Narodziny alkoholizmu

Utworzono: poniedziałek, 14 lipiec 2014 Leszek Studnis Drukuj E-mail


 In vino veritas, „w winie prawda”, antyczna maksyma na wieki stała jednym z symboli europejskiej kultury. Oczywiście rozumiana szerzej, aniżeli tylko w odniesieniu do wina.


Historia odkrycia i produkcji napojów wyskokowych jest w zasadzie dość dobrze poznana, chociaż trudno ustalić datę owego przełomowego wynalazku i porządek chronologiczny jego ewolucji. W mrokach dziejów giną również fakty świadczące o tym, kiedy trunek stał się utrapieniem ludzkości, współcześnie uważanym za chorobę.

 

Nieoceniona archeologia


W ikonografii wielu kultur, zwłaszcza zlokalizowanych wokół Morza Śródziemnego, wiele miejsca poświęcone zostało religijnym obrzędom i biesiadom, których nieodłącznym elementem był alkohol. Z dużą dozą pewności, na podstawie badań palinologicznych, można przypuszczać, że pierwsze „płynne używki” pojawiły się znacznie wcześniej, wraz z upowszechnieniem uprawy pszenicy i jęczmienia.


„Udomowione” odmiany pszenicy (samopsza, Triticum monoccocum i płaskurka, Triticcum diccocum), oraz takiegoż jęczmienia (Hordeum distichyum), odnalezione we wczesnych warstwach neolitu w Jerychu, Beida i Tell Ramad (ok. 6 500- 6 000 p.n.e) pozwalają przypuszczać, że ich mieszkańcy dość szybko opanowali proces prymitywnej fermentacji  i zaczęli produkcję słabego piwa (ok. 1,5 % alkoholu). Być może wytwarzali je podobnie jak dzisiejsi Indianie Keczua w Peru chichę - przeżuwając zbożowe ziarna, aby zainicjować ich chemiczną przemianę przed zalaniem „zaczynu” wodą.  


Nieco później mieszkańcy Mezopotamii nauczyli się wyrabiać wino z daktyli i winogron. Daktyle zawierają dużo naturalnego cukru, który ułatwia fermentację, natomiast winogrona musiały być poddawane obróbce. Dawne teksty, głównie z II tysiąclecia p.n.e., wskazują, że winogrona były najpierw udeptywane w wielkich kadziach nogami, a następnie uzyskany z nich sok był gotowany i dopiero potem poddawany procesowi fermentacji. Inne dowody świadczą o tym, że wino z winogron było pierwotnie produktem ubocznym z pestek z resztkami miąższu i nadpsutych owoców. Trudno zatem mówić o wysokiej jakości takiego wina. Musiało być stosunkowo słabe i kwaśne, przypominając w smaku dzisiejszy dżem, który zbyt długo „leżakował” w otwartym słoiku.

 

Alkohol, prawo i obyczaj


Nieco światła na produkcję i dystrybucję piwa rzuca Kodeks Hammurabiego (?- 1750 p.n.e.) wyryty na przeszło dwumetrowej kamiennej steli, odnalezionej w Suzie w 1901 roku. „Paragrafy” od 108 do 111 określają przestępstwa i kary przewidziane dla oberżystek, których główną przewiną było domaganie się zapłaty srebrem „według odważnika (zbyt) dużego”, a więc o zafałszowanym ciężarze. Za to groziło utopienie. Śmierć przewidziana była również za goszczenie w swojej oberży przestępców i zaniechanie stosownego donosu do władz.

Jeszcze surowsze kary były przewidziane dla arcykapłanek (naditum) i kapłanek (êntum), które otworzą karczmę. Groziło im spalenie na stosie. Jedynie karczmarki, które w czasie żniw dawały spragnionym piwo na kredyt  miały prawo domagać się od „kredytobiorców” 50 sila (nieco ponad 40 litrów) ziarna. Tekst wyryty na steli świadczy, że produkcja i sprzedaż alkoholu były obwarowane pewnymi przepisami, a to z kolei wskazuje na powszechność „usług gastronomicznych” w owym czasie. Karczma była bowiem również miejscem wypoczynku kupców i wszelkich osób podróżujących.


