banner


 Godność uległa utowarowieniu i funkcjonuje na rynku na równi z innymi towarami, zgodnie z prawami rynku.


szt.Godność jest przede wszystkim kategorią etyki, za pomocą której wartościuje się ludzi w różnych aspektach. Pojmuje się ją raczej intuicyjnie, bo nie doczekała się jeszcze porządnej naukowej definicji. Rozumiemy ją  jako wartościowość, wzniosłość, szlachetność, majestat, moralny nakaz wewnętrzny oraz jako postawę wynikającą z uświadamiania sobie własnej wartości w związku z wykonywanym zawodem i zajmowaniem stanowiska wzbudzającego szacunek.
W godności mieści się własny wizerunek, wykonywanie misji społecznej i uznanie ze strony znaczących osób.

Godność to poczucie własnej wartości najwyższej i autonomicznej, jakby samej w sobie, to przekonanie, że zasługuje się na szacunek. Sprowadza się ona do poczucia własnej wartości i uznania dla siebie. Ale to nie wystarcza; pragnie się również uznania przez innych ludzi, wśród których się przebywa. A więc godność funkcjonuje w wymiarze indywidualnym i społecznym. W pierwszym oznacza szczególne odnoszenie się moralne do samego siebie, a w drugim - stosunek społeczeństwa do siebie.  

Subiektywne poczucie godności i jej akceptacja intersubiektywna warunkują się obopólnie. Ma się poczucie godności, gdy jest się przekonanym, że jest się kimś wartościowym z jakichś powodów i według własnych kryteriów oceny siebie i że dlatego zasługuje się na szacunek ze strony innych ludzi.

Jednak nie zawsze tak jest; czasem zdarza się dysonans ocen moralnych - inni ludzie mają o kimś inne zdanie aniżeli on sam o sobie. To zależy od różnych czynników i sytuacji społecznych, między innymi od tego, jaki image potrafi się sobie wykreować, jak prezentuje się swoje walory i jak da się radę przekonać innych ludzi do uznania ich za wiarygodne i pożądane. Poczucie własnej wartości wymaga weryfikacji w praktyce społecznej - odzwierciedla się i urzeczywistnia w relacjach interpersonalnych.

Są też inne pozaetyczne lub metaforyczne sposoby pojmowania godności, np. jako pozycja zajmowana w hierarchii społecznej czy piastowany urząd, zasługa oraz niewzruszona postawa lub opanowane zachowane się w różnych sytuacjach życiowych, zwłaszcza krytycznych.

Godność wiąże się z nie tylko z szacunkiem dla siebie, ale także ze szlachetnością, honorem, dumą, samozadowoleniem, statusem społecznym, sławą, popularnością, dobrym imieniem, prestiżem, renomą, reputacją i pychą.

Godność nie jest wielkością stałą, lecz zmienia się w zależności od kontekstu społecznego - od czasu i miejsca, gdzie się jest, od przynależności etnicznej, wyznaniowej i kulturowej, uznawanego systemu wartości etycznych i aprobaty przez grupę społeczną, w której się funkcjonuje. Jak inne kategorie etyczne i cechy charakteryzujące człowieka, jest ona cechą wielowymiarową, stopniowalną i względną.
 

Co czyni człowieka wartościowym w oczach własnych i cudzych, dzięki czemu uznaje się on sam albo społeczeństwo uznaje go za jednostkę wartościową? Subiektywna ocena własnej wartości, czyli poczucie godności, zależy od czynników społecznych - od środowiska społeczno-kulturowego, które poniekąd narzuca jednostkom i społecznościom kryteria wartości w procesach edukacji, inkulturacji i socjalizacji.

Niestety, nie ma absolutnego ani ponadczasowego kryterium oceny ludzi: ich zachowań, postaw, czynów, wartości itp. Są tylko mniej lub bardziej względne kryteria - zrelatywizowane do danego kręgu kulturowego i historycznie zmienne. Zazwyczaj za wartościowe, a więc godne, uznaje się to, co dla danej społeczności przedstawia jakąś niekwestionowaną wartość, a to jest kwestią umowną. Tzw. obiektywne kryteria wartości i godności są w istocie i w ostatecznym rachunku ustanawiane arbitralnie.

O ile dawniej te kryteria tworzyły się po większej części żywiołowo, to ostatnio - jak wiele innych spraw związanych z życiem społecznym - są one kreowane i propagowane przez elity społeczne, w szczególności przez wszelkie elity władzy funkcjonujące w sferach polityki, ekonomii, religii, ideologii, sztuki, mody itd. Podsuwają one takie wzorce etyczne, wartości, kryteria dobra, sposoby wartościowania i wykładnie norm etycznych, które służą ich interesom, przede wszystkim sprawowaniu władzy nad światem i maksymalizacji zysków.

