Filozofia (el)
- Autor: Anna Leszkowska
- Odsłon: 1523
Fanatyzm jest najgorszą formą
zniewolenia człowieka.
Kult nauki
Nauka była zawsze ceniona; bardziej w wymiarze aplikacyjnym niż poznawczym. Stała się szczególnie wartościową w czasach scjentyzmu i epokowych odkryć naukowych, nie tylko w naukach przyrodniczych, dokonywanych lawinowo począwszy od przełomu XIX i XX wieku. Wtedy wiedza naukowa podwajała się co dziesięć lat. Towarzyszyły im równie doniosłe wynalazki techniczne, które radykalnie zmieniły styl życia ludzi, ich środowisko oraz warunki bytowe.
Efekty rozwoju nauki i techniki przyczyniły się do szalonego postępu cywilizacyjnego. W drugiej połowie dwudziestego wieku postęp nauki i techniki wprowadził ludzkość w epokę antropocenu – bezpośredniej, coraz większej i skuteczniejszej ingerencji człowieka w świat przyrody i pośredniej - w środowisko społeczne. Nagle człowiek poczuł się po raz pierwszy w historii prawdziwym panem świata. Ludzie oszaleli na punkcie nowych odkryć naukowych i wynalazków technicznych dokonywanych w czasach rewolucji naukowo-technicznej. A koryfeusze nauki i techniki - naukowcy i wynalazcy - cieszyli się podobną niekłamaną estymą, jak idole.
W końcu ukształtował się pozytywny image naukowca i jego stereotyp. Naukę zaczęto postrzegać jako nieskazitelny obszar działań lub uczciwą i bezinteresowną instytucję społeczną, a jej pracowników - jako wzorce moralne. Na podstawie tego stereotypu uwierzono w obiektywizm badań naukowych i prawdziwość tego, co zostało naukowo potwierdzone, oraz w rzetelność opinii wypowiadanych przez ludzi nauki (ekspertów).
Szczególnym zaufaniem darzy się przyrodoznawców, ponieważ przedmiotem ich badań jest świat zmysłowy, a metody badań zapewniają wyniki dające się najlepiej zweryfikować. Mniej ufa się reprezentantom nauk humanistycznych i społecznych, których rezultaty badań, teorie i wypowiedzi nie są wystarczająco pewne, ze względu na duży ładunek subiektywizmu i możliwych przekłamań.
Naukowiec był wzorem człowieka etycznego pod każdym względem i cieszył się ogromnym autorytetem. Bycie naukowcem nobilitowało. Toteż bezgranicznie ufano i wierzono w niepodważalną prawdziwość głoszonych przez nich teorii oraz wyników badań i ich interpretacji. Zresztą, do dziś pracownik naukowy sytuuje się na szczycie rankingu profesji. Był to okres, kiedy uważano za świętą prawdę wszystko, co „naukowo uzasadnione”, albo „naukowe”.
W związku z tym wprowadzono terminy: „naukowy światopogląd”, „naukowy socjalizm”, ”naukowo uzasadnione normy pracy”, naukowy ateizm” itd.. Uczyniono też „naukowymi” szereg umiejętności (kunszt, mistrzostwo) takich, jak na przykład polityka (politologia), medycyna (nauki medyczne), a uczelnie wyższe kształcące specjalistów w dziedzinach sportu, muzyki, aktorstwa itp. nadają tytuły magistrów (równoważne magistrom fizyki, chemii, biologii itp.), chociaż w programach nauczania są tylko dwa przedmioty naukowe: psychologia i historia danego zawodu.
Co stało się z nauką w drugiej połowie XX wieku?
Po II wojnie światowej dawny wizerunek nieskazitelnego naukowca zaczął coraz bardziej zauważalnie zmieniać się na coraz gorszy. Wraz z tym gorzej postrzegano i oceniano naukę – instytucję, której najważniejszymi elementami są naukowcy. Wszak ocena instytucji zależy przede wszystkim od oceny jej pracowników. Dlaczego tak się stało?
Przyczyn obiektywnych upatruję w kontekście społecznym życia naukowców, a subiektywnych - w ich osobowości.
Wśród przyczyn obiektywnych wyróżniam:
1. Wykorzystywanie nauki do produkcji środków służących ludobójstwu oraz broni masowej zagłady.
2. Sprzężenie jej z biznesem, polityką, ideologią i światopoglądem.
3. Komercjalizację jej i finansowanie badań przez lobbystów, którzy domagają się korzystnych dla siebie (sfałszowanych) wyników badań.
4. Wykorzystywanie nauki na użytek propagandy i reklamy.
5. Spowszednienie nauki w wyniku masowej edukacji na poziomie wyższym.
6. Pauperyzację pracowników naukowych.
A wśród przyczyn subiektywnych:
1. Zbyt łatwe uleganie naukowców presji ze strony różnych organizacji, korporacji i grup przestępczych.
2. Zanik troski niektórych pracowników naukowych o zachowanie etosu naukowca wskutek upodlania się w celu zrobienia kariery i zdobycia pieniędzy w krótkim czasie. (W. Sztumski Sprzedajna nauka, „Sprawy Nauki”, 3, 2010)
Mówiąc o kontekście społecznym, mam na myśli całokształt uwarunkowań życia i działalności – politycznych, ideologicznych, ustrojowych, ekonomicznych, kulturowych itp., również w wymiarze międzynarodowym.
Był to okres ogromnych przemian, często o charakterze rewolucyjnym, w sferach ideologii, stosunków międzynarodowych, systemów gospodarczych, technologii, sztuki, światopoglądu, pedagogiki, systemów wartości itp. Przede wszystkim w krajach zachodnich, radykalne zmieniła się rzeczywistość społeczna w wyniku niezwykłego postępu technicznego oraz implementacji nowych ideologii, koncepcji ekonomicznych, politycznych i filozoficznych. A demokratyzacja i liberalizacja pociągały za sobą relatywizację wartości i kryteriów etycznych oraz przebudowę hierarchii wartości. (W. Sztumski, Naukowiec - ideał czy parias? "Sprawy Nauki", 6-7, 2021)
Zmiany te dokonywały się w czasach tzw. zimnej wojny, konfrontacji państw socjalistycznych z kapitalistycznymi, szalonego wyścigu zbrojeń, realnej groźby użycia broni atomowej i zaangażowania nauki przede wszystkim do celów militarnych. Badania naukowe, ich wyniki oraz lokalizacje instytutów badawczych, były objęte tajemnicą wojskową.(1) Rozwinęła się nowa gałąź szpiegostwa – wykradanie metod i wyników badań oraz pozyskiwania naukowców przez obce wywiady. Były to kuszące propozycje, Jedni szpiegowali z przyczyn ideologicznych lub politycznych, inni – z finansowych.
Merkantylizacja nauki
Jednak największym zagrożeniem dla dobrego imienia naukowców i nauki stała się ideologia konsumpcjonizmu, która upowszechniała się w latach sześćdziesiątych ubiegłego wieku i szybko przekształciła się w ideologię dominującą we współczesnym świecie. Za jej sprawą ludzi ogarnęła gorączka bogacenia się i osiągania coraz większych zysków za wszelką cenę, per fas et nefas, ale częściej per nefas.
Cóż, niektórzy naukowcy też mają słabe charaktery i ulegają presjom wynikającym z przynależności do narodu, grupy zawodowej, kościoła (przestrzeganie dogmatów wiary i przykazań jak też słynnej klauzuli sumienia), jakiejś partii politycznej, gdzie obowiązuje centralizm demokratyczny, albo dyscyplina partyjna podczas głosowania itp. Popadają również w niewolę propagandy, reklam i ideologii, zwłaszcza tak potężnej i kusicielskiej, jak konsumpcjonizm. Tym mniej są odporni na naciski, im bardziej są obsesjonistami poglądów politycznych, religii i ideologii. Nic dziwnego, że zaślepieni ideałami konsumpcjonizmu gotowi są nawet zeszmacić się, by zrobić karierę i bogacić się bez umiaru.