W drugiej połowie II tysiąclecia p.n.e. pojawiają się na tabliczkach zapisanych pismem klinowym wzmianki o pewnych obyczajach, którym towarzyszyło spożywanie alkoholu. I tak w kontrakcie handlowym odnalezionym w Mari znajduje się zwyczajowa formuła kończąca transakcję: „spożyli chleb, wychylili czarę, namaścili się oliwą”.


Z kolei tabliczki z Ugarit (ob. Ras Szamra), dużego ośrodka handlowego w południowo-zachodniej Syrii, zamieszkałego w II tysiącleciu przez liczne kolonie cudzoziemców, zawierają spisy rozmaitych gatunków win, sprowadzanych osobno dla kupców egipskich, mykeńskich i syryjskich. Dokumenty te świadczą, że już w tamtym okresie znano wiele odmian trunków, produkowanych ze zbliżonych, ale różnych owoców, co można porównać do dzisiejszej specjalizacji w zakresie uprawy różnych szczepów winogron.


Z tego okresu pochodzą również pierwsze  teksty medyczne opisujące schorzenia dość typowe dla osób nadużywających alkoholu. Zostały one zebrane w licznych dziełach, spośród których na szczególną uwagę zasługuje praca francuskiego badacza René Labeta Traitté Akkadien de diagnostics et prognostics mediceaux. Zdaniem autora, jedną z rozpowszechnionych chorób na Bliskim Wschodzie była żółtaczka. W rzeczywistości jest ona jedynie zewnętrznym objawem zapalenia, bądź niewydolności wątroby, ale nie można wykluczyć roli nadużywania trunków w jej etiologii.

 

Aspekt religijny

W kulturze picia niezwykle ważną rolę odgrywały obrzędy religijne i bóstwa płodności, opiekujące się zazwyczaj rolnictwem, a więc pośrednio i produkcją alkoholu. Świętom ku ich czci często towarzyszyły rytualne uczty połączone z orgiami i niepohamowanym pijaństwem.


Najlepszym świadectwem upodobania do wina był kult Dionizosa, fetowany aż cztery razy w ciągu roku. Najpierw odbywały się Dionizja Małe (zwane również Wiejskimi), obchodzone w miesiącu Posejdona (koniec grudnia - początek stycznia) dla oddania czci młodemu winu. Podczas dość swawolnej zabawy, w której jednym z punktów było otwieranie naczyń z młodym winem i podskoki w skórzanych, nadmuchiwanych workach (taniec zwany askoliasmos), podziwiano występy trup aktorskich i pito bez umiaru.
Kolejne święto Lenaje, (w miesiącu Gamelion, a więc na przełomie stycznia i lutego), poświęcone było tłoczeniu wina, a centralnym punktem jego obchodów były również suto zakrapiane uczty. Trzeba jednak przyznać, że biesiadom towarzyszyły agony, na których przedstawiano tragedie i komedie, a więc miały także swój wymiar kulturalny.

W połowie lutego i marca  (miesiąc Antesterion) obchodzono trzecie ze świąt dionizyjskich Antesterie. Początkowo było traktowane jako święto zmarłych, jednak dość szybko zastąpiła je degustacja wina i składanie ofiar Dionizosowi.
Wreszcie ostatnie ze świąt, Dionizja Wielkie (inaczej Miejskie), odbywały się od czasów Pizystrata (I połowa VI wieku p.n.e.) z okazji wiosennej pełni Księżyca na przełomie marca i kwietnia (miesiąc Elafebolion). Tutaj najważniejsza była uroczysta procesja i przeniesienie posągu Dionizosa ze świątyni u stóp Akropolu do gaju herosa Akademosa. Tam dopiero odbywały się wspólne modły i uczta, a w kolejnych dniach święta śpiewy chórów i spektakle (tragedie i komedie) w teatrze Dionizosa, w Atenach.

