Naukowa agora (el)
- Autor: ANNA LESZKOWSKA
- Odsłon: 3609
Na ostatnim Zgromadzeniu Ogólnym PAN 13 grudnia 2012 przyjęto Kodeks etyki pracownika naukowego.
Komisja do spraw etyki w nauce przy jego tworzeniu wykorzystała dokument pt. The European Code of Conduct for Research Integrity, ogłoszony w 2010 roku wspólnie przez European Science Foundation (ESF) i All European Academies (ALLEA) jako wzorzec do wykorzystania przy tworzeniu własnych kodeksów w poszczególnych krajach UE oraz opracowania Zespołu do spraw Etyki w Nauce KBN (2000) pt. Dobra praktyka badań naukowych. Rekomendacje oraz Komitetu Etyki w Nauce PAN (2001) pt. Dobre obyczaje w nauce. Zbiór zasad i wytycznych.
>
>W Preambule Kodeksu stwierdza się, iż:
1.Kodeks opiera się na podstawowych ogólnych zasadach etyki, uznanych w naszym kręgu kulturowym za naturalne i powszechnie obowiązujące. Uznanie tych zasad zostało przyjęte jako fundament, bez potrzeby analizy źródła tego przeświadczenia. Za podstawowe zasady etyki uznaje się tu poszanowanie godności człowieka oraz życia we wszystkich jego przejawach, prawdomówność, uczciwość, obowiązek przestrzegania przyjętych zobowiązań oraz uznanie prawa do wolności przekonań i prawa własności. Należy uznać, że strażnikiem i sędzią w sprawach etycznych jest indywidualne sumienie oraz sumienie zbiorowe.
3. Kodeks etyki pracownika naukowego prezentuje zasady samoregulacji społeczności naukowej, która wprowadza je w przeświadczeniu, że podstawowym obowiązkiem środowiska naukowego jest przestrzeganie ustalonych przez siebie zasad i cnót pracy naukowej. Kodeks definiuje kryteria właściwej praktyki w prowadzeniu pracy badawczej oraz ustanawia procedury dla postępowań, które należy stosować w przypadku ujawnienia zagrożenia rzetelności w nauce.Kodeks ten obejmuje wszelką pracę naukową, niezależnie od miejsca jej wykonywania.
4. Wysokie standardy rzetelności i skrupulatne przestrzeganie właściwego dla nauki systemu wartości muszą stanowić nieodłączny atrybut pracy naukowej, której główną inspiracją jest pogłębianie potwierdzonej wiedzy i poszerzanie jej horyzontu poza granice tego, co jest już znane a także dzielenie się nią z innymi. Zachowywanie tych standardów ma zasadnicze znaczenie nie tylko dla utrzymania wewnętrznej spójności nauki, ale i dla jej społecznego autorytetu i wiarygodności. System nauki jest szczególnie wrażliwy na najmniejszy nawet przejaw nieuczciwości, a prowadząc badania naukowe lub je wykorzystując, wciąż opieramy się na świadectwie innych, w związku z czym powinniśmy mieć do tego świadectwa zaufanie.
>5. Nauka, obejmująca swym zakresem nauki ścisłe, przyrodnicze, społeczne i humanistyczne, stanowi usystematyzowaną wiedzę uzyskiwaną przez obserwację i eksperymentowanie, badanie i rozmyślanie. Chęć zrozumienia otaczającego nas świata, jak również poznania umysłu człowieka i jego wytworów, zakorzeniona jest głęboko w ludzkiej naturze i mimo, że pomiędzy dyscyplinami nauki występują niejednokrotnie bardzo istotne różnice zarówno w zakresie stosowanych metod, jak i przyjętych praktyk, to wszystkie nauki posiadają podstawową cechę wspólną: opierają się na racjonalnej argumentacji i przedstawianiu sprawdzalnych dowodów materialnych lub rozumowych, a więc polegają na obserwacji przyrody lub ludzi oraz badaniu ich działań i wytworów.
>7. Nauka ma silny, dwukierunkowy związek ze światem zewnętrznym. Nie tylko siły społeczne i polityczne wpływają na podejmowane kierunki badań, ale również nauka sama z siebie wywiera ogromny wpływ na rozwój cywilizacyjny i społeczny, chociaż jej wyniki mogą być i były niejednokrotnie spożytkowane niewłaściwie. Obowiązkiem naukowców jest uczynienie wszystkiego, co jest w ich mocy, by prowadzone przez nich badania służyły ogólnemu dobrobytowi ludzkości i dobru społeczeństwa.
>8. Presja światopoglądowa bądź polityczna, interes ekonomiczny czy finansowy mogą się przyczynić do pojawienia się w działalności naukowej korupcji i jej uzależnienia od pozanaukowych wpływów. Dlatego też, dla utrzymania wiarygodności nauki pracownicy naukowi muszą strzec swej bezinteresowności i dbać o to, aby pozostać zawsze niezależnymi oraz bezstronnymi i zachować swobodę stosowania uznanych wspólnie praw i kryteriów. Jednocześnie należy być świadomym, że naukowcy działają w kontekście ograniczonym przez wartości, to znaczy, że wybór przedmiotu badań i stawiane hipotezy, sposób gromadzenia danych i wpływ dokonanych odkryć na społeczeństwo, wszystko to odnosi się do etycznego i społecznego kontekstu, w którym nauka funkcjonuje.
>9. Kodeks etyki pracownika naukowego nie zajmuje się szerszym, społeczno-etycznym kontekstem nauki, lecz skupia wyłącznie na odpowiedzialnym i rzetelnym prowadzeniu badań. Ma służyć utrzymywaniu integralności nauki, przez stosowanie zasad dobrej praktyki naukowej.
2. Uniwersalne zasady i wartości etyczne w pracy naukowej
>Podstawowe, uniwersalne zasady i wartości etyczne, na których opiera się integralność i wiarygodność nauki odnoszą się do przedstawicieli wszystkich, bez wyjątku, dyscyplin naukowych. Ich przestrzegania należy wymagać od naukowców, od instytucji w których prowadzą oni badania, a także tych, które finansują badania i zajmują się organizacją życia naukowego, zarówno w ich relacjach wzajemnych, jak też w kontaktach ze światem zewnętrznym.
>Do tych uniwersalnych zasad należą:
- sumienność w prezentowaniu celów i intencji zamierzonych czy prowadzonych badań, w przedstawianiu metod i procedur badawczych oraz interpretacji uzyskanych wyników, a także w przekazywaniu informacji na temat możliwych zagrożeń oraz dobrze uzasadnionych, niepochopnych przewidywaniach odnośnie możliwych zastosowań i korzyści;
- wiarygodność w prowadzaniu badań, krytycyzm wobec własnych rezultatów, skrupulatność, troska o szczegóły i pieczołowitość w uzyskiwaniu, zapisywaniu i przechowywaniu danych oraz w przedstawianiu wyników badań; a też nie wykorzystywanie swojego naukowego autorytetu przy wypowiadaniu się poza obszarem własnej kompetencji;
- obiektywizm: opieranie interpretacji i wniosków wyłącznie na faktach, sprawdzalnym rozumowaniu i danych, które są możliwe do potwierdzenia przez innych;
- bezstronność w podejściu do badanego lub prezentowanego problemu czy zjawiska i w przekazywaniu wiedzy;
- niezależność od zewnętrznych wpływów na prowadzenie badań, zarówno wobec zlecających badania czy ekspertyzy, jak też od wpływów ze strony politycznych, ideologicznych lub biznesowych grup nacisku;
- otwartość w dyskusjach na temat własnych badań z innymi naukowcami, co stanowi jeden z kluczowych warunków postępu w nauce oraz w przyczynianiu się do gromadzenia wiedzy przez publikowanie tych wyników, jak również w uczciwym przekazywaniu tej wiedzy ogółowi społeczeństwa;
- przejrzystość w zakresie zbierania, analizowania i interpretowania danych, co wymaga aby dane doświadczalne były właściwie przechowywane i po opublikowaniu stały się dostępne;
- odpowiedzialność przejawiana wobec uczestników badań oraz obiektów badań, w tym również wobec środowiska czy dóbr kultury. Badania, których przedmiotem jest istota żywa mogą być prowadzone jedynie wówczas, kiedy jest to niezbędne oraz zawsze z poszanowaniem godności człowieka i praw zwierząt, na podstawie zgody wyrażonej przez odpowiednie komisje bioetyczne;
- rzetelność w uznawaniu osiągnięć naukowych tych, którym się ono rzeczywiście należy, wyrażająca się poprzez właściwe podawanie źródeł i uczciwe uznawanie udziału należnego innym badaczom, niezależnie od tego czy są to współpracownicy, konkurenci czy poprzednicy;
- troska o przyszłe pokolenia naukowców przejawiająca się wpajaniem swoim uczniom i podopiecznym obowiązujących standardów oraz norm etycznych;
- odwaga w sprzeciwianiu się poglądom sprzecznym z wiedzą naukową oraz praktykom niezgodnym z zasadami rzetelności naukowej.
