkowo można wykorzystać energię wodną.
Ale to nie jest jedyny motyw ludzi Praxis. Pompatyczny tekst, zacytowany powyżej, od pionierów Praxis jest kontynuowany i odnosi się do ambicji wobec wszechświata:
„Wznosimy się w kosmos, ogłaszając przeznaczenie ludzkości pośród gwiazd. Oświadczamy, że Praxis będzie pierwszą cywilizacją, która zgromadzi się poza Ziemią, rozszerzając ludzką świadomość i wspólnotę na sam kosmos.”[15]
Podobno prywatne miasto w regionie Arktyki ma służyć do kolonizacji planety Mars. W końcu Elon Musk wielokrotnie poważnie mówił o kolonizacji naszej zimnej siostry, Marsa.
Moja rada dla tych multimiliarderów o futurystycznych poglądach: przenieście się na Marsa tak szybko, jak to możliwe, i zostawcie resztę ludzkości w spokoju.
Hermann Ploppa
Hermann Ploppa jest politologiem i dziennikarzem. Niedawno opublikował książkę Der Neue Feudalismus – Privatisierung, Blackrock, Plattformkapitalismus (Nowy feudalizm – prywatyzacja, Blackrock, kapitalizm platformowy).
Za: https://www.globalresearch.ca/take-off-greenland-land-mars/5914506
- Szczegóły
- Autor: Anna Leszkowska
- Odsłon: 2273
Świat, jego państwa i populacje, coraz bardziej się różnicuje, i to na wszystkich możliwych poziomach. Począwszy od niewielkich skupisk, poprzez większe ośrodki, państwa, regiony, a także kontynenty.
Nie jest to zjawisko nowe, jednakże współcześnie nabrało szczególnej dynamiki wskutek globalizacji oraz nowych technologii, pozwalających na bieżąco śledzić bieguny biedy czy wręcz nędzy i porównywać je z biegunami niewyobrażalnego bogactwa.
Współcześnie zróżnicowanie dochodowe i społeczne są uznawane za jedno z najważniejszych, czy wręcz najważniejsze, zagrożeń w warunkach pokojowych. Za większe uznaje się jedynie skutki działań wojennych.
Dla zrozumienia istoty zróżnicowania, a także niemożliwości znaczącego jego zniwelowania, należy rozważyć dwa typy uwarunkowań, jakie istniały w przeszłości, i jakie istnieją również współcześnie.
Można pokusić się o twierdzenie dotyczące trwałości i powszechności zjawiska, jakim jest zróżnicowanie, będące uniwersalną prawidłowością, istniejące we wszystkich społeczeństwach i na wszystkich szczeblach rozwoju.
Współcześnie nauka, a zwłaszcza polityka, próbują wyjaśniać narastające zróżnicowania dochodowe i społeczne głównie przez czynniki systemowo- ustrojowe.
Na istniejące zróżnicowania należy jednak spojrzeć z szerszej perspektywy, uwzględniając dwa różne typy uwarunkowań przesądzających o tym zjawisku.
Pierwszy typ wynika z czynników pozaustrojowych i jest uwarunkowany środowiskiem przyrodniczym, w jakim konkretne społeczności żyją.
Drugi typ zróżnicowania jest związany z systemowymi uwarunkowaniami, zwłaszcza z powstawaniem cywilizacji przemysłowej, związanej ściśle z pojawieniem się nowoczesnego kształtu państwa oraz systemem społecznym i nowymi regułami gry oraz mechanizmami ekonomiczno- politycznymi.
Wskazując na dwa typy uwarunkowań różnicujących świat, państwa i społeczeństwa, należy pamiętać, że podziały te nie funkcjonują w izolacji. Niektóre z tych składników przynależą zarówno do pierwszego, jak i drugiego typu różnicującego się społeczeństwa.
W tym kontekście chciałbym sformułować hipotezę, którą traktuję jako uniwersalną prawidłowość, dotyczącą wszystkich społeczeństw oraz państw.
Społeczeństwa oraz państwa są skazane na nierównomierny rozwój, różnicujący poszczególne społeczeństwa nie tylko między sobą , ale również wewnętrznie, pod wpływem decyzji państwa czy władzy go reprezentującej. W pewnych sytuacjach zróżnicowanie można łagodzić, nie jest jednak możliwe pełna jego eliminacja.
Świat może się rozwijać tylko w sposób zróżnicowany, a dotyczy to nie tylko państw czy większych ugrupowań, ale także społeczeństw, które stale podlegają różnicowaniu.
Naturalno-przyrodniczy typ zróżnicowania
System naturalno-przyrodniczy należy rozpatrywać w swoistym pięciokącie, jaki tworzą: czynniki geograficzne; populacja umiejąca wykorzystać zasoby naturalne, zdolna do współdziałania z innymi grupami społecznymi, a także posiadająca umiejętność kumulacji i przekazywania wiedzy kolejnym pokoleniom, co zapewnia ciągłość ludzkości; wreszcie zalążki wspólnoty duchowej, kształtującej spoisty system kulturowy.
