Mówił dziad do obrazu...

Utworzono: poniedziałek, 28 marzec 2016 Wiesław Sztumski Drukuj E-mail

Kto mówi językiem niezrozumiałym dla nikogo poza nim, nie mówi w ogóle. Mówić, to mówić do kogoś.
Hans Georg Gadamer

 



sztumski nowyNatura społeczna człowieka urzeczywistnia się między innymi wskutek intraspołecznego (wewnątrz grup, organizacji i społeczeństw) i interspołecznego (między grupami, organizacjami i społeczeństwami) komunikowania się ludzi ze sobą.
Komunikowanie się polega na wymianie komunikatów zawierających informacje o sobie, albo o swoim otoczeniu albo o czymś innym, co było, jest lub będzie.

Podobno, cechą odróżniającą człowieka od innych zwierząt, nawet naczelnych, jest wysoce wykształcona zdolność komunikowania się.
Jednak można mieć wątpliwość co do tego, ponieważ zwierzęta też mają jakoś (dokładnie nie wiemy, jak wysoce) rozwiniętą umiejętność porozumiewania się ze sobą, przynajmniej w obrębie własnego gatunku. Cechą odróżniającą ludzi od zwierząt jest raczej zdolność operowania wyrazami abstrakcyjnymi.


Ważną funkcją komunikowania się jest transmisja informacji. Oprócz tej funkcji spełnia inne:

- usprawnianie organizowania się, zarządzania, kooperacji i współpracy,

- umacnianie więzi i relacji społecznych,

- przekazywanie tradycji, doświadczenia życiowego i wiedzy naukowej przyszłym generacjom, czyli zachowanie ciągłości rozwoju nauki, techniki i kultury.

We wzajemnym komunikowaniu się ludzie posługują się sposobami werbalnymi i niewerbalnymi. W pierwszym przypadku korzystają z języka mówionego lub pisanego, a w drugim – z „języka ciała”: gestów, ekspresji mimicznych, postaw ciała, dotyku, strefy dystansu komunikacyjnego, zapachu, kontaktu wzrokowego i wyglądu.

Zazwyczaj komunikacja werbalna splata się z niewerbalną. Jest ona jednak uboższa od niewerbalnej ze względu na formy (najuboższa jest graficzna, ponieważ tekst napisany jest emocjonalnie obojętny).  Być może dlatego o wiele więcej informacji można przekazywać w formie niewerbalnej niż w werbalnej.
Albert Mehrabian, amerykański naukowiec, który zapoczątkował  badania zachowań  niewerbalnych, dowiódł, że 55% informacji czerpiemy z komunikacji niewerbalnej, 38% z tonu głosu, a tylko 7% z komunikatów werbalnych. I choć  do tego zgłasza się obecnie różne zastrzeżenia, to  w określonych sytuacjach wyniki badań Mehrabiana sprawdzają się.

Werbalnie można komunikować się tylko w obrębie jednego gatunku, a i to najlepiej zdaje egzamin w grupach homogenicznych, tzn. ludzi o podobnych cechach, np. o podobnym poziomie wykształcenia, profesji, zamożności, miejsca zamieszkania itp.
Natomiast w komunikacji międzygatunkowej korzysta się prawie wyłącznie z niewerbalnych sposobów komunikowania się. Dobrze wiedzą o tym właściciele zwierząt domowych, w szczególności psów. (Podobno zdarzają się także przypadki, kiedy pies potrafi odczytać jakieś słowo, albo ikonę, czyli „poczuć  pismo nosem”.)

W swoich rozważaniach ograniczam się do funkcji przekazywania informacji w inter- i intraspołecznej komunikacji werbalnej - do sposobu komunikowania się za pomocą słów przekazywanych w formie fonicznej lub graficznej.


