Informacje (el)
- Autor: al
- Odsłon: 2080
Miało być w wielkiej tajemnicy do godz. 16.30 w czwartek, 11 lutego 2016. Ale Internet był szybszy. Widocznie ktoś z 1300 naukowców znających tę tajemnicę nie wytrzymał tej presji i … podzielił się epokowym odkryciem w sieci: fale grawitacyjne istnieją!
Bezpośrednia obserwacja fal grawitacyjnych, jakiej dokonano w ub. roku w USA (14.09.15), to potwierdzenie ogólnej teorii względności Einsteina, pokazującej związek grawitacji z krzywizną czasoprzestrzeni. Fale są bowiem jedynym w swoim rodzaju „próbnikiem” stanu grawitacji w ekstremalnych warunkach, takich jak zapadający się układ podwójny czarnych dziur. Ich detekcja i badanie jest niezbędne do zrozumienia grawitacji, najbardziej naturalnego z czterech podstawowych oddziaływań (grawitacyjne, elektromagnetyczne, silne i słabe), a jednak wciąż najbardziej tajemniczego. Zarejestrowane w eksperymencie fale grawitacyjne powstały w ułamku sekundy połączenia się dwóch czarnych dziur o masach 30-krotnie większych niż masa Słońca. Przez kilka miliardów lat orbitowały one wokół siebie w układzie podwójnym, stopniowo zbliżając się do siebie, aż w końcu się „zlały”, tworząc jedną potężną czarną dziurę, która jeszcze jakiś czas pulsowała, wypromieniowując niezwykłą ilość energii. Było to najbardziej energetyczne zjawisko znane ludzkości, 100 razy jaśniejsze niż jasność Wszechświata.
Wykrycie fal grawitacyjnych otwiera nowe możliwości badania Wszechświata. Przez stulecia ludzkość poznawała go przez obserwację światła wypromieniowanego prze obiekty na niebie. Fale grawitacyjne są całkowicie odrębnym i nowym rodzajem przekazywania niedostępnej w żaden inny sposób astronomicznej informacji. O ile fale elektromagnetyczne powstają podczas ruchu ładunków elektrycznych, o tyle grawitacyjne są efektem ruchu mas – a to dwie niezależne cechy materii. Teraz za ich pomocą będzie można badać również fragmenty kosmosu zasłonięte przez kosmiczny pył. Detekcja fal grawitacyjnych umożliwi także rozwój wyrafinowanej technologii w różnych dziedzinach inżynierii – od mechaniki do optyki. Jak powiedział na konferencji w PAN w Warszawie prof. Janusz Ziółkowski z CAMK, jest to chwila historyczna nie tylko z powodu potwierdzenia jednej z fundamentalnej teorii, ale i otwarcie nowego okna badań kosmosu. Otóż narodziła się astronomia fal grawitacyjnych. Zderzenie dwóch czarnych dziur zaobserwowano pierwszy raz. Rozchodzące się w jego wyniku fale grawitacyjne dotarły do Ziemi z prędkością światła, a ich rejestracja była możliwa dzięki detektorom Laserowego Obserwatorium Interferometrycznego Fal Grawitacyjnych – LIGO, znajdującym się w Livingston w stanie Luizjana i Hanford w stanie Waszyngton w USA. Nad odkryciem pracował ponad 1300-osobowy zespół naukowców LIGO Scientific Collaboration oraz Virgo collaboration, którego częścią jest polska grupa naukowa POLGRAW. Piętnastu polskich naukowców z tej grupy wniosło istotny wkład w doprowadzeniu do pierwszej, bezpośredniej obserwacji fali grawitacyjnej z układu podwójnego czarnych dziur.
