Zniesienie państw, ustanowienie miast prywatnych
Świat przechodzi obecnie radykalną zmianę. W Grenlandii mają się spełnić marzenia superbogaczy. Mowa o miastach prywatnych i specjalnych strefach ekonomicznych.
Na Światowym Forum Ekonomicznym w Davos prezydent USA Donald Trump powtórzył, że „absolutnie musi mieć Grenlandię”. Bo jeśli Stany Zjednoczone nie będą w stanie rozciągnąć Złotej Kopuły na Grenlandię, to, według Trumpa, nikczemni Chińczycy i Rosjanie nieuchronnie przejmą kontrolę nad wyspą. Trump: tak naprawdę chcesz bronić tylko tego, co faktycznie posiadasz![1]
Trump niewątpliwie ma geopolityczne ambicje wobec największej wyspy świata. Zazdrość zachodniej wspólnoty wartości jest widoczna w rosnącej liczbie operacji wojskowych NATO na Oceanie Arktycznym. Zmiany klimatyczne, którym się wielokrotnie zaprzecza, powodują topnienie lodu polarnego. Umożliwiłoby to statkom bezpośredni przepływ z Rotterdamu do Szanghaju przez Ocean Arktyczny. Ponadto topnienie wiecznej zmarzliny umożliwia wydobycie jeszcze większej ilości surowców mineralnych.
Inwestorzy już się ślinią: pierwiastki ziem rzadkich i ropa naftowa leżą pod lodowcami Grenlandii. A spadkobierca miliardera Ronald Lauder spotkał się już z grenlandzkimi politykami, aby na masową skalę pozyskiwać „wodę luksusową” z Grenlandii. Wszystko to było szeroko komentowane w mediach.
To wszystko prawda i ważne. Ale tutaj chcemy skupić się na tych superbogatych obywatelach USA, którzy chcą narzucić Grenlandii radykalnie nową formę rządzenia, zupełnie nową koncepcję polityki i administracji. Energiczni propagatorzy tej radykalnej koncepcji należą do sceny kapitalistów platformowych z Doliny Krzemowej. Są to ludzie, którzy sprzedają niezwykle lukratywne usługi oparte na Internecie: Peter Thiel, Marc Andreessen, Elon Musk, Sam Altman, żeby wymienić tylko kilku. Wszyscy zgromadzili niewyobrażalne bogactwo – Elon Musk jest już gotowy zostać pierwszym bilionerem w historii świata[3]. Najnowszy raport Oxfam obrazowo dokumentuje, jak przepaść między garstką superbogatych a resztą ludzkości osiągnęła obsceniczne rozmiary[4]. Ci superbogaci, a zwłaszcza grupa nowo wzbogaconych kapitalistów platformowych, często nazywana „mafią PayPal”, nie chcą dzielić się swoim obscenicznym bogactwem z resztą ludzkości.
Marzą o całkowitym zniesieniu państw i ustanowieniu miast i regionów zarządzanych wyłącznie przez sektor prywatny. W tych prywatnych miastach obywatele nie są podatnikami, lecz udziałowcami. Miasto nie jest społecznością otwartą dla wszystkich, lecz ekskluzywnym wydarzeniem, dostępnym wyłącznie dla osób, które mają wystarczająco dużo pieniędzy, aby się wkupić. Ci, którym nie podoba się to prywatne miasto, mogą odzyskać opłatę wstępu i wykupić udziały w innym prywatnym mieście. W prywatnych miastach nie ma burmistrza wybieranego przez społeczność, lecz prezes mianowany przez inwestorów. Zamiast skarbnika miasta jest dyrektor zarządzający, również mianowany z góry. Podatki nie są płacone[5].
Prywatne miasta zawierają elementy tzw. osiedli grodzonych, które od dawna istnieją w niestabilnych regionach świata: w Ameryce Łacińskiej, Afryce i Azji. Podobnie jak średniowieczne miasta feudalne, osiedla grodzone chronią bogatych przed zubożałą resztą społeczeństwa, którą eksploatują.
Ponadto miasta prywatne zawierają elementy miasta inteligentnego. Są w pełni zdigitalizowane i wykorzystują elementy sztucznej inteligencji. Generują i wykorzystują energię odnawialną. Niemniej jednak mieszkańcy tych prywatnych miast nie są godni pozazdroszczenia. Z własnej woli poddają się bowiem hipernowoczesnemu, kompleksowemu nadzorowi. Żaden normalny człowiek nie chciałby mieszkać w tej złotej klatce.
Mało kto wie, że takich prywatnych miast jest już ponad dwadzieścia. Większość z nich znajduje się w Afryce.
