Ekonomia (el)
- Autor: Anna Leszkowska
- Odsłon: 1147
Coraz więcej wskazuje na to, że nie da się wyjść z wirażu, na którym znalazł się nasz świat, bez kryzysu i kolejnych rewolucji. Lepiej byłoby poprzez wszechstronnie zrównoważony – politycznie, kulturowo, społecznie, ekologicznie, gospodarczo, finansowo – rozwój i poprzez ewolucję, ale na to nas chyba już, a zarazem jeszcze, nie stać. Jaki kryzys – nie wiemy. Kiedy – też nie wiadomo, ale to już tylko kwestia czasu, sprzeczności jest bowiem coraz więcej. I nabierają one antagonistycznego charakteru. Wobec tego ich przezwyciężenie wymaga ruchów bez mała tektonicznych, zasadniczych zmian strukturalnych, przesunięć w systemach alternatywnych wartości i odmiennego niż obecny rozkładu sił i ról na globalnej scenie.
Ktoś powie, że w tych zdaniach nie ma nic odkrywczego. A jednak… Zostały sformułowane 12 lat temu w książce Wędrujący świat. Jeśli ktoś przez nieuwagę jej nie przeczytał, to jeszcze może zdążyć. Znajdzie tam ostrzeżenie, że w obliczu nieporadności polityki wobec wyzwań współczesnego świata z czasem nadejdzie Jeszcze Większy Kryzys, JWK. Określenie to zostało użyte, aby zaakcentować nieuniknioność kryzysu bardziej rozległego niż Wielki Kryzys z lat 1929–1933. „Nadejdzie Jeszcze Większy Kryzys, w którym na znaczące perturbacje gospodarcze nałożą się poważne zaburzenia demograficzne, ekologiczne i polityczne. Pytanie tylko kiedy, i jaka będzie jego dynamika”.
Te zdania też nie są nowe; pisałem tak 10 lat temu w książce Świat na wyciągnięcie myśli. A trzy lata później, w pracy Dokąd zmierza świat, dawałem takie przestrogi: „Grozi nam jeszcze większy kataklizm niż ostatni kryzys i dalsze narastanie sprzeczności, a w ślad za tym zaostrzanie się konfliktów nie tylko ekonomicznych”, oraz że „nie uda się uniknąć Jeszcze Większego Kryzysu, JWK, z towarzyszącymi mu rewoltami społecznymi”.
Gdy dzisiaj zatem internauta pyta: „Panie profesorze, czy to już JWK – Jeszcze Większy Kryzys, o którym Pan pisał?”, odpowiadam: „Tak. Rzeczy bowiem dzieją się tak, jak się dzieją, ponieważ wiele dzieje się naraz”. Cóż zatem takiego się dzieje, co trzeba widzieć w długim czasie i rozległej przestrzeni, a nie tylko hic et nunc? W trylogii o świecie piszę o tuzinie Wielkich Spraw Przyszłości, WSP. Tu uwypuklę tylko połowę z nich, te najistotniejsze z obecnego punktu widzenia, bynajmniej nie lekceważąc pozostałych.
1. Nie zostały usunięte systemowe i strukturalne źródła poprzedniego globalnego kryzysu finansowego i gospodarczego. Górę wzięła zachłanność możnych tego świata i uległość elit politycznych wobec ich nacisków.
2. Nie udało się do końca wyeliminować wpływów neoliberalizmu – ideologii z systemem marnych wartości oraz opartej na niej polityki i złej regulacji gospodarki – służącego wzbogacaniu nielicznych kosztem większości. W rezultacie globalizacja, skądinąd nieodwracalna, wciąż nie ma charakteru dostatecznie inkluzywnego, co jest warunkiem sine qua non zrównoważonego rozwoju.
3. Nie udało się zahamować procesów dewastacji naturalnego środowiska człowieka i ocieplania klimatu. Ludzkość sama siebie wprowadza na drogę do termicznej zagłady, chociaż wcale nie musi w tym celu trafić do piekła; zgotuje je sobie tu, na Ziemi.
4. Poza wyjątkami nie udało się stłumić eskalacji nierówności dochodowych i majątkowych oraz wprowadzić gospodarki i społeczeństwa na ścieżkę ich redukcji. Bez tego nie ma szans na zachowanie spójności społecznej w dłuższej perspektywie czasowej.
5. Pogłębia się nierównowaga demograficzna skutkująca z jednej strony niebywałym rozstrzeleniem współczynnika rozrodczości i, w ślad za tym, dysfunkcjonalną nadwyżką bądź deficytem rąk do pracy, z drugiej zaś masową migracją. Wielkie, liczące dziesiątki milionów osób fale uchodźców z miejsc, w których żyć spokojnie nie można, jak i imigrantów z regionów, gdzie żyć przyzwoicie się nie da – dopiero zaczną napływać do krajów bogatych.
6. Narastają napięcia polityczne na tle niezdolności do koncyliacyjnego rozwiązywania piętrzących się ponadnarodowych problemów i braku mechanizmów sterowania współzależną gospodarką światową. Unoszą się upiory ksenofobii i szowinizmu, nowego nacjonalizmu i protekcjonizmu, czemu towarzyszy druga zimna wojna i wojna handlowa wypowiedziana przez Stany Zjednoczone nie tylko Chinom i Rosji, lecz także własnym sojusznikom.
Zapytać ktoś może: Jakie rewolucje? Jakie rewolty?
Otóż ludzie wychodzą najpierw z siebie, a potem na ulice. Od Arabskiej Wiosny do Black Lives Matter, od Majdanu do Occupy London, od placu Taksim w Stambule do Wall Street w Nowym Jorku, od Delhi do Santiago, od żółtych kamizelek we Francji i koszulek z napisem KON-STY-TUC-JA w Polsce po „biały protest” na Białorusi.
Będzie ich coraz więcej z wielu powodów. Jednym z nich będzie to, że w większości miejsc, w kontekście walki z zarazą, ludzie jeszcze bardziej zwrócą uwagę na to, jak duże są nierówności. Chociażby taki fakt, że w Chicago, gdzie Afroamerykanie stanowią 30 proc. mieszkańców, aż 70 proc. zgonów spowodowanych przez koronawirusa dotyczy tej grupy ludności, jest wart głębszej refleksji, prawda?
