Afryka byłaby rajem...

Utworzono: środa, 27 styczeń 2016 Leszek Stundis Drukuj E-mail

„Afryka byłaby rajem, gdyby nie ci przeklęci Afrykańczycy” - tak przez kilka stuleci czarny ląd oceniali biali kolonizatorzy. Nienawiść rasowa podyktowana atawistycznymi emocjami na długo wyprzedziła próbę unaukowienia problemu.

 

Rasizm nie jest religią ciemnogrodu. Rasistami bywali wielcy uczeni i artyści. Wśród nich poczesne miejsce zajmuje Rudyard Kipling, laureat literackiej Nagrody Nobla w 1907 roku,  autor romantycznej opowieści o pewnym chłopcu - Księgi dżungli.     

 

Na początku była pogarda

 

Rasizm jest zjawiskiem stosunkowo nowym. Starożytność nie znała pojęcia rasy, ani hierarchii ras, ale rozróżniała ludzi oświeconych, Greków i Rzymian, i nieokrzesanych barbarzyńców, z którymi - jeśli się ich schwytało - można było robić wszystko. 


„Niewolnik to mówiące narzędzie” - tak definiował go Katon Starszy, surowy rzymski cenzor. W ten sposób tłumaczono instrumentalne traktowanie niewolnic, gwałconych w domach prywatnych i na arenie, często przez zwierzęta. Gwałtem zostały ukarane córki królowej Brytów Boudiki za bunt przeciw Rzymianom podniesiony przez jej matkę. Relacja  pan- niewolnik była jednoznaczna i tylko akt wyzwolenia mógł poprawić los osoby niewolnej.


Niewolnik nie był jednak zdeterminowany rasowo. Mógł nim zostać nawet Rzymianin, o ile został pojmany przez barbarzyńców nierzadko o czarnym kolorze skóry. Królowie Numidii, kraju z którym Rzym toczył wojny,  często posiadali rzymskich niewolników, chętnie oddawanych rodzinom za sowity okup.

 

Troska o losy świata

 

Thomas Malthus (1766-1834) jako pierwszy zauważył problem przeludnienia. A raczej kwestię zbyt wysokiego przyrostu naturalnego w stosunku do produkcji żywności.  Gwałtownie rozwijająca się populacja nie zdoła, zdaniem Malthusa, utrzymać wysokiego poziomu życia i będzie stopniowo ubożeć, aż w końcu znajdzie się na krawędzi nędzy i upadku. 
Brytyjski uczony, który w 1805 roku otrzymał jako pierwszy w historii wyspiarskiego imperium tytuł profesora ekonomii, sformułował słynne prawo, w myśl którego przyrost naturalny rozwija się w postępie geometrycznym, a żywności zaledwie arytmetycznym.
Z tej zależności wyciągnął prosty, acz kontrowersyjny wniosek, że pomoc najuboższym prowadzi do … klęski głodu. Nic nie wskazuje, że Malthus był rasistą, ale jego katastroficzna wizja pogrążającego się w chaosie i nędzy świata była później wykorzystywana przez „rasę panów” do uzasadniania kolonialnego wyzysku. 

 

Szlachetne intencje pana Darwina

 

Twórca teorii ewolucji Charles Darwin (1809-1882) był wnikliwym obserwatorem otaczającego go świata. Dość szybko dostrzegł związki pomiędzy gatunkami i ich pochodzenie od wspólnych przodków. Płynąc na statku „Beagle” do odległych Wysp Galapagos, miał sporo czasu na przemyślenia, czego owocem było opublikowane niemal dwie dekady później sztandarowego dzieła O powstawaniu gatunków drogą doboru naturalnego (1859).  Szczególny akcent kładł w nim na pojęcie doboru naturalnego i dominacji silniejszych osobników nad słabszymi, które skazane są na wyginięcie.


Dość szybko poglądy Darwina znalazły entuzjastów, także wśród tych, którzy dostrzegli w nich pewne analogie do życia ludzkiego w warunkach bezdusznego kapitalizmu i bezpardonowej konkurencji na wolnym rynku.  To niosło za sobą poważne konsekwencje, gdyż podważało wszelką działalność filantropijną i charytatywną jako szkodliwą dla doboru naturalnego.