>Pracodawcy (uniwersytety, instytuty i inne podmioty prowadzące badania) mają obowiązek dbania o to, aby ich pracownicy przestrzegali te podstawowe normy. Szczególnie ważną rolę i odpowiedzialność w ich promowaniu odgrywają jednostki, które prowadzą studia doktoranckie i mają uprawnienia do nadawania stopni i tytułów naukowych. W celu sprostania tej odpowiedzialności, są one zobowiązane do wprowadzenia i stosowania czytelnych zasad dobrej praktyki naukowej, a więc procedur dotyczących rzetelnego prowadzenia badań oraz zasad etyki w nauce. Powinny również krzewić wśród swoich pracowników, na wszystkich etapach ich kariery, wrażliwość na sprawy etyki w badaniach naukowych. Zobowiązane są też do sprawnego zarządzania procedurami gwarantującymi ścisłe przestrzeganie standardów oraz wykrywalność ich naruszania na wczesnym etapie. Jednostki naukowe i uczelnie, które nie podejmują odpowiednich działań zapobiegających naruszeniom powyższych zasad etyki w nauce winne są zaniedbania obowiązków.
3. Dobre praktyki w badaniach naukowych
>Określenie „dobra praktyka badań naukowych”, obejmuje szczegółowe, powszechnie zrozumiałe i możliwe do wprowadzenia w poszczególnych jednostkach naukowych reguły rzetelnego postępowania odnoszące się do prowadzenia, prezentowania i oceniania badań naukowych, które mają zapewnić spełnienie etycznych wymogów. Każdy pracownik naukowy od początku swojej kariery powinien być świadomy tych reguł i wiedzieć, jakie konsekwencje przynosi ich naruszenie.
>Odpowiedzialność za promowanie i stosowanie dobrych praktyk spoczywa na społeczności naukowej jako całości, a więc na uczestnikach procesu badawczego (studenci, doktoranci, pracownicy i kierownicy zespołów i instytucji badawczych), na instytucjach naukowych (uczelnie, instytuty, stowarzyszenia i organizacje naukowe) oraz na agendach rządowych i pozarządowych działających w obszarze nauki. Wyróżnia się następujące ogólne kategorie dobrych praktyk w nauce, które określają zasady prowadzenia badań oraz prezentacji ich wyników:
-
>postępowanie z danymi naukowymi;
-
>procedury badawcze;
-
>autorstwo oraz publikowanie wyników badań;
-
>recenzowanie;
-
>formowanie młodej kadry;
-
>współpraca międzynarodowa;
-
>unikanie konfliktu interesów.
>Praktyki te mogą podlegać różnicom kulturowym: definicje, tradycje, regulacje prawne oraz przepisy instytucjonalne mogą różnić się istotnie w poszczególnych dyscyplinach naukowych. Dlatego każda jednostka naukowa powinna, jeśli zachodzi tego potrzeba, zmodyfikować je albo uzupełnić w zgodzie ze swoimi wymogami prawnymi lub tradycjami, tworząc w ten sposób własny zestaw dobrych praktyk i wymagać ich stosowania od swoich pracowników. Dotyczy to również instytucji sponsorujących badania, jak też wydawnictw naukowych. Brak tego rodzaju wewnętrznych zasad postępowania obniża wiarygodność instytucji.
3.1. Praktyki dotyczące postępowania z danymi naukowymi
>Wszystkie oryginalne dane źródłowe, a więc pierwotne wyniki badań, na których zostały lub zostaną oparte publikacje, a w niektórych przypadkach również próbki czy materiały pochodzące z prowadzonych badań, powinny być skrupulatnie udokumentowane i bezpiecznie zarchiwizowane w sposób uniemożliwiający manipulowanie nimi i zapewniający po opublikowaniu tych badań ich dostępność przez okres właściwy dla danej dyscypliny, ale nie krótszy niż 6 lat od zakończenia badań.
3.2. Praktyki dotyczące procedur badawczych
-
>Wszystkie badania powinny być prowadzone skrupulatnie, z zachowaniem koniecznej
ostrożności. Powinny być poprzedzone analizą towarzyszącego im ryzyka oraz skutków, jakie wyniki badań wywierać mogą na społeczeństwo i środowisko;
-
>podczas ubiegania się o fundusze na badania powinno się składać realne obietnice i dokładać wszelkich starań dla zrealizowania deklarowanych celów;
-
>w przypadku badań prowadzonych na ludziach należy dbać o zachowanie godności człowieka i okazywać im szacunek uwzględniając wiek, płeć, kulturę, religię, przynależność etniczną czy pochodzenie społeczne;
-
>badania z udziałem człowieka należy prowadzić zgodnie z przyjętymi zasadami Deklaracji Helsińskiej, Karty Praw Podstawowych Unii Europejskiej, Konwencji o Prawach Człowieka i Biomedycynie Rady Europy, a także innymi szczegółowymi wytycznymi, jak np. prawa farmaceutycznego i dyrektywy Komisji Europejskiej dotyczącej badań klinicznych;
- szczególne obiekty badań, takie jak organizmy żywe, dobra kultury i środowisko naturalne powinny być traktowane z należnym im poszanowaniem i troską;
-
>zdrowie, bezpieczeństwo oraz dobro zarówno współpracowników jak i innych osób nie związanych z prowadzonymi badaniami nie mogą być zagrożone;
-
>badacze powinni być świadomi potrzeby wyważonego gospodarowania środkami przeznaczonymi na badania. Oznacza to efektywne i oszczędne zarządzanie zasobami (finansowymi i innymi) oraz minimalizację odpadów i strat;
-
>zleceniodawcy lub sponsorzy badań powinni być uświadomieni o etycznych i prawnych zobowiązaniach, które wiążą naukowców oraz wynikających z tego ewentualnych ograniczeń, jak również o zasadniczym znaczeniu publikowania wyników badań;
-
>w szczególnych, uzasadnionych innymi przepisami przypadkach, naukowiec powinien uszanować poufność danych lub wyników badań, jeśli takie wymagania stawiane są przez zleceniodawcę lub pracodawcę.
3.3. Praktyki autorskie i wydawnicze
-
>Naukowcy powinni publikować wyniki swoich badań i ich interpretacje rzetelnie, przejrzyście oraz dokładnie, w taki sposób, aby było możliwe powtórzenie ich lub zweryfikowanie przez innych badaczy. Nie wolno ukrywać niewygodnych wyników badań, podważających stawiane hipotezy robocze, ani zatajać alternatywnych hipotez i sposobów interpretacji;
-
>opóźnianie publikowania wyników badań może być usprawiedliwione ochroną własności intelektualnej lub komercyjnej (np. uzyskaniem patentu);
-
>prace powiązane powinny być poprawnie cytowane;
-
>autorstwo publikacji naukowej musi opierać się wyłącznie na twórczym i istotnym wkładzie w badania, a więc na znaczącym udziale w inicjowaniu idei naukowej, tworzeniu koncepcji oraz projektowaniu badań, na istotnym udziale w pozyskiwaniu danych, w analizie i interpretacji uzyskanych wyników oraz w istotnym wkładzie w szkicowanie i pisanie artykułu lub jego krytycznym poprawianiu z punktu widzenia zawartości intelektualnej;
-
>zdobywanie środków finansowych, udostępnianie aparatury i szkolenie w jej stosowaniu, zbieranie danych, czy też ogólny nadzór nad grupą badawczą – same z siebie nie stanowią tytułu do współautorstwa. Przyznanie autorstwa osobie nie spełniającej wymienionych kryteriów oraz odstąpienie autorstwa innej osobie, są niedopuszczalne. Wszyscy autorzy ponoszą pełną odpowiedzialność za publikowane treści, o ile nie określono tego inaczej (np. że są odpowiedzialni tylko za określoną część badań w obszarze swojej specjalności). Pożądane jest, aby przy podawaniu afiliacji autorów, został określony charakter ich wkładu;
-
>kolejność podawania nazwisk powinna być zgodna ze zwyczajem obowiązującym w danej dyscyplinie naukowej oraz zostać zaakceptowana przez wszystkich współautorów na wczesnym etapie przygotowywania publikacji;
-
>wkład intelektualny innych osób, mających istotny wpływ na publikowane badania powinien zostać stosownie zaznaczony;
-
>uzyskane wsparcie finansowe, jak również innego rodzaju pomoc, powinno zostać stosownie zaznaczone;
-
>każdy z autorów powinien zawczasu ujawnić potencjalne konflikty interesów;
>10) publikowanie tej samej pracy (lub istotnych jej części) w wielu
czasopismach może zostać zaakceptowane tylko za zgodą ich
redaktorów i zawsze należy podać odwołanie do pierwszej publikacji pracy. Tego typu powiązane ze sobą artykuły należy uwzględniać w dorobku autora jako jedną pozycję;
>11) w kontaktach z ogółem społeczeństwa oraz mediami obowiązują te same standardy uczciwości i precyzji co przy publikowaniu wyników prac. Wyolbrzymianie znaczenia wyników badań i ich praktycznych zastosowań jest praktyką naganną. Złą praktyką jest też ogłaszanie wyników w publicznych mediach, zanim zostaną one zaakceptowane do druku we właściwych dla tematyki pracy periodykach naukowych.
