Obok łupków jest i woda...

Utworzono: czwartek, 30 wrzesień 2010 Drukuj E-mail
Szczepanski.jpg



-
Panie Profesorze, w zachwycie nad możliwością wydobywania gazu łupkowego prawie nikt nie podnosi sprawy wpływu tej technologii na wody podziemne, choć katastrofa, jaką spowodował koncern BP skłaniałaby do zastanowienia się nad bezpieczeństwem nieznanej nam technologii. Czy geolodzy mają wiedzę na ten temat?


- Z tego, co wiemy - bo szczegółów nie znamy - jest to technologia bezpieczna. Po pierwsze, będzie to polegało na rozszczelnieniu łupków wodą zatłaczaną otworami po to, żeby umożliwić wypchnięcie gazu. Najprawdopodobniej będzie to czysta, podgrzana woda, zatem nie powinno się wydarzyć nic, co byłoby niekorzystne dla środowiska pod względem chemicznym Woda ta najprawdopodobniej wypełni szczeliny po gazie i tam zostanie, gdyż ma tylko wypychać gaz. Jest natomiast kwestia, jak Amerykanie rozwiązali ograniczenie uciekania gazu do wyżej położonych struktur geologicznych, zawierających zwykłe wody podziemne używane do picia czy w lecznictwie - np. wody mineralne. Łupki występują na dużej głębokości, w granicach 1,5 - 4 km , a trzeba pamiętać, że w Polsce wody podziemne słodkie, zwykłe, z których korzystamy na potrzeby gospodarki komunalnej czy rolnictwa, występują na ogół na głębokości 200 -250 m. Sporadycznie tylko mamy do czynienia z wodą słodką położoną głębiej, jak w niecce łódzkiej - ok. 1000 m.


 - Jaki jest stan jakościowy naszych wód podziemnych?


- Sytuacja była tragiczna 30 - 40 lat temu, ale w odniesieniu do wód powierzchniowych, m. in. z powodu zrzucania zasolonych wód podziemnych z kopalni do rzek, także ścieków (brak kanalizacji). W połowie lat 70. powstał ramowy program rządowy, którym kierował prof. Roman Andrzejewski i w jego ramach, z inicjatywy prof. Antoniego Kleczkowskiego, stworzyliśmy w AGH program ochrony wód podziemnych. Jego celem było uchronienie wód podziemnych przed taką tragedią, jaka wystąpiła na wodach powierzchniowych, zachowanie dla następnych pokoleń rezerwuaru wód czystych. Powstała wówczas grupa ze wszystkich regionów kraju, ze wszystkich jednostek naukowych oraz przedsiębiorstw hydrogeologicznych - w sumie 220-osobowy zespół, którego prace koordynowano w AGH.


Po 5 latach program skończył się opracowaniem i wydaniem mapy głównych zbiorników wód podziemnych (GZWP). Zaproponowaliśmy wówczas objęcie ochroną 180 takich zbiorników, zajmujących ok. 60% powierzchni kraju i w celu ich ochrony opracowaliśmy zasady zagospodarowania przestrzennego powierzchni. Z uwagi na wielki obszar, na jakim one występują, trzeba było wyodrębnić strefy o największej ochronie i strefy o ochronie mniej rygorystycznej - swoisty kodeks postępowania, zawierający zakazy i nakazy w zakresie zagospodarowania przestrzennego powierzchni. To oczywiście zostało ujęte w rozporządzeniu ministra środowiska.


W latach 80. liczba zbiorników i stref podlegających szczególnej ochronie została zredukowana do 163.
Zasoby wód podziemnych możemy tylko szacować jako tzw. zasoby dyspozycyjne, niemniej w roku możemy pobrać ok. 12,5 - 13 km3 wody. W zbiornikach traktowanych jako główne, oceniamy ilość wody na 7,5 km3 wody w roku. Są to zatem bardzo duże zbiorniki, które staraliśmy się wybierać tak, aby były naturalnie chronione od zanieczyszczeń powierzchniowych, czyli przykryte jakimiś utworami nieprzepuszczalnymi lub słabo przepuszczalnymi - iłami, czwartorzędowymi glinami zwałowymi. Oczywiście, z uwagi na budowę geologiczną, trzeba było w niektórych regionach ustanowić także główne zbiorniki odkryte, zupełnie bezbronne. I tam - szczególnie, gdy całe ich powierzchnie znajdują się pod wpływem drenażu przez doliny rzeczne, te zakazy i nakazy ochrony muszą być szczególnie przestrzegane.


