Informacje (el)
- Autor: Anna Leszkowska
- Odsłon: 2581
W siedzibie Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego odbyła się 21 kwietnia 2015 debata na temat: Transatlantyckie partnerstwo w dziedzinie handlu i inwestycji. Jej organizatorami byli: PTE oraz Le Monde diplomatique - edycja polska przy wsparciu Fundacji im. Róży Luksemburg.
Dla uczestników spotkania przygotowano „ściągę” o TTIP - polskie wydanie opracowania Johna Hilary’ego - Transatlantyckie Partnerstwo w dziedzinie Handlu i Inwestycji. Fundament deregulacji, atak na miejsca pracy i kres demokracji.
Sesja pierwsza, prowadzona przez prof. Stanisława Rudolfa, wiceprezesa PTE, dotyczyła ekonomii politycznej wolnego handlu. Uczestnikami dyskusji panelowej byli: John Hilary (fundacja War on Want), prof. Leokadia Oręziak (SGH), Grzegorz Konat (Instytut Badań rynku Konsumpcji i Koniunktur) oraz Marcin Wojtalik (Instytut Globalnej Odpowiedzialności).
Wystąpienia paneli stów dotyczyły fundamentu deregulacji, ataku na miejsca pracy i kresu demokracji (J. Hilary), liberalizacji handlu międzynarodowego w interesie wielkich korporacji (L. Oręziak), mitu wolnego handlu (G. Konat) oraz końca państwa, jakie znamy (M. Wojtalik).
Zagraniczny gość spotkania, John Hilary, przedstawiając założenia Transatlantyckiego Partnerstwa w dziedzinie Handlu i Inwestycji - osławionego TTIP - oraz historię negocjacji tej umowy, podkreślał jej nieprzejrzystość i niedemokratyczny charakter, a także wątpliwe skutki gospodarcze, jakie miałaby przynieść dla USA i Europy.
Pokazywał również obszary zagrożeń, jakich ona będzie dotyczyć: praw człowieka, bezrobocia, wyżywienia, środowiska naturalnego, usług publicznych, demokracji. I opisywał zasięg globalnego protestu przeciw TTIP, w efekcie którego Komisja Europejska zdecydowała się ujawnić część (nie najważniejszą) jej zapisów.
TTIP, postrzegane w kręgach pozarządowych jako gospodarcze NATO, to „globalny wyścig do dna” – oceniła prof. L. Oręziak, przytaczając w tym względzie opinię J. Stiglitza.
USA usiłują przeforsować TTIP w różnym kształcie od początku lat 90. Najpierw bowiem były umowy bilateralne dotyczące handlu, BIT (takie właśnie podpisywała Polska w początkach lat 90., a teraz ponosi ich skutki, gdyż nie odważyła się ich wypowiedzieć). Obecnie USA podpisały z państwami Pacyfiku TTP, której zapewne będą używać jako element nacisku na UE, aby podpisała TTIP.
A już umowa NAFTA była ostrzeżeniem przed szkodliwością znacznej deregulacji w handlu. Bo o ile USA i Kanada wyniosły z niej pożytek, tak żyjący z rolnictwa Meksyk ewidentnie na niej stracił.
Zatem w przypadku TTIP, umowy, która wymusza prywatyzację wszystkiego, będzie podobnie – biedne kraje z pewnością stracą, natomiast korzyści będą mieć nieliczni: państwa najbogatsze i korporacje.
Skoro jednak celem tej ciągle trzymanej w tajemnicy umowy ma być dalsza deregulacja handlu między USA a UE, to społeczeństwa winny wiedzieć, jakie będą tego skutki - czyje interesy dzięki tej umowie będą priorytetem w przyszłości. Bo może kapitału? Korporacji? Z pewnością nie społeczeństw, których ona dotknie, na co wskazywali paneliści oraz liczni uczestnicy dyskusji.
Podkreślano, że najbardziej zainteresowane wzajemnym usuwaniem regulacji są banki, a TTIP wprowadza prywatyzację umów handlowych, na co wskazuje zawarty w umowie mechanizm ISDS. Przedsmak jego skutków można ocenić, patrząc na obecny proces Vattenfalla z rządem niemieckim o 5 mld USD w związku z wycofaniem się Niemiec z budowy elektrowni atomowej. Vattenfall na tyle właśnie wycenił utratę swoich przyszłych dochodów. (Argentyna musiała zapłacić 1 mld USD odszkodowania amerykańskim firmom energetycznym za utracone korzyści, kiedy zamroziła ceny mediów w kryzysie.)
