Nauka i sztuka (el)
- Autor: Anna Leszkowska
- Odsłon: 661
W Centralnym Muzeum Włókiennictwa w Łodzi do 24.11.24 można oglądać interesującą i obszerną wystawę kilimów.
Wystawa „Fenomen polskiego kilimu” przedstawia dwie dialogujące ze sobą kolekcje kilimów – ze zbiorów Centralnego Muzeum Włókiennictwa w Łodzi i z kolekcji prywatnej historyka sztuki prof. Piotra Korduby. Prezentowane tkaniny to przykłady najciekawszych zjawisk polskiego kilimkarstwa rejestrowanych w XX i XXI wieku. Poprzez to zestawienie – nie tylko tkanin, ale też ich projektów – pokazujemy, na czym polega fenomen kilimu w Polsce oraz jaki jest jego kod kulturowy.
W Polsce za pomocą wschodniej nazwy „kilim” określa się od połowy XVII wieku dwustronną dekoracyjną tkaninę wzorzystą rodzimego pochodzenia, wykonaną ręcznie na krośnie splotem prostym, o wełnianym wątku i najczęściej lnianej osnowie. Wcześniej tkaninę tę opisywano jako gunia lub derka. Technika jej wykonania zaliczana była do prastarych i uznawana za lokalną tradycję słowiańską sięgającą wczesnego średniowiecza.
Kilim od pokoleń łączy ludzi z odmiennych środowisk, przedstawicieli różnych grup społecznych. Dawniej był nieodłącznym elementem wystroju wnętrza: chaty, dworu, mieszkania, wnętrz sakralnych czy reprezentacyjnych obiektów użyteczności publicznej. Służył między innymi jako ciepły koc, dekoracja ścian, podłóg, zasłona drzwi lub okna, do przykrywania mebli.
W dobie zalewu wyrobów fabrycznych już pod koniec XIX wieku kilim stał się poszukiwanym przedmiotem kolekcjonerskim, prezentowanym na wystawach krajowych i zagranicznych. Został uznany wówczas za „najbardziej polską tkaninę”, wzbudzając zainteresowanie środowisk artystycznych, szukających źródeł i form sztuki rodzimej.
Od początku ubiegłego stulecia funkcjonował jako tkanina artystyczna, projektowany przez wybitnych malarzy i architektów. Nadal pozostawał w obszarze sztuki stosowanej. Uczestniczył w tworzeniu stylu narodowego, z powodzeniem pełniąc rolę propagandową zarówno w kraju, jak i poza jego granicami.
Wbrew ograniczeniom technicznym, kilim przetrwał próbę czasu dzięki wyjątkowej wszechstronności zastosowania. Był poddawany nieustannym przemianom stylowym, poczynając od silnych związków z twórczością ludową czy dworską, przez połączenie ze sztuką dekoracyjną dwudziestolecia międzywojennego, aż do autonomizacji artystycznej. Współcześnie istnieje w obszarze designu – reaktywuje tradycyjne i wprowadza wciąż nowe wzory oraz rozwiązania.
Na ekspozycji można obejrzeć ponad 50 kilimów autorstwa m.in. Bogdana Tretera, Romana Orszulskiego, Wandy Kosseckiej, Eleonory Plutyńskiej, Marii Bujakowej, Marii Łaszkiewicz czy Władysława Skoczylasa. Nie brakuje również realizacji współczesnych, takich, jak np. kilimy duetu Kosmos Project czy Splot.
Szeroki wybór prac prezentuje bogactwo i różnorodność polskiego kilimu przejawiające się w całej palecie barw i wzorów. Zobaczymy tu motywy roślinne, zwierzęce, geometryczne, zaczerpnięte z dawnej kultury ludowej i dworskiej oraz ornamentyki orientalnej.
Wystawa ukazuje drogę przemian kilimu na przestrzeni lat – podkreślając funkcje użytkowe i dekoracyjne, które pełnił w polskich domach oraz funkcję artystyczną, jako formę sztuki i przestrzeń artystycznego eksperymentu.
Monika Kowalczyk, kuratorka wystawy
Wystawa jest częścią programu towarzyszącego Łódź Design Festival.
