Twórca czy dzieło?

Utworzono: wtorek, 20 lipiec 2010 Drukuj E-mail
 

sztumski-usa.jpgPoprawną relację między twórcą i wytworami jego działalności powinna charakteryzować harmonia i symetria. (Przez twórcę rozumiem każdego, kto za pomocą swego dzieła stara się ukazać innym to, co odkrywa, albo czego doświadcza. Jest nim artysta-malarz, fotografik, rzeźbiarz, grafik komputerowy, literat, poeta, reżyser, scenograf, architekt, naukowiec, kompozytor, wizjoner itp.).

Dzieło powinno odpowiadać zamysłowi twórcy i odzwierciedlać jego spostrzeżenia oraz idee. (Dzieło rozumiem jako coś, w czym twórca zawarł informacje o tym, co chciał przekazać innym. Może nim być obraz, fotografia, konstrukcja architektoniczna, rzeźba, książka, publikacja naukowa, utwór muzyczny, film, przedstawienie teatralne itp.)

W dziele twórca zawiera sposób, bądź chęć doświadczania tego, co jest, albo co chciałby, żeby było. To, co jest, nazywam rzeczywistością. A zatem, w dziele zawiera się albo jakiś wizerunek (odwzorowanie, kopia) rzeczywistości, albo jej projekt (wizja), albo jeden z możliwych sposobów doświadczania jej.

Niektórzy twórcy ukazują kopie istniejącej już rzeczywistości teraz lub wcześniej, inni - projekty innych rzeczywistości, możliwych do zaistnienia kiedyś. Pierwsi ograniczają się do dostarczania w miarę dokładnego opisu rzeczywistości, drudzy chcą ją modyfikować - częściowo lub radykalnie. Natomiast inni poprzez swe dzieła pokazują, że rzeczywistość można inaczej postrzegać niż dotychczas, albo dostrzegać w niej te elementy, które zazwyczaj uchodzą uwadze dlatego, że wydają się mało ważne. Twórca czerpie inspirację z dowolnie pojmowanej rzeczywistości, przedstawia ją w swoim dziele w formie kopii, modelu, propozycji albo idei, by w końcu powrócić niejako do rzeczywistości, ale już innej, bo doświadczanej lub ukształtowanej przez odbiorców w wyniku recepcji jego dzieła.

Rzeczywistość doświadczana przez odbiorców dzieł może stać się ideałem, który chcieliby zrealizować. Wtedy będzie ona punktem wyjścia do zmiany tego, co jest, czyli rzeczywistości, w której funkcjonują twórca i odbiorca. W ten sposób twórca i jego dzieło - świat przedstawiony - oddziaływają zwrotnie na świat realny.

Śpiewać każdy może

W miarę postępu cywilizacji relacja między twórcą i jego dziełem staje się coraz bardziej złożona. Komplikują się i zmieniają pojęcia rzeczywistości, twórcy i dzieła.

Po pierwsze, znacznie szerzej pojmuje się rzeczywistość. Składa się na nią nie tylko to, co spostrzega się za pomocą zmysłów, lecz także to, czego doświadcza się w inny sposób. Rzeczywistością jest to, co nas otacza - to, co jest naturalne i sztuczne - i co jest wewnątrz nas (co jest produktem intelektu, uczuć, wiary i fantazji), a co tylko wydaje się, że nas otacza, ponieważ jest intersubiektywnie odczuwane.

Rzeczywistość może istnieć na wiele sposobów i dlatego może występować w wielu wymiarach. Jest ich tyle, ile jest sposobów istnienia i postrzegania rzeczywistości. Liczba wymiarów rzeczywistości wzrasta proporcjonalnie do postępu wiedzy. A w takim razie, przed twórcą otwiera się szerokie pole działania - może odzwierciedlać rzeczywistość w dowolnym jej wymiarze według swojego upodobania. Ten wybór zależy od trzech zmiennych: własnej woli, technicznych możliwości i środków tworzenia dzieła oraz upodobań odbiorców.

