Ochrona środowiska
- Autor: Krystyna Hanyga
- Odsłon: 5414
- Autor: red.
- Odsłon: 4868
- Autor: Anna Leszkowska
- Odsłon: 6628
Łąki kwietne to element, który coraz częściej jest spotykany w przestrzeni miast. Pojawiają się jednak pewne głosy niechęci do tego typu rozwiązań. Warto zatem przeanalizować sytuację, dokonując bilansu zalet i wad.
Niektórzy uważają, że łąki kwietne to element przypominający czasem zbiorowiska ruderalne, miejsca zaniedbane lub wręcz zapomniane. Jest tu pewnego rodzaju ziarenko prawdy, gdyż część wysiewanych gatunków jest spotykana właśnie w tego rodzaju zbiorowiskach. To tylko pokazuje, że niezwykle istotny jest odpowiedni skład mieszanki.
W Polsce dostępne są mieszanki kilku firm, których kompozycja jest zróżnicowana pod względem różnych czynników np. liczba gatunków, barwy kwiatów, warunki siedliskowe.
W przypadku pierwszego z czynników zróżnicowanie jest wyjątkowo duże – mieszanki składają się z kilkunastu do nawet kilkudziesięciu gatunków (przykładowo dla obszarów przydrożnych występują zarówno mieszanki zawierające tak 11, jak i 34 czy 71 gatunków).
Różnorodność biologiczna w składzie jest elementem pożądanym i cenionym przez użytkowników. Wiąże się to m.in. z możliwością dłuższego utrzymywania efektu kwitnienia – jak sama nazwa wskazuje, łąka kwietna powinna być bogata w kwiaty. Dlatego też warto uzupełniać mieszanki gatunków wieloletnich o te jednoroczne i dwuletnie. Wydłużenie okresu kwitnienia w znaczny sposób niweluje negatywne odczucia obserwatorów.
Według niektórych zielone trawniki wyglądają lepiej niż łąki kwietne. I tu powstaje pytanie, czy sytuacja ta jest stała przez cały rok? Jeżeli przyjrzymy się miejskim trawnikom w okresie lata, zauważymy, że bardzo często przypominają one bardziej wysuszone siano aniżeli gęstą murawę. Łąki kwietne bywają zielonymi oazami, które wyraźnie wyróżniają się na miejskich pustyniach. Wiąże się to m.in. z większym systemem korzeniowym oraz możliwościami fotosyntezy ze względu na większą powierzchnię blaszek liściowych gatunków występujących na łąkach kwietnych. Aby uzyskać zielony, kwitnący efekt zadowalający użytkowników, niezbędne jest dostosowanie składu gatunkowego mieszanki do uwarunkowań siedliskowych, które w różnych elementach zielono-błękitnej infrastruktury będą nieco odmienne. Warto również zauważyć, że łąki kwietne nie są rabatami, gdzie rośliny są sadzone w odpowiednich rozstawach pod linijkę. Ich zadaniem jest przypominanie naturalnych zbiorowisk, w których linie proste rzadko występują. Toteż mogą one przywodzić na myśl nieład lecz odpowiedni dobór powinien umożliwić zniwelowanie negatywnego wrażenia na rzecz przywołania wrażeń związanych z naturalnymi pejzażami.
Łąka kwietna na pasie rozdziału może być wyjątkowo dekoracyjna.
Łąka kwietna to jedno z ulubionych miejsc dla owadów, również pożytecznych zapylaczy.
Zagrożenie alergologiczne
Przeciwnicy łąk kwietnych twierdzą również, że przyczyniają się one do wzmożenia reakcji alergicznych. Wśród swoich obaw podają tutaj dwa elementy: użądlenia przez owady oraz pyłki roślin. Nie da się ukryć, że pojawienie się łąk kwietnych przyczynia się do wzrostu liczby owadów, ale takie też jest ich zadanie. Mają być rezerwuarem różnorodności biologicznej pod różnym kątem, zarówno florystycznym, jak i faunistycznym. Obszary te przyciągają nie tylko pszczoły, ale również inne owady ot chociażby barwne motyle, które wspólnie z kwiatami tworzą wyjątkowe przedstawienia.
Oczywiście, przebywanie w pobliżu łąk kwietnych jest obarczone podwyższeniem ryzyka użądlenia ze względu na większą populację owadów, jednak nie atakują one zazwyczaj bez powodów. Osoby, które wiedzą, że może wystąpić u nich reakcja anafilaktyczna, powinny być zawsze na nią przygotowane i mieć ze sobą odpowiednie medykamenty.
