Mroźny jubileusz

Utworzono: niedziela, 02 grudzień 2007 Drukuj E-mail

Mroźny jubileusz

Autor: Anna Szalak 2007-12-02

Stacji Antarktycznej im. Henryka Arctowskiego Polskiej Akademii Nauk stuknęła niedawno trzydziestka. Ta "siermiężna stacja" - jak mówi jej obecny szef, doc. dr hab. Andrzej Tatur, jest jedyną całoroczną polską placówką antarktyczną. Jej mieszkańcy prowadzą pionierskie badania m.in. w dziedzinie ekologii i geologii. Mają tam saunę i siłownię, ale żyją bez Internetu.

Z okazji jubileuszu PAN zorganizowała uroczystą sesję. Tradycja i historia polskich badań polarnych są długie i bogate – podkreśliła prof. Maria Olech z Uniwersytetu Jagiellońskiego. Jak przypomniała, sięgają one drugiej wyprawy Jamesa Cooka, w której brało udział dwóch Polaków. Wyprawa ta, jako pierwsza, przekroczyła południowe koło podbiegunowe i opłynęła Antarktykę. Natomiast podwaliny pod polskie badania antarktyczne położyli Henryk Arctowski i Antoni Dobrowolski. W latach 1897-1899 wzięli oni udział w zorganizowanej na statku Belgica, międzynarodowej wyprawie, która jako pierwsza spędziła w Antarktyce zimę. Polacy wnieśli duży wkład w organizację wyprawy i opracowania naukowe. W kierownictwie naukowym wyprawy był właśnie Arctowski, który jednocześnie prowadził w Antarktyce pierwsze całoroczne obserwacje meteorologiczne. Tego geologa i geofizyka, twórcę teorii Antarktandów, uważa się za ojca geologii antarktycznej. Poprowadził on też pierwsze całoroczne obserwacje meteorologiczne w tym rejonie. Natomiast meteorolog, glacjolog i geofizyk Dobrowolski, był członkiem załogi statku Belgica. Znamy go przede wszystkim jako twórcę kriologii - nauki o lodzie i śniegu.

Polskie miejsce do badań

Po wyprawie na statku Belgika nastąpiła długa przerwa w polskich badaniach antarktycznych, aż do czasów PRL i zorganizowanej przez PAN wyprawy do Antarktyki Wschodniej. W 1958 r. Polacy przejęli od ZSRR stację „Oasis” w oazie Bungera, rok później tworząc z niej stację im. H. Dobrowolskiego (obecnie czasowo nieczynną). Później brali udział głównie w wyprawach radzieckich i amerykańskich. Natomiast pierwsza w pełni samodzielna, polska ekspedycja naukowa, wyruszyła do Antarktyki w końcu 1975 r. pod kierunkiem naukowym prof. Stanisława Rakusy -Suszczewskiego. Była to wprawdzie wyprawa morska, mająca na celu ocenę zasobów kryla i ryb na Południowym Oceanie, jednak lądowała także na wyspie Króla Jerzego w archipelagu Szetlandów Południowych, po zachodniej stronie Półwyspu Antarktycznego. Po dwóch latach na tej właśnie wyspie stanęła Stacja Antarktyczna PAN. Jej patronem został Arctowski. Oficjalnie stacja rozpoczęła działalność 26 lutego 1977 r. i funkcjonuje do dziś. Dzięki jej założeniu, Polska weszła do elitarnego Układu Antarktycznego - grona państw, które decydują o losach Antarktyki. Dla nas, naukowców, otworzyła się możliwość prowadzenia badań w cyklu całorocznym. Od tej pory zaczęły się prawdziwe, polskie badania antarktyczne - twierdzi prof. Olech.{mospagebreak}

Co dzisiaj

Dziś "Arctowski" jest jedyną całoroczną polską stacją antarktyczną. Opiekę nad stacją sprawuje Zakład Biologii Antarktyki (ZBA) PAN. Placówka prowadzi badania w dziedzinie ekologii, oceanografii, geologii, geomorfologii, glacjologii, meteorologii i sejsmologii. Naukowcy z "Arctowskiego" odkryli np. najstarsze na lądzie, geologiczne ślady zlodowaceń, które zaczęły się 36 mln lat temu.
Przez 28 lat obecnym ZBA kierował prof. Rakusa-Suszczewski. Od dwóch lat funkcję tę pełni doc. dr hab. Andrzej Tatur. Jak wspomniał na sesji, w związku z Międzynarodowym Rokiem Polarnym, Polacy są współautorami wielu tematów i projektów badawczych. ZBA uczestniczy w wielu projektach, wiele jest realizowanych dzięki polskiej stacji. Najważniejsze z projektów z polskim udziałem to np. ClicOpen - badania na przedpolu cofających się lodowców w morzu i na lądzie. Chodzi o to, jak deglacjacja wpływa na ekosystemy lądowe i morskie, jak wyglądają zmiany pod wpływem ubywania lodu oraz nadmiaru wody - słodkiej, mętnej i ciepłej - wyjaśnia Andrzej Tatur. Na samej stacji widoczne jest bowiem ocieplenie lokalne.
Inne projekty realizowane przez zakład, to np. badania antarktycznych ekosystemów morskich (AMES) i "obcy" w Antarktyce (ALIEN). W trakcie tego drugiego naukowcy spróbują ustalić, które z przywleczonych w ten rejon organizmów potrafią się w nowym środowisku osiedlić i pozostać. Są też badania ewolucji klimatu Antarktyki na podstawie badania skał (projekt ACE) i analiza zanieczyszczeń antropogennymi związkami, np. pestycydami, metalami ciężkimi i izotopami innych metali (POLARCAT).

