Nauka i sztuka (el)
- Autor: Anna Leszkowska
- Odsłon: 302
W Miejskiej Galerii Sztuki Willa w Łodzi do 16.02.25 będzie można oglądać wystawę prac Katarzyny Karpowicz pn. Raz się żyje, raz się nie żyje.
Obrazów, które maluje Katarzyna Karpowicz, nie można osadzić w przeszłości ani w przyszłości, wymykają się kategorii czasu. „Raz się żyje, raz się nie żyje” to tytuł wystawy, na którą składa się kolekcja prac malowanych, gdzie dominującym tematem jest motyw dzieciństwa[…]. Dla Katarzyny Karpowicz jest to temat niezwykle ważny. W swojej twórczości malarskiej potrafi znakomicie uchwycić istotę dzieciństwa.
Sedno jej prac tkwi w intuicji, emocjach i odczuciu, które jest czymś niezwykle ulotnym, przez co niekiedy trudnym do pojęcia. Może być doznaniem jakiegoś uczucia, instynktownym przeczuciem, czy uświadomieniem sobie czegoś istotnego. To także pewnego rodzaju doświadczanie siebie, a jego następstwem jest opowiadanie obrazami o tym, co jest ważne, czyli o przyjaźni polegającej na oddaniu i wierności, dziecięcej przenikliwości i wrażliwości, zachwycie dziecka nad naturą, jedności z przyrodą, słodyczy życia, w którym jest też dużo goryczy istnienia, o niełatwym procesie dorastania, o dziecięcych traumach związanych z wojną i jej okrucieństwem.[…]
Prace do wystawy powstawały na przestrzeni drugiej połowy 2023 i prawie całego 2024 roku, z myślą o zaprezentowaniu ich w Łodzi.[…] Wystawa jest największą z dotychczasowych ekspozycją obrazów krakowskiej malarki, składająca się z ponad 80 obrazów olejnych, oscylujących wokół bardzo szeroko rozumianego zagadnienia dzieciństwa. Wyjątkiem będzie „Autoportret” artystki z 2000 roku, który w sposób szczególny wpisuje się w narrację łódzkiej wystawy. […]
Dzieci w malarstwie Karpowicz bywają obecne zarówno jako wizerunki na portretach, jak i figury symboliczne. Z jednej strony są one przedstawiane w sposób delikatny, a zarazem pełen intensywnych emocji, co może sugerować tęsknotę za beztroską dzieciństwa. Z drugiej strony postacie dzieci są niejednokrotnie ukazywane enigmatycznie, co stwarza przestrzeń do interpretacji.
Dzieciństwo w jej obrazach jest nie tylko czasem radości i beztroski, ale także konfrontacji z brutalną rzeczywistością, jest okresem pełnym sprzeczności, ukazywanym w kontrastach: między niewinnością a brutalnością świata dorosłych, między radością a smutkiem. Tego rodzaju napięcia budują silny emocjonalny ładunek w obrazach, które nie oferują jednoznacznych odpowiedzi, lecz raczej skłaniają do refleksji nad tym, jak dzieciństwo kształtuje naszą przyszłość.[…]
Adriana Usarek (kuratorka wystawy)
Katarzyna Karpowicz (1985) - malarka, absolwentka ASP w Krakowie. Studiowała w pracowniach profesorów Grzegorza Bednarskiego i Leszka Misiaka. Zrealizowała 24 wystawy indywidualne. Jej prace znajdują się w kolekcji kilku muzeów sztuki w Polsce oraz wielu kolekcjach prywatnych w kraju i za granicą. Maluje w technice olejnej na płótnie, oraz pracuje w technice mieszanej na papierze.
Więcej - https://mgslodz.pl/wystawy/-526.html
- Autor: Anna Leszkowska
- Odsłon: 2728
Już sam tytuł tego przedstawienia jest wieloznaczny – powrót do wolty? Jeśli tak, to do jakiej? I której? Czy tej z początków XX wieku, kiedy kształtował się ruch robotniczy? Czy do tej z lat jego schyłku, kiedy klasa robotnicza wywalczyła sobie kapitalizm i równocześnie zniszczyła swoje miejsca pracy? Czy może pragnienie jakiejkolwiek zmiany w polskiej odmianie neoliberalizmu? Czy może należy czytać prościej – powrót do wspomnień z dawnych Zakładów Wytwórczych Lamp Elektrycznych im. Róży Luksemburg w Warszawie, dziś nieistniejących, które opisuje autorka sztuki poprzez relacje robotników? Przedrostek re- w powiązaniu z materią tekstu Anny Wojnarowskiej wskazuje, że chyba wszystkie znaczenia mają tu rację bytu.