3.4. Praktyki dotyczące recenzowania i opiniowania
-
>Recenzenci i opiniodawcy nie mogą podejmować się zadania związanego z oceną prac naukowych, dorobku naukowego lub pomysłów badawczych innych naukowców, gdy wykracza ono poza zakres ich naukowego doświadczenia i kompetencji;
-
>recenzenci i opiniodawcy biorący udział w ocenie projektów badawczych, publikacji, dorobku naukowego, wniosków o objęcie stanowiska w instytucjach naukowych bądź innych form uznania, powinni odmówić udziału w procesie oceniania we wszystkich tych przypadkach gdy występuje konflikt interesów pomiędzy nimi a osoba ocenianą;
-
>recenzje i opinie powinny być skrupulatne, dokładne i obiektywne, a oceny uzasadnione. Nieuzasadnione recenzje pozytywne są równie naganne, jak nieuzasadnione recenzje negatywne;
-
>recenzenci publikacji naukowych powinni zachować swoje opinie w poufności do chwili ukazania się tych publikacji w druku;
-
>zarówno recenzenci, jak i redaktorzy prac naukowych nie mogą bez zgody autora wykorzystywać danych lub koncepcji zawartych w dostarczonych im tekstach.
4. Nierzetelność w badaniach naukowych
>Nierzetelność w nauce stanowią przewinienia przeciwko obowiązującymi w środowisku naukowym zasadom etycznym i przyjętym dobrym praktykom.
4.1. Rażące przewinienia
>Do najpoważniejszych przewinień, szczególnie godzących w etos badań naukowych, należą fabrykowanie i fałszowanie wyników badań, które stanowią rażące naruszenie podstawowych zasad uprawiania nauki, a także plagiatowanie, będące niedopuszczalną formą przewinienia przeciwko innym badaczom.
- Fabrykowanie wyników polega na zmyślaniu wyników badań i przedstawianiu ich jako prawdziwych;
- Fałszowanie polega na zmienianiu lub pomijaniu niewygodnych danych, przez co wyniki badań nie zostają prawdziwie zaprezentowane;
- Plagiatowanie polega na przywłaszczeniu cudzych idei, wyników badań lub słów bez poprawnego podania źródła, co stanowi naruszenie praw własności intelektualnej.
>Przewinienia te (tzw. FPP) mogą pojawić się zarówno na etapie składania propozycji badawczej i aplikowania o fundusze, podczas prowadzenia i recenzowania badań naukowych, jak i podczas prezentowania ich wyników w momencie publikowania, przy przytaczaniu wyników badań innych badaczy, w przygotowywaniu ekspertyz oraz w popularyzowaniu nauki. Popełnienie tych przewinień może przyczynić się do dyskwalifikacji ich sprawcy jako naukowca. Ich ujawnienie musi więc bezwzględnie prowadzić do wszczęcia postępowania dyscyplinarnego.
>Do szczególnie rażących naruszeń rzetelności należy wystawienie fałszywej recenzji rozpraw doktorskich, habilitacyjnych, wniosków o tytuły profesorskie i wszelkich wniosków o zatrudnienie w instytucjach naukowych, a także projektów badawczych oraz uchylanie się od wyrażenia opinii lub jej odmowa, w przypadku gdy ocena, zdaniem opiniującego, powinna być negatywna.
>Naruszenia zasad etyki, popełnione przez studentów lub młodych naukowców powinny zostać bezzwłocznie skorygowane i spotkać się z reprymendą ze strony kierowników lub opiekunów naukowych. Gdy pomimo tego stwierdzi się ich powtarzanie, sprawa wymaga podjęcia działań dyscyplinarnych.
4.2. Inne niewłaściwe zachowania
>Oprócz rażących naruszeń rzetelności w nauce (FPP) występuje wiele innych niewłaściwych zachowań pojawiających się w badaniach naukowych. Należy do nich niestosowanie się do dobrych praktyk pracy naukowej, a w szczególności niedbałe prowadzenie badań i analizy ich wyników oraz niechlujność obchodzenia się z danymi, niewłaściwe praktyki przypisywania autorstwa oraz zaniedbania ze strony recenzentów i redaktorów.
>Równie naganne są wszystkie formy prześladowania i dyskryminacji uczniów czy współpracowników, niewłaściwe wykorzystywanie funduszów na badania oraz nieujawnianie konfliktów interesu.
4.3. Ogólne zasady postępowania w przypadku wykrycia nierzetelności
>Główna odpowiedzialność za postępowanie z ujawnionymi przypadkami nadużyć spada na pracodawców zatrudniających naukowców, a więc uczelnie, instytuty naukowe oraz publiczne i niepubliczne centra badawcze.
>Wszystkie zarzuty o nierzetelność w prowadzeniu badań naukowych muszą zostać właściwie wyjaśnione, zaś w przypadku potwierdzenia ich zasadności – zaistniałe fakty i okoliczności powinny zostać szczegółowo zbadane dla podjęcia odpowiednich działań naprawczych i dyscyplinarnych, w oparciu o obowiązujące przepisy prawne. Należy zadbać, aby w postępowaniu brały też udział osoby mające duże doświadczenie w dziedzinie nauki, z którą wiąże się wykryte nadużycie.
>Reakcja na zachowania niezgodne z etyką w nauce powinna zależeć od wagi nadużycia, od tego czy zostało ono popełnione celowo, od jego skutków oraz innych okoliczności obciążających bądź łagodzących.
>Niewłaściwe procedowanie w przypadkach ujawnienia nierzetelności, takie jak: niezgłoszenie zaobserwowanego faktu przewinienia, próby zatuszowania sprawy, odwet na demaskatorach czy też naruszenie właściwych procedur – może zostać również sklasyfikowane jako rażące naruszenie podstawowych zasad etyki w badaniach naukowych.
>
Od redakcji: pełną wersję Kodeksu (z załącznikami) zamieścimy w numerze styczniowym Spraw Nauki.-
Załączniki
Załącznik 1. Wytyczne dotyczące postępowania w sprawach o naruszenie zasad rzetelności w nauce
1. Tryb zgłaszania zarzutu
Osoba, która wykryła nierzetelność lub nabrała uzasadnionych podejrzeń, że został popełniony czyn niezgodny z etyką w nauce, jest zobowiązana do zgłoszenia problemu kierownikowi jednostki, w której prowadzone są badania (rektorowi w przypadku uczelni, dyrektorowi instytutu w przypadku instytutów badawczych albo kierownikowi jednostki w przypadku innych jednostek naukowych) lub właściwemu rzecznikowi dyscyplinarnemu, a gdy na szczeblu kierownictwa istnieje konflikt interesów – kierownikowi nadrzędnej instancji (np. organu nadzorującego). Zgłoszenie powinno zawierać sprecyzowanie zarzutu, jego szczegółowe uzasadnienie, podpis i dane kontaktowe. Tożsamość osoby zgłaszającej nierzetelność (tzw. demaskatora) nie podlega ujawnieniu aż do chwili wszczęcia postępowania dyscyplinarnego.
W przypadku, gdy osoba zgłaszająca uzna to za bardziej właściwe – zarzut może być zgłoszony do Komisji do spraw etyki w nauce na ręce jej Przewodniczącego, który może zwrócić się do osoby zgłaszającej o dodatkowe wyjaśnienia. Jeśli uzna, że w świetle przytoczonych w zgłoszeniu okoliczności zarzuty są zasadne przekazuje je kierownikowi jednostki, w której zatrudniony jest domniemany sprawca wykroczenia w celu wszczęcia postępowania.
W szczególnych przypadkach Komisja do spraw etyki w nauce może z własnej inicjatywy kierować sprawy dotyczące naruszeń zasad etyki w nauce przez pracowników uczelni, instytutów badawczych i jednostek naukowych PAN do właściwych organów tych jednostek z zaleceniem przeprowadzenia postępowania wyjaśniającego. Informacje o wynikach tego postępowania wyjaśniającego przekazywane są niezwłocznie do wiadomości Komisji do spraw etyki w nauce.
2. Postępowanie wyjaśniające
Postępowanie wyjaśniające, którego celem jest stwierdzenie, czy wszczęcie postępowania dyscyplinarnego jest uzasadnione, przeprowadza rzecznik dyscyplinarny. Jeśli informacje przekazane rzecznikowi dyscyplinarnemu dotyczą rażącego naruszenia zasad etyki (pkt 4.1 niniejszego Kodeksu) rzecznik dyscyplinarny zobowiązany jest do wszczęcia postępowania wyjaśniającego z urzędu. W innych wypadkach wszczęcie postępowania wyjaśniającego następuje na wniosek organu powołującego rzecznika, tj. rektora uczelni albo rady naukowej instytutu badawczego lub instytutu PAN, a także gdy rzecznik dyscyplinarny uzna to za celowe.