Co ciekawe, punktem kulminacyjnym obrzędowego pijaństwa był stan, w którym dusza człowieka jakoby opuszczała ciało, określany mianem extasis, od którego wzięło swój początek  pojęcie ekstazy. W innym momencie orgii uczestnik obchodów łączył się z bóstwem (gr. enthosiasmos), co z kolei znalazło swoje miejsce we współczesnych językach w słowie „entuzjazm”.


Omawiając religijny aspekt kultury picia, nie sposób pominąć Księgi Rodzaju, która również ma swój udział w kształtowaniu postawy Europejczyków wobec alkoholu. Jeden z jej fragmentów (Ks. Rdz. 9.20) wskazuje bowiem na Noego, jako pierwszego człowieka na Ziemi, który zasadził winnicę i… nieprzystojnie „napił się wina, odurzył się [nim] i leżał nagi w swym namiocie” (Ks. Rdz. 9.21). Cham, jeden z jego synów, ujrzawszy go nagiego, powiadomił o tym swych braci, którzy czym prędzej okryli ojca płaszczem, „twarzy zaś swych nie odwracali, aby nie widzieć [jego] nagości” (Ks. Rdz. 9 23). Kiedy Noe ocknął się z zamroczenia i dowiedział się o lekceważącym zachowaniu potomka wpadł w gniew i przeklął jego syna, a swego wnuka Kanaana.
Ten niejasny zdawałoby się fragment miał swój znaczący udział w kształtowaniu się późniejszych ideologii i postaw, a nawet wpłynął na bieg historii. Cham stał się w niektórych odmianach ideologii rasistowskiej „protoplastą murzynów”, synonimem wyrodnego dziecka, „praojcem ludzi źle wychowanych” i jedną z personifikacji… pijanego prostaka. 

 

Obyczaj czy występek?


Także wiele innych przekazów literackich i dzieł sztuki rzuca światło na kulturę picia, lub jej brak, w świecie antycznym. Bohaterowie Homera potrafili pić na umór, biesiadować podczas gry w kości (słynna waza z przedstawieniem Achillesa grającego z Ajaksem), a w jednej z końcowych scen Odysei tytułowy bohater zabija podchmielonych zalotników, którzy usiłują nakłonić jego małżonkę Penelopę do ponownego zamążpójścia.


Najwięcej jednak pikantnych szczegółów pochodzi z czasów hellenistycznych.  Z jednej strony, był to okres rozkwitu szkół

filozoficznych, z drugiej - nieprawdopodobnych zabaw i hołdowania uciechom zmysłowym. Z zapisów mitologicznych warto przypomnieć opis tragicznej uczty weselnej, na którą król Lapitów Pejritoos zaprosił centaurów, nie bacząc na ich gwałtowną naturę. Kiedy owe stwory, pół-konie z ludzkimi torsami i głowami pod wpływem wina usiłowały zgwałcić pannę młodą, doszło do krwawej jatki, w której intruzi zostali pobici.


Świadectwem nieobyczajności wywołanej spożyciem nadmiernej ilości alkoholu może być rzeźba pijanego satyra, który zupełnie nagi prezentuje swoje męskie wdzięki. Przymknięte powieki i na wpółotwarte usta dopełniają wizerunku leśnego, (ale jakże ludzkiego !), bożka zamroczonego alkoholem. W podobnym duchu utrzymana jest współczesna mu figurka starej pijaczki, pochodząca także z przełomu III i II wieku p.n.e.


Na ten sam okres datowany jest również bodaj pierwszy znany w historii opis delirium tremens, czy psychozy alkoholowej – „Podróż morska pijaków” pióra Tytrajosa. Autor w krótkim i dowcipnym opowiadaniu opisał stan ducha kilku młodzieńców, którzy po spożyciu znacznych ilości wina zaczęli wyrzucać domowe sprzęty przez okno, sądząc, iż znajdują się na morzu, a ich okręt tonie. Przybyłych ojców miasta, którzy zgorszeni usiłowali ich uciszyć, pijani potraktowali jak trytonów, przynoszących im wybawienie.

