Filozofia (el)
- Autor: Anna Leszkowska
- Odsłon: 1524
Głupi a nadgorliwy do ognia dolewa oliwy Jan Sztaudynger
Trochę teorii
Fakty potwierdzają dziś, bardziej niż kiedykolwiek, że największą niszczycielską siłą w historii ludzkości jest głupota. Chociaż nie jest chorobą, to szerzy się w świecie, jak wirusy w czasie pandemii. Jest gorsza, bo nie ma na nią lekarstwa ani szczepionki. Głupi rozmnażają się dzięki dziedziczeniu i prokreacji coraz głupszych mutantów.(1) Bowiem, proporcjonalnie do postępu cywilizacyjnego zmniejsza się w wyniku doboru naturalnego liczba genów odpowiedzialnych za niedobór inteligencji.(2) A wraz z tym wzrasta dziedziczenie głupoty przez kolejne generacje.
Ludzie głupi szkodzą nie tylko sobie, ale innym. Ich głupie decyzje działają na niekorzyść społeczeństwa i narażają je na niebezpieczeństwa. Trudno z nimi walczyć, ponieważ mądry człowiek, który kieruje się logicznym wnioskowaniem dedukcyjnym, nie jest w stanie nawet wyobrazić sobie tego, co może zrodzić się w głowach głupków - jakie nierozumne pomysły, zachowania, decyzje, działania i wypowiedzi. Dlatego nie może zawczasu przygotować odpowiedniej strategii walki z nimi.
Nieprzewidywalne na podstawie myślenia racjonalnego są również przyczyny postępowania głupków. Oni atakują w najmniej oczekiwanym czasie i najbardziej nieprawdopodobnych miejscach, sytuacjach i okolicznościach. A gdy dochodzi do konfrontacji z nimi, to mądrzy zazwyczaj przegrywają, ponieważ ich nieobliczalne i irracjonalne działania czynią obronę wielce problematyczną, a kontrnatarcie - mało skutecznym. Szkodnikami są głupi menadżerowie, którzy doprowadzają do upadku swoje organizacje, ale największymi są przywódcy partyjni i polityczni, od których zależy los obywateli, państw, a nawet ludzkości.
Od dawna wiadomo było, że wraz z postępem cywilizacji coraz więcej głupich sprawowało rządy w różnych krajach. A przecież powinno być na odwrót. Niestety, tak nie jest i mamy do czynienia ze swoistym paradoksem ewolucji społecznej. Tajemnicą poliszynela jest to, że w kolejnych wyborach na najwyższe stanowiska państwowe startuje coraz więcej głupków i oni wygrywają. Ten fakt potwierdził Walery Nowacki w książce Civilization and Logic, gdzie sformułował prawo odwrotnie proporcjonalnej głupoty: „Przywódcy krajów wysoko rozwiniętych tracą swą mądrość i podejmują decyzje coraz bardziej nieracjonalne, wręcz głupie”. Stąd wyciągnął wniosek o nieuchronnym końcu cywilizacji zachodniej i rozpadzie imperiów światowych w niedalekiej przyszłości w konsekwencji narastającej głupoty ich przywódców politycznych.(3)
Ten wniosek coraz bardziej uprawdopodabnia się. Późniejsze badania psychologów-behawiorystów potwierdzają eskalację nieracjonalnych zachowań liderów.
W konsekwencji szerzenia się głupoty coraz bardziej brakować będzie przywódców, którzy mogliby podejmować mądre decyzje dla dobra publicznego. (4) Niektórzy z rządzących, chcąc uniknąć błędów i odpowiedzialności za głupie decyzje, dobierają sobie doradców zazwyczaj spośród osób znajomych lub kolegów partyjnych, z których niektórzy posiadają dyplomy różnych „uniwersytetów z nazwy” i tytuły naukowe zdobyte nie wiadomo jak. Przeważnie takim doradcom brakuje doświadczenia, albo odpowiednich kompetencji. Są głupsi od swoich pryncypałów.
Innym rządzącym, pyszałkowatym i bez krzty autokrytycyzmu, wydaje się, że są tak mądrzy, że mogą obyć się pomocy doradców. Ci są najgłupsi i najbardziej szkodzą krajom, którymi rządzą.