Jednak to nie Niemcy ponoszą największe koszty prywatyzacji umów handlowych, a Polska, która dotychczas przegrała już nie tylko proces z Eureko* (co kosztowało nas 9 mld zł), ale kilka innych, na łączną kwotę 8,5 mld zł (są to procesy wytoczone przez firmy zarejestrowane m.in. na Cyprze, w Luksemburgu, USA).
Powstaje więc pytanie: do czego prowadzi wolny handel i co na to teoria ekonomiczna? – pytali uczestnicy spotkania. Jaki jest cel barier w handlu? Czy to w interesie obywateli prowadzi się określoną politykę handlową, czy w interesie korporacji?
Dotychczasowe podejście, patrzenie na procesy społeczne od strony dotychczasowej ekonomii, jest błędne – mówili spółdzielcy obecni na spotkaniu. Potrzebna jest współpraca, nie rywalizacja, zwłaszcza w duchu darwinowskim.
Takiemu poglądowi sprzeciwiał się prof. Kazimierz Starzyk (SGH), podkreślając, iż efektywność jest ważniejsza od sprawiedliwości społecznej, bo w rezultacie i tak do niej prowadzi – czym mocno rozbawił salę. Optował za TTIP, uważając, iż ta umowa jest dla Polski korzystna (w przeciwieństwie do zebranych).
Nie widzę w TTIP dążności do sprawiedliwości społecznej – oponował dr Ryszard Ślązak, ekonomista, przedstawiając skutki liberalizacji rynku w Polsce po 89 r. - przejęcie przez globalne firmy z USA naszego przemysłu oponiarskiego i tym samym zablokowanie polskiego eksportu na tamten rynek.
Zwrócił też uwagę na fakt, że w Polsce 80% bezzwrotnej pomocy unijnej trafia do firm zagranicznych. Jak zatem będzie po wprowadzeniu jeszcze większej liberalizacji? Wprowadzenie tej umowy może przynieść skutki nieprzewidywalne.
Równie burzliwa dyskusja towarzyszyła drugiej części konferencji prowadzonej przez red. Przemysława Wielgosza, noszącej tytuł „Zagrożenie i opór społeczny”.
Uczestnikami dyskusji panelowej był Konrad Gliściński z Fundacji Kaleckiego (One size fits All? Pomiędzy wzajemnym uznaniem a harmonizacją w kontekście praw cyfrowych), Maria Świetlik z Internet Society Poland (Prawa człowieka na ołtarzu zysku), Dorota Metera z Zielonego Instytutu (TTIP a rolnictwo i normy żywnościowe) oraz Jakub Grzegorczyk z OZZ Inicjatywa Pracownicza (TTIP a prawa pracownicze).
Maria Świetlik, przedstawiając TTIP od strony praw człowieka, opowiedziała o swoich półtorarocznych bojach z administracją rządową oraz unijną związanych z dostępem do informacji publicznej na temat tej umowy.
Pokazywała też, że w negocjacjach jej zapisów nie brały udziału organizacje pozarządowe. Ma co prawda powstać ciało ds. współpracy regulacyjnej, oceniające nowe rozwiązania prawne, ale będzie to robić pod kątem braku zagrożeń zysków korporacji.
Nikt właściwie nie wie, co w tej umowie jest i pewnie nie będzie wiedzieć, skoro jej zapisy mają być utajnione przez 30 lat. Brakuje też uczciwej dyskusji na ten temat w sejmie, choć skutki podpisania TTIP na 100 lat (tak ma być) mogą pogorszyć życie wielu pokoleń, gdyż prawa człowieka są łamane zawsze, kiedy stają na drodze kapitału.
W przypadku prawa własności intelektualnej, o czym mówił Konrad Gliściński, są one w TTIP traktowane jako bariery handlowe. Zmian będzie też wymagało prawo autorskie i patentowe. Przytoczył tu też stwierdzenie J. Stiglitza odnośnie porozumienia TRIPS: „kiedy ministrowie handlu podpisywali porozumienie TRIPS w Maroku wiosną 1994, w rzeczywistości podpisali wyroki śmierci na tysiące ludzi w Afryce subsaharyjskiej”. To najlepiej oddaje obawy dotyczące TTIP.
