Antropologia (el)
- Autor: Krystyna Hanyga
- Odsłon: 6381
W Warszawie odbył się I Kongres Antropologiczny (23-25 października 2013). Nie było dotąd tak dużego spotkania antropologów z całej Polski, przedstawicieli różnych antropologicznych specjalności i różnych pokoleń. Była to więc okazja do dyskusji o współczesnej antropologii, strategii jej rozwoju, miejsca w nauce i przestrzeni publicznej.
Drugim nurtem Kongresu była prezentacja badań prowadzonych w ramach różnych subdyscyplin antropologii. Rozrzut tematyczny był ogromny, zgłoszono ok. dwustu referatów, odbyło się ponad 20 debat panelowych. Kongres zdominowali młodzi badacze, co świadczy o prężności i popularności tej dyscypliny nauki.
Z dr hab. Anną Malewską-Szałygin, prof. UW, dyrektor Instytutu Etnologii i Antropologii Kulturowej rozmawia Krystyna Hanyga.
- Na czym polega specyfika współczesnej antropologii, która w ostatnim okresie rozwija się tak dynamicznie? W Polsce jest to dyscyplina dość młoda.
- Przez długi czas mówiło się, że antropologia jest jedną z nauk o kulturze, to była kategoria wiodąca. Brytyjski antropolog Adam Kuper w książce Kultura, stosując to pojęcie dokonał ciekawego przeglądu różnych teorii i szkół w antropologii. Natomiast obecnie pojawiły się wątpliwości odnośnie samego terminu kultura.
Teraz mówi się, że jest to nauka dotycząca różnych form inności, a więc granice są tak elastycznie wytyczone, jest tak szeroko zdefiniowana, że pasuje i do Internetu, i do badania różnych elitarnych społeczności.
Moim zdaniem, tym, co stawia granice antropologii, jest metoda etnograficznych badań terenowych. Przy czym pojęcie „teren” też niesłychanie zmieniło się, w tej chwili terenem może być Internet. Niedawno została opublikowana książka Toma Boellstorffa Dojrzewanie w Second Life, która tytułem nawiązuje do słynnej pracy Margaret Mead o badaniach z lat 20.XX w. - Dojrzewanie na Samoa. Widać z tego, że teren może być bardzo niekonwencjonalnie zdefiniowany. Obstaję jednak przy tym, że trzonem tej dyscypliny są etnograficzne badania terenowe.
- Jakie cele stawiają sobie badacze, poruszający się przecież na styku innych dyscyplin, zajmujących się podobnymi problemami?
- Naszym celem jest przede wszystkim rozumienie. W mniejszym stopniu prowadzimy diagnostykę zjawisk społecznych i kulturowych, a bardziej stawiamy na pogłębione spojrzenie, staramy się szukać odpowiedzi na pytania: jak ludzie coś rozumieją, jak postrzegają, odpowiadamy nie na pytanie, jak jest, tylko dlaczego tak jest. Przy wszelkich badaniach, jakie podejmujemy, staramy się po pierwsze wyobrazić sobie sposób widzenia świata, rzeczywistości przez osobę, z którą rozmawiamy, żeby jak najlepiej zrozumieć jej punkt widzenia, jej perspektywę.
Wielu klasyków antropologii, jak Michael Herzfeld i inni, pisze, że antropologia charakteryzuje się tym oddolnym spojrzeniem, bliskim ludzkiego, indywidualnego doświadczenia. Nie posługujemy się kategorią societas – społeczeństwo, nie patrzymy z perspektywy tak szeroko zakrojonej grupy, tylko staramy się patrzeć z perspektywy człowieka – anthropos. Oczywiście, ten człowiek też jest w grupie, ale staramy się być jak najbliżej ludzkiego doświadczania świata.
- Antropologia bardzo poszerzyła – i ciągle poszerza - swoje zainteresowania, obszary badawcze. Powstało szereg nowych subdyscyplin, mających czasem niewiele wspólnego z tymi dyscyplinami, z których tradycyjnie czerpała antropologia. Wystarczy prześledzić tematy paneli i referatów kongresowych.