Są też tacy przywódcy państwowi, którzy tylko udają głupich, by zmylić przeciwników i dzięki temu zwyciężyć. Takim był np. prezydent USA Richard Nixon, który chciał przekonać świat, że jest niekompetentny i może podejmować irracjonalne działania. Chodziło o to, by wzbudzić strach u przywódców państw bloku wschodniego przed atakiem broni nuklearnej i skłonić ich do poddania się dyktatowi USA. Tak tłumaczył swój kamuflaż doradcy Harry'emu R. Haldemanowi: „Chcę, aby Wietnam Północny uwierzył, że osiągnąłem punkt krytyczny i teraz zrobię wszystko, aby zakończyć wojnę. Zagram coś w rodzaju: „Mój Boże, wiesz, jak bardzo Nixon nienawidzi komunizmu. Kiedy wpadnie w szał, nikt nie zdoła go powstrzymać - a on trzyma rękę na przycisku nuklearnym. Zobaczysz, że za dwa dni Ho Chi Minh będzie w Paryżu i osobiście poprosi mnie o zawarcie pokoju na moich warunkach.” Ten fortel zawiódł i Amerykanie musieli sromotnie wycofać się z Wietnamu.
Nixon chciał przechytrzyć swoich przeciwników i tylko uchodzić za głupka w ich oczach, ale w końcu sam okazał się prawdziwym głupkiem. Współcześni przywódcy krajów dysponujących bronią nuklearną, jak np. USA, Rosja, Korea Północna, naśladują go. Wierzą, że sukces osiągną dzięki ich prawdziwej lub pozornej głupocie oraz skłonności do podejmowania absurdalnych decyzji.
W ciągu ostatniego stulecia, mimo zawansowanego rozwoju społeczeństwa wiedzy, zanika u liderów coraz bardziej zdolność do myślenia logicznego oraz do logicznej oceny sytuacji politycznej. A każdy kolejny przywódca okazuje się głupszy od swego poprzednika. Inaczej mówiąc, z upływem lat gorszy (głupszy) lider wypiera lepszego (mądrego). Tę prawidłowość potwierdzają m. in. wyniki kolejnych wyborów w różnych państwach. (Tak samo jest w ekonomii. Zgodnie z prawem Kopernika-Greshama, jeśli jednocześnie istnieją dwa rodzaje pieniądza, równowartościowe pod względem prawnym, ale jeden z nich postrzegany jest jako „lepszy”, to będzie on gromadzony, a w obiegu pozostanie głównie ten „gorszy”. W ten sposób gorszy pieniądz wypiera lepszy.)
Przyczyn postępującej głupoty przywódców politycznych upatruję po pierwsze, w redukcji zasobów ludzi mądrych w wyniku skutecznego ogłupiania mas społecznych oraz dziedziczenia głupoty przez kolejne pokolenia. Po drugie, mądrzy nie garną się do władzy, bo wiedzą, że władza ogłupia, deprawuje i nie jest im do niczego potrzebna. Po trzecie, elity polityczne i związane z nimi grupy nacisku preferują i popierają najgłupszych kandydatów, bo po pierwsze, nie chcą, aby rządzili lidzie mądrzejsi od nich, a po drugie sądzą, że łatwiej można manipulować głupimi i wykorzystywać ich do załatwiania swoich interesów, a w razie niepowodzenia obarczyć ich odpowiedzialnością za złe rządy i zastąpić przez jeszcze głupszych i uleglejszych.
Praktyka
Postępująca głupota elit i przywódców politycznych sięga już szczytu w postaci kretyństwa wołającego o pomstę do nieba. (W tym artykule słowo „kretynizm” używam nie w sensie medycznym, jako nazwę choroby, tylko w potocznym, w sensie pejoratywnym, w celu nazwania wysokiego poziomu głupoty. Niektóre leksemy funkcjonują w znaczeniu medycznym i potocznym. Słowniki współczesnej polszczyzny sankcjonuja stosowanie ich w obydwu znaczeniach. Zob. Barbara Pukalska „Złapać bakcyla”, czyli o Ewolucji znaczeń niektórych wyrazów z leksyki medycznej i potocznej, „Linguarum Silva” 2, 2013, Wyd. Uniwersytetu Śląskiego).