Stworzyli oni podstawy wielu algorytmów i metod służących do wykrycia i estymacji fal grawitacyjnych z układów podwójnych (prof. Prof. Andrzej Królak – Instytut Matematyczny PAN, Piotr Jaranowski – Uniwersytet w Białymstoku), przyczynili się do precyzyjnego modelowania sygnału fali grawitacyjnej z układu podwójnego (prof. prof. Piotr Jaranowski, Andrzej Królak), przeprowadzili symulacje pokazujące, że układy podwójne czarnych dziur są najlepiej wykrywalnymi przez detektory LIGO-Virgo źródłami promieniowania grawitacyjnego (prof. prof. Krzysztof Belczyński, Tomasz Bulik - Obserwatorium Astronomiczne UW), badali astrofizyczne własności układów podwójnych (dr Michał Bejger – CAMK PAN, dr Izabela Kowalska-Leszczyńska - Obserwatorium Astronomiczne UW, dr Dorota Rosińska - Uniwersytet Zielonogórski) oraz poszukiwali mogących towarzyszyć zdarzeniu błysków optycznych (dr Adam Zadrożny - NCBJ).
Poza nimi przy eksperymencie pracowali: dr Arkadiusz Błaut – Uniwersytet Wrocławski, dr Kazimierz Borkowski - UMK, dr Paweł Ciecieląg - CAMK PAN, dr Orest Dorosh - NCBJ, mgr inż. Adam Kutynia - Politechnika Wrocławska, dr Maciej Piętka – Uniwersytet w Białymstoku, mgr Magdalena Sieniawska - CAMK PAN.
Dziewięciu naukowców z polskiej grupy znalazło się wśród autorów publikacji ogłaszającej odkrycie fal grawitacyjnych, która ukaże się w Physical Review Letters.
- Autor: kh
- Odsłon: 3100
Europosłowie z Polski mają silniejszą pozycję w Parlamencie Europejskim niż w ub. kadencji, jednak niewielu z nich zasiada w komisjach, które mają znaczący wpływ na politykę Wspólnoty – stwierdza raport Instytutu Spraw Publicznych, sumujący pierwszą połowę kadencji Parlamentu.
W europarlamencie mamy obecnie 51 posłów, ale ich aktywność często pozostawia wiele do życzenia. O większości z nich, o ich działalności polscy wyborcy niewiele albo nic nie wiedzą, nawet o tych, których praca w Brukseli, zaangażowanie w sprawy europejskie zasługuje na uznanie. Znani są natomiast ci, którzy krążą między studiami telewizyjnymi w Polsce, dla których terenem aktywności jest tak naprawdę polityka krajowa, nie europejska. Potwierdzają to dane dotyczące frekwencji na obradach plenarnych w Strasburgu i mniejszy udział z brukselskich pracach parlamentarnych.
Na szczęście, nie mamy posłów milczących, należą jednak do najczęściej wykorzystujących formę interpelacji poselskiej (tu rekordzistą jest Ryszard Czarnecki, który zabierał głos 53 razy, niewiele mu ustępują pod tym względem Konrad Szymański, Marek Migalski i Zbigniew Ziobro). Jednak oceniając działalność merytoryczną, bierze się pod uwagę przede wszystkim przygotowane sprawozdania i opinie, bo tu liczą się kompetencje i znajomość tematu. Jest to także często wykorzystywane jako policzalny wyznacznik parlamentarnej aktywności, zaś poseł-sprawozdawca ma większe możliwości wpływania na parlamentarne negocjacje – podkreślają eksperci ISP.
Tymczasem, chociaż Polacy byli autorami kilku ważnych sprawozdań, to w porównaniu z innymi dużymi państwami UE mieliśmy najniższy odsetek sprawozdawców. Ponadto – niską średnią raportów przypadających na jednego posła. Nasze sprawozdania dotyczyły przede wszystkim polityki wschodniej, energetyki, budżetu i rybołówstwa.
Na podkreślenie zasługuje fakt, że niektórzy posłowie-debiutanci w europarlamencie szybko weszli w nową rolę i zdobyli dobrą pozycję w swoich komisjach. Przykładem jest Sidonia Jędrzejowska, która przygotowała opracowanie dotyczące budżetu na 2011 rok, Lena Kolarska-Bobińska, która zajmowała się nową strategią energetyczną UE czy Ryszard Legutko, autor raportu dotyczącego Ukrainy. Aż 6 opinii przygotowała Danuta Huebner, była unijna komisarz.
