Humanistyka el

Angielski "made in Germany"

Utworzono: wtorek, 27, styczeń 2015 Dorota Gonczaronek


Scena w Goethe Institut podczas wakacyjnego kursu języka:
 

Crystel z Kostaryki usiłuje wytłumaczyć nauczycielce, że jedzie do Berlina, aby w niedzielę oglądać w ambasadzie swojego kraju mecz MŚ w piłce nożnej pomiędzy Kostaryką i Holandią.

Nauczycielka kiwa ze zrozumieniem głową i kończy za nią, mówiąc: „Ach, jedziesz do Berlina zum Public Viewing”. Na to odzywa się kompletnie skonsternowany Ethan, Amerykanin,  drapiąc się przy tym po głowie: „Ale o co ci chodzi? To Crystel nie jedzie na mecz?”

Public Viewing jest pozornym anglicyzmem lub też pseudo anglicyzmem; w języku niemieckim zwrot ten oznacza oglądanie na telebimach, szczególnie imprez sportowych transmitowanych na żywo, w miejscach publicznych. Po angielsku zwrot ten oznacza wystawienie zwłok zmarłego na katafalku.  

 

Zapożyczenia językowe, czyli wyrazy, związki wyrazowe,  struktury składniowe przejęte z języka obcego lub wzorowane na nim są jednym ze skutków szerokich kontaktów międzykulturowych i komunikacji. Istniały zawsze, ale obecnie, ze względu na rozwój nowoczesnych technologii, stają się praktycznie niewyczerpalnym polem do badań językoznawczych, szczególnie w odniesieniu do anglicyzmów.
W badaniach językoznawczych pojawiają się określenia skali receptywności lub indeksu receptywności. Jedne języki bronią się przed zapożyczeniami, inne z kolei, jak np. niemiecki, są na zapożyczenia, szczególnie z języka angielskiego, niezwykle otwarte.

 

Sam angielski należałoby umiejscowić na szczycie skali receptywności, ponieważ był zawsze niezwykle otwarty na zapożyczenia. Należałoby również podkreślić, że razem z niemieckim należy do północnogermańskiej grupy językowej. Ma to swoje uzasadnienie historyczne: podboje Wysp Brytyjskich były dokonywane w V w n.e. przez plemiona Anglów, Saksonów oraz Jutów, którzy posługiwali się wczesną formą języka angielskiego. Najważniejsze było dziedzictwo składni, słownictwa i gramatyki. To germańskie dziedzictwo ukształtowało język staroangielski, dziś wymarły, przy czym język ten ulegał dalszym wpływom: języka staronordyjskiego, celtyckiego (skąd zapożyczone zostało określenie m.in.  leprechaun oznaczające małego człowieczka o magicznej mocy – znamy go z sagi o Harrym Potterze autorstwa J.K. Rowling), łaciny  - wskutek kilku wieków okupacji rzymskiej i francuskiego  - po podboju normandzkim.


Wzbogacające zapożyczenia

 

Angielski jest zdecydowanie jednym z najczęściej używanych języków świata, przy czym jego niezwykłe bogactwo i różnorodność  została ukształtowana również na skutek zapożyczeń.  Tak więc transfer nie jest jednostronny – w języku angielskim znajdują się również wyrazy pochodzenia niemieckiego, bynajmniej nie ograniczone do słów z dziedziny życia codziennego, polityki czy filozofii,  jak: hamburger, leitmotif, realpolitik,  lecz również takich, jak: ersatz (namiastka), diesel (diesel), abseil (spuszczać się na linie), feldspar (skaleń), rucksack (plecak), kindergarten (przedszkole) , Weltanschauung (światopogląd), kitsch (kicz), leitmotiv (motyw przewodni), czy wreszcie wunderkind (cudowne dziecko).
W przypadku, gdy zapożyczany wyraz zawiera umlaut, tak jak np. Müsli, jest on najczęściej zapożyczany po zastąpieniu umlautu przez samogłoskę + e (muesli). Wyrazy te nie mają swoich precyzyjnych odpowiedników znaczeniowych w języku angielskim.

 

O ile określenie anglicyzm jest neutralnym określeniem zapożyczenia, to określenia Denglisch, Engleutsch, Germish czy Genglish,  będące połączeniami dwóch wyrazów: Deutsch oraz Englisch,  są zbitkami słownymi o zabarwieniu pejoratywnym odnoszącymi się do tzw. pozornych anglicyzmów, lub pozornych, czy też wymuszonych, zapożyczeń.

