Alchemia - między nauką a magią

Utworzono: wtorek, 28 październik 2014 Leszek Stundis Drukuj E-mail



Tajemnica materii intrygowała człowieka od zarania dziejów. Już jońscy filozofowie przyrody odnajdywali w żywiołach takich jak woda, powietrze czy ogień pierwotny składnik świata przenikający wszystkie znane jej postacie. 


Zwłaszcza ogień jako symbol wiecznej przemiany uważany był w większości starożytnych kultur za święty. Płonący w mrocznych cellach świątyń był przedmiotem nabożnej czci, a kapłani stale pilnowali by płonął, bowiem jego zgaśnięcie oznaczało koniec odwiecznej przemiany, jaka dokonuje się w świecie.

 

Metalurdzy i szarlatani

 

Od samego początku opanowania technologii wytopu metali metalurgowie i kowale cieszyli się poważaniem w swoim otoczeniu, które z zabobonnym lękiem podziwiało efekty ich okrytej tajemnicą pracy. Owi dawni mistrzowie pracujący w swych rozgrzanych warsztatach tworzyli bardzo często tajemne stowarzyszenia, których celem była ochrona sekretów obróbki metalu, przekazywanych z pokolenia na pokolenie tym, którzy okazywali się godni, aby być w nie wprowadzonymi.

 

Trudno dziś odpowiedzieć jak dawno narodziła się alchemia i co pierwotnie oznaczało owo pojęcie. Współcześni badacze kultury najczęściej przyjmują dwa znaczenia tego słowa. W wąskim, najbardziej rozpowszechnionym rozumieniu tego terminu alchemia oznacza wszelkie praktyki zmierzające do przemiany, czyli transmutacji jednych substancji w drugie, a zwłaszcza pospolitych metali w szlachetne kruszce, głównie złoto.
 

Istnieje jednak pogląd, że alchemia to cały filozoficzny sposób patrzenia na świat, wyrosły na gruncie najstarszych dociekań nad istotą natury. Pierwsze filozofie bowiem zakładały, że świat w naturalny sposób dąży do doskonałości, którą pojmowano jako mniej  lub bardziej sprecyzowaną harmonię. Proces wytapiania, a następnie obróbki metali był przez starożytnych postrzegany jako przyspieszona przemiana od prymitywnych, bezładnych kawałków rudy do form coraz bardziej doskonałych. Przenosząc wyniki tych najstarszych obserwacji dotyczących metalurgii na całą rzeczywistość, łatwo sobie wyobrazić jak narodził się pogląd, który zakładał możliwość przyspieszenia owej ewolucji w kierunku wspomnianej harmonii. W chwili, kiedy pierwsi anonimowi twórcy rozpoczęli świadome eksperymenty zmierzające do przemiany jednej substancji w inne, narodziła się alchemia.

 

Praojciec alchemii

 

Tradycja uważa za ojca alchemii legendarnego, pierwszego z wielkich mędrców starożytności, Hermesa Trismegistosa, żyjącego ponoć około 3000 roku p.n.e. Od jego imienia utworzony został stosowany powszechnie po dziś dzień przymiotnik „hermetyczny”, oznaczający ni mniej ni więcej jak  „szczelnie zamknięty”. W odniesieniu do wiedzy znaczy on tylko jedno: wiedzę niedostępną ogółowi, a zrozumiałą dla wtajemniczonych.

O wydawanych w średniowieczu traktatach alchemicznych zwykło się mówić jako o księgach hermetycznych, co podkreślała zresztą zawarta w nich bogata symbolika i pozornie niezrozumiały zapis treści.

Pierwsze historyczne wzmianki o rytuałach towarzyszących wytapianiu i przeróbce miedzi pochodzą z II tysiąclecia p.n.e. i związane są z semickimi kultami bóstw ognia, jak choćby Molochem. Grecy mieli osobnego patrona metalurgów i kowali w postaci niezbyt urodziwego syna Zeusa i Hery, Hefajstosa, który prawie nigdy nie opuszczał swej podziemnej kuźni. W Rzymie Hefajstos przybrał imię Wulkana i po dziś dzień słowo to oznacza kapryśną górę mogącą zalać mieszkających u jej podnóża ludzi deszczem ognia i lawą.

