Informacje (el)
- Autor: al
- Odsłon: 4162
W Instytucie Filozofii i Socjologii PAN w Warszawie 16 grudnia 2013 odbyło się seminarium, na którym prof. Krzysztof Jasiecki wygłosił referat pt. "Kapitalizm po polsku. Między modernizacją a peryferiami Unii Europejskiej”.
Prof. Jasiecki przedstawił w nim wyniki swoich badań - wraz z wnioskami z nich wynikającymi - jakie opublikował w najnowszej książce pod takim samym tytułem. Omawiał instytucjonalną różnorodność kapitalizmu na świecie w XX wieku, koncentrując się na odmianach kapitalizmu w Europie Środkowej po 1989 roku, zwłaszcza w Polsce.
Zwrócił uwagę na rolę dziedzictwa przeszłości, które rzutuje na kształt ustroju, jaki mamy, ale i na decyzje, jakie podejmowały elity polityczne od 1989 roku (przyjecie doktryny neoliberalnej) oraz ich skutki społeczne i gospodarcze. Odnosił się także do procesu integracji Polski z UE, charakteru państwa i jego roli w tym „posocjalistycznym” kapitalizmie, jaki mamy, a także roli korporacji ponadnarodowych w gospodarce kraju.
W dyskusji, jaka toczyła się po wykładzie, zastanawiano się po co i dla kogo jest kapitalizm (prof. Jan Solorz, prof. Henryk Szlajfer), jak wyjść (i czy to możliwe) z wielowiekowego zacofania (prof. Barbara Szacka), czy możliwe jest zwiększenie innowacyjności polskiej gospodarki (prof. Tadeusz Baczko), dlaczego w dyskursie politycznym brakuje głosu elit naukowych (prof. Barbara Fedyszak-Radziejowska), jaką rolę powinno obecnie pełnić państwo (prof. H. Szlajfer), jak sobie radzić ze złożonością świata przy tak niskim kapitale społecznym (dr Andrzej Zybała) i jak można budować cokolwiek w społeczeństwie, któremu ze wszystkich rodzajów wolności pozostała tylko wolność „od” (Mariusz Sawicki)?
Na jednym spotkaniu nie było możliwości, aby przedyskutować wszystkie te zagadnienia, o jakich autor książki pisze. Można tylko mieć nadzieję, że dyskusja na temat polskiego kapitalizmu nie zaniknie i będzie się rozwijać w różnych środowiskach, nie tylko naukowych.(al.)
- Autor: ANNA LESZKOWSKA
- Odsłon: 2105
Program Tango to wspólne przedsięwzięcie NCN i NCBR, mające na celu ułatwienie jednostkom naukowym wprowadzanie na rynek nowoczesnych technologii, produktów i usług oraz wzmocnienia współpracy naukowców z przedsiębiorcami. W jego ramach finansowane są m.in: tworzenie koncepcji wykorzystania gospodarczego uzyskanych wcześniej wyników prac badawczych, pozyskiwanie partnerów zainteresowanych ich wdrożeniem oraz zabezpieczenie praw do ochrony własności intelektualnej. Środki zostaną przeznaczone również na pokrycie kosztów analiz rynkowych, badań przemysłowych oraz prac rozwojowych.
W drugim konkursie programu Tango dofinansowanie w wysokości prawie 22 mln zł otrzyma 26 najlepszych spośród 119 zgłoszonych projektów. Oprócz badań z obszaru medycyny wsparcie zostanie przeznaczone m.in. na opracowanie technologii druku organicznych diod elektroluminescencyjnych, zastosowanie koncepcji AIA (Adaptive Impact Absorption) w inżynierii lotniczej i kosmicznej czy na nowatorską technologię oczyszczania środowisk wodnych.
W programie Tango wnioski oceniane były w dwóch etapach przez zespoły ekspertów NCN i NCBR. O środki finansowe w wysokości nawet 1,15 mln zł mogły się ubiegać jednostki naukowe, centra naukowe Polskiej Akademii Nauk, centra naukowe uczelni, jak również indywidualni naukowcy.
W przypadku zakwalifikowania projektu do realizacji fazy badawczej (B+R) wymagane będzie wniesienie przez przedsiębiorcę zainteresowanego wynikami prac wkładu własnego w wysokości minimum 15% wartości wsparcia otrzymanego na zadania badawcze.
