banner


Gatunek ludzki szczyci się tym, że – w odróżnieniu od innych - potrafi myśleć i jest świadomy swego postępowania.

sztumski-ost.Na ogół ludzie myślą zanim coś zrobią, myślą w trakcie wykonywania czynności i myślą o skutkach tego, co czynią. Dzięki temu w większości przypadków działają świadomie.
Ale myślenie i świadomość zobowiązują; przede wszystkim do odpowiedzialności za swoje postawy, zachowania i czyny – również za ich konsekwencje w bliskiej i odległej przyszłości.

Zdolność do myślenia dała ludziom przewagę nad innymi istotami żywymi, a myślenie stało się najpotężniejszym i najskuteczniejszym narzędziem w walce o byt i przetrwanie w świecie rywalizacji i zagrożeń.
To jest walorem myślenia.
Natomiast jego stroną ujemną jest to, że stworzyło ludziom pretekst do wywyższania się nad innymi gatunkami, do ideologii antroposzowinizmu oraz do przedmiotowego traktowania zwierząt. Im bardziej w systematyce biologicznej odległy jest od nas jakiś gatunek zwierząt, tym mniej ma się skrupułów do traktowania go jak rzeczy – bez współczucia i serca.


Walka o byt w środowisku przyrodniczym zmusiła ludzi do myślenia racjonalnego, czyli podporządkowanego wymogom logiki i pragmatyzmu. Taki sposób myślenia miał zapewnić większą skuteczność podejmowanych działań oraz oszczędność środków potrzebnych do zwycięstwa.

Do myślenia racjonalnego zmusiła też ludzi walka o byt w środowisku społecznym, przede wszystkim na płaszczyźnie ekonomii, zwłaszcza, odkąd w świecie zapanowała gospodarka wolnorynkowa. Tutaj zwycięstwo zależy od skuteczności działań gospodarczych (biznesowych), wydajności pracy i minimalizacji kosztów produkcji.

Toteż myślenie racjonalne rozwija się najbardziej w sferze gospodarki i w nierozłącznie związanych z nią sferach wytwórczości materialnej i usług.

Obecnie, wskutek uznania kryteriów ekonomicznych za powszechne i najważniejsze, coraz bardziej znajduje ono zastosowanie w dziedzinie wytwórczości niematerialnej, a nawet w twórczości naukowej i artystycznej.


Racjonalnie, czyli oszczędnie


Dość dobrze znane są negatywne konsekwencje myślenia racjonalnego doprowadzonego do skrajności. Ukazało się wiele publikacji na ten temat; sam również wielokrotnie pisałem o tym. Powszechne są narzekania na myślenie pozbawione uczuć, postępowanie oparte na zimnej kalkulacji i podobne do maszyn oraz wynikające stąd przedmiotowe odnoszenie się do ludzi i urzeczowienie relacji międzyludzkich.

Ale myślenie racjonalne na gruncie ekonomii i produkcji ma pewną niewątpliwą zaletę – dało impuls do oszczędzania i wykształciło w ludziach nawyk oszczędności.

Konieczność oszczędzania nasila się także ze względów ekologicznych. Odkąd ludzie uświadomili sobie fakt, że zasoby przyrody, z których korzystają w życiu codziennym we wzrastających ilościach, są ograniczone, zmuszeni zostali do tego, by gospodarować nimi racjonalnie, czyli oszczędnie. Myślenie racjonalne w ekologii sprowadza się do szanowania tego, co zawiera środowisko naturalne człowieka oraz do oszczędzania samego środowiska w całości.

W racjonalnym, czyli oszczędnym korzystaniu, wyraża się też troska o środowisko. Oszczędność można rozumieć na dwa sposoby: albo jako gromadzenie zapasów, by posiadać pewne nadwyżki do wykorzystania, gdy zajdzie potrzeba, albo jako korzystanie z czegoś lub użytkowanie w jak najmniejszym stopniu. Im bardziej zracjonalizowane są gospodarka i zarządzanie, tym więcej mogą przysparzać oszczędności.

Oszczędzanie, zwłaszcza przesadne, ze szkodą dla siebie i innych, jest także uwarunkowane subiektywnie, na przykład przez chciwość. Nie zawsze oszczędność jest dobra. Może okazać się zła, a gdy nie zachowuje się umiaru, przeradza się w chciwość.
Zdarza się też, że można stracić na oszczędzaniu, na przykład lokując oszczędności w niepewnym banku. Mimo to, oszczędność w rozsądnych granicach jest czymś pożytecznym i niewątpliwie stanowi warunek przetrwania.
Tak więc, pod wpływem gospodarki wolnorynkowej ukierunkowanej na maksymalizację zysku cecha rozumności łączyła się z oszczędnością, a homo rationalis - człowiek rozumny - coraz bardziej stawał się również homo frugi, czyli człowiekiem oszczędnym.