 

Zapożyczenia i kalki

 

W języku niemieckim istnieją różne zapożyczenia i stąd ze względu na ich typologię można wyróżnić różne kategorie: zapożyczenia właściwe, gdzie wyrazy wchodzą do danego języka w sposób pośredni lub bezpośredni. Za przykład niech tu posłuży fluffig,  zapożyczony z angielskiego fluffy. Oczywiście,  istnieje w niemieckim leicht oraz luftig, jednakże ich znaczenie jest nieco inne, a po przyjęciu niemieckich końcówek fleksyjnych (ein fluffiges Gebäck) wyraz ten doskonale wpasował się w system języka.


Innym przykładem są zapożyczenia sztuczne, gdzie wyrazy są tworzone ze składników obcej mowy, np. Zeitmanagement  (niem. Zeit  - czas i ang. management - zarządzanie) -  stosowany w języku stosunków handlowych oznacza efektywne gospodarowanie czasem; E-Post
(ang. Electronic,  niem. Post
) to po prostu e-mail;  All-in-one-Lösung (ang. All-in-one, niem. Lösung) to całkowite rozwiązanie.

Zapożyczeniem budzącym najwięcej kontrowersji wśród językoznawców są repliki, czy też kalki językowe. Powstają one wówczas, gdy w języku rodzimym stosowane są dosłowne odwzorowane związki wyrazowe lub konstrukcje składniowe języka obcego. Jako przykład można podać wyrażenie das macht Sinn (zamiast: das hat Sinn w znaczeniu: to ma sens. Podstawą tej kalki językowej jest angielskie wyrażenie this makes sense). Jak na ironię samo określenie w języku angielskim loanword (zapożyczenie) jest kalką językową niemieckiego Lehnwort.

 

Indeks anglicyzmów

 

Jedni postrzegają zapożyczenia z języka angielskiego jako zagrożenie, zadając często, niestety, retoryczne pytanie,  jaki jest powód do zastępowania Schiedsricher angielskim referee, Hauptvekehrszeit angielskim rushhour, ale to nie jest problem.

Verein Dutsche Sprache (Rada Języka Niemieckiego) nie wydaje się bronić przed napływem anglicyzmów w języku niemieckim. Wręcz przeciwnie. Stoi ona na stanowisku, że zapożyczenia, będące swoistym rodzajem wymiany międzyjęzykowej są procesem naturalnym, kreatywnym i wzbogacającym.


Stąd też stworzono Der Anglizismen Index  będący kompendium wiedzy w zakresie anglicyzmów stosowanych w codziennym języku niemieckim. Lista obecnie obejmuje około 7500 haseł i jest na bieżąco aktualizowana.  Ideą przyświecającą  jej utworzeniu była pomoc  zarówno tym, którzy nie rozumieją niemieckich tekstów zawierających anglicyzmy (lub pseudoanglicyzmy) jak i tym, którzy chcieliby stosowania anglicyzmów w niemieckim unikać.

Częstotliwość występowania anglicyzmu nie jest kryterium decydującym o jego wpisaniu do indeksu – istotniejsze  jest bezzwłoczne podanie niemieckiego odpowiednika.

Indeks ten ma również na celu chronienie niemieckojęzycznych podróżnych, udających się do krajów angielskiego obszaru językowego, przed sytuacjami, które mogą być dla nich kłopotliwe w przypadku posługiwania się pseudoanglicyzmami. Takimi, które albo w języku angielskim nie występują, albo też mają zupełnie inne znaczenie.

 

Anglicyzmy podzielono na trzy kategorie: ergänzend - dopełniające (np. fair, googeln, audit, Interview), które stanowią ok. 3,0%  haseł listy; differenzierend - różnicujące (np. audio (guide) system: call center, handicap, tablet), które stanowią 18% haseł, oraz verdrängend - wypierające (np. Basecap – nieistniejące w j. ang. określenie na baseball cap; Swinging – nieistniejące w j. ang. określenie na zmianę partnera, Service Point określające punkt informacji, zamiast angielskiego customer service desk). Hasła tej kategorii stanowią 79%.

Ciekawe jest, że określenie współczesnego wyrazu, które zdominowało życie codzienne, Handy ma niewiele wspólnego z angielskim określeniem mobile, podobnie jak simsen będące odpowiednikiem angielskiego to text, jednakże obydwa zaszeregowano w kategorii 2.