Informacje o wynikach II konkursu TANGO - lista rankingowa
- Autor: Anna Leszkowska
- Odsłon: 626
Jedną z metod pozwalających ocenić, czy w organizmie rozwija się jakaś choroba, jest badanie wydychanego powietrza. Mogą w nim występować związki, które świadczą o schorzeniach górnych i dolnych dróg oddechowych, w tym chorobach oskrzeli czy metabolicznych. Wystarczy pobrać próbkę aerozolu oddechowego, aby wykonać odpowiednie testy. Specjalne wielofunkcyjne urządzenie do pobierania takich próbek u zwierząt opracowali dr hab. Andrzej Swinarew, prof. UŚ z Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach oraz Adam Świerczyński, właściciel firmy Bring it to Europe.
– Zarówno ja, jak i Adam mamy psy. Te i inne zwierzęta od czasu do czasu, podobnie zresztą jak ludzie, chorują. Jestem współautorem opatentowanego już wcześniej urządzenia do pobierania fazy oddechowej u ludzi. Pomyślałem, że wystarczy je trochę zmodyfikować, aby można je było wykorzystać właśnie w diagnostyce i leczeniu zwierząt – mówi dr hab. Andrzej Swinarew, prof. UŚ, współautor wynalazku. – Z mojego doświadczenia wynika ponadto, że sporo wysiłku poświęca się rozwiązaniom ułatwiającym życie człowiekowi. Zapominamy natomiast często o innych stworzeniach, dlatego postanowiliśmy wypełnić tę lukę – dodaje.
Wynalazek składa się ze specjalnego otworu na pysk, zaprojektowanego w taki sposób, aby szczelnie przylegać do głowy zwierzęcia. Z drugiej strony znajduje się moduł wraz ze zbiornikiem, do którego pobierany jest aerozol oddechowy. To właśnie on pozwala na diagnostykę różnych chorób. W wydychanym powietrzu znajdują się bowiem związki, które nie tylko mogą świadczyć m.in. o schorzeniach górnych czy dolnych dróg oddechowych, lecz również pozwalają z pewnym prawdopodobieństwem stwierdzić występowanie zmian nowotworowych. Ta nieinwazyjna metoda może zatem z powodzeniem wspomagać proces diagnozy.
Urządzenie znajdzie zastosowanie przede wszystkim w diagnozie psów, koni oraz alpak.
– Przygotowaliśmy kilka wersji otworu. Chcieliśmy uwzględnić zarówno różnice anatomiczne, jak i wielkość ciała. Nie chodzi jednak o to, aby wziąć pod uwagę wszystkie gatunki. Nie byłoby to ani możliwe, ani opłacalne. Nawet jeśli sam otwór nie przylega szczelnie, wokół znajduje się dodatkowo specjalny kołnierz, dzięki któremu aerozol oddechowy nie ucieka na zewnątrz i nic spoza urządzenia nie dostaje się do pobranej próbki – wyjaśnia prof. Andrzej Swinarew.
Naukowiec podkreśla również, że wynalazek świetnie sprawdzi się do badania krów, aby móc ocenić chociażby, jak przebiega ich proces trawienia. Takie rozwiązanie zainteresuje z pewnością właścicieli firm produkujących pasze dla zwierząt, a sama metoda może zastąpić budzący etyczne wątpliwości proces fistulizacji.
– Zabieg ten polega na zrobieniu około 15-centymetrowego otworu w brzuchu krowy, prowadzącego bezpośrednio do żwacza. Dzięki niemu naukowcy niejako podglądają na żywo, co dzieje się w jej wnętrzu, analizując procesy trawienne. Uważam, że warto szukać rozwiązań, które pozwolą zrezygnować z takich działań. Metody nieinwazyjne są i mogą być stosowane także w weterynarii, a nasz wynalazek stanowi świetny przykład takiego podejścia – mówi badacz z Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach.
Opatentowane urządzenie może pełnić jeszcze jedną ważną funkcję. Konstrukcja wyposażona jest w otwór umożliwiający podłączenie różnych elementów zewnętrznych. Oprócz pobierania próbek aerozolu oddechowego ułatwi to nie tylko analizę jej składu, lecz również proces leczenia czy chociażby respiracji zwierzęcia. Do wynalazku można bowiem podłączyć: dodatkowe urządzenia wspomagające diagnostykę molekularną i genetyczną zwierząt, podajniki leków i środków znieczulających, inhalatory czy nawet sprzęt do przeprowadzenie sztucznego oddychania.