Nic nie wskazuje jednak, że Darwin był skłonny teorię doboru naturalnego rozciągnąć na stosunki społeczne. Dostrzegał wprawdzie fakt genetycznego uwarunkowania inteligencji i uzdolnień, ale nie widział w nim podstawy, by jednych ludzi postrzegać lepszymi od innych, a tym bardziej dawać im prawo do decydowania o tych innych. 

 

Chemia ras i teologia moralna

 

Zupełnie inaczej podchodził do sprawy francuski dyplomata i pisarz Arthur de Gobineau (1816- 1882), uważany za ojca „naukowego” rasizmu. Uznając  dobór naturalny za decydujący czynnik pomyślności społeczeństwa dowodził, że im czystsza rasa je tworzy, tym więcej jej przedstawicieli będzie reprezentować „pożądane cechy i wrodzone uzdolnienia”, a tym samym wzrośnie „poziom cywilizacyjny w danym państwie”.  Odrzucił więc uwarunkowania geograficzne jako determinanty ewolucji społeczno- kulturowej, a skupił się na czynnikach antropologiczno- rasowych.


Konsekwencją jego przemyśleń było nowe spojrzenie na trzy podstawowe odmiany rasowe człowieka. Rasę białą, aryjską, której najdoskonalszymi przedstawicielami byli wysocy, dobrze zbudowani blondyni o niebieskich oczach, miała cechować wysoka inteligencja, wojowniczość, bezinteresowność i doskonała organizacja „otoczenia i swojego wnętrza”. Jej reprezentanci mieli myśleć racjonalnie i powściągać swoją zmysłowość, dzięki czemu stawali się kandydatami na idealnych władców.


Ludzie rasy żółtej, średniego wzrostu o ciemnych włosach i  oczach byli, zdaniem Gobineau, praktyczni, stąpający mocno po ziemi, ale pozbawieni wybitnej inteligencji i fantazji. Typowa rasa kupców.

Czarni natomiast, to ludzie pobudliwi, uczuciowi, skłonni do oddawania się fantazjom, skupieni na zaspakajaniu swoich zachcianek jak dzieci. Byli fatalnymi władcami, gdyż słaba wola i brak zdolności organizacyjnych uniemożliwiały im stworzenie i utrzymanie silnego państwa. Potrzebowali zatem opieki, którą mogli im zapewnić … oświeceni biali.


„Chemia ras” miała zapobiegać mieszaniu się białych z innymi, a „teologia moralna” nakazywała zachowanie czystości rasowej jako daru danego od Boga.   

 

Nauka w służbie… rasizmu

 

Z poglądami francuskiego myśliciela zgodziła się część ówczesnego świata nauki. Przyrodni brat Darwina, twórca daktyloskopii, prekursor badań statystycznych w psychologii i entuzjasta testów psychologicznych Francis Galton (1822-1911), stanął na stanowisku, że to geny kształtują człowieka, a nie  wychowanie.
Geny miały odpowiadać za poziom inteligencji, a także za  predyspozycje, czego miały dowieść testy rozsiewu  uzdolnień w populacji, które w XX wieku pośrednio przyczyniły się do utrwalenia stereotypu wyższości białej rasy nad innymi.

Galton był typowym brytyjskim dżentelmenem, przekonanym o wyższości białej rasy, choć do własnej służby odnosił się z pobłażliwą życzliwością.

Rasistą okazał się także słynny biolog i podróżnik niemiecki Ernst Haeckel (1834-1919), twórca teorii rekapitulacji, w myśl której każdy osobnik w rozwoju zarodkowym nosi cechy ewolucyjnej przeszłości. Jako przykład podawał występowanie szpar skrzelowych w życiu płodowym człowieka.