Postęp cywilizacyjny i gospodarczy zapewniający możliwość materializacji ideałów konsumpcjonizmu zależy w pierwszym rzędzie od naukowców z dziedzin przyrodoznawstwa, techniki medycyny, a nie od humanistów – od ich potencjału kreatywności i efektywności badań. Od ich ekspertyz zależą też wyniki wyborów parlamentarnych i zyski różnych organizacji gospodarczych, głównie korporacji.
Do wygrania wyborów przyczyniają się w dużym stopniu badania opinii publicznej przez ośrodki naukowe, które celowo zaniżają lub zawyżają wyniki ankiet. Zawyżają, gdy chcą osłabić czujność kandydata i intensywność jego akcji przedwyborczej; po co ma się wysilać, jeśli jest pewny zwycięstwa. Zaniżają, gdy chcą go zmobilizować do większych wysiłków w celu wygrania wyborów, albo wprowadzenia w błąd konkurentów. Te ekspertyzy robi się na zamówienie partii politycznych za odpowiednio wysoką cenę. Z tego powodu akcje wyborcze są coraz droższe i stać na nie zamożnych kandydatów i bogate partie. (2)
Podobnie postępują zarządy różnych firm i korporacji w celu odniesienia zwycięstwa w walce konkurencyjnej, albo zapewnienia sobie wyższych zysków.
Naukowcy są świadomi tego, że od nich zależą efekty walki konkurencyjnej w polityce i gospodarce. Dlatego, mając poczucie swojej ważności, stają się bardziej roszczeniowi i za preparowanie fałszywych ekspertyz wykonywanych na zlecenie możnowładców żądają wciąż wyższych wynagrodzeń. Nie wiadomo, czy są świadomi tego, że sprzedając swoją godność są podobni do prostytutek, które sprzedają swoje ciała. Co gorsze – handlowanie ciałem czy godnością? Prostytuują się z zimnego wyrachowania, bez wyrzutów sumienia i nie licząc się z opinią uczciwych naukowców i społeczeństwa. (W. Sztumski, Nauka się prostytuuje, „Przekrój“, Nr 31, 31.07.2008)
Nierząd naukowców rozpoczął się w USA zaraz po II Wojnie światowej i ogarniał coraz więcej krajów. Dziś stał się zjawiskiem masowym, do którego coraz bardziej przywykamy i patrzymy z przymrużeniem oka.
Zanik etosu nauki
Etos naukowców malał również w wyniku wzrostu frustracji wynikającej z uświadomienia sobie negatywnych skutków postępu naukowego i komercjalizacji nauki. Narastała ona równolegle z wiarą w moc nauki i jej nieskazitelność. Ideologia scjentyzmu osłabła, gdy okazało się, że nauka, głównie przyrodoznawstwo, nie spełnia oczekiwań poznawczych, bo nie jest w stanie w pełni opisywać świata; tworzy obrazy jednowymiarowe za pomocą filtrów, jakimi są pojęcia i kryteria naukowe.
Zmalała też rola racjonalizmu, głównie skrajnego, będącego fundamentem myślenia naukowego. Okazał się on niewystarczającym instrumentem poznawczym w kreowaniu pełnego opisu świata. Zresztą, jedno i drugie ogranicza myślenie i zniewala ludzi wskutek podporządkowania ich algorytmom i przekształcania ich w istoty zdygitalizowane w czwartej rewolucji przemysłowej, czyli w epoce cyfryzacji. W twórczości naukowej nie wystarcza rozum ograniczony logiką, paradygmatami i aksjomatami, jak sztuczna inteligencja. Potrzebna jest jeszcze wyobraźnia twórcza oraz wiara w możliwość weryfikacji hipotez. To wymaga transracjonalnego myślenia.
Ograniczone zaufanie dla ekspertyz naukowych
W przeciwieństwie do fanatyków nauki, niedowiarkowie mają poważne wątpliwości odnośnie do metodologii i prawdziwości wyników badań naukowych. Niekiedy ich brak wiary w naukę nie jest uzasadniony i przeradza się fanatyzm antynaukowości. Jednak w wielu przypadkach trudno odmówić im racji.
Przytoczę dwa przykłady z medycyny, potwierdzające rację niedowiarków.
Przykład pierwszy - Sprawa szkodliwości cholesterolu.
Panuje przekonanie, że zbyt dużo cholesterolu w pokarmie zwiększa ryzyko zawału serca. Dlatego należy unikać diety wysokotłuszczowej. Istnieją jednak uzasadnione wątpliwości co do tego, biorące się z dywergencji wypowiedzi specjalistów.
Kwestia cholesterolu pojawiła się w USA wkrótce po zakończeniu II wojny światowej, kiedy wielu bogatych biznesmenów w Stanach Zjednoczonych umierało na atak serca. Fizjolog Ancel Keys zastanawiał się, dlaczego bogaci ludzie i wysocy rangą przywódcy, którzy mieli dostęp do wysokokalorycznej żywności, byli bardziej narażeni na chorobę wieńcową niż ludzie w powojennej Europie, gdzie brakowało żywności i głodowano. Zasugerował hipotezę o istnieniu związku między tłuszczem w diecie a chorobami serca. Przedstawił ją na spotkaniu Światowej Organizacji Zdrowia w 1955 roku. Sześć lat później jego twarz pojawiła się na okładce „Time Magazine”. Zachęcał czytelników, aby unikali pokarmów wysokotłuszczowych (nabiału i czerwonego mięsa).
Wkrótce wszyscy uwierzyli w tę hipotezę. Tym bardziej, że 1985 r. Ancel Keys rozpoczął badania diety, stylu życia i częstości występowania choroby niedokrwiennej serca u prawie 13 tys. mężczyzn w średnim wieku w Finlandii, Grecji, Włoszech, Japonii, Holandii, Stanach Zjednoczonych i Jugosławii. Potwierdziły one, że poziom cholesterolu we krwi i śmiertelność na zawał serca były najwyższe w krajach, w których dieta zawierała wysoki odsetek nasyconych kwasów tłuszczowych (Finlandii i USA). Dlatego od 70-tych lat uznano dietę niskotłuszczową za zdrową.
Jednak tezę Keysa o cholesterolu jako przyczynie choroby wieńcowej podważył duński doktor medycyny Uffe Ravnskov na podstawie badań klinicznych i nazwał ją „największym skandalem medycznym współczesności”. (Uffe Ravnskov, Cholesterol. Naukowe ryzykokłamstwo, Wyd. WGP, 2009)
Po pierwsze, zarzucił Keysowi celowy wybór tych siedmiu krajów tak, by badania w nich uzasadniały jego hipotezę, a po drugie, że korelację między ilością cholesterolu i chorobami układu krążenia potraktował niesłusznie jak związek przyczynowy.
Najczęstszym błędem lekarzy jest utożsamianie współwystępowania (korelacji) zjawisk lub ich następstwa czasowego ze związkiem przyczynowym. Jeśli dwa zjawiska występują razem, to jedno z nich nie musi być przyczyną drugiego; co inne może być ich wspólną przyczyną. Podobnie, jeśli jedno zjawisko pojawia się po drugim, to nie musi być przyczyną tego drugiego.
Stwierdził on ponadto, że powszechne przekonanie o tym, że cholesterol („zły”) jest przyczyną zawałów, podtrzymują koncerny farmaceutyczne, które od lat skuteczne blokują rozwój medycyny w dziedzinie leczenia miażdżycy ze względów rnerkantylnych. Powód jest oczywisty: im mniej chorych, tym mniej sprzedanych leków.
W czasach prezydentury Ronalda Reagana deregulacja i cięcia w finansowaniu publicznym uwolniły przemysł farmaceutyczny od etycznych i społecznych kajdan, czyniąc przemysł farmaceutyczny przede wszystkim biznesem.