– Wśród zalet metody wspomagającej badanie oraz leczenie zwierząt przy użyciu naszego rozwiązania, oprócz wspomnianej już nieinwazyjności, warto wymienić jeszcze niskie koszty produkcji. Jestem przekonany, że to przełoży się na zainteresowanie przemysłu – mówi naukowiec.
Autorzy pracują obecnie nad wdrożeniem wynalazku. Współwłaścicielami patentu są Uniwersytet Śląski w Katowicach oraz forma Bring it to Europe.
Małgorzata Kłoskowicz
Za: https://us.edu.pl/wynalazek-ktory-ulatwi-diagnoze-i-leczenie-zwierzat-patent-us/
- Autor: Anna Leszkowska
- Odsłon: 246
Test PCR okazał się oszustwem politycznym
Nowe niemieckie badanie wskazuje, że 9 na 10 „pozytywnych” testów nie wykazało prawdziwej infekcji.
Nowe badanie autorstwa Michaela Günthera, Roberta Rockenfellera i Haralda Walacha, opublikowane w czasopiśmie Frontiers in Epidemiology (2025) , podważa centralny dogmat polityki dotyczącej koronawirusa: wiarygodność testu PCR.
Naukowcy przeanalizowali miliony punktów danych PCR i przeciwciał z niemieckiej sieci laboratoriów ALM eV, która przeprowadziła około 90% wszystkich testów między marcem 2020 r. a latem 2021 r.
Wynik jest piorunujący:
„Tylko 14% – a być może nawet tylko 10% – osób, u których testy PCR wykryto SARS-CoV-2, okazało się faktycznie zakażonych, o czym świadczą wykrywalne przeciwciała IgG”.
Innymi słowy, aż 9 na 10 osób, u których test dał wynik pozytywny, nigdy nie przeszło prawdziwej infekcji .
Podczas pandemii testy PCR uznawano za „złoty standard”. Na podstawie ich wyników wprowadzano lockdowny, zamykano szkoły, rujnowano firmy i izolowano ludzi.
Każdy, kto uzyskał pozytywny wynik testu, był automatycznie uznawany za zakażonego – niezależnie od objawów czy poziomu przeciwciał.
Jednak nowe badanie pokazuje, że to założenie nie miało podstaw naukowych.
Test PCR mierzy fragmenty wirusowego RNA, a nie aktywną infekcję. Nawet najmniejsze ślady – lub nieprawidłowo ustawione wartości progowe (wartości Ct) – mogą dać „pozytywny” wynik, który nie ma znaczenia klinicznego.
Jeżeli rzeczywisty wskaźnik zakażeń został przeszacowany dziesięciokrotnie, podważa się zasadność całej polityki pandemicznej:
• Godziny policyjne i kwarantanny opierały się na statystykach, które w przeważającej mierze odzwierciedlały przypadki pozorne.
• Ludzie byli więzieni, stygmatyzowani i wykluczani z życia zawodowego , mimo że nigdy nie chorowali.
• Test PCR stał się więc nie tyle narzędziem diagnostycznym, co instrumentem kontroli .
Autorzy krytykują również „7-dniowy wskaźnik zapadalności” – wskaźnik, który przez ponad dwa lata utrzymywał Niemcy w stanie wyjątkowym – jako „naukowo pozbawiony znaczenia ” .
Wynika to z faktu, że opierał się on wyłącznie na wynikach PCR, które – zgodnie z tą analizą – nie miały żadnej wiarygodnej korelacji z rzeczywistym rozprzestrzenianiem się wirusa .
Nasuwa się więc niewygodne pytanie: w jaki sposób wadliwa procedura laboratoryjna mogła stać się przyczyną globalnego stanu wyjątkowego?
Wniosek
To badanie potwierdza to, co wielu podejrzewało już w 2020 roku: test PCR nigdy nie był wiarygodnym wskaźnikiem zakażenia, a raczej molekularnym narzędziem pomiarowym, wykorzystywanym politycznie.
Miliony ludzi zostały pozbawione praw, odizolowane i dyskryminowane na podstawie „pozytywnych” wyników laboratoryjnych – i to bez powodu.
Nauka dostarcza teraz spóźnionych, ale kluczowych dowodów:
Pandemia wyników pozytywnych była przede wszystkim pandemią błędnych pomiarów.