Po drugie, w toku rozwoju cywilizacji rozszerzyło się też pojęcie twórcy. Najpierw był nim malarz, rzeźbiarz lub muzyk i w jakimś stopniu utalentowany rzemieślnik. Później dołączył do nich pisarz, poeta i architekt. Stanowili oni nieliczną grupę ludzi w danej populacji. Jednak w miarę rozwoju techniki w zakresie sposobów tworzenia dzieł oraz środków - narzędzi i materiałów wykorzystywanych w twórczości, jak i upowszechniania odpowiedniej edukacji w zakresie różnych dziedzin twórczości - coraz więcej ludzi mogło się nią zajmować. Można by zaryzykować hipotezę: liczba twórców rośnie proporcjonalnie do postępu technicznego i wiedzy. Z tej racji, w XX wieku, kiedy gwałtownie rozwijała się nauka i technika, nastąpił też gwałtowny przyrost liczby twórców. Jednak nie zawsze pociągał on za sobą poprawę jakości dzieł - w większości przypadków raczej przeciwnie, jej spadek. Oczywiście, ocena jakości dzieła zależy od przyjętego kryterium doskonałości i dlatego może być dyskusyjna. Teraz, gdy łatwy jest dostęp do różnych urządzeń technicznych, wspomagających twórczość, oraz do wiedzy, jak ją uprawiać, praktycznie każdy może stać się twórcą i tworzyć dzieła, jeśli tylko chce i ma pomysły oraz jakie takie umiejętności, zdolności. A o tym, czy zostaną one uznane za wartościowe i zaakceptowane przez odbiorców (konsumentów sztuki), czy odrzucone jako tzw. chłam, decyduje wiele czynników - głównie kryteria marketingu; zależy to bardziej od kryteriów ekonomicznych aniżeli od walorów estetycznych.

Forma i treść

Po trzecie, zmieniło się pojęcie dzieła. O ile wcześniej dzieło miało prawie zawsze charakter indywidualny - było produktem jednostki, to później nabierało charakteru kolektywnego - było produktem zespołowym. Obecnie w wielu dziedzinach twórczości przeważają dzieła zespołowe. Można to traktować jako efekt postępującego podziału pracy, obejmującego również dziedzinę twórczości.

Znacznie zwiększył się zakres form dzieła i sposobów postrzegania go, co niewątpliwie przyczyniło się do wzrostu relatywizacji jego oceny. Teraz ocena dzieła jest wielowymiarowa i jeśli z jednego punktu widzenia, na podstawie jednego kryterium, oceni się je źle, to w innym aspekcie i na podstawie innego kryterium można je ocenić dobrze. W związku tym każde dzieło może być uznane za wartościowe z jakiegoś powodu. W obszarze sztuki w zasadzie każda rzecz, każdy przedmiot użytkowy, jeśli ukazany jest w odpowiedniej, choć dowolnej formie, może być uznany za dzieło artystyczne. Dzieło może odzwierciedlać jakąkolwiek rzeczywistość zmysłową albo pozazmysłową w sposób naturalistyczny, figuratywny lub abstrakcyjny.

Relacja między treścią a formą przybiera coraz bardziej charakter jedno-wieloznaczny: tę samą treść można prezentować w wielu formach. Inaczej niż dawniej, forma nie musi nawet odpowiadać treści dzieła ani być do niej stosownie dopasowana. Przeważa raczej dysonans między treścią a formą, powodowany przeważnie chęcią szokowania odbiorcy.

Wraz z postępem cywilizacyjnym rośnie liczba form, które są coraz mniej przejrzyste i adekwatne do treści. Niemały udział ma w tym odwoływane się do świata wirtualnego. W im większej liczbie form można wyrazić treść dzieła, tym trudniej dotrzeć do jego sensu, tym bardziej, kiedy formy bywają specjalnie udziwniane. Tkwi w tym pewien paradoks: wydawałoby się bowiem, że przedstawienie czegoś w większej liczbie form ułatwia poznanie i zgłębienie treści lub istoty. Forma powinna charakteryzować się określoną kompozycją wynikającą z organizacji lub ładu. Tymczasem w wyniku narastania chaosu we współczesnym świecie w miejsce ładu coraz natarczywiej wkrada się chaos. Poza tym nie każde dzieło musi być semantyczne, czyli coś znaczyć. Dlatego coraz trudniej udaje się z form wnioskować o treści dzieł i dociekać ich sensu. W związku z tym, dla przeciętnego odbiorcy większość dzieł jest niezrozumiała i postrzegana jako bezużyteczna „sztuka dla sztuki". Nie wszyscy chcą się do tego przyznać w obawie przed posądzeniem o ignorancję. Natomiast znawcy - krytycy i eksperci - muszą udawać, że wiedzą o co chodzi i czasami w wyniku nadinterpretacji albo zadufania przypisują dziełu sens niezgodny z intencją autora.