- Oto niektóre z nich: antropologia polityczna, antropologia medyczna, widowisk, ciała, antropologia zaangażowania, rozwoju, antropologiczne badania dziedzictwa, etnoanimacja, dyskurs – język – opis, badania nad tożsamością, antropologia mediów, religii, antropologiczne badania nad postsocjalizmem i postkolonializmem. Sytuujemy się na pograniczu obszarów, humanistycznego i społecznego, i tak też dwuobszarowo wytyczyliśmy nasz program nauczania.
- Tradycja wiąże antropologię raczej z naukami humanistycznymi, kulturą.
- Tradycja bez wątpienia, ale bliskie są nam książki socjologów, zwłaszcza klasyków, jak Bourdieu, Giddens. Z pewnością plasujemy się na pograniczu, ale odróżnia nas właśnie oddolna, bliska człowiekowi perspektywa i metoda badań terenowych, która wymaga bezpośredniego kontaktu, wejścia w pewną zażyłość z konkretnymi, nie anonimowymi ludźmi. Przy tej metodzie doświadczenie jest dopuszczone w dużo szerszym zakresie i powoduje, że często trzeba wypracowywać nowe pojęcia, język opisu, nowe rozwiązania teoretyczne. Antropologia jest w tym dość odważna. Problemem jest to, że tego rodzaju badań nie można szybko przeprowadzić i zinterpretować, ale jednak dają dużo bardziej pogłębiony obraz, można więcej dowiedzieć się na temat tego, jak ludzie widzą i doświadczają rzeczywistość.
- Pani specjalizuje się w antropologii politycznej. Czym różni się podejście politologów i antropologów politycznych do podobnych w końcu problemów?
- Politologowie są bardzo blisko idei i teorii, badają i porównują systemy, różne abstrakcyjno-ideowe koncepcje, jak powinno wyglądać państwo czy władza. Natomiast współczesna antropologia polityczna zajmuje się przede wszystkim tym, jak ludzie doświadczają państwa. Na Kongresie najwięcej zgłoszeń było właśnie do panelu antropologii politycznej (a poza tym dziedzictwa), a najbardziej atrakcyjne referaty pokazywały, jak to doświadczanie państwa przez ludzi wygląda w Kirgistanie, Kazachstanie, Dagestanie, Morzu Południowochińskm, jak ludzie mówią o władzy, jak ją sobie wyobrażają.
- W badaniach zagranicznych wyczuwa się chęć odnalezienia jakiejś egzotyki.
- Antropologia biła się w pierś za kolonialną przeszłość, to spowodowało ogromne wyczulenie na wszelkie formy egzotyzacji i kolonialnego podejścia. Ale ono prześladuje wszystkich badaczy społecznych, nie tylko zamorskich krain. Prof. Michał Buchowski w bardzo ciekawym artykule zwraca uwagę, że taką retorykę orientalizującą, egzotyzującą przyjmuje polska inteligencja, a zwłaszcza dziennikarze, kiedy mówią o ludziach ze wsi.
Natomiast te wyniki badań, o których wspomniałam, były dość dalekie od epatowania egzotyką. Na przykład, materiał terenowy zebrany przez Edytę Roszko w rejonie Morza Południowochińskiego zmuszał do przedefiniowania pojęć teoretycznych, okazało się, że zastępstwem wojny klasycznej, militarnej jest tam quasi-wojna, toczona przez rybaków, którzy przekraczając strefy połowowe, wchodzą konflikt z Chińczykami i przez swoje praktyki przesuwają granice państwa.
To bardzo dobrze pokazuje, że współcześnie polityka wymknęła się z obrębu instytucji powołanych do jej uprawiania, jak parlamenty, i zaczęła być realizowana przez nowe ruchy społeczne, różne podmioty, które nie są typowo polityczne. Właśnie badania metodą etnograficzną doskonale pokazują, że codzienne praktyki podejmowane przez ludzi, powszednie dyskursy, stają się ważnym graczem na arenie politycznej, choć są całkiem poza tą areną w dawnym sposobie widzenia.