Nie wiadomo, dlaczego ludzie są im posłuszni i akceptują te kryteria bez zastanowienia się, jakimi autorytetami są ich twórcy i jakie mają prawo moralne narzucać swoje kryteria etyczne masom społecznym poza tym, że robią  to z własnej woli i z własnego nadania, czyli z tytułu posiadanego bogactwa i władzy.

Godność - produkt kultury

Według etyki personalistycznej, godność przysługuje każdemu człowiekowi ex definitione. Uznawana jest za cechę gatunkową ludzi, wartość uniwersalną i wrodzoną, którą ma się może od chwili poczęcia - godność ma nawet embrion ludzki - a bez wątpienia od chwili narodzin. Ten antroposzowinistyczny pogląd, odzwierciedlający wywyższanie się ponad inne gatunki istot żywych potwierdza wiara, a nie nauka. O godności w duchu personalistycznym najgłośniej wypowiada się Kościół katolicki, ale przeważnie w aspekcie aborcji, sztucznego zapładniania i eutanazji.  Również w odniesieniu do ludzi ubogich i chorych, chociaż nie podejmuje żadnych skutecznych działań praktycznych na rzecz likwidacji biedy, ani zapewnienia chorym godnego traktowania. A pociecha duchowa i incydentalne akty współczucia z okazji wielkich świąt kościelnych mają wydźwięk populistyczny.
 

W rzeczywistości, godność jest produktem kultury i nie przynosi się jej ze sobą na świat, lecz nabywa się ją i rozwija w ciągu swego życia w wyniku socjalizacji od momentu narodzin; dlatego może wydawać się, że jest wrodzona. Jest ona dziełem jednostki i kształtuje się w zależności od stopnia angażowania się w życie społeczne. Jej rozwój zależy od predyspozycji osobistych - od chęci i zdolności do wyróżniania się i realizacji swojego powołania. 

Nie jest prawdą, że godności nie można kupić za żadną cenę, że nie zależy od kontekstów społecznych, ani że jest nadrzędnym i ponadczasowym imperatywem etycznym, jakim należy kierować się we wszelkich działaniach bez względu na okoliczności.

Natomiast ochrona godności i rozwijanie jej jest nakazem moralnym dla jednostek, społeczeństwa i państwa, dlatego że z jednej strony, każdy powinien być autonomiczny, a to jest możliwe dzięki maksymalizacji godności aż do przekształcenia się jej w majestat. A z drugiej strony, obowiązkiem społeczeństwa i państwa powinno być poszanowanie godności i zapewnienie jej ochrony każdemu obywatelowi.
 

Tymczasem w ustrojach demokratycznych i liberalnych postępuje deflacja godności człowieka. Po części za sprawą samych ludzi, którzy przestają dbać o swoją godność, bo nie jest im do niczego potrzebna. Nie przywiązują wagi do niej, albo chcą się jej pozbyć i sprzedać, gdy tylko znajdzie się kupiec; a po większej części z winy warunków, w jakich przyszło ludziom żyć w modelach społeczeństw narzucanych przez różne elity władzy.

W pierwszym przypadku chodzi o to, że nie zawsze i nie wszędzie warto obnosić się ze swoją godnością - często lepiej opłaci się nie okazywać jej, zwłaszcza, gdy nie ma się władzy, albo jest się ubogim, a nawet postępować niegodnie, by móc wzbogacić się lub stać się kimś znanym i ważnym.

W drugim przypadku chodzi o to, że życie w społeczeństwie masowym, kształtowanym wcześniej w państwach totalitarnych (nieliczenie się z jednostkami, kolektywizacja, urawniłowka, uniformizacja i standaryzacja) nie sprzyja wzmacnianiu poczucia godności, raczej tłamszeniu jej. Przyczynia się do tego w znacznym stopniu arogancja władzy i biurokratów.
 

Różne przyczyny odwartościowywania godności

Jedne są natury ekonomicznej: ubóstwo, brak samodzielności ekonomicznej, życie poniżej średniego standardu, handel ludźmi i ich organami, wszelkiego rodzaju wyzysk towarzyszący formowaniu społeczeństwa produktywnego (achievement-oriented society), czyli zorientowanego na osiągnięcia lub sukcesy itp.