Rozrzutność i marnotrawstwo


Jednak ten sam zracjonalizowany system ekonomiczny spowodował w naszych czasach pojawienie się u ludzi - z wyjątkiem biedoty, która i tak praktycznie nie ma żadnego wpływu na politykę gospodarczą i z którą nikt, oprócz populistów, faktycznie się nie liczy - cech krańcowo różnych od oszczędności, a mianowicie rozrzutność i marnotrawstwo.

Gospodarka ukierunkowana na maksymalizację zysku wykorzystuje wszelkie sposoby i środki - od stałego obniżania kosztów produkcji, zazwyczaj w wyniku obniżania płac realnych, do tworzenia sztucznego popytu i generowania towarów i usług dalece ponad potrzeby.

Elity rządzące rynkiem światowym tak nim sterowały, że rozwój gospodarki stawał się coraz bardziej niezrównoważony, a system ekonomiczny – coraz bardziej dynamiczny i jednocześnie coraz mniej stabilny.


Wydaje się wysoce prawdopodobne, że destabilizacji i niezrównoważenia gospodarki dokonywano świadomie po to, by trudno było połapać się w mechanizmach rządzących nią. Zresztą, nawet jeśli dokonywało się to przypadkowo, to i tak niczego to nie zmienia.

Wzrastające marnotrawstwo stało się faktem i jest zjawiskiem nieodwracalnym we współczesnym modelu gospodarki światowej. Nawet lansowana od niedawna idea rozwoju zrównoważonego nie zdoła chyba spowodować spowolnienia jego rozwoju.

Ta idea ma na celu nie tyle oszczędne gospodarowanie zasobami energetycznymi, ile zastępowanie tradycyjnych surowców energetycznych (węgla, drewna i ropy naftowej) alternatywnymi źródłami energii (wiatr, woda, słońce). Nie głosi ona wcale rezygnacji z nadmiernego wykorzystywania energii, na przykład na zbyteczne iluminacje, reklamy itp., ani z przesadnego zużycia materiałów. Mieści się bowiem w ramach modelu gospodarki nastawionej na wzrost konsumpcji ponad rozsądne potrzeby, czyli na nadkonsumpcję i - co za tym idzie – na nadprodukcję, a więc na coraz większe i szybsze nadzużywanie energii oraz różnych materiałów.


Wzrost zużycia energii będzie postępować w związku ze wzrostem produkcji, mimo stosowania energooszczędnych urządzeń technicznych. Nie ma wszak pewności, czy zaoszczędzona przez nie energia zrekompensuje narastające zapotrzebowanie na energię, wynikające ze wzrostu produkcji i usług. W przypadku energii nie chodzi o to, by zmniejszyć ilość jej zużycia w ogóle, ile o to, by nie zabrakło jej do postępującej nadprodukcji wobec perspektywy szybkiego wyczerpywania się tradycyjnych źródeł energii. A że przy okazji spełnia się jakieś wymogi ekologiczne, to całkiem inna i raczej drugorzędna sprawa.


To, co szczególnie oburza


Rozrzutność i marnotrawstwo idzie w parze z postępem cywilizacji i ze wzrostem stopy życiowej. Przejawia się w różnych formach i dotyczy różnych dóbr. Najbardziej widoczne i oburzające jest marnotrawstwo sprzętu, obuwia, odzieży, żywności i papieru.


Niszczenie dobrego jeszcze sprzętu jest spowodowane postępem technicznym, w którego wyniku bardzo szybko pojawiają się na rynku nowsze i doskonalsze przedmioty, a do starych nie produkuje się części zamiennych, albo ich naprawa jest nieopłacalna - lepiej kupić nowszy i lepszy sprzęt za cenę naprawy starego. Nie chodzi się w dobrych jeszcze butach ani ubraniach, ponieważ nie są już modne, a moda zmienia się coraz szybciej.


Wyrzuca się żywność kupowaną w nadmiarze (im więcej się kupuje i w większych ilościach, tym jest taniej), której nie jest się w stanie potem skonsumować.

Według badań przeprowadzonych w 2011 r. przez Szwedzki Instytut Żywności i Biotechnologii w ramach międzynarodowego programu Global Food Losses and Foot Waste pod auspicjami FAO, każdego roku traci się około 1,3 mld ton żywności, co stanowi 1/3 całkowitej globalnej produkcji rocznej.

W krajach uprzemysłowionych 40% żywności zdatnej do spożycia wyrzucają detaliści i konsumenci z różnych powodów. Można by nią nakarmić 12 mld ludzi.
Badania przeprowadzone w marcu 2012 r. na Uniwersytecie w Stuttgarcie pokazały, że rocznie w Niemczech marnuje się 11 mln ton żywności, z czego 60% w gospodarstwach domowych, tj. ok. 82 kg przez jednego mieszkańca.


Epoka cyfrowa kocha papier


Ogromne jest również marnotrawstwo papieru. Do nadmiernego i niepotrzebnego zużycia papieru przyczyniło się masowe - w urzędach i domach - korzystanie z drukarek i kserokopiarek. Pisanie ręczne i maszynowe wyszło z obiegu; łatwiej pisze się na komputerze i drukuje. Teraz już nikt nie liczy się z papierem.