Odtąd w sprawie szkodliwości cholesterolu ma się do czynienia z wielkim zamieszaniem. Jedni badacze traktują go jako szkodliwy dla zdrowia, a inni - nie. Przy czym jedni i drudzy opierają się na wynikach badań naukowych. Okazało się, że nie jest winny cholesterol, nie same cząsteczki tłuszczu, lecz białka transportujące estry cholesterolu do i z komórek. Mogą one być kierowane albo do tętnic, w których gromadzą się, co skutkuje ich zwężaniem (miażdżycą), albo do wątroby, gdzie są metabolizowane i zużywane do tworzenia kwasów żółciowych, Za transport cząsteczek cholesterolu z różnych tkanek organizmu, również z tętnic, do wątroby odpowiada dobry cholesterol – HDL (rozróżnienia między dobrym i złym cholesterolem dokonał amerykański lekarz John Gofman w latach 50.). Wzrost jego aktywności zmniejsza ryzyka zawału. A zatem ani dieta wysokotłuszczowa, ani ilość cholesterolu nie zwiększają ryzyka zawału serca. (Robert DuBroff, Fat or fiction: the diet-heart hypothesis, BMJ EBM Journals, Vol. 26, 1. 2019.)
Na stężenie cholesterolu HDL wpływa szereg czynników. Ważnymi są czynniki genetyczne. U osób, u których dziedzicznie występuje niskie stężenia HDL, statystycznie częściej odnotowuje się epizody chorób serca.(3)
Szkodliwszym od cholesterolu i prawdziwym zagrożeniem dla ludzkiego zdrowia jest cukier, co stwierdził na początku lat 70-tych John Yudkin, brytyjski profesor fizjologii i żywienia (John Yodkin, Pure, White and Deadly, Penguine Books, 1972). Jednak to odkrycie zostało zbagatelizowane, a koledzy Yudkina doprowadzili do jego zupełnej dyskredytacji. Dopiero w 2009 r. on i jego odkrycie zyskały światowy rozgłos i uznanie za sprawą Roberta Lustiga, profesora pediatry z Uniwersytetu Kalifornijskiego w San Francisco.(4) A w 2016 r. ujawniono, że przeciwnicy Yudkina byli hojnie wspierani przez amerykańskie koncerny spożywcze, a ich badania były finansowane przez przemysł cukrowniczy, wiadomo, dlaczego.
Przykład drugi - kwestia szczepienia przeciw Covid-19.
Dwa lata temu ludzkość zaskoczyła epidemia spowodowana przez koronawirusa, która szybko przekształciła się w pandemię. Przygotowywano się na różne kataklizmy: ataki terrorystyczne, zderzenie cywilizacji, zmiany klimatyczne, najazd kosmitów i kolejną wojnę światową, ale nie na taką pandemię, która pochłania coraz więcej ofiar liczonych już w milionach i której końca nie widać. Faluje ona - raz się nasila, innym razem zanika, przy czym kolejne fale mają coraz wyższe amplitudy zakażeń. Koronawirus okazuje się sprytniejszy od ludzi. W odpowiedzi na szczepionki tworzy nowe mutacje zjadliwsze i odporniejsze na nie.
Pojawiły się dwie poważne wątpliwości odnośnie do pandemii w związku z różnymi enuncjacjami naukowców (głównie wirusologów), dziennikarzy i polityków. Jedna dotyczy jej pochodzenia, a druga – sposobu przezwyciężenia jej.
Do dziś nie zna się prawdziwej przyczyny tej pandemii. W związku z tym snuje się różne spekulacje, nawet odwołując się do teorii spiskowej. Jedni sądzą, że koronawirus jest naturalnym produktem przyrody lub jej środkiem obrony przed ludźmi i musiał zaistnieć w sprzyjających okolicznościach, na przykład w stanach dużego stresu. A tych jest coraz więcej w „galopującym społeczeństwie".
Inni, że jest dziełem ludzi trudniących się produkcją broni bakteriologicznej i manipulacjami genetycznymi, że przypadkowo lub celowo wydostał się z jednego z amerykańskich tajnych laboratoriów wojskowych w Chinach. Najlepsze urządzenia kontrolne nie zabezpieczają przed awariami.
Są też tacy, którzy twierdzą, że pandemię spowodowały nietoperze, noszący w sobie „uśpione” koronawirusy, które uaktywniły się w stanie silnego stresu w wyniku wcześniejszego obudzenia się ze snu zimowego za sprawą ludzi (efektu cieplarnianego). Wydostały się z jaskiń i zaraziły cywety, których mięso zjadali ludzie i zarażali się.
Jednak przeczy temu prof. Christian Voigt (zoolog z Leibniz-Institut für Zoo- und Wildtierforschung w Berlinie), który zbadał różne koronawirusy u nietoperzy: „Wiemy, że nietoperze z rodziny podkowców mogą przenosić całą gamę różnych koronawirusów. Wiele z nich jest całkowicie nieszkodliwych. Istnieją jednak również wirusy podobne do SARS. Jeden z nich mógłby być przodkiem patogenu, który sprawia nam teraz tyle kłopotów. Ale to nie znaczy, że ten oryginalny wirus nietoperzy może w ogóle zainfekować ludzi. W każdym razie nie jest mi znany żaden przypadek, w którym ktoś został bezpośrednio zarażony koronawirusem nietoperzy i zachorował” (Kerstin Viering, Das ist eine regelrechte Hexenjagd, „Spektrum der Wissenschaft", 25.05.2020).
Natomiast zwolennicy teorii spiskowej sugerują, że pandemia koronawirusa była bronią użytą przez prezydenta USA Donalda Trumpa w celu zrujnowania gospodarki Chin - najgroźniejszego rywala o dominację gospodarczą. Wszystkiego można było spodziewać się po nim. Być może użył jej, gdyż sankcje celne i gospodarcze wobec Chin nie spełniły jego oczekiwań. Nie liczył się z tym, że zaraza dotrze też do USA i innych krajów i wyrządzi tam więcej szkód niż w Chinach.
Dużo ludzi uznaje istnienie koronawirusa za kłamstwo lub wymysł. Niektórzy naukowcy również należą do nich, na przykład wirusolog niemiecki Stefan Lanka. Znaleźli się nawet jego sympatycy, którzy zorganizowali masowe protesty. Rządy większości państw zignorowały je, ale za namową naukowców zniesiono rygory w Szwecji i Islandii. Bowiem wskutek całkowitego braku kontaktu z wirusami układ immunologiczny człowieka przestaje wytwarzać przeciwciała i dlatego nie zadziała przy zetknięciu się z tymi wirusami, a to może doprowadzić do śmierci. Długotrwałe przebywanie w odległości dwóch metrów od siebie oraz w kwarantannie szkodzi zdrowiu w aspekcie fizycznym, psychicznym i społecznym, a siedzący tryb życia sprzyja chorobom układu krążenia.
To jest prawdą, tylko na efekty samoobrony organizmu trzeba czekać dłużej niż na efekty rygorów lub szczepionek.
Obecnie, mimo ponownego wzrostu zakażeń w piątej fali i ostrzeżeń specjalistów, zniesiono lockdown, przywrócono lekcje w szkołach, organizuje się wyjazdy dzieci na ferie jak i wielotysięczne imprezy masowe bez konieczności noszenia masek („sylwester marzeń”) w celach propagandowych i by nie szkodzić gospodarce. Argumenty polityczne i ekonomiczne przeważyły nad humanitarnymi.
Poza marginalnymi wyjątkami, nikt nie wątpi w istnienie koronawirusów. Istnieją jednak różnice zdań odnośnie zwalczania ich.
Z jednej strony są tacy fanatycy religijni, jak np. Afroamerykanie w USA, którzy wierzą, że ustawienie krzyża przed domem uchroni mieszkańców od zarazy. (Dawniej wierzono w magiczną moc wody święconej, świec i zaklęć.) Pomaga to, jak umarłemu przysłowiowe kadzidło.
Z drugiej strony są fanatycy nauki, którzy wierzą w magiczną moc nauki - w skuteczność różnych szczepionek i ich przeciwnicy – niedowiarkowie. Jedni wytaczają argumenty przeciw drugim na podstawie badań naukowych i wiedzy naukowej. A gdy brak im rzeczowych argumentów, wyśmiewają się z siebie nawzajem.