Drugie są światopoglądowe: przede wszystkim dyskryminacja ze względu na poglądy, przynależność rasową i wyznaniową, nakaz lub zakaz manifestacji swego wyznania, przymuszanie do uczestnictwa w obrzędach religijnych i zabranianie go, zmuszanie do oglądania symboli religijnych i słuchania nabożeństw w przestrzeni publicznej itp. Trzeba zaznaczyć, że jakiekolwiek jednostronne wpływy religijne lub antyreligijne naruszają godność człowieka. (Dlatego w niektórych krajach, np. w Niemczech, postuluje się, żeby do 18. roku życia na lekcjach religii nauczać bezstronnie o wszystkich istniejących religiach, światopoglądach i orientacjach etycznych). 

Trzecią grupę przyczyn nazywam umownie wspólnotowymi, ponieważ wynikają z życia jednostek w społecznościach. Należą do nich: ekskluzja społeczna, nieakceptacja, nieuczciwość, niesprawiedliwość, przemoc, niezrozumienie, naruszanie prywatności, podejrzliwość, pomijanie, ignorancja, traktowanie instrumentalne i przedmiotowe, wulgaryzacja.

Czwarta grupa przyczyn obejmuje stosunki zawodowe: mobbing, wynagradzanie nieadekwatne do wykonywanej pracy, pomijanie w awansach, dokuczliwe lub nieuzasadnione wytykanie błędów itp.

Do piątej grupy należą przyczyny polityczne: szykany z tytułu przynależności partyjnej i krytyki ustroju, wykluczenie mniejszości przez większość w procesie podejmowania decyzji itp.

Ostatnią grupę stanowią przyczyny psychologiczne: zakłamanie, zawstydzanie, poniżanie, szydzenie, uwłaczająca krytyka itp.

Szarganie godności


O ile w totalitaryzmie godność jednostek i całych grup społecznych była deptana przez kogoś z zewnątrz - wyalienowany system władzy politycznej, okupanta, dyktatora, tyrana, policję itp., to w liberalizmie jednostki same pozbywają się jej bez przymusu zewnętrznego, ponieważ chcą, a chyba bardziej muszą, adaptować się do warunków, jakie stwarzają im liberalni władcy - te „dobre paniska”.
Co więcej, pomiata się godnością w majestacie przestrzegania praw człowieka. No cóż, „człowiek, to brzmi dumnie”, szkoda, że tylko w pustosłownych sloganach, a nie w rzeczywistym życiu.
 

O deprecjacji godności, pozbywaniu się jej i szarganiu, przekonują liczne zjawiska doświadczane na co dzień, zwłaszcza kontakty z instytucjami, funkcjonariuszami władzy, rozmaitymi przełożonym i wszystkimi, od których jest się zależnym z różnych powodów. A im bardziej jest się zależnym, tym bardziej godność jest zagrożona.
 

Życie potwierdza następujące prawidłowości:

  • Im wyższy szczebel zajmuje się w hierarchii władzy, tym gorszy ma się stosunek do podwładnych, interesantów i klientów - i tym samym mniej szanuje się ich godność. Odnosi się to tak do władzy świeckiej jak i duchowej - nie wyłączając hierarchów kościoła katolickiego, którzy z reguły lekceważą ludzi chcących dostąpić łaski spotkania się z nimi w różnych sprawach. Nie wspomnę o wymaganej, albo tolerowanej przez nich czołobitności i upokorzeniu. (Możliwe, choć mało prawdopodobne jest, że to zmieni się za sprawą papieża Franciszka.) Z reguły „wielcy ludzie” nie spotykają się face to face z interesantami, tylko za pośrednictwem swoich sekretarzy, rzeczników i innych pośredników. To uwłacza godności interesantów.
     
  • Im liczniejsze jest zbiorowisko ludzi, tym mniej liczy się ich podmiotowość i godność. Uszanowanie godności jednostki wymaga dostrzeżenia jej, a więc wyodrębnienia na tle innych i skupienia uwagi na niej. W dużym skupisku ludzi, zwłaszcza w tłumie, trudno tego dokonać, ponieważ zacierają się granice między poszczególnymi ludźmi - zlewają się oni w masę.
     
  • Im bardziej społecznością „rządzą” prawa statystyczne, tym mniej dostrzega się jednostki i liczy z nimi i z ich godnością. Statystyczne, tzn. przeciętne odnoszenie się do ludzi implikuje szacunek dla przeciętnej, zbiorowej, czyli abstrakcyjnej godności, a nie do realnej i jednostykowej.

 

 

Wiele wskazuje na to, że nieposzanowanie godności zwykłych ludzi będzie wzmagać się. Postępuje wzrost arogancji władzy, celebrytów, VIP-ów i podobnych kreatur, wyobcowanych od mas społecznych i charakteryzujących się wybujałą pychą. Społeczności będą coraz liczniejsze wskutek postępującego przyrostu ludności. W związku z tym będzie wzrastać rola prawidłowości statystycznych oraz podporządkowanie się przeciętnym wartościom i średnim standardom. Postępowi technicznemu będzie towarzyszyć coraz większe upodabnianie się ludzi do robotów, a robot nie ma godności.