W kwestii alergenów należy stwierdzić, że otaczają nas one niemal ze wszystkich stron. Ludzie mogą być uczuleni m.in. na gluten, skrobię, kurz, jak również na pyłki roślin. I nie chodzi tu tylko i wyłącznie o gatunki kwitnące na łąkach, ale także trawy, drzewa, krzewy.
Najważniejsze jest nauczenie się życia z alergią i tyczy się to nie tylko samych alergików. W przypadku alergii pokarmowej jest to wyjątkowo proste – wystarczy wyeliminować z diety alergen. W przypadku pyłków sytuacja jest nieco bardziej skomplikowana – można wspierać się środkami farmakologicznymi, ale nie zawsze są one wystarczająco skuteczne. W odniesieniu do łąk kwietnych rozwiązaniem jest rzetelne wyznaczanie lokalizacji przez projektantów.
Odpowiednia lokalizacja
Czy zatem powinno się tworzyć łąki kwietne tuż pod oknami wielorodzinnego bloku? Jest to pewne ryzyko, gdyż ciężko sprawdzić, czy nikt z mieszkańców nie jest uczulony na gatunki występujące na łące kwietnej, chociażby ze względu na nieświadomość lokatorów. Nie oznacza to jednak, że nie można ich zakładać w przestrzeni osiedlowej, wystarczyć wydzielić strefy, które będą znajdowały się w pewnej odległości od zabudowy.
Na przykładzie Warszawy można wskazać też kilka innych doskonałych lokalizacji m.in. w pobliżu ogrodów działkowych. Są to założenia, w których występuje niesamowite bogactwo różnego rodzaju gatunków roślin. Uprawia się tam również rośliny, które bez zapylaczy nie wydadzą plonu, na który liczą działkowcy. Taka lokalizacja może stanowić symbiozę przynoszącą obopólne korzyści. Podobny efekt można uzyskać, łącząc łąkę kwietną z nowymi nasadzeniami drzew owocowych.
Inny z przykładów to pasy zieleni przydrożnej. Współcześnie znaczna część samochodów jest wyposażona w klimatyzację, toteż możliwość wpadnięcia owada przez okno do wnętrza pojazdu jest znacznie ograniczona, za to natura może zapełnić kolejny bank flory i fauny. Łąka kwietna w takim miejscu może też przyczynić się do wzrostu poziomu bezpieczeństwa poprzez rozbicie monotonii trawnika i podkreślenie barwnymi kwiatami miejsc wymagających skupienia np. rozjazdy, skrzyżowania, ostre zakręty.
Kolejnym z przykładów są parki oraz obszary kampusów uniwersyteckich. W tych przypadkach łąki kwietne odgrywają dodatkową i jakże istotną rolę związaną z aspektem edukacyjnym. Ustawienie obok tablicy informacyjnej daje możliwość poznania świata przyrodniczego, co rzadko jest możliwe w sposób namacalny w zalanych betonem miastach. Dla niektórych jest to jedna z nielicznych okazji na zobaczenie pewnych gatunków w granicach miasta.
Kolejna z możliwości to okolice biurowców i centrów handlowych. Ta propozycja jest szczególnie istotna dla inwestorów zainteresowanych uzyskaniem certyfikatu środowiskowego (np. BREEAM) dla obiektu. Powstające kompozycje przy tego rodzaju obiektach mogą przeplatać się z zielenią formowaną, co pozwala uzyskać niezwykłe, ale również bardzo estetyczne efekty. W tym przypadku również może zachodzić element edukacyjny dzięki ustawieniu tablic, które będą obserwowane przez użytkowników np. podczas przerw. Tym samym tu również możemy mówić o synergii elementów.
Synergia łąki kwietnej i ogrodów działkowych
Wykorzystanie łąk kwietnych w połączeniu z topiarami przy budynku biurowym
Wpływ na otoczenie
Rozważając zalety łąk kwietnych należy podkreślić ich pozytywny wpływ na otoczenie. Oprócz tego, iż umożliwiają retencjonowanie wody, to także wpływają na szybsze wychładzanie powierzchni w porównaniu z betonem czy asfaltem – w przypadku nawierzchni betonowych różnica ta może wynosić nawet 30°C. Toteż są rozwiązaniem łagodzącym efekt wysp ciepła. Umożliwiają także redukcję hałasu.
Według niektórych źródeł stosowanie łąk kwietnych na torowiskach tramwajowych umożliwia obniżenie poziomu hałasu nawet o kilka decybeli. Oczywiście tego rodzaju rozwiązania są stosowane szczególnie przy typowych zielonych torowiskach w obszarze skrajni i jest lokalizowane głównie na odcinkach prostych, nie wpływając na bezpieczeństwo poruszania się taboru.