Fanatycy nauki wierzą w niemal stuprocentową skuteczność szczepień przeciw koronawirusowi, a niedowiarki nauki wątpią w to. Zwolennicy szczepień („szczepionkowcy”) nazwali niedowiarków pogardliwie „antyszczepionkowcami”. Wmówiono ludziom, że antyszczepionkowcy są przeciwnikami szczepień przeciw wszystkim chorobom zakaźnym, co jest nieprawdą. Ale dzięki temu zdezawuowano ich w opinii mas, a szczepionkowcy uzyskali przewagę w sporze z antyszczepinkowcami, ponieważ dzięki mass mediom upowszechnił się negatywny stereotyp antyszczepionkowca. W efekcie, większość ludzi nie uznaje racji antyszczepionkowców, którzy, jak szczepionkowcy, wywodzą je z badań naukowych, a nie ze spekulacji. W rezultacie, spór między zwolennikami a przeciwnikami szczepień przeciw koronaworusowi stał się sporem o rzetelność badań naukowych i prawdziwość ich wyników.
Jakie fakty, potwierdzone naukowo, przemawiają za racją obu stron uczestniczących w tym sporze?
1. Średni czas oczekiwania na udostępnienie jakiejś szczepionki do użytku wynosi od 10 do 12 lat. Tymczasem pierwsza szczepionka Pfizera pojawiła się na rynku farmaceutycznym już po trzech miesiącach od wybuchu pandemii. Są dwie możliwości: albo była to szczepionka zrobiona naprędce, żeby na niej szybko zarobić korzystając z okazji i nie zważając na jej malejącą skuteczność (w ciągu trzech miesięcy spadla z 95% do 65%) i możliwe uboczne, szkodliwe skutki, albo od kilkunastu lat prowadzono badania skrycie nad produkcją tej szczepionki na wypadek użycia koronawirusa w wojnie biologicznej i była ona już gotowa. Druga opcja jest bardziej prawdopodobna.
2. Żadna szczepionka nie zapobiega zachorowaniu na Covid, nawet powtarzana kilka razy. Co najwyżej zapewnia lżejszy przebieg choroby, ale też nie każdemu i nie w przypadku każdej odmiany tego wirusa. Notuje się coraz więcej kilkakrotnych zachorowań nawet po trzeciej dawce lub szczepieniu „przypominającym”. Może dojść do tego, że trzeba będzie szczepić się częściej na nowe odmiany koronawirusów z takim samym skutkiem. W Izraelu zaszczepiono już czwartą dawką ponad pół miliona osób. Podobno zwiększyła się po niej odporność.
Koronawirus okazał się sprytniejszym od ludzi. Wciąż znajduje sposoby na obejście aktualnej bariery odporności na niego. Na każdą próbę uodpornienia na jedną odmianę odpowiada wytworzeniem kolejnej, jeszcze gorszej. Obecnie odkryto „niewidzialną” wersję Omikronu BA.2, który może zakażać po uzyskaniu odporności po przebyciu zakażenia wywołanego standardowym podwariantem Omikronu BA.1.
Dlatego obecnie nikt nie może powiedzieć, jak zła będzie kolejna fala pandemii. Natomiast skorzystanie ze szczepionek jest ryzykowne. Może spowodować infekcję Covidem, albo złe skutki uboczne zaraz po zaszczepieniu się danego człowieka lub później. Mogą one pojawić się dopiero u jego potomstwa. Tego dziś nie wiemy. Dowiedzą się o tym następne pokolenia, ale to będzie już za późno. Długofalowe konsekwencje infekcji są nadal jedną z największych tajemnic pandemii: nie wiadomo nawet, co dokładnie powoduje Long-Covid ani jak często. Stwierdzono, że syndrom długofalowych następstw wystąpił u jednej trzeciej ozdrowieńców. ( Ende der Corona-Pandemie in Sicht? Was nach der Krise auf uns zukommt, “Fokus Online”, 22.01.2022 )
3. Masowe szczepienie, które uodpornia na jedną odmianę koronawirusa „rozwściecza” go do tego stopnia, że tworzy nowe, coraz gorsze odmiany – bardziej zakaźne oraz trudniejsze do wyleczenia i wynalezienia szczepionek przeciw nim. Nie wiadomo, ile jeszcze mutacji koronawirusa się pojawi. Na razie groźnych jest dziesięć: Alfa, Beta, Gamma, Delta. Eta, Iota, Kappa, Lambda, Mi i Omikron. Szacuje się, że może być ich więcej i nie wiadomo, czy wystarczy liter alfabetu greckiego. (Frederik Jötten, Zu was das Coronavirus noch mutieren kann (https://www.spektrum.de/news/varianten-wie-das-coronavirus-noch-mutieren-kann/1911421; 25.01.2022)
O ile organizm stosunkowo łatwo mógł się sam obronić przeciw pierwszej odmianie koronawirusa - ozdrowieńcy nie chorowali ponownie - to przeciw następnym odmianom jest mu coraz trudniej obronić się samemu, chociażby dlatego, że budowa systemu immunologicznego nie dokonuje się natychmiastowo, lecz wymaga coraz dłuższego czasu na odreagowanie dla obrony przed bardziej złośliwymi odmianami.
Czy warto było zwalczać całkowicie pierwszą jego odmianę, łagodniejszą od późniejszych? Może byłoby mniej ofiar, a koronawirus zachowywałby się, jak przyzwoity wirus grypy. (Oficjalne statystyki potwierdzają, że co najmniej 5,5 mln osób zmarło w wyniku Covid-19. Faktycznie zmarło dużo więcej, bo około 22 mln osób – p. David Adam, Die wahre Zahl der Coronapandemie-Toten, https://www.spektrum.de/news/uebersterblichkeit-wie-viele-menschen-sind-an-corona-gestorben/1973746; 24.01.2022)
Wtedy wystarczyłoby szczepić się co roku, jak dotychczas przeciw grypie i nie byłoby takich oporów ani zagrożeń wynikających ze szczepienia. Byłoby ono czymś zwyczajnym, jak szczepienie się przeciw ospie, żółtaczce, odrze itp. W tym duchu wypowiedział się prezes koncernu Pfizera, Albert Bourla, który oświadczył, że szczepienie przypominające co pół roku, a może później, co ćwierć albo częściej, niewiele daje i dlatego nie widzi jego sensu. Lepszym rozwiązaniem byłoby szczepić się corocznie. (Jak często szczepienia? Prezes Pfizera ma swoją wizję, „Business Insider” 23.01.2022).
Wniosek
Fanatycy nauki wierzą w nią jak w bóstwo, mimo że jest uwikłana w różnorodne związki z władzą, biznesem, korporacjami itp. Jednak traktowanie z tego powodu wszystkich danych naukowych jako ex definitione niewiarygodne jest nie do przyjęcia i niczego nie daje. Nie wolno a priori negować opinii ekspertów naukowych, ani ich badań pod warunkiem, że są prawdziwe i nie zostały odpowiednio sfabrykowane na użytek korporatokratów, polityków i innych grup nacisku. Niestety, to ma miejsce coraz częściej.
Nic dziwnego, że naukowcom coraz mniej ufają ludzie, a z ich opiniami przestali liczyć się politycy. (Nasz rząd nie stosował się do zaleceń znanych wirusologów i podejmował decyzje w sprawie zwalczania pandemii, mając na uwadze korzyści polityczne, propagandowe i ekonomiczne, a nie zdrowie narodu, co wywołało gwałtowny przyrost infekcji i zgonów w piątej fali. Np. skrócono czas kwarantanny z 14 do 7 dni, wprowadzono masowe testy, które nie pomagają w leczeniu itp.).
Przekonanie, że wiedza naukowa jest równoważna z irracjonalnym „głębokim przekonaniem” o jej mocy magicznej może spowodować, że podejmując istotne decyzje (również na szczeblu państwowym), ludzie będą się kierować myśleniem życzeniowym, a rzeczywistość będzie dostosowywać do oczekiwań. Tak nigdy nie będzie.