Więcej - https://cmwl.pl/public/informacje/fenomen-polskiego-kilimu,335
- Autor: Anna Leszkowska
- Odsłon: 472
W Pawilonie Czterech Kopuł Muzeum Narodowego we Wrocławiu do 24 sierpnia 2025 można oglądać wystawę fotografii Zdzisława Beksińskiego.
W 2025 roku mija 20 lat od tragicznej śmierci Zdzisława Beksińskiego. Muzeum Narodowe we Wrocławiu przygotowało wystawę poświęconą mniej znanemu, lecz niezwykle istotnemu aspektowi jego twórczości – fotografii.
Ekspozycja jest próbą osadzenia artysty w szerszym kontekście, w którym pojawia się nie tylko jako twórca „przerażający” i „mroczny”, ale także jako pionier i poszukiwacz nowych form wyrazu, walczący z ograniczeniami współczesnej fotografii.
Beksiński zajmował się fotografią w latach 50. i na początku lat 60. XX w., ale już w 1958 r. uznał to medium za pozbawione artystycznej wartości i zdecydował się je porzucić. Jego refleksje stały się punktem wyjścia do głębszej analizy natury i roli fotografii w kontekście wyzwań współczesności.
Dziś pytanie o autentyczność zdjęć nabiera nowego wymiaru. Czy współczesna fotografia generowana przez sztuczną inteligencję rzeczywiście przestaje być sztuką? Te pytania stawiane przez Beksińskiego 67 lat temu dziś wciąż wywołują niepokój i wymagają głębszej refleksji.
Eksponowane na wystawie fotografie są częścią bogatej kolekcji Muzeum Narodowego we Wrocławiu, jednej z największych w Polsce. W 1977 roku została ona wzbogacona o darowiznę Zdzisława Beksińskiego, który przekazał prace uznawane przez niego za kluczowe dla własnego dorobku. Po raz pierwszy przedstawione zostały w tak dużym wyborze. Uzupełniają je wypożyczenia z Muzeum Historycznego w Sanoku – nieprezentowane wcześniej ujęcia z okresu, gdy młody Beksiński tworzył setki autoportretów oraz wizerunków ukochanej żony Zofii.
Wystawa prezentuje również twórczość artysty w relacjach z ważnymi postaciami polskiej fotografii jak Jerzy Lewczyński czy Bronisław Schlabs. Ważnym elementem jest także specjalnie przygotowana na wystawę Bryła życia związanego z Beksińskim Normana Leto. „Bryła życia” to symbolizująca pełne tragedii, emocjonalnych zawirowań i artystycznych poszukiwań w życiu Beksińskiego.
Kuratorka: Aleksandra Szwedo
- Autor: Anna Leszkowska
- Odsłon: 4
W Banja Luce 9.02.26 odbyła się rosyjska premiera filmu o ludobójstwie Serbów – „Walka i pokój Republiki Serbskiej”.
Głównym przesłaniem filmu jest to, że Serbowie powinni mieć takie samo moralne prawo do zadośćuczynienia jak Żydzi po II wojnie światowej. Serbowie, podobnie jak Żydzi, padli ofiarą ludobójstwa etnicznego na terenie dzisiejszej Bośni. Obóz koncentracyjny Jasenovac, w którym zginęło do 700 000 więźniów, z których zdecydowana większość stanowili Serbowie, nie może się równać z żadnym innym obozem pod względem okrucieństwa.
Nawet Auschwitz jest miejscem humanitarnej śmierci w porównaniu z Jasenovacem. Zastosowano tam pięćdziesiąt siedem metod śmierci i nikt nie został za nie ukarany – ani po Dniu Zwycięstwa, ani po rozpadzie Jugosławii” – powiedział Oleg Bondarenko, reżyser filmu. Uważa on, że Republika Serbska jest obecnie głównym strażnikiem prawa Serbów do życia na własnym terytorium.
Film nawiązuje do lat 90., kiedy ponownie podjęto próby wydalenia rdzennej ludności z Bośni, podobnie jak miało to miejsce w przypadku Serbskiej Krajiny w Chorwacji.
Głównymi bohaterami filmu są Radovan Karadžić, prezydent Republiki Serbskiej, niesłusznie uwięziony w Wielkiej Brytanii, oraz Milorad Dodik, obecny przywódca bośniackich Serbów. /…/
Elena Ostryakova