Tradycyjnym obszarem polskich zainteresowań jest polityka zagraniczna, a zwłaszcza stosunki Unii ze wschodnimi sąsiadami. Europosłowie z Polski są nadreprezentowani w komisjach bezpieczeństwa, obrony oraz praw człowieka, zajmujących się kwestiami, w których wpływ PE na politykę Unii jest niewielki.
Nie mają natomiast odpowiedniej reprezentacji w ważnych komisjach: środowiska naturalnego, zdrowia publicznego i bezpieczeństwa żywności, gospodarki i spraw monetarnych, kryzysu gospodarczego i finansowego. Według opinii ekspertów ISP, jedną z przyczyn jest za słabe przygotowanie w dziedzinie ekonomii, jeśli zaś chodzi o komisję środowiska, która zajmuje się m.in. aktami prawnymi dotyczącymi limitów emisji CO2, jest to odbiciem niedoceniania tych problemów w polskiej polityce.
Duży wpływ na sposób wykonywania mandatu ma pozycja polityczna w Parlamencie – wyjaśniają eksperci ISP. Posłowie z dużych grup politycznych sporządzają więcej sprawozdań i koncentrują się na procesie legislacyjnym. Ci z mniejszych, często będących w opozycji do podejmowanych decyzji, koncentrują się na działalności o charakterze bardziej interwencyjnym, formułują pytania do Komisji Europejskiej i Rady UE.
Instytut Spraw Publicznych zbadał także aktywność europosłów w Internecie i okazało się, że z tym wcale nie jest dobrze*. Zaledwie 2/3 spośród nich regularnie wykorzystuje narzędzia internetowe do komunikacji z obywatelami. Choć wszyscy – wyjątkiem jest Joanna Senyszyn – mają własne strony internetowe, ale aktualizują je niezbyt często i nieregularnie, albo – wcale. 21 europosłów ma konto na Facebooku, ale tylko 14 jest aktywnych. Rekordzistą pod względem liczby fanów jest Jerzy Buzek – ma ich 44,5 tys., następne miejsca zajmują Tadeusz Zwiefka i Wojciech Olejniczak. Jednak liczba fanów aktywnych, komentujących i dzielących się swoimi opiniami na fanpage'ach poszczególnych posłów jest bardzo różna, bywa, że zerowa w ciągu miesiąca. 16 europosłów jest obecnych na Twitterze, ale tylko 10 regularnie „ćwierka”. 17 prowadzi bloga. Tyle mówią statystyki. Problem jednak jest nie w ilości, ale w sposobie wykorzystania Internetu jako formy kontaktu z wyborcami.
Wydaje się, że europosłowie wolą sami wypowiadać się w różnych kwestiach niż odpowiadać na pytania, wyjaśniać, komentować. Na merytoryczne pytania, zadane z fikcyjnych kont w imieniu „Tajemniczego Obywatela”, odpowiedziało zaledwie dziewięciu!
Niska aktywność polskich europosłów w sieci świadczy o tym, że nie widzą potrzeby, a może nie rozumieją istoty komunikacji internetowej. Może też wynika to z niesłusznego przekonania, że nikt z niej nie będzie korzystał. Wolą bezpośrednie spotkania z obywatelami. W związku z tym rzadko profesjonalizują swoją komunikację internetową, która staje się jedynie dodatkowym i mało znaczącym obowiązkiem pracowników biura – tak ocenia sytuację raport ISP. (kh)
* co dobitnie widać po głosowaniu ws. ACTA (tylko posłowie SLD wiedzieli o co chodzi) oraz wyznaniu pos. Marka Migalskiego na jego blogu (red.)