Nie lepiej mają się sprawy z TTIP w przypadku rolnictwa europejskiego, które jest zupełnie inne niż amerykańskie. Dorota Matera w tej umowie widzi nie tylko zagrożenie utraty miejsc pracy i likwidacji gospodarstw ekologicznych na polskiej wsi, ale i zagrożenie dla marek regionalnych, różnorodności biologicznej i klasy chłopskiej.
Wskutek TTIP, poprzez „wyścig do dna”, przenoszenie produkcji z kraju do kraju w poszukiwaniu jak najniższych kosztów pracy, nie będą też respektowane wypracowane od XIX w. prawa pracownicze (dzisiaj USA ratyfikowało tylko 2 z 8 konwencji MOP) – podkreślał Jakub Grzegorczyk.
Będą więc najniższe normy ochrony pracowniczej, bhp, najniższe płace i ograniczenie prawa do strajku, bo takie są zasady działania ponadnarodowych korporacji.
Mechanizmu ISDS, mającego za cel ochronę inwestycji, używa się jako narzędzia do podważania podstawowych praw pracowniczych (np. w Egipcie wykorzystuje sie go do zmniejszenia płacy minimalnej).
W konkluzji spotkania jego uczestnicy akcentowali, że trzeba wrócić do podstawowych pojęć ekonomicznych, skierować się ku ekonomii obywatelskiej, zdefiniować cel ekonomii. Czy jest nim dążność do korzyści własnej, a w dalszej kolejności – korzyści społecznej, czy przede wszystkim korzyści całego społeczeństwa, na co wskazuje Konstytucja RP („RP jest dobrem wszystkich obywateli”). Ekonomia obywatelska (metaekonomia, nowa dziedzina) powstaje w Polsce w kilku środowiskach, które uważają, iż nie należy mordować własnego społeczeństwa.
Anna Leszkowska
* http://www.bankier.pl/wiadomosc/Ugoda-PZU-z-Eureko-Polska-rozdaje-pieniadze-2023636.html
O TTIP pisaliśmy w nr 11/14 SN:
Wojna geoekonomiczna z kontynentalizmem
Więcej informacji o TTIP:
- Autor: Anna Leszkowska
- Odsłon: 528
Shanghai Electric, wraz z dziewięcioma innymi wiodącymi przedsiębiorstwami badawczymi, podpisało umowę o współpracy operacyjnej z szanghajskim National and Local Co-Built Humanoid Robotics Innovation Center („National-Local Center”) w celu utworzenia pierwszego w Chinach heterogenicznego poligonu szkoleniowego dla robotów humanoidalnych, Humanoid Robot Kylin Training Ground. Uruchomienie tego obiektu oznacza nowy rozdział w ewolucji przemysłu robotyki humanoidalnej w Chinach.
Obecnie poligon jest w stanie pomieścić ponad 100 robotów humanoidalnych, co czyni go największym tego typu obiektem w kraju. Firma zamierza znacznie zwiększyć tę pojemność, dążąc do jednoczesnego szkolenia 1000 robotów ogólnego przeznaczenia do 2027 r.
Podczas wydarzenia inauguracyjnego Shanghai Electric Nuclear Power Group, we współpracy z Krajowym Centrum Lokalnym oraz dziesięcioma innymi instytucjami badawczymi i przedsiębiorstwami, zawarła wspólną umowę mającą na celu przyspieszenie przemysłowych zastosowań i badań nad robotami humanoidalnymi – donosi Chinafrica.
„Humanoidalne roboty wkraczają, aby zapewnić niezbędne wsparcie i pomoc w rozwiązaniu wyzwań stawianych przez starzejącą się populację. Integracja zaawansowanej ucieleśnionej inteligencji i autonomicznych technologii jazdy odblokowała nowe możliwości, dzięki czemu humanoidalne roboty stają się mądrzejsze i bardziej elastyczne”, zauważył Jiang.
Następnie centrum planuje zaprezentować wersję 2.0 swojego humanoidalnego robota, nazwanego „Deep Snake”, podkreślając znaczenie takich kluczowych technologii jak liniowy siłownik stawowy, które zwiększają wydajność i funkcjonalność robotów.
