Historia el.
- Autor: Anna Leszkowska
- Odsłon: 1378
Ostatnie dziesięć dni przed faktycznym zakończeniem pierwszej wielkiej wojny na froncie zachodnim było politycznie dużo donioślejsze niż sam symboliczny dzień 11 listopada 1918 roku.
Najistotniejszym faktem była ucieczka do Holandii ważniejszego z dwóch niemieckich cesarzy – Wilhelma II. Jego ostatni kanclerz Maksymilian Badeński (Max von Baden) samowolnie ogłosił abdykację cesarza, mimo że nie nastąpiła ona formalnie, a tym samym rozpoczął lawinę zdarzeń, które w ciągu kilku dni zmiotły wszystkie niemieckie monarchie, włącznie z cesarstwem utworzonym w 1871 roku.
A co działo się na wschodzie? U nas formalnie rządziła z nadania nieistniejących monarchii („dwóch cesarzy”) Rada Regencyjna, która powierzyła Józefowi Piłsudskiemu (przysłanemu przez Niemców z Magdeburga) zwierzchnictwo nad Polnische Wehrmacht należącym do sił zbrojnych kajzerowskiej armii, czyli wojsk pokonanych w tej wojnie.
Powołanie instytucji Tymczasowego Naczelnika Państwa było również aktem organu utworzonego przez zwyciężone państwa centralne. Pierwszy sformowany przez te władze rząd Jędrzeja Moraczewskiego był uznany tylko przez władze berlińskie, nie zyskał poparcia w stolicach państw Ententy, a polityczna pozycja Piłsudskiego („austriackiego brygadiera”) była – oględnie mówiąc – bardzo skromna: nie liczył się, bo walczył przeciwko państwom zwycięskiej koalicji.
Dopiero powstanie rządu Jana Paderewskiego, który był znany i rozpoznawalny na Zachodzie, zmieniło podejście zwycięzców do władz w Warszawie – przestały być reprezentantem interesów pokonanych (i już nieistniejących) cesarstw niemieckich. Oczywiście, najważniejszą rolę odegrał Komitet Narodowy Polski rezydujący w Paryżu, tworzący wizję Polski jako państwa, które jakoby było (bo nie było) po stronie zwycięzców, a nie przegranych.
Warto przypomnieć, że polityczną legitymacją dla działań tego komitetu był… rosyjski paszport dyplomatyczny Romana Dmowskiego, a więc paszport państwa będącego członkiem Ententy, mimo że od ponad roku faktycznie już ono nie istniało, a w Moskwie rządziła niemiecka agentura, czyli bolszewicy.
W konferencji wersalskiej uczestniczyli przedstawiciele istniejącego formalnie państwa rosyjskiego, choć nie byli członkami komisji i zespołów. Rosja była członkiem Ententy i z jej wojskami walczyły Polskie Legiony utworzone w C.K. Armii, co plasowało nas w sensie militarnym po stronie pokonanych (a nie zwycięskich) armii.
W okupowanej w tym czasie Warszawie dominowali politycy austriaccy przywiezieni z Wiednia i Krakowa, a okupantami byli żołnierze kajzerowscy. Nie było Polaków, którzy byli czynnymi politykami w Dumie Rosyjskiej, bo tworzone przez dwóch cesarzy „Królestwo Polskie” miało być częścią niemieckiej strefy wpływów (Mitteleuropa).
Nie bez powodu pierwszy rząd niezależny od władz niemieckich powołano w Lublinie (jego szefem był Ignacy Daszyński). Ten rząd gniewnie zlikwidował Józef Piłsudski, odwołując późniejszego marszałka Rydza-Śmigłego z jego składu.
Poza osobistymi ambicjami (Daszyński był pełną gębą politykiem, austriackim parlamentarzystą, a Piłsudski nawet nie był austriackim generałem) istotną rolę odegrały realia polityczne: w Warszawie stacjonowały wciąż niemieckie wojska, były jedyną realną siłą militarną. Frontu wschodniego Ententy nie było od roku, a zawieszenia broni w Compiègne nikt u nas nawet nie zauważył.
Tu liczyły się wpływy Berlina, jego koncepcje i nikt nie uważał ich za nieaktualne. W końcu tradycja legionowa afirmowała niemieckojęzyczne zabory, wrogiem zaś była związana z Francją i Anglią (czyli Zachodem) Rosja, której faktycznie nie było, a Piłsudski po cichu wspierał bolszewików będących wrogami Ententy.
Byliśmy więc po stronie przegranych, choć dziś sądzimy, że wtedy „wygraliśmy niepodległość”. A po której stronie jesteśmy dzisiaj?
Witold Modzelewski
- Autor: Anna Leszkowska
- Odsłon: 1872
Od czasów Piotra I Cesarstwo Rosyjskie było atrakcyjnym rynkiem pracy dla obywateli wielu krajów. Wśród nich znaleźli się także Polacy, którzy właśnie tam dostrzegli możliwość awansu zawodowego i społecznego. Kilku naszych rodaków wniosło ogromny wkład w rozwój tamtejszych dróg żelaznych, na zawsze zapisując w historii imperium Romanowów.
Bodajże największe zasługi dla rosyjskiej kolei miał urodzony w guberni kowieńskiej inżynier Stanisław Kierbedź (1810-1899), który kojarzy się mieszkańcom Warszawy jako budowniczy pierwszego w stolicy stalowego mostu na Wiśle – Aleksandryjskiego, bardziej znanego jako most Kierbedzia (obiekt zniszczono w czasie II wojny światowej, potem odbudowano, ale już pod inną nazwą – Śląsko-Dąbrowski)
Ale największe uznanie Polak zyskał w Rosji, gdzie - jako absolwent wojskowego Instytutu Korpusu Inżynierii Komunikacji w stopniu porucznika – w 1831 roku rozpoczął swoją karierę od prowadzenia zajęć na macierzystej uczelni, a także w Wojskowej Głównej Szkole Inżynieryjnej i w Instytucie Górniczym.
Wiedzę i pedagogiczny kunszt naszego rodaka chwalił sam Mikołaj I, niejednokrotnie przyznający mu nagrody pieniężne. A w 1837 roku monarcha, który nosił się z myślą o budowie pierwszego połączenia kolejowego w Rosji, wysłał Stanisława Kierbedzia oraz inżyniera Pawła Mielnikowa do Europy, by rosyjscy specjaliści zapoznali się z osiągnięciami swoich zagranicznych kolegów.
Nim Kierbedź podjął pracę przy budowie kolei, w 1842 roku cesarz zlecił mu zaprojektowanie pierwszego stałego mostu przez rzekę Newę w Petersburgu. Tak dzięki Polakowi w 1850 roku w stolicy Rosji pojawił się siedmioprzęsłowy most z żeliwa o długości 331 m, który otrzymał nazwę Błagowieszczeński. Mikołaj I docenił Kierbedzia, awansując go do stopnia generał – majora podczas uroczystej ceremonii otwarcia obiektu, który istnieje po dzień dzisiejszy. A pamiątkowa tablica z imieniem Stanisława Kierbedzia na mostowym pawilonie przypomina, komu mieszkańcy Petersburga zawdzięczają ten piękny most.
W 1852 roku Polak objął funkcję głównego inżyniera budowy trasy Warszawa – Petersburg. Jednocześnie mianowano go jednym z dwóch zastępców kierownika tejże budowy, w trakcie której Kierbedź zaprojektował pierwszy w Rosji kratowy most kolejowy. Znajdował się on na rzece Ługa, był dwuprzęsłowy o rozpiętości 55,2 m o belce ciągłej, równoległych pasach skrzynkowych i gęstej kracie, w której po raz pierwszy zastosowano sztywne, ściskane krzyżulce. Jednocześnie Polak opracował projekty kolejnych mostów na trasie Warszawa-Petersburg: trzyprzęsłowego na rzece Dźwinie i jednoprzęsłowego na Wielkiej, które miały górny pas paraboliczny po raz pierwszy zastosowany w Rosji.