Potrzeba nowych idei
Po pandemii na ulice będzie wychodziło coraz więcej niezadowolonych. Nie będzie światowej rewolucji, ale narastać może chaos. Świat potrzebuje nowych idei i wielkich przywódców, globalnych mężów stanu, a nie demagogów krzyczących America First! czy Alternative für Deutschland!
By świat uniknął dewastującej kulturę i gospodarkę anarchizacji, potrzebne są nowe idee i koncepcje rozwojowe, choćby takie, jak nowy pragmatyzm.
Dożyliśmy kuriozalnego czasu, w którym szwedzka licealistka jest mądrzejsza i bardziej odpowiedzialna niż amerykański prezydent; w którym nadzieje na utrzymanie światowej gospodarki na ścieżce wzrostu pokładane są w Chinach i Indiach, a nie w USA i Japonii; w którym wielu polityków modli się o lepszą przyszłość, bo bez pomocy sił nadprzyrodzonych sami nie potrafią sterować jej tworzeniem; w którym przedsiębiorcy wolą oszczędzać niż inwestować; w którym jakże często głupota triumfuje nad mądrością, a agresja nad empatią. To wszystko nasza, ludzka zasługa.
Na dodatek nieszczęścia chodzą nie tylko parami, ale bywa, że gromadami. Oto do skrajnie niekorzystnego zbiegu wspomnianych megatrendów współczesnej cywilizacji i zglobalizowanej gospodarki dołączył dopust pandemii. Nikt nie wiedział, kiedy dokładnie nadejdzie i jak będzie wyglądała, ale przecież wiadomo było, że nadejdzie. To przecież nie jasnowidztwo – albo raczej czarnowidztwo – ale właśnie w Wędrującym świecie pisałem, że czeka nas „narastające zagrożenie masowymi chorobami i szybko przenoszonymi i rozprzestrzeniającymi się epidemiami (…)” , że „skrajną naiwnością byłoby zakładać, że nie będzie kolejnych chorób na zabójczą miarę AIDS czy SARS. Zdarzyć się to musi prędzej czy później”, dodając, że „Wielkie Chiny i kraje zamożniejsze radzą sobie z takimi konsekwencjami.
W krajach biednych epidemie są dewastujące. Dla nich bywa to istne pandemonium. Tak więc choroby pogarszają jakość życia same z siebie na pniu, a pośrednio poprzez zmniejszanie potencjalnego PKB”, oraz że „Zwłaszcza profilaktyka i prewencyjne poczynania wobec epidemiologicznego zagrożenia muszą we współczesnym świecie stawać się w coraz większym stopniu przedmiotem koordynacji polityki na skalę ogólnoświatową”.
Skutki bliższe i dalsze
Nie czas żałować róż, gdy płoną lasy. Nie czas ubolewać nad spadkiem produkcji, gdy jest on efektem walki o ludzkie życie. Miliony tych, którym wskutek radykalnych i kosztownych działań prewencyjnych i leczniczych ratuje się zdrowie i życie, to dużo większa wartość niż straty powodowane recesją, która pewnych gospodarek nie ominie, a bez wątpienia większa niż te biliony kapitału straconego na giełdach. Jego spekulacyjnego trzonu nie ma co żałować, jednakże spadku wartości funduszy emerytalnych oraz ekonomicznych konsekwencji pandemii nie można lekceważyć – ani po stronie podażowej i popytowej, ani w sferze ludzkiej psychiki i świadomości społecznej, co odczuwać będziemy nawet po upływie kolejnych dekad.
Z tymi krótkookresowymi skutkami sobie poradzimy, chociaż dramatycznych sytuacji w skali mikroekonomicznej jest mnóstwo, ale ich makroekonomiczne następstwa też są dotkliwe. Rządy słusznie zwiększają sięgające miliardów, a nawet bilionów dolarów wydatki publiczne sprzyjające podtrzymywaniu koniunktury gospodarczej oraz osłaniające grupy ludności i jednostki w szczególnej potrzebie. W zależności od realiów trzeba dodatkowo tą drogą sensownie wpompować olbrzymie kwoty, częstokroć sięgając do innowacyjnych instrumentów finansowych specjalnie tworzonych i uruchamianych na tę okazję.
Ważniejsze wszak są konsekwencje długookresowe. Niewątpliwie spowodowane pandemią perturbacje w sferze produkcji i konsumpcji odcisną piętno na działalności transnarodowych korporacji i na podejściu polityków gospodarczych do włączania, a raczej odłączania lokalnych projektów od zagranicznych łańcuchów produkcyjno-zaopatrzeniowych. Tym, czego należy się obawiać, jest narastanie fobii i irracjonalizmu, zaściankowości i nacjonalizmu, partykularyzmu i protekcjonizmu. Zagraża nam nie tylko to, czego nie widać – mikroskopijny koronawirus, któremu damy radę – lecz i to, co widać gołym okiem.
Nienawiść…
Nienawiść rasowa, islamofobia, sinofobia, rusofobia, nienawiść „prawdziwych Polaków” do tych z odmiennych kultur, „prawdziwych Finów” do tych z imigracji, buddystów z Mjanmy do muzułmanów z grupy etnicznej Rohingja, szyitów z Iranu do sunnitów z Półwyspu Arabskiego, konserwatywnych Anglików do Europejczyków z Brukseli. Niechęć do obcych, do innych, tych nie stąd; tych z shithole countries i tych „gwałcicieli z Meksyku”; tych kolorowych i tych innowierców. Szkodzi nam wszystkim, bo takie są sprzężenia globalizacji, nienawiść Donalda Trumpa do bez mała wszystkiego, co zrobili jego demokratyczni poprzednicy, a zwłaszcza Barack Obama, z dobrymi następstwami dla pokojowej współpracy i inkluzywnej globalizacji – do zaangażowania w regionalne porozumienia o wolnym handlu, do porozumienia paryskiego w sprawie przeciwdziałania ocieplaniu klimatu, do umowy gospodarczej z Kanadą i Meksykiem, do porozumienia w sprawie programu nuklearnego Iranu, do układu z Rosją o kontroli systemu rakiet średniego zasięgu, do prerogatyw Światowej Organizacji Handlu (WTO), do multilateralizmu w globalnej grze ekonomicznej i politycznej.