- Z literatury wynika, że nasze wody podziemne są jednak zanieczyszczone - tylko 20% z nich jest czystych pod każdym względem: chemicznym, bakteriologicznym. Natomiast wiele w ogóle nie nadaje się do użytku.


- Poruszyła pani bardzo istotny problem, ale jest on związany z warunkami eksploatacji. Jeśli duże ujęcia są ulokowane w poziomie wodonośnym zbiornika wód podziemnych odkrytych, to obniżają zwierciadło wód i wówczas wszystkie wody spływają do tego ujęcia. Także zanieczyszczone, np. związkami azotowymi - co jest obecnie największą bolączką eksploatatorów wód podziemnych. Wskutek przekroczenia normy stężenia azotanów (do 50 mg/l), trzeba było zamknąć kilkadziesiąt studni - woda w nich zawierała 200 i 500 mg azotanów w litrze. To zanieczyszczenie azotanami pochodzi nie tylko z rolnictwa (nawozy, gnojowica), ale i z emisji przemysłowych.


Wody opadowe, które wsiąkając, uzupełniają wody podziemne, niosą spory ładunek zanieczyszczeń. Kropla wody podziemnej - czego prawie nikt nie wie - przemieszcza się w skałach z szybkością 200 - 500 m na rok. W związku z tym to, co wprowadzono na pola kilkadziesiąt lat temu - odbija się dzisiaj na jej czystości. Ale żeby woda opadowa doszła do warstwy wodonośnej, musi też przepłynąć pionowo w dół, co dzieje się jeszcze wolniej - z prędkością - 5-10 m/rok. Zatem woda, którą mamy obecnie w warstwie wodonośnej, spływała do niej ok. 50 - 70 lat - pochodzi więc z lat 40., 50. i 60. Nic dziwnego, że w wielu zbiornikach są w niej azotany.


- Jakość wód podziemnych bada się w sposób ciągły?

 
- W Polsce od kilku lat monitoring został wymuszony dyrektywami europejskimi. (Ramowa dyrektywa wodna z 2000 r.). Mamy 750-800 punktów sieci krajowej - rozmieszczonych w zależności od stanu wód i możliwości finansowania. W niektórych regionach, dawnych województwach, gospodarowanie wodą było irracjonalne - decydowały o niej powiaty, resorty, był czas, kiedy o wodach wypowiadało się sześciu ministrów! Dopiero działania UE wymusiły na nas gospodarowanie wodą w regionach, zlewniach, dorzeczach, choć system, jaki stworzono nie do końca jest jasny. Ale to i tak ogromny krok naprzód.

Sieć monitoringu krajowego założono już w latach 90., ale powstała także sieć monitoringów regionalnych, w granicach dorzeczy lub województw. Przykładowo, w latach 1992-95 realizowaliśmy w AGH program badawczo-wdrożeniowy ze środków Phare - stworzenie sieci monitoringu regionalnego górnej Wisły, czyli mniej więcej po ujście Sanu. Obejmowała ona obecne RZGW krakowskie i RZGW katowickie - ówcześnie w granicach tej zlewni istniało 9 województw. I wszystko było dobrze, dopóki były środki z Phare. Kiedy się skończyły, zaczął się problem, kto ma za ten monitoring płacić. Skutek jest taki, że te punkty, które obsługiwał Wydział Geologii Uniwersytetu Śląskiego są badane, gdyż tam po reformie administracji terenowej z województwa bielsko - bialskiego i katowickiego utworzono jedno, śląskie. Natomiast tam, gdzie pomiary obejmowały teren 7 województw - nie umiano dojść do porozumienia kto ma to finansować i w jakim wymiarze. Te ponad 100 otworów - punktów pomiarowych do dzisiaj nie są obsługiwane, badane, bo nie ma kto za to płacić. Część z nich jest już zupełnie zniszczona.


Natomiast oprócz monitoringu krajowego i regionalnego istnieje jeszcze monitoring lokalny - uzależniony od dobrej woli użytkowników środowiska. Bo o ile te dwa pierwsze są finansowane z budżetu, z NFGWiOŚ, to lokalny finansuje ten, kto potrzebuje znać stan tego środowiska.