Można powiedzieć, iż działalność naszego rodaka w Cesarstwie to pasmo sukcesów. Zlecono mu nadzór nad budową Peterhofskiej Drogi Żelaznej łączącej Petersburg i Peterhof; powierzono mu przeprowadzenie badań dotyczących nowej trasy mającej połączyć kolej Petersbursko-Warszawską z Królewiecką. Zaliczono go w poczet członków Rady Głównego Zarządu Komunikacji Lądowych i Wodnych. Polak został też członkiem Komitetu Kolei Żelaznych powołanego do oceny głównych problemów komunikacji kolejowej w Cesarstwie i Królestwie Polskim.
Szczytem jego trwającej ponad 60 lat kariery była nominacja na członka międzyministerialnej Rady do Spraw Kolei Żelaznej w całym imperium. Kierbedź także otrzymał najwyższe odznaczenia państwowe Rosji: order Św. Aleksandra Newskiego, Order Św. Włodzimierza I stopnia. Od Aleksandra III nasz rodak otrzymał „Najwyższe Podziękowanie Jego Cesarskiej Mości”. Na cześć Polaka wybito także medal pamiątkowy z jego podobizną.
Ród Kierbedziów może poszczycić się kilkoma innymi wybitnymi inżynierami. Wśród nich byli bratankowie Stanisława. Jeden z nich – Michał – zarządzał kolejowymi dostawami podczas wojny rosyjsko-tureckiej (1877-1878). Był to pierwszy przypadek wykorzystania techniki kolejowej w trakcie działań bojowych; do tego Rumunię, gdzie miała miejsce większość walk, nawiedzały powodzie i ulewne deszcze. Ale Polak wywiązał się z powierzonego mu zadania – na front dostarczono 600 tys. wypełnionych ładunkami wagonów.
Kolejny bratanek – Stanisław - m. in. brał udział w budowie Drogi Żelaznej Orłowsko-Witebskiej (długość 534 km, oddana do użytku w 1868 roku) i Drogi Bałtyckiej (420 km, oddana do użytku w 1870 roku). Zwieńczeniem jego kariery w Rosji był udział w budowie Drogi Żelaznej Wschodniochińskiej. Trasa ta miała długość ponad 2500 m i powinna była zaznaczyć rosyjską obecność na Dalekim Wschodzie. Polaka mianowano wiceprezesem tej budowy i wiceprezesem Międzynarodowego Banku Komercyjnego finansującego budowę Drogi Żelaznej Wschodniochińskiej. Poza tym Stanisławowi powierzono zaprojektowanie połowy trasy i kilkunastu mostów kolejowych.
Ogromną rolę w budowie tej linii kolejowej odegrał inżynier Adam Szydłowski. Jak tylko władze Rosji powzięły decyzję o budowie Drogi Wschodniochińskiej, w drugiej połowie 1897 roku na Daleki Wschód wysłano grupę doświadczonych specjalistów; ich zadaniem było przeprowadzenie badań terenowych. Na czele tej ekspedycji stał Szydłowski, który miał również znaleźć odpowiednie miejsce na siedzibę Zarządu Kolei na rzece Sungari. W kwietniu 1898 roku Polak wytyczył miejsce do założenia miasta Harbin, gdzie w późniejszych latach mieszkała liczna – ok. 7-tysięczna - Polonia.
Nasi rodacy zajmowali eksponowane stanowiska w Dyrekcji Drogi Żelaznej Wschodniochińskiej. Naczelnikiem administracji cywilnej w eksterytorialnym pasie kolei był najpierw pułkownik Adolf Zaremba, a następnie generał Bronisław Grąbczewski. Funkcję wiceburmistrza Harbinu pełnił Eugeniusz Dynowski, a w radzie miasta początkowo zasiadali wyłącznie Polacy i Niemcy. Dyrektorem Banku Chińsko –Rosyjskiego został Stanisław Gabryel, a wiceprezesem miejskiego sądu – niejaki Zachorowski ( niestety, jego imię nie zachowało się w historii).
Z kolei profesor Antoni Xiężopolski (1861-1951), urodzony w guberni warszawskiej absolwent Instytutu Technologicznego w Petersburgu, był wybitnym wykładowcą w Katedrze Parowozów na macierzystej uczelni. Polak wprowadził opalanie parowozów mazutem i został pionierem badań doświadczalnych nad samoczynnymi hamulcami zespolonymi. Pełnił też funkcję dyrektora dużej fabryki wagonów.
W odróżnieniu od wyżej wspomnianych polskich inżynierów, Xiężopolski przez długie lata pracował na rzecz polskich kolei. Po objęciu władzy przez bolszewików, profesor wrócił do niepodległej Polski i stał się założycielem Katedry Budowy Lokomotyw Politechniki Warszawskiej. Jako doradca Departamentu Mechaniki Ministerstwa Komunikacji i polskich fabryk parowozów miał znaczący wpływ na stan i kształt taboru kolejowego w dwudziestoleciu międzywojennym i po II wojnie światowej.
Violetta Wiernicka
Powyższy tekst jest fragmentem książki Autorki pt. Sekrety rosyjskiej kolei, przygotowywanej w wydawnictwie Księży Młyn.
- Autor: Anna Leszkowska
- Odsłon: 9303
Ogromne straty, jakie poniosła wieś w wyniku drugiej wojny światowej, odbiły się negatywnie na kondycji całego społeczeństwa polskiego. Konieczność zaopatrzenia kraju w żywność sprawiła, że początkowo władze wspierały rozwój gospodarstw indywidualnych. Rolnicy mogli korzystać z kredytów na odbudowę gospodarstw, z pomocy w pozyskaniu materiału siewnego i zwierząt hodowlanych, rozpoczęto elektryfikację wsi. Zła sytuacja gospodarcza kraju sprawiała jednak, że pomoc dla wsi była zbyt mała w stosunku do potrzeb.
Reforma rolna w Polsce Ludowej
W okresie międzywojennym nie udało się doprowadzić do rozwiązania kwestii agrarnej ani do likwidacji przeludnienia wsi. Sytuację tę postanowili wykorzystać komuniści, aby zdobyć poparcie ludności wiejskiej. Przeprowadzenie reformy rolnej stało się zatem jednym z najważniejszych haseł programowych Polskiej Partii Robotniczej. Z koniecznością przebudowy struktury agrarnej zgadzali się również przedstawiciele innych partii politycznych, w tym Polskiego Stronnictwo Ludowego, różniąc się jednak co do jej zasad. Rozwój sytuacji politycznej w Polsce sprawił, że ostateczny wpływ na sposób realizacji reformy mieli jedynie komuniści.
Zgodnie z zapowiedziami ogłoszonymi w Manifeście Polskiego Komitetu Wyzwolenia Narodowego z 22 lipca 1944 r., ziemia na upełnorolnienie i tworzenie nowych gospodarstw miała pochodzić ze zlikwidowanych majątków „obszarniczych” (o powierzchni ponad 50 ha, a w województwach poznańskim, gdańskim i śląskim – ponad 100 ha) oraz gospodarstw skonfiskowanych Niemcom i osobom uznanym za zdrajców narodu polskiego. Szczegółowe zasady reformy zostały określone w dekrecie we wrześniu 1944, w którym doprecyzowano m.in., że za uzyskaną ziemię chłopi będą płacić równowartość przeciętnych rocznych zbiorów, ale należność została rozłożona na 10–20 lat. (dla ziem zachodnich i północnych stało się to dopiero we wrześniu 1946).