Różnica między głupim a kretynem polega na tym, że głupi działa na niekorzyść innych ludzi, chociaż sam niczego przez to nie zyskuje ani nie traci, a kretyn działa na szkodę innych, ale w związku z tym sam traci o wiele więcej niż ci, którym szkodzi. Ale to mu nie przeszkadza. Jemu sprawia przyjemność rozzłoszczenie kogoś, nieważne, jaką cenę zapłaci za to i na jakie cierpienia narazi się. Kieruje się zasadą „Na złość mamie, odmrożę sobie uszy”.
Codziennie dociera do publicznej wiadomości - głównie za sprawą mediów niepodporządkowanych rządowi i portali społecznościowych - coraz więcej przykładów kretyńskich postaw, decyzji, zachowań i działań elit rządzących w różnych krajach, najczęściej w autokratycznych. Kwitnie tam bezkarnie „radosna twórczość” objawiająca się wieloma kretyńskimi aktami prawnymi, uchwałami parlamentów, zarządzeniami itp. Opozycja i zdrowo myślący obywatele krytykują je i obnażają głupotę ich autorów. Niestety, na próżno. Głos mądrych nie liczy się w krajach idiokracji, rządzonych przez idiotów – głupców i kretynów – których celem jest masowe ogłupianie społeczeństwa, co zapewnia im jak najdłuższe utrzymywanie się przy władzy i korycie.
Minęły czasy, kiedy ludzie pragnęli rządzić dla idei, nie dbając o korzyści materialne. Teraz coraz więcej pcha się do władzy dla zdobycia pieniędzy, stąd coraz silniejsze sprzężenie władzy z finansjerą, w wyniku czego rządzący stają się praktycznie marionetkami w rękach bogaczy i ich zakładnikami. Zbigniew Bartuś świetnie przedstawił kwestię ogłupiania społeczeństwa przez elity rządzące w naszym kraju (w innych jest podobnie):
"Czego Małopolanie szukali w Internecie w środowy poranek? Najczęściej guglowaną frazą był „jasnowidz Jackowski”, po wirtualnych piętach deptały mu „wyniki losowania lotto”, a ostatnie miejsce na pudle zajęła „bezzwrotna pożyczka 5000 zł wniosek”. Na dalszych pozycjach znalazły się: „pożar w biebrzańskim parku” i „ceny ropy naftowej”, symptomatycznie wyprzedzone przez „chmurę z Czarnobyla”. I to był – piszę bez ironii - jeden z najświatlejszych dni w polskim Internecie od zarania chyba!
Filozofowie zaczynają się cieszyć, że suweren skupia czasem niedobitki szarych komórek na tym, co ważne, a nie na samych tylko majtkach jakiejś celebrytki. Władzę wyraźnie niepokoją owe mikropłomyki oświecenia. Jako żywo kłania się tu siódma zasada Teorii manipulacji Naoma Chomsky’ego: „Utrzymuj ludzi w ignorancji: Uczyń społeczeństwo niezdolnym do zrozumienia metod sprawowania kontroli”. Oraz zasada ósma: „Promuj przeciętność: spraw, by społeczeństwo uwierzyło, iż bycie głupim, wulgarnym i niewykształconym jest w porządku”. A obie w powiązaniu z zasadą piątą: „Mów do społeczeństwa, jak do dzieci lub umysłowo upośledzonych. Jeśli tak zrobisz, ono pod wpływem sugestii zareaguje, jakby faktycznie miało 12 lat lub mniej.
Centrala PiS (bo w terenie, bywa różnie) trzyma się tych zasad silniej niż Dekalogu. Powód jest prosty, Dekalog pomaga zachować człowieczeństwo, ale dramatycznie przeszkadza w utrzymaniu władzy. Dlatego nie dostajemy od centrali wyrazów otuchy i braterstwa, tylko groźby i infantylne banialuki. Zastanawiam się, czy nie złożyć w tej sprawie doniesienia na policję. Ostatnio czuję się bowiem prześladowany przez Telewizję tzw. Polską i reklamami w trybie rozkazującym: „Zobacz film Zenek na VOD TVP!”. Z dopiskiem „Bądźmy Razem w Domu”. Jezusie Nazareński! Wizja bycia razem w domu z Holecką, Wolskim i resztą tej koszmarnej paki przeraża mnie bardziej niż pozbawienie oddechu przez koronawirusa. Już faktycznie wolałbym wysłuchać 24-godzinnego koncertu Zenka, choć jest to dla mnie czynność równie przyjemna, jak kontemplacja pisków kredy suwanej bokiem po suchej tablicy.