Doprowadzenie do zanieczyszczenia zbiornika wód podziemnych jest tragedią dla wód . Bo rzeka zanieczyszczona związkami azotu, metali ciężkich czy ropopochodnymi, oczyści się sama, natomiast wody podziemne - nie. Np. w niecce łódzkiej wody kredowe bardzo dobrej jakości zużywał przemysł, który było stać na zrobienie głębokich odwiertów i studni. Mieszkańcy natomiast pili i piją wodę z zanieczyszczonej Pilicy. Skutki tego są takie, że zbiornik został przeeksploatowany, a wody zanieczyszczone. . Zaprzestano więc eksploatacji tej niecki kredowej, bo zbiornik musi się odbudować. Podobnie stało się w niecce warszawskiej z wodami oligoceńskimi, nadmiernie eksploatowanymi. Wydawało się, że gruby, 30-metrowy płaszcz iłów dostatecznie chroni je przed zanieczyszczeniami z wód czwartorzędowych, które są zdegradowane, a jednak nie ochronił. Na szczęście, wody podziemne są bezpieczne pod względem zanieczyszczeń bakteryjnych. Problem z zanieczyszczaniem wód podziemnych mają też nasze zakłady petrochemiczne, gdzie na olbrzymią skalę prowadzi się rewitalizację wód podziemnych.


- Czy monitoring prowadzi się w przypadku wykorzystywania wód geotermalnych, np. w aquaparkach?

 
- Warunek jest taki, że musi to być obieg zamknięty. Każdy aquapark musi mieć i ma oczyszczalnię ścieków, tu nie było i nie będzie zgody na to, żeby tę wodę zrzucić do jakiegoś odkrytego zbiornika. Natomiast jeśli chodzi o głębsze ujęcia wód geotermalnych, jak np. w Bańskiej, Zakopanem, Bukowinie, Białce Tatrzańskiej, to system jest taki, że te wody, które są na ogół wysoko zmineralizowane (powyżej 3-4 g/l), po odzysku ciepła mogą być zawrócone w miejsce ich poboru, ale nie odprowadzone do wód powierzchniowych. Buduje się wówczas drugą studnię, tzw. chłonną, gdzie się zatłacza wody zużyte. Tak jest w Bańskiej, gdzie drugi otwór wywiercono w odległości ok. 2,5 km od pierwszego. Po odzyskaniu ciepła wody (przez wymienniki) czerpanej z pierwszego otworu (pow. 700 C) , wtłacza się ją (o temp. ok. 30oC) do drugiego, w ten sam poziom wodonośny, z którego została pobrana. Przez lata ona znowu się podgrzewa i kiedy dopłynie do pierwszej studni ma znów temperaturę ok. 70 stopni - takie perpetuum mobile.


Do 2030 r. ,zgodnie z ramową dyrektywą wodną, w całej UE będzie musiała obowiązywać zasada, że jakość ścieków ze wszystkich źródeł - także zakładów geotermalnych - nie może być gorsza niż jakość wody zbiornika, do którego mają być zrzucane. Problemy z tym będzie miało górnictwo, które już nie może znaleźć odbiorcy na słodkie wody pochodzące z odwodnienia pokładów, także zlikwidowanych kopalń. Komunalne zakłady wodociągowe dostarczają bowiem odbiorcom wodę (głównie powierzchniową) swoim systemem wodociągowym i nie są zainteresowane odbiorem słodkiej wody z kopalni. Wskutek tego wykorzystuje się tylko 10% tych wód. Z punktu widzenia racjonalności jest to absurd, ale z kolei z punktu widzenia jakości wód w naszych rzekach, do których kopalnie zrzucają te czyste, słodkie podziemne wody - zbawienne. W ten sposób rozcieńczamy zanieczyszczenia w rzekach.


- Czy powinno się oszczędzać wody podziemne tylko do celów konsumpcji, a do celów higienicznych używać wód powierzchniowych? Czy to byłoby bardzo drogie rozwiązanie?


- Z całą pewnością jest to drogie i tylko w niektórych regionach Francji czy Włoch na to się zdecydowano. Natomiast u nas nie ma takiej potrzeby. Oceniamy, że mamy do dyspozycji ok. 12,5 km3 podziemnej wody w roku, którą możemy wydobyć bez naruszania systemu ekologicznego w sposób trwały. Natomiast wydobywamy w tej chwili ok. 4-5 km3. Problemem jest jej jakość - stąd dyrektywy z 2000 i 2006 r. taki nacisk na to kładą.


- Ale Polska ma bardzo mało wody, czy nie powinniśmy, mimo to, bardziej ją oszczędzać, racjonalniej nią gospodarować?