Obecnie jesteśmy świadkami radykalnego przewrotu w świecie, jaki znaliśmy. Od wielu dekad państwa narodowe są wpędzane w długi i kalkulowane bankructwa przez radykalnych polityków rynkowych. Oszczędzaj, oszczędzaj, oszczędzaj jeszcze raz. Aż do momentu, gdy pojawi się syndyk masy upadłościowej, a państwo narodowe zostanie całkowicie zdyskredytowane wśród obywateli. Szał oszczędności sięga aż do najniższych szczebli lokalnej polityki.
Ponieważ to wewnętrzne wydrążenie państwa narodowego nie postępuje wystarczająco szybko dla superbogatych, promują oni prywatne miasta i specjalne strefy ekonomiczne. Czysta karta ma zostać całkowicie napisana od nowa. A administracja Trumpa jest teraz wykonawcą tego globalnego wywłaszczenia przestrzeni publicznej i demokracji. Skandaliczne plany dla Strefy Gazy są tego wymownym przykładem[6]. Na szczycie gór zwłok około 70 000 zabitych Palestyńczyków i regionu etnicznie „oczyszczonego” z Palestyńczyków, w Strefie Gazy ma zostać utworzona specjalna strefa ekonomiczna zgodnie z wytycznymi opisanymi powyżej. Sam Trump przewodniczy nowo utworzonej „Radzie Pokoju” jako jej dożywotni król i dyrektor generalny, zatrudniając i zwalniając kraje i członków zarządu zgodnie z własnymi neofeudalnymi gustami.
Zawsze transatlantycka Europejska Rada Stosunków Zagranicznych opisuje strukturę tej tak zwanej „Rady Pokoju” w następujący sposób:
„BoP można postrzegać jako amerykańską firmę należącą do Trumpa, w której prezydent USA jest stałym przewodniczącym i większościowym udziałowcem. Zgodnie ze statutem zarządu, wszelkie decyzje i uprawnienia pochodzą od Trumpa, który wybiera i przewodniczy podległej radzie zarządzającej złożonej z państw członkowskich.”[7]
To nic innego jak potężna rewolucja z góry. Niezależnie od tego, co można sądzić o osiągnięciach tych bytów politycznych, państwa z definicji stoją na straży interesów wszystkich swoich obywateli. Koncepcja państwa narodowego jest inkluzywna. Obejmuje wszystkich swoich obywateli. W przeciwieństwie do tego, nowy porządek świata Trumpa jest ekskluzywny. Reprezentuje jedynie interesy bogatych. Reszta ludzi, z całym szacunkiem, może sobie poradzić sama. Państwo reprezentuje interesy dobra wspólnego, a Ustawa Zasadnicza stanowi, że wszyscy obywatele powinni uczestniczyć w osiągnięciach wspólnoty. Przynajmniej taka jest idea. Koncepcja miast prywatnych i specjalnych stref ekonomicznych wyklucza większość ludzi.
Różne dialekty miast prywatnych
Jednak nie wszystkie miasta prywatne są takie same. W mojej najnowszej książce Der Neue Feudalismus (Nowy feudalizm) wyróżniłem trzy typy miast prywatnych[8]:
1. Miasta eksperymentalne. Na przykład w prywatnym mieście Woven City, zbudowanym przez największego na świecie producenta samochodów, Toyotę, u podnóża góry Fuji, nowe koncepcje mobilności człowieka mają być testowane w laboratorium na świeżym powietrzu. Tutaj jurysdykcja państwa japońskiego pozostaje w mocy, a jen pozostaje walutą. W Woven City badacze mobilności mają mieszkać razem ze „zwykłymi” obywatelami.
2. Następnie są miasta prywatne budowane przez pragmatyków. Operatorzy tych miast prywatnych nie są zainteresowani realizacją ambicji ideologicznych. Chodzi po prostu o zbudowanie od podstaw maksymalnie dochodowego i funkcjonalnego miasta na dotychczas pustym terenie, bez naruszania tradycji i regionalnych zwyczajów. Preferowane jest zakładanie miast prywatnych w słabych państwach, które ośmielają się zgłaszać niewielki sprzeciw wobec tych planów. Państwach, które nie mają władzy politycznej i mogą postrzegać eksperyment z prywatnym miastem jako ostatnią kroplę goryczy.
Firma Rendeavour, na przykład, działa jako największa grupa budowlana w Afryce. Afrykanie dominują w jej personelu operacyjnym. Miasta, które buduje Rendeavour, nazywają się: Tatu City (w Kenii), Alaro i Appolonia City (oba w Nigerii), King City (Ghana), Kiswishi City (Kongo) i Rendeavour Roma Park (Zambia). Chociaż Rendeavour działa jako firma afrykańska, w rzeczywistości jest wspierana przez inwestorów z USA i Wielkiej Brytanii.