Ważną przeciwwagą na zarzuty alergików jest również fakt, że łąki kwietne wpływają na lokalne obniżenie zawartości drobnego pyłu i stężenia zanieczyszczeń w powietrzu. Jest to powiązane również z częściową adhezją i metabolizmem zanieczyszczeń przez rośliny. Co więcej, niektóre z gatunków mają zdolności jonizujące powietrze. Ponadto część roślin wydziela również fitocydy mające działanie antybakteryjne, pierowtniakobójcze i grzybobójcze (są to np. bodziszek, szałwia, piołun, tymianek, macierzanka, mietlica biaława, czy życica trwała).
Ekonomia
Wiele osób uważa, że łąki kwietne są elementem znacznie kosztowniejszym aniżeli wysiewane trawniki, lecz aby uzyskać obiektywną odpowiedź, należy tu spojrzeć holistycznie. Koszty zakupu nasion rzeczywiście są nieco większe niż w przypadku zakupu mieszanki traw, ale są to pozorne oszczędności. Początkowo większy nakład zwróci się już w pierwszych latach użytkowania m.in. ze względu na mniejszą liczbę koszeń koniecznych do wykonania.
Poza tym w przypadku łąk kwietnych występuje zdecydowanie mniejsze prawdopodobieństwo konieczności wykonania dosiewów, co również umożliwia ograniczenie kosztów. Co więcej, można jeszcze uzyskać zysk, szczególnie w dobie pytań o paliwa energetyczne.
Obecnie biomasa uznawana jest za najbardziej perspektywiczne paliwo do celów grzewczych w sektorze komunalno-bytowym. Niestety funkcja energetyczna łąk kwietnych jest często niedoceniana. Odpowiednio dobrany skład gatunkowy może doprowadzić do sytuacji, kiedy wydajność biogazu i stężenie metanu w biomasie pochodzącej z łąk kwietnych będzie wyższe aniżeli w przypadku biomasy zebranej z obszaru trawników miejskich.
Podsumowując, należy stwierdzić, że łąki kwietne są szansą potrzebną i możliwą do wykorzystania w strukturze zieleni miejskiej zarówno ze względów różnorodności biologicznej, jak i edukacyjnych, społecznych czy ekonomicznych. Głównym zagrożeniem dla łąk kwietnych są ludzie. Wynika to m.in. z błędnego projektowania składu mieszanek i niedostosowania lokalizacji, co w konsekwencji prowadzi do niechęci do tego typu rozwiązań u niektórych osób. Do tej grupy zagrożeń należy zaliczyć również dezinformację, która jest widoczna niekiedy w przypadku prowadzenia prac pielęgnacyjnych, kiedy to łąki kwietne są omyłkowo koszone, co zwiększa koszty. Rozważne gospodarowanie tym zasobem prowadzi do synergii przestrzeni, człowieka i natury. Zakładanie łąk kwietnych powinno być podejmowane przez zarządy zieleni, ale również inne instytucje publiczne i prywatnych inwestorów w celu realizacji zadań zrównoważonego rozwoju.
Maciej Żołnierczuk
dr inż. Maciej Żołnierczuk jest specjalistą ds. ochrony krajobrazu w Muzeum Pałacu Króla Jana III w Wilanowie.
Artykuł pochodzi z nr 10 (146), 2019 miesięcznika „Zieleń Miejska” - http://www.abrys.pl/wydawnictwa/zielen-miejska/
- Autor: ANNA LESZKOWSKA
- Odsłon: 3649
Z prof. Andrzejem Szczepańskim, hydrogeologiem z Wydziału Geologii, Geofizyki i Ochrony Środowiska AGH rozmawia Anna Leszkowska
- Panie Profesorze, w wywiadzie, jakiego udzielił pan SN* dwa lata temu, na pytanie o możliwe negatywne skutki dla wód podziemnych podczas wydobywania gazu łupkowego powiedział pan: Z tego, co wiemy - bo szczegółów nie znamy - jest to technologia bezpieczna. /.../ Najprawdopodobniej będzie to czysta, podgrzana woda, zatem nie powinno się wydarzyć nic, co byłoby niekorzystne dla środowiska pod względem chemicznym. Woda ta najprawdopodobniej wypełni szczeliny po gazie i tam zostanie, gdyż ma tylko wypychać gaz. Jest natomiast kwestia, jak Amerykanie rozwiązali ograniczenie uciekania gazu do wyżej położonych struktur geologicznych, zawierających zwykłe wody podziemne używane do picia czy w lecznictwie - np. wody mineralne. Łupki występują na dużej głębokości, w granicach 1,5 - 4 km , a trzeba pamiętać, że w Polsce wody podziemne słodkie, zwykłe, z których korzystamy na potrzeby gospodarki komunalnej czy rolnictwa, występują na ogół na głębokości 200 -250 m. Sporadycznie tylko mamy do czynienia z wodą słodką położoną głębiej, jak w niecce łódzkiej - ok. 1000 m.