- Autor: lb
- Odsłon: 2795
W Instytucie Spraw Publicznych 15 lutego 2013 odbyła się debata na temat „Respektowanie polskiego Konkordatu”. Jej uczestnicy próbowali odpowiedzieć na pytanie: Czy Konkordat jest w Polsce w pełni respektowany? Jaki ma wpływ na stosunki Państwo-Kościół?
Punktem wyjścia do dyskusji (nie przybył na nią żaden z zaproszonych urzędników państwowych), którą prowadziła Lidia Kołucka-Żuk (Trust for Civil Society in Central and Eastern Europe) był raport dr. Pawła Boreckiego (Wydział Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego), w którym autor podjął się analizy 14 lat funkcjonowania Konkordatu w Polsce.
Konkordat, będący umową międzynarodową, który miał uregulować stosunki Państwo-Kościół, wprowadzić rozdzielność tych dwóch podmiotów, okazał się pod tym względem rozwiązaniem nieudanym - państwo polskie przyjęło bowiem zobowiązania wykraczające poza jego zapisy (np. finansowanie uczelni wyznaniowych). Konkordat nie jest potrzebny polskim katolikom – on jest potrzebny instytucji Kościoła w Polsce, bo umożliwia mu korzystanie ze wsparcia państwa. Odpowiedzialność za ten stan rzeczy ponoszą jednak obie strony – także państwo, które jest ciągle zbyt słabe, aby doprowadzić do rzeczywistego rozdziału od Kościoła.
Sceptyczne poglądy wobec Konkordatu wyraził także dr Tadeusz Jacek Zieliński (prof. Chrześcijańskiej Akademii Teologicznej w Warszawie), który uważa tę umowę za słabą pod względem prawnym, z wieloma mankamentami. Powinien wobec tego powstać nowy Konkordat, oparty na zasadzie poszanowania wszystkich wyznań oraz ateizmu, akceptujący państwo świeckie. Zwłaszcza, że zróżnicowanie wyznaniowe Polaków będzie się pogłębiać i niezbędna stanie się ustawa wyznaniowa gwarantująca wszystkim obywatelom równe prawa.
Na państwie ciąży bowiem obowiązek określenia porządku światopoglądowego, to ono musi być arbitrem w sprawach wyznaniowych. To z kolei wymaga stworzenia etosu państwowego, wspólnego dla wszystkich grup wyznaniowych. Panuje bowiem w Polsce przekonanie, że państwo i Kościół to partnerzy, choć to państwo musi być arbitrem i stać na straży wszystkich grup społecznych. Także w sprawach majątkowych to państwo musi wyznaczać granice i ramy własności wspólnej. Tymczasem w Polsce państwo jest ramieniem Kościoła.
Mówca przytoczył tu przykład Kościoła w USA, który może uczestniczyć w debacie publicznej, ale kiedy występuje jako instytucja – traci przywilej zwolnień podatkowych. W Polsce wydaje się to na razie niemożliwe, gdyż etos urzędnika praktycznie nie istnieje (słabość państwa).
Państwo powinno pełnić rolę strażnika pokoju wyznaniowego - nie może być np. indoktrynacji religijnej w szkole. Wydaje się, że debata wyznaniowa, która była i jest prowadzona w Europie, do Polski nie dociera, a Kościół nie zauważa demokratyzacji społeczeństwa polskiego.
Sumując – należy dokonać rewizji Konkordatu, aby stał się zgodny z polskimi normami prawnymi.
Dr Borecki w trakcie dyskusji podkreślał, iż Kościół, mając prawo uczestnictwa w życiu publicznym, nie powinien jednakże mieć wpływu na podejmowanie konkretnych decyzji będących w gestii państwa (podał tu przykład bp. Dydycza nawołującego na Jasnej Górze do rozwiązania Sejmu). Nie można też rozmydlać zasady rozdziału państwa od Kościoła, z czym mamy ciągle do czynienia (np. listy do parlamentarzystów z groźbami ekskomuniki przed głosowaniem dotyczącym in vitro). Rozdział państwa i Kościoła to gwarancja praw jednostki, tymczasem w Polsce Kościół tworzy normy prawa i narzuca je wszystkim obywatelom. Relacje między państwem a Kościołem rzutują więc na warunki życia milionów nie-katolików.