3. Na koniec musimy wspomnieć o ideologach wśród założycieli miast prywatnych. Są to ludzie wyznający radykalną ideologię rynkową Miltona Friedmana lub Murraya Rothbarda. Dla nich państwo jest przestępcą, ponieważ „kradnie” pieniądze zdolnym poprzez podatki i rozdaje je niekompetentnym, bezwartościowym jednostkom. Dlatego „zdolni” zamykają się w swojej cytadeli, ponieważ nie chcą dzielić się swoim bogactwem z „głupią resztą”. Patri Friedman jest wnukiem słynnego Miltona Friedmana. Przez wiele lat kierował Seasteading Institute - startup finansowany przez Petera Thiela. Pomysł: budowa pływających miast pontonowych na wodach pozaziemskich, do których narody nie mają prawa dostępu. Jak dotąd jednak nie zrealizowano ani jednego pływającego miasta prywatnego.
Ogólnie rzecz biorąc, operatorzy miast prywatnych motywowani ideologicznie mają trudniej. Ich plany prowokują lokalną ludność. Na przykład plan niemieckiego inwestora Titusa Gebela, zakładający budowę prywatnych miast na afrykańskich wyspach Książęca i Sao Tomé, upadł z powodu lokalnego oporu politycznego. Na idyllicznej wyspie Roatan w Hondurasie miasto Prospera zostało jednak zbudowane od podstaw, wbrew woli rdzennych mieszkańców. Spotkało się to z oporem rządu Hondurasu. Opór ten został tymczasowo złamany przez manewr Trumpa, mający na celu zmianę reżimu. Nowy prezydent mianowany przez Trumpa zapewnia teraz bezpieczeństwo silnie neokolonialnej Prosperze.
Ideologicznie motywowani założyciele prywatnych miast również od dawna mieli oko na Grenlandię. Grenlandia mogła zostać wykorzystana w każdej chwili. Jednak kapitaliści platformowi z mafii PayPal nie zdołali przekazać swojego przesłania administracji Bidena. Ludzie tacy jak Elon Musk, Peter Thiel i inwestor Marc Andreessen wpompowali mnóstwo pieniędzy w kampanię wyborczą Donalda Trumpa. Dzięki ich pieniądzom Trump po raz drugi został prezydentem USA. I teraz musi się wywiązać z obietnic.
Widzimy, że już realizuje swoje cele w Radzie Pokoju, która ma w dłuższej perspektywie zastąpić ONZ. Realizuje swoje cele w Specjalnej Strefie Ekonomicznej Gazy. A teraz realizuje je również na Grenlandii.
Mafia PayPala zgromadziła swoje ambicje dotyczące Grenlandii w start-upie Praxis. Szefem Praxis jest Dryden Brown. Krótko po wyborczym zwycięstwie Trumpa Brown był na Grenlandii, aby „kupić” tę polarną wyspę, jak bezczelnie ogłosił na antenie X. Dania co roku przekazuje Grenlandii pół miliarda dolarów. Oligarchowie ze Stanów Zjednoczonych mogliby zebrać te pieniądze, a w zamian Dania zrzekłaby się kontroli nad Grenlandią. Czyż nie byłoby to uczciwe? Ani Grenlandczycy, ani Duńczycy nie byli entuzjastycznie nastawieni do tego pomysłu, nad czym ubolewał Brown. Aby nadać tym staraniom większą wagę, Trump mianował współzałożyciela PayPala i powiernika Thiela, Kena Howery'ego, ambasadorem USA w Danii. Wisienką na torcie było mianowanie republikańskiego gubernatora Luizjany, Jeffa Landry’ego, na „specjalnego wysłannika” do Grenlandii. Landry nie pozostawił wątpliwości co do misji, która zaprowadziła go z gorącej i wilgotnej Luizjany na lodowce: „To zaszczyt służyć Panu [Prezydentowi Trumpowi] w tej honorowej roli i uczynić Grenlandię częścią Stanów Zjednoczonych”.[9]
Futurystyczne fantazje mafii PayPal
Wróćmy do firmy Praxis. W październiku 2024 roku ogłosiła ona, że zebrała już 525 milionów dolarów na kolonizację Grenlandii. To dużo pieniędzy, ale z pewnością niewystarczająco, aby zrealizować tak ambitny projekt. Jednak, według twórców koncepcji Praxis, można to zrekompensować radykalnie nowym rozumieniem państwowości. Koncepcja nosi nazwę „Praxis Network State”.
Stan tych ideologów nie jest już definiowany przez położenie geograficzne. Obywatele Państwa Sieci Praxis (PNS) są ze sobą połączeni przez Internet. Nie są już ograniczeni konwencjonalnym państwem terytorialnym.