Sztuka Re-Wolt w adaptacji i reżyserii Weroniki Szczawińskiej to przedstawienie o wydźwięku publicystycznym – forma refleksyjnego, melancholijnego quasi reportażu stworzonego z opowieści robotników upadłych i nawet fizycznie już nieistniejących zakładów.
W te opowieści (wzbogacone notatkami prasowymi i dokumentami z produkcji) wpleciono fragmentarycznie: i wojenne, i powojenne dzieje fabryki - począwszy od powstania warszawskiego, kiedy budynek został zajęty przez powstańców (przypominają o tym piosenki powstańcze), poprzez lata jej świetności w PRL, aż po upadek w 1991 i zburzenie w 2011. Co się stało z fabryką i pracownikami w III RP? - robotnicy komentują to gorzko: "byli robotnicy poddani zostali redukcji i reedukacji, a maszyny wysłano do Chin". Taki został obraz po rewolcie lat 80. w Polsce - przeplatanka budowy z burzeniem.
Cechą szczególną spektaklu jest rwana i wplatana w pozostałe opowieść o patronce zakładów, Róży Luksemburg – ideolożce i działaczce polskiego i niemieckiego ruchu robotniczego w początkach XX wieku – namalowana epizodami z jej życia, zwłaszcza jego tragicznego końca, co w powiązaniu z końcem fabryki jej imienia i końcem klasy robotniczej jest wiele mówiącą metaforą wspólnego ich losu.
Wszystkie wątki sztuki – i życie Róży Luksemburg, i powstanie warszawskie, i dzieje zakładów - łączy jedno: u ich podłoża były wzniosłe idee, ale skończyły się tragicznie. Ludzie, którzy opowiadają o latach spędzonych w tej fabryce – często też mają poczucie przegranej, choć nie jest to najmocniej wyakcentowane, ani nie daje podstaw do wyciągania wniosków o szczególnie tragicznym ich losie.
Choć podstawą spektaklu jest dokument, to nie bardzo wiadomo jaka była jego pierwotna, jeszcze nie sceniczna wartość. Anna Wojnarowska przez pół roku wyszukiwała byłych robotników ZWLE im. Róży Luksemburg, spisywała ich relacje, co dało podstawy do zbudowania warstwy socjologiczno - psychologicznej spektaklu.
Ale taka fotografia dnia robotnika czy historia przedsiębiorstwa to tylko surowa materia dla reżysera. On dopiero z niego lepi to, co ma wartość artystyczną, z dobrze, wyraźnie zarysowaną dramaturgią, ze stawianymi przez twórcę pytaniami, na które widz musi sobie odpowiedzieć sam. Tego w spektaklu, niestety, nie ma.
Jest natomiast banał opowieści robotnic, z których nic dla widza nie wynika, poza konstatacją – jakże w okropnych warunkach ludzie wówczas musieli żyć i pracować i jakże ponure i szare było ich życie (jakby dzisiaj nie było podobnych, a nawet gorszych fabryk!).
To nader uproszczony, powierzchowny i nieprawdziwy obraz tamtych czasów.
Miałkość intelektualna sztuki wynagradza jednak reżyseria – partytura rozpisana na czworo młodych, sprawnych fizycznie aktorów, z dynamicznym ruchem obrazującym pracę zmechanizowaną, nawiązującym do biomechaniki Meyerholda, podkreślająca zbiorowość i rytm. Ale i nawiązująca do tragedii antycznej, chóru aktorów komentującego przedstawiane zdarzenia w surowym wnętrzu, bez scenografii.
W sumie jest to więc typowa sztuka postmodernizmu: miałka w treści, świetna w formie.
To jednak za mało, aby poruszyć widza.