Niezwykle istotne jest zapewnienie rzecznikowi właściwych możliwości działania. Postępowanie wyjaśniające powinno być szczególnie wnikliwe, drobiazgowe, prowadzone zgodnie z procedurami obowiązującymi w danej instytucji i z poszanowaniem prawa obwinionego do obrony, z zachowaniem dokładności i obiektywizmu. Uczestnicy postępowania wyjaśniającego powinni ujawnić wszelkie okoliczności, w tym także te, które mogą być przyczyną konfliktu interesów.
Dokumentacja dotycząca wszystkich aspektów postępowania wyjaśniającego ma być szczegółowa. Osoba, wobec której postawiono zarzut powinna zostać bezzwłocznie powiadomiona o wszczęciu postępowania wyjaśniającego. Należy jej zapewnić możliwość przedstawiania wyjaśnień i prawo do pomocy prawnej.
Ważnym warunkiem utrzymania najwyższych standardów w tych sprawach jest ścisła poufność postępowania wyjaśniającego i ograniczenie kręgu osób poinformowanych o tym postępowaniu, a także właściwe zabezpieczenie dokumentacji, w celu ochrony osób zaangażowanych w postępowanie, pod warunkiem, że nie szkodzi to postępowaniu albo zdrowiu i bezpieczeństwu oraz dobru uczestników postępowania.
Niezbędne ujawnienie informacji osobom trzecim powinno odbywać się pod warunkiem zobowiązania tych osób do zachowania poufności, chyba że są one już do tego zobowiązane z racji wykonywanej funkcji. Postępowanie wyjaśniające powinno kończyć się poufnym raportem, zawierającym ustalenia i zalecenia w sprawie dalszego postępowania. Kopię raportu otrzymuje osoba zgłaszająca i osoba oskarżona.
W przypadku, gdy kierownik jednostki na podstawie raportu stwierdzi, że zarzut nierzetelności był nieuzasadniony, chociaż postawiono go w dobrej wierze, postępowanie ulega zakończeniu, o czym powiadamiane są strony. Osoba oskarżona powinna mieć prawo zażądania, aby podano do publicznej wiadomości, iż zarzuty wobec niej zostały oddalone. Jeżeli natomiast kierownik instytucji stwierdzi, że zarzuty nie zostały postawione w dobrej wierze, wtedy podejmuje określone działanie dyscyplinarne względem osoby, która je postawiła.
Jeżeli postępowanie wyjaśniające prowadzone było na podstawie zawiadomienia złożonego z własnej inicjatywy przez Komisję do spraw etyki w nauce, to wyniki tego postępowania, bez zbędnej zwłoki, mają zostać przekazane Komisji (zgodnie z art. 39 ust. 2 ustawy z 30 kwietnia 2010 r. o Polskiej Akademii Nauk).
3. Postępowanie dyscyplinarne
Celem postępowania dyscyplinarnego jest ustalenie, czy zarzucany czyn miał miejsce oraz wydanie orzeczenia o treści zależnej od tego ustalenia. Postępowanie to prowadzone jest – odpowiednio do miejsca zatrudnienia pracownika - na podstawie przepisów ustawy z dnia 30 kwietnia 2010 r. o Polskiej Akademii Nauk, ustawy z dnia 27 lipca 2005 r. Prawo o szkolnictwie wyższym oraz ustawy z dnia 30 kwietnia 2010 r. o instytutach badawczych. Przepisy te regulują szczegółowo sposób prowadzenia postępowania, treść zapadających w postępowaniu orzeczeń, katalog kar dyscyplinarnych, tryb odwoławczy od orzeczenia komisji dyscyplinarnej pierwszej instancji, możliwość wznowienia postępowania oraz środki zaskarżania orzeczeń dyscyplinarnych do sądu.
Należy zadbać o to, aby w składach orzekających komisji dyscyplinarnych, na czas rozpatrywania danej sprawy, nie uczestniczyły osoby mające związki z obwinionym w tej sprawie, jak również z osobą zgłaszającą, lub które są narażone na inny konflikt interesów. O wszczęciu postępowania dyscyplinarnego kierownik instytucji niezwłocznie powiadamia, z zachowaniem szczególnej poufności, kierowników agencji finansujących projekt, w ramach którego postępowanie zostało wszczęte. Przy przyznawaniu publicznych środków finansowanych na badania naukowe brane są pod uwagę prawomocne orzeczenia komisji dyscyplinarnych w sprawach związanych z naruszeniem etyki w nauce. Niepoinformowanie kierowników agencji przyznających środki finansowe na naukę o wyniku postępowania dyscyplinarnego, zatajenie takiego postępowania, jak również zlekceważenie sygnałów o istniejących w jednostce naukowej nieprawidłowościach i niepodjęcie odpowiednich działań wyjaśniających i dyscyplinarnych – uniemożliwia tej jednostce uzyskanie publicznych środków finansowych na badania do czasu wdrożenia odpowiednich działań naprawczych.
4. Opinie Komisji do spraw etyki w nauce
Wszystkie powołane wyżej przepisy przewidują możliwość zwracania się przez komisje dyscyplinarne do Komisji do spraw etyki w nauce o wydanie opinii w przypadku istnienia wątpliwości dotyczących kwalifikacji wykroczenia. Ze względu na szczególne znaczenie prawne takiej opinii, która wiąże następnie komisję dyscyplinarną w ustaleniu treści naruszenia zasad etyki w nauce, komisja dyscyplinarna powinna w swoim wystąpieniu szczegółowo wyjaśnić, na czym polegają jej wątpliwości. Do wystąpienia powinny być dołączone akta sprawy.
Załącznik 2. Praktyki dotyczące współpracy międzynarodowej
W przypadku projektów międzynarodowych, należy przed rozpoczęciem badań ustalić, które z państw jest właściwe dla przeprowadzenia dochodzenia w przypadku pojawienia się zarzutu naruszenia zasad etyki lub rzetelności naukowej i jak to postępowanie powinno zostać zorganizowane, a co ważniejsze, jak należy postępować w sytuacji, gdy istotne elementy polityki poszczególnych krajów są w tym zakresie wzajemnie niezgodne. Zaleca się, aby w takich przypadkach oprzeć się na zaleceniach, które proponuje Komisja Koordynująca Globalnego Forum Nauki OECD i na zaproponowanym przez nią przykładowym tekście Umowy Międzynarodowej, który powinien stanowić element formalnej dokumentacji wspólnego projektu.
- Autor: Janusz Lipkowski
- Odsłon: 5198
Dotychczas bywało tak, że w trakcie kampanii politycznych, zwłaszcza przed jakimiś wyborami, nauka była wymieniana wśród podstawowych priorytetów partii politycznych oraz jej kandydatów do ważnych funkcji w państwie. I mówiono o niej z uszanowaniem także przy innych okazjach.
Bywały wprawdzie wyjątki, jak słynne niegdyś wypowiedzi profesora (!) Leszka Balcerowicza i jego stronników o tym, że przeznaczanie istotnych nakładów na naukę w Polsce nie jest niezbędnym elementem strategii rozwoju naszego kraju. Ale to nigdy nie było opinią dominującą, przynajmniej w warstwie publicystycznej. Uważna obserwacja życia politycznego w ostatnim okresie przynosi jednak bardzo smutną konstatację, że poglądy Balcerowicza zostały w końcu przez nasze sfery polityczne przyjęte jako część podstawowego kanonu. W związku z wyborami samorządowymi też raczej cicho o problemach i potrzebach nauki. Nawet schizma posła Palikota nie wykorzystuje propagandowo nauki.
W sumie wydaje się to bardzo symptomatyczne i przez środowisko naukowe jest obserwowane z niepokojem. Ale i ze zmęczeniem, graniczącym ze zniechęceniem. Bo cóż, mamy wprawdzie ciężko wypracowany pakiet nowych ustaw o nauce, formalnie poddanych konsultacji z całym środowiskiem (dość szeroko krytykowanych), ale nie stanowią one pożądanego przełomu, robią raczej wrażenie efektu politycznego dążenia do ilościowego sukcesu w postaci licznych, nowych ustaw (Tu nieodparcie nasuwa mi się powiedzenie mojego promotora, prof. Wiktora Kemuli, który mawiał: „ilość przechodzi w bylejakość"). Mamy obawy, że podobny skutek będzie miało uchwalenie kolejnego pakietu, dotyczącego szkół wyższych...
Podam kilka konkretnych, wybranych, przykładów ilustrujących wyżej wspomnianą, pesymistyczną obserwację. Zacznę od kampanii prezydenckiej. Towarzystwo na Rzecz Rozwoju Nauki wspólnie z Towarzystwem Naukowym Warszawskim wystosowało do wszystkich kandydatów krótki list z pytaniem o ich plany działania wobec sfery nauki w kraju. Odpowiedź uzyskaliśmy tylko od jednego (p. Andrzeja Olechowskiego, dziękujemy)! Sztaby wyborcze pozostałych kandydatów nie dostrzegły potrzeby podejmowania takiej dyskusji. Na zwołaną w tej sprawie konferencję prasową przyszło dwoje młodych dziennikarzy i szybko sobie poszli poinformowawszy nas, że sytuacja nauki w kraju jest im świetnie znana, także z osobistych doświadczeń (opowiedzieli o zamiarach podjęcia studiów doktoranckich, które szybko porzucili poznawszy warunki finansowe..), a także mówiąc, że to „nie jest temat" dla prasy. W sumie jest to dziwne. Znamy przecież dziennikarzy dobrze znających problemy nauki i kompetentnie o nauce piszących. Zatem możemy chyba mówić o fatalistycznej rezygnacji z podejmowania starań, które z góry wydają się beznadziejne. Dziennikarze pewnie wiedzą lepiej, jakie są tendencje w strategiach politycznych...