Władze lokalne w całych Chinach spieszą się z wprowadzeniem polityk mających na celu podniesienie poziomu innowacji i wdrażania robotów humanoidalnych. Wsparcie polityczne obejmuje aspekty finansowe, lokalowe, talentowe i inne, zachęcając do entuzjazmu inwestycyjnego kapitału społecznego.
Na przykład Pekin planuje nadać priorytet rozwojowi przyszłych gałęzi przemysłu, w tym robotów humanoidalnych, przestrzeni komercyjnej, bioprodukcji i nowych materiałów w 2025 r., zgodnie z raportem roboczym rządu przedstawionym na trzeciej sesji 16. Miejskiego Kongresu Ludowego w Pekinie 14 stycznia. Tymczasem Global Times dowiedział się od lokalnych władz, że miasto przygotowuje się do organizacji inauguracyjnych Światowych Igrzysk Sportowych Robotów Humanoidalnych pod koniec tego roku.
„Tiangong”, pierwszy na świecie pełnowymiarowy, czysto elektryczny robot humanoidalny, weźmie udział w maratonie w kwietniu w Pekinie. Mierzący 1,63 metra wysokości robot może utrzymać stałą prędkość biegu 6 kilometrów na godzinę, według jego twórcy, China's Embodied Artificial Intelligence Robotics Innovation.
Władze prowincji Zhejiang we wschodnich Chinach są oddane promowaniu stosowania robotów humanoidalnych wyposażonych w większą inteligencję, wydajność i modułowość w kolejnym etapie ich rozwoju w branży. Firma zamierza do 2027 r. osiągnąć roczną zdolność produkcyjną na poziomie 20 000 robotów, przy czym skala głównego przemysłu ma osiągnąć 20 miliardów juanów, a skala powiązanego przemysłu ma osiągnąć 50 miliardów juanów – donosi The Global Times.
- Autor: Anna Leszkowska
- Odsłon: 4617
- Autor: Anna Leszkowska
- Odsłon: 13
Publiczne dane pokazują, że izraelskie firmy zbrojeniowe otrzymały dotacje na projekty cywilne – pomimo surowego zakazu UE dotyczącego finansowania badań, które mogą być wykorzystane w celach wojennych, pisze Middle East Eye.
UE przekazała izraelskim producentom broni i innym firmom działającym w sektorze obronnym miliony euro z funduszy przeznaczonych na cywilne programy badawcze – pomimo zakazu finansowania badań wojskowych i badań nad produktami podwójnego zastosowania.
Z dokumentów publicznych wynika, że izraelskie firmy, które odgrywają kluczową rolę w izraelskim przemyśle zbrojeniowym, wielokrotnie brały udział w finansowanych przez UE badaniach, m.in. w ramach programu Horyzont Europa i poprzedzającego go programu Horyzont 2020.
Dane dotyczące finansowania przeanalizowane przez Middle East Eye pokazują, że w latach 2014–2025 w ramach programów Horyzont 2020 i Horyzont Europa przyznano prawie 15 mln dolarów na projekty, w które zaangażowana jest Israel Aerospace Industries (IAI) – państwowa spółka zbrojeniowa i jeden z największych izraelskich producentów uzbrojenia.
IAI produkuje drony, systemy rakietowe i technologie nadzoru, które są wykorzystywane podczas ludobójstwa w Strefie Gazy i okupacji Zachodniego Brzegu.
Od połowy lat 80. państwa członkowskie UE łączą środki na badania naukowe w ramach kolejnych programów, z których najnowszym jest Horyzont Europa, realizowany w latach 2021–2027 i dysponujący budżetem w wysokości 800 miliardów euro (937 miliardów dolarów amerykańskich).
Kraje spoza UE również mogą wziąć udział, płacąc składkę stowarzyszeniową, która umożliwia ich uniwersytetom i przedsiębiorstwom dostęp do finansowania.
Izrael jest jednym z największych beneficjentów wśród członków stowarzyszonych, szczególnie w dziedzinie badań nad bezpieczeństwem.
UE utrzymuje surowe ograniczenia dotyczące rodzaju badań dozwolonych w ramach programu i wprowadziła zakaz tzw. „badań podwójnego zastosowania”, które mogą być wykorzystywane w celach wojskowych, aby mieć pewność, że finansowane ze środków publicznych projekty cywilne nie będą przeznaczane na cele wojenne.