Kościół w Polsce nie dostosował się do standardów państwa liberalnego – mówił dr Zieliński. Dlatego Konkordat został zawarty cichcem – w przeciwnym razie wyglądałby inaczej. Sytuację pogarsza również bardzo słabej jakości orzecznictwo Trybunału Konstytucyjnego, którego sędziowie nie potrafią w swoich wyrokach wznieść się ponad swój światopogląd. Słabe jest też całe polskie orzecznictwo w sprawach światopoglądowych – sędziowie, zwykle słabo znają prawo wyznaniowe (ale nie korzystają z opinii specjalistów) i pilnują swoich interesów grupowych. Nie ulega więc wątpliwości, że potrzebny jest przegląd całego polskiego prawa wyznaniowego i dostosowanie go do Konstytucji RP.(lb)
Link do raportu - http://www.isp.org.pl/uploads/pdf/17615843.pdf
- Autor: Anna Leszkowska
- Odsłon: 1936
Poniżej publikujemy stanowisko Komitetu Nauki o Żywieniu Człowieka PAN w sprawie wartości odżywczej i bezpieczeństwa stosowania diet wegetariańskich.
W ostatnich latach coraz częściej mamy w Polsce do czynienia z praktykowaniem wegetarianizmu z pobudek religijnych, estetycznych, etycznych, ekologicznych, ekonomicznych lub zdrowotnych. Towarzyszy temu upowszechnianie, nie do końca prawdziwych i niezgodnych z aktualnym stanem wiedzy, informacji na temat wartości odżywczej, walorów prozdrowotnych i bezpieczeństwa stosowania diet wegetariańskich.
Mając to na uwadze, Komitet Nauk o Żywieniu Człowieka Polskiej Akademii Nauk postanowił przedstawić swoje stanowisko na ten ważny społecznie temat.
Wegetarianizm jest sposobem odżywiania się trwale i dobrowolnie wykluczającym wszystkie, lub tylko niektóre rodzaje żywności pochodzenia zwierzęcego. Może on przyjmować formy radykalne lub łagodne. Radykalne odmiany wegetarianizmu dopuszczają spożywanie wyłącznie owoców (frutarianizm), wyłącznie surowych warzyw i owoców (witarianizm), bądź wyłącznie wszelkiego rodzaju surowych lub przetworzonych pokarmów roślinnych (weganizm).
Odmiany łagodne - obok pokarmów roślinnych - dopuszczają także spożywanie produktów mlecznych (laktowegetarianizm), produktów mlecznych i jaj (laktoowowegetarianizm), produktów mlecznych, jaj i ryb (ichtiowegetarianizm), bez lub z uwzględnieniem niewielkich ilości mięsa drobiowego (semiwegetarianizm), bądź innych rodzajów mięsa (fleksitarianizm).
Stanowisko Komitetu Nauki o Żywieniu Człowieka PAN odnośnie diet wegetariańskich:
1. Wartość odżywcza i bezpieczeństwo zdrowotne diet wegetariańskich są w znacznym stopniu zależne od praktykowanej odmiany wegetarianizmu, determinując rekomendacje odnośnie ich stosowania. Odpowiednio urozmaicone i skomponowane racje pokarmowe laktoowowegetarian, semiwegetarian i fleksitarian mogą dostarczać wszystkich niezbędnych do życia składników odżywczych w ilościach określonych przez zalecane normy żywieniowe.
Natomiast weganizm i inne radykalne odmiany wegetarianizmu, wykluczające wszelką żywność pochodzenia zwierzęcego, w warunkach polskich nie są pełnowartościowe pod względem wartości odżywczej. Niebezpieczeństwo niedoborów żywieniowych w przypadku stosowania tego typu diet wegetariańskich można ograniczyć przez korzystanie z produktów wzbogacanych w witaminy i składniki mineralne oraz stosowanie witaminowo-mineralnych suplementów diety.