Przebieg reformy w poszczególnych częściach kraju różnił się dość istotnie. W najbardziej przeludnionych województwach południowych bardzo szybko wyczerpał się zapas ziemi uzyskanej z likwidacji wielkiej własności ziemskiej (w rzeszowskim czy lubelskim ziemi wystarczyło zaledwie dla ok. 20% chętnych).
Przyjęta norma 5 ha (dla nowotworzonych gospodarstw) okazała się zatem niemożliwa do utrzymania, toteż w praktyce średnia wielkość nowych gospodarstw na terenach wschodnich wynosiła ok. 2,8 ha.
Odwrotna sytuacja była na obszarze Wielkopolski i Pomorza. Pod zaborem pruskim mogły przetrwać tylko gospodarstwa silne ekonomicznie, dlatego ich nie dzielono, ale przekazywano zwykle najstarszemu ze spadkobierców. Norma 5 ha była więc na tym obszarze nieatrakcyjna i nieuzasadniona ekonomicznie, tym bardziej że ziemi do podziału było sporo, ponieważ na parcelację przeznaczono również gospodarstwa poniemieckie. Dopiero podniesienie normy nowo tworzonych gospodarstw do 7 ha przejściowo zwiększyło zainteresowanie chłopów parcelacją.
W praktyce jednak nowe gospodarstwa w Wielkopolsce były jeszcze większe i sięgały 10–12 ha. Dopiero w następstwie przeprowadzanych w późniejszym czasie kontroli zmniejszano je do ustalonych 7 ha. Chłopi reagowali na te przymusowe regulacje rezygnacją z przydzielonej im ziemi – zwroty dochodziły do 70–80%.
Jeszcze inaczej przedstawiała się sytuacja na ziemiach zachodnich i północnych, gdzie całość ziemi została przejęta przez państwo jako mienie poniemieckie. Na tym obszarze duże gospodarstwa o powierzchni powyżej 50 ha oraz wielkie majątki ziemskie powyżej 100 ha zajmowały łącznie 59,8% powierzchni użytków rolnych.
W planach nowych władz ziemie te zajmowały kluczowe miejsce. Zamierzano na nich osiedlić tę część ludności wiejskiej z ziem dawnych, dla której nie starczyło ziemi z parcelacji, oraz Polaków przyjeżdżających z terenu ZSRR i Zachodu. Znaczna nadwyżka ziemi oraz problemy z ich zasiedleniem pozwoliły zastosować wyższe niż w innych regionach normy przydziału ziemi (7–15 ha).
Choć rzeczywiście polska wieś potrzebowała zmian, to ostateczny bilans reformy nie był korzystny. Zmniejszyła się wprawdzie liczba gospodarstw najmniejszych, jednak utrzymało się znaczne rozdrobnienie wsi. Z krajobrazu wsi znikły natomiast całkowicie majątki ziemskie i duże, silne gospodarstwa indywidualne (tab.).
Do 1949 r. rozparcelowano ok. 6 mln ha ziemi, w tym ponad 3 mln ha na ziemiach zachodnich i północnych. Rozparcelowano lub przejęto na własność państwa 13 tys. majątków ziemskich. Na ziemiach dawnych utworzono 347 tys. nowych gospodarstw oraz powiększono 254 tys. starych, a przeciętny obszar nowych gospodarstw wynosił 5,4 ha. Na ziemiach nowych powstało 467 tys. gospodarstw o przeciętnej powierzchni 7,9 ha.
Małe gospodarstwa były słabe ekonomicznie, niezdolne do intensyfikacji produkcji oraz bardzo podatne na presję podatkową, a tym samym bardziej zależne od polityki państwa. W ten sposób został przygotowany grunt do późniejszej próby kolektywizacji. Równocześnie z realizacją reformy rolnej część majątków ziemskich wyłączono z parcelacji w celu budowy sektora państwowego w rolnictwie. Łącznie przeszło 3 mln ha pozostało w posiadaniu państwa, z tego najwięcej (ok. ⅔ tego obszaru) znajdowało się na ziemiach zachodnich i północnych.
Reforma miała zapewnić komunistom masowe poparcie wsi, dlatego ogromnym zaskoczeniem był dla nich opór ze strony części chłopów, którzy nie chcieli oni brać przydzielanej im „pańskiej ziemi” z obawy przed nietrwałością nowego ustroju. Zaufanie chłopów zostało zresztą nadwerężone już wkrótce, kiedy w 1948 r. władze przystąpiły do tzw. regulacji nadziałów, a następnie do kolektywizacji. Reforma wpłynęła również na zmianę struktury polskiego społeczeństwa – przestało istnieć ziemiaństwo jako warstwa społeczna oraz radykalne zmniejszyła się liczba zamożnych chłopów.
Kolektywizacja
Koniec lat czterdziestych XX w. to początek wielkich zmian w rolnictwie i próba całkowitej przebudowy polskiej wsi na wzór radziecki. Miały się one dokonać w drodze kolektywizacji, ograniczenia liczby gospodarstw indywidualnych, zwłaszcza tzw. kułackich, oraz rozbudowy sektora państwowego. U podłoża tych zmian leżały głównie przesłanki ideologiczne, a władze komunistyczne nie liczyły się ani z uwarunkowaniami społecznymi, ani z konsekwencjami ekonomicznymi.
Początkowo komuniści odwlekali decyzję o uspółdzielczeniu wsi, a nawet zaprzeczali istnieniu takich planów. Zdawali sobie bowiem sprawę, że na wsi nie ma atmosfery sprzyjającej wprowadzeniu tego rozwiązania (do jej realizacji przystąpiono dopiero po wyeliminowaniu ze sceny politycznej PSL. Podobna sytuacja miała miejsce w Czechosłowacji i na Węgrzech, gdzie do kolektywizacji przystąpiono również po klęsce partii agrarnych). Spółdzielnie produkcyjne szczególnie źle kojarzyły się tym, którzy mieli okazję poznać funkcjonowanie kołchozów w ZSRR.
Jednak we wrześniu 1948 r., pod naciskiem Stalina, komuniści (PZPR powstała dopiero w grudniu 1948 r.) zadecydowali o natychmiastowym przystąpieniu do kolektywizacji. Za jej realizację odpowiadały komitety wojewódzkie i powiatowe PZPR.
Zakładaniu spółdzielni produkcyjnych towarzyszyła szeroka i agresywna akcja propagandowa prowadzona w prasie i radiu. Do propagowania kolektywizacji zostały zobowiązane wszystkie instytucje kulturalno-oświatowe, szkoły i organizacje społeczne działające w środowiskach wiejskich. W miastach organizowano brygady robotnicze i młodzieżowe, które wyjeżdżały na wieś i agitowały na rzecz tworzenia spółdzielni.
Mimo ogromnej kampanii propagandowej w 1949 r., pierwszym roku kolektywizacji, powstało tylko 243 spółdzielni skupiających zaledwie 0,1% wszystkich gospodarstw. W ocenie władz wyniki te były zbyt niskie, dlatego sięgnięto po metody administracyjne, represje polityczne, przymus fizyczny i sankcje ekonomiczne, za pomocą których zmuszano chłopów do wstępowania do spółdzielni. Wobec opornych stosowano różnorodne represje: zwiększano obciążenia podatkowe, rekwirowano zboże i żywiec, karano mandatami, aresztami lub zsyłano do obozów pracy. Wieś została obciążona także dodatkowymi podatkami, np. obowiązkową składką na Społeczny Fundusz Rozwoju Rolnictwa.