Inny przykład to losy projektu ustawy o towarzystwach naukowych. Projekt ten, opracowany przez Radę Towarzystw Naukowych przy Polskiej Akademii Nauk i początkowo życzliwie przyjęty przez posłów, do których sprawa trafiła, ugrzązł gdzieś ostatnio. Może nie pasuje do liberalnej koncepcji gospodarowania majątkiem państwa (ewentualne roszczenia majątkowe towarzystw naukowych?), a może społeczna działalność nie mieści się w perspektywicznych planach rozwoju państwa? Bardzo to jest dziwne i nieoczekiwane, przecież nieustannie mówimy o społeczeństwie obywatelskim! Nie ma bardziej efektywnego, w sensie ekonomicznym, sposobu prowadzenia n. p. działalności upowszechniającej wiedzę od pracy społecznej!
Z kolei zapowiedzi restrykcji podatkowych na najbliższą przyszłość w sposób bardzo wyraźny (i selektywny) uderzą w środowiska twórcze, w tym naukowe. Można by zadać pytanie, czemu w sytuacji kryzysu finansów państwa partie polityczne nie zacisną własnego pasa, np. zawieszając ich finansowanie z budżetu ? To byłby dobry przykład, przekonujący o potrzebie sięgnięcia do kieszeni ogółu społeczeństwa, w którym zaufanie do polityki bardzo wyraźnie słabnie.
Uczeni nie lubią dyskusji na temat obiecanego przez pana Premiera wiosną 2008 roku (podczas spotkania z przedstawicielami świata nauki i edukacji na poziomie uniwersyteckim w URM - gdy dyskutowano założenia reformy nauki i edukacji) prawa przechodzenia profesorów tytularnych w stan spoczynku. Nie lubią, gdyż sprawa (postulowana od wielu lat) od początku była prowadzona w sposób odbiegający od głównego celu, jakiemu miało to służyć. W Ministerstwie Nauki i Szkolnictwa Wyższego powstał projekt, w którym głównymi akcentami były: (1) kwestia socjalna, czyli finansowe wsparcie emerytowanych profesorów oraz (2) dbałość o to, by pomoc ta nie była zbyt wysoka. W zestawieniu z głównymi celami akcji zmierzającej do ustanowienia prawa do stanu spoczynku profesorów było to zwyczajnie nietrafne i dla środowiska niehonorowe. A ponadto przepadło, jak się dowiadujemy, z powodów finansowych. Nie chcę tutaj powtarzać argumentacji - pisałem o tym wcześniej i mówiłem wielokrotnie, z upoważnienia kolegów. Teraz pozwolę sobie dokonać porównania z inną grupą zawodową, która stosunkowo niedawno uzyskała takie prawo. Są to prokuratorzy. Proszę nie sądzić, że próbuję podważyć to uprawnienie, powszechnie wiadomo jak trudny i odpowiedzialny jest zawód prokuratora. Proszę tylko porównać:
-
profesor tytularny zyskiwałby prawo przejścia w stan spoczynku w wieku 70 lat, zaś prokurator ma prawo przejścia w stan spoczynku w dowolnym wieku (jeżeli wierzyć Internetowi, to najmłodszy prokurator w stanie spoczynku ma 38 lat), jeżeli uzna proponowaną mu, np. w wyniku reorganizacji, zmianę zatrudnienia za niezadowalającą;
-
profesor miał otrzymywać dodatek do emerytury, ale z ograniczeniem, że w sumie nie dostanie więcej niż 70% średniej krajowej pensji profesora. Prokurator otrzymuje tyle, ile wynosiła jego ostatnia pensja i uposażenie to podlega waloryzacji;
-
profesor miał zyskiwać prawo do stanu spoczynku pod warunkiem rezygnacji z etatowego zatrudnienia gdziekolwiek. Prokurator zachowuje prawo zatrudnienia w uczelniach wyższych. I wreszcie -
-
prokuratorzy mają już to prawo, profesorowie z rezygnacją czekają na oficjalne potwierdzenie, że tego prawa nie uzyskają. Podobno zarzucono projekt jako zbyt kosztowny. Wydaje mi się to bardzo dziwne, gdyż w przeszłości, wspólnie z prof. Tadeuszem Lutym, przeprowadziliśmy odpowiednie kalkulacje, ja w placówkach naukowych PAN, prof. Luty w politechnikach. Wynik był taki, że sumy, które teraz emerytowani profesorowie zarabiają, pracując na ułamkowych etatach, a zaoszczędzone w ramach „stanu spoczynku" wyrównałyby dodatkowe koszta i całość mogłaby zostać przeprowadzona bez ponoszenia przez budżet państwa dodatkowych kosztów - w przybliżeniu, oczywiście. A profesorowie w stanie spoczynku pracowaliby nadal, jak obecnie, tyle że bez starań o posady.
Bardzo znamienne jest też, że nie wspomina się o nakładach z budżetu na naukę. Wobec kryzysu finansów państwa, pewnie nie jest sensowne upominanie się o zwiększenie tych nakładów. Ale wypadałoby przecież dobitnie mówić o tym, że bez pieniędzy niewiele da się zrobić, nawet w nauce...Musimy sobie to dobrze uświadomić i, gdy pojawią się dostępne fundusze, zwiększyć ten żenująco niski budżet nauki w naszym kraju. Powołam się na zdanie wypowiedziane niegdyś przez Fryderyka Joliot-Curie (cytat z pamięci): „narody potrzebują nauki, kraje nie doceniające rozwoju nauki, powoli acz nieuchronnie, stają się koloniami rozwiniętego świata". Nie dajmy się zepchnąć do roli kolonii, to od nas przecież przede wszystkim zależy.
Świat nauki składa się z indywidualności, są wśród nich także ludzie sukcesu. Może ktoś z nich, posługując się własnym przykładem, zechce podważyć pesymistyczną ocenę sytuacji, jak wyżej. Nie dajmy się jednak zwieść wybranym, optymistycznym przykładom. Jakkolwiek radosne, nie ważą w decydującym stopniu na stanie naszej nauki gdyż, jak to wyraźnie stwierdzono na ostatnim Zgromadzeniu Ogólnym PAN, nauka w Polsce cierpi obecnie liczne słabości, a jej międzynarodowa ranga się obniża.
Janusz Lipkowski
- Autor: Anna Leszkowska
- Odsłon: 2898
Z korytarza przed salą obrad usunięto monitor i krzesła. Drzwi do sali obrad zamknięto, okna i klimatyzację – też. Wszystko po to, aby frekwencja wyborcza była jak najwyższa, żeby profesorowie nie rozchodzili się i aby szybko i sprawnie przeprowadzić wybory. Tym razem bowiem „papież” – prezes PAN - musiał być wybrany. Gdyby tak się nie stało – od 1 lipca 2015 do Akademii wkroczyłby komisarz. Miecz zatem wisiał na cieńszym włosku niż podczas październikowego Zgromadzenia Ogólnego PAN, podczas którego prezesa wybrać się nie udało.*
Po krótkiej dyskusji, w której wyrażano kolejne wątpliwości co do procedury wyborczej, a następnie przedstawieniu programów wyborczych kandydatów i debacie nad nimi, doszło do głosowania. Kandydatów – jak poprzednio – było dwoje, z tym, że prof. Michała Kleibera – dotychczasowego prezesa - zastąpiła prof. Mirosława Marody. Drugim kandydatem był ponownie prof. Jerzy Duszyński.
Jednak i tym razem w pierwszym głosowaniu żaden z kandydatów nie uzyskał bezwzględnej większości głosów. Na 214 oddanych i ważnych kart (215 obecnych), prof. Duszyński otrzymał 106 ważnych głosów, a prof. Marody – 95. Powtórzyła się więc sytuacja z głosowania październikowego.
Prezesa udało się wybrać w drugim głosowaniu – prof. Duszyński otrzymał 111 głosów (ze 188 oddanych kart, w tym jedna nieważna), natomiast prof. Marody tylko 68. Tym samym akademicy uratowali się przed administracyjnym batem.
Te dramatyczne w historii PAN wybory, ciągnące się wiele miesięcy, z pewnością będą ciekawym przypadkiem dla historyków nauki, zwłaszcza opisujących PAN. Ich odmienność od dotychczasowej, ponad 60-letniej praktyki pokazuje bowiem nie tylko zmiany w samej korporacji, co i zmiany otoczenia politycznego, w jakim funkcjonuje polska nauka oraz wpływy tego otoczenia, rodzaj nacisków, na PAN.