Nie należy być ani fanatykiem nauki, ani kompletnym niedowiarkiem.
Ze względu na duże ryzyko i niepewność co do bliskich i dalszych skutków, masowe szczepienia przeciw koronawirusom są jakby nie było eksperymentem medycznym na skalę światową w imię debra wspólnego ludzkości i rozwoju medycyny. Również eksperymenty medyczne w klinikach, mniej ryzykowne, prowadzi się w tym celu, jednak tylko za zgodą pacjentów. W związku z tym pojawia się pytanie, czy wolno zmuszać ludzi do udziału w eksperymencie globalnym, jakim jest masowe szczepienie. Na to pytanie trudno udzielić jednoznacznej odpowiedzi. Antyszczepionkowcy twierdzą, że nie, ponieważ jest to eksperyment obarczony wciąż jeszcze dość dużym ryzykiem. Nie całkiem bez racji odwołują się do eksperymentów medycznych dokonywanych na więźniach obozów koncentracyjnych, które też miały służyć temu samemu, ale mimo to, zostały uznane za ludobójstwo, może dlatego, że w ich wyniku ginęło więcej ludzi. Czy nie byłoby wskazane, by na razie, dopóki nie zmniejszy się ryzyko, szczepili się chętni, odważni i świadomi tego ludzie na własną odpowiedzialność?
Niektórzy eksperci przypuszczają, że obecna fala Covida jest już ostatnią, ponieważ dynamika pandemii zwalnia. Jednak nikt nie wie, jak będzie wyglądać koniec pandemii. To, co nastąpi później i jak długo potrwa faza przejściowa, zależy od wielu czynników: od samego wirusa, medycyny i społeczeństwa. Będzie to faza „Po pandemii i przed pandemią”.(Ende der Corona-Pandemie in Sicht? Was nach der Krise auf uns zukommt, „Online Focus”, 22.01.2022.). Oby ten optymizm dotyczący końca pandemii zmaterializował się, ale myślę, że wieści takie są nie tyle w celu pocieszenia ludzi, by dodać im nadziei oraz odporności psychicznej, ale bardziej dla ratowania gospodarki.
Wiesław Sztumski
(1) W 1956 r. Prof. Henryk Niewodniczański (późniejszy wicedyrektor Zjednoczonego Instytutu Badań Jądrowych w Dubnej) opowiadał, że jak pierwszy raz pojechał tam, to wsadzili go wieczorem w Moskwie do samolotu i leciał prawie trzy godziny zanim wylądował w Dubnej, która była raptem 120 km odległa od Moskwy. Siedział przy oknie i zorientował się po gwiazdach, że łatają w kółko, pewnie dlatego, by się zdawało, że Instytut jest dużo dalej.
(2) Wybory pierwszego prezydenta USA, Abrahama Lincolna prawie nic nie kosztowały, następnych prezydentów - kilkaset tysięcy dolarów, a ostatniego, Donalda Trumpa, już ponad miliard dolarów. W Polsce, w 2010 r. wybory prezydenckie kosztowały ponad 107 mln złotych. Pięć lat później - ponad 147 mln zł., a w 2020 r. - ponad 400 milionów zł.).
(3) Epidemiolożka Jane Armitage z Uniwersytetu Oksfordzkiego stwierdziła, że osoby z rodzinną hipercholesterolemią mają nienormalnie wysoki poziom cholesterolu LDL. O ile nie są leczeni, ich ryzyko rozwoju choroby wieńcowej jest nawet 13-krotnie wyższe niż u osób bez tej mutacji.
(4) Sytuacja ta przypomina kwestię globalnego ocieplenia: są naukowcy prowadzący badania niezależne i naukowcy sponsorowani (raczej przekupywani) przez przemysł. Prezentują oni sprzeczne wyniki swoich badań i dlatego budzą w społeczeństwie zwątpienie w naukę.
- Autor: Wiesław Sztumski
- Odsłon: 7186
Od 5 lat odbywają się na Uniwersytecie Śląskim w Katowicach interdyscyplinarne dyskusje panelowe w ramach sympozjów Oblicza fizyki - między fascynacją a niepokojem. Rola fizyki w rozwoju naszej cywilizacji i kultury, organizowane przez prof. Jerzego Warczewskiego z Instytutu Fizyki Uniwersytetu Śląskiego, redaktora naczelnego „Postępów Fizyki".* Biorą w nich udział nie tylko wybitni fizycy i uczeni z pokrewnych dyscyplin, ale również reprezentanci nauk humanistycznych, medycyny, filozofii i sztuki.
- Autor: Wiesław Sztumski
- Odsłon: 8148
W życiu codziennym posługujemy się słowem „czas” w różnych kontekstach i wyrażeniach. Zazwyczaj uznajemy je za wystarczająco jasne i samo przez się zrozumiałe, bo przecież czas wyczuwamy intuicyjnie, a zwłaszcza jego upływ.
Mówimy więc: „mam czas” lub „nie mam czasu”, „w czasie”, „wypełnić czas”, „czas pracy”, „czas wolny”, „najwyższy czas”, „na czas”, „odczuwać czas”, „podawać czas”, „odpowiedni czas”, „dobre czasy” itp., jakby w każdej z tych wypowiedzi chodziło o to samo, o jedno i to samo pojęcie czasu.
W języku potocznym posługujemy się słowem „czas” nie odróżniając jego znaczenia węższego od szerszego. A w szerszym sensie „czas” znaczy tyle, co w języku filozofii „czasowość”, tzn. zmienność, przemijanie i trwanie.
W wąskim sensie w słowie „czas” kryją się tylko różne rodzaje i sposoby zmian oraz przemijania, jakie mają miejsce na różnorakich poziomach struktury świata.
„Czasowość” jest pojęciem abstrakcyjnym. Nie doświadczamy czasowości (czasu „w ogóle”), tylko tzw. kategorie czasowe, czyli różne rodzaje czasu konkretnego. „Czas jest hierarchią różnych kategorii czasowych. Każda forma czasowa ma swoje odmienne cechy i każda odpowiada pewnemu stabilnemu poziomowi integracyjnemu przyrody” (J. T. Fraser, Wyjście z jaskini Platona: Naturalna historia czasu, w: „Zagadnienia Filozoficzne w Nauce”, Nr II, 1980).
W czasowości zawiera się wiele kategorii czasu rozmaicie doświadczanych, opisywanych i odmierzanych. Są one składnikami pojęcia czasowości, które pozostają we wzajemnych relacjach i związkach (oddziaływają wzajemnie na siebie); tworzą więc strukturę „czasowości”.
W dalszym ciągu rozważań będę używał słowa „czas”, gdy będę mieć na myśli abstrakcyjny „czas w ogóle”, czyli „czasowość”, a słowa „czas” z dodatkiem odpowiedniego przymiotnika, który go uściśla, gdy będę mieć na myśli czas konkretny, czyli jakąś kategorię czasu.
A zatem „czas” nie jest pojęciem prostym, lecz złożonym i nie jest zbiorem sumarycznym ani mnogością kategorii czasu, lecz systemem o określonej strukturze. Pełne pojęcie i świadomość czasu uzyskuje się wówczas, gdy rozważa go systemowo, holistycznie i w aspekcie wszystkich jego kategorii. Nauką, która systemowo i kompleksowo bada czas, jest temporalistyka.
Kategorie czasu
W wyniku kategoryzacji dokonano podziału czasu na naturalny i sztuczny oraz przyrodniczy i społeczny a także wyróżniono wiele kategorii czasu. Jedne funkcjonują w świecie realnym (real time), drugie - w wirtualnym (virtual time, albo e-czas). Jedne powstały w toku ewolucji przyrody zanim pojawili się ludzie, są nadal przez nią kształtowane i funkcjonują w geobiosferze. Tam dokonują się naturalne zmiany cykliczne (np. roczne i dobowe, tętno), które pozwalają odmierzać czas w sposób naturalny, oraz zmiany nieodwracalne, które pokazują, że upływ czasu („strzałka czasu”) jest jednokierunkowy i niezależny od sposobu pojmowania czasu przez ludzi. Badania dowiodły, że każdy atom i molekuła jest zegarem, a kryształ – ich kunsztownym układem.