To żałosne, gdy prezydent USA, odnosząc się do zarazy, mówi o „chińskim wirusie”, ale żenujące jest i to, że chińskie MSZ sugeruje, że to amerykańskie służby wojskowe zaaplikowały go w Wuhanie, pierwszym ognisku epidemii. W Polsce, gdzie rozkwita nienawiść posolidarnościowych „elit” – między ładnie się nazywającą Platformą Obywatelską (PO), z jej prawicowo-neoliberalnym nurtem, a Prawem i Sprawiedliwością (PiS), z jego nurtem populistyczno-nacjonalistycznym – nie tak dawno słyszeliśmy, jak pomawiano uchodźców o roznoszenie zarazków. Akurat to nie oni zawinili, ale niektórzy najchętniej i tak zamknęliby granice dla tych spoza, dla tych innych winnych; nie przejściowo, ale na zawsze. Najlepiej jeszcze z murem albo drutem kolczastym pod napięciem.
Czasy ciężkie – a te obecnie nam dane ciężkie są wyjątkowo – powinny być również okresem głębszej refleksji intelektualnej i politycznej. Jeśli demokracja nie poradzi sobie z wyzwaniami, które niosą ze sobą wspomniane megatrendy, na które ze swymi długofalowymi konsekwencjami nakłada się pandemia, detonując kryzys, jakiego jeszcze nie było, to coraz częściej, a nie rzadziej, zdarzać się będzie uciekanie do autorytaryzmów. Wtedy być może mniej będzie recesyjnych wstrząsów, nie będzie wielkich wędrówek ludów, nie będzie nadmiernie przegrzanego klimatu, ale demokracji też nie będzie…
Liberalna demokracja znalazła się w poważnych opałach jeszcze przed pandemią i niektórzy wywodzą, że dla podtrzymania konkurencyjności wysoko rozwiniętych gospodarek dobrze byłoby ją nieco ukrócić. Stało się tak z powodu erozji demokracji kolaboratywnej i ekspansji w to miejsce tzw. demokracji adwersaryjnej, która ostatnio kwitnie w krajach tak różnych, jak Stany Zjednoczone i Polska, Wielka Brytania i Korea Południowa, Kolumbia i Indonezja, gdzie społeczeństwa w wielu podstawowych kwestiach są często podzielone pół na pół.
Teraz demokracja może jeszcze bardziej ucierpieć, dlatego że z jednej strony dają o sobie znać jej ułomności i limitowana zdolność do praktycznego rozwiązywania problemów, które przynosi życie społeczne w niezwykle szybko zmieniającym się świecie, z drugiej zaś strony dlatego, że wprowadzone w kilkudziesięciu państwach świata na czas walki z pandemią ograniczenia swobód obywatelskich mogą się utrzymywać nawet jeszcze wtedy, gdy wygasną przesłanki ich zaistnienia.
Grzegorz W. Kołodko
Jest to fragment najnowszej książki prof. Grzegorza Kołodki – Od ekonomicznej teorii do politycznej praktyki, o której piszemy w tym numerze SN.
Śródtytuły i wyróżnienia pochodzą od Redakcji SN.
- Autor: Anna Leszkowska
- Odsłon: 1463
Nasilanie się w UE nierówności społecznych, w tym ekonomicznych, pozostaje w sprzeczności z założeniami dotyczącymi rekomendowanego przez tę instytucję modelu ustroju społeczno-gospodarczego. Modelem ustrojowym, z definicji ukierunkowanym na ład społeczno-gospodarczy, jest (mający w krajach UE traktatowo-konstytucyjną rangę) ordoliberalny model społecznej gospodarki rynkowej (SGR), stanowiący swego rodzaju opozycję do koncepcji neoliberalnych, w których kwestie ładu pozostawiane są automatyzmowi mechanizmów wolnego rynku.(1)
Zgodnie z ustanawiającym Konstytucję dla Europy traktatem uznano, że podstawą trwałego rozwoju Unii Europejskiej będzie społeczna gospodarka rynkowa. Znalazło to także potwierdzenie w Traktacie z Lizbony, zmieniającym Traktat o Unii Europejskiej i Traktat ustanawiający Wspólnotę Europejską oraz w Traktacie o funkcjonowania Unii Europejskiej. Zgodnie z tymi regulacjami, „Unia ustanawia rynek wewnętrzny. Działa na rzecz trwałego rozwoju Europy, którego podstawą jest zrównoważony wzrost gospodarczy oraz stabilność cen, społeczna gospodarka rynkowa o wysokiej konkurencyjności zmierzająca do pełnego zatrudnienia i postępu społecznego oraz wysoki poziom ochrony i poprawy jakości środowiska naturalnego. Wspiera postęp naukowo-techniczny”.
Teoretyczną podstawę koncepcji społecznej gospodarki rynkowej (SGR) jako modelu społeczno-gospodarczego ustroju równowagi, stanowi ordoliberalizm, teoretyczny nurt, którego prekursorem był Walter Eucken.
Ordoliberalizm to koncepcja „liberalizmu uporządkowanego”, ukierunkowanego na ład społeczno-gospodarczy, na godzenie, harmonizowanie interesów gospodarczych i społecznych. Ordo bowiem w języku starożytnych znaczy ład, porządek.
Niekwestionowaną cechą SGR jest to, że stanowi model wolnorynkowego ustroju, nie tylko ładu społeczno-gospodarczego, lecz także ustroju dobrobytu społecznego, ustroju, harmonizującego interesy gospodarcze i społeczne, oraz ekologiczne. Po II wojnie światowej, w latach 1948-1966 model SGR był w Niemczech Zachodnich podstawą kształtowania, z wielkim powodzeniem, polityki społeczno-gospodarczej realizowanej w czasie rządów Ludwiga Erharda, uznawanego za kreatora powojennego cudu gospodarczego i architekta SGR, zorientowanej na „dobrobyt dla wszystkich”. Z koncepcją SGR łączony jest, trwający od zakończenia II wojny światowej aż po lata 70. minionego wieku, tzw. złoty okres kapitalizmu.