 Ważna jakość


Transmisji informacji dokonuje się za pomocą komunikatów wysyłanych od nadawcy do odbiorcy. A zatem, w procesie przekazywania informacji uczestniczą: nadawca, komunikat i odbiorca. Zwykle nadawcę dzieli od odbiorcy pewna przestrzeń fizyczna lub społeczna, albo obie na raz.
W tych przestrzeniach może dochodzić do deformacji komunikatów, która nie zależy od nadawcy. Wówczas odbiorca dostaje informację zniekształconą, niezgodną z zamiarem nadawcy. A jeśli w tych przestrzeniach (zwanych też kanałami informacji) pojawi się ktoś, kto celowo deformuje komunikat, informacja zawarta w nim może być przekłamana albo nieprawdziwa.

Im większa jest przestrzeń dzieląca nadawcę od odbiorcy, im więcej rzeczy i osób pośredniczy w przekazie komunikatu (zwłaszcza działających intencjonalnie w celu przekazania informacji nieodpowiadającej woli nadawcy) i im większy jest dystans fizyczny, społeczny albo psychiczny między nimi, tym większe jest prawdopodobieństwo odbioru informacji zniekształconej i nieprawdziwej.
Do deformacji komunikatu przyczyniają się również czynniki obiektywne: zakłócenia transmisji spowodowane zjawiskami fizycznymi, szumy itp.

Na niewłaściwy odbiór komunikatu bardziej wpływa dystans społeczny i psychologiczny niż fizyczny lub geometryczny. Przez dystans społeczny, rozumiem różnice kulturowe, światopoglądowe, polityczne, wyznaniowe, edukacyjne (poziomu wykształcenia), różnice wynikające z zajmowanej pozycji (hierarchii) społecznej, różnice zawodowe, majątkowe itp. między nadawcą (adresantem) a odbiorą (adresatem) komunikatu.
A przez dystans psychiczny rozumiem różnice osobowościowe, charakterologiczne, behawioralne, emocjonalne i interakcyjne (kontaktowe), jakie dzielą nadawcę od odbiorcy komunikatu.

Na jakość odbieranego komunikatu istotny wpływ wywiera środowisko, w którym odbywa się jego przekaz (również sceneria), podobieństwo cech nadawcy i odbiorcy oraz symetria intencji jednego i drugiego (chęć zrozumienia się).
W związku z tym trzeba po pierwsze, w miarę możliwości odpowiednio oczyścić środowisko (kanał przekazu komunikatu) z czynników, jakie mogą zaburzać lub deformować przekazywane wiadomości. Te zakłócenia da się usunąć łatwiej z przestrzeni fizycznej niż ze społecznej, zwłaszcza, gdy przekaz realizuje się w obecności audytorium o zróżnicowanych poglądach i interesach.
Po drugie, należy starać się maksymalnie skracać dystans społeczny i psychologiczny dzielący adresanta od adresata. A po trzecie, powinno się dobierać takich adresantów i adresatów komunikatu, którym zależy na poprawnym zrozumieniu komunikatu, a nie na wypowiadaniu w nim swojego zdania na jakiś temat bez względu na treść komunikatu.

 

Kiedy słucha się komunikatów przekazywanych szerokiej publiczności przez różnych przedstawicieli władzy oraz debat (zazwyczaj sprowadzających się do pytań i odpowiedzi) w środkach przekazu masowego podczas konferencji prasowych i telewizyjnych, albo briefingów, to od razu rzuca się w oczy (raczej w uszy) nieznajomość wyżej wymienionych zaleceń, albo pogarda dla nich.


Sztuka rozmowy

 

Fragment wypowiedzi Gadamera ukazanej w motto „Mówić, to mówić do kogoś” interpretuję w ten sposób, że rozmowa z kimś (mówienie do kogoś) ma wtedy sens, jeśli ten ktoś jest w stanie rozumieć wypowiadane do niego słowa i chce zrozumieć wypowiedzi kierowane do niego. W przeciwnym wypadku lepiej milczeć.
Dyskusja polega na ciągłym przekazywaniu komunikatów między jej uczestnikami w czasie jej trwania. Celem jest dojście do wspólnego stanowiska (konsensusu) w wyniku właściwego rozumienia wypowiadanych zdań lub adekwatnej recepcji przekazywanych informacji.