2. Najbardziej radykalne formy wegetarianizmu (frutarianizm i witarianizm) w warunkach polskiego rynku żywnościowego nie zapewniają wystarczającego zaspokojenia potrzeb pokarmowych organizmu i jako takie mogą być szkodliwe dla zdrowia wszystkich grup ludności.
3. Weganizm i łagodne formy wegetarianizmu wykluczające mięso nie powinny być stosowane w żywieniu niemowląt i małych dzieci, gdyż mogą niekorzystnie wpływać na ich rozwój. Nie zaleca się też ich stosowania starszym dzieciom, młodzieży, kobietom ciężarnym i karmiącym oraz osobom ciężko pracującym fizycznie, gdyż w tych przypadkach zestawienie całodziennej racji pokarmowej w sposób adekwatny do potrzeb organizmu jest dużo trudniejsze i łatwo może dochodzić do niedoborów mających niepożądane skutki zdrowotne.
4. Łagodne formy wegetarianizmu, stosowane okresowo przez osoby dorosłe, zwłaszcza prowadzące siedzący tryb życia, są korzystne dla zdrowia i zmniejszają ryzyko zachorowania na przewlekłe choroby dietozależne takie jak: otyłość, cukrzyca insulinoniezależna, choroby układu krążenia, nowotwory jelita grubego, próchnica zębów, kamica żółciowa.
5. Diety wegetariańskie (z wyjątkiem frutariańskich i witariańskich), stosowane pod kontrolą lekarza i dietetyka, mogą być skuteczne w leczeniu niektórych chorób przewlekłych, w szczególności niedokrwiennej choroby serca, nadciśnienia tętniczego, otyłości, cukrzycy typu II (insulinoniezależnej) i chronicznych zaparć.
Uzasadnienie
Mankamentem wielu diet wegetariańskich jest to, że mogą stwarzać poważne problemy z pokrywaniem zapotrzebowania na białko, niektóre witaminy i składniki mineralne.
Wyłączenie z całodziennej racji pokarmowej produktów mlecznych, jaj, ryb i mięsa oraz jego przetworów, będących głównym źródłem białka w diecie Polaka, znacznie utrudnia pokrycie potrzeb białkowych organizmu, co jest szczególnie ważne w przypadku grup ludności, u których ma miejsce intensywny proces budowy i odbudowy białek ustrojowych (dzieci, młodzież, kobiety ciężarne, rekonwalescenci).
Spośród produktów roślinnych dużo białka zawierają jedynie nasiona strączkowe, podczas gdy warzywa, owoce i ich przetwory są w ten składnik bardzo ubogie. Białka roślinne w większości charakteryzują się przy tym niższą wartością biologiczną od białek zwierzęcych i dlatego są mniej efektywnie wykorzystywane przez organizm do celów budulcowych. (Wadę tę można częściowo zniwelować komponując posiłki tak, by produkty dostarczające białka wzajemnie uzupełniały swój skład aminokwasowy).
Warzywa, owoce i zboża z natury nie zawierają witaminy B12 (kobalaminy). Niewielkie ilości tej witaminy mogą dostarczać produkty fermentowane i glony, ale jej biodostępność z tych produktów jest stosunkowo niska. Dlatego diety wegetariańskie wykluczające produkty zwierzęce są deficytowe w witaminę B12, a ich stosowanie często prowadzi do daleko posuniętych niedoborów tej witaminy, gdyż jej ilości syntetyzowane przez mikroflorę jelitową są niewystarczające. Niedobory kobalaminy mogą objawiać się zaburzeniami funkcji układów krwiotwórczego, nerwowego i odpornościowego.
