Obiektywność w nauce a etyka

Utworzono: piątek, 29 maj 2015 Andrzej P. Wierzbicki Drukuj E-mail

 



wierzbicki4-1Artykuł ten piszę jako wyraz troski, którą napawa mnie obecna sytuacja nauki polskiej ‑ nie tylko jej ustawiczne niedofinansowanie, lecz także nadmierny, niszczący naukę nacisk na komercjalizację nauki oraz na konkurencyjność w nauce, połączone z tzw. naukometrią ‑ usiłowaniem sprowadzenia oceny osiągnięć naukowych do wskaźników liczbowych.

Sam jestem specjalistą w zakresie ocen i rankingów wielokryterialnych  i wiem dobrze, jak subiektywne i zawodne mogą być pospieszne oceny liczbowe. 

Zacząć jednak wypada od kwestii podstawowej ‑ relacji pomiędzy nauką i obiektywnością. Znam dobrze postmodernistyczną krytykę empiryzmu logicznego, ogólniej krytykę episteme epoki cywilizacji przemysłowej i zgadzam się tylko z częścią tej krytyki, zapoczątkowaną zresztą wcześniej przez Willarda Van Ormana Quine (1953) z jego stwierdzeniem, że „cała wiedza ludzka jest tylko materią skonstruowaną przez człowieka, dotykającą rzeczywistości co najwyżej na swych brzegach”.
Zresztą jeszcze wcześniej zrozumiało to wielu naukowców i techników jako wniosek z publikacji Wernera Heisenberga (1927) o nieokreśloności pomiarów kwantowych ‑ gdyż jeśli nie może być absolutnie dokładnego pomiaru, to nie może też być absolutnej wiedzy.

Natomiast nie mogę się zgodzić z postmodernistyczną krytyką pojęcia obiektywności: obiektywność jest jednak etycznym celem nauki - nawet jeśli nieosiągalnym ( tak, jak nieosiągalna jest absolutna sprawiedliwość), to jednak stanowiącym podstawę etyczną wszelkich badań naukowych. Jeśli tak, to wszelkie rozwiązania systemowe w nauce, szkodliwe dla nadrzędnej idei obiektywności, są szkodliwe dla całej nauki. Do takich szkodliwych rozwiązań można zaliczyć zarówno nadmierną konkurencyjność w nauce, jak i nadmierną komercjalizację nauki, wreszcie nadmierne uwypuklanie pojęcia własności intelektualnej.

Założenie metaetyczne i wnioski dla nauki

Historycznie, etyka była uzasadniana w różnorodny sposób (zob. np. Morawski 2011). Przyjmę tutaj racjonalne uzasadnienie etyki wynikające z prac Johna Rawlsa (1971): wobec niepewności co do losów przyszłych pokoleń, powinniśmy wybierać rozwiązania etycznie najbardziej sprawiedliwe.
Dokładniej mówiąc, etykę można racjonalnie uzasadnić jako wynikającą z następującego założenia metaetycznego (nieco tutaj rozszerzonego i sprecyzowanego w porównaniu do sformułowań Rawlsa): Przyjdą po nas następne pokolenia, które wprawdzie będą dalej rozwijać wiedzę i cywilizację, ale w warunkach (być może nawet narastającej) niepewności co do przyszłych kryzysów i katastrof; nasze poglądy etyczne powinny wynikać z troski o te przyszłe pokolenia ‑ a także o innych współmieszkańców Ziemi, którzy wspólnie stworzą warunki życia dla przyszłych pokoleń.

Z tego metazałożenia wynika szereg wniosków etycznych. Pierwszą ich grupę dotyczącą pojęcia sprawiedliwości, jak już wspomniano, opracował John Rawls (1971). Jednakże pojęcie trwałego rozwoju (sustainable development, Gro Harlem Brundtland, 1987) jest innym, drugim wnioskiem etycznym: powinniśmy pozostawić następnym pokoleniom podobne szanse (głównie w zakresie zasobów naturalnych i środowiska naturalnego), jakie mieliśmy my sami.

Trzecia grupa wniosków etycznych dotyczy nauki, pojęcia obiektywności w nauce oraz podstaw epistemologicznych nauki. Grupę tę zasygnalizowano w książkach (Wierzbicki 2011, 2015), tutaj przedstawiam ją bardziej szczegółowo.