 

Według słownika Duden, najbardziej miarodajnej instancji w zakresie poprawności języka niemieckiego, zaledwie 3,7% kluczowych wyrazów to anglicyzmy. Dlaczego więc to zagadnienie budzi tyle emocji? Są one używane w języku codziennym, a wyrażenia typu die Mails checken, zdołały się tak doskonale wpasować w realia życia codziennego, że nie są postrzegane jako wyrazy obce, lecz rodzime. W dziedzinie marketingu używane są anglicyzmy, ponieważ ich brzmienie budzi pozytywne konotacje. Taka myśl przyświecała zapewne specjalistom od marketingu tworzącym kampanię promującą region narciarski w rejonie Salzburga snow space Flachau. Tylko mała dziewczynka na wyciągu narciarskim musiała zapytać po niemiecku mamy, co znaczy space.

Dorota Gonczaronek

 

Autorka jest tłumaczką języka angielskiego.

 

 

Bohaterowie są zmęczeni

Utworzono: niedziela, 26, listopad 2017 Anna Leszkowska

Trudno jednoznacznie dzisiaj zdefiniować pojęcie bohaterstwa. Według angielskiego publicysty i znanego propagatora historii Paula Johnsona, wyróżnikiem bohatera winno być powszechne, długotrwałe i entuzjastyczne uznanie, ale jednocześnie jest tu miejsce na indywidualizm.

Co więcej, Johnson przekonuje, że cechami bohatera są: krytyczny stosunek do stereotypów oraz odwaga i konsekwencja w głoszeniu nawet najbardziej kontrowersyjnych poglądów.

Czy zatem można w jednym szeregu ustawić na przykład Juliusza Cezara, Boudikę, Giordana Bruna, Mikołaja Kopernika, Galileusza, Napoleona, Adolfa Hitlera, Lenina i Mao Zedonga? Wydaje się to wielkim nadużyciem, gdyż trzej wymienieni na końcu dopuścili się ogromnych zbrodni, choć nadal mają swoich wielbicieli i dla nich na pewno uchodzą za bohaterów.

Zresztą osoby Juliusza Cezara i Napoleona również budzą kontrowersje, gdyż obaj mieli na rękach krew milionów, a od najbardziej znanych zbrodniarzy oddziela ich tylko perspektywa czasowa. Podobnie rzecz wygląda z Winstonem Churchillem, który jako pierwszy w historii, w 1920 roku potraktował gazami bojowymi ludność cywilną Kurdystanu, a dla Brytyjczyków jest największym w XX wieku ich rodakiem.

Bohaterowie niekontrowersyjni

Znacznie łatwiej jest z Mikołajem Kopernikiem, który w powszechnym mniemaniu „wstrzymał Słońce, ruszył Ziemię”, choć w kulistość naszej planety wierzyli zarówno pitagorejczycy, a w III wieku p.n.e. dowiódł jej Eratostenes z Cyreny. Starożytni Grecy mieli również niejasne przekonania na temat wzajemnego ruchu obu tych ciał niebieskich, choć pewnie nie tak precyzyjne jak Kopernik. Co więcej, w swoich pracach nasz wielki rodak wykorzystał dość dokładne obliczenia Ptolemeusza, tyle, że zmienił punkt odniesienia i Słońce uczynił centrum ówcześnie znanego wszechświata.
Bronił jednak swoich poglądów konsekwentnie, a jego dzieło "O obrotach sfer niebieskich" jeszcze w XIX wieku było na indeksie ksiąg zakazanych Watykanu.

Podobnie rzecz ma się z Giordanem Brunem, który swój upór w głoszeniu „herezji” o nieskończoności wszechświata i wielości światów przypłacił męczeńską śmiercią na stosie. Z kolei Galileusz wprawdzie przed trybunałem inkwizycji odżegnał się od heliocentrycznej wizji Kopernika, ale i tak końcówkę swego długiego życia spędził w areszcie domowym, a Kościół katolicki zrehabilitował go dopiero w 1965 roku! Takich przykładów w historii mamy wiele.