Koniec ładu
Jednak wraz z zapoczątkowanym pod koniec lat 70. XX wieku triumfem doktryny neoliberalnej i jej dominacją w kolejnych czterech dekadach, siła oddziaływania ordoliberalnej koncepcji społecznej gospodarki rynkowej zaczęła słabnąć. Zarazem jednak kolejne dekady panowania doktryny neoliberalnej stopniowo ujawniały wynikające z tej doktryny wynaturzenia. Z tym też można wiązać nadanie po 2000 r. przez UE ordoliberalnej koncepcji społecznej gospodarki rynkowej rangi traktatowo-konstytucyjnej jako modelu ustroju społeczno-gospodarczego.
Łączy się to z prospołecznymi walorami tej koncepcji ukierunkowanej na harmonizowanie interesów gospodarczych, społecznych i ekologicznych. SGR bowiem to koncepcja potrójnie zrównoważonego, zharmonizowanego modelu rozwoju społeczno-gospodarczego, czyli modelu zgodnego z konwergencyjnymi, spójnościowymi podstawami polityki UE.
Jednak, mimo że unijne traktaty zobowiązują UE do respektowania zasad SGR, społeczno-gospodarcza rzeczywistość w wielu obszarach temu przeczy. Wskazuje to na niedostatek w polityce społeczno-gospodarczej UE konsekwencji w realizacji zasad SGR.
Przyczyny słabości polityki społeczno-gospodarczej w obszarze egzekwowania zasad SGR to złożony temat m.in. obejmujący takie kwestie jak dynamizm przemian, w tym technologicznych, asymetrie współczesnego świata, presja rozmaitych grup nacisku, grup interesów itp. Narastanie w UE nierówności społecznych jest jednym ze spektakularnych przejawów owych słabości. Potwierdzają to m.in. najnowsze analizy na ten temat, w tym sprawozdania unijnych komisji na temat narastania nierówności. Z dokumentów tych wynika, że mimo mnogości rozmaitych regulacji i działań UE, ukierunkowanych na przeciwdziałanie narastaniu nierówności, rezultaty dalece odbiegają od zakładanych celów.
W UE zwiększają się bowiem nierówności, zarówno wewnątrz krajów członkowskich, jak i między nimi. Pandemia COVID-19 proces ten pogłębia. Nie został przy tym osiągnięty - zawarty w strategii „Europa 2020”- cel zmniejszenia w UE liczby osób zagrożonych ubóstwem o 20 mln (2). Przy tym nie zawsze potwierdza się opinia Międzynarodowej Organizacji Pracy, że to właśnie praca jest najlepszym sposobem na wychodzenie z ubóstwa. Zwiększa się bowiem zakres prac bardzo niskopłatnych.
Praktyka potwierdza, że rynek wewnętrzny UE „bez wiążących ram prawnych dla standardów społecznych jest korzystny tylko dla niewielkiej części społeczeństwa, natomiast wiele osób pozostaje na uboczu.
W rezultacie znaczna część konkurencji na rynku wewnętrznym jest realizowana kosztem pracowników” [Sprawozdanie, 2021].
Generuje to nierówności ekonomiczne, czemu sprzyjają nietypowe i niepewne formy zatrudnienia, tzw. umowy śmieciowe, praca za pośrednictwem platform internetowych, sztuczne samozatrudnienie itp. Przy tym coraz mniejszy odsetek pracowników jest objętych porozumieniami zbiorowymi, co prowadzi do niekorzystnych dla pracowników warunków płacowych. Stanowi to barierę zrównoważonego rozwoju i podważa adekwatność systemów zabezpieczenia społecznego.
Biedni coraz biedniejsi
Jednocześnie, jak wynika z dokumentów UE, „wśród osób zamożnych ma miejsce znaczne pomnażanie majątku i wzrost wynagrodzeń. Środki pieniężne są więc wypracowywane, ale nierówno rozdzielane. O ile w 2017 r. wartość majątku netto 20% najuboższych gospodarstw w krajach Eurogrupy spadła, to w przypadku 20% najbogatszych gospodarstw wartość ta relatywnie wyraźnie wzrosła, ponadto średnie zadłużenie netto w 20% najuboższych gospodarstw domowych sięgało 4 500 EUR, natomiast średni majątek netto 10% najbogatszych gospodarstw domowych wynosił 1 189 700 EUR”[Sprawozdanie, 2021].
Z danych Eurostatu wynika, że 95 mln osób (21,7%) w UE jest zagrożonych ubóstwem i wykluczeniem społecznym. Tym samym, jak podkreśla się w analizach unijnych „na trzecim pod względem wielkości obszarze gospodarczym świata byt ekonomiczny, uczestnictwo w życiu społecznym i jakość życia jednej piątej obywateli są zagrożone” [Sprawozdanie, 2021, Eurostat 2021].
To tylko niektóre dane potwierdzające niezadawalające rezultaty działań UE na rzecz przeciwdziałania nierównościom ekonomicznym. Wynika to m.in. z synergicznych współzależności czynników narastania ubóstwa i wzrostu nierówności ekonomicznych. Dotyczy to kwestii płacowych, narastania ekonomicznych nierówności między kobietami i mężczyznami, ale także takich kwestii, jak brak przystępnych cenowo mieszkań, nierówności szans edukacyjnych oraz problemów przystosowywania się pracowników do zmian technologicznych i in.
W dodatku warunkach ogarniającej obecnie świat czwartej rewolucji przemysłowej z jej niebywałym i wciąż jeszcze rosnącym, do końca nierozpoznanym potencjałem sztucznej inteligencji, stanowiącej połączenie środowiska materialno-fizycznego, cyfrowego i biologicznego nasila się trend narastania nierówności, także w UE. (3) Dlatego też w dokumentach UE wskazuje się na konieczność „ponownej oceny modelu społecznego i dostosowania go do nowoczesnego, szybko zmieniającego się, złożonego i nieprzewidywalnego globalnego otoczenia” [Sprawozdanie, 2021].
To wyzwanie tym trudniejsze do wykonania, im bardziej rośnie niepewność co do przyszłości. To zaś potwierdzają zarówno badania naukowe, jak też współczesna rzeczywistość. Wiele przy tym wskazuje, że wiek XXI będzie wiekiem narastania powszechnej niepewności i globalnego ryzyka, o czym już dziś przekonuje m.in. globalny indeks niepewności.