Przede wszystkim rzuca się w oczy utrata znaczenia korporacji, ale i samych uczonych, i wreszcie samej nauki w polskim społeczeństwie. Nikogo właściwie nie obchodzi czym naukowcy się zajmują – chyba, że zaplączą się w jakieś afery finansowe lub obyczajowe, które są dobrą pożywką dla mediów. Sami akademicy bardzo nad tym boleją, lamentując nieustająco o braku popularyzacji nauki i nie zauważając, że czas socjalizmu i mediów państwowych, mających za zadanie kształcenie obywatela – dawno minął. Dzisiaj media to koncerny, czyli biznes mający przynosić zyski. Tylko tyle.
Dzisiaj też nie liczy się meritum, tylko marketing, reklama. Mniej ważne jest: co, ważniejsze – jak, nie treść, a forma. Stąd w wyborach - także w środowisku naukowym – czynnik marketingowy, umiejętność sprzedania się w tym konkursie, stał się po raz pierwszy chyba w historii nauki tak ważny. Widać było, że do tej sfery nie tylko przedostał się, ale i z powodzeniem rozkwita, styl walki politycznej. Co trochę dziwne, gdyż w nauce – zwłaszcza polskiej – konfitury są raczej skromne w porównaniu z wieloma innymi dziedzinami.
Różnice w podejściu do marketingu widać było nie tylko w programach wyborczych kandydatów, ale i w ich sposobie prezentacji podczas wyborów. Prof. Duszyński wygrywał swoim doświadczeniem wiceministra (choć prof. Stec miał krytyczny osąd działalności kandydata na tym stanowisku), a z kolei prof. Marody (socjolog) - stawiała na wartości – powrót do idei ojców założycieli PAN i konieczność przywrócenia etosu w nauce.
O ile program prof. Duszyńskiego można nazwać techniczno-finansowym, to propozycje prof. Marody – etosowymi, nakierowanymi na odrodzenie szlachetnych idei, jakie winny przyświecać uczonym - poszukiwania i odkrywania prawdy, szlachetnej współpracy.
Wybór przez zgromadzonych programu proponowanego przez prof. Duszyńskiego (najważniejszy poziom badań prowadzonych w placówkach PAN, odbudowa prestiżu Akademii, upowszechnianie osiągnięć i włączenie placówek do programu Horyzont 2020) pokazuje, że albo korporacji nie zależy na tych wartościach, albo jej członkowie wystraszyli się zmian organizacyjnych, na jakie również kładła nacisk kandydatka na prezesa. Jest też trzecia możliwość: akademicy nie dojrzeli jeszcze do tego, aby na czele korporacji stanęła kobieta (choć prof. Bogdan Ney przekonywał zebranych, że nastąpił już czas kobiet na wysokich stanowiskach).
Bez względu jednak na to, kto by nie został prezesem PAN, będzie musiał się zmierzyć i z problemami wewnętrznymi Akademii (zmian organizacyjnych, prawnych – m.in. nowelizacja ustawy o PAN), i zewnętrznymi, mającymi wpływ na spadek znaczenia tej ważnej dla polskiej nauki instytucji. Nie będzie to zadanie łatwe, gdyż prestiż placówek i korporacji nie zależy tylko od wyników naukowych (i tak są one na tle innych – uczelnianych i resortowych - jednostek najlepsze, choć najgorzej opłacane), ale od wielu czynników: politycznych, gospodarczych, międzynarodowych.
Jeśli nowemu prezesowi starczy motywacji, sił i umiejętności poruszania się na salonach źle i coraz gorzej wykształconej władzy – może też uda mu się choć w części przywrócić należną PAN – i jej władzom – pozycję we władzach państwa. Przed nowym prezesem, dysponującym dość słabym mandatem środowiska, z pewnością więc stoi zadanie trudne. Może więc dlatego zaproponował aż 5 swoich zastępców?
Anna Leszkowska
- Autor: Anna Leszkowska
- Odsłon: 2048
Po długotrwałych konsultacjach między władzami resortu nauki a środowiskiem naukowym, projektach trzech niezależnych zespołów odnośnie nowego ustroju nauki w Polsce, reforma nauki 2.0 - nazwana szumnie konstytucją - przedstawia się mgliście. Optymizm kierownictwa resortu nie jest gremialnie podzielany przez naukowców – wystarczy przejrzeć opinie na temat tej reformy zamieszczone na stronie Biura Analiz Sejmowych - http://www.sejm.gov.pl/Sejm8.nsf/opinieBAS.xsp?nr=2446
Przytaczamy prawie w całości fragmenty jednej z nich, autorstwa dr. Jarosława Szymanka, dotyczącą skutków realizacji ustawy 2.0 (projektu ustawy Prawo o szkolnictwie wyższym i nauce) dla województw wschodnich Polski. Pokazuje ona, iż reformatorzy sporo spraw nie przemyśleli… (red.)
Tezy
- Projektowana ustawa 2.0 (Prawo o szkolnictwie wyższym i nauce) dokonuje zasadniczej reorganizacji mechanizmu kategoryzacji szkół wyższych, wprowadzając podział na uczelnie akademickie (a w ich ramach na uniwersytety i akademie) oraz uczelnie zawodowe, z czym wiążą się inne konsekwencje (np.: w zakresie prowadzenia kierunków studiów czy możliwości nadawania stopni naukowych).
- Województwa wschodniej Polski jednoznacznie tracą na proponowanej reformie. Symulacja wyników obecnej (przeprowadzonej w roku 2017) parametryzacji ze skutkami ewentualnego wejścia ustawy w życie pokazuje, że żaden z dzisiejszych uniwersytetów we wschodniej Polsce nie utrzyma statusu uniwersytetu (co dotyczy takich uniwersytetów jak np. Uniwersytet Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie czy Uniwersytet w Białymstoku).
- Należy jednak mieć na uwadze, że takie symulowanie jest dzisiaj mało uprawnione, ponieważ projekt ustawy wprowadza zupełnie nowe rozwiązania (dodatkowa kategoria B+, ocena w obrębie dyscypliny, a nie kierunku), których nie sposób przyłożyć do wyników ostatniej parametryzacji.
- Społeczne i gospodarcze skutki wejścia proponowanej ustawy w życie dla województw wschodniej Polski będą jednoznacznie negatywne, co wiąże się m.in. z migracją wielu osób do aglomeracji akademickich, odpływem kapitału, a w dalszej perspektywie pogorszeniem stanu cywilizacyjnego i kulturowego tych regionów.
Uzasadnienie opinii
Projekt nowej ustawy Prawo o szkolnictwie wyższym i nauce w istotny sposób będzie wpływał na województwa wschodniej Polski. Wpływ ten, jak każdy zresztą, będzie miał dwukierunkowy przebieg, tzn. będzie wpływem jaki projektowana ustawa wywoła w stosunku do tych województw, jak również będzie wpływem zwrotnym, jaki ewentualne wejście ustawy w życie wywoła w stosunku do jego projektodawców. Należy oczywiście mówić o skutkach wielorakich, w tym zwłaszcza o skutkach społecznych, ekonomicznych i politycznych.
Konsekwencją wejścia ustawy w życie w jej obecnym kształcie będzie sytuacja, w której uczelnie wyższe mające status tzw. uniwersytetów pełnych oraz tzw. uniwersytetów przymiotnikowych znikną całkowicie z mapy wschodniej Polski (co dotyczyłoby również Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego Jana Pawła II, który ma jednak status publiczno-prywatny), a to oznacza, że nie mają do niego zastosowania przepisy projektowanej ustawy, w związku z czym zachowa on, mimo wszystko, rangę uniwersytetu pomimo niespełniania kryteriów przewidzianych w projekcie ustawy 2.0), co w każdym aspekcie, tj. społecznym, kulturowym, gospodarczym i politycznym może być niebezpieczne, a przynajmniej dysfunkcjonalne (szczególnie w dłuższej perspektywie czasowej).
Przyjęte w proponowanym projekcie rozwiązania dotyczące tworzenia i funkcjonowania uczelni zasadzają się bowiem na trzech podstawowych założeniach i każde z nich, daje efekt niekorzystny dla szkół wyższych działających we wschodniej Polsce. Założeniami tymi są, po pierwsze, podział uczelni wyższych na uczelnie typu akademickiego oraz uczelnie typu zawodowego. Po drugie, podział uczelni akademickich na uniwersytety oraz akademie. Po trzecie wreszcie, zlikwidowanie tzw. uniwersytetów przymiotnikowych (które staną się albo uczelniami akademickimi, albo uczelniami zawodowymi).
Zaproponowane mechanizmy kwalifikowania uczelni, wespół z całokształtem innych konsekwencji wejścia ustawy w życie, pozwalają sformułować wniosek o wręcz destrukcyjnym wpływie projektowanych rozwiązań na rozwój regionalny Polski, w tym zwłaszcza, choć nie tylko, tzw. ściany wschodniej (co jednak w porównywalnym stopniu dotyczy to także Polski zachodniej - status uniwersytetów stracą m.in. Uniwersytet Szczeciński, Uniwersytet Opolski czy Uniwersytet Zielonogórski. Należy mieć świadomość, że projektowana ustawa generalnie uderza w tzw. Polskę regionalną, premiując duże aglomeracje, będące zarazem ośrodkami akademickimi. Uniwersytety, przekształcone w akademie, stracą bowiem także takie miasta jak Kielce czy Bydgoszcz).
