Historia el.
- Autor: Bogusław Paprocki
- Odsłon: 5683
Zbiór ten powiększył się w 1991 roku dzięki depozytowi Krzysztofa Kolberga z Poznania, należącego do szóstego pokolenia tej rodziny naturalizowanej w Polsce w początkach XIX wieku. Są w nim źródła do czterech pokoleń Kolbergów, począwszy od geometry Juliusza, poprzez jego synów: inżyniera Wilhelma, muzyka, a następnie sławnego etnografa Oskara i malarza Antoniego, aż do wnuków: Bronisława i Henryka oraz prawnuka Oskara – znanych inżynierów.
Już te dokumenty, cząstkowe przecież – gdyż archiwum rodzinne Kolbergów spaliło się w Powstaniu Warszawskim – dowodzą niebagatelnego wkładu czterech pokoleń tej rodziny do nauki, techniki i kultury polskiej. Rodziny z pochodzenia niemieckiej, lecz w krótkim czasie zasymilowanej, a na przykładzie Oskara, wielkiego etnografa – arcypolskiej. Wybitni jej przedstawiciele należeli do ówczesnych elit w skali międzynarodowej. A przecież przyszło im żyć i działać w okresie zaborów. Jednakowoż ich intelekt, energia życiowa, świadomość celów i wytrwałość, a nade wszytko brak kompleksów, przezwyciężyły te bariery.
Płyta nagrobna na cmentarzu w Przysusze
W czasie dziewięcioletniego pobytu Kolbergów w Przysusze, gdzie głowa rodziny zarządzała dobrami Dembińskich, zmarło dwoje członków rodziny: babka macierzysta Oskara Henrietta Merker von Arnim i jego siostra, a jedyna córka Kolbergów, Julia. Babka (zm. 1818) nie dożyła siedemdziesiątki, Julia przeżyła niecałe siedem lat (zm. 1817). Ich grób już nie istnieje, zachowała się natomiast kamienna płyta nagrobna wmurowana w ogrodzenie cmentarza, z mocno zatartym napisem.
Babka Oskara pochodziła ze starej arystokratycznej rodziny pruskiej von Arnim, a jej z francuska brzmiące nazwisko (podobnie jak matki Oskara) miała po mężu Gotfrydzie Mercoeur, emigrancie francuskim w Prusach. Ich córka Karolina, matka Oskara, urodziła się w roku 1788 w Fordonie. Przeniosła się z rodzicami do Warszawy jeszcze będąc dzieckiem i tu w roku 1806 wyszła za mąż za Juliusza Kolberga.
Napisy wykute na płycie są w języku niemieckim. U dołu płyty widnieje czterowiersz poświęcony Henrietcie, który w wolnym tłumaczeniu brzmi: Biedne serce tu w grobie zmęczone troskami, osiągnie spokój tam, gdzie już nie bije (Das arme Herz hienieden/ Vom Kummer tief bewegt/ Erlanget nur den Frieden/ Da wo es nicht mehr schlägt). Autorem wiersza mógł być sam Juliusz, który interesował się literaturą polską i niemiecką, tłumaczył na język niemiecki poezje Karpińskiego i Brodzińskiego, sam pisał wiersze okolicznościowe.
Metryka urodzenia Oskara Kolberga
W ekspozycji biograficznej Muzeum im. Oskara Kolberga znajduje się użyczony przez ks. Edwarda Warchoła, proboszcza parafii rzymskokatolickiej w Przysusze, oryginał księgi stanu cywilnego gminy przysuskiej, zawierającej akty urodzin, małżeństw i zgonów z lat 1813–1814. Pod numerem dziewiątym kolejnego zapisu urodzin i datą 23 lutego 1814 roku figuruje nazwisko Henryka Oskara Colberga.
Z metryki dowiadujemy się, że Juliusz Kolberg był konduktorem, czyli zarządcą dóbr Ignacego Rawicz Dembińskiego, przede wszystkim zakładów przemysłowych. Dembiński wypuścił dobra przysuskie w dzierżawę bankierowi warszawskiemu Samuelowi Fraenklowi, a ten w 1810 roku powierzył ich zarząd Kolbergowi. Metryka wymienia numer posesji, na której urodził się Oskar. Skądinąd wiemy, że mieściła się ona przy Rynku Polskim, zwanym też Katolickim (obecnie plac 3 Maja).
Portret Juliusza Kolberga
W stałej ekspozycji biograficznej Muzeum im. Oskara Kolberga znajduje się oryginalny portret Juliusza Kolberga (1776-1831). Jest to litografia wykonana w zakładzie litograficznym w Berlinie, sygnowana przez Wernera. Przedstawia starszego mężczyznę z charakterystycznym „kolbergowskim” nosem, modnym halsztukiem pod szyją, ubranego w surdut i płaszcz. Wizerunek mógł powstać po 1829 roku, po nadaniu Kolbergowi tytułu szlacheckiego i herbu Kołobrzeg, widniejącego w rogu ryciny.
Juliusz był w tym czasie profesorem Uniwersytetu Warszawskiego, Szkoły Wyższej Leśnej i Instytutu Agronomicznego na Marymoncie, członkiem Najwyższej Komisji Egzaminacyjnej Królestwa Polskiego dla ubiegających się o patent geometry i Rady Budowniczej przy Komisji Spraw Wewnętrznych. Był też członkiem Warszawskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk. Należał do ówczesnej elity Warszawy.
Herb Kołobrzeg nadał Juliuszowi car Mikołaj ukazem z dnia 6/18 sierpnia 1829 roku: Chcąc wynagrodzić JPana Juliusza Kolberga Professora Naszego Królewsko-Warszawskiego Uniwersytetu za dziesięcioletnią służbę w zawodzie nauczycielskim, postanowiliśmy udzielić i nadać (…) dla niego i jego potomków prawych i w prostej linii, tytuł i prawa szlachcica polskiego. W dokumencie opisano herb Kołobrzeg: Na tarczy w polu błekitnem, podzielonem od prawej ku lewej pasem czerwonym z brzegami srebrnymi i trzema takiemi różami, z jednej strony nad pasem łabędź w prawą obrócony, z drugiej strony, spodem, na skale wieża nadmorska, na której wierzchu rozniecony ogień. Nad tarczą hełm ozdobiony trzema piórami strusiemi, z których z lewej strony białe, z prawej czerwone, a środkowe błękitne i na nim róża srebrna. Nominacja Juliusza Kolberga na profesora Uniwersytetu Warszawskiego 30 stycznia 1819 roku Komisja Rządowa Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego mianowała Juliusza Kolberga profesorem miernictwa praktycznego i topograficznych rysunków w Oddziale Sztuk Pięknych Królewsko-Warszawskiego Uniwersytetu. Rękopis jest opatrzony pieczęcią Komisji i podpisem ministra S. Potockiego.
Uniwersytet został powołany aktem erekcyjnym cara Aleksandra I w dniu 19 listopada 1816 roku. Symboliczną scenę tego aktu sztychował, na podstawie nieistniejącego dziś obrazu Brodowskiego, Antoni Kolberg, brat Oskara; rycina jest eksponowana w Muzeum UW. Uniwersytet miał pięć wydziałów: teologii, prawa, medycyny, filozofii oraz nauk i sztuk pięknych; w tym ostatnim wydziale zatrudniony był właśnie Juliusz. Uniwersytet przetrwał 15 lat, a 3000 jego wychowanków stanowiło trzon inteligencji Warszawy i Królestwa Polskiego. Rodzina profesora Juliusza Kolberga przenosząc się w 1819 roku z Przysuchy, zamieszkała w oficynie zabudowań uniwersyteckich przy Krakowskim Przedmieściu, w których mieściło się jeszcze Liceum Warszawskie.