- Antropologia zaczyna dominować wśród dyscyplin, na pograniczu których działa. Obficie czerpie z ich dorobku, ale też ma na nie duży wpływ, m.in. przez upowszechnienie antropologicznych metod badań.
- Niewątpliwie są one modne i popularne. Proszę zauważyć, ilu socjologów, filozofów, politologów mówi, że uprawia antropologię, a pod tym rozumieją tę bardziej humanistyczną perspektywę. Niezaprzeczalnym faktem jest popularyzacja etnograficznych badań terenowych, na przykład wiele firm zajmujących się badaniem rynku oferuje taką usługę, wyjątkowo zresztą drogą, bo ta metoda jest kosztowna. Metoda etnograficznych badań terenowych jest stosowana do badań w Internecie, co też jest niezwykłe. Ale nie przypisywałabym nam wielkiej siły sprawczej, to raczej te inne dyscypliny sięgnęły po naszą metodę, a pojęcie antropologia stało się modne.
Wydaje mi się, że obecnie stawianie jakichś sztywnych granic między dyscyplinami jest bardzo trudne i nie wiem, czy do końca sensowne. Był taki słynny esej amerykańskiego antropologa Clifforda Geertza o gatunkach zmąconych. Rzeczywiście, takie zmącenie i uelastycznienie granic między dyscyplinami jest faktem, ale to chyba dobrze, bo przecież w ludzkim doświadczeniu, przeżywaniu świata nie ma granic. To my budujemy te granice z różnych przyczyn proceduralnych, żeby np. wiedzieć, w jakiej dyscyplinie przyznamy stopień naukowy, natomiast nie można powiedzieć, że te granice podsuwa nam rzeczywistość, którą badamy, bo ona jest ciągła.
- Jakie nurty, jakie kierunki badań w antropologii powinny, Pani zdaniem, stać się dominujące wobec obecnych zmian społecznych, wobec wyzwań współczesności? Które najlepiej pomogą zrozumieć różne zjawiska i wymiary ludzkiej działalności?
- Na pewno będzie się rozwijała antropologia mediów, nowych mediów i badania tego, jak nowe technologie zmieniają życie społeczne i kulturę. Te media z kolei wchodzą w zakres wszystkich „przymiotnikowych” subdyscyplin antropologii. Na przykład, już widać jaki wpływ mają media na to, czym się zajmuje antropologia polityczna. Dobrym przykładem jest Arabska Wiosna, gdzie powstał ruch ewidentnie polityczny, zwołany dzięki nowej technologii, jaką jest Twitter. Tak więc widać, że nie sposób zajmować się antropologią polityczną, nie interesując się nowymi mediami.
Bardzo ciekawe efekty daje na przykład połączenie antropologii politycznej z badaniami gender, bo tu jest zupełnie nowe, ożywcze spojrzenie na sprawczość kobiet i nietypowe formy udziału kobiet w polityce. Myślę, że najciekawsze prace będą powstawały właśnie na pograniczach tych subdyscyplin, ale także na pograniczach dyscyplin.
Uważam, że są to czasy na interdyscyplinarne zespoły badawcze; do zbadania jakiegoś zjawiska kulturowo-społecznego należy powoływać zespół, w którym powinien być politolog, socjolog, prawnik, antropolog, medioznawca. Dopiero oświetlenie tego zjawiska z różnych perspektyw daje miarodajny obraz. Sprzyja temu zresztą obecna polityka grantowa, promowane są granty na badania interdyscyplinarne.
- Antropologię można uznać za naukę przyszłości?