Anna Leszkowska
Re-Wolt
produkcja: Europejskie Centrum Solidarności, Instytut Teatralny im. Z. Raszewskiego w Warszawie
tekst: Anna Wojnarowska
adaptacja i reżyseria: Weronika Szczawińska
- Autor: Anna Leszkowska
- Odsłon: 334
Zygmunt Krauze jest jednym z najwybitniejszych współczesnych kompozytorów, pianistą i pedagogiem. Nowatorem i prekursorem wielu nowoczesnych tendencji w muzyce.
Muzeum Sztuki w Łodzi dokonało bezprecedensowego zakupu wszystkich rękopisów dzieł Zygmunta Krauzego – ponad stu partytur i szkiców, zaczynając od szkolnych zeszytów, na najnowszych utworach kończąc, oraz najwartościowszej części korespondencji kompozytora, czyli około 350 listów, m.in. od Nadii Boulanger, Johna Cage’a, Henryka Mikołaja Góreckiego, Wojciecha Kilara, Witolda Lutosławskiego, Michaela Nymana, Bogusława Schaeffera i Tomasza Sikorskiego.
Archiwum kompozytora znalazło się w Muzeum Sztuki w Łodzi nieprzypadkowo.
W ciągu ostatnich czterech dekad kompozytor, jako przedstawiciel awangardy w muzyce polskiej współpracował i uczestniczył w znaczących wydarzeniach dla Muzeum Sztuki w Łodzi, w tym w wystawie Presences Polonaises, która odbyła się w Paryżu w 1983 roku oraz Europa, Europa pokazanej w Bonn w 1994 roku.
W swojej twórczości muzycznej czerpał Krauze intensywnie z inspiracji sztukami wizualnymi. Kluczowe były tu utwory unistyczne, skomponowane w początkach lat 60. XX wieku jako muzyczna odpowiedź na impuls płynący z awangardowego malarstwa Władysława Strzemińskiego. Kompozytor zetknął się z jego twórczością w grudniu 1956 roku podczas wystawy w Miejskiej Galerii Sztuki w Łodzi. Pierwsze utwory Krauzego z unizmem w tytule pojawiają się już w drugiej połowie lat 50. i na początku 60.
Inspiracja teorią unizmu pozwoliła mu kreować formy oparte na modułach, twórczo rozwijać idee otwartości i partycypacji publiczności. Otwarta struktura dzieł pozwalała bowiem odbiorcom współtworzyć efekt końcowy.
Idee te podlegały również autorskiemu rozwinięciu w instalacjach dźwiękowych i happeningach. Zygmunt Krauze stał się twórcą pierwszych w Polsce kompozycji przestrzenno-muzycznych, które powstawały we współpracy z architektami. Kompozytor zapisał się w historii Muzeum Sztuki w Łodzi kilkoma realizacjami tego nurtu, np. Rzeka podziemna. Muzyka przestrzenna z 1987 (we współpracy z Wiesławem Nowakiem i Janem Muniakiem, którzy stworzyli dla niej strukturę architektoniczną) oraz Aria. Kompozycja przestrzenno-dźwiękowa z roku 2007.
W 2012 na wystawie Dźwięki elektrycznego ciała. Eksperymenty w sztuce i muzyce w Europie Wschodniej 1957–1984 zaprezentowano jego legendarną Kompozycję przestrzenno-muzyczną, zrealizowaną pierwotnie w 1968 roku w Galerii Współczesnej w Warszawie i stworzoną wspólnie z architektką Teresą Kelm i rzeźbiarzem Henrykiem Morelem. Od 2013 dzieło to znajduje się w kolekcji Muzeum. Inspirowane jest ideami Władysława Strzemińskiego oraz podejściem do przestrzeni Katarzyny Kobro. W tym samym roku ukazała się wydana przez Muzeum płyta Zygmunt Krauze. Spatial Music.
W Muzeum i podczas organizowanych przez nie wydarzeń wielokrotnie odbywały się koncerty artysty, m.in. z okazji setnej rocznicy urodzin Władysława Strzemińskiego w 1993 roku czy w związku z wystawą twórczości Stefana Krygiera w ramach Biennale Architektury w Wenecji (2023).
W Archiwum można odnaleźć także partytury z lat 70. i 80. XX wieku. Po rocznym pobycie w Stanach Zjednoczonych artysta podjął eksperymenty z nagrywaniem i montowaniem dźwięku na taśmie sięgając po motywy muzyki folklorystycznej (m.in. Folk Music na orkiestrę, 1971–1972, czy Aus aller Welt stammende, 1973).