Nieprzypadkowo też w 2020 r. do jednych z najbardziej popularnych, najczęściej dyskutowanych pojęć należał akronim VUCA, syntetyzujący cechy dzisiejszej rzeczywistości. Wyrażają to słowa, których pierwsze litery składają się na ów akronim – Volatility (zmienność), Uncertainty (niepewność), Complexity (złożoność) i Ambiguity (niejednoznaczność). Choć akronim ten wywodzi się z publikacji z 1985 r. na temat strategii wojennych i teorii przywództwa, zaś w 1987 r. po raz pierwszy użyty został w programach dydaktycznych United States Army War College, to obecnie coraz częściej jest używany w dyskursie na temat cech dzisiejszej rzeczywistości społeczno-gospodarczej i możliwych trendów jej zmian.
Przeciw narastaniu nierówności
Choć nierówności społeczne, w tym ekonomiczne, w UE na tle światowym są niższe niż w niektórych innych największych rozwiniętych gospodarkach, m.in. w USA, to rośnie ryzyko ich narastania, co ograniczać może skuteczności realizowanych unijnych programów konwergencji i spójności społecznej.
Likwidacja ubóstwa należy do nadrzędnych celów Unii Europejskiej. Znajduje to potwierdzenie nie tylko w unijnych traktatach, lecz także w szeregu innych regulacji, dyrektyw, rekomendacji i innych dokumentów oraz programów, w tym takich, jak Karta praw podstawowych Unii Europejskiej, Europejski filar praw socjalnych, Europejska karta społeczna, Karta praw podstawowych Unii Europejskiej, Europejska Konwencja o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności, i in. Ich wyszczególnienie w Projekcie rezolucji Parlamentu Europejskiego w sprawie ograniczenia nierówności ze szczególnym uwzględnieniem ubóstwa osób pracujących obejmuje kilkadziesiąt pozycji [Projekt,2021].
Jednak mimo regulacyjnej mnogości, rezultaty działań UE na rzecz zapobieganiu narastaniu nierówności społecznych są dalekie od zakładanych celów. Przyczyny tego są złożone, wynikające z mającego cechy niemal gordyjskiego węzła, splotu synergicznie powiązanych zjawisk, w tym przedstawianych już w poprzednich punktach.
To m.in. następstwo kilkudekadowej dominacji doktryny neoliberalnej w kształtowaniu społeczno-gospodarczej rzeczywistości. Zarazem to następstwo dynamicznych przemian, jakie przynosi czwarta rewolucja przemysłowa i związane z nią przejawy cyfrowego wykluczenia, cyfrowego analfabetyzmu różnych grup społecznych.
Niebywały dynamizm przemian i związane z tym „widmo nieprzydatności” oraz syndrom, zgodnie z którym wszyscy stajemy się nienadążającymi za tymi przemianami nowicjuszami, to zjawiska w pierwszym rzędzie dotykające osoby mniej wykształcone i gorzej usytuowane w hierarchii społecznej, dotknięte rozmaitymi, wymienianymi już formami nierówności.
Dlatego też Unia Europejska kreuje programy na rzecz rozwoju edukacji, w tym umiejętności cyfrowych, uznając, że niski poziom wykształcenia jest jedną z podstawowych przyczyn ubóstwa osób pracujących.
W związku z tym, że zmiany technologiczne oraz zmiany w strukturze gospodarki powodują coraz większą koncentrację w obszarach metropolitalnych działalności gospodarczej i miejsc pracy wymagających wysokich kwalifikacji, co prowadzi do pogłębienia nierówności społecznych i przestrzennych, geograficznych, wskazuje się na konieczność zwiększenia inwestycji w technologię cyfrową w obszarach wiejskich. Ma to na celu rozwój na tych terenach usług publicznych, poprawę ich jakości i efektywności, redukcję cyfrowego wykluczenia, a tym samym tworzenie lepszych możliwości zatrudnienia i warunków płac.
Ponadto Unia Europejska ceduje na kraje członkowskie podejmowanie działań zmniejszających ryzyko narastania nierówności. Między innymi rekomenduje, by kraje te wspierały płacowe rokowania zbiorowe i dostosowane do tego ustawodawstwa krajowego tak, by wzmacniane były prawa do zrzeszania się, negocjowania i zawierania układów zbiorowych, a także „do poszanowania i egzekwowania prawa do sprawiedliwej płacy minimalnej” [Sprawozdanie, 2021].
Rekomendowane jest wdrażanie w krajach członkowskich takich instrumentów, jak m.in. dochód minimalny, płaca minimalna i emerytury minimalne w ramach pierwszego filaru, „stosowane zgodnie z kompetencjami każdego państwa członkowskiego oraz z poszanowaniem wszystkich ogólnych zasad Unii Europejskiej, w tym praw podstawowych, proporcjonalności, pewności prawa, równości wobec prawa i pomocniczości” [Sprawozdanie, 2021].
Na te kierunki i działania ukierunkowywane są też obecnie - przygotowywane przez kraje członkowskie – zorientowane na eliminację następstw pandemii COVID-19, krajowe plany odbudowy i zwiększania odporności.
Elżbieta Mączyńska
(1) Niestety, w debatach ekonomicznych na temat liberalizmu nierzadko poszczególne jego formy, w tym smithowski liberalizm klasyczny, ordoliberalizm i neoliberalizm, traktowane są synonimicznie. Różnice między ordoliberalizmem, neoliberalizmem i smithowskim liberalizmem klasycznym są szczegółowo charakteryzowane w [Mączyńska, Pysz 2014].
G.W. Kołodko zwraca uwagę na terminologiczne różnice między Europą i USA. „W USA określenia neoliberał w zasadzie nie ma w obiegu, a jeśli jest używane, to bez negatywnej konotacji, którą nadajemy mu w Europie. W amerykańskiej literaturze neoliberalizm najczęściej określany jest jako współczesny leseferyzm albo neokonserwatyzm” [Kołodko, 2013, s. 37].