Szczególnie ostro byli zwalczani bogatsi chłopi, czyli tzw. kułacy, ogłoszeni przez partię wrogami państwa. Najbardziej znane przypadki terroru w trakcie tworzenia spółdzielni miały miejsce na terenie powiatu gryfickiego w 1951 r., jednak podobne metody były stosowane w całym kraju.
Chłopi próbowali się bronić, występując z podaniami o zmniejszenie obszaru gospodarstwa. Chcieli w ten sposób zmniejszyć wymiar podatku lub zmienić polityczną klasyfikację (przestawali być kułakami). Bardziej radykalną postawą było zrzekanie się lub porzucanie gospodarstw, zwłaszcza na ziemiach zachodnich i północnych.
Tempo powstawania spółdzielni było zróżnicowane. Najtrudniej było zmusić chłopów do zakładania spółdzielni tam, gdzie ziemia należała do nich od pokoleń. W starych wsiach w województwach kieleckim, krakowskim, warszawskim, łódzkim, lubelskim proces tworzenia spółdzielni przebiegał zatem bardzo wolno.
Natomiast na ziemiach zachodnich i północnych, gdzie dominowały gospodarstwa osadnicze i poparcelacyjne, przywiązanie chłopa do ziemi było o wiele mniejsze, a liczba spółdzielni zdecydowanie wyższa.
Do końca 1955 r. utworzono blisko 10 tys. spółdzielni, które użytkowały ok. 1,9 mln ha gruntów rolnych, czyli ok. 9% powierzchni użytków rolnych w kraju.
Przymus wstępowania do kolektywów oraz brak tradycji wspólnego gospodarowania i poczucia własności powodowały, że większość spółdzielców nie była zainteresowania wynikami pracy. Bardziej dbali o swoje działki przyzagrodowe niż o majątek spółdzielni. Nie dziwi zatem, że wydajność spółdzielni była znacznie niższa niż wydajność gospodarstw indywidualnych, które pomimo obciążeń i ograniczeń osiągały w przeliczeniu na 1 ha użytków rolnych wyniki wyższe o 14%.
Następstwem forsownej kolektywizacji i drenażu ekonomicznego wsi było załamanie produkcji rolnej w 1951 r. Aż do 1955 r. nie udało się przywrócić jej do poprzedniego poziomu. Chłopi, obawiając się utraty swoich gospodarstw, rzadko decydowali się na inwestycje. Możliwości modernizacji były zresztą niewielkie ze względu na obciążenia podatkowe. Władze wprowadziły też liczne ograniczenia w nabywaniu nawozów czy maszyn rolniczych oraz sztucznie utrzymywały niski poziom cen urzędowych na produkty rolne.
Postępowała zatem pauperyzacja chłopów, a zmonopolizowanie przez państwo cen skupu i sprzedaży produktów rolnych oraz ustalanie limitów kontraktacji prowadziło do całkowitego uzależnienia ich od władz administracyjnych i gospodarczych.
Pogorszyła się też struktura obszarowa gospodarstw – nastąpił spadek liczby gospodarstw o powierzchni powyżej 5 ha. W tej sytuacji coraz więcej właścicieli małych gospodarstw było zmuszonych do poszukiwania dodatkowej pracy poza rolnictwem, zwiększając liczebność kategorii chłoporobotników.
Budowa sektora państwowego w rolnictwie
Choć podstawą ustroju rolnego w powojennej Polsce, zgodnie z deklaracjami władz, miały być gospodarstwa indywidualne, to już w trakcie realizacji reformy rolnej przystąpiono do tworzenia sektora państwowego, przeznaczając na ten cel 10% ogólnego areału użytków rolnych.
W 1946 r. zostało utworzone przedsiębiorstwo Państwowe Nieruchomości Ziemskie (PZN), które miało zagospodarować opuszczone i zdewastowane majątki na obszarze ziem zachodnich i północnych. Wkrótce rozszerzono działalność PNZ również na ziemie dawne, choć państwo przejęło tam zdecydowanie mniej ziemi.
W 1946 r. z ogólnego obszaru 1,6 mln ha należących do państwa, na ziemiach nowych znajdowało się aż 1,3 mln ha. W kolejnych miesiącach stan posiadania PNZ zmieniał się dynamicznie – przejmowano kolejne majątki, a inne oddawano na parcelację.
Na początku 1949 r. wszystkie gospodarstwa państwowe (nieruchomości ziemskich, hodowli roślin i chowu koni) połączono, tworząc Państwowe Gospodarstwa Rolne (PGR). Weszły one na trwałe do krajobrazu polskiej wsi i stały się jednym z symboli socjalistycznych przemian w rolnictwie.
W założeniu miały być wzorcowymi gospodarstwami gwarantującymi dostawy żywności dla rosnącej w wyniku industrializacji ludności miast. W rzeczywistości, mimo stosowanych preferencji, efektywność PGR-ów była nie tylko znacznie niższa od wyników uzyskiwanych przez gospodarstwa indywidualne, ale wiele z nich przynosiło permanentne straty. W przeliczeniu na gotówkę produkcja globalna z 1 ha użytków rolnych w 1955 r. wynosiła w gospodarstwach chłopskich 621 zł, w spółdzielniach produkcyjnych – 517 zł, a w PGR-ach zaledwie 394 zł. Jedynie wysokość produkcji zbożowej, dzięki mechanizacji, była zbliżona do gospodarstw chłopskich.
Przyczyną tak niskich wyników były przede wszystkim błędy w zarządzaniu, odgórnie narzucane plany gospodarcze nieuwzględniające lokalnych warunków, ale też znaczne obciążenia świadczeniami socjalnymi na rzecz pracowników oraz obowiązek zagospodarowania odłogów. Do tego dochodziła ogromna niegospodarność, marnotrawstwo, kradzieże oraz brak dyscypliny pracy i zatrudnionych w nich pracowników, co w połączeniu z ciężkimi warunkami, słabym wykształceniem zatrudnionych tam robotników rolnych oraz relatywnie niskimi wynagrodzeniami za pracę sprawiało, że gospodarstwa państwowe kontrastowały z kreowanym przez oficjalną propagandę wizerunkiem PGR-ów jako wzorcowego gospodarstwa socjalistycznego.
Do 1955 r. w skali kraju powstało przeszło 6 tys. gospodarstw państwowych obejmujących 12% użytków rolnych. Dwie trzecie PGR-ów znajdowało się na ziemiach zachodnich i północnych, ¼ w poznańskim, bydgoskim i gdańskim, a w pozostałych województwach – zaledwie 1∕10. Obszar ziemi znajdującej się we władaniu państwa stale rósł, osiągając w 1990 r. najwyższy pułap (najwięcej, bo przeszło 50% gruntów użytkowały PGR-y w województwach koszalińskim i szczecińskim).
Lata 1956–1989
Rok 1956 przyniósł istotne zmiany również dla wsi. Najbardziej spektakularny był rozpad większości spółdzielni produkcyjnych. Z blisko 10 tys. spółdzielni przetrwało zaledwie 1,5 tys. Przyczyną tak szybkiego rozpadu kolektywów były obawy chłopów, że atmosfera polityczna pozwalająca na te działania wkrótce się zmieni. Charakterystyczne, że tempo dekolektywizacji było największe na ziemiach nowych, czyli tam, gdzie utworzono ich najwięcej (w województwie szczecińskim rozwiązało się aż 98% kolektywów, we wrocławskim – 97,5%, w zielonogórskim – 96,2%, a w opolskim – 92,4%).
W euforii towarzyszącej przemianom październikowym większość mieszkańców wsi odczytała wypowiedzi Władysława Gomułki oraz uchwały VIII Plenum Komitetu Centralnego PZPR jako odejście od kolektywizacji wsi. W rzeczywistości władze partyjne i państwowe nie zrezygnowały z niej, a jedynie odłożyły w czasie i wybrały drogę pośrednią, forsując tworzenie kółek rolniczych, które miały przygotować chłopów do zbiorowych form gospodarowania.
