Rządzenie zamiast zarządzania

Utworzono: czwartek, 19 kwiecień 2007 Drukuj E-mail

 Działania władzy, której celem jest meritum działalności zwie się zarządzaniem, natomiast władza dla samej władzy z przesłanek politycznych jest rządzeniem.

Niedawno wielu z nas nawet nie śniło, że będziemy żyć w kraju autonomicznym i demokratycznym. W kraju o kwitnącej gospodarce, będącej w przewadze prywatnej własności. Ta część efektywnej gospodarki ma niewątpliwie mobilną kadrę i dobre wyniki, gdyż jest profesjonalnie zarządzana, a nie rządzona. Obecnie przyszła jednak pora, aby wprowadzić pewne zmiany w polskim systemie badań naukowych, w tym także prowadzonych w jednostkach badawczo-rozwojowych.

Natura pracy naukowej jest nieco inna niż natura gospodarki. Łączy je tylko to, że wszędzie konieczna jest kompetencja i profesjonalizm. Wprowadzając radykalne zmiany bez znajomości jej specyfiki, można bardzo zaszkodzić. Szkodząc systemowi badań naukowych, można doprowadzić do rozstroju całego logicznego procesu, w którym obowiązuje pewna ciągłość. Jego kolejność jest taka : koncepcja badań – badania podstawowe – badania stosowane – wdrożenia wyników - produkcja z zastosowaniem innowacji – efekt ekonomiczny i społeczny w gospodarce. Wynika więc z tego, że zmiany normatywów prawnych, np. ustawowe, wywierają skutki w całym tym łańcuchu. Naruszają one nie tylko proces "naukowo- innowacyjny", ale także decydują o losach ludzi, którzy długie lata, a czasem całe życie, pracowali bez mała na zasadach wolontariatu. Wielka więc odpowiedzialność ciąży na twórcach wszelkich zmian w tym systemie.
Przez całe dziesięciolecia, i niestety do dziś, w jednostkach badawczo-rozwojowych profesor ma gażę nie większą niż sekretarka w urzędzie administracji samorządowej. Pracownicy techniczni mają tak niskie płace, że nie mają „zdolności kredytowej” uzyskiwania pożyczki w macierzystym instytucie, gdyż miesięczne potrącenia obniżyłyby im płace do poziomu poniżej socjalnego. Nieliczni naukowcy jbr-ów ,którzy uzyskali grant, mają szczęście zarabiać nieco więcej, ale oznacza to pracę na „okrągło”, czyli w praktyce życie wyłącznie dla instytutu.

Jeden zawinił - wszystkich wieszają?

Prawdą jest, iż niektóre małe instytuty specjalizują się w bardzo wąskiej dyscyplinie. Racjonalniej byłoby włączyć je do badań w dużych placówkach, które także obejmują ten obszar wiedzy i badań. Duże jbr-y zatrudniają zazwyczaj po kilkudziesięciu samodzielnych pracowników naukowych, w tym profesorów o renomie światowej, współpracujących z licznymi placówkami zagranicznymi. Instytuty te mają uprawnienia doktoryzowania, habilitacji i wnioskowania o tytuły profesorskie. Poziom ich badań nie ustępuje badaniom europejskim i światowym. W dowód uznania, niektóre jbr-y uzyskały w darowiźnie najnowszej generacji aparaturę badawczą z amerykańskich, japońskich czy europejskich placówek badawczych czy dydaktyczno-badawczych. Instytuty te dysponują najnowszą aparaturą badawczą na miarę poziomu prowadzonych badań naukowych.
Jednostki funkcjonujące poza dużymi aglomeracjami często dysponują i zarządzają także dużymi obszarami ziemi i zabytkowymi budowlami. Nie zawsze są one w całości niezbędne do prowadzenia badań. Nierzadko podlegają dekapitalizacji i nie zawsze są wykorzystywane optymalnie . Zdarza się, (aczkolwiek sporadycznie), że kadra zarządzająca tymi placówkami zbywa ten majątek w sposób partykularny, „prywatny”. Te pojedyncze przypadki nie mogą jednak rzutować na wszystkie jbr-y, które o wiele lepiej gospodarują i zarządzają majątkiem niż inne podmioty. Niestety, nie ma chyba w Polsce dziedziny, której nie dotknęłaby zaraza korupcji. Zdarzyła się także w jednym z jbr-ów. Jest to godne ubolewania, gdyż rzuca to cień na wszystkie placówki.
Prawdopodobnie fakt ten przyspieszył decyzję rządu o nowelizacji ustawy o jbr-ach i w takim jej kształcie. W zależności od tego, jaka będzie ta nowelizacja ostatecznie, takie będą przyszłe losy jbr-ów i ich kadr naukowych.