Dyplom doktorski Juliusza Kolberga
W 1820 roku Juliusz Kolberg otrzymał na Uniwersytecie Warszawskim tytuł doktorski z zakresu nauk geodezyjnych i kartograficznych. Miał on w tym czasie poważny dorobek w postaci bardzo szczegółowych map Prus, Księstwa Warszawskiego i Królestwa Polskiego, był autorem książki o miarach i wagach w Królestwie Polskim oraz wynalazcą planimetru – przyrządu do szybkiego obliczania płaszczyzny. Dokument wydrukowany na pergaminie i opatrzony wielką pieczęcią Uniwersytetu Warszawskiego podpisało pięciu profesorów, wśród nich rektor Wojciech Szwejkowski i dziekan Fryderyk Michał Szubert.
Mapy Królestwa Polskiego autorstwa Juliusza Kolberga
W 1827 roku ukazał się w Warszawie „Atlas Królestwa Polskiego” zawierający mapy ośmiu województw: krakowskiego, lubelskiego, sandomierskiego, Mazowsza, płockiego, kaliskiego, podlaskiego i augustowskiego. Są to szczegółowe mapy topograficzne, którymi może posługiwał się Oskar Kolberg w licznych wyprawach po Królestwie.
W 1832 roku, już po śmierci Juliusza, ukazała się opracowana przez niego mapa Królestwa Polskiego, której sześć następnych wydań aktualizował jego syn Wilhelm. Wychodziły one w latach 1840, 1846, 1849, 1858, 1862 i 1863. W zbiorach muzeum jest przedostatnie wydanie mapy, na której naniesiono istniejącą sieć dróg żelaznych, m.in. pierwszą w Królestwie Polskim i jedną z najdłuższych w ówczesnej Europie Kolej Warszawsko-Wiedeńską, biegnąca z Warszawy przez Skierniewice, Piotrków, Częstochowę, Szczakową, Kraków do Wiednia, a zbudowaną w latach 1845-1848. Ta piękna mapa, której perfekcji technicznej dorównują walory estetyczne, wisi we wnętrzu aranżowanym na gabinet w Muzeum im. Oskara Kolberga. Wspomnienie Kazimierza Brodzińskiego o Juliuszu Kolbergu
W zbiorach muzeum znajduje się wspomnienie o Juliuszu Kolbergu napisane po jego śmierci przez Kazimierza Brodzińskiego, poetę i profesora literatury polskiej na Uniwersytecie Warszawskim, jednego z rzeczników nowego prądu w literaturze, romantyzmu. Wspomnienie o Kolbergu oddaje atmosferę przyjaźni, w jakiej żyli sąsiadujący ze sobą Kolbergowie, Brodzińscy, Chopinowie, Elsnerowie: /…/ Kolberg przybył do Polski w czasie zajęcia Warszawy przez Prusaków jako geometra, a po utworzeniu Księstwa Warszawskiego wszedł w polską służbę publiczną jako człowiek zdatny i prawy. Powołany do wykładania w Uniwersytecie topografii i niwelacji, żył ze mną w ścisłej przyjaźni do śmierci. Kolberg pisał wiele poezji w języku niemieckim, największą część z przygodnych zdarzeń, na uroczystości kościelne, rodzinne i wolnomularskie /…/ Miłośnik poetów, szczególnie Jean Paula i Herdera mógł się im oddawać, zajęty pracą nad mozolnemi mapami i rachunkami. Otoczony sześciorgiem dzieci w szczupłem pomieszkaniu między mnóstwem kart i instrumentów mierniczych, pracował cierpliwie z najsłodszą rezygnacją (i od poetycznej swobody widoków natury, które tak lubił).
Rękopisy Oskara Kolberga
W posiadaniu Muzeum im. Oskara Kolberga znajdują się cztery rękopisy Oskara Kolberga oraz korekta autorska fragmentu monografii „Krakowskiego”:
- Zapis terenowy szopki krakowskiej, czyli jasełek bożonarodzeniowych, przedstawianych w czasie od św. Szczepana do święta Matki Boskiej Gromnicznej (2 lutego). Rękopis dotyczy scen VI, VII, VIII i fragmentu sceny IX, publikowanych w części 1. monografii „Krakowskiego”, wydanej w Krakowie w 1871 roku. Kolberg przytacza szczegółowe, barwne opisy jasełek z Krakowa i wsi podkrakowskich.
W rękopisie zwraca uwagę bardzo staranne pismo i zapisy melodyczne, z charakterystycznym dla autora maksymalnym wykorzystaniem papieru.
- Opis wozu w „Krakowskiem”: czystopis przeznaczony do druku z oznaczeniami redakcyjnymi, opublikowany w 1. części czterotomowej monografii Krakowskiego w 1871 r. Ten bardzo szczegółowy opis wozu chłopskiego jest bezcennym dokumentem kultury materialnej wsi i ówczesnego nazewnictwa.
- Notatka w sprawie stroju krakowskiego, męskiego i kobiecego, z wyceną poszczególnych części ubioru – związana być może z przygotowaniami do krakowskiej wystawy rolniczo-przemysłowej otwartej na Błoniach 1 września 1887 roku.
Kolberg był proszony do udziału w przygotowaniu działu etnograficznego wystawy. Ze skrupulatnego wyliczenia wynika, że koszt ubioru miał wynosić od 200 do 250 florenów. W ubiorze męskim najdroższy był kaftan (30 fl.), sukmana ozdobna (20 fl.) i buty (10 fl)., zaś w kobiecym – sukmanki z galonami zwane tam „przyjaciółkami” za 36 florenów. Dla porównania: roczny zasiłek, jaki w 1870 roku otrzymał Kolberg z Towarzystwa Naukowego Krakowskiego na wydanie 1. tomu monografii Krakowskiego, wynosił 300 florenów.
- List do Romana Konopki w sprawie jubileuszu 50-lecia pracy literackiej Kazimierza W. Wójcickiego obchodzonego w Warszawie 15 maja 1876 roku: dwuzdaniowy rękopis, w którym Oskar pyta Konopkę o szczegóły jubileuszu. (Kazimierz Władysław Wójcicki, 1807-1879, pisarz, publicysta, etnograf, był od 1843 roku redaktorem „Biblioteki Warszawskiej”. Właśnie w tym wydawnictwie ogłosił Kolberg list otwarty, w którym zarysował program badawczy obejmujący całokształt życia duchowego i materialnego wsi. Wójcickiemu m.in. dedykował Kolberg „Pieśni Ludu Polskiego” wydane w 1857 roku. Roman Konopka mieszkał w Tomaszowicach w pobliżu Modlnicy, której właścicielem był jego brat Julian. W gościnnym dworze modlnickim, do dziś zachowanym, Oskar spędził 13 lat: od 1871 do 1884).
- Korekta autorska fragmentów zwyczajów „Tłusty Czwartek” i „Ostatki” z części 1. „Krakowskiego”: druk z odręcznymi oznaczeniami korektorskimi dokonanymi ręką Oskara.
Pierwodruki monografii w serii „Ludu…”
W posiadaniu muzeum są pierwodruki ośmiu regionów etnograficznych, począwszy od pierwszej monografii „Sandomierskie” wydanej nakładem Kolberga w 1865 r. oraz kolejnej z 1867 r. – „Kujawy”. Kolejne pierwodruki to siedmiotomowe „Wielkie Księstwo Poznańskie” (1875-1882), dwutomowe „Lubelskie” (1883-1884), „Kieleckie” (1865-1886), „Radomskie” (1887-1888) oraz „Łęczyckie” i przedostatnia monografia wydana za życia Oskara w 1890 r. – „Kaliskie”. Większość przysuskich pierwodruków ma późniejsze, nieraz ozdobne oprawy (pierwotne okładki serii „Lud…” były z cienkiego, kruchego papieru). Wszystkie te monografie ukazały się w reedycji w latach 60. XX wieku.