Pierwszy składnik określają takie czynniki geograficzne jak ląd i klimat, czyli ukształtowanie terenu, flora, fauna, charakter klimatu, a przede wszystkim – lokalizacja na globie. Ten zespół czynników, w najogólniejszym stopniu przesądza o charakterze danej społeczności i możliwościach dalszego jej rozwoju;
Drugim jest populacja, jej wielkość, umiejętność oraz zdolność do opanowania przyrody, a przede wszystkim stopień kreatywności poszczególnych jednostek, umiejących zmieniać przyrodę, co z reguły przekłada się na postęp w tworzeniu lepszych warunków życiowych. Ale tego typu jednostki siłą rzeczy zaczynają zajmować uprzywilejowaną pozycję w grupie czy nawet w społeczeństwie.
Trzecim jest zdolność konkretnych populacji do tworzenia warunków oraz umiejętności współdziałania wszędzie tam, gdzie jednostka nie jest zdolna zrealizować wytyczonego celu. Jest to ważna cecha, jaka w poszczególnych populacjach przejawia się w różnym stopniu. Historycznie związana jest z pierwszą i zależy od formy zdobywania żywności, postępu w uprawie rolnictwa, a także innych form działalności gospodarczej, przesądzających nie tylko o warunkach życiowych, ale i możliwościach pewnej ekspansji gospodarczej, początkowo polegającej na wymianie nadwyżek.
Czwartym składnikiem jest zdolność kumulacji wiedzy i umiejętność przekazywania jej kolejnym pokoleniom, także nabytych doświadczeń życiowych, związanych zarówno z opanowaniem przyrody, jak i nowymi zawodami pozwalającymi coraz lepiej gospodarować. Jest to jedna z podstawowych cech przesądzających o tym, że pewnym społecznościom tego typu zdolności udało się lepiej opanować. A to w dużym stopniu przesądzało o postępującym różnicowaniu.
Piąty składnik stanowią związki, jakie wraz z rozwojem konkretnych społeczności, zaczynają się tworzyć i funkcjonować w postaci więzi duchowej czy egzystencjalnej, by stopniowo przekształcać się w system kulturowy, którego głównymi składnikami są zaufanie, uczciwość, stosunek do pracy, a zwłaszcza charakter powiązań w obrębie grupy społecznej, wyznającej wspólne zasady postępowania, w tym także w postaci mitów (tradycji) dotyczących przeszłości oraz wierzeń o charakterze religijnym.
System społeczno-ekonomiczny
Jeśli pierwszy typ uwarunkowań tworzący system zróżnicowania jest w przemożnym stopniu określony przez warunki naturalne, to druga grupa uwarunkowań przesądzająca o zróżnicowaniu, była i jest zależna od wyboru politycznych, społecznych i ekonomicznych systemów.
Również ten typ zróżnicowań można rozpatrywać w swoistym pięciokącie, jaki tworzą: państwo, model polityczny, model społeczno-ekonomiczny, charakter powiązań zewnętrznych oraz typ cywilizacji.
Pierwszy dotyczy państwa. Zróżnicowanie współczesnych państw można z tego punktu widzenia rozpatrywać na dwóch poziomach. Pierwszy poziom wiąże się z warunkami jego powstania, tzn. czasu historycznego, w jakim się ukształtowało; terytorium, jakie obejmuje, a także zakresu jego zmienności; ciągłości władzy czy utraty suwerenności, a także czasu ewentualnego jej odzyskania; wielkości populacji oraz jej charakteru, jednorodności etnicznej czy wielokulturowości, a także relacji wzajemnych między nimi.
Natomiast drugi poziom dotyczy relacji oraz powiązań zewnętrznych, zarówno z państwami ościennymi, jak również kontaktów czy związków z szerszym otoczeniem - regionalnym czy światowym.
Drugi składnik tego pięciokąta to model polityczny. Teoretycznie rzecz ujmując, model polityczny w dłuższej perspektywie charakteryzuje się następującymi cechami:
po pierwsze - zmiennością charakteru władzy (od monarchii, poprzez różne formy autorytarne, aż po różnorodne formy demokracji);
po drugie - model polityczny państwa suwerennego z reguły podlega pewnej ewolucji i dosyć częstej zmienności – z reguły o charakterze nieliniowym. Przejawiało się to w przejściu od bardziej do mniej opresyjnego państwa, ale często bywało odwrotnie - do większej opresyjności, gdyż problem wolności i praw obywateli to zawsze efekt modelu politycznego;
po trzecie wreszcie - model polityczny poszczególnych państw charakteryzował się często naśladownictwem, zwłaszcza w zakresie tworzenia czy modyfikowania instytucji.