W przeciwieństwie do UE, Izrael nie utrzymuje ścisłego podziału na badania cywilne i wojskowe, gdyż jego ekosystem badawczy jest strukturalnie ściśle powiązany z sektorem obronnym.
Europejski ekspert ds. finansowania badań i rozwoju technologicznego na jednym z włoskich uniwersytetów, który pragnął zachować anonimowość, opisał podwójne zastosowanie broni wojskowej jako „złośliwe zastosowanie dobrych intencji”.
Zwrot w kierunku wykorzystania wojskowego
Z programów UE przeznaczono 2,58 mln dolarów na projekty z udziałem Elbit Systems, innej dużej izraelskiej firmy zbrojeniowej.
Elbit nie tylko dostarcza izraelskiej armii broń i sprzęt do nadzoru, ale niedawno podpisał również kontrakt o wartości 2,3 miliarda dolarów ze Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi, oskarżanymi o finansowanie Sił Szybkiego Wsparcia w Sudanie, oskarżonych o dokonywanie masowych masakr, gwałtów i innych naruszeń praw człowieka.
Ponadto bazy danych UE pokazują, że w ramach dwóch programów Horyzont sfinansowano łącznie prawie 2500 projektów z udziałem partnerów izraelskich, na łączną kwotę około 2,55 miliarda dolarów amerykańskich.
W Izraelu nawet pozornie nieszkodliwe projekty – takie jak analiza danych, badania farmaceutyczne czy technologie środowiskowe – mogą być wykorzystywane z korzyścią dla sektora obronnego kraju. W związku z tym wszelkie badania finansowane przez UE niosą ze sobą ryzyko współudziału w łamaniu praw człowieka Palestyńczyków.
Zamiast egzekwować rozdział między cywilnym i wojskowym wykorzystaniem badań, UE sygnalizuje ruch w przeciwnym kierunku.
W latach 2024 i 2025 blok skutecznie zniósł długotrwałe ograniczenia dotyczące badań podwójnego zastosowania, które były zapisane w programach ramowych od momentu ich wprowadzenia.
„Komisja Europejska nie jest neutralnym organem administracyjnym” – powiedział włoski naukowiec portalowi Middle East Eye. „Ich decyzje mają charakter strategiczny i polityczny i niekoniecznie odzwierciedlają wolę obywateli Europy”.
W 2024 r. w kilku przeglądach polityki wysokiego szczebla, m.in. w raporcie Draghiego i raporcie grupy Heitora, stwierdzono , że polityka europejska w zakresie badań naukowych i innowacji musi bardziej bezpośrednio służyć celom obronnym.
Niedługo po opublikowaniu komunikatu Komisja Europejska zasygnalizowała, że wyłącznie cywilny charakter programu Horyzont Europa nie jest już aktualny.
Gdy w 2028 r. zacznie obowiązywać kolejny program ramowy, zniesienie zakazu podwójnego zastosowania będzie już formalnie uregulowane.
Zgodnie z planami Komisji, cała część programu będzie poświęcona badaniom wojskowym.
Jednocześnie pozostałe filary nie będą już wykluczać projektów wyłącznie ze względu na możliwość wykorzystania ich wyników zarówno do celów cywilnych, jak i wojskowych.
Krytyka ze strony posłów PE
Obawy dotyczące finansowania badań naukowych przez UE pojawiły się również w Parlamencie Europejskim.
Z parlamentarnego dochodzenia przeprowadzonego przez grupę posłów do Parlamentu Europejskiego wynika, że w ramach samego programu Horyzont Europa w okresie od 7 października 2023 r. do października 2024 r. sfinansowano 130 projektów z udziałem partnerów izraelskich na łączną kwotę około 147 mln USD.
Posłowie zapytali, czy Komisja oceniła ryzyko, że projekty te mogłyby przyczynić się do rozwoju izraelskiego przemysłu zbrojeniowego w trakcie trwającej wojny w Strefie Gazy.
Komisja nie ujawniła, ile z finansowanych projektów miało bezpośrednie lub pośrednie implikacje wojskowe. Nie wskazała również, że procedury kontroli zostały zaostrzone w odpowiedzi na konflikt.