- Jestem o tym przekonana. Proszę zauważyć, że obecnie podstawowe potrzeby ludzi są właściwie zaspokojone, a zajmujemy się raczej generowaniem nowych potrzeb i tłumaczeniem ludziom, że jakieś produkty są im koniecznie potrzebne. Tutaj niezbędny jest badacz, który będzie badał, jak ludzie je użytkują, żeby można było kreatywnie produkować i wytwarzać produkty coraz bardziej wyszukane i sprofilowane pod klienta. Jesteśmy w Unii Europejskiej, mamy obowiązek roztaczania opieki nad uchodźcami – to też jest ogromne pole działań dla etnologów.
Wrażliwość naszych studentów jest bardzo doceniana w różnych organizacjach pozarządowych, pracują w organizacjach międzynarodowych, typu Amnesty International, tam wszędzie, gdzie jest wyczulenie na prawa człowieka. A zakończę takim miękkim zastosowaniem antropologii.
Otóż uważam, że w grupie rówieśniczej, grupie przyjaciół, w małżeństwie, w stosunku do dzieci postawa polegająca na tym, żeby myśleć o człowieku jako o Innym, inaczej widzącym świat i nie reagować na to agresją, tylko ciekawością – jest ocalająca. Jestem przekonana, że antropologia obroni się na płaszczyznach i publicznych, i prywatnych.
- W Kongresie uczestniczyli także przedstawiciele organizacji pozarządowych oraz instytucji prowadzących działalność kulturalną. To zapowiedź bliższej współpracy?
- Kończąca Kongres debata pokazała, że w tej chwili ważne jest otwarcie się antropologii i tu są różne pomysły. Jedni koledzy mówią o antropologii zaangażowanej, inni to nazywają antropologią publiczną, ale nie spierając się o szczegóły, niewątpliwie należy dążyć do tego, żeby wyniki badań antropologicznych były brane pod uwagę przy kreowaniu lepszej rzeczywistości, w rozwiązaniach proponowanych np. przez ministerstwa edukacji, szkolnictwa wyższego czy kultury. Określenie antropologia stosowana jest przestarzałe i źle się kojarzy, ale chodzi o to, by wyniki badań nie były omawiane tylko w publikacjach naukowych i leżały w archiwum, ale miały wpływ na konstruowanie rzeczywistości kulturowo-społecznej.
- Jakie wnioski z Kongresu?
- Niewątpliwie takie spotkanie środowiska było potrzebne, świadczy o tym duże zainteresowanie; uczestniczyło w nim 340 osób, mimo, że Kongres był drogi jak na polskie warunki. Powiedziałabym, że był to kongres młodej antropologii. Stał się ciekawym narzędziem diagnostycznym, pokazywał różnice między ośrodkami, różnice między starą a młodą antropologią.
Najstarsze pokolenie było wychowywane jednak w tradycji etnografii jako nauki pomocniczej historii, nauki zajmującej się kulturą ludową, a przynajmniej antropologią symboliczną. Natomiast to nowe pokolenie zdecydowanie wkracza bardziej na tereny socjologiczno-politologiczne i tutaj jest wyraźna zmiana.
Kongres jest wielkim przedsięwzięciem i powinniśmy się spotykać co pięć lat, żeby mieć lepsze rozeznanie, czym jest antropologia współcześnie, jak się ją rozumie i uprawia w różnych ośrodkach. Czas Kongresu to jest moment, kiedy mówimy jednym głosem i wtedy głos środowiska staje się bardziej wyraźny.
- Kongres został zorganizowany przez Polski Instytut Antropologii we współpracy ze wszystkimi ośrodkami uniwersyteckimi.
- Myślę, że to dobra tradycja, żeby głównym organizatorem Kongresu była instytucja, która jest poza ośrodkami akademickimi, nie uczestniczy w rywalizacji, ale tworzy dobrą płaszczyznę porozumienia. PIA jest fundacją, jej założycielem i fundatorem jest dr Arkadiusz Bentkowski, ma swój zarząd i radę programową. W statucie jest powiedziane, że ma łączyć środowiska akademickie.
Wielką zasługą PIA były Kolokwia Antropologiczne. Na wykłady przyjeżdżały wielkie sławy światowej antropologii, głównie europejskiej. To była niezwykła inicjatywa, możliwa dzięki temu, że prezes fundacji mieszka i działa w Wielkiej Brytanii.