Od ćwierćwiecza płacę na TVP (i resztę „narodowych”) blisko 300 zł rocznie abonamentu i zapewne drugie tyle w podatkach. A jedyną propozycję, jaką personalnie otrzymałem za rządów PiS, jest obejrzenie „Zenka”. Trudno o Chomsky’ego w czystszej postaci. Chcą zrobić ze mnie idiotę. A mnie się śni, jak Zbigniewowi Mikołejce (który opowiadał o tym zajmująco Katarzynie Janowskiej), społeczeństwo światłe. Rozumiejące zwłaszcza, że równość wobec prawa nie oznacza, iż wszyscy jesteśmy równi we wszystkich sferach życia społecznego. „Ja nie mam kompetencji ślusarza czy mechanika samochodowego, ale ślusarz i mechanik nie powinni pouczać profesora uniwersytetu czy lekarza” – rozmarza się profesor.(5) Choć wie, że obecna władza na żadne oświecenie nie pozwoli.
Niezidiociały obywatel (wyborca!) szybko zrozumiałby, że utrzymywanie ludu w ciemnocie, stawianie kłamliwych, bo nieistniejących przecież, „rządów suwerena” nad uśmiercanymi przez PiS rządami prawa, ma jeden, fundamentalny, cel: umacnianie władzy w rękach króla tej żałosnej idiokracji. Wiedza ludzi mądrych i kompetentnych jest tu nie tyle nieprzydatna, co niebezpieczna. A że za prymat ignorancji suweren zapłaci – zdrowiem, śmiercią, ruiną? Cóż, opowiemy mu, że taka jest wola Nieba. Albo, że winne są temu Diabły z Totalnej Opozycji i Czarownice z Brukseli.”
Tak myśli ogół światłych ludzi myślących logicznie, krytycznie i refleksyjnie, bo edukowanych w szkołach przed reformą ministra(nta) Przemysława Czarnka. Wielu z nich wypowiada się w Internecie, na portalach, Twitterze, w komentarzach oraz w rozmowach ze znajomymi i z przypadkowo spotkanymi osobami w miejscach publicznych, dopóki to jeszcze niezabronione. Jednak wkrótce, odkąd ściągnięto do Polski grupę amerykańskich informatyków od cyberwojny, pojawiła się jeszcze ostrzejsza cenzura. Teraz blokowane są wszystkie domeny „nieprawomyślne” zarówno w Internecie, jak na YT, Facebooku, czy Twitterze. Wskutek tego znikały takie portale jak Neon24, Myśl Polska, Antifashist, Ukraina.ru, globalresearch.ca, z urzędu zamknięto RT, Rossija 24, zniknął tym samym program Sołowiowa i Kisielowa, a nawet Michałkowa. Wciąż blokuje się jakieś domeny, co skutkuje w najlepszym razie zmianą ich adresów. Trwa prawdziwa wojna w sieci – coś, czego jeszcze nie przeżywaliśmy.
Pewne jest, że coraz szybciej i skuteczniej będzie postępować masowe ogłupianie w wyniku reżimowej propagandy, okłamywania społeczeństwa przez rząd, kłamstw głoszonych w państwowej TV i radiu oraz kretyńskich reform systemu oświaty w ramach „Nowego ładu” i „Dobrej zmiany”. Każdy nowy minister oświaty, zamiast wziąć się do roboty nad ulepszaniem systemu oświaty, albo wprowadzić jakiś sprawdzony wzór z innych krajów (np. Finlandii), wymyśla jakiś nowy, gorszy od poprzednich i zajmuje się „reformowaniem”. Wie, że zanim zreformuje, już ktoś inny zastąpi go na tym stanowisku i nikt nie rozliczy go z niepowodzenia.