Z kolei francuski ekonomista Thomas Piketty, traktujący narastanie nierówności jako podstawowe schorzenie współczesności, postrzega je jako zjawisko społeczne napędzane przez system społeczno-gospodarczy, zwłaszcza przez rozwiązania instytucjonalne [Piketty, 2020].
W rozmowie z Steinmetz-Jenkinsem dla czasopisma „The Nation”, neoliberalną formę kapitalizmu określa jako „hiperkapitalizm”, będący „rodzajem społeczeństwa własnościowego na sterydach”. Zastrzega przy tym, że woli używać pojęcia ideologii neopropretoriańskiej (‘neoproprietarian’ ideology) zamiast neoliberalizmu, aby podkreślić kluczową rolę stosunków własności i uniknąć niejasności związanych z ideą liberalizmu [Steinmetz-Jenkins, 2020].
To nowe pojęcie dodatkowo uwypukla problem narastania nierówności majątkowo-dynastycznych [Piketty, 2020].
(2) Według Eurostatu osoby są zagrożone ubóstwem pracujących, gdy pracują przez ponad połowę roku, a ich roczny ekwiwalentny dochód do dyspozycji wynosi poniżej 60% mediany krajowego dochodu gospodarstwa domowego (po uwzględnieniu transferów socjalnych). Z danych Eurostatu wynika, iż w 2018 r. 9,4% europejskich pracowników zagrożonych było ubóstwem [Eurostat, 2021].
(3) Czwarta rewolucja przemysłowa 4.0 (Przemysł 4.0 - Industrie 4.0 , Gospodarka 4.0) to pojęcie wprowadzone w 2011 r. przez niemieckich specjalistów z dziedziny wysokich technologii: H. Kagermanna, W.D. Lukasa, W. Wahlsteara i upowszechnione przez K. Schwaba, założyciela i przewodniczącego World Economic Forum w Davos [Schwab, 2018]. Symbole trzech pierwszych rewolucji to kolejno: maszyna parowa, elektryczność (żarówka) i komputer. Natomiast symbolem czwartej jest sztuczna inteligencja, jako wynik połączenia świata fizycznego, cyfrowego i biologicznego.
Powyższy tekst prof. Elżbiety Mączyńskiej jest skrótem artykułu „Unia Europejska wobec nierówności ekonomicznych”, który ukazał się w 2021 roku w wydawnictwie Polska w Europie jutra. Polityka europejska Polski w kontekście zmian międzynarodowych XXI wieku pod red. Józefa Niżnika z udziałem Jana Barcza i Jana Truszczyńskiego.
Wydawcą tomu jest Komitet Prognoz PAN "Polska 2000 Plus" oraz Team Europe przy współpracy z Przedstawicielstwem Komisji Europejskiej w Warszawie.
https://prognozy.pan.pl/images/publikacje/2021-PWEJ-PDF-druk.pdf
Wyróżnienia i śródtytuły pochodzą od Redakcji SN
- Autor: Anna Leszkowska
- Odsłon: 5429
Z prof. Tadeuszem Kowalikiem, ekonomistą, rozmawia Anna Leszkowska
- Autor: ANNA LESZKOWSKA
- Odsłon: 3851
Polskie Lobby Przemysłowe opublikowało drugą część Raportu o globalnym kryzysie i jego konsekwencjach dla Polski. Poniżej przytaczamy fragment przejrzyście wyjaśniający historię i naturę tego zjawiska.
Trwający od 2008 roku światowy kryzys finansowo-gospodarczy wyniknął w pierwszym rzędzie z dominacji świata finansów nad realną gospodarką. Co najmniej od lat 80. zauważa się rosnącą nierównowagę między tymi dwiema sferami. W ostatnim ćwierćwieczu mieliśmy do czynienia z nieproporcjonalnie dużym wzrostem finansowej wartości już istniejących aktywów zamiast formacji nowego kapitału wytwórczego. Nakłady brutto na środki trwałe oraz wydatki inwestycyjne zaczęły otrzymywać relatywnie coraz mniejszą część strumienia kredytowego w stosunku do sfery finansów. Ta zaś, zamiast jak dawniej wspierać sferę realną, zaczęła wspierać samą siebie, prowadząc do znacznie szybszego wzrostu wartości aktywów (tzw. sektora FIRE –finanse, ubezpieczenia, nieruchomości) i ilości instrumentów finansowych niż wzrost PKB. Szczególnie niebezpieczne okazały się instrumenty pochodne.
Instrumenty te (tzw. derywaty) były wyłączone z obiegu finansowego na skutek regulacji finansowych przyjętych przez USA – największą gospodarkę świata – na fali Nowego Ładu, czyli zaproponowanego przez prezydenta Franklina D. Roosevelta społeczno-gospodarczego planu zmiany państwa w sytuacji ekonomicznego kryzysu w lat 30. XX wieku. W ramach tych regulacji powstały ustawy Commodity Exchange Act oraz Securities Exchange Act, które limitowały praktycznie do zera obrót instrumentami pochodnymi, a zatem opartymi na innych instrumentach.
W teorii istnienie takich instrumentów miało przysłużyć się zmniejszeniu ryzyka, w praktyce jednak prowadziło do jego zwiększenia, amplifikując efekt do większych rozmiarów ze względu na zwiększenie ilości finansowych papierów. Od lat 80. w wyniku fali deregulacji zalegalizowano ich istnienie. W latach 90. ub. wieku doszło do rozrostu ilości tych instrumentów, przy jednoczesnym osłabieniu ich umocowania w aktywach podstawowych. To sprawiło, iż wiele kontraktów zawieranych za ich pomocą nie miało odpowiedniego zabezpieczenia w zastawie. Razem z rosnącym rynkiem obrotu tymi papierami zaczął więc niebezpiecznie rosnąć rynek długu i ryzyko niewypłacenia należnych kontraktem sum. Przy całej krytyce derywat należy zauważyć, iż spora część ryzyka wzajemnie się znosi poprzez równoległe transakcje na spadek i jednocześnie na wzrost instrumentu bazowego. Pęknięcia uruchamiające kryzys systemowy w 2008 roku w USA nastąpiły na poziomie instrumentu podstawowego, jakimi były kredyty „subprime” (nie tylko udzielane, a wręcz rozdawane). Zawiódł zupełnie nadzór bankowy i wycena ryzyka.