Marc Botenga, belgijski europoseł, który wielokrotnie wzywał Komisję do zajęcia bardziej stanowczego stanowiska w sprawie Palestyny, powiedział, że Komisja odmówiła wyjaśnienia, czy poufne informacje zostały przekazane Izraelowi. „W zasadzie powiedzieli nam, że powinniśmy im zaufać” – mogliśmy przekazać informacje, a mogliśmy też nie. Militaryzacja programu Horyzont Europa – zarówno pod względem intencji, jak i rezultatów – powiedział Botenga – wymaga ponownego przemyślenia europejskiego środowiska naukowego i akademickiego”.
„Na Gazę zrzucono trzykrotnie większą siłę rażenia niż bomba z Hiroszimy”. Były szef unijnej dyplomacji Josep Borrell ostro skrytykował Izrael i oskarżył jego rząd o popełnienie ludobójstwa w Gazie.
Według raportu Investigate Europe, Europejski Fundusz Obronny (EDF) – program formalnie odrębny od programu Horyzont Europa, ale finansowany z tego samego budżetu UE – przekazał co najmniej 16,4 mln dolarów firmie IntraCom Defense, greckiej spółce zajmującej się badaniami wojskowymi, w 95% należącej do Israel Aerospace Industries.
Zgodnie z zasadami EDF, badania wojskowe oraz poufne informacje nie mogą być przekazywane państwom trzecim, chyba że uzyskano na to wyraźne zezwolenie i zastosowano rygorystyczne środki bezpieczeństwa. Ponieważ jednak większościowym udziałowcem IntraCom jest IAI, wszelkie prowadzone przez tę firmę badania wojskowe będą ostatecznie dostępne dla Izraela.
Izrael korzysta ze zmian w prawie
Podczas gdy Komisja normalizuje badania o podwójnym zastosowaniu, naukowcy, którzy sądzą, że pracują nad projektami cywilnymi, mogą stracić kontrolę nad tym, w jaki sposób ich wyniki zostaną ostatecznie wykorzystane.
„Szkody wyrządzane przez technologie podwójnego zastosowania są często niedoceniane” – powiedział ekspert. - Nie chodzi tylko o oczywiste technologie wojskowe, takie jak drony czy rozpoznawanie twarzy”. Nawet pozornie nieszkodliwe badania – takie jak narzędzia geolokalizacji, innowacje w rolnictwie, zielone systemy energetyczne czy metody archeologiczne – mogą zostać wykorzystane w sposób niedozwolony w kontekście okupacji i kontroli terytorialnej, jak to już uczynił Izrael w Palestynie.
Zarówno Botenga, jak i ekspert wyjaśnili, że Izrael odniósłby nieproporcjonalne korzyści ze zmiany polityki UE, ponieważ jest to kraj, którego ekosystem badań i innowacji jest już nastawiony na badania wojskowe. „Im bardziej zaciera się granica między badaniami cywilnymi a wojskowymi” – powiedział ekspert – „tym lepiej wyniki można wykorzystać w kontekście wojskowym. Zwłaszcza w kraju takim jak Izrael, którego gospodarka jest silnie uzależniona od przemysłu zbrojeniowego”.
„Osobiście uważam to za bardzo niepokojące” – dodał ekspert. „Szczerze mówiąc, to przerażające. Obawiam się, że to jest obecny i przyszły kierunek rozwoju Unii Europejskiej”.
Przez ostatnie dwa lata niektórzy posłowie do Parlamentu Europejskiego próbowali powstrzymać militarystyczną politykę Komisji i jej nieuniknione zbliżenie z Izraelem, lecz z ograniczonym powodzeniem. W październiku 2024 r. grupa posłów do Parlamentu Europejskiego złożyła formalne pytanie parlamentarne, w którym pytali, czy dalsze finansowanie przez UE państwa oskarżanego o ludobójstwo jest prawnie dopuszczalne. We wniosku wyraźnie odniesiono się do działań Izraela w Strefie Gazy oraz do zobowiązań UE wynikających z jej własnych ram prawnych i etycznych.
Odpowiedź Komisji z lutego 2025 r. uchyliła sedno oskarżenia. Wyjaśniła, że UE postępuje zgodnie ze swoimi zasadami, ponieważ projekty w ramach programu „Horyzont” nie obejmują badań podwójnego zastosowania, i argumentowała, że zawieszenie finansowania dla całego kraju byłoby dyskryminacją. Odpowiedź ta stanowiła jaskrawy kontrast z traktowaniem Rosji przez Unię Europejską, której udział w programach badawczych Unii Europejskiej został zamrożony kilka tygodni po inwazji na Ukrainę.