Po październiku 1956 r. zmianie uległa też polityka państwa wobec rolników indywidualnych. Ograniczone zostały dostawy obowiązkowe płodów rolnych, podniesiono ceny skupu, a także nieco złagodzono politykę podatkową i umożliwiono chłopom korzystanie z kredytów bankowych. Ustępstwa te zaowocowały nie tylko zmianą nastrojów na wsi, ale również natychmiastowym wzrostem produkcji rolnej. W 1957 r. odnotowano najwyższy po wojnie wskaźnik produkcji rolnej, nadal jednak problemem było niedostateczne zaopatrzenie rynku w produkty żywnościowe.
Lata sześćdziesiąte upłynęły w rolnictwie pod znakiem stagnacji, a w latach 1962 i 1964 z powodu nieurodzaju poziom produkcji spadł do stanu przedwojennego. Jednocześnie w związku z urbanizacją i industrializacją gwałtownie wzrastało zapotrzebowanie na żywność. Szczególne niezadowolenie społeczne wywoływały braki w zaopatrzeniu w mięso i jego przetwory. Problemy próbowano rozwiązać, zwiększając import zbóż, głównie na potrzeby hodowli.
Czynnikami hamującymi wzrost produkcji w gospodarstwach indywidualnych były, oprócz wysokich podatków, zbyt niskie, regulowane urzędowo ceny na artykuły żywnościowe oraz ekstensywne metody produkcji. Na niską efektywność gospodarki miały też wpływ takie czynniki, jak mała powierzchnia gospodarstw, ograniczone możliwości zakupu maszyn czy nawozów sztucznych oraz coraz bardziej widoczne procesy starzenia się wsi. Trudne warunki gospodarowania i brak perspektyw poprawy sytuacji materialnej powodowały, że coraz mniej młodych ludzi decydowało się na pozostanie na wsi.
Bardziej odczuwalne zmiany polityki państwa wobec rolników indywidualnych nastąpiły dopiero w latach siedemdziesiątych i wynikały ze stale pogarszającej się sytuacji aprowizacyjnej kraju. Władze zdawały sobie wówczas sprawę, że PGR-y nie będą w stanie zapewnić społeczeństwu wystarczającej ilości żywności.
W 1972 r. zostały zniesione dostawy obowiązkowe, a rolnicy mogli korzystać z kredytów inwestycyjnych. Priorytetem w zaopatrzeniu nadal były gospodarstwa państwowe, ale rolnicy indywidualni w zamian za umowy kontraktacyjne mogli uzyskać przydziały deficytowych maszyn, narzędzi czy nawozów.
Umożliwiono również powiększanie gospodarstw do 8 ha, a nawet 20 ha, jednocześnie zabraniając podziałów na gospodarstwa mniejsze niż 8 ha użytków rolnych, co miało zapobiec nadmiernemu rozdrobnieniu. Po raz pierwszy rolnicy i ich rodziny zostali objęci bezpłatną opieką zdrowotną. Zostało im również przyznane prawo do świadczeń emerytalnych, choć początkowo wyłącznie w zamian za zdanie gospodarstwa rolnego na skarb państwa.
Zmiany te zostały pozytywnie odebrane przez część rolników, zwłaszcza młodych i posiadających wykształcenie rolnicze, którzy przestawili się na intensyfikację i specjalizację produkcji. Większość jednak, zwłaszcza w województwach wschodnich, pozostała przy tradycyjnych metodach gospodarowania.
Niezależnie od ustępstw na rzecz rolników, władze nadal intensywnie wspierały sektor państwowy. Z myślą o gospodarstwach państwowych powstawały fabryki nawozów sztucznych oraz maszyn rolniczych (np. Ursus). Systematycznie zwiększał się areał PGR-ów, które przejmowały m.in. oddawane za rentę gospodarstwa indywidualne. W ten sposób w użytkowanie PGR-ów tylko w pierwszej połowie lat siedemdziesiątych przeszło 10% gruntów chłopskich. Poza okresem forsownej kolektywizacji był to największy ubytek chłopskiego stanu posiadania.
Konsekwencją wzrostu areału użytków rolnych był znaczny wzrost zatrudnienia – pracownicy PGR-ów wraz z rodzinami stanowili grupę liczącą blisko 1 mln osób. W 1970 r. PGR-y gospodarowały już na 16% gruntów ornych, jednak ich produkcja – pomimo dużych nakładów – wynosiła jedynie 14% produkcji globalnej.
Po 1980 r. poprawiła się nieco sytuacja prawna gospodarstw indywidualnych (zniesiono wówczas m.in. utrudnienia w dziedziczeniu ziemi), jednak sytuacja ekonomiczna rolnictwa była zła. Niska mechanizacja produkcji, zbyt mała produkcja środków ochrony roślin i nawozów powodowały, że wysokość produkcji rolnej była znacznie niższa niż na Zachodzie. Narastały i tak ogromne problemy z zaopatrzeniem w żywność.
Sytuacja pogorszyła się znacznie po wprowadzeniu stanu wojennego, gdy w wyniku restrykcji państw zachodnich został wstrzymany import m.in. pasz, co doprowadziło do załamania hodowli.
Przez cały okres po drugiej wojnie światowej systematycznie zmieniała się struktura zawodowa mieszkańców wsi. Coraz mniej osób utrzymywało się z pracy na roli. Zmniejszał się też dystans cywilizacyjny między wsią a miastem. W latach siedemdziesiątych wyposażenie gospodarstwa domowego na wsi (chłopskiego lub pracownika PGR-u) nie odbiegało znacząco od wyposażenia gospodarstwa domowego w mieście.
Następował proces zacierania różnic kulturowych między wsią a miastem. Sprzyjały temu: powszechna oświata, popularyzacja czytelnictwa, prasa, a następnie radio i telewizja. Głównie pod ich wpływem następował proces porzucenia kultury ludowej na rzecz miejskiego stylu życia realizowanego w warunkach wiejskich. Szybciej zmiany te zachodziły w środowisku robotników rolnych w PGR-ach, mających normowany czas pracy, niż wśród rolników indywidualnych, którzy zazwyczaj pracowali od świtu do zmierzchu. Widać to chociażby na przykładzie udziału w życiu kulturalnym i towarzyskim koncentrującym się wokół świetlic wiejskich, a od lat sześćdziesiątych – klubokawiarni. Ich gośćmi częściej bywali mieszkańcy osiedli pegeerowskich niż rolnicy. Tradycyjna kultura ludowa, zwyczaje i tradycje, choć oficjalnie uznawane za wartościowe, coraz częściej były kultywowane jedynie przy okazji świąt i uroczystości niż z wewnętrznej potrzeby mieszkańców wsi.
***
Rok 1989 przyniósł zasadnicze zmiany również w sytuacji polskiej wsi, wprowadzając mechanizmy rynkowe. Nie dla wszystkich okazały się one korzystne. Znaczna część właścicieli małych gospodarstw nie wytrzymała konkurencji. Rozpoczął się proces koncentracji ziemi. Z krajobrazu wsi zniknęły też zlikwidowane w 1991 r. PGR-y, pozostawiając nierozwiązany do dziś problem bezrobocia na obszarach, gdzie było ich najwięcej (zachodniopomorskie, warmińsko-mazurskie, lubuskie). W wyniku mechanizacji gwałtownie zmalało zatrudnienie w rolnictwie i przekształceniu uległa struktura zawodowa wsi. Przyspieszeniu uległy również przemiany cywilizacyjne, ale jednocześnie pogłębiły się różnice w poziomie życia poszczególnych grup mieszkańców wsi.