Trzecim składnikiem jest model ekonomiczno-społeczny. Stanowi z reguły wypadkową wykształconej w przeszłości charakteru władzy, wywodzącej się z istniejącego modelu politycznego; poziomu ekonomicznego państwa; a także struktury społecznej. Podobnie jak model polityczny, również modele ekonomiczne mają zróżnicowany charakter.
Paradoks modelu ekonomiczno-społecznego polega na tym, że w przemożnym stopniu wpływ na jego kształt ma władza polityczna. Oddziałuje ona na kształt i charakter modelu ekonomiczno-społecznego poprzez tworzenie niezbędnych instytucji, które wpływają na rozwiązania w sferze gospodarki i w społeczeństwie.
Państwo, czy ściślej władza państwowa, dysponuje zarówno przemocą wynikającą z charakteru instytucjonalizacji, jak i narzędzi, jakich dostarcza jej sektor publiczny. Ale na model ten należy spojrzeć jeszcze przez pryzmat specyfiki gospodarki, ponieważ większość modeli ma charakter rynkowy, w którym zróżnicowanie jest wpisane w sposób jego funkcjonowania. Rynek nigdy nie jest do końca przejrzysty, a podejmowane decyzje zawsze są obarczone ryzykiem oraz różnymi efektami, co z kolei przekłada się na mniej lub bardziej gwałtowne różnicowanie.
Trwałym składnikiem określającym wzajemne relacje między państwem a społeczeństwem, a zwłaszcza między różnymi grupami społecznymi, jest system kulturowy. W większości współczesnych państw ma miejsce mniejsze lub większe zderzenie między odmiennymi systemami kulturowymi, różnicującymi poszczególne społeczeństwa. W wielu przypadkach ma to bezpośredni wpływ na kształtowanie hierarchii ważności, czasami symbolicznej, ale często realnej, między dominującą grupą etniczną, wyznającą określony system kulturowy, a pozostałymi grupami wyznającymi inne systemy.
Czwartym składnikiem są powiązania zewnętrzne. Kontakty czy powiązania zewnętrzne zawsze istniały między państwami, chociaż zakres otwartości i intensywności owych powiązań był zróżnicowany i często podlegał zmianie. Powiązania zewnętrzne pełnią różne funkcje i pociągają za sobą czasami pozytywne, a czasami negatywne skutki.
Z punktu widzenia poniższych rozważań należy przyjąć następującą tezę: im zakres owych kontaktów jest szerszy, tym szybszy może być rozwój, który czasami uruchamia procesy konwergencji, zwłaszcza w sferze ekonomicznej. Co nie znaczy, iż proces pełnej konwergencji może być możliwy. Podstawowe bariery zawsze będą związane z systemem kulturowym, a także z charakterem i zakresem gospodarki rynkowej. Niemniej powiązania zewnętrzne mogą łagodzić zróżnicowania, zarówno w porównaniu do innych państw, jak i wewnętrznie.
Ostatnim składnikiem są przesilenia cywilizacyjne. Jest to składnik specyficzny głównie dlatego, że dotyczy raczej zdarzeń rzadkich i co ważniejsze - charakteryzujących się nie tylko długim trwaniem, ale nigdy nie obejmujący jednocześnie wszystkich państw i całych społeczności. Główne cechy odróżniające jedną cywilizację od drugiej, to typ wytwórczości oraz specyfika charakteru ludzkiej pracy oraz formy zatrudnienia. I co szczególnie istotne, nowa cywilizacja nigdy nie pojawia się w postaci w pełni ukształtowanej. Charakteryzuje się długim okresem tworzenia i stałego wzbogacania jej cech, zwłaszcza w zakresie zdolności wytwórczych, stymulując postęp naukowy i edukacyjny, zapewniając rozwój gospodarczy, a także społeczny. Zmiany te nie zmniejszają, a czasami nawet zwiększają zróżnicowanie ekonomiczne i społeczne.
Z ekonomicznego punktu widzenia możemy wyróżnić trzy typy cywilizacji: cywilizację agrarną, przemysłową, i rodzącą się cywilizację wiedzy. Historycznie i teoretycznie istnieje między nimi następczość i ciągłość. Podstawowy jednak problem sprowadza się do tego, że rozwój w skali światowej nie był i praktycznie nie mógł być jednoczesny.
Jeśli cywilizacja agrarna rozwijała się w ciągu kilku tysiącleci, to przejście do cywilizacji przemysłowej trwało blisko wiek, i w osiemnastym stuleciu kilka państw w Europie Zachodniej, wkroczyło w epokę nowej cywilizacji. Do jej powstania niezbędne było z jednej strony państwo suwerenne, a z drugiej maszyna parowa, stwarzająca możliwość masowej produkcji rynkowej. Były to podstawowe koła zamachowe cywilizacji przemysłowej, wspierane przez naukę, postęp intelektualny w postaci myśli oświeceniowej, a także wojny napoleońskie, które umacniały suwerenny charakter państw.