Można nawet powiedzieć, że zaburzenie rozwoju regionalnego Polski stanowi jeden z większych mankamentów proponowanej ustawy, zwłaszcza że rozwiązania zawarte w projekcie mocno kontrastują z dotychczasową koncepcją rozwoju regionalnego w zakresie szkolnictwa wyższego. Do tej pory bowiem logika rozwoju szkolnictwa wyższego była wszak diametralnie odmienna. Akcentowano konieczność wzmacniania tzw. Polski prowincjonalnej czy też regionalnej, a niebagatelnym elementem tego wzmacniania było właśnie tworzenie, tudzież przekształcanie istniejących uczelni albo w tzw. pełne uniwersytety, albo w uniwersytety przymiotnikowe. Decydenci polityczni wychodzili z założenia, że rozwój ośrodków akademickich w mniejszych miastach przynosi efekty nie tylko edukacyjne (wzrost wskaźnika skolaryzacji), ale również społeczne (zmniejszenie migracji z mniejszych ośrodków do dużych aglomeracji) oraz ekonomiczne (rozwój mniejszych ośrodków, do których wraz z uczelniami wyższymi wchodził większy kapitał, co siłą rzeczy generowało rozwój choćby handlu i drobnej przedsiębiorczości).
Powstawanie i działanie szkół wyższych w mniejszych ośrodkach dawało więc, zwłaszcza w dłuższej perspektywie, efekt synergii i oznaczało – mówiąc w największym skrócie – rozwój cywilizacyjny danego regionu (wzrost ekonomiczny, kulturowy, społeczny). Rósł także, co ma również swoje znaczenie, prestiż miasta i regionu, dla którego uczelnia wyższa, zwłaszcza o randze uniwersytetu, była nie tylko swoistą sprężyną rozwoju naukowo-kulturowego oraz społeczno-gospodarczego, ale symbolem ogólnego, cywilizacyjnego awansu.
Ta polityka rozwoju regionalnego, w aspekcie szkolnictwa wyższego była z powodzeniem prowadzona od kilkunastu lat. Jej wynikiem było powstanie kilku regionalnych, ale ważnych na mapie edukacyjnej Polski, ośrodków naukowo-dydaktycznych, mianowicie Uniwersytetu w Białymstoku, Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie, Uniwersytetu Rzeszowskiego oraz jednego w tej części Polski tzw. uniwersytetu przymiotnikowego, jakim jest Uniwersytet Humanistyczno-Przyrodniczy w Siedlcach.
Wszystkie te uczelnie, jak się zauważa, stały się bardzo szybko motorem rozwoju nie tylko miasta ale i całego regionu. Należy zaznaczyć, że rozwój ten silnie był skorelowany właśnie z awansem dotychczasowych ośrodków naukowo-dydaktycznych i nadaniem im postaci uniwersytetu. Wcześniej działające tam szkoły wyższe, albo jako filie innych uczelni, albo jako szkoły rolnicze, bądź pedagogiczne, nie dawały tego impulsu rozwojowego, co najlepiej dowodzi tego, że nie sama szkoła wyższa, ale jej uniwersytecki status przyczynia się do awansu cywilizacyjnego danego regionu.
Dopiero bowiem przekształcenie istniejących szkół w uniwersytety stało się katalizatorem przyspieszonego rozwoju, co związane zbyło z przyciąganiem młodzieży z najbliższego otoczenia, która dzięki temu otrzymała alternatywę w postaci „własnego” ośrodka uniwersyteckiego, bez konieczności migracji do dużych miast. W całokształcie swoich zdarzeń i skutków pozwoliło to zbalansować rozwój regionalny i wypełnić „puste miejsca” na mapie uniwersyteckiej Polski.
Wcześniej bowiem, na wschód od Wisły był tylko jeden taki ośrodek, mianowicie Lublin z dwoma uczelniami uniwersyteckimi, tj. KUL i UMCS. Później status takich ośrodków otrzymały Białystok, Olsztyn, Rzeszów i – w nieco mniejszym zakresie – Siedlce, co wyrównało akademicką mapę Polski w jej wschodniej części.
Proponowana ustawa ma trzy zasadnicze elementy dekonstruujące system edukacyjnego wspomagania ośrodków regionalnych.
Po pierwsze, dzieli szkoły wyższe na szkoły o charakterze akademickim oraz na szkoły o charakterze zawodowym. Zgodnie z projektem uczelnia jest wszakże albo uczelnią akademicką, albo zawodową (art. 13 ust. 2). Kryterium podziału są tzw. kategorie naukowe, które przyznaje minister nauki i szkolnictwa wyższego w wyniku periodycznej oceny parametrycznej.
Według art. 14 ust. 1 przedłożonego projektu uczelnia jest uczelnią akademicką, jeżeli prowadzi działalność naukową i posiada kategorię naukową A+, A albo B+ w co najmniej jednej dyscyplinie naukowej lub artystycznej. Wszystkie pozostałe szkoły wyższe, o ile nie spełniają tego kryterium, zgodnie z art. 15 ust. 1 kwalifikują się do miana szkoły zawodowej. Żeby jednak stać się, w sensie statutowym, szkołą zawodową, uczelnia niekwalifikująca się jako uczelnia akademicka musi dodatkowo spełnić jeden warunek, mianowicie musi prowadzić kształcenie uwzględniające potrzeby otoczenia społeczno-gospodarczego.
Uczelnia zawodowa, zgodnie z projektem, prowadzi kształcenie na studiach wyłącznie o profilu praktycznym. Uczelnie tego typu prowadzą studia pierwszego stopnia i mogą ewentualnie prowadzić również studia drugiego stopnia, jak również studia specjalistyczne. Z projektu jednoznacznie wynika, że uczelnie niemające uprawnień uczelni akademickiej nie mają też możliwości nadawania stopnia naukowego doktora (por. art. 185 ust. 1).
Po drugie, projekt ustawy zakłada podział uczelni akademickich na dwojakiego rodzaju podmioty, tzn. uniwersytety oraz akademie. Uniwersytetem jest, na podstawie art. 16 ust. 2 projektu, uczelnia akademicka posiadająca kategorię naukową A+, A albo B+ w co najmniej sześciu dyscyplinach naukowych lub artystycznych, zawierających się w co najmniej trzech dziedzinach nauki lub sztuki. Wszystkie uczelnie akademickie niespełniające tego warunku są – z mocy ustawy – akademiami, która to nazwa jest zastrzeżona wyłącznie dla uczelni akademickiej.
Warto zaznaczyć, że projekt zastrzega, iż w przypadku uzyskania kategorii naukowej skutkującej koniecznością zmiany nazwy uczelni, uczelnia może posługiwać się nazwą dotychczasową. Przepis ten jest pod wieloma względami niebezpieczny.
Raz dlatego, że trudno zakładać, iż akademia, która spełni kryteria uniwersytetu będzie chciała nadal wstępować pod oficjalną nazwą akademii, co przy cyklicznych parametryzacjach i będących ich następstwem kategoryzacjach, może generować permanentną wręcz zmianę nazw szkół akademickich (co w skrajnych sytuacjach może doprowadzić do wręcz kuriozalnej sytuacji, że raz szkoła będzie uniwersytetem, a kiedy indziej akademią, w zależności od wyników cyklicznej parametryzacji).
Dwa dlatego, że może „wprowadzać w błąd” zwłaszcza w tych przypadkach, kiedy uczelnia jest uniwersytetem, ale w następstwie nowej kategoryzacji nie spełnia jego kryteriów, niemniej – na podstawie art. 16 ust 4 projektu – w dalszym ciągu posługuje się nazwą dotychczasową.
Po trzecie, przedstawiony do zaopiniowania projekt całkowicie likwiduje kategorię uniwersytetów przymiotnikowych (niekiedy określanych mianem uniwersytetów „drugiej kategorii”), które – na podstawie ogólnych ocen – będą zaliczane albo do szkół akademickich (a w konsekwencji będą uniwersytetami, bądź akademiami), albo do szkół zawodowych (co w praktyce będzie oznaczało ich drastyczną degradację).
Należy zaznaczyć, że prosta symulacja skutków ewentualnego wejścia ustawy w życie jest mocno utrudniona. Jest tak dlatego, że projekt przewiduje, jako ważne kryterium podziału, kategorię naukową B+, której obecnie (na podstawie parametryzacji przeprowadzonej w roku 2017) w ogóle nie ma. Nie można więc dzisiejszych kategorii naukowych w prosty sposób przykładać do nowej ustawy. Ma to tym większe znaczenie, że kategoria B+ jest relewantna z punktu widzenia kwalifikowania uczelni do grona uczelni akademickich, albo zawodowych, a w ramach uczelni akademickich przyznawania rangi uniwersytetu, bądź akademii.