Gorzej jest z politykami, nawet tymi, o których pamięć jest jeszcze bardzo świeża.
Amerykanie czują sentyment do Ronalda Reagana, a konserwatywni Brytyjczycy do Margaret Thatcher, ale już związkowcy ze Zjednoczonego Królestwa nie podzielają tego entuzjazmu. Reagan zaś uchodzi za pogromcę komunizmu, ale Michaił Gorbaczow w swojej własnej ojczyźnie jest obecnie gorzej postrzegany nawet od… Stalina.
W zapomnienie popadł prezydent Wilson, choć przedwojenna Liga Narodów powstała w dużej mierze z jego inicjatywy. Tyle, że nie wstąpiły do niej Stany Zjednoczone.

Nawet na naszym polskim podwórku mamy wielkie i małe spory o to, kto był większy patriotą: Piłsudski czy Dmowski, choć niezaprzeczalnie obaj położyli wielkie zasługi w procesie odzyskiwania niepodległości. Mieli wprawdzie różne wizje przyszłej Polski. Pierwszy dążył do federacji z racji zróżnicowania etnicznego odrodzonej Rzeczpospolitej , drugi do inkorporacji jak największych ziem zaboru rosyjskiego i polonizacji zamieszkujących je mniejszości.

Obecnie umysły Polaków rozpala spór o Lecha Wałęsę i ten podział mniej więcej pokrywa się z polaryzacją ideologiczną naszego społeczeństwa, choć jednak większość, bez względu na wiarę lub powątpiewanie w jego współpracę z SB, uznaje jego prezydenturę za słabą. Trudno zresztą o inne podejście, skoro w pierwszych wyborach wygrał w pierwszej turze, a w drugich otrzymał nieco ponad 1% głosów.

Przepis na idola

Obecnie za bohaterów uchodzą różnej maści celebryci, wykreowani przez media oraz młodych fanów różnej odmiany współczesnej muzyki czy form protestu.

Młodzież jest grupą, którą najłatwiej krytykować. Nie bardzo może i umie się bronić, a reguł gry rządzących światem dorosłych nie chce zaakceptować. Jedynie pisma młodzieżowe, które są do niej adresowane biorą ją w obronę i czasami dają jej się wypowiedzieć.
W ostatnich latach narzekania na młodzież znalazły wyraz w decyzjach politycznych. Akcja „Małolat” miała zapobiec przestępczości wśród młodzieży, a ochroniarze i kamery śledzące ruch na szkolnych korytarzach - narkomanii. Tak się jednak nie stało.
Również oficjalnie lansowane autorytety i postawy nie znajdują zrozumienia u młodych ludzi. Oni nie chcą odgórnie narzuconych wzorów zachowań i podstarzałych mentorów, którzy z wystudiowanym uśmiechem przekonują ich, że są fajni. Spornych obszarów jest zresztą więcej. Weźmy choćby nową generację muzyków rockowych. Nie przypadła ona do gustu pokoleniu rodziców dzisiejszych nastolatków, chociaż wykonawcy często są w ich wieku. To samo dotyczy kontrowersyjnych wystaw, czy szokujących filmów, które cieszą się największym uznaniem młodego widza.

Nie ma jak dotąd na rynku podręcznika zatytułowanego Jak zdobyć popularność wśród młodzieży. Ktoś, kto próbowałby go napisać napotkałby na ogromne trudności w ustaleniu kryteriów, według których miałby zbudować portret idola. Różnorodność stylów współczesnej muzyki i innych dziedzin sztuki sprawia, że trudno znaleźć jakieś wiodące przymioty „bohatera epoki”.
Pewne wspólne cechy można jednak zauważyć. Pierwszą jest sprzeciw wobec rzeczywistości i istniejących stosunków międzyludzkich.
Drugą jest autentyzm, bądź pozowanie na autentyzm. Trudno odróżnić jedno od drugiego w czasach, gdy ekshibicjonizm psychiczny stał się normą twórczej wypowiedzi, a wywlekanie intymnych szczegółów życia w niewybrednych słowach, czy szokujących obrazach uznaną kategorią estetyczną.
Trzecią jest komunikatywność. Pomimo krytyki, jakiej są poddawani dzisiejsi awangardowi artyści trzeba przyznać, że wiedzą jak przemawiać do swoich odbiorców. Wspólny żargon, niekiedy zredukowany do prostych komunikatów, wielu z nich gwarantuje estradowy sukces.
Oprócz wymienionych „predyspozycji” do zostania idolem niezbędnym warunkiem do osiągnięcia sukcesu jest wsparcie medialne. Bez promocji nawet najbardziej uzdolniony debiutant nie ma żadnej szansy.