De gustibus non est disputandum

Po czwarte, zmieniły się też kryteria ewaluacji twórcy i dzieła. Dawniej o tym, czy coś należy uznać za dzieło, decydowały dobrze wykształcone elity społeczne (np. dwory, pałace), reszta społeczeństwa na ogół bezkrytycznie uznawała opinię tych elit i snobizując się ulegała ich gustom i znawstwu. Teraz, w wyniku demokratyzacji, o wartości dzieła decyduje większość, czyli szerokie masy społeczne, zazwyczaj niezbyt dobrze wyedukowane w dziedzinie twórczości w ogóle, szczególnie artystycznej, a ich wrażliwość estetyczna i pojęcie piękna są efektem wyrafinowanych zabiegów socjotechnicznych, głównie pod wpływem mass mediów oraz reklamy. W konsekwencji, relacja między elitami a masami odwróciła się: teraz elity społeczne ulegają gustom mas, często chcąc się im przypodobać z różnych powodów.

Trudno jest ocenić obiektywnie wartość dzieł, poza naukowymi. W przypadku sztuki kryterium oceny jest piękno albo wywoływanie wrażeń, skojarzeń i przeżyć przyjemnych lub budzących grozę. W ostatecznym rachunku zależy to od świadomości odbiorcy. Może on dzielić się swoimi wrażeniami na temat wartości dzieła z innymi ludźmi i jeśli uzyska ich aprobatę, wartość dzieła staje się intersubiektywna, ale nigdy w pełni obiektywna. Na temat sposobu istnienia wartości toczy się nieustanny spór. Moim zdaniem, obiektywnie istnieją informacje zawarte w dziele, a sposób ich odbioru, interpretacji i oceny są subiektywne. Twórcę ocenia się podług wartości jego dzieła. Dlatego ocena twórcy też jest tylko subiektywna albo intersubiektywna.

Koń jaki jest, każdy widzi?

Rzeczywistość doświadczana przez odbiorcę dzieła może różnić się od tej, która została zaprezentowana przez autora w jego dziele i tym samym zobiektywizowana. Rzeczywistość doświadczana przez odbiorcę jest subiektywna. Zależy ona od różnych czynników podmiotowych odbiorcy - wrażliwości estetycznej, wyrobienia artystycznego (edukacji artystycznej), ogólnego poziomu wiedzy i kultury, wnikliwości, umiejętności analitycznych, wyobraźni i stereotypów funkcjonujących w jego świadomości. Różnica między subiektywnym doświadczaniem rzeczywistości przedstawionej w dziele a obiektywną rzeczywistością zawartą w nim zmniejsza się w miarę uzyskiwania wiedzy o twórcy.

Dawno temu Goethe zwracał na to uwagę w odniesieniu do poetów w znanym aforyzmie: Wer den Dichter will verstehen, muss in Dichters Lande gehen." (Kto chce zrozumieć poetę, musi pójść do jego kraju). Tę wypowiedź można sparafrazować rozszerzając ją na wszystkich twórców:Wer das Werk will verstehen, muss des Authors Seele sehen." (Kto chce zrozumieć dzieło, musi zobaczyć duszę autora). Trzeba nie tylko poznać środowisko twórcy, ale zgłębić jego duszę. Jednak tylko bardzo bliscy znajomi są w stanie domyślić się tego, co tak naprawdę twórcy „w duszy gra".

Związek rzeczywistości, którą twórca zamierza przedstawić, z rzeczywistością, której doświadcza odbiorca dzieła, jest dość skomplikowany. Z jednej strony, twórca - mimo postępu technicznego i stałego doskonalenia warsztatu - ma zawsze ograniczone możliwości prezentacji i nigdy nie jest w stanie przedstawić w swoim dziele tego, co zamierza, a z drugiej strony - odbiorca z różnych przyczyn nie jest w stanie adekwatnie tego odtworzyć. A zatem, ciągle ma się do czynienia z rozbieżnością między rzeczywistością, którą twórca chciałby ukazać, a rzeczywistością, którą prezentuje w swoim dziele i rzeczywistością faktycznie odbieraną przez adresata dzieła.