W miarę postępu wiedzy odkrywa się różne kategorie czasu w przyrodzie. Obecnie znane są: kategoria fizyczna, chemiczna, biologiczna, geologiczna, psychologiczna. Są także sztuczne kategorie czasu, będące produktem ludzi oraz ich kultury, jak np. ekonomiczna, technologiczna, socjologiczna, historyczna, artystyczna, czy religijna. Kategorie czasu różnią się od siebie tym, że odzwierciedlają różne procesy (zmiany), mają różne właściwości i różnie odmierza się ich trwanie.
W dotychczasowej historii dominującą rolę w życiu ludzi odgrywał czas przyrodniczy, na który praktycznie można wpływać tylko w niewielkim stopniu, z wyjątkiem sztucznego oświetlenia – lampy naftowej i żarówki elektrycznej. Jednak gdzieś od połowy XX wieku, tę rolę przejmował coraz bardziej czas kulturowy, który zaczął nas sobie podporządkowywać i czynić „niewolnikami czasu”.
Najlepiej znanymi i doświadczanymi kategoriami czasu naturalnego (przyrodniczego) są: czas biologiczny, fizyczny i psychologiczny, a czasu sztucznego (kulturowego) – czas społeczny i ekonomiczny.
Czas biologiczny
Z jednej strony, czas biologiczny kojarzy się z przemijaniem życia, bowiem każda istota żywa ma tylko jeden (konkretny, albo statystycznie oczekiwany) czas życia. Na poziomie mikroskopowym zachodzi naturalne starzenie się komórek: powstają, spełniają swoje funkcje i obumierają. Wprawdzie regenerują się, tworzą swoje reprodukcje, ale każda kolejna kopia jest zazwyczaj jakościowo gorsza od poprzedniej, co powoduje postępującą dezorganizację istoty żywej aż do jej naturalnej śmierci. Z drugiej strony, dzięki psychice, czas biologiczny kojarzy się z odczuwaniem czasu.
Czas biologiczny wyznaczają rytmy, albo procesy cykliczne, jakie zachodzą w organizmach. Pełnią one rolę „zegarów biologicznych” - odczuwalnych, choć niemierzalnych. Według chronobiologii, nauce o czasie biologicznym, zegary te prawdopodobnie znajdują się w pojedynczych komórkach i są uwarunkowane genetycznie. (Niedawno uczeni amerykańscy odkryli gen, który steruje wewnętrznym zegarem u ssaków.)
W zasadzie w każdej komórce organizmu tyka jej własny wewnętrzny zegar. W związku z tym, w ciele znajduje się ogromna liczba zegarów, ale ich chód (tykanie) jest synchronizowany przez jeden zegar centralny – mózg, a dokładnie przez szyszynkę. Wydziela ona hormon (melatoninę), który reguluje okresy czuwania i snu. Niedawno odkryto, że u ssaków funkcję wewnętrznego zegara pełni jądro nadskrzyżowaniowe, które u człowieka położone jest w przedniej części podwzgórza, tuż nad skrzyżowaniem nerwów wzrokowych. Dlatego twierdzi się, że oko jest najważniejszym ogniwem łączącym zegary wewnętrzne z światem zewnętrznym.
Naturalnym zegarem biologicznym człowieka jest zbiór komórek nerwowych, zwanych „neuronami zegara”, lub innych komórek znajdujących się np. w wątrobie czy nerkach, które w sposób cykliczny kontrolują wydzielanie pewnych substancji sygnalizacyjnych. Oprócz światła, na rytm zegarów wewnętrznych wpływają inne czynniki zewnętrzne, np. wilgotność powietrza, temperatura i ciśnienie atmosferyczne. Dlatego przechodzenie z pomieszczenia klimatyzowanego i oświetlanego sztucznie, (gdzie temperatura wynosi 18o C, a oświetlenie 400 luksów), na zewnątrz (gdzie w pogodny letni dzień temperatura wynosi 30o C, a oświetlenie - 100 tys. luksów) lub na odwrót, zakłóca bieg zegarów wewnętrznych.
Cykli oddziałujących z zewnątrz na istotę żywą jest wiele. Najlepiej znanym jest cykl dobowy. Rytmom cyrkadialnym podporządkowane są różne procesy i stany fizjologiczne (temperatura ciała, poziom hormonów, bicie serca, wymiana substancji, aktywność mózgu itp.). W każdym człowieku występują ruchy drgające odpowiednio do tego cyklu. Ich okresy drgań wahają się od 19 do 27 godzin. Wskutek tego są różne chronotypy ludzi – jedni („skowronki”) są aktywni wcześnie rano, drudzy („sowy”) - późno w nocy.
Przeciętnie ludzie niepoddani żadnemu reżymowi czasowemu śpią od wpół do pierwszej w nocy do wpół do dziewiątej rano, ale występują różnice między zimą a latem oraz między dniami roboczymi a świątecznymi. (Pod presją ekonomii chronobiologia podejmuje badania nad dostosowaniem godzin pracy, zwłaszcza zmianowej, do odpowiednich chronotypów, aby zwiększyć wydajność pracy.) Na nasze życie wpływają też pośrednio cykliczne odpływy i przypływy mórz. Na cykl dobowy nakłada się jeszcze cykl roczny.
Szczególną rolę odgrywają zmiany oświetlenia powierzchni Ziemi. Jasność i ciemność oraz dostęp do energii promieniowania słonecznego bezpośrednio i znacznie wpływają na przebieg funkcji życiowych organizmów. Powodują wahania nastrojów, zmęczenie wiosenne oraz depresję zimową, ponieważ gospodarka hormonami i psychika zależą między innymi od natężenia promieniowania słonecznego Oprócz tego, na życie wpływają inne cykle lub quasi-cykle w przyrodzie nieożywionej, jak na przykład epoki lodowców i okresowe zmiany klimatu.
Współczesny człowiek wskutek podporządkowania się nakazom cywilizacji i kultury lekceważy własny chronotyp, psuje swoje zegary wewnętrzne, rozregulowuje je i dlatego stale ma niedopasowany swój zegar biologiczny do zegarów zewnętrznych. To wywołuje stres i odbija się negatywnie na zdrowiu. Wprawdzie zegary wewnętrzne są do pewnego stopnia elastyczne i mogą dostosowywać się do zegarów zewnętrznych, ale ta ich synchronizacja nie dokonuje się natychmiast, lecz wymaga pewnego czasu. Wewnętrzny zegar w mózgu potrzebuje około jednej doby na to, aby się przestawić po przelocie przez Atlantyk, a wątroba, płuca i mięśnie - około jednego tygodnia.
Zegar wewnętrzny człowieka charakteryzuje się następującymi właściwościami:
- Jest autonomiczny (zachowuje niezmienny rytm w ustalonych warunkach).
- Jest odporny na zmiany temperatury (w zimnie i cieple tyka tak samo).
- Daje się przestawiać (jego chód może być korygowany pod wpływem czynników przyrodniczych i społecznych).
- Ma ograniczoną elastyczność (korekcja chodu i dopasowanie mają określone granice).
- Jest koordynatorem zdarzeń (nie tylko kontroluje czas trwania różnych procesów w organizmie, ale też dba o to, by różne zdarzenia występowały punktualnie w określonym czasie; tym samym zapewnia synchronizację wewnętrznego rytmu z procesami zachodzącymi na zewnątrz).
- Jest genetycznie sterowany (zmiany rytmów są dziedziczone przez kolejne pokolenia za pośrednictwem genów).
Faktycznie, żyjemy w rytmie genów, a więc w niewoli czasu biologicznego. Amerykańscy naukowcy odkryli gen, który jest „dyrygentem” wielu cyklicznych czynności naszego organizmu. Znaleźli jego odpowiednik u milimetrowego robaka Caenorhabditis elegant. Prawdopodobnie gen rytmu obecny jest również u ludzi i odgrywa podobną rolę.