Ale tym co napędzało ową cywilizację był nowy typ wytwarzania oraz gospodarka rynkowa. Skutkiem był rozwój ekonomiczny i cywilizacyjny, ale ograniczony głównie do Europy. Oznaczało to, iż wiele regionów, a przede wszystkim państw, pozostało poza głównym nurtem przemian cywilizacyjnych. A to skutkowało szybkim wzrostem zróżnicowania, pogłębiającym dystans w stosunku do tych państw, którym udało się wskoczyć w ramy cywilizacji przemysłowej.
Cywilizacja przemysłowa upowszechniała się nie tylko poprzez rozwój przemysłu, gospodarki rynkowej, ale także dzięki podbojom kolonialnym mocarstw europejskich. Przez blisko dwa wieki świat dzielił się na państwa przemysłowe i przytłaczającą większość obszarów pozostających ciągle w ramach cywilizacji agrarnej, bezpośrednio lub pośrednio podporządkowanych państwom szybko się uprzemysławiającym. Zróżnicowanie między państwami wzrastało nie tylko wśród państw zakotwiczonych w cywilizacji przemysłowej, ale także w obrębie państw podbitych. Wykształcały się w ich obrębie grupy czy elity miejscowe, korzystające na współpracy z państwami kolonialnymi i podmiotami zewnętrznymi.
To co zasługuje na szczególne podkreślenie, to długotrwałe współistnienie dwóch typów cywilizacji, jako formy dominującej. Jeśli u progu XX stulecia w cywilizacji przemysłowej żyło ok.20% ludności, to pozostałe 80% bytowało w ramach cywilizacji agrarnej.
Rytm zmian cywilizacyjnych nie uległ zmianie, i gdzieś od połowy XX w. daje się zauważyć przechodzenie od cywilizacji przemysłowej do cywilizacji wiedzy, której podstawowymi wyznacznikami stały się globalizacja oparta na gospodarce rynkowej oraz rewolucja informacyjna.
Jednakże współczesne przejście cywilizacyjne, ma kilka cech specyficznych, jeśli nawet nie pod względem charakteru, to zapewne skali. Można tu wskazać na kilka szczególnych wyznaczników. Kolejność ich wymienienia nie ma charakteru wartościującego, natomiast występowała tu po części różnica czasowa w ich pojawieniu.
- To co jest szczególnie ważne, wiąże się z destrukcją cywilizacji agrarnej, a po części również cywilizacji przemysłowej;
- Przeprowadzona została daleko posunięta dekolonizacja, która powołała do życia liczne państwa, podobnie jak nieco późniejszy upadek systemu socjalistycznego. W 1910 r. istniało na świecie 55 suwerennych państw, a w 2010 r. ponad 200;
- Powszechną formą gospodarowania oraz powiązań ekonomicznych stała się gospodarka rynkowa, głównie w wersji modelu neoliberalnego;
- Globalizacja, która stała się głównym systemem powiązań w skali światowej nie jest już oparta głownie na podmiotach państwowych, jak to miało miejsce w I etapie globalizacji, ale na korporacjach ponadnarodowych;
- Paradoks obecnego etapu polega na tym, że powstało sto kilkadziesiąt nowych państw, a jednocześnie następuje ich destrukcja;
- Rewolucja informacyjna ułatwiająca i sprzyjająca zarówno procesowi globalizacji, jak i ukorzenianiu się cywilizacji wiedzy, uruchomiła zjawisko wizualizacji, co obok licznych zalet naukowo-poznawczych stało się również ważnym narzędziem uświadamiania o stopniu zróżnicowania społeczeństw i to w skali światowej. Uruchomiło to proces zazdrości, wrogości i nienawiści.
Częściowy opis procesu przesileń cywilizacyjnych miał głównie na celu ukazanie, iż proces różnicowania społeczeństw oraz państw nie tylko nie maleje, ale wzrasta, zwłaszcza iż jednocześnie pojawiają się zdarzenia wzmacniające go, a także stanowiące samoistne zagrożenia. Są to liczne wojny i wojenki, terroryzm, różnego rodzaju patologie, a także narastający boom demograficzny w Afryce, Azji i po części Ameryce Środkowej, uruchamiający fale uchodźców, itp. itd.
Wszystko to sprzyja różnicowaniu się państw i społeczeństw.
Kilka uwag komentarza
Cały ten wywód koncentrował się głównie na negatywnych cechach związanych ze zróżnicowaniem ekonomicznym, politycznym, społecznym czy kulturowym, jak również na naturalnych jego uwarunkowaniach.
Czy rzeczywiście zróżnicowanie, jako kategoria ogólna, zasługuje jedynie na negatywną ocenę? Wydaje się, że można jednak w tym kontekście przedstawić argumenty uzasadniające, że zróżnicowania różnego typu były i są siłą napędową postępu społecznego, ekonomicznego, nie mówiąc już o naukowo-technicznym i intelektualnym.