Po pierwsze, z tego metazałożenia wynika, że nie ma prawd absolutnych. Skoro przyszłe pokolenia będą dalej rozwijać wiedzę i cywilizację, to nie można im odmawiać prawa do kwestionowania wiedzy im przekazanej; zatem jakiekolwiek stwierdzenie o prawdzie absolutnej jest wyrazem arogancji ograniczającej prawa przyszłych pokoleń.

Etycznym też jest, aby uczniowie przerastali swych mistrzów, a mistrzowie się z tego cieszyli. Cytowane we wprowadzeniu słowa Willarda Van Ormana Quine’a można więc interpretować tak, że cała wiedza ludzka składa się tylko z przybliżonych modeli rzeczywistości, a następne pokolenia będą te modele ulepszać.

Drugi wniosek z tego metazałożenia jest taki, że w trosce o przyszłe pokolenia powinniśmy im przekazać wiedzę możliwie najlepszą, najwierniej opisującą rzeczywistość, najbardziej obiektywną (mimo, że ta wiedza to tylko modele).

Zatem pojęcie obiektywności jest ideałem etycznym dla nauki, podobnie jak pojęcie sprawiedliwości jest ideałem etycznym dla stosunków społecznych.
Rozwiązania systemowe w nauce, które nie szanują tego ideału propagując, bądź wykorzystując postmodernistyczne pojęcie pełnej subiektywności, są więc dla nauki szkodliwe.

Etyka a postmodernizm w nauce

Wpływ obecnego przełomu cywilizacyjnego na nauki społeczne i humanistyczne opisał m.in. Krzysztof Wielecki (2015). Podkreślił on, że w naukach tych dominuje dzisiaj przekonanie, iż natura świata człowieka, w tym społeczeństwa i kultury, jest całkowicie subiektywna, zmienna, i że przekonanie takie jest wynikiem postmodernizmu, paradygmatu myślenia w tych naukach dominującego w drugiej połowie XX wieku. Mimo, że Wielecki z tym przekonaniem nie do końca się zgadza oraz pisze o potrzebie wielkiej syntezy dialektycznej wynikającej z przełomu cywilizacyjnego rewolucji informacyjnej, potrzebie syntezy paradygmatu subiektywistycznego z obiektywistycznym w naukach społecznych i humanistycznych, to jednak nie precyzuje, na czym taka synteza miałaby polegać.

Tymczasem kluczem do takiej syntezy może być pytanie: jeśli nauki społeczne i humanistyczne kierują się cytowanym wyżej przekonaniem, to jakie wartości przekażą one jako dziedzictwo i przestrogę dla następnych pokoleń? Jeśli natura świata człowieka jest całkowicie zmienna, oznacza to przyznanie się, że nauki te po prostu nie mają nic do przekazania następnym pokoleniom, są jałowe. Nie oznacza to oczywiście, że nauki te są naprawdę jałowe; przeciwnie, mają one do przekazania następnym pokoleniom wiele istotnych ostrzeżeń i wartości; ale wskazuje to na niespójność skrajnego postmodernizmu.

Zatem skrajny postmodernizm jest nieetyczny, odmawia racji ideałowi etycznemu nauki. Aby nauki społeczne i humanistyczne mogły poprawnie funkcjonować, muszą uznać zasadność ograniczonego obiektywizmu: nie ma (i nie może być) absolutnie dokładnych modeli stosunków społecznych (w tym ekonomicznych), ale trzeba przekazać przyszłym pokoleniom modele tak dobre, jak to tylko możliwe.
Nie oznacza to, że postmodernizm nie wniósł trwałych wartości do myśli ludzkiej, podkreślając pojęcia relatywizmu czy zmienności: jedną z nich jest np. cytowane wcześniej pojęcie ewolucyjnie relatywnej episteme  autorstwa Michela Foucalt (1972).

Jednakże postmodernizm wniósł też czynniki negatywne (co zauważa Wielecki), np. wspomaga on pojęciowo neoliberalizm, nurt myślowy czy ideologię postulującą, że swoboda rynkowych działań przedsiębiorców jest wartością nadrzędną i że rynek zawsze ma rację. Pewne dalsze aspekty tej ideologii omówię dokładniej w jednym z dalszych punktów; najpierw jednak wypada opisać wpływ tej ideologii na system nauki, pojęcia konkurencyjności w nauce oraz komercjalizacji nauki, właśnie z punktu widzenia nadrzędnego ideału etycznego nauki.