Jaką wiedzę przez te ostatnie dwa lata posiedli polscy geolodzy, skoro obecnie przestrzega pan przed hydraulicznym szczelinowaniem skał, w których występują gaz i olej łupkowy, uznając takie działania za głęboką i niebezpieczną ingerencję w środowisko wodne?
- Proces hydraulicznego szczelinowania jest wykonywany w dwóch etapach: rozpoznania i dokumentowania zasobów tych substancji, oraz eksploatowania gazu i oleju łupkowego. Zatłaczanie, pod wysokim ciśnieniem, mieszaniny wody (ok. 93-95% objętości), piasku (ok. 4-6%) i substancji chemicznych (ok. 0,5%) zmienia przede wszystkim przepuszczalność skał w otoczeniu pionowego otworu wiertniczego i wierceń poziomych. Zmienia też ciśnienie w skałach zbiornikowych gazu lub oleju skalnego oraz w otaczającym górotworze. Zmienia się tym samym chemizm wód występujących w skałach zbiornikowych i otaczających poprzez ługowanie (rozpuszczanie) części skał, oraz pole temperaturowe (cieplne) w otoczeniu systemu wydobywczego. Nie są to zatem działania obojętne dla środowiska.
Podczas badań i eksploatacji tą metodą część zatłaczanych mieszanin (od kilku do kilkudziesięciu %) jest odzyskiwana w postaci tzw. wód zwrotnych zawierających wody słone (zmineralizowane) i piasek. Znaczna część tych wód może być wykorzystywana do kolejnych szczelinowań; pozostała i piasek powinny być utylizowane i deponowane (zrzucane, odprowadzane) w sposób bezpieczny dla środowiska.
Do wiercenia otworów, szczelinowania i eksploatacji potrzebne są znaczące ilości wody (do kilku tysięcy m3 na etapie wykonywania otworów wiertniczych oraz od kilkunastu do kilkudziesięciu tysięcy m3 w procesie szczelinowania). Powstaje zatem pytanie skąd pobierać takie ilości wody?
Przy poborach z rzek może to grozić obniżeniem przepływu poniżej granic wymaganego, nienaruszalnego jego natężenia. Z warstw wodonośnych o znaczeniu użytkowym (zaopatrzenie w wodę pitną) jest to zabieg niedopuszczalny. Wody te chroni prawo, ale mamy już i w Polsce przykłady takiego poboru - na przeprowadzonych już (z sukcesem, jeśli chodzi o gaz) szczelinowaniach badawczych w obszarze koncesyjnym Wejherowo korzystano z wód zakupionych od przedsiębiorstw wodociągowych.
Uważam to za skandal i lekceważenie obowiązującego prawa. Sprzedawane nadwyżki wody poprawiają bilanse finansowe tych przedsiębiorstw, ale przecież nie należymy do" krezusów wodnych", a prawo znaczy prawo!
Woda podziemna, słodka (zwykła), służy do zaspokajania potrzeb bytowych (Prawo wodne) ludności i nie może być przeznaczana na inne cele. W innym przypadku firma poszukująca gazu wierciła i szczelinowała po odwierceniu studni, na co uzyskała pozwolenie władz lokalnych – co też jest niezgodne z prawem.
Pozostają do wykorzystania zasolone wody podziemne występujące na ogół na większych głębokościach. Wykonanie studni do głębszych poziomów wodonośnych podnosi jednak koszty szczelinowania. W niektórych rejonach wody zasolone stanowią pierwszy płytki poziom wodonośny i w takich warunkach ich pobór na cele wiercenia i szczelinowania jest dopuszczalny.
- Ale te sprawy są chyba uregulowane w koncesjach? Do tej pory obawy związane były ze środkami chemicznymi, jakie w tej metodzie są wtłaczane pod ziemię i o miejsce do składowania odpadów w postaci szlamu. O poborze wody prawie się nie mówiło, a jeżeli, to uspokajająco – że można ją brać z rzek.
- W koncesjach geologicznych na poszukiwania, rozpoznawanie i dokumentowanie zasobów gazu i oleju łupkowego oraz w koncesjach na ich eksploatacje uwarunkowania dotyczące poboru wód na cele wiercenia i szczelinowania powinny być jednoznacznie określone. A nie są, co wymaga poprawienia prawa w tym zakresie.