Wiadomo, że ponad miarę pił Aleksander Wielki, a i jego następcy nie gardzili winem, które było wszechobecne na wszystkich ówczesnych dworach. Na Bliskim Wschodzie jednak dość wcześnie pojawiły się nurty religijne o zabarwieniu ascetycznym, toteż „centrum picia i występku”, począwszy od I wieku p.n.e., przeniosło się do Rzymu.


Cesarstwo Rzymskie słynęło z wielu uciech, jakich nie powstydziłyby się nawet dzisiaj najbardziej perwersyjne domy rozpusty czy wyuzdani autorzy filmów pornograficznych. Chlubnym wyjątkiem był Juliusz Cezar, który pijał bardzo niewiele, co złośliwie przyznaje bodaj najsłynniejszy biograf cesarzy Swetoniusz, pisząc, że „spośród wszystkich jeden Cezar w stanie trzeźwym przystąpił do zburzenia Rzeczypospolitej”.


Poza nim jednak rzymska elita pijała chętnie i dużo. Marek Antoniusz, jeden z najbliższych współpracowników „boskiego Cezara”, potrafił zjawić się w senacie w stanie, który uniemożliwiał mu przemowę. Co więcej, niekiedy… wymiotował na mównicy, co niejednokrotnie wypominał mu Cyceron i zapłacił za to głową.


Następcy Cezara mieli różny stosunek do alkoholu. Tyberiusz wykazywał umiar w piciu, chociaż w dojrzałym wieku ujawnił skłonność do rozwiązłości seksualnej. Natomiast swoich synów mało cenił, zwłaszcza Druzusa, który wiódł żywot rozwiązły i „przesiąknięty winem”. Dwaj następcy Tyberiusza nie odznaczali się wstrzemięźliwością wzorem Cezara. Kaligula lubował się w ucztach, którym towarzyszyło pijaństwo, choć  jego główne dewiacje dotyczyły intymnej sfery życia. Miłośnikiem wina był również jego wuj Klaudiusz. A po nich całe generacje Rzymian, począwszy od władców, a na zwykłych śmiertelników skończywszy.

Trudno jednoznacznie odpowiedzieć na pytanie: występek czy obyczaj. Pewnie i jedno, i drugie. Na pewno nadużywanie trunków było występkiem, choć w pogańskim Rzymie pijaństwo podczas przyjęć stanowiło zapewne normę. Duch tych czasów doskonale oddaje „Uczta Trymalchiona” autorstwa Petroniusza.

Bez znieczulenia

 

Mało kto miał odwagę pokusić się o ujawnienie prawdy o skutkach picia alkoholu, a zwłaszcza jego nadużywania. A źródła historyczne pełne są zabawnych, mniej zabawnych, albo zgoła dramatycznych opisów, jak zamroczone alkoholem głowy władców i polityków funkcjonowały na arenie międzynarodowej, podejmując nieraz nieprzewidywalne lub zgoła tragiczne decyzje. Wystarczy wspomnieć Tamerlana, Piotra I Wielkiego czy Atatürka z bardziej nam współczesnych, aby dojść do wniosku, że ich wizjonerskie czy zbrodnicze poczynania nie zawsze miały źródło w racjonalnych przesłankach.

XX-wieczny wybitny poeta i dramaturg, Stanisław Grochowiak, na kilka lat przed swoją przedwczesną śmiercią, spowodowaną marskością wątroby, zawarł znakomitą analizę nałogu w sztuce „Lęki poranne”. Bez buty i mitomanii, typowej dla osób uzależnionych, opisał destrukcyjny wpływ alkoholu na życie człowieka, który w końcu rozdarty pomiędzy przymusem picia, a wstrętem do alkoholu i samego siebie, w kolejnym delirycznym ataku odbiera sobie życie. Znany krytyk literacki Jan Marx w swojej książce „Legendarni i przeklęci” napisał o Grochowiaku znamienite zdanie: „tego nie da się wymyślić”.

Leszek Stundis

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Odsłony: 2674
Our website is protected by DMC Firewall!