Na czas biologiczny składają się zdarzenia (chwile), jakie zachodzą w ciągu życia. Nie rozkładają się one równomiernie (różnie się zagęszczają w ciągu życia) i nie są równowartościowe (inną wartość mają zdarzenia bliższe narodzin i bliższe śmierci). Dlatego, w odróżnieniu od czasu fizycznego, czas biologiczny nie jest jednorodny.
Czas fizyczny
Pojęcie czasu fizycznego upowszechniło się w świadomości ludzi dopiero od 1638 r., odkąd Galileusz wprowadził czas (parametr „t”) jako zmienną niezależną do formalnego opisu procesów fizycznych (ruchów) w ramach mechaniki klasycznej. Fizyka nie definiuje czasu, tylko odpowiada na pytania: jaki jest czas, jak można go mierzyć i jak odróżniać przeszłość od przyszłości. Traktuje go instrumentalnie jak parametr (zmienną niezależną) w równaniach ruchu, albo wielkość mierzalną, ale nieobserwowalną, za pomocą której opisuje się stany, procesy i zjawiska fizyczne.
Czas fizyczny jest najbardziej odpodmiotowiony, czyli pozbawiony wymiaru ludzkiego (odczuwania go). Sprowadza się do pomiaru, czyli do odczytywania wskazań zegarka. Jak mawiał Albert Einstein, „Czas jest tym, co można odczytać na zegarze”.
Czas fizyczny jest w istocie czasem zegarowym odmierzanym za pomocą zegarów słonecznych, mechanicznych, elektronicznych lub atomowych, które rejestrują ruchy periodyczne w przyrodzie – od cząstek elementarnych do wszechświata. Z pozoru jest czasem naturalnym, bo bazuje na zjawiskach przyrody, ale jako czas zegarowy jest sztuczny, odmierzany przez ruchy drgające zegarków, które są wytworami ludzi. Dzięki łatwemu, prostemu i niezwykle dokładnemu odmierzaniu odgrywa on o wiele większą rolę w nauce i w życiu ludzi aniżeli jakakolwiek inna kategoria czasu. Jeśli inne kategorie czasu mają mieć zastosowanie w różnych obszarach życia, to wymagają kwantyfikacji i dlatego muszą odwoływać się do czasu fizycznego, zegarowego.
Jednak stąd, że co dzień korzystamy z czasu fizycznego, nie wynika, że on jest nam najbliższy. Bliższy jest czas biologiczny, który związany jest bezpośrednio z funkcjonowaniem naszego organizmu i czas psychologiczny, który na swój sposób odczuwamy i przeżywamy w ciągu życia.
Czas fizyczny nie należy do świata sensorycznego, mimo że opisuje zjawiska zachodzące w nim. Mimo to, odkąd Newton uprzedmiotowił czas, w potocznej świadomości traktuje się go jak substancję materialną, która oddziałuje na inne składniki świata i której przypisuje się nawet moc sprawczą i niszczycielską. (W mitologii greckiej czas uległ nawet personifikacji w postaci boga czasu Chronosa i sakralizacji.)
Za atrybuty czasu fizycznego uznaje się ciągłość i jednokierunkowość. Bierze się to z traktowania chwil jak (bezwymiarowe) punkty geometryczne i układa rosnąco na jednej z osi współrzędnych w postaci nieprzerwanej linii. Realne procesy przebiegające w świecie sensorycznym są faktycznie nieodwracalne z niewyjaśnionych jeszcze przyczyn.
Przekonanie o ciągłości upływu czasu potwierdza klasyczna teoria względności, która zgeometryzowała fizykę i czas oraz złączyła punkty z chwilami na gruncie czterowymiarowej przestrzeni Minkowskiego. Jednak przeczy mu kwantowa teoria względności, gdzie nawet najkrótsza chwila ma minimalną długość trwania; nie jest punktem, lecz odcinkiem na osi czasu, tzw. kwantem czasu. Przypuszcza się, że najmniejszym rozmiarem chwili, która stanowi „absolutną” dolną granicą czasowej separacji zdarzeń, jest tzw. czas Plancka równy 5,4.10 –44 sek. Znaczy to, że nie ma sensu rozróżniać od siebie zdarzeń, które następują po sobie w czasie krótszym.
Przeczy mu też to, że receptory naszych narządów zmysłowych (w szczególności oka) reagują tylko na bodźce charakteryzujące się pewnym trwaniem, które nie może być równe zero. A więc upływ czasu postrzegamy „skokowo” w postaci szeregu chwil nazywanych „psychicznym czasem teraźniejszym”. Jest to interwał czasu, w jakim uświadamiamy sobie bezpośrednio to, co właśnie teraz zdarza się. Średnio wynosi on od 4 do 12 sekund. (W informatyce nazywa się go „subiektywnym kwantem czasu”, czyli minimalnym czasem, w którym udaje się uprzytomnić sobie 1 bit informacji.)
Dla człowieka „chwila” (spostrzeżenie pojedynczego obrazu, czyli najmniejsza jednostka czasu, jaka może być doświadczona czy przeżyta, wynosi od 0,06 do 0,09 sekundy, co odpowiada 16-18 bodźcom w ciągu sekundy. Jeśli na przykład dostarcza się oku więcej bodźców w czasie 1 sek., to uzyskuje się efekt zlewania się pojedynczych „chwil” (obrazów) i postrzeganiu ich jak ruch ciągły - np. w przypadku filmu. (Dla porównania: „chwila” dla ślimaka wynosi 0,25 sek. (4 bodźce na sekundę), a dla ptaków drapieżnych – 0,01 sek. (100 bodźców na sekundę), co sprawia, że orzeł może widzieć nieruchomy pocisk w oddzielnych „punktach” toru lotu. Natomiast przekonanie o nieodwracalności upływu czasu obiektywnie potwierdzają prawa fizyki (przede wszystkim druga zasada termodynamiki) i postrzeganie różnych procesów realnych w przyrodzie nieożywionej ( strzałki czasu: kosmologiczna, elektromagnetyczna i termodynamiczna) jak i w ożywionej (procesy rozwoju, starzenia się, obumierania itp.).
Czas psychologiczny
Czas jest nie tylko odmierzany, ale przeżywany przez ludzi i być może przez zwierzęta. Dzięki temu ma zabarwienie emocjonalne. Ludziom nie jest obojętny upływ czasu, bo każda chwila jest wypełniona jakąś treścią – pamięcią o przeszłości, nadzieją i planowaniem na przyszłość, albo działaniem w czasie teraźniejszym. Chwil życia nie można redukować do beztreściowych punktów czasoprzestrzeni ani do zdarzeń fizycznych.
Czas psychologiczny - w odróżnieniu od biologicznego i fizycznego - odzwierciedla przeżywanie zmian, dokonujących się wewnątrz człowieka i wokół niego. Żadna inna kategoria czasu nie jest w stanie oddać ani wyrazić dramaturgii życia, duchowej percepcji i psychologicznego pojmowania czasu. Jest on też indywidualnym poczuciem (świadomością) innych kategorii czasu w wyniku indywidualnego doświadczania ich.
Świadomość czasu ma się dzięki pamięci, która pozwala przypominać sobie zdarzenia z przeszłości. Ale pamięć mają też inne istoty żywe, a nawet składniki przyrody nieożywionej, np. komputery. Jeśli tak, to nie ma pewności co do tego, że uznanie czasu psychologicznego za typowo ludzki nie jest przejawem szowinizmu gatunkowego.
Czas psychiczny, który obok fizycznego odgrywa największą rolę w życiu człowieka, osadzony jest z jednej strony w przyrodniczej naturze człowieka - w jego cielesności i systemie nerwowym, a z drugiej strony – w jego psychice, która jest swego rodzaju produktem systemu nerwowego, ale podlega przeważającym wpływom ze strony kultury. Im wyżej rozwinięta jest kultura i doskonalsza technika, tym silniej ingerują one w sferę psychiki ludzi. Tam dokonuje się swoista synteza czasu przyrodniczego z czasem kulturowym.