Etyka a konkurencyjność i komercjalizacja nauki

Dotyczy to przede wszystkim idei konkurencyjności w nauce. Ze swej natury  system nauki musi być do pewnego stopnia konkurencyjny: wyłania on najlepszych pracowników nauki, którzy kształcą następne pokolenia. Jednakże etyczny ideał obiektywności wymaga też daleko posuniętej współpracy w nauce: to poprzez taką współpracę decydujemy zbiorowo, jakie modele rzeczywistości są najbliższe ideału obiektywności - po to publikujemy, po to organizujemy konferencje naukowe. Zatem konkurencyjność w nauce musi być ograniczona, nie może przeciwdziałać współpracy naukowej.

Rozwiązania systemowe, które zakładają nadmierną konkurencyjność w nauce, uniemożliwiają współpracę naukową. Jeśli np. w systemie przyznawania grantów zakłada się, że tylko 10% czy nawet tylko 5% wniosków będzie zaakceptowane, to pracownicy nauki w takim systemie nie będą chcieli dzielić się swoimi pomysłami z kolegami ‑ nie mówiąc o innych patologiach takiego systemu.
Znany tygodnik ekonomiczny The Economist (19.10.2013) w artykule wstępnym How Science Goes Wrong skarży się na to, że w artykułach naukowych coraz rzadziej podawane są dokładne dane czy opisy warunków prowadzonych eksperymentów, co oczywiście uniemożliwia sprawdzenie zawartych w nich wniosków. Jednakże The Economist nie zauważył, że są to naturalne skutki  nadmiernej konkurencyjności w nauce oraz nadmiernej  komercjalizacji nauki.

Jeśli bowiem głównym miernikiem sukcesu naukowego jest stopień jego komercjalizacji, czyli ilość pieniędzy, którą przyniesie wdrożenie ekonomiczne pomysłów naukowych, to pracownicy nauki oczywiście będą unikać szerszej współpracy, a nawet działając w grupie będą zobowiązywać kolegów do zachowania tych pomysłów w tajemnicy. Postawę taką wspomaga modne pojęcie własności intelektualnej, traktujące pomysły naukowe jako towar, przedmiot handlu. Nie oznacza to bynajmniej, że wyniki badań naukowych nie powinny być w ogóle komercjalizowane. Zastosowanie ekonomiczne wyników badań jest jednym ze sposobów sprawdzenia, czy naukowe modele rzeczywistości są adekwatne; jednakże to tylko jeden ze sposobów i nie może być on dominującym.

Etyka a ideologia neoliberalna: własność intelektualna
oraz neothatcheryzm

Zarówno nadmierna komercjalizacja nauki, jak i pojęcie własności intelektualnej wynikają z ideologii neoliberalnej ‑ założenia, że nadrzędną wartością jest swoboda rynkowych działań przedsiębiorców i że rynek zawsze ma rację. Jest to ekonomiczna, ale skrajna interpretacja poprawnego, moim zdaniem, założenia ideologii liberalnej ‑ że podstawową wartością jest swoboda działań indywidualnych.
Nie oznacza to jednak, że swoboda ta nie może być ograniczana przesłankami etycznymi ‑ co potrzebne jest zwłaszcza w ekonomii (jak to wiadomo już od prac Adama Smitha), gdyż rynek jest skuteczny tylko w odniesieniu do takich wartości, które dają się łatwo wyrazić przez pieniądze.

Tymczasem z dyskutowanego wyżej założenia metaetycznego wynika, że pomysły naukowe, zwłaszcza te najcenniejsze, powinny być dobrem publicznym, własnością całej ludzkości i przyszłych pokoleń. Stąd też samo pojęcie własności intelektualnej, jeśli nadmiernie wykorzystywane, jest nieetyczne (zob. np. Lawrence Lessig,2004). Jeśli bowiem pomysły naukowe mają być towarem, przedmiotem handlu, to przestaje być możliwa współpraca naukowa w dążeniu do obiektywności wiedzy.

Podobnie nieetycznym tworem ideologii neoliberalnej jest neothatcheryzm (od nazwiska brytyjskiej premier Margaret Thatcher, która takie nastawienie zapoczątkowała i propagowała). Obecnie nastawienie takie nasila się, propagowane jako rzekome lekarstwo na rosnące bezrobocie. Nastawienie to zakłada, że wobec rozwoju technik informacyjnych każdy może i powinien zostać przedsiębiorcą, zaś pracodawcy mogą zwalniać pracowników i żądać, by zaczęli własną działalność gospodarczą, obiecując im tylko zlecenia na wykonywane dotąd przez nich prace.