Te początkowe przekazy naukowo-religijne trudno zaliczyć do dzieł alchemicznych, choć, niewątpliwie, arystotelesowska koncepcja samodzielnego bytu, zwanego „substancją” oddziałała na wyobraźnię późniejszych alchemików. Dopiero jednak rzekome odnalezienie traktatów Hermesa Trismegistosa w pierwszych wiekach naszej ery przyczyniło się do ponownego zainteresowania tajemną wiedzą metalurgów. 

Najstarsze, typowe zapiski alchemiczne zawarte zostały w tak zwanym papirusie z Lejdy pochodzącym z III wieku n.e. Głównymi jednak inicjatorami odrodzenia alchemii  stali się Arabowie, którzy stworzyli ów termin. Zajmując ogromne połacie Azji Mniejszej i Afryki, mieli dostęp do mnóstwa pism starożytnych zapomnianych przez średniowieczną Europę. Jeden z największych uczonych arabskich z przełomu X i XI wieku, Awicenna, napisał w dziele „Księga wiedzy” (Kitab asz szifa), że „alchemia jest darem boga”.

 

Między magią, a nauką

 

Alchemicy przez cały czas poszukiwali tajemniczego proszku, zwanego poetycko kamieniem filozoficznym, który wsypany do dowolnego metalu byłby w stanie zainicjować proces transmutacji. Przez wiele stuleci sądzono, że jest on mieszaniną siarki, rtęci i arsenu, lub jak podają niektóre traktaty alchemiczne - bliżej nieokreślonej, „soli”.
Przez wieki bezskutecznie przeprowadzano tysiące eksperymentów, w wyniku których odkrywano najrozmaitsze związki chemiczne, tyle, że nie poszukiwany kamień.

W średniowieczu do grona wybitnych alchemików należeli Albert Wielki i Roger Bacon. Choć Kościół katolicki niechętnym okiem patrzył na praktyki alchemiczne, oficjalnie nigdy ich nie potępił.
W okresie renesansu wykształcił się cały przemysł alchemiczny, skupiający zarówno rzeczywistych badaczy, jak i nieprzebrane rzesze oszustów.
Wizja możliwości „produkowania” złota rozniecała wyobraźnię władców, którzy gotowi byli zapłacić każdą sumę za zgłębienie tajemnicy alchemicznej przemiany.
Do legendy przeszedł cesarz Rudolf II Habsburg. Choć rzymskokatolicka wiara nie pozwalała mu przyznawać się oficjalnie do zainteresowania alchemią, Rudolf II posiadał całą kolekcję przyborów potrzebnych alchemikom, tudzież magiczne kamienie z wygrawerowanymi znakami kabalistycznymi, korzenie mandragory, a nawet postać diabełka zamkniętego w kryształowym puzdrze. Jego zainteresowania nie kończyły się na transmutacji metali.

W XVI wieku pojawia się specyficzna odmiana alchemii, zwana jatrochemią, lub inaczej alchemią lekarską. Jej twórcą był szwajcarski lekarz Paracelsus, przemierzający w pierwszej połowie XVI wieku kraje europejskie i głoszący konieczność nowego spojrzenia na człowieka.
Paracelsus piętnował wprawdzie tradycyjnych alchemików i otwarcie wyśmiewał ich kamień filozoficzny, jednak jego metody również nie były pozbawione elementów magii.
Głoszony przezeń witalizm przyjmował istnienie w każdej żywej istocie niematerialnej siły życiowej  niepoddającej się fizykalnemu badaniu. Choć zalecał medykom dokładną obserwację pacjentów i badanie procesów chemicznych zachodzących w ich organizmach, stosowane przez niego preparaty niewiele różniły się od związków popularnych wśród alchemików. Miedź, żelazo, antymon, sole rtęci i siarki były jego ulubionymi lekami. W wielu przypadkach okazywały się zresztą skuteczne, co nadało mu przydomek „cudotwórcy”.