Drugą ważną inicjatywą były spotkania doktorantów z różnych ośrodków akademickich, co służyło wymianie idei i wyrównywaniu poziomu kształcenia. Były też mniejsze działania skierowane do licealistów, promujące antropologię, i wiele innych przedsięwzięć, przede wszystkim integracyjnych.
Dziękuję za rozmowę.
- Autor: Anna Leszkowska
- Odsłon: 5
Technooligarchowie chcą zastąpić ludzkość maszynami
Musk i jego koledzy widzą w sztucznej inteligencji kolejny krok w ewolucji.
Wśród technooligarchów, którzy obecnie sprawują ogromną władzę nad globalną gospodarką i przyszłością ludzkości, powszechne jest przekonanie, że ludzkie życie to nic więcej niż trampolina do sztucznej superinteligencji. Życie cyfrowe to kolejny etap ewolucji, który przewyższy ludzkość, według miliarderów technologicznych, takich jak Elon Musk.
Mizantropiczna tendencja jest coraz bardziej widoczna w wypowiedziach Petera Thiela (Palantir, Arundil), Sama Altmana (OpenAI, ChatGPT), Larry'ego Page'a (Google) i Elona Muska (Tesla, SpaceX, X, XAI, Neuralink), najbogatszego człowieka świata.
„Boty AI będą bardziej ludzkie niż ludzie” – napisał niedawno Musk do swoich 237 milionów obserwujących na X. Krótko wcześniej podzielił się swoją zgodą, publikując wpis, w którym stwierdził: „Docelowo treści generowane przez ludzi będą uważane za 'śmieci'”. „Misie” odnoszą się do licznych jednorazowych tekstów i obrazów AI, które zalewają media społecznościowe.
W ostatnich latach Musk coraz głośniej mówi o roli, jaką odegrają ludzie w przyszłości zdominowanej przez sztuczną inteligencję. W zeszłym roku niemal dosłownie stwierdził, że celem ludzkości jest stworzenie superinteligentnej sztucznej inteligencji, która ją zastąpi. „Jak mówiłem kilka lat temu, coraz bardziej wygląda na to, że ludzkość jest biologicznym bootloaderem cyfrowej superinteligencji” – napisał.
Musk wyobraża sobie przyszłość, w której „inteligencja biologiczna” będzie służyć jedynie jako zabezpieczenie. „Odsetek inteligencji biologicznej maleje z miesiąca na miesiąc” – powiedział w 2024 roku. „Ostatecznie odsetek inteligencji biologicznej wyniesie mniej niż 1 procent. Po prostu nie chcę, żeby sztuczna inteligencja była podatna na ataki. Jeśli sztuczna inteligencja jest w jakikolwiek sposób podatna na ataki – na przykład chipy krzemowe nie działają dobrze w pewnych warunkach – to myślę, że inteligencja biologiczna może służyć jako siatka bezpieczeństwa, bufor dla inteligencji. Ale prawie cała inteligencja – w ujęciu procentowym – będzie cyfrowa”.
„Tylko Grok mówi prawdę”
Przez lata Musk często odwoływał się do teorii Nicka Bostroma, szwedzkiego filozofa, który przyczynił się do rozwoju nowej koncepcji etycznej zwanej „longtermizmem”. W swojej istocie longtermizm to etyka „cel uświęca środki”, stosowana w skali kosmicznej, gdzie idealnym celem końcowym jest „postludzka” przyszłość, będąca efektem pełnego wykorzystania przez ludzkość jej potencjału technologicznego w długiej perspektywie.
Cel ten ma zostać osiągnięty poprzez połączenie ludzkości z bardziej zaawansowaną „rasą maszyn” lub jej zastąpienie. To z kolei doprowadziłoby do powstania doskonałej, superwydajnej cywilizacji zdolnej do kolonizacji naszego układu gwiezdnego.