Artysta eksperymentuje zarówno z brzmieniem fortepianu, np. w utworze Stone Music (1972), obciążając struny instrumentu kamieniami i zmieniając tym samym ich brzmienie (w Archiwum zachował się rysunek wykonany zielonym mazakiem ilustrujący pudło fortepianu wypełnione rożnymi przedmiotami), jak i przestrzenią, np. w pracy Blanc-Rouge Paysage d’un pays: Na dwa wielkie składy orkiestrowe (1985), wykonywanej przez około 300 muzyków rozmieszczonych w halach pomiędzy składami pociągów w Muzeum Kolejnictwa w Miluzie we Francji.
Jednym z istotnych rozdziałów w twórczości kompozytora jest także muzyka teatralna tworzona m.in. do przedstawień w Comédie-Française i Théâtre National de la Colline w Paryżu. Archiwum zawiera m.in. zapisy nutowe do jego ośmiu oper: Gwiazda (1981), Balthazar (2001), Iwona, księżniczka Burgunda (2004), Polieukt (2010), Pułapka (2011), Olimpia z Gdańska (2015), Yemaya – Królowa Mórz (2019) i Noc Kruków (2021).
Archiwum twórcze Zygmunta Krauzego jest zbiorem, dzięki któremu zarówno profesjonaliści, jak i amatorzy mogą zapoznać się z tajemnicami warsztatu kompozytorskiego.
Kolekcja partytur, ale też szkiców i notatek do nich, pozwala przyjrzeć się z bliska procesowi powstawania muzyki wypełnionemu poszukiwaniami, skreśleniami, pomysłami zarysowanymi, a później porzuconymi, już prawie gotowymi fragmentami oraz – w finale – gotowymi kompozycjami. Dopiero zapis nutowy (lub z użyciem innych środków) uświadamia, jak skomplikowanym zjawiskiem jest muzyka i jak wielką sztuką jest komponowanie – łączenie rytmu, dźwięku, długości, tempa, tonu i rozdzielenie ich między instrumenty czy głosy.
Zasób ma charakter otwarty i w 2024 roku powiększył się o ponad 200 listów i 3 partytury powstałe w 2023 roku. Artysta zamierza uzupełniać Archiwum kolejnymi darami.
Zygmunt Krauze (ur. 1938 )
Kompozytor i pianista. Swoją twórczość dzieli na cztery kategorie: pierwsza to muzyka unistyczna inspirowana malarstwem Władysława Strzemińskiego, druga – kompozycje przestrzenne, wykonywane w specjalnie konstruowanych wnętrzach, trzecia – muzyka o muzyce, charakteryzująca się obecnością aluzji i cytatów, czwarta natomiast to subiektywna, głęboko ekspresyjna muzyka powrotu do korzeni. Jest autorem 8 oper i ponad 100 kompozycji orkiestrowych, kameralnych i solowych.
Jako koncertujący pianista występuje na najważniejszych estradach Europy, obu Ameryk i Azji. W 1967 roku założył zespół Warsztat Muzyczny, którym kierował przez 25 lat i dla którego powstało ponad 120 utworów napisanych przez czołowych twórców z całego świata.
Prowadzi kursy mistrzowskie i wykłady na uczelniach w Japonii, Korei Południowej, Chinach, USA i wielu krajach Europy. Zasiadał jako juror w ponad 50 międzynarodowych konkursach kompozytorskich. Na zaproszenie Pierre’a Bouleza został doradcą artystycznym w IRCAM. W latach 1987–90 pełnił funkcję prezydenta Międzynarodowego Towarzystwa Muzyki Współczesnej, przez dwie dekady był przewodniczącym polskiej sekcji tej organizacji.
Otrzymał doktorat honoris causa Narodowego Uniwersytetu Muzycznego w Bukareszcie (2013) oraz Akademii Muzycznej w Łodzi (2015). Został odznaczony m.in. francuskim Orderem Narodowym Legii Honorowej (2007) oraz tytułem Chevalier dans l’Ordre des Arts et des Lettres (1984), a w Polsce Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski (2014) oraz Złotym Medalem Zasłużony Kulturze – Gloria Artis(2010). Jest członkiem honorowym Związku Kompozytorów Polskich, Towarzystwa im. Witolda Lutosławskiego, Polskiego oraz Międzynarodowego Towarzystwa Muzyki Współczesnej.