O ile sformułowane przez niego prawo głoszące, iż ontogeneza jest skróconą filogenezą nie budzi większych zastrzeżeń, o tyle porównanie państwa narodowego do żywego organizmu już tak. Twierdzenie, iż lepiej amputować chory narząd, aniżeli dopuścić do gangreny toczącej cały organizm zostało później przytoczone w sztandarowym dziele Adolfa Hitlera (1889- 1945) Main Kampf  (Moja walka), a ową gangreną mieli być… Żydzi.


Swoją cegiełkę do budowy rasistowskiego światopoglądu dorzucił wybitny skądinąd włoski psychiatra Cesare Lombroso (1835-1909), twórca pierwszej pełnej teorii kryminologicznej. I on również okazał się zwolennikiem poglądu o genetycznej determinacji zachowań. Wyróżnił bowiem pięć kategorii przestępców, wśród których na poczesnym miejscu znaleźli się zbrodniarze z urodzenia. Mieli stanowić aż dwie trzecie wszystkich odpowiedzialnych za czyny karalne.
Pozostałe grupy to przestępcy „z nawyknienia”, którzy bezkrytycznie przyjęli wzorce patologicznych rodziców, z namiętności, powodowani zazdrością lub chorobliwym pożądaniem, pseudoprzestępcy, dopuszczający się zabronionych czynów pod wpływem okoliczności i wreszcie kryminaloidzi - osoby podatne na złe wpływy.


Aby dowieść swych racji, Lombroso dokonywał pomiarów czaszek skazanych i na ich podstawie kreślił profil przestępcy. Zapewne wtedy w jego rozumowaniu pojawił się efekt Pigmaliona i swoje wyniki kraniometryczne dopasowywał do „jedynie słusznych wniosków”.

Nie był jednak rasistą w dzisiejszym rozumieniu tego słowa, choć nadmierne skłonności do występku przypisywał…  m.in. Polakom.  

Koncepcje Lombrosa zostały wypaczone w XX wieku. W Stanach Zjednoczonych „dowiedziono”, że zbrodnicze upodobania mają Murzyni, a także Latynosi. Przy owych „badaniach” nie uwzględniano jednak ani warunków życia, ani tzw. punktu startu młodych ludzi z tych środowisk.

         

Bratanek Wagnera i Teutoni

 

Najwybitniejszym brytyjskim rasistą przełomu XIX i XX wieku był niewątpliwie Houston Stewart Chamberlain (1855-1927). Doskonale wykształcony, absolwent studiów botanicznych w Genewie i geologicznych u samego Kurta Vogla, syn brytyjskiego admirała i … zięć Richarda Wagnera. Za pochwalne hymny pod adresem Cesarstwa Niemieckiego Wilhelm II odznaczył go żelaznym krzyżem, a w 1916 nadał niemieckie obywatelstwo.

Chamberlain kochał nie tylko Niemców. W 1923 wyraził swój  podziw dla Adolfa Hitlera i jego programu oczyszczenia Rzeszy z „niepożądanych elementów rasowych”.


Historiozofia Chamberlaina wyróżniała cztery formacje kulturowe mające zasadniczy wpływ na losy świata.  Dwie pierwsze, Grecy i Rzymianie, byli twórcami filozofii, poezji, sztuki, prawa, państwa i społecznego ładu. Żydzi, wprawdzie zdolni, mieli jednak odgrywać destrukcyjną rolę w cywilizacji, a ich skłonność  do „talmudycznej spekulacji” miała być zagrożeniem dla świata, czego przykładem mogą być teorie Marksa, Freuda czy … Einsteina.  Natomiast spuściznę dwóch pierwszych przejęli Teutoni (Germanie, Celtowie i… zachodni Słowianie), którzy winni wziąć odpowiedzialność za losy świata, aby zapobiec jego degeneracji.

 

Pewna pani feministka

 

Bodaj najbardziej barwną postacią pośród teoretyków rasizmu była pewna pani feministka z USA, Margaret Sanger (1879-1966).  W młodości sufrażystka i socjalistka, wierna czytelniczka Karola Marksa dość szybko zajęła się sprawami planowania rodziny oraz uległa fascynacji eugeniki negatywnej.