Jak pokazuje raport OECD Education at a Glance 2021, polscy uczniowie mają najmniej lekcji na świecie. Polski uczeń spędza w klasie o 25% czasu mniej niż jego europejski kolega. Trochę ponad 5300 godzin lekcyjnych otrzymuje polski uczeń w ramach jednolitej edukacji obowiązkowej. Średnio w krajach Unii Europejskiej jest to o blisko 2 tys. godzin więcej.(6)
Mała liczba godzin nauki nie jest jednak jedyną przyczyną niskiego poziomu wiedzy uczniów. Większe znaczenie ma postępujące zaniżanie wymagań w stosunku do nich wskutek coraz łagodniejszych kryteriów zaliczania testów. W 2022 roku, „aby zdać maturę, trzeba uzyskać co najmniej 30% z obowiązkowych przedmiotów (języka polskiego, matematyki i języka obcego nowożytnego) oraz przystąpić do jednego przedmiotu dodatkowego na poziomie rozszerzonym. Do zdania matury z polskiego wystarczy minimum 21 punktów, w przypadku matematyki 13,5, a języka obcego nowożytnego - 15. Matury z przedmiotu dodatkowego na poziomie rozszerzonym nie da się nie zdać - wystarczy do niej podejść, ponieważ nie obowiązują progi zdawalności.
Ze względu na pandemię oraz wielomiesięczną naukę zdalną maturzyści w 2022 roku nie mają obowiązku podchodzenia do egzaminów w części ustnej, chyba że wynik taki byłby potrzebny podczas rekrutacji na studia.”(6) No cóż, musiałby ktoś bardzo chcieć, albo być kompletnym matołem, żeby nie zdać matury! „Matura, to bzdura”.
Kiedy zdawałem maturę w 1951 r., jeden błąd ortograficzny, albo trzy błędy stylistyczne dyskwalifikowały pracę pisemną z języka polskiego. Ale wtedy matura wiele znaczyła, nie tak jak teraz. To samo dotyczy studentów, od których egzaminatorzy wymagają coraz mniej wiedzy i przepychają ich z roku na rok, żeby liczba studiujących nie zmniejszyła się, gdyż to grozi redukcją dotacji finansowych z ministerstwa. Przecież „pieniądze idą za studentem”. Wystarczy zapisać się na studia i jest się pewnym, że w terminie się je ukończy. Nieważne, czy się czegoś nauczy, bo chodzi o „zdobycie” dyplomu, a nie o wiedzę ani kompetencje.
Reżim będzie celowo ogłupiał społeczeństwo dopóty, dopóki, w idiokratycznym państwie głupota nie stanie się warunkiem koniecznym do przeżycia. Powiedzenie: „Bądź głupi, albo udawaj głupiego, aby przeżyć” nikogo nie będzie już razić, ponieważ będzie uznawane przez większość za coś normalnego, jako że „to, co zachodzi u większości, nie sprzeciwia się naturze”.
Oto kilka przykładów kretynizmu z ostatnich tygodni
1. Na złość Putinowi. Komisarz ds. Konkurencji Margrethe Vestager wezwała obywateli Unii Europejskiej, do skrócenia czasu mycia się pod prysznicem, aby w ten sposób oszczędzać gaz „na złość Putinowi”.
Podczas wystąpienia na konferencji na temat oszczędzania zasobów energetycznych mówiła: „Za każdym razem, gdy wyłączysz wodę, powiedz: «Łap to, Putin!»”. Tak, według niej, Europa zużyje mniej gazu na ogrzewanie wody. Szkoda, że nie zaleciła całkowitego zaprzestania spłukiwania toalet, bo to chyba jeszcze bardziej rozzłościłoby Putina.