Poza tym pozbawianie ludzi godności będzie się nasilać w związku z konsekwentnym zastępowaniem kanonów etyki przez imperatyw komercji w różnych sferach życia. Mam tu na myśli przede wszystkim sferę reklamy i propagandy, gdzie bezkarnie propaguje się kłamstwo. Tak samo w środkach przekazu masowego. Prasa, zwłaszcza kolorowa (czytaj: brukowa), Internet i telewizja prześcigają się w szarganiu godności ludzi. Tytułem przykładu wystarczy przytoczyć wciskaną wszędzie w sposób nachalny pornografię, naruszanie prywatności aż do wkraczania w sferę intymną, audycje typu reality show, big brother itd. (Sąd Najwyższy Słowacji uznał już program reality show za naruszający godność rodziny.)

Upowszechnienie się imperatywu komercji i realizacja modelu achievement-society w wymiarze ekonomicznym, tzn. zorientowanego na stały wzrost bogacenia się, spowoduje zwiększenie udziału skądinąd zacnych ludzi - artystów, naukowców itp. - w kłamliwych reklamach, niewybrednych spotach, wywiadach, wypowiadaniu poglądów, orzeczeniach i imprezach.

 

Cecha kapitalizmu

 

Powszechnie uważa się, że godność jednostki była zagrożona i poniewierana w ustrojach totalitarnych, np. w państwach socjalistycznych - między innymi z tego powodu ustroje te były znienawidzone i zwalczano je. Z pewnością tak było, ale nie tak bezczelnie, na taką skalę i w tak perfidny sposób, jak obecnie w państwach kapitalistycznych - wolnych i demokratycznych - gdzie powinno się przestrzegać się praw człowieka, zasad humanizmu i demokracji.

Z dużym prawdopodobieństwem można twierdzić, że dewaluacja i szarganie godności jest jakby wkomponowane w system kapitalizmu i stanowi jego element oraz nieodłączną cechę - weryfikuje to życie codzienne milionów ludzi. A główną przyczyną tego jest stale postępująca komodyfikacja wszystkiego i związany z nią handel, czym się da i na co tylko znajdzie się nabywców - od handlu żywym towarem (kobietami, dziećmi, specjalistami, piłkarzami itp.), narządami, embrionami ludzkimi, czcią, honorem, logo, autorytetem, poglądami, własnym wizerunkiem i dyplomami aż po handel cnotami etycznymi nie wyłączając świętości.   
      

W rozwiniętej gospodarce rynkowej godność uległa utowarowieniu i funkcjonuje na rynku na równi z innymi towarami zgodnie z prawami rynku. Jako towar ma swoją cenę, która zależy od popytu i podaży, od możliwości zarabiania na niej oraz od właściciela godności i zamożności kupującego.
Dlatego godnością można kupczyć bez żenady. I to się robi. Bez jakichkolwiek skrupułów moralnych wystawia się ją na sprzedaż i sprzedaje się ją byle komu, byle najdrożej i nie ważne, w jakim celu: godziwym czy nieetycznym. Doszło już do tego, że byle kto może również kupić sobie godność w postaci tytułu naukowego doktora i profesora.
Szybką i legalną sprzedaż tytułów oferuje na przykład niemiecka „Akademischer Beratungsdienst” (http://www.ihr-doktortitel-14.com) - za 49 € tytuł doktora honoris causa, za 79 € - tytuł profesora i za 97 € tytuł profesora doktora; tymi tytułami można posługiwać się na terytorium Niemiec. Tego rodzaju transakcja niewątpliwie przyczynia się od deflacji godności naukowca.
 

Najwięcej kupczą swoją godnością tzw. celebryci: ludzie cieszący się powszechnym zaufaniem społecznym, artyści, aktorzy, lekarze, eksperci i, niestety, coraz częściej też naukowcy, a więc ci, którzy są raczej dobrze, a przynamniej średnio zamożni i nie musieliby tego robić. Ale u nich przeważa czynnik ekonomiczny nad etycznym i dlatego ulegają żądzy pomnażania swego bogactwa per fas et nefas. (Kiedy parę lat temu napisałem o prostytuowaniu się naukowców w „Przekroju” Nr 31/3293/31 lipca 2008 i w „SN” Nr 3, 2010 - Sprzedajna nauka, spotkałem się z częściowo uzasadnionym oburzeniem środowiska, ponieważ oparłem swoją hipotezę na nielicznych przypadkach. A ja chciałem tylko zwrócić uwagę na zjawisko, które znajdowało się in statu nascendi, które spostrzegłem i które wykazywało tendencję wzrostową, po to, żeby - jak to się mówi - dmuchać na zimne i uczulić na nie naukowców i nie tylko ich. Teraźniejsze fakty coraz bardziej utwierdzają mnie o tym, że miałem rację.) Duchowe prostytuowanie się ludzi znanych, polegające na kupczeniu własną godnością, nie jest już zjawiskiem sporadycznym, lecz społecznym.

