Antarktyda - i co nam z tego dobrego

Utworzono: czwartek, 30 grudzień 2010 Drukuj E-mail
 

Arktyka - na północy, została podzielona przez 5 krajów uznających ją za swoje terytoria. Szczególnie bliski nam Spitsbergen jest pod kontrolą Norwegii. Nasza współpraca tam ma więc charakter bilateralny.

Antarktyda - na południu, pozostaje pod kontrolą Układu Antarktycznego i współpraca istnieje między państwami sygnatariuszami tego dokumentu, który wszedł w życie w 1961 pod nadzorem ONZ.

Polska, dzięki założeniu w 1977 roku stacji H. Arctowskiego Polskiej Akademii Nauk, weszła do wąskiego wówczas grona 13 państw skupionych wokół Układu Antarktycznego (ATCM). Jest ich 27 i przybywają następne. Obecnie pracami Układu kieruje Sekretariat ATCM, funkcjonujący w Argentynie i opłacany przez wszystkie państwa. Nasz kraj reprezentowany jest w agendach systemu Układu Antarktycznego, w którego skład wchodzi: Naukowy Komitet Badań Antarktycznych (SCAR), Rada Menadżerów Narodowych Programów (COMNAP) czy Zespół do Spraw Logistyki (SCALOP).

Prawie wszystkie kraje UE mają swoje stacje badawcze w Antarktyce, nawet Czechy, Estonia, Bułgaria, a Węgry i Słowacja są zainteresowane ich budową co jest warunkiem przyłączenia się do Układu Antarktycznego. Stację naukową utrzymuje również Ukraina, z którą współpracujemy. Argumenty za naszą polityczną obecnością w tym rejonie są oczywiste, o losach Antarktydy decyzje podejmuje się na zasadzie consensusu.


Ochrona unikatowego środowiska


Corocznie odbywają się spotkania konsultacyjne państw sygnatariuszy Układu Antarktycznego (ATCM) kontrolujące i regulujące działalność człowieka w Antarktyce. Obszar objęty kontrolą obejmuje kontynent Antarktydy oraz strefę oceanów do 60o szerokości południowej. Strefa jeszcze dalej przesunięta na północ - do Konwergencji Antarktycznej - jest w zasięgu obowiązującej Konwencji CCALMR, regulującej połowy, określającej limity w określonych obszarach, ich wielkość, czas, narzędzia połowowe etc.

Polska podpisała szereg Konwencji o: Ochronie Antarktycznej Fauny i Flory, Konwencję o Ochronie Fok, Konwencję o Ochronie żywych Zasobów Antarktyki (CCALMR), oraz Protokół o Ochronie Środowiska Naturalnego (Madrycki). Konwencje te regulują trwającą eksploatację odnawialnych zasobów żywych Antarktyki, głównie ryb, kryla, głowonogów. Konwencja Regulująca Wydobycie Zasobów Mineralnych, która powstała w 1988 roku, nigdy nie weszła w życie (sic!). Na poszukiwania i eksploatację złóż mineralnych na morzu i na lądzie ogłoszono 50-letnie moratorium.

W celu ochrony obszarów lądowych Antarktydy - szczególnie wartościowych ze względu na skład flory, fauny, unikatowe formy geologiczne, działalność człowieka w okresach odkrywania Antarktydy i obecnie - utworzono Antarktyczne Specjalnie Chronione Rejony (ASPA). Polska zarządza dwoma takimi obszarami: ASPA 128 - obejmującym zachodni brzeg Zatoki Admiralicji w sąsiedztwie stacji Arctowskiego oraz ASPA 152 - obejmujący zachodni brzeg Zatoki King George, utworzony jako punkt odniesienia do śledzenia zmian w rejonach będących i nie będących pod wpływem działalności stacji i aktywności ludzi. Zakład Biologii Antarktyki PAN sprawujący funkcje kontrolne tych obszarów wydaje zezwolenia na wejście w nie osób i działalność. ZBA PAN wspólnie z Brazylią - na zmianę - sprawuje kontrolę nad obszarem Zatoki Admiralicji w granicach jej zlewni stanowiącej rejon Antarktycznego Specjalnie Zarządzanego Obszaru. Obszarów takich powstało więcej, a Zatokę Admiralicji jako pierwszą (ASMA No1) - z inicjatywy Polski - oznaczono numerem jeden. Obszar ten jest odwiedzany przez rzesze turystów - stacja Arctowskiego gości ich co roku ok. 2 tysięcy, co ma swoje konsekwencje przyrodnicze. Na zarządzanych przez nas obszarach nasi naukowcy odkryli nowy gatunek trawy Poa annua, nieznany dotychczas w Antarktyce. Sygnalizowali też jako jedni z pierwszych wzrost średnich temperatur powietrza w zachodniej Antarktyce. Wieloletnie badania dały w efekcie cenione monografie tego obszaru, stanowiące źródło wielodyscyplinarnej wiedzy.