Portret Oskara Kolberga
W stałej ekspozycji muzeum znajduje się portret Oskara Kolberga namalowany przez Tadeusza Rybkowskiego, z ołówkowym podpisem Etnograf polski Oskar Kolberg w Modlnicy 1875. Miniatura przedstawia 61-letniego Oskara z lewego profilu, w kapeluszu i płaszczu z podniesionym kołnierzem.
Rybkowski, malarz urodzony w 1848 roku w Kielcach, był częstym gościem Konopków, o czym świadczy m.in. szkicownik przechowywany w Muzeum Narodowym w Warszawie, w którym znajdują się jeszcze dwie sylwetki Oskara oraz motywy z Modlnicy. Kolberg przebywał w Modlnicy trzynaście lat (od 1871 roku), a o szczegółach jego tam bytowania wspominają gospodyni domu modlnickiego Antonina Konopka oraz bratanica Oskara – Antonina Kolberg-Brzozowska (rękopisy wspomnień udostępnione przez Elżbietę Turczynowicz z Poznania).
Umieszczony w ekspozycji biograficznej portret jest własnością Polskiego Towarzystwa Ludoznawczego. Jest to jeden z dwóch zachowanych portretów malarskich Oskara Kolberga. Drugi, namalowany również w Modlnicy przez Tadeusza Konopkę, znajduje się w Państwowym Muzeum Etnograficznym w Warszawie, zaś w muzeum przysuskim wisi kopia wykonana w 1990 roku przez art. mal. Krzysztofa Jackowskiego. (W ogóle udokumentowano jedenaście wizerunków Oskara Kolberga powstałych za jego życia: trzy malarskie, autorstwa Antoniego Kolberga oraz wspomnianych T. Rybkowskiego i T. Konopki, trzy portrety graficzne i pięć fotograficznych).
Obrazy Antoniego Kolberga
Antoni Kolberg, młodszy o rok brat Oskara, był artystą malarzem i jego dwa wizerunki – kopia autoportretu i reprodukcja fotografii – znajdują się w muzeum. Antoni chodził wraz z braćmi Oskarem i Wilhelmem do Liceum Warszawskiego, w którym rysunku uczył Zygmunt Vogel. W tajniki malarstwa wprowadzali go Aleksander Kokular i znakomity portrecista, czołowa postać neoklasycznej szkoły warszawskiej, Antoni Brodowski.
Malarstwo Antoniego Kolberga jest mało znane, zresztą zachowało się niewiele, bo ledwie dziesięć jego obrazów, w tym cztery w warszawskim Muzeum Narodowym, z którego udało się wypożyczyć dwa oryginalne dzieła wystawione od niedawna w Przysusze: jedno z początków jego twórczości, drugie z ostatnich miesięcy życia. Obraz zatytułowany Dwaj górale został namalowany wedle sygnatury w 1840 roku i przedstawia wędrowców (sitarzy) w górzystym krajobrazie, z widocznym w oddali zamkiem. Dzieło ujawnia nieporadności warsztatu młodego, 25-letniego malarza, podejmującego trudny, choć charakterystyczny dla okresu romantyzmu temat krajobrazowo-rodzajowy.
Wiszące w gabinecie studium portretowe – głowa starca – namalowane około 1881 roku, jest dziełem dojrzałym, o wysokich walorach malarskich i pełnej wyrazu charakterystyce modela. O ewolucji sztuki portretowej Antoniego można się przekonać w muzeum z wystawionych tam kopii – świetnego autoportretu (oryginał w posiadaniu Stanisławy Dębickiej) i biedermeierowskich portretów rodziców (oryginały udostępnione przez Krzysztofa Kolberga), zwłaszcza malowanego z natury portretu matki.
Oprócz obrazów sztalugowych, Antoni uprawiał malarstwo ścienne, m.in. wspólnie z Karolem Marconim - z którym był spokrewniony poprzez ożenek z siostrą Eleonorą - wykonał polichromie (nie zachowane) w Hotelu Europejskim oraz w gmachu Towarzystwa Kredytowego Ziemskiego w Warszawie. Po raz drugi ożenił się ze swoją bratanicą Karoliną o tajemniczym nazwisku Gallache.
Zachowała się obfita korespondencja Karoliny z Oskarem, opublikowana w tomach 65-67 „Dzieł Wszystkich Oskara Kolberga”. Szczegóły tych tajemnic rodzinnych ujawnia Stanisława Dębicka - dla której Oskar był stryjecznym pradziadkiem – w książce „W starym gnieździe” (1989).
Świadectwo szkolne Wilhelma Kolberga
Datę 4 czerwca 1825 roku nosi świadectwo ukończenia Liceum Warszawskiego przez Wilhelma Kolberga, podpisane przez rektora Samuela Bogumiła Lindego. Pochlebne dla przyszłego inżyniera świadectwo podkreśla jego zdolności do rysunków i matematyki.
Liceum Warszawskie założone w 1804 roku mieściło się początkowo w Pałacu Saskim, potem w Pałacu Kazimierzowskim, tam gdzie uniwersytet. Jego dyrektorem był Samuel B. Linde (1771-1847), autor 6-tomowego „Słownika języka polskiego” wydawanego w latach 1807-1814. Program liceum był szeroki i urozmaicony: oprócz przedmiotów zasadniczych – języka polskiego, historii, matematyki, fizyki, chemii, geografii i geometrii - uczono architektury, topografii, religii, rysunków i kaligrafii, a także pięciu języków obcych: łaciny, greki, francuskiego, niemieckiego i rosyjskiego. W liceum wykładali profesorowie uniwersytetu, m.in. Kazimierz Brodziński (literatura polska), Samuel B. Linde, Joachim Lelewel, Feliks Bentkowski (historia), rysunków uczył znany akwarelista Zygmunt Vogel. Uczęszczali doń trzej bracia – Wilhelm, Oskar i Antoni Kolbergowie, jednak dwaj ostatni nie zakończyli nauki z powodu zamknięcia szkoły w 1830 roku.
Projekty mostu na Wiśle autorstwa Wilhelma Kolberga
Z 1864 roku pochodzą sygnowane przez Wilhelma Kolberga trzy projekty mostu na Wiśle w Warszawie, będące charakterystycznym wyrazem ówczesnych upodobań estetycznych. Są to projekty architektoniczne przyczółków mostowych nawiązujące do stylów historycznych – gotyku i renesansu. Inżynieria spotyka się tu ze sztuką. Zwraca uwagę wykorzystanie nowego tworzywa, żelaza.
Wilhelm Kolberg był z zawodu inżynierem budownictwa lądowego i wodnego. Zaraz po maturze wstąpił do Korpusu Inżynierów Wojska Polskiego. Brał udział w budowie traktu lubelskiego, regulacji Dunaju pod Wiedniem, budowie Kanału Augustowskiego (1839-1841). W latach 40. zapoznawał się z kolejnictwem w przodujących ówcześnie krajach: Niemczech, Belgii, Holandii i Anglii, a w latach 1844-1857 pracował w zarządzie budowy Drogi Żelaznej Warszawsko-Wiedeńskiej oraz Dyrekcji Dróg i Mostów Komisji Skarbu. Przez 16 lat (1845-1861) pracował tam również jako buchalter Oskar Kolberg.
Wilhelm opublikował materiały ojca, m.in. mapę Królestwa Polskiego, opracowania miar i wag w Królestwie Polskim, plan Warszawy. Zajmował się szczegółowymi pomiarami Wisły (w związku z zamierzoną jej regulacją), wodociągami, brukami, a nawet średniowiecznymi murami obronnymi Starego Miasta w Warszawie. Pochowany został obok rodziców na cmentarzu ewangelicko-augsburskim (kwatera 24) w Warszawie. (W grobie rodzinnym pochowano jeszcze brata Antoniego oraz dzieci Wilhelma, Bronisława i Marię).