Nastawienie takie jest nieetyczne, gdyż uzdolnienia przedsiębiorcze są nierównomiernie rozłożone w społeczeństwie, zaś utworzenie własnych przedsiębiorstw przez każdego pracownika to tylko droga do bankructwa większości z nich, zwłaszcza wobec malejącego popytu na pracę (zob. Wierzbicki, 2015). Zatem neothatcheryzm to próba zrzucenia odpowiedzialności za pogłębiające się bezrobocie i rozwarstwienie kosztem szans przyszłych pokoleń ‑ jest więc nastawieniem nieetycznym.

Wnioski dla nauki polskiej

Wracając do kwestii obiektywności jako ideału etycznego nauki musimy wnioskować, że rozwiązania systemowe  propagowane i wdrażane w nauce polskiej  są nieetyczne i szkodliwe dla nauki. Dotyczy to kilku aspektów: tzw. przedmiotowego finansowania nauki, ogólnego niedofinansowania nauki przy zasadzie finansowania przedmiotowego, patologii nadmiernej konkurencyjności, patologii nadmiernego nacisku na komercjalizację nauki.

Przedmiotowe finansowanie nauki oznacza, że maksymalnie ograniczane jest trwałe finansowanie podmiotowe przez tzw. fundusze statutowe, zaś główną część finansowania przeznacza się na konkursy projektów przedmiotowych.
Projekty takie z natury rzeczy koncentrują się na zagadnieniach w pewnym sensie modnych, unikając zagadnień głębszych i przełomowych, a także obiektywizującego sprawdzania otrzymanych rezultatów. Dla sprawdzania takiego potrzebna jest raczej długotrwała perspektywa badawcza, którą zapewnia finansowanie podmiotowe, statutowe. W takiej właśnie perspektywie organizuje się tradycje seminariów badawczych, konferencji, serii publikacji specjalistycznych, niezbędnych dla realizacji etycznego ideału obiektywności w nauce. Nie ulega więc wątpliwości, że nadmierna koncentracja na finansowaniu przedmiotowym jest sprzeczna z tym ideałem i tym samym szkodliwa dla systemu nauki polskiej.

Co gorsza, nauka w Polsce jest systematycznie niedofinansowana. Jest wiele tego powodów (m.in. prowadzenie polityki naukowej na podstawie opinii międzynarodowych organizacji doradczych,  polecających  zmniejszanie finansowania nauki, co leży w ich  interesie), ale faktem jest, że w roku 1990 finansowanie nauki w Polsce sięgało 1,2% PKB, natomiast obecnie waha się na poziomie 0,6-0,7% PKB. Jakiekolwiek cięcia budżetowe dotykają w pierwszym rzędzie nauki  i przekładają się w pierwszym rzędzie na cięcia finansowania podmiotowego, statutowego. Wielokrotne opowiadania o zwiększaniu finansowania nauki w Polsce pozostały w sferze propagandy.

Niedofinansowanie nauki w Polsce stało się źródłem wielu zjawisk patologicznych w nauce. Jednym z nich stał się spór o utrzymanie (zatem finansowanie) wydziałów i nauczania filozofii na uczelniach polskich. Przedstawiciele nauk ścisłych atakowali filozofię  usprawiedliwiając to faktem, że zbytnio uległa ona postmodernizmowi, podczas gdy naprawdę przedmiotem sporu były kwestie finansowania nauki. Nie ma bowiem wątpliwości, że nauczanie i specjalizacja filozofii są nie tylko potrzebne, ale wręcz niezbędne.

Jednym z wielu skutków tego niedofinansowania są bardzo niskie tzw. wskaźniki sukcesu (udział procentowy projektów, które uzyskały finansowanie)  w konkursach projektów przedmiotowych, co prowadzi do wielu patologii tych konkursów.Wskaźniki te kształtują się ostatnio na poziomie 5-10%, a wynikające stąd patologie zaczynają się od wspomnianej wcześniej niechęci do faktycznej współpracy w nauce, co już samo w sobie jest sprzeczne z obiektywnością jako ideałem etycznym nauki.

Jednakże patologie te sięgają dalej i głębiej. Przy tym poziomie wskaźników sukcesu oraz przy słabości finansowania podmiotowego, statutowego, autorzy wniosków o projekty przedmiotowe często sięgają po pozamerytoryczne wsparcie wśród recenzentów, tworząc przy tym kliki, grupy interesów. Uniknąć takich patologii można tylko wtedy, gdy poziom finansowania podmiotowego i wskaźniki sukcesu są dostatecznie wysokie. Tak, aby sukces projektu przedmiotowego nie stawał się kwestią życia lub śmierci naukowej (wydaje się, że poziom 20-30% dla tych wskaźników nie powodowałby takich patologii).