Niedobór witaminy B12 może też przyczyniać się do wzrostu we krwi stężenia homocysteiny, której nadmiar jest szkodliwy dla neuronów i naczyń krwionośnych. W dzieciństwie odległym następstwem niedoboru witaminy B12 jest zwiększone ryzyko zachorowania na oponiaki i raka przełyku. Należy zaznaczyć, że u radykalnych wegetarian często występują niedobory żelaza, które mogą prowadzić do uszkodzenia błony śluzowej żołądka i zaburzać wchłanianie kobalaminy z przewodu pokarmowego. Wegetarianie spożywający ryby i jaja zwykle dostarczają do organizmu wystarczające ilości witaminy B12.
Diety wegetariańskie, wykluczające produkty zwierzęce, są także deficytowe w witaminę D, która w produktach roślinnych praktycznie nie występuje. Przy niższym nasłonecznieniu w Polsce (niż np. we Włoszech), ograniczającym efektywność skórnej syntezy witaminy D, diety takie nie zapewniają odpowiedniej podaży tej witaminy i mogą w znaczący sposób zaburzać gospodarkę wapniowofosforanową w organizmie.
Diety roślinne są też z reguły znacznie uboższe w wapń, którego źródłem w przeciętnej polskiej racji pokarmowej są przede wszystkim mleko i przetwory mleczne. Ponadto wapń z produktów pochodzenia roślinnego jest słabiej przyswajalny, ponieważ jest wiązany przez składniki antyżywieniowe, głównie fityniany.
Niedobory wapnia i witaminy D wpływają niekorzystnie na układ kostny. U ludzi dorosłych są najczęściej przyczyną osteomalacji, u osób starszych – osteoporozy, zaś u dzieci – krzywicy. Diety wegetariańskie uwzględniające znaczący udział mleka i produktów mlecznych, jaj i ryb, z reguły pokrywają zapotrzebowanie na wapń i witaminę D. Ograniczenie w diecie żywności konserwowanej fosforanami dodatkowo sprzyja utrzymaniu odpowiedniego stosunku wapnia do fosforu w dobowej podaży i poprawia przyswajalność wapnia.
Diety wegetariańskie często prowadzą również do niedoborów mikroelementów w organizmie, a szczególnie żelaza, cynku i selenu. Wprawdzie wegetarianie dostarczają z dietą znacznych ilości żelaza niehemowego, ponieważ spożywają dużo produktów zbożowych, nasion strączkowych oraz warzyw liściastych, ale w przypadku tego mikroelementu decydujące znaczenie ma nie jego bezwzględna zawartość w produkcie, ale biodostępność. Ta zaś ze źródeł roślinnych jest znacznie mniejsza niż z produktów zwierzęcych, zwłaszcza z mięsa, gdzie występuje w postaci hemowej.
Badania wykazują, że dieta wegańska pokrywa jedynie niewielki odsetek zapotrzebowania na żelazo. Podobnie ma się rzecz z cynkiem, który także jest znacznie lepiej przyswajalny z produktów zwierzęcych niż np. z obfitujących w fityniany przetworów zbożowych. W roślinnych dietach wegetariańskich również podaż selenu jest z reguły mniejsza niż w tradycyjnej racji pokarmowej.
Skutkami niedostatecznego pokrycia zapotrzebowania na wyżej wymienione mikroelementy u wegan, frutarian i witarian są m.in. niedokrwistość, obniżenie odporności, dysfunkcje tarczycy, zaburzenia sensoryczne, zmniejszenie płodności i poronienia.
Diety wegetariańskie zawierają wiele substancji antyodżywczych. W roślinach substancje te pełnią ważne funkcje np. chronią przed pasożytami, urazami mechanicznymi czy zjadaniem przez zwierzęta, podczas gdy trafiając do organizmu człowieka ograniczają wykorzystanie składników odżywczych. Większość tych substancji ulega neutralizacji podczas prawidłowych procesów kulinarnych. W przypadku witarianizmu, który przewiduje znaczne ograniczenie tych procesów, substancje antyodżywcze stanowią istotny problem zdrowotny.