Trzeba pamiętać, że podstawą wszystkich działań systemów finansowych jest zasada, uznana prawnie w skali światowej, że system bankowy może kreować (wypuszczać) finansowe środki kredytowe o wartości parokrotnie i kilkunastokrotnie większej, aniżeli posiadane przez niego rzeczywiste walory finansowe i lokaty o realnym pokryciu gospodarczym. Taki kredyt stanowi wirtualne wartości, znajdujące rzeczywiste pokrycie dopiero w stymulowanej przez kredyt, realnej działalności gospodarczej. Bank żąda jednak zwrotu, wraz z procentami, nie wirtualnych ale realnych wartości i to w kwotach sumarycznie parokrotnie wyższych aniżeli posiadane przez bank rzeczywiste walory i lokaty stanowiące podstawę akcji kredytowej. Jest to mechanizm gospodarczego drenowania społeczeństwa i gospodarki przez system bankowy; mechanizm niesprawiedliwości i często krzywdy, prowadzący do wielu napięć i kryzysów.
Moralny hazard
Umiędzynarodowienie finansów i ich globalne powiązanie wiążą się z niebezpieczeństwem globalnej implozji i rozregulowaniem finansów oraz nieprzewidywalnymi skutkami dla realnej gospodarki. Już przy internetowej bańce spekulacyjnej z 2001 roku było widoczne, iż sztuczne pompowanie bańki może skończyć się wciągnięciem w cyklon kryzysu całej gospodarki światowej. Jak pokazały doświadczenia z 2008 roku, kiedy to infekcja derywatami kredytów hipotecznych postawiła wielkie międzynarodowe instytucje finansowe na skraju bankructwa, ryzyko rozlania się niewypłacalności jednej instytucji na cały system jest bardzo duże. W tym kontekście dotkliwie odczuwalny jest brak regulacji separujących bankowość tradycyjną (depozytowo-kredytową) od ryzykownej działalności spekulacyjnej.
W roku 1999 w Stanach Zjednoczonych zniesiono regulację Glass-Steagall, która od czasu Nowego Ładu uniemożliwiała takie połączenia. W efekcie pojawił się problem instytucji finansowych systemowo „zbyt wielkich, by upaść”, których często niesłużąca gospodarce działalność jest implicite gwarantowana przez państwa. Brak bowiem takich gwarancji mógłby przynieść w razie kolejnego upadku banków ryzyko dysfunkcji całego transatlantyckiego systemu bankowego. Kłopoty części inwestycyjnych (spekulacyjnych) wielkich banków przenoszą się bowiem na potrzebną działalność depozytowo-kredytową, od której zależy sprawne funkcjonowanie gospodarki. Jest to zjawisko swoistego szantażu, któremu zachodni analitycy nadali nazwę ‘moral hazard’.
System wyzysku
Należy stwierdzić, iż system finansowy w dużej części przestał pełnić swą społecznie użyteczną rolę i stał się, również w optyce polityki gospodarczej celem samym w sobie, w istocie mechanizmem wyzysku finansowego całych społeczeństw, uzależnienia władz państwowych i całych krajów. Podejmowane przez suwerenne rządy decyzje mają na uwadze przede wszystkim potrzeby sektora finansowego, stąd też głównym tematem zainteresowania przywódców państw była w ostatnich latach kwestia długu, przy jednoczesnym pominięciu znaczenia kwestii wzrostu gospodarczego i dobrobytu.
Jednocześnie jednak nie rozwiązany został problem systemowej preferencji wobec sfery „inwestycji” finansowych nad inwestycjami „twardymi”. Rezultatem tego jest odciągnięcie strumienia kredytu z realnej gospodarki na rzecz obsługi spekulacyjnej bańki zobowiązań finansowych.
Wirtualna (oderwana od fizycznych procesów gospodarczych) natura dużej części sektora finansowego pozwala na osiąganie tam znacznie wyższych stóp zwrotu z inwestycji niż w gospodarce realnej. Ten efekt jest dodatkowo zwiększony w okresie stagnacji gospodarczej, gdy niepewność koniunktury zniechęca do podejmowania ryzyka inwestycji w gospodarce realnej. Niektóre instrumenty, w szczególności swapy ryzyka kredytowego (CDS) miały swoją wydatną rolę w przyczynieniu się do kryzysu w strefie euro. Za ich pomocą długi państw, również członków strefy, zostały poddane atakom spekulacyjnym.
W oficjalnych komunikatach ze spotkań światowych przywódców (np. grupy G-20) wskazuje się często na rosnące zadłużenie państw, jako główną przeszkodę w zwalczeniu kryzysu. Tym samym dążenie do zmniejszenia zadłużenia państw stało się myślą przewodnią europejskiej polityki gospodarczej w czasie kryzysu. W istocie jednak, wbrew opinii wielu przywódców, to nie rozmiary długów publicznych, lecz wielokrotnie większy nawis długów prywatnych. Kredyt na finansowanie jego obsługi odciągany jest od inwestycji w sferze realnej. Ten właśnie nawis został częściowo zaabsorbowany przez państwa, uzasadniające to ryzykiem systemowym, którym groziłoby gwałtowne delewarowanie sektora finansowego.
Państwa przejęły na siebie część długów prywatnych, powiększając rozmiary długu publicznego, czego najbardziej wyrazistym przykładem była Irlandia. Również w przypadku Grecji to państwa (za pomocą mechanizmu ECB) przejmują na siebie rolę kredytodawcy, umożliwiając bankom komercyjnym pozbycie się ryzykownych pozycji.
Tym samym państwa i banki centralne zadziałały w czasie kryzysu jako stabilizator rozchwianego prywatnego sektora finansowego. Nie dokonując jednakże wystarczająco głębokiej korekty regulacyjnej, same stały się obiektem potencjalnego ataku spekulacyjnego ze strony zainteresowanych zyskiem nieuregulowanych podmiotów rynku (tzw. hedge-funds). Zamiast tego powszechnie przyjęto, iż najlepszym rozwiązaniem zabezpieczającym przed takim atakiem, skutkującym znaczącym wzrostem ceny obsługi długu publicznego, jest możliwie natychmiastowe zmniejszenie rozmiarów tego zadłużenia dzięki restrykcyjnej polityce budżetowej.