Andrzej Biernacki kurator
- Autor: Marta Kłak-Ambrożkiewicz
- Odsłon: 3188
W Muzeum Narodowym w Krakowie - Domu Jana Matejki do 17 lutego 2013 można oglądać wystawę strojów i kostiumów z kolekcji Jana Matejki.
Jan Matejko, tworząc wielkie kompozycje malarskie, wykonywał także studia kostiumu, draperii i rzemiosła artystycznego.
Kolekcjonował też cenne przedmioty oraz zabytkowe sprzęty, jak również dawne ubiory i tkaniny z jedwabiu, atłasu, adamaszku czy aksamitu oraz ciężkie materiały przetykane złotem, przywożone z Włoch – często z przeznaczeniem na szaty liturgiczne.
Do najciekawszych paramentów liturgicznych w jego zbiorze należy renesansowa dalmatyka wykonana z aksamitnego brokatu przetykanego złotymi nićmi – ze wzorami owoców granatu, wykorzystana w Hołdzie pruskim (1882) i w Bitwie pod Grunwaldem (1878).
W kolekcji Jana Matejki znajduje się także wiele ubiorów świeckich – od sukien noszonych zgodnie z panującą w Europie modą po stroje z terenów Rosji, Turcji, dzisiejszej Albanii; zachowały się również mieszczańskie jedwabne jupki i kamizelki. Zainteresowanie kostiumologów wzbudza biała spódnica z brokatu we wzór wstęgowy, ze srebrnymi kokardkami, datowana na XVIII wiek.
Niezwykle interesującym zabytkiem jest suknia z 1815 roku w stylu empire, uszyta z granatowego jedwabiu. Obok kompletnych strojów Matejko posiadał szereg dodatków uzupełniających: pasy, koronki, kołnierzyki, rękawy, sakiewki, wachlarze, koronkowe mankiety, ozdobne pasmanterie, które również prezentujemy na wystawie.
Stroje projektowane przez Matejkę to nie tylko cenne pamiątki historyczne, często unikatowe zabytki, ale i rekwizyty związane z malowanymi przez artystę scenami ilustrującymi polską historię.
***
Działalności artystycznej Jana Matejki, jednego z najwybitniejszych i najpopularniejszych malarzy polskich, towarzyszyła pasja badawcza, poznawania zabytków przeszłości i ochrony ich przed zniszczeniem. Początki kolekcji Jana Matejki sięgają lat pięćdziesiątych XIX wieku.
Artysta kupował cenne przedmioty i zabytkowe sprzęty by służyły nie tylko jako urządzenie domu, ale i jako modele do obrazów. Radą i pomocą w pozyskiwaniu zbiorów służyli przyjaciele i znajomi. Często przysyłali mu ciekawsze egzemplarze. Największe jednak znaczenie miały dla Matejki kostiumy tworzonych postaci. Pierwszy raz dał temu wyraz publikując w 1860 roku album "Ubiory w Polsce 1200-1795", w którym na dziesięciu tablicach litograficznych rozrysował wygląd polskich strojów i zachodzące w nich zmiany od Bolesława Wstydliwego do Stanisława Augusta Poniatowskiego. Były to ubiory uczniów, duchowieństwa, chłopów, Żydów, szlachty, króla, dworu i mieszczan, rycerstwa, magnatów oraz takie w których chodzili członkowie cechów i bractw.
Wzory do postaci czerpał z rycin w dziełach takich jak m. in.: „Żywoty hetmanów Królestwa Polskiego i Wielkiego Księstwa Litewskiego” (1850), „Ubiory w Polsce od czasów najdawniejszych, aż do chwili obecnych” (1830), J. I. Kraszewskiego „Ubiory włościan i mieszczan z okolic Brześcia, Kobrynia i Prużan”.
Matejko przez całe życie tworzył studia kostiumu, draperii, a także rzemiosła artystycznego.