Korzystną stroną diet wegetariańskich jest to, że obfitują w składniki działające prozdrowotnie, takie jak: nienasycone kwasy tłuszczowe, witaminy E, C i inne antyoksydanty oraz sterole roślinne i błonnik pokarmowy.
Dieta wegańska ma korzystny stosunek wielonienasyconych kwasów tłuszczowych do kwasów nasyconych, który uważa się za czynnik antyaterogenny. Nie zawiera też cholesterolu – związku występującego w tłuszczach zwierzęcych, którego nadmierne spożycie może przyspieszać rozwój miażdżycy. Obfituje za to w fitosterole i fitostanole, które obniżają poziom cholesterolu całkowitego i frakcji LDL w surowicy krwi oraz hamują wchłanianie cholesterolu z zawierających go diet lakto-owo- i semi-wegetariańskich.
Częste spożywanie przez wegetarian produktów bogatych w nienasycone kwasy tłuszczowe oraz witaminę E uważa się za główny czynnik zmniejszający zapadalność na choroby układu sercowo-naczyniowego.
Badania wykazują, że stosowanie diet wegetariańskich, zwłaszcza wegańskiej, wpływa korzystnie na wskaźniki lipidowe krwi u osób z zaburzeniami gospodarki tłuszczowej.
W świetle dotychczasowych badań ryzyko występowania otyłości, choroby będącej rezultatem współdziałania niedostatecznej aktywności fizycznej i czynników środowiskowych z wrodzoną predyspozycją organizmu, jest u laktowegetarian, semiwegetarian i wegan blisko dwukrotnie niższe w porównaniu do osób odżywiających się dietą tradycyjną.
U wegetarian znacznie rzadziej spotyka się też przypadki cukrzycy, szczególnie typu 2, a u osób cierpiących na tę chorobę dieta wegetariańska zwykle ułatwia kontrolę glikemii.
Charakterystyczną cechą wielu produktów roślinnych jest obecność błonnika pokarmowego, którego żywność pochodzenia zwierzęcego nie zawiera. Diety wegetariańskie zazwyczaj obfitują w ten składnik pokarmowy, który korzystnie oddziałuje na funkcje przewodu pokarmowego i skład mikroflory jelitowej, m.in. zapobiegając zaparciom.
Międzynarodowa Agencja Badań nad Rakiem (IARC) niedawno, po przeanalizowaniu wyników badań z ostatnich dwudziestu lat, uznała związek nadmiernego spożycia mięsa przetworzonego (peklowanego, poddanego obróbce w wysokich temperaturach lub na wolnym ogniu) z występowaniem nowotworów jelita grubego, trzustki i prostaty za udowodniony, a związek powstawania tych nowotworów ze spożyciem mięsa czerwonego (głównie wołowiny, wieprzowiny i baraniny) za prawdopodobny. W pierwszym przypadku zwiększone ryzyko zachorowania na raka specjaliści łączą głównie z obecnością wielopierścieniowych węglowodorów aromatycznych i amin heterocyklicznych, w drugim z dużą zawartością żelaza, którego nadmierna podaż może uszkadzać cząsteczki DNA.
Mając na uwadze powyższe, stanowisko ekspertów IARC, Instytut Żywności i Żywienia w Warszawie w wydanych w 2017 roku normach żywienia dla populacji Polski zalecił osobom dorosłym ograniczenie spożywania czerwonego mięsa i przetworzonych produktów mięsnych do 0,5 kg tygodniowo. Należy jednak zaznaczyć, że umiarkowane spożywanie mięsa w świetle aktualnej wiedzy żywieniowej jest zalecane, zwłaszcza dla dzieci, młodzieży, kobiet ciężarnych i karmiących, przede wszystkim ze względu na dużą zawartość wysokowartościowego białka, dobrze przyswajalnego żelaza hemowego, miedzi i cynku.
Przewodnicząca Komitetu Nauki o Żywieniu Człowieka PAN prof. Lidia Wądołowska