Źródła dotyczące Bronisława Kolberga
Tak jak Wilhelm poszedł w ślady ojca, podobnie syn Wilhelma, Bronisław, obrał zawód inżyniera budownictwa lądowego i wodnego. To już trzecie pokolenie Kolbergów. Z 1870 roku pochodzi zaświadczenie Uniwersytetu w Gandawie w Belgii o trzyletnich studiach Bronisława oraz o udziale w zajęciach szkoły inżynierii lądowej. Na rok 1873 jest sygnowany przez Bronisława projekt hydrotechniczny – przybrzeżnej konstrukcji z drewnianych bali. Źródła dotyczące Henryka Kolberga
Z tego samego, trzeciego pokolenia, pochodzi Henryk, syn Antoniego Kolberga z pierwszego małżeństwa z Eleonorą Marconi. Zachowały się świadectwa szkolne i dyplomy za dobre wyniki w nauce oraz świadectwo dojrzałości i ukończenia 4. Klasycznego Gimnazjum Męskiego w Warszawie (1879).
Naukę kontynuował Henryk w Instytucie Górniczym w Petersburgu. Był przemysłowcem-menadżerem, twórcą nowoczesnego przemysłu metalurgicznego w Rosji i założycielem przemysłu optycznego w Polsce. Brał m.in. udział w budowie wielkich zakładów metalurgicznych Dnieprowskiego Towarzystwa w Kamienskoje. Wyjeżdżał do Belgii, Francji i Hiszpanii dla pogłębienia wiedzy i odbycia praktyki górniczej i hutniczej.
Po powrocie obejmuje stanowisko dyrektora technicznego Huty Krzywy Róg, gdzie wznosi nowoczesne i największe w Rosji wielkie piece i wypracowuje specjalne gatunki żeliwa. W 1897 roku zostaje radcą technicznym Towarzystwa Nikopol-Marjupol, a następnie jego dyrektorem. Rozwija tę fabrykę i czyni z niej największą wytwórnię blach pancernych w Rosji. Przed samą wojną (1914) i podczas niej kieruje Towarzystwem „Boecker i Ska”, posiadającym kilka fabryk metalurgicznych i stoczni, w których zatrudniano 10 000 robotników. Wreszcie zakłada i prowadzi towarzystwa eksploatujące złoża antracytu. Organizuje pierwsze w Rosji przedsiębiorstwo radiotelegraficzne, zostaje wiceprezesem syndykatu „Prodameta”.
W 1921 roku Henryk Kolberg założył w Warszawie Spółkę Akcyjną Fabryka Aparatów Optycznych i Precyzyjnych, której drukowany statut z 1929 r. oraz akta, dokumentacja techniczna i fotograficzna znalazły się w Przysusze. Fabryka mieściła się przy ul. Grochowskiej 35. W 1931 roku dała początek Polskim Zakładom Optycznym. Wyroby fabryki – szkła powiększające, mikroskopy, lunety, urządzenia pomiarowe i geodezyjne – zyskały wiele nagród, m.in. na wystawie wynalazków w 1926 roku w Warszawie i Powszechnej Wystawie Krajowej w Poznaniu (1929). Spółka wytwarzała również sprzęt optyczny dla wojska, m.in. celowniki do armat przeciwlotniczych produkowanych w Zakładach Starachowickich.
Źródła dotyczące Oskara Kolberga
W Spółce Fabryka Aparatów Optycznych i Precyzyjnych pracował syn Henryka, Oskar, należący do czwartego pokolenia Kolbergów. Był on inżynierem konstruktorem, autorem chronionych patentami wynalazków, kierował biurem konstrukcyjnym fabryki. Przechowywane w muzeum patenty dotyczą urządzenia do otwierania i zamykania sprężarki (1932) oraz urządzenia do przymocowywania lunet celowniczych do ręcznej broni palnej (1937). Omówione w wyborze dokumenty oraz pamiątki odnoszące się do rodziny Kolbergów nie były dotąd włączone do obiegu naukowego. Rodzinie Kolbergów – poza Oskarem bliżej nieznanej – warto poświęcić więcej uwagi, mając na względzie jej znaczący wkład w europejską myśl techniczną i kulturę XIX i XX wieku. Pozwoli to w jakimś stopniu przezwyciężyć dość powszechny stereotyp rzekomej niemocy twórczej i niezdolności cywilizacyjnej Polaków w okresie zaborów, zdolnych jakoby jedynie do patriotycznych zrywów, martyrologii i mitologii. Bogusław Paprocki Autor był w latach 1990-1992 kierownikiem Muzeum im. Oskara Kolberga w Przysusze, powstałym jako oddział Muzeum Ludowych Instrumentów Muzycznych w Szydłowcu. Tekst był zamieszczony w Biuletynie kwartalnym Radomskiego Towarzystwa Naukowego, t. XXIX, 1992
- Autor: Anna Leszkowska
- Odsłon: 26
13 listopada 2025, podczas Global South Academic Forum w Szanghaju w Chinach, opublikowaliśmy nasze najnowsze opracowanie zatytułowane „ 80. rocznica zwycięstwa w światowej wojnie antyfaszystowskiej – kto uratował ludzkość: historia restauracji” . Zredagowana wersja mojego przemówienia inauguracyjnego „Dwa kłamstwa i ogromna prawda”, wygłoszonego w ramach wprowadzenia do badania, jest dostępna poniżej.
Na początku sierpnia 1942 roku Sowieci rozmieścili w Leningradzie nagłośnienie. Miasto było oblężone od ponad 300 dni. Ludzie głodowali. Dyrygent, Karl Eliasberg, utrzymywał działalność Leningradzkiej Orkiestry Radiowej, prowadząc próby i osobiście dowożąc muzyków do punktów żywienia. 9 sierpnia 1942 Eliasberg zebrał 15 ocalałych członków Leningradzkiej Orkiestry Radiowej i sprowadził część orkiestr wojskowych do Filharmonii Bolszoj. Wykonali oni Symfonię nr 7 Dymitra Szostakowicza (Symfonię Leningradzką), transmitując ją przez radio i głośniki publiczne.
Symfonia składa się z czterech części. Pierwsza, spokojna i niemal sielska, przywołuje na myśl Leningrad sprzed wojny. Druga, zbudowana wokół coraz głośniejszego ostinato werbla, nawiązuje do nazistowskiej inwazji. Trzecia, prowadzona przez smyczki i instrumenty dęte, opłakuje straszliwe cierpienia narodu radzieckiego, milionów już poległych lub umierających. Ostatnia część, w tonacji C-dur, głośna i dumna, zapowiada zwycięstwo nad złem faszyzmu. Jeszcze o tym nie wiedzieli, ale byli w połowie oblężenia. Mieli przed sobą jeszcze 536 dni głodu i walki. To, że wykonali symfonię w trakcie oblężenia, z głośnikami skierowanymi na pozycje nazistowskie, aby Niemcy również mogli ją usłyszeć, świadczy o czystej determinacji radzieckich obywateli. W sowieckim archiwum znajduje się zdanie napisane przez oficera wywiadu: „Nawet wróg słuchał w milczeniu. Wiedzieli, że to nasze zwycięstwo nad rozpaczą”. Później jeden z niemieckich więźniów powiedział, że symfonia była „duchem miasta, którego nie mogliśmy zabić”.
Nasze badania pokazują, że Armia Czerwona zniszczyła 80% Wehrmachtu podczas swojego cudownego marszu przez Europę Wschodnią. Zanim armie zachodnie zbliżyły się do granic Niemiec, reżim nazistowski już upadł. To Armia Czerwona wyzwoliła większość ludzi z obozów koncentracyjnych, a to naukowy sposób jej natarcia zmusił nazistowskich sojuszników w Europie Wschodniej – takich jak Rumuni – do kapitulacji i zmiany stron. Powodem, dla którego Związek Radziecki był w stanie zgromadzić wszystkie swoje siły przeciwko nazistom, była obrona wschodniej flanki Związku Radzieckiego przed atakami japońskich militarystów przez chińskich komunistów i patriotów. Walcząc z niedostatecznym uzbrojeniem, chińscy komuniści i patrioci zadali jednak ogromne straty Japończykom, unieruchamiając 60% ich armii i uniemożliwiając jej stawienie czoła natarciu wojsk amerykańskich, które przemieszczały się z wyspy na wyspę na Pacyfiku.