W jego kolekcji znajdują się dawne ubiory jak tkaniny z jedwabiu, atłasu, adamaszku, i aksamitu, ciężkie taniny przetykane złotem przywożone z Włoch, często z przeznaczeniem na szaty liturgiczne. Pośród nich najciekawszych paramentów liturgicznych znajduje się renesansowa dalmatyka wykonana z aksamitnego brokatu przetykanego złotymi nićmi – ze wzorami owoców granatu, wykorzystana w Hołdzie pruskim (1882), w Bitwie pod Grunwaldem (1878).
Interesującym przykładem ubioru liturgicznego jest ornat z włoskiej tkaniny z początku XVI w.. Jego kolumna środkowa została uszyta z czarnego aksamitu z bogatym złotym ornamentem kwiatowym. Boczne kolumny wykonano z tkaniny o wzorze granatu. Inna dalmatyka, z jedwabnego czerwonego brokatu tkanego złotymi nićmi we wzór roślinny, również powstała w XVI wieku.
Pozostałe dalmatyki i ornaty stanowiące dziś cenne zabytki pochodzą z wieku XVIII. Szyte są z przetykanych złotą nicią brokatów, adamaszków i mory, ozdabiane haftem z motywami stylizowanych kwiatów i liści. Do kolekcji należą też rękawice liturgiczne tkane czerwoną i niebieską nici. Zespół paramentów uzupełniają bogato haftowane manipularze i stuły pochodzące w większości z wieku XVII i XVIII.
W spuściźnie po Janie Matejce znajduje się także wiele ubiorów świeckich. Od sukien noszonych zgodnie z panującą moda w Europie poprzez stroje z terenów Rosji, Turcji, dzisiejszej Albanii. Na szczególną uwagę zasługuje serdak ozdobiony aplikacją z czerwonego sukna, a także kaftan ze wzorami geometrycznymi, pochodzący z Macedonii.
Do tego zespołu kolekcji należy strój kobiecy o kroju podłużnego poncho, składający się ze spódnicy, stanika haftowanego pasa. W kolekcji zachowały się mieszczańskie jedwabne jupki i kamizelki. Bogate kolorowe hafty zdobią gorsety i rypsowe spódnice. Zainteresowanie kostiumologów wzbudza biała spódnica z brokatu we wzór wstęgowy, ze srebrnymi kokardkami, datowana na XVIII wiek.
Kobiecy strój bliskowschodni na wystawie reprezentuje suknia szyta z purpurowego aksamitu, ozdobiona złotym haftem. Niezwykle interesującym zabytkiem muzealnym jest suknia z 1815 roku w stylu empire, uszyta z granatowego jedwabiu w paski tej samej barwy i drobne rzuty srebrne z dwuczęściowymi rękawami. Z ceglastego jedwabiu haftowanego w złote listki wykonana została suknia dla młodej panny. Obok kompletnych strojów Matejko posiadał szereg dodatków uzupełniających: pasy, koronki, kołnierzyki, rękawy, sakiewki, wachlarze, koronkowe mankiety, ozdobne pasmanterie, które również prezentujemy na wystawie.
Jan Matejko wielokrotnie projektował stroje i to nie tylko na potrzeby wychodzących spod jego pędzla obrazów. Między innymi nadał oprawę własnej uroczystości ślubnej, a także wykonywał projekty kostiumów balowych. Jego pomysły realizowali krakowscy i bocheńscy krawcy. Na wystawie eksponowanych jest kilka z tych kreacji.
Stroje projektowane przez Matejkę to nie tylko cenne pamiątki historyczne, często unikatowe zabytki, ale i rekwizyty związane z malowanymi przez artystę scenami ilustrującymi polską historię. I tak jak studia rysunkowe kostiumów czy też „Ubiory w Polsce 1200-1795” są źródłem dla badaczy, tak i zebrane przez artystę stroje stanowią materiał ikonograficzny i porównawczy dla kostiumologów.
Cykl Wielka rekwizytornia artysty jest ciekawą propozycją poszerzenia wiedzy oraz zapoznania się z bogatym zbiorem kolekcjonerskim Jana Matejki, który w liście z maja 1893 roku, pisał:
/…/ Wszystkie te zbiory stanowią jakby główną podstawę, przeznaczoną do muzealnych w kraju naszym, zbiorów ujęte w całość i umieszczone razem, mogłyby one zaciekawić nie tylko tych wszystkich, którzy dziejami przeszłości trudnią się /…/
Marta Kłak-Ambrożkiewicz