W nowomowie praktyków brzmi to następująco:
„W tym świecie główną przestrzenią sporną nie jest ziemia, lecz umysł. Wszystko wynika z umysłu – umysłów mas i umysłów tych, którzy kontrolują strategiczne zasoby. Dziś znajdujemy się w punkcie zwrotnym, w którym władza jest coraz bardziej determinowana przez zdolność do przejmowania udziału w umysłach globalnie rozproszonych społeczności. Tradycyjne państwa narodowe, zbudowane na fizycznym terytorium i rządach odgórnych, nie są już zgodne ze sposobem, w jaki ludzie kształtują swoją tożsamość i organizują swoje życie.”[10]
Niemniej jednak, Państwo Sieci Praxis również chce zdobyć dla siebie dom terytorialny. Tam technomaniacy mogą robić to, na co zawsze mieli ochotę, bez żadnych regulacji. Na przykład, trochę eksperymentując z geoinżynierią, jak zauważa magazyn technologiczny The Crunch:
„Brown chce, aby potencjalne miasto Grenlandii stało się bastionem eksperymentów technologicznych, czerpiąc w szczególności ze społeczności młodych, męskich założycieli firm hardtech, którzy zgromadzili się w El Segundo. Wyobraźmy sobie – powiedział – miasto, które może wytwarzać deszcz na żądanie, wykorzystując technologię Rainmaker, startup zajmujący się zasiewaniem chmur lub społeczność zasilaną technologią jądrową firmy Valar Atomics.”[11]
Autorzy tacy jak Christian Stöcker postrzegają założycieli miast sieciowych w tradycji futuryzmu z początku XIX wieku w stylu Marinettiego[12]. Futuryzm jawnie deklarował faszyzm. Badania naukowe, analizujące świadectwa własne sceny Praxis, dochodzą do następujących wniosków:
„PNS realizuje projekt akceleracjonistyczny o charakterze technologicznym, którego celem jest zdobycie wiedzy na temat terraformowania Marsa pod kątem przyszłej kolonizacji, zaczynając od trudnego środowiska Grenlandii jako neokolonialnej czystej karty, rzekomo wolnej od istniejących ograniczeń społecznych i politycznych.”[13]
Na pierwszy rzut oka wydaje się to nieco przesadzone. Ale manifesty Grupy Praxis można przeczytać online. Mężczyźni (kobiety nie są w to zaangażowane) nie kryją swoich prawdziwych uczuć. Postrzegają siebie jako bojową awangardę nowego porządku świata. Nowej rasy ludzkiej. Ich „Deklaracja Wniebowstąpienia” głosi:
„Wznosimy się ku transcendencji, dążąc do ponownego zjednoczenia z odwiecznymi zasadami, które ukształtowały nasze najwyższe cywilizacje. Jak królowie-wojownicy niegdyś poszukiwali świętego Graala, tak i my zbudujemy imperium, w którym prawdziwa moc płynie z heroicznej odwagi i jedności z boskim porządkiem. Poprzez to święte dążenie przywrócimy fundamenty, które wyniosły ludzkość ponad zwykłą egzystencję ku coraz większym wyżynom wielkości i chwały.”[14]
Pamiętajmy: taki jest stan umysłu ludzi, którzy dzięki Donaldowi Trumpowi dostali wolną rękę w rządzeniu Grenlandią. Często słyszy się zarzut: Grenlandia jest taka zimna i niegościnna. Jak można tam założyć miasto i przyciągnąć ludzi? Jeden z powodów został już przedstawiony: zarówno tworzenie kryptowalut, jak i zasilanie sztucznej inteligencji wymaga ogromnych ilości energii elektrycznej. W regionach arktycznych Matka Natura zapewnia darmowe chłodzenie dla rozgrzanych generatorów. Dodatkowo można wykorzystać energię wodną.
Ale to nie jest jedyny motyw ludzi Praxis. Pompatyczny tekst, zacytowany powyżej, od pionierów Praxis jest kontynuowany i odnosi się do ambicji wobec wszechświata:
„Wznosimy się w kosmos, ogłaszając przeznaczenie ludzkości pośród gwiazd. Oświadczamy, że Praxis będzie pierwszą cywilizacją, która zgromadzi się poza Ziemią, rozszerzając ludzką świadomość i wspólnotę na sam kosmos.”[15]
Podobno prywatne miasto w regionie Arktyki ma służyć do kolonizacji planety Mars. W końcu Elon Musk wielokrotnie poważnie mówił o kolonizacji naszej zimnej siostry, Marsa.
Moja rada dla tych multimiliarderów o futurystycznych poglądach: przenieście się na Marsa tak szybko, jak to możliwe, i zostawcie resztę ludzkości w spokoju.
Hermann Ploppa
Hermann Ploppa jest politologiem i dziennikarzem. Niedawno opublikował książkę Der Neue Feudalismus – Privatisierung, Blackrock, Plattformkapitalismus (Nowy feudalizm – prywatyzacja, Blackrock, kapitalizm platformowy).
Za: https://www.globalresearch.ca/take-off-greenland-land-mars/5914506