Gdyby Chińczycy nie związali wojsk japońskich, Związek Radziecki upadłby (a nazistowskie Niemcy zajęłyby Europę), a wojska amerykańskie mogłyby nie zwyciężyć w bitwach o Saipan (1944) i Iwo Jimę (1945). Radziecka Armia Czerwona oraz chińscy komuniści i patrioci wspólnie poświęcili dziesiątki milionów istnień ludzkich, by pokonać faszyzm (dokładne obliczenia przedstawiono w naszym badaniu, wahające się od 50 milionów do 100 milionów).
W maju 1945 roku, kiedy upadł reżim nazistowski, było już jasne, że japoński militaryzm zmierzał ku kapitulacji. Nie było konieczne, aby Stany Zjednoczone przeprowadziły testy Trinity w lipcu 1945 roku i zrzuciły bomby atomowe na Hiroszimę (6 sierpnia) i Nagasaki (9 sierpnia). Ogromne poświęcenie obywateli radzieckich oraz chińskich komunistów i patriotów sprawiło, że użycia tej broni masowego rażenia dało się zapobiec; fakt, że Stany Zjednoczone go użyły, mówi nam więcej o brutalnej pogardzie imperializmu dla ludzkiego życia, co jest dokładnie tym, co widzimy dzisiaj w Strefie Gazy .
Pierwsze kłamstwo. Alianci zachodni od początku sprzeciwiali się faszystom i wygrali wojnę z faszyzmem.
Prawda. Rządy zachodnie wysłały swoje armie, aby zniszczyć rewolucję październikową od momentu jej wybuchu w 1917 roku. Rząd radziecki wystąpił o pokój w grudniu 1917 roku, ale Niemcy mimo to zaatakowały Finlandię i młodą republikę sowiecką, co doprowadziło do masowej inwazji aliantów (z wojskami ze Stanów Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii, Francji, Rumunii, Estonii, Grecji, Australii, Kanady, Japonii i Włoch). Postawa aliantów jest jasno wyrażona w pismach i przemówieniach brytyjskiego polityka Winstona Churchilla, który w 1919 roku powiedział, że alianci powinni zniszczyć „ohydny pachoł bolszewizmu” (30 lat później powiedział, że „uduszenie bolszewizmu u jego zarania byłoby niewypowiedzianym błogosławieństwem dla rodzaju ludzkiego”).
W latach 30. i 40. XX wieku rządy zachodnie chciały, aby faszystowskie reżimy Niemiec i Włoch zwróciły broń przeciwko Związkowi Radzieckiemu i go zniszczyły. Na tym właśnie polegał „appeasement” – zgadzali się z antykomunizmem Adolfa Hitlera i pozwalali mu na rozbudowę sił zbrojnych, o ile koncentrowała się ona na Związku Radzieckim. Chociaż Wielka Brytania i Francja wypowiedziały wojnę Niemcom we wrześniu 1939 roku, w kolejnych miesiącach nie zrobiły nic – okres ten znany był jako „dziwna wojna”, drôle de guerre lub sitzkrieg (gra słów od blitzkriegu, czyli wojny błyskawicznej).
W 1941 roku wojska Hitlera zaatakowały Związek Radziecki. Na konferencji w Teheranie w 1943 roku Stany Zjednoczone i Wielka Brytania musiały przyznać, że to Armia Czerwona niszczy faszyzm. Churchill, w imieniu króla Jerzego VI, wręczył radzieckiemu przywódcy Józefowi Stalinowi miecz wykonany ze stali sheffieldzkiej, zwany „Mieczem Stalingradzkim”, aby upamiętnić odwagę obywateli radzieckich, którzy wytrzymali oblężenie (w którym zginęło dwa miliony ludzi) i pokonali nazistów. Alianci potrzebowali jednak kolejnego roku, zanim w 1944 roku przystąpili do wojny w Europie. Do tego czasu armia niemiecka została zdziesiątkowana przez Armię Czerwoną (i alianckie bombardowania lotnicze). Kraje zachodnie przystąpiły do wojny, ponieważ obawiały się, że Armia Czerwona wkroczy do Niemiec i zajmie pozycję w sercu Europy.
Dla rządów zachodnich główna sprzeczność nie dotyczyła liberalizmu i faszyzmu, lecz obozu imperialistycznego (wojny) – obejmującego zarówno faszystów, jak i liberałów – i obozu socjalistycznego (pokoju). Sprzeczność ta trwała od 1917 do 1991 roku, przez cały okres II wojny światowej – światowej wojny antyfaszystowskiej.
Drugie kłamstwo. To ofiary USA w wojnie na Pacyfiku i bomby atomowe zrzucone na Hiroszimę i Nagasaki pokonały japoński militaryzm.
Prawda. Światowa wojna antyfaszystowska nie rozpoczęła się wraz z inwazją Niemiec na Austrię w 1939 roku. Rozpoczęła się dwa lata wcześniej w Chinach, w czasie incydentu na moście Marco Polo (starcia w lipcu 1937 roku pod Pekinem, które zapoczątkowało pełnoskalową inwazję Japonii na Chiny) i trwała przez cały okres wojny Stanów Zjednoczonych z Koreą, która zakończyła się dopiero zawieszeniem broni w 1953 roku. Miliony odważnych, patriotycznych i antyfaszystowskich ludzi walczyły z japońskim militaryzmem, który przyciągnął najgorszą skrajną prawicę w Korei i Indochinach. Do czasu przystąpienia Stanów Zjednoczonych do wojny w grudniu 1941 roku, chińscy patrioci i komuniści – a także armie narodowo-wyzwoleńcze w Indochinach i Azji Południowo-Wschodniej – związali 60% japońskich wojsk, uniemożliwiając im atak na wschodnią flankę Sowietów. Nie należy zapominać o ogromnych ofiarach Ofensywy Stu Pułków z 1940 r., podczas której generał Zhu De dowodził 400 000 żołnierzy komunistycznych, aby zniszczyć japońską infrastrukturę w północnych Chinach (w tym 900 kilometrów linii kolejowej).
Mit o amerykańskim żołnierzu piechoty morskiej wspinającym się na szczyty Iwo Jimy lub o bombie atomowej, która zmusiła Japończyków do kapitulacji, jest wszechobecny. Jednak wymazuje on fakt, że Japończycy zostali już w znacznym stopniu pokonani, że byli gotowi się poddać i że Hiroszima i Nagasaki nie były celami militarnymi.
To, co wydarzyło się w sierpniu 1945 roku, nie było kwestią strategii militarnej: była to wyłącznie demonstracja amerykańskiej potęgi, przesłanie dla świata o nowej broni opracowanej przez USA i ostrzeżenie dla komunistów w Azji, że ta broń może zostać użyta przeciwko nim. Miliony azjatyckich robotników i chłopów, którzy zginęli, by pokonać faszyzm – w tym członkowie mojej rodziny w Birmie – zostały wymazane przez grzyb atomowy. Zaczął on zyskiwać pierwszeństwo w pamięci społecznej. To bomba, a nie ludzie, którzy walczyli o każdy cal ziemi w Azji Południowo-Wschodniej, stała się bohaterem. To jest drugie kłamstwo.
Ogromna prawda. Pośród tych dwóch kłamstw kryje się ogromna prawda, która została pogrzebana w naszej powszechnej pamięci: faszyzm jest negacją suwerenności i godności, odrażającym bliźniakiem kolonializmu. Trudno je rozróżnić. W końcu ludobójstwo było nieodłączną cechą rządów kolonialnych (pomyślmy o sześciu milionach ludzi zamordowanych w Kongo, ludobójstwie ludów Herero i Nama w Afryce Południowo-Zachodniej dokonanym przez Niemcy, ludobójstwie rdzennej ludności obu Ameryk oraz o trzech milionach Bengalczyków zagłodzonych na śmierć w 1943 roku).