 - W porównaniu do innych krajów istotnie jesteśmy jednym z najuboższych w wodę. Łącznie - powierzchniowych i podziemnych, dyspozycyjnych, mamy ok. 22 km3, z czego ok. 10 km3 to wody powierzchniowe, reszta - podziemna. Nie mówimy tu o ich jakości. Głównym odbiorcą wód jest przemysł, zwłaszcza energetyczny.


 -
A nie rolnictwo?


- Niestety, i to jest jego tragedia. W większości, przeciętnie rozwinięty kraj zużywa 20% wody na rolnictwo, łącznie z hodowlą i leśnictwem. Natomiast u nas - 9-10%. Stąd mleczność naszych krów jest mniejsza niż przeciętnie (wysuszone trawy, brak zraszaczy pól), zbiory z hektara mniejsze - bo brakuje systemów nawadniających. Jesteśmy za biedni na to i nie myślimy takimi kategoriami. Aktualnie u nas głównym odbiorcą wody jest przemysł - ok. 72% (z tego połowę zużywa energetyka); gospodarka komunalna zużywa 17-18%. (Ścieki z przemysłu energetycznego na szczęście nie są zanieczyszczone chemicznie, ani biologicznie).


Nieszczęściem jest jednak to, że budujemy wodociągi, ale nie kanalizację, która jest 5-krotnie droższa niż sieć wodociągowa. Ale kiedy nawet już jest kanalizacja, to studnie kopane zamieniane są na szamba. Nie byłoby w tym nic złego, gdyby one były szczelne, ale ludzie, żeby nie płacić za wywóz z nich nieczystości, udrażniają je i w ten sposób zanieczyszczają warstwy wodonośne wód podziemnych. Wskutek tego, niekiedy już po 10 latach od wybudowania, trzeba zamykać ujecie wody podziemnej.


Zanieczyszczenia mogą pochodzić zresztą nie tylko z szamb. W początku lat 80. w Białogonie, gdzie pracuje ujęcie wód podziemnych dla Kielc, stwierdzono - przez przypadek - zanieczyszczenie ropopochodne w jednej ze studni i żeby sprawdzić, skąd ono jest,m. in. przebadano 47 (wszystkie) stacji paliw w Kielcach. Okazało się, że w pełni szczelne były tylko trzy. W latach 90., kiedy w Polsce pojawiło się tysiące stacji paliwowych, zaczęły one stanowić olbrzymi problem dla środowiska. Dopiero w 1994 r. wyszło rozporządzenie - jeden z nielicznych przepisów, gdzie jest dobra egzekucja prawa - nakładające duży reżim bezpieczeństwa stacji.


 -
Przy ochronie wód podziemnych podaje się jako metodę podnoszenie ich ceny. Czy to istotnie rozwiązuje problem?


- Nasze zasoby wód są wystarczające pod względem ilości, ale nie jakości. Wody powierzchniowe są łatwo dostępne, ale trzeba je oczyszczać, uzdatniać, utrzymywać sieci przesyłowe, na ogół stare, nieszczelne, co kosztuje. Natomiast przy wodach podziemnych olbrzymi koszt to wybudowanie ujęcia, zabezpieczenia i monitoringu, ale nie trzeba ich już, na ogół, uzdatniać. Płytkie wody mają często nadmierne stężenie jonów żelaza i manganu, ale łatwo się je wytrąca. W perspektywie długofalowej mają większą gwarancję stabilności składu i są bezpieczniejsze dla konsumentów z racji dobrej jakości.

Walorem niezaprzeczalnym tych wód jest ich smak. Na nieoczyszczanej wodzie - kranówce - dewońskiej w Kielcach czy jurajskiej w Częstochowie nawet najgorsza jakościowo herbata smakuje wybornie. I choćby dlatego powinniśmy o nie dbać, czuwać, aby ich nie zniszczyć. Problemem może być natomiast niepohamowana żądza zarabiania na wodzie mineralnej czy leczniczej, a także termalnej. Zaczęły się już przepychanki o rynek, a liberalizacja prawa w związku z planowanymi zmianami przepisów , która ceduje decyzje dotyczące gospodarowania wodą na niższy niż ministerialny szczebel, może spowodować rabunkową gospodarkę zasobami wodnymi.

- Dziękuję za rozmowę.

oem software Odsłony: 4453
Our website is protected by DMC Firewall!