Związek czasu psychologicznego z biologicznym oraz tzw. psychologicznej strzałki czasu z fizyczną potwierdza informatyczny i kwantowy model mózgu, gdzie momenty świadomości utożsamia się z przeskokami kwantowymi w neuronach mózgu. Jeśli tak, to czas psychologiczny odmierzany jest za pomocą liczby przeskoków kwantowych w neuronach mózgu i zależy od zjawisk fizycznych. Dlatego czas psychologiczny nie wystarczy do określenia przyszłości. Bowiem nie sposób przewidzieć, jakie przeskoki kwantowe nastąpią w neuronach. (Podobnie w przypadku powłoki elektronowej atomu nie wiadomo dokładnie, na którą orbitę „skoczy” nagle jakiś elektron.) Wiedzę o przyszłości dostarcza wyobraźnia, dzięki której antycypuje się przyszłe stany potencjalne, które albo urzeczywistnią się, albo nie.
Czasy kulturowe
Należą do nich kategorie czasu społecznego, ekonomicznego, technologicznego, historycznego (wyznaczanego przez poszczególne epoki w dziejach ludzkości, cywilizacje, ustroje społeczne i ekonomiczne i podobne wydarzenia dziejowe), artystycznego i religijnego (wyznaczanego przez wydarzenia opisywane w tzw. świętych księgach i dziejach kościołów).
W odróżnieniu od czasu przyrodniczego, głównie fizycznego, czas kulturowy może nie być jednorodny i nieodwracalny. Nie musi układać się w ciągi liniowe zdarzeń w sekwencji „przeszłość – teraźniejszość -przyszłość”, lecz może tworzyć swego rodzaju mozaiki chwil (zdarzeń), jak w przypadku czasu artystycznego, historycznego i religijnego. Ten porządek może być dowolnie ustanawiany, zwłaszcza w przypadku czasu artystycznego – w kompozycjach muzycznych, obrazach, filmach i utworach literackich. Tam często akcja zaczyna się od dowolnej chwili i nie przestrzega się w niej sekwencji czasowej zdarzeń.
Największy wpływ na ludzi i największe znaczenie w różnych sferach życia ma czas społeczny i ekonomiczny.
Czas społeczny jest przedmiotem badań socjologów, ekonomistów i politologów, a ostatnio też teoretyków organizacji i zarządzania. Traktuje się go z reguły jak zmienną strategiczną, która ma ogromne znaczenie ze względu na szybkość operacji, transakcji i podejmowania decyzji. Odmierzają go cykle życia politycznego, jak na przykład dokonujące się co kilka lat wybory prezydenckie, do parlamentów i samorządów itp. Wtedy całe życie polityczne kraju - polityków, instytucji państwowych i zwykłych obywateli - podporządkowane jest regularnie jakiemuś ściśle określonemu kalendarzowi wyborczemu.
Czas społeczny wykazuje następujące cechy:
- Ma charakter intersubiektywny w ramach grup społecznych.
- Jest generowany i kształtowany przez społeczne stosunki i instytucje oraz świadomość społeczną.
- Jest różnie interpretowany w zależności od kontekstów społecznych.
- Jest związany z cyklicznymi zdarzeniami społecznymi, albo z powtarzającymi się sytuacjami historycznymi.
- Uzyskuje sens i wartość dzięki jednostkom, organizacjom oraz instytucjom społecznym.
- Jest wielowymiarowy, ponieważ określony jest przez mnogość kultur, różne poglądy, sposoby zachowania, wierzenia i systemy wartości.
Czas ekonomiczny
Kategorię czasu ekonomicznego stworzyli kupcy i finansiści. Oni pierwsi zaczęli odnosić się do czasu w sposób racjonalny i przyczynili się do rozwoju buchalteryjnego stosunku do czasu. Dzięki nim, a także innym ludziom związanym z obsługą handlu, bankami i działalnością gospodarczą, czas uzyskał wartość rynkową, czyli cenę, i zaczął funkcjonować jak towar. Odtąd czas zaczął odgrywać decydującą rolę w osiąganiu zysku.
Przecież chodziło o to, by:
- Szybko zamieniać towary na pieniądze. Zaleganie towarów w sklepach lub magazynach pomniejsza zysk proporcjonalnie do czasu ich składowania, ponieważ towary te wychodzą z mody i nie znajdują już nabywców, a magazynowanie ich wiąże się z dodatkowymi kosztami.
- Jak najszybciej dowiadywać się o ruchach cen, kursach walut, notowaniach giełdowych, złych urodzajach, katastrofach itp. zjawiskach wpływających na produkcję i gospodarkę. Toteż kupcom i bankierom najbardziej zależało na przyspieszaniu transportu towarów, operacji finansowych oraz przekazywaniu wiadomości ważnych dla nich. Oni przyczynili się walnie do postępu w dziedzinach transportu oraz łączności.
Skracanie czasu potrzebnego do przekazywania komunikatów dokonywało się XX wieku w zawrotnym tempie aż do momentu, kiedy zaczęto je przekazywać za pomocą fal elektromagnetycznych (telegrafu, radia itp. urządzeń nadawczo-odbiorczych), a więc z szybkością światła. Jednak to okazało się za mało. Trzeba było nie tylko szybko przesyłać komunikaty, ale jeszcze przysyłać ich jak najwięcej w krótkim czasie. To również udało się dzięki zastosowaniu światłowodów, komputerów oraz łączy i sieci Internetu. Dzięki temu coraz szybciej mogły cyrkulować pieniądze (kapitał), towary i usługi między poszczególnymi organizacjami w skali lokalnej i globalnej.
W 2004 r. w ciągu doby dokonywano ok. 11 mln transakcji finansowych między bankami; dookoła Ziemi krążyło ok. 360 mld USD, a w 2009 r. – ok. 4,2 bilionów. Obecnie liczby te są znacznie wyższe. Bank Rezerw Federalnych w Nowym Jorku szacuje, że w 2013 r. uczestniczyło w obrocie światowym samych tylko dolarów amerykańskich ok. 1,2 bln.
- Bardziej liczyć się z czasem niż kiedykolwiek przedtem, bo każda sekunda jest droga. Wiedziano o tym od czasów Beniamina Franklina, który stwierdził, że „Czas to pieniądz”. Rychło przekonali się o tym bankierzy, którzy pożyczali pieniądze na określony czas (terminowe kredyty) i wysokość oprocentowania uzależniali od terminu spłaty pożyczki, a za przekroczenie tego terminu naliczali wysokie kary umowne. W ten sposób czas „pracował” na ich zysk.
A poza tym wzrost kapitału jest proporcjonalny do szybkości jego obiegu. Kupcy stali się również głównymi krzewicielami nowej świadomości czasu, na której zbudowano w okresie industrializacji nową, sztuczną kulturę czasu, zwaną monochroniczną, lepiej sprzyjającą rozwojowi handlu i przemysłu, która wyparła naturalną, polichroniczną kulturę czasu.
Z upływem lat potoczna świadomość czasu została zdominowana przez kupiecką. W ślad za handlowcami poszli fabrykanci (producenci dóbr) i usługodawcy, gdy spostrzegli, że ich zysk zależy od czasu potrzebnego do wytworzenia danego produktu, albo wykonania danej usługi. W związku z tym wydłużają czas pracy, ściśle odmierzają i skracają czas wykonywania poszczególnych operacji technologicznych (systemy Taylora i Forda) aż do kresu wytrzymałości fizycznej i psychicznej pracowników oraz wprowadzają akordowy system płac oraz podobne reżymy organizacyjno-technologiczne. Chociaż czas ekonomiczny odmierzają cykle gospodarcze (koniunktury, kryzysy itp.), to główną rolę odgrywa czas fizyczny, zegarowy.
- Autor: Wiesław Sztumski
- Odsłon: 6053