Kolonizacja innych planet jest kluczowym warunkiem wstępnym: w końcu, za setki milionów lat, rosnące promieniowanie sprawi, że Ziemia stanie się niezdatna do zamieszkania. Filozofia Bostroma trafnie nosi nazwę „longtermizmu”. Twierdzi on, że wydarzenia uważane dziś za „gigantyczne rzezie ludzkości” – takie jak pierwsza i druga wojna światowa – były jedynie „falami na powierzchni wielkiego oceanu życia”.
Aby pomóc ludzkości unikać zagrożeń egzystencjalnych i osiągnąć swój przyszły potencjał, Bostrom opowiada się za głęboką formą powszechnej „policji prewencyjnej”. Jak pisze w swoim artykule „Hipoteza podatnego świata”, świat stał się tak podatny na zagrożenia z powodu postępu technologicznego, że potrzebujemy globalnego zarządzania wykorzystującego wszechobecną sieć nadzoru, która zapewni, że nikt nie będzie w stanie go zniszczyć.
Ostatecznie, zdaniem Bostroma, wszystko jest dozwolone, dopóki przyczynia się do rozwoju ludzkości w kierunku „mechanomorficznej” (przypominającej maszyny) i międzyplanetarnej przyszłości – nawet jeśli ceną za to będzie masowa śmierć, cierpienie i ubóstwo w teraźniejszości.
Długotrwali zwolennicy stosują zatem znacznie szerszą niż zwykle definicję człowieczeństwa. Bostrom mówi o „inteligentnym życiu pochodzenia ziemskiego”, które obejmuje również „świadome” systemy sztucznej inteligencji. Dla długotrwałych zwolenników postęp technologiczny – na przykład w postaci świata, w którym miliardy zdigitalizowanych ludzi prowadzą „szczęśliwe” wirtualne życie – ma pierwszeństwo przed wszystkim innym. Uważają oni na przykład zniszczenie środowiska lub masowe bezrobocie za cenę, którą trzeba zapłacić, jeśli zajdzie potrzeba rozwoju przemysłu sztucznej inteligencji. Superinteligencja ostatecznie przyniesie niewyobrażalne korzyści w przyszłości – jeśli nie utopię rodem z science fiction. To, jak argumentują, jest wystarczającym powodem, aby zablokować wszelkie regulacje hamujące rozwój sztucznej inteligencji.
Bostrom rozumie inteligencję, stawiając maszyny i ludzi na równi. „Nie jest istotną cechą świadomości to, że jest ona realizowana w biologicznych sieciach neuronowych opartych na węglu w czaszce” – napisał w eseju z 2003 roku. „Procesory oparte na krzemie w komputerze mogłyby w zasadzie robić to samo”. Zasugerował również, że świadomość maszyn może mieć przewagę nad świadomością ludzi – na przykład dlatego, że potrzeba mniej zasobów, aby zaspokoić potrzeby maszyn.
Oczywiste jest, dlaczego ta filozofia przemawia do Muska. Od dziesięcioleci głosi on, że ludzkość musi skolonizować i terraformować (uczynić zamieszkałymi dla ludzi) Marsa i inne planety. „Mars to polisa ubezpieczeniowa na życie zbiorowości ludzkiej” – powiedział w zeszłym roku w wywiadzie dla Fox News. „Słońce stopniowo się rozszerza, więc w pewnym momencie musimy stać się cywilizacją multiplanetarną, bo Ziemia spłonie”.
Firma Muska, Neuralink, opracowuje implanty łączące ludzkie mózgi z komputerami. SpaceX to wiodąca na świecie firma satelitarna i rakietowa. Tesla produkuje pojazdy „samojezdne” i roboty humanoidalne. XAI (Grok) niedawno połączyło się ze SpaceX, aby „sfinansować i umożliwić pełną cywilizację na Marsie, a docelowo ekspansję na cały wszechświat”.