Przyjęła bowiem pogląd, że eliminując pewne geny można poprawić ogólny poziom moralny populacji, stąd stała się gorącą zwolenniczką przymusowej sterylizacji „jednostek niepożądanych”. A za takie uważała przestępców, osoby psychicznie chore, a także upośledzone,  w tej liczbie - niewidome i głuchonieme. Jednocześnie ostro występowała przeciwko akcjom dobroczynnym, postrzegając je jako „sentymentalny patriarchalizm”.


W 1932 roku w „The Birth Control Review” opublikowała swój  Plan for peace (Plan pokojowy), w którym zaproponowała … obowiązkową segregację, sterylizację i aborcję „dysgenicznego inwentarza”.

Największe kontrowersje wzbudził jednak jej Negro Project (Projekt Murzyn), w którym nakreśliła  wizję sterowanej przez państwo akcji ograniczania liczebności populacji czarnych obywateli USA.

Pod wpływem fali krytyki zamilkła w sprawach rasowych i powróciła do swojej dawnej „działalności misyjnej” na rzecz planowania rodziny. Ponoć w pewnym momencie swej kariery przyczyniła się do powstania tabletek antykoncepcyjnych.


Program przymusowej sterylizacji nie był jednak wymysłem pani Sanger. Najwcześniej  na „drogę postępu” wkroczyły Stany Zjednoczone. W 1897 na mocy uchwały lokalnej Izby Reprezentantów zabiegom takim miały być poddawane osoby upośledzone umysłowo w stanie Michigan. W ślad za nim poszła Pensylwania, a potem kolejne stany, aż wreszcie to nieludzkie prawodawstwo zaczęło obowiązywać w 33 stanach.

 

Pokłosie

 

Trudno oszacować skalę ofiar przymusowych sterylizacji. W nazistowskich Niemczech była to operacja kierowana odgórnie, podobnie jak eliminacja chorych psychicznie w ramach akcji T-4. Liczba ofiar w tym kraju wynosi ok. 400 tysięcy.
W USA wiele zależało od podejścia władz lokalnych do problemu. W niektórych stanach objęci „programem” nie byli nawet informowani o zabiegu, który przeprowadzano po cichu przy okazji innych badań czy drobnych ingerencji chirurgicznych. Tak więc i Amerykanie mają na swoim sumieniu przeszło 100 tysięcy wysterylizowanych. W ich przypadku czynnik rasowy był równie istotny co w państwie Hitlera.


Niechlubne miejsce w czołówce państw stosujących negatywną eugenikę zajmuje Szwecja, ojczyzna przeszło 60 tysięcy  okaleczonych. Dopiero w 1976 Sztokholm zaniechał podobnych praktyk, a procesy o odszkodowanie toczą się po dziś dzień.


Idea „lepszego społeczeństwa” czy narodu oczyszczonego z etnicznie obcego elementu raz po raz odżywa w historii, a skutki jej odrodzenia bywają katastrofalne. 

Ksenofobia rodzi nienawiść i niekończącą się spiralę przemocy, czego dowodem są planowe akcje neofaszystów i innych grup nacjonalistycznych wymierzane przeciwko imigrantom.  


Rasizm, zdeterminowany błędną interpretacją Pisma Świętego, głosi odrodzony po raz kolejny Ku Klux Klan czy rozmaite bractwa aryjskie. Zgodnie z ich rewelacjami, czarni (choć nie tylko, gdyż może to dotyczyć to również innych „kolorowych nacji” i Żydów) wywodzą się od Chama, syna Noego który wyśmiał śpiącego nago ojca po nadużyciu wina.  


Bez względu na to, jakie oblicze przyjmuje współczesny rasizm, odpowiedzialność za jego powstanie spoczywa na barkach tych uczonych, którzy dali do ręki fanatykom naukowe narzędzia do apologii nienaukowej ideologii.

Leszek Stundis

   

 

 

 

 

 

    

Odsłony: 2320
Our website is protected by DMC Firewall!