Sławę Paracelsusa rozprzestrzenili w Europie jego uczniowie, a zwłaszcza jeden z nich  - Martin Ruland, autor skompilowanego dziełka alchemicznego „Leksykon”. To właśnie on znalazł się na dworze Rudolfa II i zaraził go nowymi prądami w alchemii. Przede wszystkim wmówił władcy, że Paracelsusowi udało się wynaleźć eliksir wiecznej młodości i „laboratoryjnie” stworzyć miniaturowego człowieczka - homunculusa.
Trudno przyjąć, że Rudolf wierzył w podobne brednie. Nie ulega jednak wątpliwości, że jego nadwornemu alchemikowi  żyło się dość wygodnie u boku władcy przepełnionego miłością do wszystkiego co miało diabelski posmak.

Mniej szczęścia miał jego „uczony” kolega Edward Kelley, który przez długi czas twierdził, iż zna sekret transmutacji. Rudolf II nigdy nie otrzymał obiecywanych mu przez sprytnego Anglika gór złota i w końcu nakazał uwięzić go w wieży. Keely’ego zgubiła prawdopodobnie zbytnia chciwość i obnoszenie się z łatwo zdobytym majątkiem. Niewykluczone też, że pozostawał na usługach dworu angielskiego w charakterze szpiega.

Podobny los spotkał wielu szarlatanów, z których najsłynniejszy był żyjący w drugiej połowie XVIII wieku włoski lekarz, podający się za „cudotwórcę”, Giuseppe Balsamo, znany lepiej jako Alessandro Cagliostro.

Trzeba jednak powiedzieć, że właśnie alchemicy przyczynili się do rozwoju współczesnej chemii. Ich pracom przypisuje się odkrycie fosforu, a także wyjaśnienie procesu produkcji porcelany. Wiele związków chemicznych, jak sole rtęci, arsenu, kwasy mineralne, czy woda królewska, także zawdzięcza swe „istnienie” ich dociekliwości. Współczesna chemia dowiodła zresztą możliwości uzyskania sztucznie złota, choć jej metody daleko odbiegły od stosowanych w średniowiecznej alchemii.
Leszek Stundis

 

 

 

Kalendarium:

 

III wiek n.e. - powstają najstarsze zapiski ściśle alchemiczne na Bliskim Wschodzie i w Egipcie (tzw. papirus z Lejdy)


VIII wiek - do Europy przedostają się pierwsze pisma alchemiczne za pośrednictwem arabskiego uczonego Gebera


X/XI wiek - Awicenna w swojej „Księdze wiedzy” zawiera wiele przepisów alchemicznych, choć nie dotyczą one transmutacji


XIII wiek - Roger Bacon w swoich dziełach Opus maius, Opus minus i Opus tertium zawiera całą ówczesną wiedzę, a wśród niej wiele informacji dotyczących przemian alchemicznych


1597 - Andreas Libavius wydaje słynny traktat Alchymia
 

1604 - najsłynniejszy alchemik polski, Michał Sędziwój, publikuje słynne dzieło Cosmopolitani novum lumen
 

1612 - umiera najwybitniejszy spośród władców, „mecenas” alchemików, cesarz Rudolf II Habsburg
 

XVII wiek - większość koncepcji alchemicznych upada, choć jeszcze w następnym stuleciu działają sprytni, sławni szarlatani; działają także jatrochemicy, którzy cieszą się nadal dużym powodzeniem
 

XX wiek - pojawia się moda na „alchemię współczesną”, doszukującej się nieznanej natury świata.

 

 

 

 

 

 

 

 

Odsłony: 9715
Our website is protected by DMC Firewall!