Pecunia non olet

Rzeczywistość przedstawiona w dziele ulega alienacji z chwilą zaprezentowania go. Wymyka się spod kontroli twórcy i staje się żerem dla innych, przede wszystkim dla menadżerów różnych dziedzin twórczości i ludzi związanych z marketingiem. Obecnie, w społeczeństwie konsumpcyjnym, o wiele bardziej niż dawnej, twórca nie może się obyć bez menadżera, ponieważ do tego, by zaistnieć, dać znać o sobie i zyskać popularność, co zapewnia mu warunki egzystencji oraz możliwości tworzenia dzieł, musi przede wszystkim zafunkcjonować na rynku. Sam zazwyczaj tego nie zrobi, ponieważ nie zna się na tym, albo szkoda mu na to czasu. Jest więc całkowicie zdany na łaskę znawców rynku i pośredników, którzy żerują na wyzysku twórców. W tym między innymi daje znać o sobie coraz silniejsza ingerencja ekonomii w domenę twórczości.

Z troską wypada odnotować fakt, że wszelkiego rodzaju twórczość została urynkowiona i popadła w niewolę pieniądza. Być może ma to jakieś zalety; może prawa konkurencji na rynku wymuszają większą aktywność twórców i doskonalenie swoich dzieł. Ale jeśli tak jest, to w niewielkim stopniu. Jakość dzieła zależy przede wszystkim od talentu twórcy, a tego wcale nie przybywa ani od jego pozycji na rynku, ani od jego finansów. Wręcz przeciwnie, pieniądz psuje twórcę i jego dzieło. Twórcę, ponieważ poddany presji ideologii konsumpcjonizmu ulega pokusie bogacenia się w miarę wzrostu dochodów i tworzy na potrzeby rynku to, na co jest aktualnie masowy popyt i jak najmniejszym wysiłkiem. Na tworzenie bardziej ambitnych dzieł brak mu czasu, a także chęci do większego wysiłku. Oprócz tego wielkie dzieło wymaga większych kosztów, a to się nie opłaca. A to, siłą rzeczy, pociąga za sobą redukcję jakości dzieł.

Oryginalna twórczość tonie w morzu pieniędzy, a w jej miejsce wciska się miernota, która zaśmieca kulturę. Wskutek tego postępuje proces przyśpieszonej degradacji środowiska kulturowego i duchowego, nie mniej groźny dla ludzi, niż zaśmiecanie oraz degradacja środowiska przyrodniczego. Tylko niektóre z odpadów poprzemysłowych (a one głównie zaśmiecają środowisko przyrodnicze), zwłaszcza toksyczne, są szkodliwe dla zdrowia; inne - szkodzą wyglądowi otoczenia. Z różnego rodzaju odpadami gromadzonymi w środowisku przyrodniczym można sobie skutecznie radzić na przykład poprzez ograniczanie emisji pyłów i recykling. W ten sposób, dzięki ekologizacji techniki, możliwe jest zahamowanie tempa zaśmiecania środowiska przyrodniczego oraz jego rekultywacja.

O wiele trudniej jest pozbywać się śmieci z środowiska kulturowego oraz duchowego i ograniczać ich szkodliwe działanie na świadomość ludzi, na zatruwanie ich duszy. O tym prawie się nie mówi, bo kto w świecie panowania dóbr materialnych przejmuje się sprawami świadomości lub ducha, jeśli nie wpływają one na wzrost wydajności pracy, wyzysku i pomnażania bogactwa? A przecież w sferze świadomości i duchowości, mocno związanej z kulturą, tworzy się paradygmaty i stereotypy zachowań we wszystkich pozostałych obszarach aktywności ludzi. W tym sensie kultura determinuje cielesność oraz przyrodę, co wcale nie przeczy tezie o pierwotności przyrody, bez której nie byłoby możliwe uprawianie kultury.

Chodzi tu bowiem o dwa różne aspekty pierwotności - funkcjonalną i egzystencjalną. W każdym razie, toksyczne dla świadomości i duchowości artefakty kultury w postaci marnej jakości dzieł - śmieci, za pomocą których celowo lub nieintencjonalnie niszczy się wrażliwość estetyczną i moralną, z trudem udaje się usuwać z naszego środowiska życia. Problematyczna jest też rekultywacja obszaru kultury ze względu na o wiele większą bezwładność i odporność jej składników w porównaniu ze składnikami przyrody. Przezwyciężanie paradygmatów, stereotypów i kryteriów panujących w sferze kultury i twórczości wymaga wieloletnich wysiłków, a i tak nie da się ich do końca wyeliminować ze świadomości. Przypomnijmy, że rewolucji społecznych, które dokonywały się w obszarach gospodarki i polityki, nie udało się nigdy doprowadzić do końca, ponieważ nie udawały się w sferze świadomości, kultury i duchowości.