Do patologii nadmiernej konkurencyjności przyczynia się także tzw. naukometria ‑ próba oparcia ocen poziomu naukowego o wskaźniki liczbowe. Łatwo udowodnić, ze próby takie są z natury zawodne.
Po pierwsze, obiektywne porównania takich wskaźników mogą dotyczyć tylko określonej dyscypliny lub nawet subdyscypliny. Na przykład, poloniści mogą być porównywani tylko pomiędzy sobą i to w określonej subdyscyplinie, ale na pewno nie z fizykami, którzy popierają naukometrię,  ponieważ ich czasopisma dominują na tzw. liście filadelfijskiej.
Po drugie, jeśli wskaźnikiem liczbowym sukcesu naukowego są cytowania, to wiadome jest, że liczbę cytowań można sztucznie zwiększyć poprzez publikację artykułów kontrowersyjnych. Co więcej, oparcie takich wskaźników o cytowania prowadzi do dalszych patologii - np. niektórzy redaktorzy czasopism naukowych żądają od autorów, aby zacytowali więcej artykułów z ich czasopisma. Co gorsza, w systemie nauki polskiej zdarzyło się ostatnio, że oceny poziomu naukowego w oparciu o takie wskaźniki powierzono firmie komercyjnej, co natychmiast wywołało dalsze patologie.

System nauki wymaga oczywiście ocen poszczególnych jednostek,  ale wydaje się, że oceny takie lepiej oprzeć o opinie fachowych ekspertów z dodatkowymi mechanizmami kontroli i odwołań tak,  by eksperci ci w trosce o własną reputację starali się dostarczać ocen możliwie obiektywnych. Wskaźniki liczbowe mogą przy tym odgrywać tylko rolę pomocniczą. Nadmierny nacisk na komercjalizację nauki wywołuje nie tylko wspomniane wyżej i zauważone przez tygodnik The Economist ogólne patologie unikania współpracy w nauce.

W Polsce, wobec ogólnego niedofinansowania nauki, wywołało to specyficzną patologię zawartą w reakcji zwrotnej środowiska
naukowego przeciw polityce czynników ministerialnych. Czynniki te zdecydowały kilka lat temu, aby w celu poparcia komercjalizacji nauki stosować przy ocenie jednostek naukowych stosunkowo wysoką punktację za wdrożenia, rynkowe zastosowania pomysłów naukowych.

Decyzja taka byłaby poprawna, gdyby dotyczyła  tylko jednostek specyficznie przygotowanych do wdrażania wyników nauki ‑ czyli jednostek badawczo-rozwojowych (obecnie zwanych instytutami badawczymi). Jednakże  zastosowano ją także do jednostek uczelnianych. W rezultacie, kilka jednostek badawczo-rozwojowych otrzymało punktację znacznie wyższą  niż jednostki uczelniane.


W systemie nauki decydującą rolę opiniodawczą mają jednak pracownicy uczelni, więc przeforsowali oni znaczne obniżenie punktacji za wdrożenia, wylewając tym samym dziecko z kąpielą, gdyż wysoka punktacja za wdrożenia jest słuszna, jeśli stosowana jest odrębnie dla jednostek do wdrożeń dobrze przygotowanych (a uczelnie polskie takimi jednostkami jednak nie są).Wynika stąd, że komercjalizacja nauki jest zagadnieniem trudnym, zaś nadmierny i uproszczony nacisk na jej komercjalizację, potrzebną przecież dla gospodarki Polski, prowadzi jak dotychczas do różnorodnych patologii.

Z rozważań powyższych wynika, że nadmierne uleganie postmodernistycznemu przekonaniu, jakoby natura świata człowieka (w tym społeczeństwa i kultury) była całkowicie subiektywna, zmienna, jest szkodliwe zarówno dla nauk społecznych i humanistycznych (które takie przekonanie propagują, ale nie zauważają, że stają się przez to jałowe), jak i dla całego systemu nauki.
Obserwujemy to zwłaszcza w Polsce, gdzie postmodernizm wspomaga neoliberalizm, a nastawienie neoliberalne prowadzi do szeregu rozwiązań systemowych w nauce sprzecznych z nadrzędną ideą etyczną obiektywności w nauce.

Andrzej P. Wierzbicki

 

 

Odsłony: 3804
Our website is protected by DMC Firewall!