Małgorzata Machałek
Jest to druga (pierwszą – Polska wieś w stuleciu - publikowaliśmy w nr. 3 SN/18) – skrócona - część obszernego artykułu o sytuacji polskiej wsi po 1918 roku, jaki ukazał się w 26 tomie kwartalnika „Klio”- czasopisma poświęconego dziejom Polski i powszechnym, wydawanego przez UMK w Toruniu. Pierwotny tekst zatytułowany „Przemiany polskiej wsi w latach 1918–1989” zamieszczony jest na Akademickiej Platformie Czasopism: http://apcz.umk.pl/czasopisma/index.php/KLIO/article/view/KLIO.2013.033/2653
Tytuł i wyróżnienia pochodzą od Redakcji SN.
- Autor: Anna Leszkowska
- Odsłon: 5579
Choć aż do drugiej połowy XX w. większość polskiego społeczeństwa stanowiła ludność wiejska, to jednak historia wsi stosunkowo rzadko zajmuje uwagę badaczy. Wprawdzie dotychczas ukazało się sporo opracowań szczegółowych, to jednak wciąż widoczny jest deficyt publikacji o charakterze syntetycznym i podręcznikowym, zwłaszcza poświęconych historii gospodarczej oraz dziejom społecznym wsi w XX w.
W dziejach polskiej wsi w XX w. zdecydowanie więcej było okresów niekorzystnych niż okresów dobrej koniunktury gospodarczej i politycznej. W latach międzywojennych nie udało się rozwiązać najważniejszych problemów związanych ze strukturą agrarną i przeludnieniem. Wojna i okupacja pogłębiły biedę oraz zacofanie gospodarcze wsi, a po drugiej wojnie światowej błędna, podporządkowana celom ideologicznym, polityka państwa zaowocowała nie tylko stagnacją gospodarczą w rolnictwie, ale również pogorszeniem poziomu życia wszystkich mieszkańców kraju. Jednocześnie rolnicy ponosili większość ciężarów związanych z industrializacją gospodarki, a dystans dzielący polskie rolnictwo od zachodniego systematycznie się zwiększał. Znacznie wolnej niż na zachodzie Europy przebiegały też procesy modernizacyjne, co miało negatywny wpływ na poziom życia na wsi.
Lata 1918–1939
W okresie międzywojennym ludność wiejska stanowiła aż 73% ogółu mieszkańców kraju (dane ze spisu z 1931 r.), a jak podaje M. Mieszczankowski („Struktura agrarna Polski międzywojennej”) - liczba ludności rolniczej w okresie międzywojennym zwiększyła się o 18,5%.
Wśród mieszkańców wsi dominującą, choć wewnętrznie zróżnicowaną grupą byli chłopi. Rolnictwo stanowiło też źródło utrzymania dla ziemian oraz robotników rolnych zatrudnionych w folwarkach należących do wielkich właścicieli ziemskich. Tylko nieliczni mieszkańcy wsi wykonywali zawody pozarolnicze (np. nauczyciele, urzędnicy, rzemieślnicy).
Jednym z najważniejszych problemów wsi w tym okresie było ogromne przeludnienie. Na 100 ha gruntów ornych, łąk i pastwisk przypadało w Polsce w połowie lat trzydziestych 81 osób, podczas gdy w Niemczech – 49, Czechosłowacji – 64, a w Danii tylko 36. Jednocześnie plony w tych krajach były znacznie wyższe niż w Polsce. Skala przeludnienia była zróżnicowana regionalnie – najwyższe było w województwach południowych (wg niektórych badaczy sięgało nawet 300 osób), a najniższe w Wielkopolsce.
Problem ten był trudny do rozwiązania, ponieważ zbyt słaby przemysł nie był w stanie wchłonąć nadwyżki rąk do pracy występującej na wsi. W tej sytuacji coraz więcej osób decydowało się na emigrację. Szacuje się, że tylko w latach 1926–1928 wyjechało z kraju za chlebem około 0,5 mln mieszkańców wsi, choć rzeczywiste dane mogły być wyższe.
Struktura agrarna
Kolejnym problemem, który wpływał na kondycję polskiego rolnictwa była niekorzystna struktura agrarna. Dominowały gospodarstwa karłowate o powierzchni poniżej 2 ha i gospodarstwa małorolne (61,6% ogółu gospodarstw). Oznacza to, że przeszło połowa gospodarstw chłopskich była zbyt mała, aby zapewnić wystarczające środki na utrzymanie rodziny. Jednocześnie właśnie w tych najmniejszych gospodarstwach występowały największe nadwyżki siły roboczej.
Natomiast wielkie gospodarstwa i majątki o powierzchni powyżej 50 ha stanowiły niespełna 1% ogółu gospodarstw, ale zajmowały ponad 48% gruntów rolniczych (z tego 20% ziemi należało do majątków liczących powyżej 1000 ha). Najwięcej wielkich majątków znajdowało się na Kresach Wschodnich oraz w Wielkopolsce, na Pomorzu i na Śląsku.
Różnice regionalne były konsekwencją historycznych uwarunkowań, zwłaszcza odmienności polityki państw zaborczych wobec wsi. W województwach zachodnich dominowały duże gospodarstwa chłopskie, tylko takie bowiem mogły w XIX w. skutecznie przeciwstawić się polityce pruskiego zaborcy dążącego do przejęcia polskiej własności. Wykorzystywano w nich nowoczesne metody gospodarowania, praca była w dużej części zmechanizowana, stosowano też duże ilości nawozów sztucznych. Istniał też rynek zbytu na produkty rolne wywożone głównie w głąb Niemiec.
Natomiast na ziemiach byłego zaboru rosyjskiego nastąpiło poważne rozdrobnienie gospodarstw rolnych, będące efektem częstych podziałów ziemi. Dominowały gospodarstwa drobnotowarowe prowadzące gospodarkę ekstensywną, a na słabym rynku zbytu istniała silna konkurencja w postaci tanich towarów przywożonych z głębi Rosji.
Jeszcze większym rozdrobnieniem i przeludnieniem charakteryzowały się województwa południowe (dawna Galicja) oraz Podlasie. Na efektywność gospodarowania negatywnie wpływała też tzw. szachownica gruntów. Spis z 1921 r. wykazał, że 46,8% gospodarstw miało swoje grunty orne w kilku kawałkach - z tego 27% miało grunty co najmniej w czterech częściach, a w skrajnych przypadkach – jak podaje I. Bukraba-Rylska („Socjologia wsi polskiej”) - tych „kawałków” było nawet kilkaset. Konieczna zatem była ich komasacja, jednak do końca okresu międzywojennego zdołano scalić jedynie 60% rozdrobnionych gruntów w województwach centralnych i południowych.
Najbardziej opornie przebiegała komasacja na obszarze byłej Galicji, gdzie panowało ogromne przywiązanie do tradycyjnego układu pól. Na terenie województw zachodnich komasacja w zasadzie nie była potrzebna – scalono zaledwie kilka wsi.
Reformy rolne w II RP
Większość ugrupowań politycznych dostrzegała konieczność zmiany niekorzystnej struktury agrarnej wsi, dlatego już w 1919 r. sejm przyjął uchwałę o parcelacji majątków państwowych i wykupie nadwyżek ziemi w majątkach prywatnych. Maksymalną powierzchnię gospodarstw ustalono na 180 ha, a w województwach wschodnich i zachodnich – na 400 ha. Z powodu sporów politycznych uchwała nie weszła jednak w życie.