Po klęsce niemieckiego faszyzmu i japońskiego militaryzmu, Holendrzy, Francuzi i Brytyjczycy, wraz ze swoimi amerykańskimi sojusznikami, powrócili, by ubiegać się o swoje kolonie w Indonezji, Indochinach i Malajach. Przemoc tych wojen kolonialnych w latach 40. i 50. XX wieku jest groteskowa. O holenderskiej próbie rekolonizacji Indonezji, nacjonalistyczny przywódca Sukarno powiedział: „Nazywają to akcją policyjną , ale nasze wioski płoną, nasi ludzie umierają, a nasz naród krwawi za swoją wolność”. Chin Peng, malajski komunista, powiedział coś podobnego: „Powstaliśmy, ponieważ widzieliśmy, jak wioski głodują, a głosy uciszane są przez pieniądze i władzę”. Generał sir Gerald Templer, który kierował brytyjskim stanem wyjątkowym w Malajach, powiedział po buncie, że była to „wioska pięciu tysięcy tchórzy” i głodził mieszkańców wioski, odmawiając im ryżu.
Wsie płonęły. Mieszkańcy wsi głodowali. Taka była rzeczywistość próby odzyskania kolonii, a następnie wojny Stanów Zjednoczonych z Koreą. Kiedy Stany Zjednoczone rozpoczęły działania w Korei, prezydent Harry Truman powiedział, że jego armia powinna użyć „każdej broni, jaką posiada” – mrożący krew w żyłach komentarz, biorąc pod uwagę użycie broni jądrowej przeciwko Japonii. Ale bomba atomowa nie była potrzebna, ponieważ bombardowania z powietrza zniknęły z miast północnej Korei. Jak powiedział generał dywizji Emmett O'Donnell Senatowi USA w 1951 roku: „Wszystko zostało zniszczone. Nie ma nic godnego tej nazwy. W Korei nie było już celów”. Takie było ich nastawienie: faszyzm albo kolonializm – wybierz sam.
Zachodni kolonialiści wskrzesili elementy faszystowskie w Japonii, Korei, Indochinach i innych krajach, sprzymierzając się z nimi, aby wzmocnić międzynarodową oś przeciwko robotnikom, chłopom i komunistom. To pokazuje, że zachodni kolonialiści wcale nie byli antyfaszystami. Ich prawdziwym wrogiem była możliwość, że robotnicy i chłopi zbudują jasność i pewność siebie, opowiadając się za socjalistyczną przyszłością.
Ogromna prawda jest taka, że to Armia Czerwona oraz chińscy komuniści i patrioci pokonali nazistowskie Niemcy i militarystyczną Japonię. To właśnie te siły poniosły największe ofiary w walce z faszyzmem i rozumiały ścisły związek między faszyzmem, kapitalizmem i kolonializmem. Nie można być antyfaszystą i jednocześnie opowiadać się za kolonializmem lub kapitalizmem. To po prostu niemożliwe. To są formacje antytetyczne.
Myślami wciąż jestem w Leningradzie w sierpniu 1942 roku. Pamiętam orkiestrę i VII Symfonię Szostakowicza. Wojska hitlerowskie otaczają miasto. Wszystko milknie. Potem zaczyna się muzyka. Trwa godzinę. A potem muzyka cichnie.
Vijay Prashad / Tricontinental: Instytut Badań Społecznych
Vijay Prashad jest indyjskim historykiem, redaktorem i dziennikarzem. Jest starszym pracownikiem naukowym w Instytucie Studiów Finansowych Chongyang na Uniwersytecie Renmin w Chinach.
- Autor: Anna Leszkowska
- Odsłon: 2601
W styczniu 1946 roku magazyn „Survey Graphic” zorganizował sympozjum pod tytułem Rok 1: era atomu. Pojawiło się na nim oświadczenie Einsteina: „Współczesna broń rozwinęła się do tego stopnia, że w kolejnej wojnie światowej zwycięzcy prawdopodobnie ponieśliby straty niewiele mniejsze niż pokonani. […] Głęboko wierzę w to, że większość społeczeństw na świecie wolałaby raczej żyć w pokoju i bezpieczeństwie, niż żeby ich naród prowadził politykę nieograniczonej suwerenności narodowej. Ogólnoludzkie pragnienie pokoju może zostać urzeczywistnione tylko poprzez utworzenie rządu światowego”.
Tak więc kiedy Einstein otrzymał dwa listy od Schilppa, cytowane we wprowadzeniu, wzywające go do przekazania opinii publicznej swojego przekonania o konieczności istnienia rządu światowego, był już głęboko zaangażowany w promowanie tej idei. Mniej więcej rok wcześniej pisarz i wydawca węgierskiego pochodzenia Emery Reves przekazał mu egzemplarz swojej niedawno wydanej książki Anatomia pokoju (1945). Autor przekonywał, że Rada Bezpieczeństwa Organizacji Narodów Zjednoczonych nie jest zdolna do zapewnienia pokoju, ponieważ stanowi instrument władzy. Jedynym sposobem zapobieżenia wojnie miałby być światowy federalizm, czyli rząd światowy i prawo światowe. Einstein przyswoił sobie te idee, a kolejne wydanie Anatomii pokoju ukazało się z jego osobistym komentarzem.
Einstein przyczynił się do szerokiego spopularyzowania tych koncepcji oraz książki Revesa na wielu płaszczyznach i przy wielu okazjach. W listopadowym numerze „The Atlantic” z 1947 roku opublikowano głośny artykuł Atomowa wojna czy pokój?, oparty na wywiadzie radiowym z Raymondem Swingiem, również zwolennikiem rządu światowego.
W maju 1946 roku Einstein został mianowany przewodniczącym Komitetu Nadzwyczajnego Uczonych Atomistów, służącego jako platforma promująca ideę kontroli energii jądrowej przez struktury międzynarodowe, takie jak ONZ. W następstwie tej nominacji rozpoczął kampanię na jej rzecz, pamiętając również o koncepcji rządu światowego. W wywiadzie opublikowanym w „New York Timesie” 23 czerwca 1946 roku powiedział:
„Obecnie bomba atomowa głęboko zmieniła naturę znanego nam świata i wskutek tego rasa ludzka znalazła się w nowym środowisku, do którego musi dostosować swoje myślenie. W świetle nowej wiedzy władza światowa i ostatecznie państwo światowe są nie tylko pożądane w imię braterstwa, ale konieczne do przetrwania. […]
Dziś musimy porzucić współzawodnictwo i zagwarantować współpracę. Musi to stanowić kluczowy aspekt wszystkich naszych rozważań na temat spraw międzynarodowych; w przeciwnym razie czeka nas nieuchronna katastrofa. Sposób myślenia i metody znane z przeszłości nie zapobiegły wojnom światowym. Myślenie przyszłościowe musi położyć kres wojnom”.
Oddanie Einsteina sprawie rządu światowego znajduje odzwierciedlenie w liście do wieloletniego przyjaciela Michelego Bessa, z którym dyskutował o fizyce, a także dzielił się osobistymi doświadczeniami, nadziejami i rozczarowaniami: „Jeśli od czasu do czasu słyszysz moje nazwisko w związku z politycznymi dywagacjami, nie myśl, że poświęcam dużo czasu na takie sprawy, gdyż byłoby godnym ubolewania marnować sporo energii na miałkim gruncie polityki. Od czasu do czasu jednak nadchodzi moment, gdy muszę zareagować, na przykład kiedy można zwrócić uwagę opinii publicznej na konieczność powołania rządu światowego, bez którego cała nasza ludzka wzniosłość zejdzie na psy”.