2. Wstrzymanie importu surowców energetycznych z Rosji. W ramach sankcji gospodarczych nakładanych na Rosję kraje UE wstrzymały, lub zrobią to w najbliższym czasie, import ropy, gazu i węgla. Jednak przywódcy polityczni podejmując pochopnie tę decyzję nie pomyśleli o imporcie paliwa jądrowego dla elektrowni atomowych. Zwrócił na to uwagę czeski dziennikarz Jiří Šťastný: „Europa stoi przed poważnym wyzwaniem energetycznym. Prawie stu milionom Europejczyków grozi brak elektryczności wytwarzanej przez reaktory jądrowe, które muszą być zasilane paliwem importowanym z Rosji, ponieważ zbudowane zostały zgodnie z technologią rosyjską. Zależność od tych dostaw stała się obecnie poważnym problemem dla krajów Europy Wschodniej. Rosyjska firma Rosatom jest największym eksporterem reaktorów jądrowych na świecie, zajmując dziś niemal monopolistyczną pozycję na rynku paliwa niezbędnego do produkcji energii elektrycznej w reaktorach typu sowieckiego. Jak dotąd, ani Stany Zjednoczone, ani Europa nie nałożyły na tę firmę sankcji. Na Ukrainie reaktory te wytwarzają ponad połowę całej energii elektrycznej, a w krajach od Finlandii po Bułgarię odpowiadają za około 40% produkcji energii elektrycznej.
Paliwo jądrowe różni się od nośników energii, takich jak gaz i węgiel. Musi odpowiadać określonej normie, zgodnie z wymogami licencyjnymi dotyczącymi bezpieczeństwa. Próba wcześniejszego rozwiązania kontraktów z Rosją może zagrozić dostawom energii elektrycznej dla prawie stu milionów Europejczyków w krajach, dla których elektrownie jądrowe są najważniejszym źródłem czystej energii”. (10)
Niemieccy pracodawcy i związki zawodowe sprzeciwili się natychmiastowemu zakazowi importu rosyjskiego gazu przez UE. We wspólnym oświadczeniu napisali: „Szybkie embargo na gaz doprowadziłoby do wstrzymania produkcji, dalszej dezindustrializacji i długotrwałej utraty miejsc pracy w Niemczech”. Uważają słusznie, że ta sankcja nałożona na Rosję pod presją rządu Ukrainy bardziej zaszkodzi gospodarce krajów Unii niż Rosji. „Obecnie 27 krajów UE otrzymuje ok. 40% gazu ziemnego z Federacji Rosyjskiej i ok. 25% ropy naftowej.
Najtrudniej będzie bez „błękitnego paliwa”, gdyż większość z niego przepływa rurociągiem z Rosji, a dostawy skroplonego gazu, który można zamówić drogą morską, są ograniczone ze względu na duży popyt na całym świecie. Analitycy przewidują, że całkowite wstrzymanie dostaw rosyjskiego gazu może wywołać recesję i zmusić europejskie rządy do racjonowania dostaw. Aż do zamknięcia przedsiębiorstw. W każdym razie, zgodnie z oczywistymi prognozami Republiki Azerbejdżanu, takie zamknięcie spowoduje wzrost ceny i tak już drogiego gazu”.
3. Polowanie na czarownice. Niektórym kretynom pewne litery kojarzą się bóg wie z czym, jak przysłowiowemu rekrutowi wszystko kojarzy się z d...ą.