Bez zróżnicowania nie byłoby rozwoju. Możliwość osiągnięcia sukcesu jednostkowego czy zbiorowego stanowi potężną siłę napędową zmian, a co zatem idzie, musi prowadzić jednocześnie do zróżnicowania przybierającego różny charakter.
Można zatem pokusić się o przedstawienie różnego typu podziału zróżnicowania, na racjonalne i nieracjonalne, czy uzasadnione i nieuzasadnione. Wszak sam podział pracy w społeczeństwie wprowadza jakąś formę zróżnicowania.
Problem zaczyna się pojawiać dopiero wówczas, kiedy zróżnicowanie staje się nadmierne i uruchamia spiralę napięć, sprzeczności, ruchów kontestacyjnych czy wręcz zamieszek zbrojnych, aż po rewolucje próbujące zmieniać istniejące systemy.
Pytanie zasadnicze brzmi zatem: czy można stworzyć modele dróg dojścia do minimalizacji nadmiernych nierówności, gwarantujące jednocześnie społecznie akceptowalny rozwój?
Dotychczasowa historia społeczeństw na powyższe pytanie odpowiada negatywnie, a przyszłość z tego punktu widzenia nie jawi się różowo. Z tym znakiem zapytania trzeba się jednak zmierzyć. Być może nie będzie to w pełni możliwe w obecnych pokoleniach, ale następne z tym wyzwaniem będą zmuszone się jakoś uporać.
Jerzy Kleer
Powyższy tekst został przygotowany na konferencję pt. „Zróżnicowanie dochodowe i społeczne Europy”, zorganizowaną przez Komitet Prognoz PAN Polska 2000 Plus, jaka odbyła się w Jabłonnie w dniach 21 i 22.06.17. Ukaże się w książce podsumowującej tę konferencję.
- Szczegóły
- Autor: Marek Chlebuś
- Odsłon: 4465
Mamy nowy system i po staremu kryzys. Bez nowych pomysłów, co dalej. Kiedy upadał poprzedni system, istniały konkretne alternatywy: polityczne, formułowane przez mocarstwo zza oceanu, i filozoficzne, głoszone przez myślicieli z więzień, kawiarń oraz instytutów. Teraz realnych alternatyw nie widać. Ten system okazuje się nadzwyczaj skuteczny w ich tłumieniu. Jakaś jednak możliwość zmiany istnieje. Może nawet konieczność. Nie trzeba jej wymyślać, bo już jest, nie trzeba też narzucać, bo szerzy się sama. Przynosi ją Sieć.
Internet rozwija się od około 30 lat. Już objął trzecią część ludzkości. Stale czuwa w nim od 200 do 500 mln osób. Codzienny wymiar tej ich obecności to jakiś miliard ośmiogodzinnych osobo-dniówek. To więcej, niż absorbuje którakolwiek gospodarka narodowa. To także więcej, niż angażuje którykolwiek sektor globalnej gospodarki. Za kolejne 30 lat Sieć zapewne wchłonie całą ludzkość. Wtedy podane liczby powinny się potroić, a Sieć stanie się większa od całej materialnej gospodarki. Zapewne też narzuci swoje reguły życia i pracy – jako główne środowisko dla ich obu. Jakie to będą reguły?
Sieć jest odmienna od Ziemi. Tutaj mamy świat materii, którą rządzą prawa fizyki. Tam jest świat idei; rządzi nimi raczej logika. Inni też są ludzie na Ziemi i w Sieci. Choćby nawet byli to ci sami ludzie, nie są tacy sami. Inne są ich role, aktywności, postawy i więzi. Zupełnie inna też jest tam gospodarka. Odmienna powinna być zatem myśl ekonomiczna oraz ustrojowa. Jakże naiwnie brzmią skargi niektórych, że w Sieci nie działa takie jak na Ziemi prawo własności. Nie działają tam przecież jeszcze bardziej podstawowe prawa, choćby grawitacji.
W Sieci nie ma pór dnia ani roku, nie ma stref czasowych, nie świeci tam Księżyc ani Słońce. Nie ma pustyń, gór i oceanów. Przestrzeni też nie ma. Tym bardziej geometrii. Ludzie nie mają tam, a przynajmniej mieć nie muszą, rasy, płci, wieku, miejsca zamieszkania, zamożności, pozycji społecznej. Nie ma więc w Sieci takiego jak tu społeczeństwa, takich narodów czy państw. Nie ma też materii, nie ma więc dóbr rzadkich, zwanych na Ziemi ekonomicznymi. Nie działa zatem w Sieci większość praw ekonomii, do których się tutaj przyzwyczailiśmy. Własność, dług, rynek, pieniądz – to pojęcia wymagające w Sieci silnej redefinicji, a może w ogóle tam zbędne.