Tymczasem w naszym kraju - i w krajach podobnych do naszego - praktyka dyskusji daleko odbiega od teorii jej poprawności, od dyrektyw erystyki. (Nie jest tak w tych krajach, gdzie w wyniku odpowiedniej edukacji - uwzględniającej zarówno treść wypowiedzi jak i jej formę - wykształcił się odpowiednio wysoki poziom kultury debat, sporów i zwykłych rozmów.) Dlatego u nas w większości przypadków dyskusje, spory - elit i zwykłych obywateli - do niczego nie prowadzą, niczemu nie służą (są jałowe) i budzą zniesmaczenie u ludzi przysłuchujących się im. Zdegustowani swoje oburzenie wyrażają na stronach internetowych a także w rozmowach prywatnych, w licznych komentarzach krytycznych, prześmiewczych, złośliwych i niekiedy dosadnych, a nawet wulgarnych.

Oto kilka przykładów. 


a) Fałszywa ocena zadawanych pytań. W czasie konferencji prasowej ktoś usłyszał niewygodne dla siebie pytanie zadane przez dziennikarza. Zamiast odpowiedzieć na nie zgodnie ze swą wiedzą i nie skłamać, albo przyznać się do niewiedzy, udaje, że nie rozumie pytania, nie wie, o co w nim chodzi (gorzej dla niego, jeśli nie udaje, lecz naprawdę nie rozumie) i proponuje by zorganizować szkolenie dla dziennikarzy w celu nauczenia ich, jakie mają zadawać pytania - wygodne dla niego, zrozumiałe i political correct
 
b) Zbyt duży dysonans społeczny. W czasie dyskusji często zdarza się, że zadający pytanie (lub zabierający glos w dyskusji) jest mądrzejszy od prelegenta. Wtedy ma się do czynienia z dystansem społecznym w zakresie edukacji i z naruszeniem symetrii między wiedzą adresanta i adresata komunikatu. Wymiana informacji między nimi (debata) jeszcze bardziej potwierdza ten dystans, pogłębia go i do niczego nie prowadzi – jest bezcelowa. 

c) Nieprawidłowy dobór uczestników dyskusji.  W dyskusjach publicznych (przed telewizorami albo odbiornikami radiowymi) na temat ściśle sprecyzowany przez moderatora, goście zaproszeni do programu czują się w obowiązku (zresztą za to im płacą) wypowiedzieć się. Im częściej, im dłużej, głupiej i z większą zajadłością mówią, tym lepiej są postrzegani i zapamiętani przez telewidzów lub radiosłuchaczy. I zazwyczaj, nie rozumiejąc się nawzajem, mówią od rzeczy i przekrzykują się, jakby siła przekonywania rosła z natężeniem głosu, a ekspresja była miernikiem prawdy. d)To zdarza się, gdy moderator dobrał dyskutantów, których różni znaczny dystans społeczny i psychologiczny. Kierują się oni mocno zróżnicowanymi i niezbijalnymi poglądami i wcale nie są skłonni do ustępstw i przyznania racji interlokutorom, ani nie mają zamiaru dojść do wspólnych wniosków i konsensusu. Ich celem jest zaistnieć medialnie i zdezawuować innych rozmówców, zwłaszcza prezentujących inne opcje polityczne, albo światopoglądowe. Werbalnemu komunikowaniu się towarzyszy komunikowanie się niewerbalne, które w takiej dyskusji dominuje. Być może specjalnie tak się robi, żeby dyskusji nadać koloryt emocjonalny, bo to poprawia wskaźnik oglądalności lub słuchalności audycji, mimo że w gruncie rzeczy jest to marnotrawstwo drogiego czasu antenowego, za które płacą abonenci radiowi i telewizyjni.