Entuzjaści klasyki

Jednym z mitów lansowanych przez niektóre media jest przekonanie o niechęci młodzieży do sztuki tradycyjnej. Przeczy temu jednak liczba sprzedawanych każdego roku płyt Elvisa Presleya, czy zespołów „The Beatles”, „Pink Floyd”, „Led Zeppelin”, „The Animals” i wielu innych. To samo dotyczy polskich wykonawców, którzy latami nie schodzą z list przebojów, jak Czesław Niemen, Urszula, Maryla Rodowicz, czy grupy „Manaam”, „Budka suflera” i „Bajm”. A przecież artyści ci zaczynali często przeszło 20, 30 lat temu i obecnie należą do kanonu polskiego rocka.

Miłośników klasyki wśród młodzieży jest zatem wielu i stanowią bardzo odporną grupę na naciski awangardy. Wystawa impresjonistów w warszawskim Muzeum Narodowym przyciągnęła tysiące młodych ludzi i to nie tylko w ramach szkolnych wycieczek. Niewiele mniejszym powodzeniem cieszył się Andy Warhol, uważany swojego czasu za symbol sprzeciwu wobec mieszczańsko-filisterskiemu stylowi życia. Równie chętnie młodzież odwiedza „Zachętę”, czego wyrazem były tłumy licealistów i studentów na wystawie poświęconej najwybitniejszym twórcom XX wieku. Młodych ludzi można spotkać w Starej Kordegardzie, na Zamku Królewskim, a także w licznych galeriach sztuki, słowem wszędzie tam, gdzie dzieje się coś ciekawego.
Podobnie jest z muzyką. Wspólny koncert koncert Ewy Małas-Godlewskiej i José Cury w Teatrze Wielkim zgromadził tłumy młodych ludzi na Placu Teatralnym, nie zniechęciła ich nawet niezbyt sprzyjająca aura. Można powiedzieć, że każdy tradycyjny styl sztuki, włącznie z muzyką dawną i malarstwem realistycznym, ma swoich fanów wśród młodego i bardzo młodego pokolenia.

Czyli sztuka - zarówno tradycyjna, jak i współczesna - znajduje odbiorców w każdym wieku. W zasadzie przyciąga tych, których nie zraża jej hermetyczny język, prowokacja i łamanie wszelkich konwencji artystycznych.

Między poszukiwaniem a frustracją

Polityka już od paru dekad przestała być wylęgarnią bohaterów. Unią Europejską targają coraz nowe wstrząsy, których ukoronowaniem był Brexit oraz zaostrzająca się polityka na temat relokacji uchodźców, przybierająca niekiedy histeryczne tony. Dla wielu Rosjan bohaterem jest Władimir Putin, który po latach stagnacji i niezbyt chlubnych rządów Borysa Jelcyna przywrócił „wielkoruską” wiarę mieszkańcom swego kraju.
Ale już w USA od czasów Reagana żaden prezydent nie cieszy się estymą i nawet jeśli pełnił swój urząd przez dwie kadencje, to najczęściej wygrywał niewielką liczbą głosów. Pozostają zatem odwołania do historii i prowadzenie tego, co określa się mianem polityki historycznej. W Polsce widać to szczególnie wyraźnie.

Jedno jest pewne. Niektórzy bohaterowie historyczni pozostaną, choć w zależności od dziejowego kontekstu mogą być różnie interpretowani. Media, a zwłaszcza Internet, będą kreować coraz nowych idoli - jednodniowych skandalistów, albo zgoła wirtualne bóstwa.
Leszek Stundis

Co w XX wieku zmieniło oblicze świata?

Utworzono: sobota, 10, grudzień 2011 ANNA LESZKOWSKA

Wypowiedź prof. Stefana Morawskiego, filozofa kultury

Po pierwsze, oczywiście, wynalazki. Przez to mam na myśli całą rewolucję technologiczną, począwszy od telewizorów, aż po komputery i roboty najnowszej generacji. W ogóle urządzenia mikroelektroniczne i cały świat wirtualny symulaków, o których pisze tyle Stanisław Lem.

Drugim elementem, który spowodował wstrząs i zmienił kompletnie świadomość ludzi to według mnie jest klęska utopii, którą był Związek Radziecki. Klęska wprowadzenia sprawiedliwego i braterskiego ładu na Ziemi. Trwało to dosyć długo i poniosło straszną porażkę, a ludzie po realizacji tej koncepcji zorientowali się, że raju na Ziemi nie będzie i nie można w ten sposób do tych spraw podchodzić.