Niedoskonała rzeczywistość

Mówiąc o kondycji "Arctowskiego", szef placówki zwrócił uwagę, że co prawda stację założono trzy dekady temu według najnowszych ówczesnych kanonów, to do dziś wiele się zmieniło. Inne kraje nie próżnowały, i w tej chwili w Antarktyce panuje wyścig technologii. Ośrodki prześcigają się w wydatkach na systemy oszczędzania energii, na zamknięte cykle obiegu wody. My za tym nie nadążamy, choć staramy się robić, co można, by 'Arctowski' spełniał standardy ekologiczne i dotyczące warunków życia ludzi – mówił Andrzej Tatur. Państwa budujące obecnie swoje stacje, np. Wielka Brytania, Belgia, Indie, Chiny czy Niemcy, wkładają w swoje projekty miliardy dolarów, realizując nieosiągalne dziś dla Polaków standardy hi-tech. Choć mieszkańcy polskiej stacji mają bibliotekę i saunę, boisko do gry w siatkówkę, mogą grać w bilard, w ping-ponga, to jednak nie mają dostępu do Internetu, bo ich na to nie stać.{mospagebreak}
Obecnie „Arctowski" to 14 budynków o powierzchni mieszkalnej ok. 700 m2. Dodatkowe 4.380 m2 to magazyny i warsztaty, a kolejne 200 m2 - laboratoria i pracownie. Zimą na stacji komfortowo może mieszkać 13 osób, załogę letnią może tworzyć maksymalnie 35 osób. Polarnicy dysponują głównym budynkiem mieszkalnym zwanym "samolotem", z "jedynkami" dla trzynastu osób. Mają tam m.in. pomieszczenie jadalno-wypoczynkowe, kuchnię, pokoje: komputerowy i telefoniczny oraz saunę. Inne budynki mieszczą np. bibliotekę, warsztaty, stolarnię i salkę gimnastyczną z siłownią. Łączność zapewnia telefon i fax satelitarny oraz Iridium, jest też lokalna łączność radiowa. Nie ma, niestety, Internetu. Mieszkańcy stacji jeżdżą skuterami śnieżnymi, mają też ciągnik Ursus i ciągnik gąsienicowy. Jest też oczywiście transport wodny, m.in. dwa PTS-y (Pływający Transporter Samobieżny), pontony czy drewniane kutry rybackie.
Przy latarni morskiej jest też drewniany budynek - "Centrum informacji turystycznej", bo Arctowskiego nie omijają wszędobylscy turyści. Pierwsi zjawili się w latach 80., a obecnie polską stację odwiedza kilka tysięcy osób rocznie. W zamian za to naukowcy korzystają z transportu osób i towarów statkami turystycznymi. Do głównych atrakcji turystycznych należy pobliskie pingwinisko, unikalny mszar znajdujący się pomiędzy nim a stacją, widoczny na szczycie wzgórza grób Włodzimierza Puchalskiego oraz często przebywające na plaży słonie morskie i foki Weddella. Ruch turystyczny odbywa się po wyznaczonym szlaku, dzięki czemu można obserwować cenne przyrodniczo obszary, nie niszcząc ich, nie płosząc zwierząt i nie depcząc roślin.

I niejasna przyszłość

Aby ta nasza stacja w jakiś sposób nadążała za innymi, potrzebujemy kilku milionów złotych, które pozwoliłyby zainstalować oczyszczalnie ścieków, wyremontować część budynków, zabezpieczyć logistykę terenową i morską, podjąć niezbędne podstawowe prace techniczne i budowlane do długofalowego programu oszczędności energii na stacji. Jest to moim zdaniem minimum, które wyprowadziłoby naszą stację na prostą - twierdzi Andrzej Tatur. Nie musimy być tacy bogaci jak inni. Wystarczy, że ta nasza siermiężna stacja będzie utrzymana w przyzwoitym stanie, bo jest nasza i leży w bardzo pięknym miejscu. Żadna z tych pięknych stacji nowej generacji nie znajduje się w tak malowniczym położeniu. Na razie stacji przyznano fundusze na nowe zbiorniki paliwa, ponieważ stary, o pojemności 1000 m3, grozi przeciekiem, a katastrofa ekologiczna na stacji polarnej to dopiero byłaby afera...
Przyszłość stacji jest jednak - według jej szefa - bardzo mglista. Jeśli stracimy autonomię jako jednostka, będą kłopoty w organizacji kolejnych wypraw - powiedział. Zakład Biologii Antarktyki nie ma bowiem osobowości prawnej. W ciągu tego roku musi coś się w tym względzie zmienić. Proponowane rozwiązania, m.in. dołączenie ZBA do innej instytucji naukowej, władze jednostki uznają jednak za bardzo niedoskonałe.

Odsłony: 3023
DMC Firewall is a Joomla Security extension!