Bardziej radykalny wariant reformy został przyjęty przez sejm w lipcu 1920 r. w obliczu dramatycznej sytuacji spowodowanej wojną polsko-bolszewicką. Uchwalona wówczas ustawa o wykonaniu reformy rolnej przewidywała przymusowy wykup nadwyżek ziemi w majątkach prywatnych (powyżej 60 ha w okręgach przemysłowych, powyżej 400 ha na obszarze byłego zaboru pruskiego i na ziemiach wschodnich oraz 180 ha na pozostałym obszarze państwa). Wywłaszczani właściciele mieli otrzymać odszkodowania na poziomie 50% przeciętnej wartości rynkowej ziemi. Decyzja ta wywołała liczne protesty środowisk ziemiańskich i endecji.
Po wejściu w życie konstytucji marcowej z 1921 r., wprowadzającej zasadę nienaruszalności własności prywatnej, realizacja reformy napotkała poważne przeszkody. W praktyce parcelację ograniczono więc do majątków państwowych.
Sprawa reformy rolnej została ponownie podjęta w 1925 r. Przyjęta wówczas ustawa zakładała coroczną parcelację 200 tys. ha (przez 10 lat). Górną granicę powierzchni gospodarstw ustalono na 60–180 ha w Polsce centralnej oraz 300 ha na obszarze województw wschodnich i 700 ha dla majątków uprzemysłowionych (tj. mających na swoim terenie zakłady przetwórstwa rolnego). Odszkodowanie dla właścicieli było równe cenie rynkowej ziemi, a nabywcy mogli się ubiegać o specjalne kredyty na spłatę należności.
Reforma rolna była realizowana w różnym tempie (ogromne spowolnienie nastąpiło w okresie wielkiego kryzysu gospodarczego) do końca okresu międzywojennego. Jej konsekwencją było zmniejszenie powierzchni wielkich majątków ziemskich i rozparcelowanie przeszło 2,6 mln ha.
Nie rozwiązało to jednak problemu głodu ziemi na wsi, ani nie powstrzymało postępującego rozdrobnienia agrarnego. Wprawdzie ziemia z parcelowanych majątków systematycznie zasilała istniejące już gospodarstwa chłopskie, jednak tradycyjne działy rodzinne powodowały, że obszar przeciętnego gospodarstwa wciąż malał.
O ile w 1921 r. średnia powierzchnia gospodarstwa chłopskiego wynosiła 5,7 ha, to w 1938 r. powierzchnia ta zmalała do 5 ha. Jak podają: I. Kostrowicka, Z. Landau, J. Tomaszewski („Historia gospodarcza Polski XIX i XX wieku”), pod koniec lat trzydziestych XX w. liczba gospodarstw małych, niesamowystarczalnych, wzrosła do 64,5% ogólnej liczby gospodarstw.
Reforma rolna miała również wymiar pozaekonomiczny. Władze dążyły bowiem do wzmocnienia polskiego stanu posiadania na Kresach Wschodnich oraz w Wielkopolsce i na Pomorzu. (Na Śląsku wszystkie wielkie majątki znajdowały się w rękach niemieckich, jednak do 1937 r. ze względu na obowiązywanie konwencji genewskiej nie można było przeprowadzić żadnych zmian własnościowych na tym obszarze).
Na terenach byłego zaboru pruskiego w Wielkopolsce liczba wielkich majątków, które w znacznej części znajdowały się w rękach niemieckich, do 1931 r. zmniejszyła się z 36,2% do 19,2%, a na Pomorzu z 43,7% do 22,3%.
Natomiast na Kresach Wschodnich realizowana była akcja osadnictwa wojskowego. Do 1922 r. osiedlono tam 6,6 tys. rodzin żołnierskich oraz ok. 16 tys. osadników cywilnych. Ich sytuacja nie była łatwa. Trudności w zagospodarowaniu wynikały w braku maszyn i narzędzi oraz inwentarza żywego, przede wszystkim jednak w nowym, obcym narodowościowo otoczeniu polscy osadnicy byli traktowani jak intruzi i często spotykali się z wrogością, a nawet bezpośrednimi atakami, co prowadziło do zaostrzenia konfliktów z miejscową ludnością. (Zasób ziemi przydzielanej żołnierzom stanowiły przejęte na rzecz Skarbu Państwa dobra rosyjskie, majątki rodziny panującej, majoraty, dobra poduchowne oraz opuszczone majątki rolne. Na nich w pierwszej kolejności osiedlano byłych żołnierzy. Ochotnicy, inwalidzi wojenni oraz szczególnie zasłużeni otrzymywali ziemię bezpłatnie).
Warunki gospodarowania
Poszczególne grupy mieszkańców wsi różniły się stylem życia oraz położeniem materialnym. Zazwyczaj poziom życia był najwyższy na obszarze dawnego zaboru pruskiego, a najniższy na Kresach Wschodnich. Sytuacja poszczególnych rodzin zależała jednak głównie od wielkości posiadanego gospodarstwa, jakości gleby, aktualnych cen na artykuły rolne oraz umiejętności gospodarowania.
W latach dwudziestych stopniowo wyrównywały się różnice cywilizacyjne pomiędzy poszczególnymi częściami kraju. Jednym z najważniejszych wskaźników tych zmian była likwidacja analfabetyzmu ludności wiejskiej. Według danych z 1921 r. 38,1% ludności wiejskiej nie potrafiło czytać i pisać (najwięcej analfabetów było w województwach wschodnich). W wyniku podejmowanych przez państwo działań, a zwłaszcza obowiązkowej oświaty na poziomie szkoły podstawowej, odsetek ten spadł do 31% w 1931 r.
Największy wzrost poziomu produkcji nastąpił w województwach wschodnich, natomiast w Wielkopolsce i na Pomorzu, gdzie dominowały gospodarstwa wysokotowarowe, widoczny był znaczny regres spowodowany odcięciem od rynku zbytu w Niemczech.
W pierwszych latach po wojnie powszechnie brakowało żywności, a w konsekwencji ustalano na nią dość wysokie ceny. Rolnicy musieli się jednak najpierw wywiązać z dostaw obowiązkowych (do 1921 r.), a na rynek mogli przeznaczyć jedynie nadwyżki. Również kolejne lata nie były korzystne dla rolników
W 1922 r. wystąpił ogromny nieurodzaj. Spadały ceny na artykuły żywnościowe, a w okresie rosnącej inflacji rząd utrzymywał sztucznie niskie ceny, aby nie pogarszać warunków życia mieszkańców miast. Czynniki te wpłynęły negatywnie na kondycję ekonomiczną wsi, choć trzeba przyznać, że inflacja spowodowała również realne obniżenie wartości pieniądza i tym samym pobrane wcześniej kredyty oraz zaległości podatkowe były łatwiejsze do spłacenia.
Dzięki zmianom w produkcji oraz korzystnym warunkom atmosferycznym w połowie lat dwudziestych wyraźnie poprawiła się sytuacja na wsi. Jej przejawem były m.in. wzrost cen na artykuły rolne oraz zwiększone zakupy artykułów przemysłowych, zwłaszcza maszyn i urządzeń rolniczych. Część dochodów chłopi przeznaczali na powiększenie swoich gospodarstw, kupując ziemię poparcelacyjną.
Modernizacja wsi nie miała jednak szerszego zasięgu. Zacofanie cywilizacyjne sprawiło również, że rolnicy szczególnie dotkliwie odczuli wielki kryzys gospodarczy. Gwałtownie spadły ceny na artykuły rolne. W 1935 r. za pszenicę chłopi otrzymywali jedynie 34%, a za żyto 32% cen obowiązujących w 1928 r. Podobny spadek dotyczył również innych płodów rolnych.
Chłopi, aby uzyskać pieniądze niezbędne na opłacenie podatków, spłatę długów czy zakup artykułów przemysłowych, musieli sprzedać trzy razy więcej produktów. Możliwości zwiększenia produkcji były jednak ograniczone, gdyż brakowało pieniędzy na zakup nawozów sztucznych czy maszyn.