d) Celowe pozorowanie niezrozumienia komunikatu. Jakaś międzynarodowa instytucja kontrolna odnosi się krytycznie do funkcjonowania jakiegoś państwa i przekazuje swoje uwagi oraz wnioski w formie jasno i logicznie sformułowanego komunikatu. Jego adresat albo nie rozumie go w wyniku dysonansu społecznego (politycznego), albo w przypadku, gdy zawarte w nim uwagi pokontrolne nie odpowiadają mu z jakichś względów, rozmyślnie nie chce zrozumieć tego komunikatu i udaje, że nie wie, o co chodzi. Wtedy odwraca się kota ogonem i odpowiada nie na temat, albo twierdzi, że te uwagi nie odnoszą się do niego, ponieważ - jak sądzi - wszystko jest w porządku. W ten sposób „robi głupka” z instytucji kontrolnej i dalej działa po swojemu, jakby nigdy nic złego się nie stało, chociaż reszta świata wyraża odmienne zdanie na ten temat. Lekceważy się komunikat wskutek faktycznego, albo celowo pozorowanego niezrozumienia go i zachowuje się tak, jak w znanym przysłowiu ludowym: „Pluj komu w twarz, a on myśli, że deszcz pada”. Jest to pewna odmiana błędu w dyskusji nazywanego ignoratio elenchi (nie zrozumienie oponenta).

e) Pogwałcenie zasady minimum dystansu psychologicznego. Jaskrawym przykładem tego jest dyskusja z człowiekiem charakteryzującym się osobowością psychopatyczną (występuje ona u wielu przywódców politycznych – ludzi „chorych na władzę” oraz ludzi o skłonnościach dyktatorskich i fundamentalistycznych, którzy są  „chorzy na posiadanie niepodważalnej racji”, bez względu na fakty, które jej przeczą). Osoby takie nie uznają żadnych (najbardziej wiarygodnych, nawet naukowych) kontrargumentów w dyskusjach i z typowym uporem maniaków powtarzają swoje wydumane i „chore” opinie. Z takimi lepiej w ogóle nie dyskutować w myśl zasady: „Z głupim nie wdawaj się w spór”. Najlepiej ignorować ich, albo omijać z daleka.

f)Za silna i częsta ingerencja w wypowiedzi dyskutantów. W wielu dyskusjach publicznych emitowanych na żywo w naszej telewizji ma miejsce zbyt częste lub za mocne wtrącanie się moderatora do wypowiedzi dyskutantów. Wynika to z chęci pokazania się i pochwalenia swoją wiedzą. Skutkiem tego jest przerywanie wątku dyskusji i wprowadzanie bełkotu i chaosu.

g) Brak posumowania. Jest to nagminne zjawisko, które bierze się ze złego przygotowania się moderatora do swojej roli (czynnik subiektywny) i z konieczności zmieszczenia się w czasie przewidzianym dla audycji (czynnik obiektywny). Przy dobrym wyczuciu czasu przez moderatora, przestrzeganiu reżymu czasowego i ograniczeniu ingerencji w wypowiedzi dyskutantów zawsze można znaleźć czas na dokonanie krótkiego podsumowania.

 

Takich przykładów, czerpanych z naszej rzeczywistości społecznej (politycznej), można by przytaczać więcej i dokonywać ich klasyfikacji oraz analiz z punktu widzenia psychologii społecznej. Ale przytoczone powyżej dostatecznie uzasadniają  obawy o  jakość debat publicznych w naszym kraju; świadczą o braku wiedzy z zakresu erystyki u dyskutantów i moderatorów. Dyskusja jest nieodzownym elementem demokracji. Quasi-dyskusje , a w szczególności pozorowane, niszczą demokrację w równym stopniu, jak ich brak, redukując ją do autorytaryzmu.
Wiesław Sztumski

 

 

                                                                      

 

 

 

Odsłony: 1538
Our website is protected by DMC Firewall!