Intelektualne śmieci

Na każdym twórcy, nie tylko na uczonych i technikach (o czym coraz częściej mówi się) ciąży ogromna odpowiedzialność za zmiany w środowisku życia. A twórcy kultury w odróżnieniu od naukowców i techników są jeszcze dodatkowo odpowiedzialni za negatywne zmiany w świadomości ludzi. Nie wszyscy sobie to uświadamiają, a niektórzy nic sobie z tego nie robią. Nieliczni czują się powołani do pełnienia tej roli, jaka im przypada w społecznym podziale pracy oraz w kształtowaniu osobowości i rzeczywistości.

Z uwagi na tę ważną rolę, twórcy powinni być doceniani odpowiednio do wartości swych dzieł zarówno pod względem prestiżowym (twórca powinien być autorytetem w kwestiach kultury duchowej) jak i ekonomicznym (twórca powinien być dobrze wynagradzany). Niestety, tak nie jest. Bardziej docenia się twórców-producentów śmieci w środowisku kulturowym, bo na nich łatwiej można zbić fortunę. A na dobrą sprawę, twórcę usiłuje się wyeliminować z transakcji rynkowych; wystarczy jego dzieło i pośrednik - agent lub handlarz.

To jest zresztą następstwem ogólniejszej tendencji do odpodmiotowiania rynku. Podmiot - producent lub usługodawca - nie musi być obecny przy transakcjach handlowych - wystarczy jego produkt oraz agent, pośrednik itp. oraz nabywca. Odpodmiotowienie rynku jest swoistą, wyrafinowaną formą wyzysku producentów i twórców przez ludzi zastępujących ich na rynku. Pociąga to za sobą także eliminację twórcy z reklamy - reklama popularyzuje i nagłaśnia dzieło, firmę lub sprzedawcę, a nie twórcę; co najwyżej jego nazwisko, jeśli można na tym zarobić. A za sprawą pośredników oraz reklamy dzieło uzyskuje wartość w sensie ekonomicznym, która przekłada się często na wartość estetyczną. Panuje bowiem przekonanie, że im droższe dzieło, tym jest piękniejsze i wartościowsze. Dlatego większą wartość, nie tylko w sensie ekonomicznym, ma dzieło, a nie jego twórca. Dzieło musi dobrze sprzedawać się. Od tego zależy jego wartość. A dobrze sprzedaje się to, co łatwo wpada w oko lub ucho konsumenta. Dlatego od zawartości ważniejsze jest opakowanie towaru.

W odniesieniu do dzieła oznacza to, że od jego treści ważniejsza jest forma. Treść, w której kryje się idea i ideologia, sens i zamysł przekształcania rzeczywistości, nie ma wpływu na wartość dzieła; decyduje o niej forma. W związku z tym większość dzieł pozbawionych jest treści. Po co narażać ludzi na wysiłek myślenia i dociekania sensu dzieła? Lepiej dostarczać im dzieła niesemantyczne, ale szokujące swoją formą.

W przypadku dzieł literackich, niekiedy też naukowych, szokowanie formą następuje w wyniku stosowania nielogicznych fraz albo wyrazów zaczerpniętych z grypsery, języka obscenicznego lub nowomowy kreowanej przez przez, pożal się Boże, polityków i reklamotwórców. Kiedy nie ma się niczego do powiedzenia, wypowiada się tak, żeby ukryć swoją niewiedzę i bezsens za parawanem różnego rodzaj formy lub ekspresji. W coraz bardziej ogłupianym społeczeństwie wystarcza to do powodzenia twórcy.

W dzisiejszym świecie postępuje zaśmiecanie środowiska kulturowego i duchowego pseudo-dziełami trudnymi do usunięcia oraz destrukcja więzi łączącej twórcę z jego dziełem w wyniku włączania różnego rodzaju elementów pośrednich między rzeczywistością a autorem, autorem a dziełem oraz dziełem a odbiorcą. Powoduje to narastającą destrukcję kultury i duchowości oraz zakłócanie harmonii i symetrii w relacji między twórcą a wytworami jego działalności. A dzieje się to przede wszystkim za sprawą komercjalizacji twórczości, podporządkowania jej mechanizmom rynkowym oraz brutalnej konkurencji, czyli tego wszystkiego, co napędza ideologia konsumpcjonizmu.

Wiesław Sztumski

 

 

 

 

 

oem software Odsłony: 5556
Our website is protected by DMC Firewall!