Skutki błędnej oceny kryzysu
Przyjęcie błędnej interpretacji kryzysu, z niebezpieczeństwem wzrostu poziomu kosztów obsługi długu jako przyczyną (a nie jak jest w rzeczywistości symptomem) kryzysu, prowadzi do ograniczenia instrumentarium polityki gospodarczej przez państwa skoncentrowanego na zmniejszaniu deficytów. Ostrożność rządów w polityce fiskalnej, w połączeniu ze złą koniunkturą powodującą spadek konsumpcji gospodarstw domowych i inwestycji przedsiębiorstw, powoduje brak koniecznego impulsu popytowego, niezbędnego dla przyspieszenia wzrostu gospodarczego. W obliczu luki popytowej państwa nie podejmują działań strony wydatkowej, lecz starają się zwiększyć konkurencyjność eksportową swoich dóbr poprzez zmniejszenie kosztów płacowych (tzw. wewnętrzna dewaluacja). Dokonywane przez rządy oszczędności nie są zastępowane odpowiednią skalą ożywienia sektora prywatnego.
Wysoki dług publiczny, a tym bardziej nierówności płatnicze i wymiany handlowej, są jednak istotnymi symptomami stagnacji niektórych gospodarek. Skuteczność odwracania tego trendu jest jednak zależna od sposobu ich niwelacji. Tego typu nierówności powinny być wyrównywane dzięki inwestycyjnej polityce strukturalnej, nakierowanej na wzrost produktywności pracy. W krótkim okresie z presją pogarszających się warunków handlu i konkurencyjności można również walczyć za pomocą deprecjacji waluty, jest to jednak leczenie objawowe, krótkoterminowe, grożące rozpoczęciem wyścigu dewaluacyjnego między państwami (wojen walutowych).
Wspólna waluta strefy euro sprawia, iż kraje o większych nierównowagach, takie jak Grecja, nie mogą zmniejszać wartości swej waluty, co zmniejszyłoby zadłużenie i zwiększyło konkurencyjność handlową ich produktów. W zamian, nie tylko w krajach mocno objętych kryzysem, lecz także w większości krajów rozwiniętych, stosuje się politykę ‘wewnętrznej dewaluacji’, tj. obniżanie kosztów płacowych. Obecna optyka poprawy pozycji konkurencyjnej, jako kwestii stricte kosztowej, nie uwzględnia historycznych doświadczeń kreacji dobrobytu przez państwa. Również przykład obarczonej olbrzymim prywatnym długiem Irlandii, która mimo to nie została zdegradowana do grupy europejskich pariasów, takich jak Grecja i Portugalia, pokazuje jak kluczowe znaczenie dla wzrostu gospodarczego i konkurencyjności ma struktura gospodarcza kraju.
Recepty konserwatystów
Kryzys pogłębia stratyfikację społeczną, której pierwsze oznaki w gospodarkach rozwiniętych były widoczne już w ostatnich dekadach przed kryzysem, co było pokłosiem odwrotu od polityki przemysłowej na rzecz modelu neoliberalnego. Rosną nierówności społeczne, co powoduje zmniejszanie się udziału płac większości pracowników w dochodzie narodowym, wpływając również negatywnie na popyt wewnętrzny. Zysk przekształca się w rentę, jak zauważył A. Zawiślak: ”Cena przestaje mieć związek z kosztami, a staje się pochodną polityczno-własnościowych układów w konkretnej sytuacji.” Coraz bardziej widoczne stają się rozbieżności interesów społeczeństwa i kapitału finansowego. Osiąganie przez ten drugi niebotycznych zysków w okresie dominacji deregulacyjnego konsensusu waszyngtońskiego nie szło w parze z równomiernym wzrostem dobrobytu społecznego.
Dostrzegając ten problem część środowisk konserwatywnych w USA, m.in. prezydent Ronald Reagan, promowała idee społeczeństwa właścicielskiego. W intencji twórców systemów typu ESOP - akcjonariatu pracowniczego, przy relatywnie zmniejszającym się udziale dochodów przeciętnego obywatela ze sprzedaży własnej pracy musi dojść do kompensacji tego zjawiska poprzez uwłaszczenie właścicielskie, w ramach prywatnych porozumień i bez naruszania zasad gospodarki kapitalistycznej. W ciągu ostatniego ćwierćwiecza tego typu rozwiązania, początkowo bardzo rzadkie, stają się coraz powszechniejsze, szczególnie w Stanach Zjednoczonych, częściowo łagodząc społecznie negatywny efekt stagnacji dochodów pracowniczych. Warto zauważyć, iż najlepiej radzące sobie w kryzysie przedsiębiorstwa, w tym praktycznie wszystkie przedsiębiorstwa Doliny Krzemowej, promują politykę akcjonariatu pracowniczego, co przeciwdziała depresyjnym efektom społeczno-gospodarczym. Liczba przedsiębiorstw – spółek akcyjnych w USA będących w systemie akcjonariatu pracowniczego systematycznie rośnie. Już wkrótce w ponad 50% spółek akcyjnych udziały będą mieli ci, którzy w nich pracują. Rodzi się ”społeczeństwo właścicielskie”.
Relatywnie spadająca siła nabywcza i bezrobocie w krajach rozwiniętych powodują narastające niezadowolenie społeczne. Wywołało to powstanie ruchów społecznych, takich jak ruch „Oburzonych” oraz „99%”, protestujących w Stanach Zjednoczonych i Europie. Wiele europejskich społeczeństw nie zgadza się z polityką cięć, lecz nie jest w stanie wywrzeć wpływu politycznego. Powoduje to zaburzenia spokoju społecznego, ale także aktywizację obywateli, również w sferze politycznej, czego przykładem są znaczące zmiany układu sił w greckim parlamencie, czy też wyniki wyborów we Francji. Patologie związane z degradacją społeczną i materialną, powodowaną pogorszeniem się sytuacji gospodarczej wzrastają. W krajach południowej Europy rośnie liczba samobójstw, zaś tradycyjna sieć socjalna, w tym opieki medycznej, jest coraz słabsza ze względu na potrzeby dyscypliny budżetowej.
(śródtytuły i wytłuszczenia tekstu pochodzą od Redakcji)