Gospodarka Sieci nie doczekała się jeszcze uznanego opisu ekonomicznego. Nazywano ją już wikinomią, ekonomią wrażeń, ekonomią uwagi, ekonomią usieciowioną, ekonomią idei, commonizmem i cyber-komunizmem. Rozrzut epistemologiczny jest, jak widać, jeszcze spory. Z kolei, rządy i koncerny dość bezrefleksyjnie traktują Sieć jako po prostu część ziemskiego przemysłu rozrywkowego, anarchiczną i wymagającą zdyscyplinowania.
Encyklopedia Britannica określa ekonomię jako naukę, zajmującą się produkcją, dystrybucją i konsumpcją bogactwa.
Co zatem należy uznać za bogactwo Sieci? Nie ziemię, nie pieniądz, nawet nie po smithowsku rozumianą pracę, bo dobra się reprodukują bez niej. Zatem co? Czym Sieć wabi te miliardy internautów? Ano, bogactwem wirtualnym: utworami, treściami, przekazami, które wzbogacają ludzi, informując ich, edukując, bawiąc.
A jak się to bogactwo produkuje? A tak, że kreatywny internauta, układa pewną porcję bitów w jakiś wzór, który okazuje się wartościowy dla innych.
A jak to się dystrybuuje? A samoistnie, bo sama Sieć jest dystrybucją, i kiedy tylko ktoś wyraża życzenie zapoznania się z jakimś utworem, Sieć stwarza specjalnie dla niego egzemplarz: magiczny stoliczek nakrywa się sam.
A konsumpcja? A konsumpcja jest po prostu otwarciem się internauty na treści, oddaniem im swojego czasu, pozwoleniem, by przenikały przez zmysły, absorbowały jaźń, formowały wiedzę i emocje.
Wszystkie te procesy są z punktu widzenia znanej ekonomii paradoksalne. Produkcja nie wymaga żadnego tworzywa. Jest dla niej potrzebna tylko kreatywność. Produkcja nie skaluje się też liczbą egzemplarzy, jest takim samym aktem kreacji, niezależnie od tego, czy w jej wyniku powstaje tylko prototyp, czy miliony kopii. Dystrybucja zaś stwarza dobra, nie przemieszcza ich, ale pomnaża na użytek konsumpcji, która z kolei w ogóle nie zużywa dóbr. W Sieci można zjeść ciastko i ciągle je mieć. Dobra wirtualne można konsumować wielokrotnie i może to też robić równocześnie wielu ludzi. Nic tu się nie zgadza ze starą, dobrą ekonomią, prawda?
Sieć jest silną alternatywą dla dotychczasowych sposobów życia, odmienną, szokującą i oczywiście budzącą sprzeciw tych, którzy władają materialnym światem. Feudałom też się kiedyś nie podobał przemysł, a wcześniej koczownikom rolnictwo. Moim zdaniem, od Sieci nie ma odwrotu, a próby ograniczenia sieciowych swobód będą nieskuteczne.
To mało prawdopodobne, choć trzeba rozważać i taki bieg dziejów, że władzom ziemskim uda się przerwać ten karnawał wolności, który będzie kiedyś wspominany jako globalny kulturowy NEP. Krótko mówiąc: Sieć zostanie uziemiona.
Znacznie bardziej jest prawdopodobne, że Sieć i Ziemia będą koegzystować, nie zawsze pokojowo, ale raczej handlując niż walcząc. Możliwe, że na jakiś czas trzeba będzie ustanowić granice celne dookoła Sieci i zapewne jakieś władze, które by ich pilnowały.
Najbardziej według mnie prawdopodobna, choć odleglejsza, jest taka perspektywa, że Sieć w końcu narzuci Ziemi swoją wizję człowieka i ludzkości, kształtując na nowo nauki, prawa, instytucje oraz model dziejów.
Raczej nie będzie to wymagało rewolucji, a jeśli, to prędzej typu amerykańskiego, z rozsypywaniem herbaty, niż typu francuskiego, ze ścinaniem głów. Zanim jednak w Sieci ujawni się nowy Jefferson, byłby potrzebny, jeszcze tu, na starej Ziemi, jakiś Locke czy chociaż Smith.
Wiele zależy od tego, jak zrozumiemy Sieć i jak ją potraktujemy. Jeżeli źle określimy jej specyfikę, niewłaściwie będziemy ją opisywać i regulować, możemy zdławić rodzącą się tam cywilizacyjną alternatywę lub przeciwnie – boleśnie się z nią zderzyć. Możemy też ją mniej lub bardziej fortunnie ukształtować, bo przecież Sieć nadal gwałtownie ewoluuje – właśnie pod wpływem naszych idei.
Marek Chlebuś
Artykuł stanowi streszczenie wykładu, wygłoszonego przez autora 20 lutego 2013 r., w ramach posiedzenia Komitetu Prognoz PAN zatytułowanego „Czy świat należy urządzić inaczej?” i dotyczy wpływu Internetu na ustrój społeczny i gospodarczy w perspektywie kilkudziesięciu lat.