Do ust. 13 A ustawy winno się wprowadzić poprawkę dotyczącą bezwzględnego zakazu szczelinowania hydraulicznego na obszarach występowania wód podziemnych szczególnie wrażliwych, tj. mineralnych, leczniczych i termalnych oraz wychodniach użytkowych zbiorników wód słodkich (zwykłych), w strefach ochrony ujęć wodnych oraz w granicach obszaru i terenu górniczego czynnych, podziemnych, odwadnianych zakładów górniczych. podziemnych, odwadnianych zakładów górniczych.
Realizacje prac geologicznych i podjęcie eksploatacji gazu i oleju łupkowego powinny być dopuszczone pod rygorystycznym warunkiem stosowania się do przepisów ustaw: „Prawo wodne”, „Prawo geologiczne i górnicze”, „O odpadach” oraz aktów wykonawczych do nich. Na każdą czynność związaną z użyciem wód obowiązkiem musi być uzyskanie stosownych pozwoleń wodno-prawnych.
Szczególnie na pobór wody na cele wierceń i szczelinowania koncesjobiorca musi uzyskać pozwolenie wodno-prawne. Pod żadnym pozorem wody do tego celu nie mogą być eksploatowane z użytkowych poziomów wodonośnych.
Monitorowana też winna być ilość wód w całym cyklu badawczym i eksploatacyjnym oraz jakość (skład chemiczny) cieczy służącej do wiercenia i szczelinowania. Zrzutowe wody powiertnicze oraz wody zwrotne i osady po szczelinowaniu muszą być monitorowane ilościowo od punktu pojawienia się do punktu zrzutu i/lub zdeponowania, z obowiązkiem oczyszczania ich.
- I dlatego tak pan protestuje przeciwko wierceniom w dolinie Popradu – bogatej w bardzo cenne wody mineralne?
- Tak, gdyż prowadzenie poszukiwań i badań w obszarach współwystępowania wód zwykłych, mineralnych i leczniczych na niedużych głębokościach jest problemem szczególnym. Stosowanie na tym etapie prac metod sejsmicznych (strzelanie w otworach lub stosowanie wibratorów) może nieodwracalnie zakłócić równowagę hydrodynamiczną oraz hydrochemiczną systemów wodnych poprzez zaciskanie lub rozszczelnianie spękań, szczelin i płaszczyzn uskokowych.
Stosowanie tych metod w obszarach górskich może dodatkowo skutkować rozwojem procesów osuwiskowych i uniemożliwić w konsekwencji zasilanie warstw wodonośnych i odnawianie zasobów wodnych. Zmiany warunków zasilania i krążenia (przepływu) wody prowadzą z kolei do zmian jej składu chemicznego i utratę naturalnych, leczniczych i użytkowych właściwości.
Tym samym gminy o statusie uzdrowiskowym stracą racje bytu. Dotyczy to przykładowo doliny Popradu (Krynica, Muszyna, Żegiestów, Piwniczna i Szczawnica).
Dalsze badania, poprzez wiercenie otworów w takich obszarach i szczelinowanie skał należy uznać za całkowicie niedopuszczalne. Może to bowiem prowadzić do połączenia wód związanych z różnymi poziomami wodonośnymi i o różnej mineralizacji.
Reasumując - na etapie rozpoznawania i dokumentowania złóż gazu i oleju łupkowego metody sejsmiczne, wiercenie otworów poziomych i szczelinowanie nie powinny być dopuszczane w obszarach występowania wód mineralnych i leczniczych.
- Niektóre gminy jednak liczą na złoża gazu łupkowego, uważając że ich położenie nie zagraża eksploatacji nie tylko wód podziemnych, ale i innych kopalin.
- Prace tego typu (wiercenie głębokich otworów i szczelinowanie) nie mogą być prowadzone także w obszarach i terenach górniczych ustanowionych dla złóż wód termalnych oraz prowadzonej podziemnej eksploatacji złóż kopalin użytecznych (rud metali, surowców chemicznych i węgla kamiennego). Zatłaczanie pod ciśnieniem znaczących ilości wody grozi zaburzeniem warunków hydrodynamicznych i pola temperaturowego w odniesieniu do złóż wód termalnych oraz możliwościami zwiększenia zagrożenia wodnego i ewentualne metanowego (wyciskanie gazu) w czynnych, odwadnianych zakładach górniczych. Za niedopuszczalną w tych warunkach należy zatem uznać także eksploatację gazu i olejów łupkowych z wykorzystaniem technologii szczelinowania górotworu.
- Dziękuję za rozmowę.