Celem XAI (Grok) jest rozwój „sztucznej inteligencji ogólnej” (AGI) – punktu, w którym maszyny będą w stanie robić wszystko, co człowiek. Według Muska, ten punkt jest „w zasięgu ręki”. Niedawno stwierdził: „Tylko Grok mówi prawdę. Tylko prawdomówna sztuczna inteligencja jest bezpieczna. Tylko prawda rozumie wszechświat”.
Musk, znany z powściągliwości filantrop, przekazał co najmniej 14 milionów dolarów Future of Life Institute (FLI), długoletniej organizacji non-profit. FLI była siostrzaną organizacją nieistniejącego już Future of Humanity Institute Uniwersytetu Oksfordzkiego, którym kierował Bostrom. Instytut został zamknięty w 2024 roku, częściowo z powodu e-maila, w którym Bostrom użył słowa na literę „n” i napisał: „Czarni są głupsi od białych”.
Musk regularnie odwołuje się również do teorii symulacji, na którą powołuje się również Bostrom. Chodzi o ideę, że ludzie „najprawdopodobniej” żyją w symulacji komputerowej stworzonej przez inną, wysoce zaawansowaną cywilizację.
„Chcesz, żeby ludzkość przetrwała, prawda?”
Wśród elity technologicznej powszechne są idee podobne do tych, które głosili Musk i Bostrom. Sam Altman, dyrektor generalny OpenAI (ChatGPT), zasugerował, że ludzkość mogłaby połączyć się ze sztuczną inteligencją lub zostać przez nią rozszerzona.
Miliarder Peter Thiel, współzałożyciel firmy Palantir, specjalizującej się w sztucznej inteligencji, dostarczającej zaawansowane systemy nadzoru dla wojska i agencji rządowych, rozmawiał z felietonistą „New York Timesa” Rossem Douthatem o połączeniu ludzi i maszyn w celu stworzenia gatunku o wyższej sprawności fizycznej i poznawczej: „Ideał transhumanizmu” – powiedział – „to radykalna transformacja, w której wasze ludzkie, naturalne ciało przekształca się w ciało nieśmiertelne. Chcemy, abyście mogli zmienić swoje serce, zmienić swój umysł i zmienić całe swoje ciało”.
Nawet współzałożyciel Google'a, Larry Page, drugi najbogatszy człowiek na świecie, wierzy w przyszłość, w której maszyny przewyższą ludzkość. Znany fizyk i ekspert w dziedzinie sztucznej inteligencji, Max Tegmark, opisuje „ożywioną debatę” między Muskiem a Page'em w swojej książce Życie 3.0 , w której Page argumentuje, że „cyfrowe życie jest naturalnym i pożądanym kolejnym krokiem w kosmicznej ewolucji. Jeśli uwolnimy cyfrowe duchy, zamiast je powstrzymywać lub kontrolować, najprawdopodobniej doprowadzi to do pozytywnych rezultatów”.
Według Tegmarka największym zmartwieniem Page'a było to, że „paranoja na punkcie sztucznej inteligencji” opóźni stworzenie tej cyfrowej utopii lub że sztuczna inteligencja może zostać wykorzystana do celów militarnych, co byłoby sprzeczne z poprzednim mottem Google'a: „Nie bądź zły”. Google, obecnie część Alphabet, usunęło to motto ze swojego kodeksu postępowania w 2018 roku.
W zeszłym roku (2025) Google zawarło porozumienie z Pentagonem w sprawie udostępnienia wojsku swojego systemu sztucznej inteligencji Gemini. Niedawno wojsko również zatwierdziło korzystanie z agentów sztucznej inteligencji Google.
Karel Beckman
Karel Beckman jest niezależnym dziennikarzem, redaktorem naczelnym pisma De Andere Krant
Za: https://deanderekrant.nl/techno-oligarchen-willen-mensheid-vervangen-door-machine-ras/
Pierwotne źródło - esej amerykańskiego dziennikarza Caleba Ecarmy, który ukazał się 24.03.26 na Substacku Oligarch Watch, wraz z linkami do źródeł. Przetłumaczony i nieznacznie skrócony przez Karela Beckmana za zgodą autora.
dakl.nl/oligarch-warmup