Botenga zwrócił uwagę na tę rozbieżność w późniejszym dochodzeniu w tym samym roku; Komisja nie przedstawiła szczegółowego wyjaśnienia. Zamiast tego, po cichu zmieniła swoje stanowisko. Po raz pierwszy przyznała, że samo potencjalne zastosowanie w podwójnym zastosowaniu nie jest już uważane za naruszenie unijnych przepisów dotyczących badań, ale jedynie faktyczne zastosowanie badań w celach wojskowych budzi obawy. „Czy to faktycznie oznaczało zmianę zasad na rzecz Izraela?” – pytał retorycznie Botenga w wywiadzie.
Przyszłe wyzwania
Komisja momentami sygnalizowała bardziej krytyczne stanowisko. W lipcu 2025 r. poruszyła kwestię możliwości tymczasowego zawieszenia udziału Izraela w konkretnym komponencie programu Horyzont Europa: akceleratorze Europejskiej Rady ds. Innowacji (EIC), który finansuje startupy i firmy z branży cyberbezpieczeństwa.
Propozycja dotyczyła rzekomego łamania przez Izrael porozumień z UE dotyczących łamania praw człowieka. Propozycja ta miała jednak ograniczony zakres i była krótkotrwała. Po kruchym zawieszeniu broni w Strefie Gazy, ogłoszonym kilka miesięcy później, komisja wycofała się ze wszystkich publicznych odniesień do proponowanego zawieszenia broni. Nawet gdyby wprowadzono tę metodę, zdaniem ekspertów jej wpływ byłby marginalny.
„Prawdziwą korzyścią, jaką Izrael czerpie z programu Horizon, nie są tylko pieniądze” – powiedział włoski ekspert ds. finansowania badań. „To systematyczna integracja z europejskimi sieciami badawczymi i nieograniczony dostęp do wiedzy”. W ciągu ostatnich trzech dekad udział Izraela w programach ramowych UE umożliwił nawiązanie silnych powiązań instytucjonalnych z europejskimi uniwersytetami.
Studenci, badacze i profesorowie z Izraela – z których wielu przemieszcza się między środowiskiem akademickim a wojskiem – zostali w ten sposób włączeni do europejskich społeczności naukowych i intelektualnych. Teoretycznie europejskie uniwersytety mają możliwość zerwania tych relacji, ale w praktyce wycofanie się z nich jest trudne.
Finansowanie w ramach programu Horizon wiąże ze sobą uczestniczące instytucje na czas trwania projektu i uniemożliwia badaczom jednostronne wycofanie się z niego po zatwierdzeniu finansowania. W rezultacie projekty współpracy z izraelskimi instytucjami są kontynuowane – nawet na uniwersytetach, które publicznie potępiły działania Izraela lub formalnie zakończyły programy wymiany z izraelskimi uczelniami.
Botenga uważa jednak, że zmiana kursu politycznego nie jest nieodwracalna. Kolejny program ramowy wejdzie w życie dopiero w 2028 r., co stwarza pewne możliwości interwencji politycznej, choć wąskie. Paradoksalnie, według Botengi, zwrot UE w stronę badań zorientowanych na obronność może nawet uzasadniać bardziej rygorystyczne wymogi dotyczące uczestnictwa i utrudnić włączenie Izraela do programu.
„Jeśli UE zdecyduje się na większą militaryzację” – argumentował Botenga – „to powinna wykluczyć państwo takie jak Izrael z tej uprzywilejowanej sieci – biorąc pod uwagę jego historię naruszeń praw człowieka, zbrodni wojennych i zbrodni przeciwko ludzkości”. Jako kolejne powody wykluczenia podał trwające postępowania przed Międzynarodowym Trybunałem Karnym i Międzynarodowym Trybunałem Sprawiedliwości.
Tymczasem odpowiedzialność nie spoczywa wyłącznie na rządach – dodał Botenga. Na uniwersytety i placówki badawcze należy wywierać presję społeczną, aby krytycznie oceniały sposób wykorzystywania ich prac. „To byłby dobry moment, żeby wykluczyć Izrael z programu. Zdecydowanie”.
Za: https://www.middleeasteye.net/news/israels-arms-manufacturers-benefit-eu-funding-cutting-edge-civilian-research