W tej sytuacji pozostawało ograniczanie spożycia własnego i rodziny (zjawisko tzw. podaży głodowej). Wskutek tego na rynku pojawiało się więcej żywności, co jednak prowadziło do dalszego spadku cen. Do tego dochodziła niekorzystna relacja między cenami żywności a cenami artykułów przemysłowych, tzw. nożyce cen. Chłopi rezygnowali zatem z zakupu większości towarów przemysłowych.
Brak ubrań i obuwia był tak dotkliwy, że znaczna część dzieci nie uczęszczała do szkoły, nie mając się w co ubrać. Rezygnowano nawet z kupowania zapałek, powracając do stosowania hubki i krzesiwa (symbolem ówczesnej biedy na wsi było dzielnie zapałki na czworo).
Największa pauperyzacja dotknęła posiadaczy małych i średnich gospodarstw, ale również spadły dochody właścicieli majątków ziemskich, czasami nawet o 40%.
Konsekwencją kryzysu był nie tylko regres w zakresie stosowania nowoczesnych metod produkcji oraz nawożenia, ale na niektórych obszarach wręcz powrót do gospodarki naturalnej. Znacznie wzrosło też przeludnienie agrarne, ponieważ z powodu bezrobocia w przemyśle coraz więcej osób usiłowało utrzymywać się z uprawy roli. Z ekonomicznego punktu widzenia była to armia zbędnych ludzi (według różnych szacunków od 2,5 do 8 mln osób).
Rząd próbował wyprowadzić rolnictwo z przedłużającego się kryzysu, wprowadzając elementy interwencjonizmu, takie jak tworzenie rezerwy zbożowej na wypadek wojny czy inwestycje w dziedzinie przetwórstwa rolnego (budowa magazynów, elewatorów, mleczarni czy chłodni). Stosowano też odgórne mechanizmy mające na celu zahamowanie spadku cen na artykuły rolne oraz oferowano specjalne kredyty dla rolników. Wychodzenie z kryzysu przebiegało jednak powoli i dopiero jesienią 1935 r. widocznie poprawiła się sytuacja ludności wiejskiej.
Ostatnie lata przed wojną upłynęły pod znakiem dobrej koniunktury. Zwiększyła się produkcja, rolnicy chętniej inwestowali w maszyny rolnicze i nawozy sztuczne. Ogólnie jednak poprawa sytuacji na wsi następowała znacznie wolniej niż w mieście.
Wojenna eksploatacja wsi
Już jesienią 1939 r. na obszarze ziem wcielonych do III Rzeszy Niemcy rozpoczęli wysiedlania Polaków do Generalnego Gubernatorstwa. Na opróżnionych gospodarstwach rolnych osiedlani byli Niemcy. Zdarzało się, że dokonywano komasacji kilku gospodarstw, aby utworzyć jedno większe gospodarstwo dla niemieckiego kolonisty. Do lutego 1942 r. władze niemieckie skonfiskowały blisko 900 tys. gospodarstw o powierzchni 9,2 mln ha. Od 1941 r. wysiedlenia zaczęto przeprowadzać również na obszarze Generalnego Gubernatorstwa. Najtragiczniejszy przebieg miały one na obszarze Zamojszczyzny.
Część chłopów, których nie wysiedlono z ziem włączonych do III Rzeszy, przestała być właścicielami własnych gospodarstw i zostali poddani ścisłemu nadzorowi władz niemieckich, które decydowały o całości produkcji oraz wielkości konsumpcji własnej. Stała kontrola niemieckiego agronoma oraz obecność coraz liczniejszych niemieckich sąsiadów uniemożliwiały sprzedaż czy ukrycie części produkcji na własne potrzeby.
Inna sytuacja była w Generalnym Gubernatorstwie, gdzie nie wprowadzono tak rygorystycznej kontroli nad całością produkcji rolnej. Rolnicy zostali wprawdzie obciążeni kontyngentami obejmującym praktycznie wszystkie płody rolne, ale mieli ograniczony wpływ na rodzaj upraw i hodowli. Znaczną część produktów (np. 40% zbóż, 18% ziemniaków, 73% buraków cukrowych) musieli sprzedawać po ustalonych urzędowo, bardzo niskich cenach, przy czym wysokość kontyngentów była stale zwiększana, co powodowało drastyczne obniżenie poziomu życia mieszkańców wsi.
Za niewywiązanie się z obowiązku przymusowych dostaw oraz nielegalny handel groziły wysokie kary, z karą śmierci włącznie. Mimo to chłopi, szukając dodatkowych źródeł utrzymania, w miarę możliwości sprzedawali nielegalnie posiadane nadwyżki na czarnym rynku. Istnienie niewielkich nadwyżek żywności umożliwiało również przetrwanie oddziałom partyzanckim zdanym prawie całkowicie na pomoc ludności wiejskiej. Często ceną, jaką za jej udzielnie płacili mieszkańcy wsi były brutalne represje, a nawet pacyfikacja całych miejscowości.
Eksploatacja gospodarcza polskiej wsi przez Niemców polegała również na wykorzystaniu siły roboczej. Ludność wiejska była masowo zatrudniana w przedsiębiorstwach działających na rzecz gospodarki niemieckiej na ziemiach okupowanych oraz wywożona na roboty przymusowe w głąb Rzeszy. Szacuje się, że spośród przeszło 3 mln polskich robotników przymusowych ludność wiejska stanowiła około 75–80%.
Choć położenie materialne mieszkańców wsi nie pogarszało się tak szybko jak sytuacja mieszkańców miast, to eksploatacja gospodarcza prowadzona przez okupanta doprowadziła do drastycznego obniżenia poziomu życia ludności wiejskiej. Szczególnie ciężka sytuacja wystąpiła w końcowym okresie wojny, gdy w wyniku działań wojennych zniszczeniu uległo średnio około 25% budynków mieszkalnych i gospodarczych, prawie całkowicie wytrzebiono inwentarz żywy – konie, krowy, trzodę chlewną, zniszczono zasiewy, a zaminowane pola jeszcze długo po zakończeniu działań wojennych uniemożliwiały normalne prace polowe.
Na terenach okupowanych przez ZSRR już w 1939 r. wielka własność ziemska została przejęta przez państwo. Chcąc pozyskać poparcie chłopów, większość gruntów rozparcelowano, a z części utworzono sowchozy. Rozpoczęto walkę z bogatymi chłopami, tzw. kułakami, na których nałożono wysokie normy przymusowych dostaw artykułów rolnych. Przystąpiono też do kolektywizacji wsi (jej tempo było bardzo powolne i zostało przerwane w 1941 r. przez agresję III Rzeszy na ZSRR). Mieszkańcy wsi stanowili też większość obywateli polskich deportowanych w głąb ZSRR.
Małgorzata Machałek
Dr hab. Małgorzata Machałek jest profesorem Uniwersytetu Szczecińskiego, dyrektorem Uniwersyteckiego Centrum Edukacji.
Jest to pierwsza – skrócona - część obszernego artykułu o sytuacji polskiej wsi po 1918 roku, jaki ukazał się w 26 tomie kwartalnika „Klio”- czasopisma poświęconego dziejom Polski i powszechnym, wydawanego przez UMK w Toruniu. Pierwotny tekst zatytułowany „Przemiany polskiej wsi w latach 1918–1989” zamieszczony jest na Akademickiej Platformie Czasopism: http://apcz.umk.pl/czasopisma/index.php/KLIO/article/view/KLIO.2013.033/2653
Tytuł, podtytuły i wyróżnienia pochodzą od Redakcji SN.