Społeczeństwo żebrzących

Traci się godność głównie z przyczyn ekonomicznych i chęci przeżycia. Powszechnym zjawiskiem społecznym jest masowo uprawiane żebractwo. Uprawiają je zwykli biedacy, którzy w ten sposób pozyskują pieniądze potrzebne do wegetacji na jakim takim poziomie w rzekomym społeczeństwie dobrobytu - tacy zawsze funkcjonowali w ramach tzw. marginesu społecznego. Będzie ich przybywać wskutek drastycznej pauperyzacji oraz postępującej polaryzacji na biednych i bogatych za sprawą niesprawiedliwych reguł redystrybucji dochodu społecznego, nb. stanowionych przez bogatych.

Chodzi też o żebractwo uprawiane przez ludzi średnio zamożnych: chorych w celu pozyskiwania funduszy na coraz droższe leczenie, artystów i wynalazców poszukujących sponsorów w celu finansowania swojej twórczości, naukowców starających się o granty na badania, publikacje oraz na wyjazdy na konferencje i staże naukowe, literatów, by mogli pokryć koszty druku swoich książek, a także sportowców, żeby mogli trenować w odpowiednio wyposażonych ośrodkach.
Na każdym kroku spotyka się z prośbami o wspomaganie chorych dzieci, na których leczenie brakuje środków z wciąż uszczuplanego NFZ, trwonionego i rozkradanego przez zarządców, oraz o wspomaganie różnych fundacji i organizacji charytatywnych.

A czym innym, jak nie formą „eleganckiego żebractwa” jest ubieganie się o granty naukowe i sponsorów, które pociąga za sobą utratę godności ludzi żebrzących z wyższych pobudek, dla wzniosłych celów jak i o dostęp do elit władzy? Zmuszanie coraz większej liczby ludzi do różnych form żebractwa i utraty godności rodzi niepokój, gdyż - być może - w nieodległej przyszłości ukształtuje się swoiste „społeczeństwo żebrzących”. A przecież w zdrowym społeczeństwie i państwie realizującym postulaty solidaryzmu, sprawiedliwości ekonomicznej, szacunku dla obywateli i ochrony ich godności taka patologia nie powinna w ogóle mieć miejsca. W poprawnie zarządzanym państwie przez uczciwych, światłych i empatycznych władców każdy powinien mieć zapewniony dostęp do odpowiedniej opieki lekarskiej i leków. Zaś w „społeczeństwie sukcesu” każdy autentyczny i rokujący nadzieje na sukces twórca, wynalazca, artysta, mistrz sztuki i sportu itp. powinien mieć zapewnione środki finansowe potrzebne do odpowiedniego wyposażenia swego warsztatu i rozwoju zawodowego.


Nie jestem pewien, czy deprecjacja godności jest nieodłączną cechą kapitalizmu i czy potrzebna byłaby jakaś rewolucja społeczna prowadząca do zmiany ustroju. Bardziej pożądana byłaby rewolucja świadomościowa, polegająca na zmianie filozofii rządzenia i ekonomii oraz odpowiednie regulacje prawne, finansowe, płacowe, zmiana kryteriów opłacalności (włączenia kryteriów społecznych i traktowania ich przynajmniej tak samo, jak ekonomicznych) i sposobu liczenia dochodu i bogactwa narodowego, przebudowa aparatu administracji państwowej i samorządowej. A przede wszystkim - likwidacja szarej strefy ekonomicznej, ukrócenie rosnącej działalności rozkradaczy majątku narodowego, aferzystów, złodziejów itp. ludzi żyjących na koszt podatników.

Raz zdobytej czy raczej wypracowanej z trudem godności nikt nie powinien się dobrowolnie pozbywać, pozwalać innym na bezczeszczenie jej i niegodne traktowanie. Wszak „utrata godności boli bardziej niż najcięższe lanie” (Carl Zuckmeyer, Aufruf zum Leben). O tym warto pamiętać.

Wiesław Sztumski
16 marca 2014