Szczególne marnotrawstwo papieru występuje w reklamie i propagandzie przedwyborczej. Wytwarza się ogromne ilości różnych ulotek i plakatów, które wciska się przechodniom, wiesza na słupach i wysyła pocztą. (Np. w Niemczech około 30 kg ulotek reklamowych wrzuca się rocznie do jednej skrzynki listowej.) Prawie nikt ich nie czyta i dlatego bardzo szybko lądują w koszach na śmieci. A płacą za nie konsumenci i podatnicy.


To samo dotyczy druków urzędowych (nasz Sejm zużywa prawie 6 tys. kartek papieru dziennie), gazet i czasopism, których ukazuje się bez liku (prawie 7,5 tys. tytułów wydawanych jest obecnie, podczas gdy dziesięć lat temu było ich 5,5 tys., a dwadzieścia lat temu 3,2 tys.). A wystarczyłoby kilka, bo przecież wszystkie zawierają te same informacje i ilustracje czerpane z jednego źródła, z jednej światowej agencji informacyjnej, odpowiednio wyselekcjonowane czy ocenzurowane.


W ciągu ostatnich 40 lat, mimo - a może dzięki – komputeryzacji, 4-krotnie wzrosło zużycie papieru w świecie. U nas jedna przeciętna instytucja państwowa zużywa rocznie 4 863 029, 33 stron papieru formatu A4; ich wyprodukowanie wymaga wyrębu 405 drzew (z jednego drzewa otrzymuje się ok. 60 kg papieru). Roczne zużycie papieru w Polsce wynosiło w końcu lat 80. ok. 40 kg na osobę, a ostatnio wynosi już 72 kg.

Dla porównania, w USA w 2012 r. wynosiło ono 340 kg (najwięcej na świecie), a w Szwecji, Finlandii i Niemczech jest dwukrotnie wyższe niż w Polsce (Niemcy zużywają tyle, ile Ameryka Płd. i Afryka razem).

Pamiętam, że zanim zaczęto wprowadzać komputery do masowego użytku, twierdzono - a to miało między innymi świadczyć o zaletach komputeryzacji - że w wyniku dygitalizacji dokumentów nastąpi znaczny spadek zużycia papieru. Ale to się wcale nie sprawdziło. Wręcz przeciwnie, znacznie wzrosło zużycie papieru i jego marnotrawstwo.

A ilość zużywanego papieru uznaje się – o zgrozo, bo to przypomina czasy, kiedy o postępie decydowały ilości ton stali na głowę mieszkańca - za jeden ze wskaźników postępu cywilizacyjnego. Drukuje się różne mniej lub bardziej potrzebne dokumenty w niezliczonych ilościach, powiela się je, kopiuje i gromadzi, chociaż dokumenty można digitalizować, a wszystkie dane można zapisywać na nośnikach pamięci komputerowej i sięgać do nich w każdej chwili w razie potrzeby.


Upadek rozumu


Postęp cywilizacji zachodniej oraz permanentne ogłupianie spowodowały, że współczesny człowiek wykazuje wyjątkowy brak rozsądku w wielu swoich postępowaniach. Natomiast konsekwencją ideologii konsumpcjonizmu oraz ekonomii żywiącej się niepotrzebną nadprodukcją i nadkonsumpcją oraz nadzużyciem jest ukształtowanie się u ludzi zachowań, charakteryzujących się brakiem umiaru w konsumpcji. Toteż w życiu codziennym ludzie bez namysłu oraz poczucia odpowiedzialności szastają czym się da i ile się da, byleby tylko zaspokoić swoje - a w gruncie rzeczy narzucone przez dyktatorów mody i reklamy - zachcianki i poczuć się dowartościowanymi.

Przy tym często i nagminnie zaciągają pożyczki albo kredyty, które coraz trudniej im spłacać i w końcu pauperyzują się. Za to zapewniają rosnące zyski właścicielom koncernów globalnych i finansjerze światowej.


Tak oto skutecznie wypierana jest rozumność z życia ludzi, którzy może jeszcze w jakimś sensie są istotami racjonalnymi, ale już coraz bardziej pozbawionymi rozsądku i coraz mniej odpowiedzialnymi w swej działalności gospodarczej. To w znacznej mierze uszczupla ich racjonalność.

O ile wcześniej racjonalność wiązała się z oszczędnością, to dzisiaj bardziej wiąże się z rozrzutnością. Człowiek oszczędny, będący wytworem racjonalnej ekonomii, przekształca się już zauważalnie w człowieka rozrzutnego (homo prodigus). Ten proces przekształcania się będzie nadal postępować, ponieważ nic nie wskazuje na to, żeby miało być inaczej, przynajmniej w przyszłości dającej się przewidzieć.
Wiesław Sztumski

2 listopada 2012