- Szczegóły
- Autor: Anna Leszkowska
- Odsłon: 3089
Wypowiedź prof. Roberta Gałązki z Instytutu Fizyki PAN
- Panie Profesorze, jak fizyk widzi rozwój sztucznej inteligencji (AI) i związane z tym zagrożenia? W czym sztuczna inteligencja jest przydatna naukom ścisłym, zwłaszcza fizyce?
- Patrzę na sztuczną inteligencję jako obserwator, bo nie uczestniczę w tych badaniach, niemniej kiedy słyszę te wszystkie strachy alarmujące, że może ona zniszczyć ludzi, to wydają mi się one przesadzone. Ja bym się tego tak nie obawiał, bo choć widzę zagrożenia, jakie mogą być efektem rozwoju AI, to jednak jak każda nowa idea, nowy wynalazek, działanie – ma ona i plusy, i minusy.
Plusy są takie, że mnóstwo procesów roboty potrafią wykonać szybciej i lepiej niż człowiek, który w tym obszarze działań staje się stopniowo zbędny. To się już dzieje i nie jest niczym szczególnym, ale to nie ma nic wspólnego ze sztuczną inteligencją – to jest zwykła automatyka.
W ogóle uważam, że nazwa „sztuczna inteligencja” jest nadużywana, bo co to jest inteligencja? Jest to umiejętność rozumowania (z łac. intelligentia – rozum, zdolność uczenia się) i wyciągania wniosków, używania wiedzy, przede wszystkim myślenia. Więc czy taka sztuczna inteligencja będzie myślała? Nie jestem tego pewien.
Sztuczna inteligencja to zresztą stara sprawa – znana jest od 50-60 lat. Początkowo były wielkie nadzieje, że te procesy będą przebiegać bardzo szybko, później jednak okazało się, że to nie jest takie proste. Pokazuje to paradoks Moraveca, który mówi o tym, że skomplikowane dla człowieka procesy myślowe typu dowodzenia twierdzeń, gry w szachy, komputery potrafią rozwiązywać, jest to dla nich stosunkowo łatwe. Natomiast procesy bardzo proste dla człowieka jak system percepcji czy uczenia się są wręcz niemożliwe do zbudowania, wymagają wielkiej mocy obliczeniowej, jakiej jeszcze nie mamy.
W badaniach dotyczących sztucznej inteligencji są dwie drogi. Jedna to algorytmiczna, tzn. buduje się programy komputerowe na podstawie teorii zbiorów rozmytych, logiki rozmytej, kiedy wnioskowanie przeprowadza się z niepełnej liczby danych. I ta droga dla nas wydaje się normalna, choć i ona nie zasługuje na określenie sztucznej inteligencji, bo nie ma nic wspólnego z rozumowaniem. Tu dochodzi do symulacji różnych zachowań, nawet bardzo złożonych, ale to nie jest jeszcze rozumienie, to zaledwie nauczenie maszyny odpowiedniego działania, aby kompilowała wszystkie elementy i wyciągała wnioski na podstawie zaplanowanych procedur.
Druga droga to budowa sieci neuronowych, tj. symulacji działania ludzkiego mózgu. Patrząc od strony fizyki, upakowanie elementów elektronicznych w jednym chipie jest obecnie na poziomie miliarda. Taki chip to dość płaska kostka o wymiarach 5x5 cm, natomiast w mózgu jest 100 razy więcej neuronów, 100 miliardów, czyli 100 takich kostek. Te 100 kostek miałoby objętość mniejszą niż objętość ludzkiego mózgu. To oznacza ,że już obecnie upakowanie elementów elektronicznych jest gęstsze niż neuronów w mózgu. Ale nic z tego nie wynika, bo nawet jeśli połączymy te 100 czy 1000 chipów nie odtworzymy pracy mózgu. Mózg bowiem pracuje na innych zasadach, np. nie zauważamy wszystkich czynności, które wykonujemy automatycznie, jak podnoszenie ręki, powieki, etc. Gdybyśmy chcieli zaprogramować rękę robota np. na chwytanie spadającej ze stołu szklanki, to przy dzisiejszych mocach obliczeniowych jest to zupełnie niemożliwe. Nim robot zrobiłby potrzebne do tego obliczenia, szklanka już by się rozbiła.
W sensie zagrożeń ja bym się tej pierwszej drogi, algorytmicznej, w ogóle nie bał, bo są to de facto deterministyczne sprawy, to jest matematyka. Natomiast sieci neuronowe są ryzykowne, choć już się je robi. Okazuje się bowiem, że do prostych działań naśladujących mózg jak np. ludzkie zachowania, wcale nie potrzeba tak dużo neuronów jak w rzeczywistym mózgu. I to w pewnym sensie jest już niepokojące, bo co one będą robiły – nawet ci, którzy nad nimi pracują nie bardzo potrafią powiedzieć.