Obecnie zasadnicza większość jednostek naukowych ma kategorię B i nie wiadomo, które z nich – przy następnej parametryzacji – zmienią się, ewentualnie, w nową kategorię B+. Nomen omen samo wprowadzenie kategorii B+ należy ocenić pozytywnie, gdyż dzisiaj pośród jednostek z kategorią B są jednostki lepsze i gorsze, co nowa kategoria B+ wyraźnie pokaże.
Poza tym należy zaznaczyć, że symulowanie skutków wejścia projektowanej ustawy w życie jest również utrudnione z tego powodu, że projekt zmienia metodologię parametryzacji, odnosząc ją do dyscyplin naukowych, a nie kierunków (jak ma to miejsce obecnie). To ostatnie na uczelnie może działać zarówno in plus, jak i in minus, wobec czego nie da się jednoznacznie przewidzieć, w którym konkretnym przypadku zmiana warunków parametryzacji będzie korzystna dla uczelni, a w którym przyniesie pogorszenie jej sytuacji.
Należy podkreślić, że uwzględniając przedstawione w projekcie założenia odnoszące się do podziału uczelni na uczelnie typu akademickiego i zawodowego oraz kwalifikowania uczelni akademickich jako uniwersytetów (ze wszystkimi tego konsekwencjami), skutki dla wschodniej Polski są jednoznacznie niekorzystne. Nie licząc KUL (mającego jednak status szczególny, bo w gruncie rzeczy publiczno-prywatny, a warto zaznaczyć, że gdyby KUL był liczony wg kryteriów projektu ustawy 2.0 również nie mógłby być uniwersytetem), żadna z istniejących uczelni wyższych nie zachowa statusu uniwersytetu, a niektóre z nich stracą nawet status uczelni akademickich i zostaną zdeklasowane do kategorii uczelni zawodowych.
Wejście w życie projektowanej ustawy dla wschodniej Polski będzie miało negatywne skutki.
Należy zaznaczyć, że bardzo niepewny los czeka największą i najstarszą uczelnię uniwersytecką w tej części kraju, tj. Uniwersytet Marii Curie-Skłodowskiej. Na podstawie obecnych kategorii naukowych, UMCS straci status uniwersytetu (pozostając akademią), mając niejasną sytuację w zakresie utrzymania prawa nadawania stopnia naukowego doktora habilitowanego (jak zaznaczono to wcześniej - niepewność sytuacji jest związana z nieprzystawalnością kryteriów z projektu ustawy do dzisiejszych standardów oceny parametrycznej).
Wypada nadmienić, że negatywne konsekwencje, jakie wiążą się z ewentualnym wejściem w życie projektu ustawy 2.0 dla wschodniej Polski nie dotyczą tylko samego statusu uczelni działających na tym terenie. Chodzi również o negatywne perspektywy dla możliwego rozwoju tych szkół wyższych, co wiąże się z przewidzianym w projekcie mechanizmem ewaluacyjnym.
Zgodnie z projektem, kategorie naukowe nadal będzie przyznawało MNiSW przy „wzięciu pod uwagę” uchwały Komisji Ewaluacji Nauki. Komisję będzie powoływał minister MNiSW, zaś kandydatów na członków komisji będzie mogła wskazać uczelnia, jeżeli co najmniej w jednej dyscyplinie w danej dziedzinie posiada kategorię naukową A+, A albo B+ oraz – co należy podkreślić – nie posiada żadnej kategorii naukowej C (por. art. 272). Projekt ustawy wyłącza więc możliwość, by w procesie powołania komisji uczestniczyła uczelnia, która nie posiada wyższej kategorii naukowej niż B, albo jeżeli zachodzi przypadek, w którym w uczelnia, chociażby w jednej dyscyplinie dysponowała kategorią C, nawet jeśli wszystkie pozostałe ma najwyższe (czyli A+).
Kandydatów do Komisji Ewaluacji Nauki będą mogły więc zgłaszać tylko największe ośrodki akademickie, posiadające – zgodnie z projektem – prawo do nadawania stopni naukowych doktora i doktora habilitowanego i zarazem nieposiadające „słabszej strony” w postaci kategorii naukowej C. Należy przypuszczać, że powyższy tryb zgłaszania kandydatów do KEN grozi wyeliminowaniem słabszych ośrodków akademickich i skupieniem procesu decyzyjnego w rękach największych i najsilniejszych (i najbogatszych) ośrodków naukowo-dydaktycznych (w przypadku wschodniej Polski jedyną uczelnią, która kwalifikuje się do tego, aby miała swoich przedstawicieli w KEN jest – wg obecnej kategoryzacji – Uniwersytet Rzeszowski oraz Uniwersytet Przyrodniczy w Lublinie).
Może to prowadzić do niebezpiecznej petryfikacji stanu osiągniętego za pomocą projektowanej ustawy i – w skrajnych przypadkach – blokować awans ośrodków, które w momencie wejścia w życie ustawy będą miały słabszy status (co dotyczy zwłaszcza uczelni zawodowych).
Z tego punktu widzenia rozwiązanie to należy uznać za szkodliwe i niebezpieczne, gdyż grożące syndromem oligarchizacji nauki. Może tak być, ponieważ decyzja podjęta przez ministra wydana przy „wzięciu pod uwagę” uchwały KEN w sprawie proponowanych kategorii naukowych będzie w swoich skutkach decydowała o losie mniejszych ośrodków akademickich bez formalnej możliwości oddziaływania przedstawicieli tych ośrodków w tym procesie.
Skutki dotyczące klasyfikacji uczelni wyższych nie są jednak jedynymi, jakie należy brać pod uwagę oceniając całokształt konsekwencji ewentualnego wejścia w życie projektowanej regulacji. Ważne znaczenie mają również skutki społeczne, a te mogą być dalekosiężne.
Po pierwsze dlatego, że może się zwiększyć migracja z ośrodków regionalnych do dużych miast, które „zyskają” na reformie szkolnictwa wyższego, co – zwłaszcza w dłuższej perspektywie czasowej – może wygenerować problemy demograficzne (będące konsekwencją tego, że młodzi ludzie, którzy przeniosą się do aglomeracji w celu studiowania w „prawdziwych” uniwersytetach nie będą zainteresowani powrotem do swoich rodzinnych stron cywilizacyjnie zdegradowanych, właśnie za sprawą ustawy 2.0).
Skutkiem społecznym ustawy może być też, jeszcze bardziej widoczny, podział społeczny na obywateli kategorii A i obywateli kategorii B, co samo w sobie może być zjawiskiem niebezpiecznym.
Obywatelami A będą w tym przypadku obywatele z dużych aglomeracji, które dodatkowo mają uczelnie o statusie „pełnych” czy też „prawdziwych” uniwersytetów, wokół których prowadzone będą badania naukowe i rozwijać się będzie dydaktyka akademicka na najwyższym poziomie, a wraz z nią cała infrastruktura cywilizacyjno-kulturalna.
Obywatelami B będą mieszkańcy małych, regionalnych ośrodków de facto skazanych na wegetację, również w wymiarze szkolnictwa wyższego. Skutkami społecznymi może być również utrudniony dostęp do kultury, która mówiąc obrazowo „idzie za uniwersytetem”, co widać było bardzo dobrze w ciągu ostatnich kilkunastu lat, kiedy budowano uniwersytety w takich miastach jak Białystok, Olsztyn czy Rzeszów.
Skutki społeczne, jak można mniemać, szybko pociągną za sobą konsekwencje gospodarcze. Można do nich zaliczyć odpływ kapitału, gdyż wschodnia Polska będzie oceniana jako przysłowiowy region bez perspektyw, zacofany, w którym nie inwestuje się (i nie ma takich rokowań) w naukę i badania, a te dziedziny stanowią – jak wiadomo – przyszłość.
Rozwarstwienie społeczne na obywateli A i B prędzej czy później pogłębi jeszcze bardziej, widoczne już dziś, rozwarstwienie ekonomiczne, co znajdzie wyraz w nieproporcjonalnych różnicach w płacach w regionach akademicko doinwestowanych i niedoinwestowanych.
Spowolniony będzie również rozwój infrastruktury (ciągi komunikacyjne, mieszkania, mała gastronomia), która w momencie odpływu osób i kapitału nie będzie aż tak potrzebna.
Konsekwencją tych wszystkich procesów, zwłaszcza w momencie, kiedy się one nałożą i skumulują, będzie spadek jakości życia mieszkańców województw wschodniej Polski.
Skutki te, co należy mocno podkreślić, są całkowicie odwrotne do przewidzianej Strategii na rzecz odpowiedzialnego rozwoju (przyjętej przez Radę Ministrów 14 lutego 2017 roku), zakładającej horyzont czasowy aż do roku 2030, która akcentuje konieczność inwestowania w regiony, w celu wspomagania ich rozwoju społecznego, gospodarczego, kulturowego, co będzie sposobem równoważenia rozwoju całego kraju, w imię konstytucyjnej zasady dobra wspólnego (por. art. 1 Konstytucji RP).
dr hab. Jarosław Szymanek
główny specjalista
Biuro Analiz Sejmowych