Trzecim zjawiskiem, które zmieniło nasze stulecie jest dominacja kultury amerykańskiej, czyli masowej, pospolitej. Spowodowała ona, że ludzie myślą inaczej o świecie, tym bardziej, że z kulturą masową amerykańska połączyły się i inne kultury. Powstał z tego koktajl międzykulturowy.

Jakie są miedzy tymi trzema czynnikami relacje – można ustalić. Oczywiście, można bardzo łatwo wyśledzić związki między technologiczną rewolucją, a prymatem świadomości mas. Natomiast jeśli chodzi o utopię, jej klęska może wynikać z tego, że ludzie całkowicie zrezygnowali z jakichkolwiek rojeń o tym, żeby zaprowadzić lepszy ład na Ziemi i przyjęli postawę konformistyczną, wygodnego, łatwego życia. Innym wytłumaczeniem może być to, że w człowieku istnieje gwałtowna potrzeba związana z jego kondycją, aby jednak ten świat usprawniać – stąd szuka on namiastki utopii, głównie w religii. Bo właściwie utopia radziecka była substytutem religii, królestwa bożego na ziemi. I taką siłą, która miała być ekwiwalentna w stosunku do energii boskiej staje się bardzo często technologia. W technologii szuka się w tej chwili takich zewnętrznych, absolutnych sił – ale czy są one jedyne – nie wiadomo. Wszystko wskazuje na to, że skoro odradza się religia, powstaje tyle sekt na świecie (New Age robi swoje) –będzie to pole ogromnej konkurencji i walki. Walki o puste miejsce pozostawione po klęsce koncepcji utopii.

Co zmieniło oblicze świata w XX w?

Utworzono: sobota, 10, grudzień 2011 ANNA LESZKOWSKA

Co w XX wieku zmieniło oblicze świata?

Wypowiedź prof. Janusza Tazbira, historyka

Pozornie zmieniło to, co jest nawiązaniem do średniowiecza, a mianowicie przejście z druku na obraz i żywe słowo. Tak było w średniowieczu, kiedy ludzie oglądali malowidła po kościołach i słuchali kazań, ale w gruncie rzeczy niewielu ludzi słuchało tych kazań, a jeszcze mniej oglądało malowidła. Natomiast system informatyczny, w którym na czoło wybił się obraz oraz objecie nim szerokich mas wpłynęło na dzieje XX stulecia. Bo według mnie, umożliwiło rozwój form totalitarnych, a następnie zadało im śmiertelny cios, bo nie udało się rządom dyktatorskim opanować ani drugiego obiegu, ani zagranicznych rozgłośni, a gdyby była wówczas telewizja – pewnie i tej także.

Ale socjologowie i psycholodzy dopiero zaczynają się zastanawiać, jaki skutek będzie miało dla nastrojów ludzkich przestawianie się na myślenie obrazowe. Mam w tym względzie i swoje doświadczenia z wydaniem książki (wspólnie z prof. Henrykiem Samsonowiczem) pt. Tysiącletnie dzieje . Poważne wydawnictwo, Dolnośląskie, postawiło nam warunek: nie więcej jak 15 stron i aż 250 ilustracji! Czyli przechodzimy na nieco komiksowe widzenie historii.

To zjawisko jest, moim zdaniem, głównym i podstawowym w XX wieku. Przy czym informatycznymi kanałami płyną informacje zarówno dobre jak i złe, a te drugie – pokazywane w telewizji, czy Internecie - z pewnością wpływają na brutalizację obyczajów. W XVII wieku palenie czarownicy na stosie odbywało się nie częściej jak raz na dziesięć lat i było wielkim ewenementem, a dzisiaj w telewizji można oglądać po kilka horrorów dziennie. To nie pozostaje bez wpływu na mentalność ludzi, zaczynają oni myśleć obrazami. Podobnie jest z podręcznikami, coraz bardziej przesyconymi obrazami, czego jednym ze skutków jest zepsuta ortografia. Nie trzeba już umieć czytać ani pisać, skoro są obrazki. Jeszcze pół wieku i samo słowo, bez obrazu będzie oddziaływać nieskutecznie. Bo obraz wymusza uproszczenia.

DMC Firewall is developed by Dean Marshall Consultancy Ltd