Moim zdaniem, są też dwa problemy w zastosowaniach sztucznej inteligencji: pozytywne i negatywne. Jeden z nich to pozbawienie ludzi intymności, prywatności, brak ochrony danych osobowych – właściwie już z tym mamy do czynienia wskutek zaawansowanych technologii np. identyfikacji ludzi w tłumie. Algorytmy używane w mediach elektronicznych potrafią na podstawie zachowania ludzi w sieci wskazać ich preferencje w różnych dziedzinach, a tym samym – posłużyć władzy do wyłuskiwania tych, którzy mogą mieć np. zamiary terrorystyczne. To są groźne skutki zastosowania sztucznej inteligencji, ale są i pozytywne, np. wspomaganie diagnoz lekarskich, leczenia, opieki. Jest jeszcze jeden groźny element - bezkrytyczne zaufanie do wyników pracy komputera. Decyzja o wykorzystaniu wyników nie może należeć do komputera.
Są dwie rzeczy, przy których postawiłbym znaki zapytania. Jedna sprawa dotyczy ogromnej zdolności człowieka do kompilacji danych. To przypomina zabawę z klockami lego – potrafimy je na wiele sposobów łączyć i tworzyć zupełnie różne konstrukcje. I niesłychanie łatwo jest to robić, ale wykreować, stworzyć coś zupełnie nowego – to już jest trudniejsze.
Jako ludzie jesteśmy w tym bardzo słabi - nowe idee, naprawdę nowe, nie wynikające z kompilacji tego, co już wiemy, pojawiają się niezwykle rzadko. To są kamienie milowe ludzkiej cywilizacji.
W fizyce jest taka legenda o Newtonie, który leżąc pod drzewem zobaczył spadające jabłko, co skierowało jego myśli na stworzenie teorii grawitacji. Ludzie przez tysiące lat przed nim też obserwowali spadające jabłka, ale teorii grawitacji nie wymyślili. Chińczycy tysiące lat temu wymyślili kompas wskazujący północ, czyli wszyscy wiedzieli, że są jakieś siły, pola, działania, ale nie wykreowali żadnej teorii opisującej dlaczego tak się dzieje. To samo z teorią Kopernika – przecież przed nim Ptolemeusz miał te same dane, ale stał na nieruchomej Ziemi. Kopernik stanął na Słońcu i zobaczył inny obraz układu planetarnego, z wszystkimi konsekwencjami nie tylko astronomicznymi.
Powstaje więc pytanie, czy sztuczny inteligent potrafi zrobić taki ruch? Wymyślić coś naprawdę nowego? Jeśli pracuje na algorytmach, to zapewne potrafi lepiej zdiagnozować chorobę człowieka niż specjalista, a na pewno zajmie mu to mniej czasu niż człowiekowi. Ale to nie będzie przełomowa jakość w leczeniu.
A takich nierozwiązanych problemów czekających na swoich odkrywców jest mnóstwo: w matematyce, która nie mając weryfikacji eksperymentalnej jaką ma fizyka pozwala wyobrażać sobie wszystko, ale i fizyce, astrofizyce, czy kosmologii – choćby ciemna materia lub ciemna energia. To, co widzimy bowiem i to przez wszystkie urządzenia jakie mamy - to ok. 5% tego, co istnieje we Wszechświecie. Znaków zapytania jest więc bardzo dużo.
W fizyce nie widzę zagrożeń ze strony sztucznej inteligencji, a wyłącznie plusy. Jest ona dobrym narzędziem, a niebezpieczeństwo polega tylko na tym, że komputery mogą nas nieświadomie wprowadzić w błąd. To wynika z naszej nieograniczonej wiary w poprawność działania maszyny, zaufania do algorytmów i poprawności interpretacji wyników przez maszynę. Do weryfikacji wyników z maszyny potrzebna jest wiedza człowieka, bo algorytmy nie mają intuicji. To widać dobrze na przykładzie maszynowego tłumaczenia tekstów literackich, czy poezji, gdzie ważne są konteksty.
Ale jest też jeszcze jedna – poza kreacją nowych idei - rzecz ważna: świadomość własnego istnienia. Sądzę, że żadna maszyna nie będzie jej mieć. Nie będzie w stanie zastanawiać się nad sensem własnego istnienia we Wszechświecie, jaki jest sens jej życia i czy jest coś poza maszynami czy nie? Bo mając taką świadomość, maszyna mogłaby sama o sobie decydować, z jej świadomości mogłyby się rodzić uczucia, emocje, a wówczas mogłaby zagrozić człowiekowi. Może przecież dojść do wniosku, że jest mądrzejsza od człowieka, czegoś od niego chcieć i żądać spełnienia tych oczekiwań.
Gdyby do tego doszło, że maszyna miałaby nie tylko samoświadomość, ale i technologiczne możliwości samodzielnego działania, to byłoby groźne. Ale wtedy to już byłaby prawdziwa a nie sztuczna inteligencja. Myślę jednak, że to nie będzie możliwe.