Bodźcem do propagowania idei rządu światowego jako zabezpieczenia przed niebezpieczeństwami „współczesnej broni” mogła być reakcja Einsteina na jego publiczny wizerunek osoby związanej z tym rodzajem uzbrojenia – „dziadka bomby” – wzmocniony przez media głównego nurtu. W numerze magazynu „Time” z 1 lipca 1946 roku na okładce znalazł się Einstein na tle obłoku w kształcie grzyba, będącego symbolicznym wyobrażeniem bomby atomowej. Podpis pod zdjęciem brzmi: „Kosmoklasta Einstein. Cała materia to prędkość i płomień”. Prawdą jest, że ze wzoru Einsteina E = mc2 wynika, iż niewielka ilość masy może zostać przekształcona w ogromną ilość energii, która jest w stanie zniszczyć nawet całe miasto. Ale droga od tej formuły do bomby atomowej wymagała pracy tysięcy techników, inżynierów i naukowców. Einstein nie był zaangażowany w ten wysiłek; nie brał udziału w projekcie Manhattan, a uczestnikom projektu nie pozwolono nawet omawiać z nim zadania, jakie przed nimi postawiono. Mimo to związek z genezą epoki atomowej prześladował go do końca życia.
Taki był stan ducha i sposób myślenia Einsteina, kiedy Shilpp poprosił go o zabranie głosu na wielkim wiecu pokojowym odbywającym się w przeddzień Dnia Pamięci (29 maja 1946 roku) na stadionie w Chicago, zorganizowanym przez ruch Studentów na rzecz Federalnego Rządu Światowego. Przygotowując się do tego wydarzenia, trzech studentów odwiedziło Einsteina w Princeton i przedstawiło mu pytania, jakie miały zostać omówione podczas manifestacji. Jedno z nich brzmiało: „Profesorze Einstein, jaka dokładnie jest rzeczywista różnica między rządem światowym a Organizacją Narodów Zjednoczonych? Czy zechciałby nas pan oświecić w tej kwestii?”. Naukowiec napisał odręczną odpowiedź w języku niemieckim.
Einstein nie mógł osobiście uczestniczyć w wiecu, ale zgodził się przemówić do zebranych przez radio. Rozgłośnia American Broadcasting Company udostępniła to przemówienie słuchaczom swoich stacji w całym kraju. Transmisja została przeprowadzona w formie wywiadu. Znajdujemy się w posiadaniu pełnego tekstu tej rozmowy. W jej trakcie Einstein odpowiedział na powyższe pytanie po angielsku: „Przez rząd światowy rozumiem instytucję, której decyzje i ustalenia są wiążące dla poszczególnych państw. Jest to zatem instytucja, która wśród dzisiejszych narodów świata odgrywa rolę relacji, jaka istnieje między rządem w Waszyngtonie a czterdziestoma ośmioma stanami Unii. W swojej obecnej formie ONZ nie posiada uprawnień rządu światowego, ponieważ jej decyzje i ustalenia nie mają mocy wiążącej względem poszczególnych rządów krajowych”.
Schilpp przedstawił Einsteina i zadał własne pytanie: „Czy wierzy pan, że rząd światowy może przezwyciężyć wzajemną zawiść i nienawiść między narodami?”. Einstein odpowiedział: „Nie, oczywiście, że nie. Ale rząd światowy byłby w stanie zapobiec sytuacji, kiedy takie emocjonalne reakcje doprowadzają do aktów przemocy między narodami”. Główną kwestią zaakcentowaną w przemówieniu Einsteina było to, że rozwiązanie problemu pokoju międzynarodowego „jest związane wyłącznie z porozumieniem na wielką skalę między tym krajem a Rosją”. Całe wydarzenie, a szczególnie przemówienie Einsteina, było szeroko relacjonowane w amerykańskiej prasie.
Hanoch Gutfreund, Jürgen Renn
Jest to fragment książki Hanocha Gutfreunda i Jürgena Renna – Einstein o Einsteinie. Zapiski autobiograficzne i naukowe wydanej przez oficynę Copernicus Center Press. Recenzujemy ją w tym numerze SN.
- Autor: Anna Leszkowska
- Odsłon: 1257
Kolonialne dziedzictwo podziałów i eksploatacji trwa w XXI wieku.
Od 15 listopada 1884 r. do 26 lutego 1885 r. w Niemczech odbywała się Konferencja Berlińska poświęcona Afryce Zachodniej, na której liczne państwa europejskie spotkały się, aby dokonać podziału kontynentu w oparciu o własne interesy gospodarcze.
Spotkanie to, powszechnie znane jako Konferencja Berlińska, oznaczało konsolidację europejskich rządów imperialnych na kontynencie afrykańskim, które formalnie trwały ponad wiek.
Jednym z artystycznych wyrazów, który wypłynął ze spotkania, było przedstawienie króla Leopolda II krojącego gigantyczny tort, który reprezentował kontynent afrykański. Afryka zgromadziła już ogromne bogactwo dla kilku państw europejskich i północnoamerykańskich poprzez atlantycki handel niewolnikami i zakładanie kolonii na półkuli zachodniej.
Portugalia była jednym z pierwszych kolonizatorów i właścicieli niewolników w Afryce i utrzymywała swoją obecność od XV do XX wieku. Hiszpania i Portugalia, pionierzy europejskich struktur niewolniczych i kolonialnych, później zostali przyćmieni przez Holendrów, Brytyjczyków, Francuzów i Stany Zjednoczone.
Zniesienie atlantyckiego handlu niewolnikami i ostatecznie przymusowa niewola w zachodnich państwach feudalnych i rozwijających się państwach kapitalistycznych nie zapoczątkowały odnowionej i bardziej inkluzywnej formy demokracji burżuazyjnej. Kolonializm był logicznym wynikiem systemu niewolniczego. Podczas gdy produkcja przemysłowa zapewniała ulepszoną racjonalną metodologię eksploatacji siły roboczej, system kolonialny, polegający na przejmowaniu ziemi, przesiedlaniu ludności, przymusowym opodatkowaniu, uprawie roślin towarowych i górnictwie, przynosił klasie rządzącej znacznie większe zyski.
Niewolnictwo Afrykanów napotykało wewnętrzny opór od jego wczesnej fazy między XV a XVIII wiekiem aż do jego ostatecznego upadku w XIX wieku. Udany bunt niewolników, który przekształcił się w ruch rewolucyjny na Haiti w latach 1791-1804, był sygnałem wzrostu powszechnego oporu wobec niewolnictwa. W USA znaczące bunty, takie jak na niemieckim wybrzeżu Luizjany w 1811 r.; Denmark Vessey w Charleston w Karolinie Południowej w 1822 r.; Nat Turner i jego towarzysze w hrabstwie South Hampton w Wirginii w 1831 r.; John Brown w Harper's Ferry w Wirginii w 1859 r.; i 200 000 Afrykanów, którzy dołączyli do armii Unii w wojnie secesyjnej, były motywowane chęcią wyeliminowania swojego niewolnictwa.
Co ciekawe, to terytoria pierwotnie skolonizowane przez Hiszpanię i Portugalię były ostatnimi krajami, które zniosły niewolnictwo pod koniec lat 80. XIX wieku na Kubie i w Brazylii. Jednak pomimo prawnego zniesienia niewolnictwa, kolonializm, rasizm i wyzysk ekonomiczny nadal będą istnieć.
Kodyfikacja eksploatacji kolonialnej
Konferencja berlińska została zaprojektowana, aby wykorzystać wiedzę zdobytą przez europejskich odkrywców, którzy podróżowali po obszarach kontynentu afrykańskiego, aby ocenić ich zdolność do dominacji nad ziemią i pracą wraz z wydobywaniem jej bogactw. Henry Morton Stanley, który urodził się w Walii, a później wyemigrował do USA, gdzie służył w armiach Konfederacji i Unii podczas wojny secesyjnej, został zwerbowany przez króla Leopolda II, aby zmapować obszary Afryki Środkowej w celu eksploatacji ziemi i jej mieszkańców.