Co można poprawić, a co zepsuć

W tej fazie procedowania i legislacji jest jeszcze szansa na udoskonalenie projektu tej ustawy dzięki poprawkom poselskim. Pomocna tu jest żywiołowa reakcja środowiska naukowego – Rady Głównej Jednostek Badawczo-Rozwojowych wobec meritum tego projektu. RG JBR, uczestnicząc aktywnie w posiedzeniach komisji sejmowej zajmującej się tą ustawą, wniosła do niej kilkadziesiąt poprawek. Ja złożyłam ich siedemnaście. Poprawki te „przebiją” się lub nie w głosowaniach komisji i na sali sejmowej. Wiadomo, iż przewagę głosów ma koalicja rządowa. Czego dotyczą zmiany ustawy, jakie dają one szanse rozwojowi nauki, a jakie niosą zagrożenia?
Nie widzę tam aspektów wzmacniających kondycję tych placówek oraz zwiększających ich szanse. Główna cechą tej nowelizacji jest centralizacja władzy w funkcjonowaniu jbr. Wyraża się to między innymi w :
- usuwaniu dyrekcji instytutów i powoływaniu nowych automatycznie po wejściu w życie ustawy
- automatycznym wygaśnięciu funkcji dotychczasowej rady naukowej i wyborze nowej
- powoływaniu przez ministra (z pominięciem trybu tajnych wyborów) 30% składu rady naukowej tzw. fachowców spoza instytutu
- drastycznym obniżeniu kryteriów wyboru nowego dyrektora, polegające na nie wymaganiu m.in. znajomości języka obcego, kandydat nie musi mieć nawet wykształcenia zgodnego ze specjalizacją instytutu, w którym kandyduje
- ustanowieniu prokury dyrektora bez określenia jakichkolwiek dla niej wymogów (tym samym dopuszcza się do rządzenia instytutem każdego, byle tylko jego opcja polityczna była pożądana)
- ustanowieniu procedury upadłości jbr, przy czym majątek jej może być przekazywany w drodze darowizny bez określenia wymogów komu i dlaczego,
- inicjowaniu likwidacji, łączenia czy dzielenia tych placówek przez ministra (a nie dyrektora jbr, czy jej radę naukową)
Jest w tej nowelizacji także wiele zmian centralizujących władzę i pozbawiających niezależność tych placówek. Na uwagę zasługuje fakt, iż treść zmian ustawy nie wnosi w ogóle materii usprawniającej, polepszającej, czy podnoszącej poziom tych placówek.
Moim zdaniem, konieczna jest zupełnie nowa ustawa o jbr-ach, spójna z innymi ustawami dotyczącymi nauki, radykalnie zmieniająca cały system organizacji i finansowania nauki. W szczególności konieczne jest jej dostosowanie do potrzeb gospodarki .Tego jednak nie powinni czynić urzędnicy, a szczególnie politycy spoza środowiska naukowego.

Potrzebna mapa polskiej nauki

W jbr-ach były i są czynione próby naprawcze i szkoda, że zostały one wyprzedzone tą nowelizacją. Moim zdaniem, jakiekolwiek zmiany w jbr-ach powinny być poprzedzone diagnozą, w której trzeba ustalić :
- które placówki prowadzą badania z jakiej tematyki,
- jak liczna jest kadra i o jakim statusie naukowym,
- jakim majątkiem dysponują jbr-y
- jaka mają aparaturę
- ile kosztują badania w poszczególnych placówkach o tej samej tematyce lub pokrewnej
- jakie są potrzeby gospodarki na innowacje z tego zakresu
- jaki jest zakres zamówień na te badania
- ile wyników badań i już gotowych innowacji lub nawet produktów płynie do nas z zagranicy z tej dziedziny.
Po takiej diagnozie powstanie rodzaj „mapy” polskiej nauki, która nam da obiektywne informacje do podejmowania decyzji: co dalej? Które placówki z którymi łączyć, dzielić, itp. Po pierwsze, czy powtarzać badania wykonane wcześniej za granicą, których wyniki płyną do polskich firm i są w nich wdrażane .Po drugie, czy powtarzać badania o tej samej tematyce w różnych placówkach w kraju? Po trzecie, czy utrzymywać małe jbr-y o pokrewnej specjalności zamiast je połączyć w silne jednostki, doposażyć w aparaturę, dofinansować, zasilić kadrowo i dać szanse rozwoju?
Nade wszystko, koniecznie trzeba ustalić daleką perspektywę, wręcz futurologiczną strategię rozwoju polskich badań naukowych na zasadzie drożnego systemu potrzeb i ich realizacji, a nie jak jest dziś – przypadku.
Ocenić trzeba co robimy, a co UE już od dawna ma. Jaka jest w Polsce „nisza badawcza” - co trzeba badać teraz dla kraju, a co ma szanse dla zagranicy, w jakiej dziedzinie i obszarze? Trzeba mieć strategię badań na dziś, jutro i pojutrze.
Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego zrobiło oceną punktową placówek naukowych, co pozwala określić w pewnym przybliżeniu ich predyspozycje do realizacji badań na dobrym poziomie. Oprócz tych danych, kryteria decyzji o losach jbr-ów powinny uwzględnić ilość i jakość kadry, która de facto decyduje o ich możliwościach badawczych.
Niestety, przekazany projekt nowelizacji ustawy o jbr do laski marszałkowskiej nie ma cech merytorycznych. Nie rokuje zmian naprawczych. Nie służy nauce, ani gospodarce. Jego celem nadrzędnym jest centralizacja władzy nad nimi. Działania władzy, której celem jest meritum działalności zwie się zarządzaniem, natomiast władza dla samej władzy z przesłanek politycznych jest rządzeniem. Tu mamy do czynienia z wariantem drugim. Opowiadam się za pierwszym. Polska nauka – jak w każdym innym państwie - potrzebuje mądrego zarządzania i autonomii. Niechęć finansowania w połączeniu z ręcznym sterowaniem grozi zwiększeniem exodusu naszej kadry naukowej – tej najlepszej za granicę, a to już wielka strata wartości intelektualnych a w bliskiej perspektywie straty gospodarcze i ekonomiczne. Kto za to odpowie?

Stanisława Okularczyk

Odsłony: 3007
Our website is protected by DMC Firewall!