Eksploatacja zasobów żywych


Eksploatacja w Antarktyce rozpoczęła się w końcu XVIII wieku, gdy Cook, czy Bellingshausen donosili o licznych w tym obszarze fokach i wielorybach. Łowiectwo fok - głównie uchatek i słoni morskich - rozwijało się od początku XIX wieku i zakończyło prędko po wytrzebieniu stad i nieopłacalnej dalszej działalności. Kolejnym etapem był rozwój wielorybnictwa - najpierw przybrzeżnego na Południowej Georgii, a następnie - od roku 1923 - pelagicznego, co doprowadziło do eksterminacji wielu gatunków. Jednym z obrońców wielorybów i inicjatorem podpisania przez Polskę Konwencji o Ochronie Wielorybów był profesor Michał Siedlecki, a sygnował ją przed II wojną światową August Zaleski. Obecnie konwencja bardzo restrykcyjnie reguluje połowy przemysłowe i naukowe.

Połowy fok, głównie krabojadów, których zasoby są bardzo duże, były podejmowane parokrotnie - w początku lat 80. głównie przez Norwegię i ZSRR, lecz kończyło się to na eksperymentach.

Połowy ryb i kryla w Antarktyce rozpoczęły się w 1960 roku. Głównym gatunkiem ryb był Champsocephalus gunnari, stanowiący prawie 42 % całkowitych połowów ryb w ciągu 19 lat, czyli 2.7 x106 ton. Polska była jednym z krajów prowadzących w końcówce lat 70. połowy dużą flotą rybacką. Na naszym głodnym wtedy rynku pojawiały się kerguleny i nototenie, smaczne i lubiane ryby. Dla naukowców było to potężne wsparcie w staraniach o środki finansowe na badania i utrzymanie stacji H. Arctowskiego, a flota rybacka była efektem Pierwszej Polskiej Ekspedycji Morskiej do Antarktyki przybyłej na statkach „Profesor Siedlecki" i „Tazar" w 1976 r.

Równocześnie prowadzono badania nad możliwością połowów, przetwórstwa i wykorzystania antarktycznego kryla, którego zasoby oceniano na 125 mln ton produkcji rocznej, ale nie były one nigdy prowadzone na skalę przemysłową. Prace naukowe zaowocowały wieloma patentami i rozwiązaniami, dzięki którym Polska w tamtych czasach cieszyła się opinią kraju o największym know how dotyczącym kryla. Zbiegło się to z propagandą sukcesu i kryzysem ekonomicznym w latach 80. Po zmianach politycznych w Polsce brak floty i opinia o krylu jako nietrafionym pomyśle naukowców prawie by sprawę połowów zakończyły.

Na świecie było inaczej. Program BIOMASS i rozwój technologii przetwórstwa kryla rozwijał się w dalszym ciągu. Miesięcznik „Fishing News International" donosi o wzrastającym zainteresowaniu połowami kryla. W 2008 roku łowił go japoński statek „Nitaka Maru" oraz norweski „Saga Sea", którego właściciel - norweski koncern Aker BioMarine - zainwestował w kolejny statek ponad 93 mln dolarów, oraz wszedł w porozumienie z Francją i Nową Zelandią w dziedzinie współpracy w produkcji wysokiej jakości oleju z kryla. Również dwa trawlery Korei Południowej prowadziły połowy licencyjne. We wspomnianym piśmie jest wzmianka o polskim trawlerze „Dalmor II", prowadzącym - jako jedynym od wielu lat - połowy kryla w oparciu o licencje CCALMR. Wiosną 2009 roku statek ten przeładowywał kryla w Zatoce Admiralicji na statek japoński, o czym donosiła ekipa stacji H. Arctowskiego. W 2010 sytuacja była podobna. Dzięki temu pracę ma około 100 rybaków. Czyż może być większa satysfakcja dla naukowca, który był inicjatorem polskich połowów?

Zachodni eksperci sugerują, że trwałą odnawialność zasobów kryla eksploatowanych w rejonie CCALMR można zapewnić przy rocznych połowach 7 mln ton. Aktualne połowy kryla w Antarktyce nie przekraczają natomiast 300 000 ton rocznie. Kusi zatem perspektywa połowów tego skorupiaka, stanowiącego ogromne zasoby białka pochodzenia morskiego i wyjątkowych tłuszczów. Jednak Polacy stracili już swoją wiedzę, badania zarzucono, statek badawczy „Profesor Siedlecki" zlikwidowano, dożywają swoich lat kadry na nim wykształcone. Trudno namówić Polaków do jedności w celu zbudowania nowego statku badawczego. Umiarkowaną satysfakcję daje świadomość, że staliśmy się dostawcami surowca, będąc kiedyś w czołówce krajów z know how. Parę dni temu widziałem w polskiej telewizji reklamę oleju omega z kryla antarktycznego. Norweskiego.

I jeszcze jedno: stacja H. Arctowskiego PAN jest niedofinansowana, ledwie ciągnie ta kuźnia setek magistrów, dziesiątków doktorów i profesorów,. Jej koniec cofnie nas o wiek wstecz.
Stanisław Rakusa-Suszczewski


Od redakcji: Prof. Stanisław Rakusa-Suszczewski jest założycielem i pierwszym kierownikiem stacji Arctowskiego, istniejącej od 1976 r. Jego nazwiskiem nazwano Przylądek Rakusy oraz Zatokę Suszczewskiego na Wyspie Króla Jerzego.



 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

oem software Odsłony: 7450
Our website is protected by DMC Firewall!