Te imperialistyczne plany belgijskiej monarchii wobec Afryki Środkowej były sprzeczne z planami Francji, która wysłała własnego odkrywcę, Pierre'a Savorgana de Brazza, który rzucił wyzwanie Leopoldowi II w związku z jego roszczeniami do tego obszaru. Związek między eksploracją i mapowaniem Afryki Środkowej i innych regionów Afryki a dążeniem do zysków został jasno przedstawiony w instrukcjach Leopolda II dla Stanleya, gdy powiedział:
„Nowoczesna zimna wojna” Waszyngtonu przeciwko Afryce. Szczyt SADC odrzuca antyrosyjski projekt ustawy w Kongresie USA
„Nie chodzi o belgijskie kolonie. Chodzi o ustanowienie nowego państwa, które będzie tak duże, jak to możliwe, i o jego rządy. Powinno być jasne, że w tym projekcie nie może być mowy o przyznaniu Murzynom najmniejszej formy władzy politycznej. To byłoby śmieszne. Biali, którzy przewodzą posterunkom, mają całą władzę”.
W związku z tym, celem konferencji berlińskiej było rozwiązanie tych różnic, aby całkowita kolonizacja Afryki mogła posunąć się szybko naprzód. Cały proces kolonizacji był niezwykle brutalną sprawą.
Szacuje się, że w latach 1876–1908 w Kongo zginęło 8–10 milionów Afrykanów z powodu okropnego traktowania przez belgijską klasę rządzącą. W tym początkowym okresie terytorium było zarządzane wyłącznie przez monarchię. Po 1908 roku Kongo przeszło pod belgijskie rządy kolonialne, w których pozostawało do 1960 roku.
Jedno ze źródeł podało na temat spotkania w Berlinie w latach 1884–1885, że:
„Konferencja, zaproponowana przez Portugalię w celu realizacji jej szczególnych roszczeń do kontroli estuarium Kongo, była konieczna z powodu zazdrości i podejrzliwości, z jaką wielkie mocarstwa europejskie patrzyły na próby ekspansji kolonialnej w Afryce. Ogólny akt konferencji berlińskiej ogłosił, że dorzecze rzeki Kongo jest neutralne (fakt, który w żaden sposób nie powstrzymał aliantów przed rozszerzeniem wojny na ten obszar w I wojnie światowej); zagwarantował wolność handlu i żeglugi dla wszystkich państw w dorzeczu; zakazał handlu niewolnikami; i odrzucił roszczenia Portugalii do estuarium rzeki Kongo — umożliwiając w ten sposób założenie niezależnego Wolnego Państwa Kongo, na co Wielka Brytania, Francja i Niemcy już zasadniczo się zgodziły”.
Niemniej jednak konferencja ta nie była w stanie zapobiec gwałtownym sporom o przyszłość Afryki i świata. Europejscy imperialiści w Kongo i wielu innych regionach Afryki stosowali represyjne środki, które przypominały okres niewolnictwa, w którym praca przymusowa, przymus, zatrzymania, wygnanie, bicie i zabójstwa były rutyną.
W pierwszej dekadzie XX wieku niemieccy kolonialiści przeprowadzili ludobójcze ataki w Afryce Południowo-Zachodniej (obecnie Namibia) w latach 1904-1907, kiedy to 60-80 procent populacji Afryki zostało unicestwione. W tym samym okresie w Tanganice (obecnie Tanzania) w Afryce Wschodniej niemieccy zdobywcy zabili tysiące ludzi w latach 1905-1907. Te akty ludobójstwa dokonane przez Niemcy były odpowiedzią na wojny oporu rozpoczęte przez Afrykanów w Namibii i Tanzanii, kiedy powstali przeciwko uciskowi narodowemu i wyzyskowi ekonomicznemu zadanemu przez imperializm.
I wojna światowa (1914-1918) i II wojna światowa (1939-1945) wyrosły ze sprzeczności wewnątrz systemu imperialistycznego. Po 1945 r. USA wyłoniły się jako niekwestionowana dominująca siła polityczna i ekonomiczna w świecie kapitalistycznym. Jedyne prawdziwe wyzwania dla imperializmu wyłoniły się z obozu socjalistycznego i ruchów narodowowyzwoleńczych.
Dziedzictwo konferencji berlińskiej
Kolonializm pozostaje w różnych formach na całym świecie. Francja została zdemaskowana za swój trwający projekt kolonialny, gdy niedawno wybuchły rebelie w Nowej Kaledonii i na Martynice.
Na kontynencie afrykańskim Francja zrzekła się większości swoich klasycznych kolonii i wywierała wpływy poprzez struktury neokolonialne, które obejmują niekorzystne układy gospodarcze i obecność sił zbrojnych, które strzegą interesów Paryża. Na początku lat 60. XX w. rząd francuski przeprowadził testy broni jądrowej na Saharze, mimo protestów rządu Ghany pod przewodnictwem prezydenta Kwame Nkrumaha.
W ostatnich latach region Sahelu w Afryce Zachodniej był punktem zapalnym dla ruchów antyimperialistycznych, które odrzuciły zaangażowanie wojskowe Francji, USA i NATO. W Nigrze, gdzie znajdują się jedne z największych złóż uranu na świecie, długoterminowa umowa między rządem Komitetu Ochrony Ojczyzny (CNSP) na wydobycie uranu została anulowana przez nową administrację.
Agencja Reuters w swoim raporcie z 4 grudnia wskazała :
„Francuska firma nuklearna Orano twierdzi, że władze wojskowe w Nigrze przejęły kontrolę nad jej operacjami wydobywczymi uranu w tym kraju Afryki Zachodniej. Po przejęciu władzy w zamachu stanu w lipcu ubiegłego roku, wojskowi władcy Nigru powiedzieli, że zmienią przepisy regulujące wydobycie surowców przez zagraniczne firmy. W czerwcu cofnęli pozwolenie Orano na eksploatację jednego z największych na świecie złóż uranu. Następnie Orano zawiesiło produkcję. Oznacza to kolejną eskalację rozpadających się relacji między Francją a Nigrem po wydaleniu francuskich wojsk z byłej kolonii”.
Te polityczne zmiany w Sojuszu Państw Sahal (AES) zapowiadają wiele dla przyszłości imperializmu w Afryce i innych regionach geopolitycznych. Państwa afrykańskie były członkami założycielami Ruchu Państw Niezaangażowanych (NAM), który niedawno potępił izraelskie ataki powietrzne na Islamską Republikę Iranu.
55 państw członkowskich Unii Afrykańskiej (AU) jest uczestnikami Grupy 77 Plus Chiny, która reprezentuje około 80 procent światowej populacji. Brazylia, Rosja, Indie, Chiny, kraje RPA Plus (BRICS) poważnie dyskutują na temat dedolaryzacji i budowy Nowego Banku Rozwoju (NDB). Wraz z oświadczeniami nowej administracji byłego prezydenta Donalda Trumpa w USA, grożącymi dużymi taryfami celnymi nie tylko wobec głównych partnerów handlowych Waszyngtonu, którymi są Meksyk i Kanada, takie środki są również wykorzystywane przeciwko krajom BRICS, które chcą uwolnić się od dolara.
Te sprzeczne interesy będą nasilać zaostrzające się napięcia dotyczące kierunku światowego systemu gospodarczego. Te rozbieżne cele będą sprzyjać szerszym sojuszom między narodami Globalnego Południa i ich odpowiednikami wśród klasy robotniczej i narodowo uciskanych w państwach imperialistycznych.
Abayomi Azikiwe
Abayomi Azikiwe jest redaktorem Pan-African News Wire. Jest stałym współpracownikiem Global Research.
Za: https://www.globalresearch.ca/berlin-conference-140-years-later/5874376
Global Research, 5.12.24