a) Czeski poseł oskarżony o prorosyjskie stanowisko w sprawie kanapek z literą Z. Poseł z maleńkiego miasteczka Jielemnice w Czechach, Bronislav Kalvoda, stał się gwiazdą w ogólnoczeskiej skali dzięki fotografii świątecznego stołu i od razu za to ucierpiał. Kalvoda zamieścił na Facebooku zdjęcie przedstawiające tacę z kanapkami ozdobionymi keczupem w kształcie litery Z. Postawiono mu wskutek tego zarzut wspierania operacji specjalnej na Ukrainie. Poseł pospieszył z usunięciem wpisu, ale nadal ciążył na nim zarzut prorosyjską propagandę. Wkrótce nałożono sankcje - został usunięty ze stanowiska przewodniczącego komisji ds. transportu i porządku publicznego. Zabawne jest to, że Kalvoda nie ma nic wspólnego z nastrojami prorosyjskimi. „Zrobiłem kanapki dla Zuzany; czy to powód do przejścia na emeryturę? Myślę, że nie. Te kanapki były dla mojej dziewczyny Zuzany. Fakt, że kilka osób to przekręciło, to ich sprawa” - wyjaśnia Kalvoda i cytuje korespondencję ze swoimi krytykami. Ale burmistrz Jilemnicy również chwycił za broń przeciwko Kalvodzie i nazwał działania swojego zastępcy niestosownymi. „Jeśli spojrzysz na facebooka pana Kalvody, prawdopodobnie zobaczysz, że to nie był przypadek, bez względu na to, jak to wyjaśniono. Uznaliśmy to za trochę niezgodne z czasem, który jest teraz. I na tej podstawie postanowiliśmy zrobić to, co musimy zrobić ”- powiedział burmistrz David Hlavach.(11)
b) Parlamenty Łotwy i Litwy zakazały używania symboli „Z" i „W", wykorzystywanych przez Rosję podczas jej agresji przeciwko Ukrainie. Za używanie w miejscach publicznych symboli gloryfikujących agresję wojskową i zbrodnie wojenne na Łotwie grozi obecnie kara grzywny w wysokości do 350 euro, a dla osób prawnych - do 2 900 euro.(12) Zapewne wkrótce nasz Sejm podejmie też taką uchwałę - co się wtedy stanie ze słynnymi od lat ciastkami -„wuzetkami” („WZ”)?
4. Awersja do zestawu barw Rosji – białego, niebieskiego i czerwonego
a) Ukraińcy zażądali od Słoweńców usunięcia swojej flagi z konsulatu w Kijowie, gdyż bardzo przypomina rosyjską. Z gmachu ambasady Słowenii w Kijowie dyplomaci zdjęli flagę kraju, ponieważ przypominała flagę Rosji - poinformowały słoweńskie media, powołując się na Bosztjana Lesjaka, charge d'affaires Słowenii na Ukrainie. Dyplomata powiedział, że o tymczasowe usunięcie flagi prosili funkcjonariusze ukraińskiej gwardii narodowej i policji. „Z dumą z powrotem wznieśliśmy w Kijowie flagę Słowenii i Unii Europejskiej, jednak następnego poranka odwiedzili nas funkcjonariusze ukraińskiej gwardii narodowej i policji, prosząc o tymczasowe usunięcie flagi, ponieważ przypomina ona flagę rosyjską". Na obie flagi składają się te same kolory ułożone w tej samej kolejności - biały, niebieski i czerwony. Na fladze Słowenii znajduje się dodatkowo herb państwowy.(13) Dziwne, że nie kazali zdjąć z francuskiej ambasady flagi o tych samych barwach.
c) Władze Rybnika zamalowują barwy Górnika Zabrze, bo Ukraińcom kojarzą się z rosyjską flagą. W Rybniku i Czerwionce-Leszczynach służby miejskie zamalowały przystanki, które były w barwach Górnik Zabrze S.A.. Powód? Wielu uchodźcom z Ukrainy trójkolorowe barwy kojarzą się z rosyjską flagą – czytamy na Facebooku „Nowin Zabrzańskich”. O sprawie informuje także oficjalny portal kibicowski stadionowioprawcy.net oraz portal fansportu.pl. „Służby miejskie Rybnika i Czerwionki-Leszczyny prowadzą akcję zamalowywania znajdujących się w przestrzeni publicznej graffiti Górnika Zabrze. Barwy zabrzańskiego klubu mają przypominać kolory rosyjskiej flagi, co miało powodować „uczucie lęku i niepokoju” wśród ukraińskich uchodźców – czytamy na portalu, który słusznie wskazuje, że Górnik Zabrze to wielokrotny mistrz Polski, poważny klub piłkarski aktualnie plasujący się na 8. pozycji w Ekstraklasie [stan na 5.04.2022].
Kibice nie dają za wygraną i – jak wskazuje rzeczniczka zabrzańskiego magistratu – kilka przystanków zamalowanych przez nas po paru dniach wyglądało znów tak samo. Już kilka lat temu jeden z mieszkańców zapytał nas, czy zawarliśmy jakieś porozumienie z Rosją, bo na wielu przystankach pojawiły się flagi tego kraju. Gminne służby starały się zamalować przystanki, ale problem wracał. Zgłaszano nam też oczywiście, że uchodźcy z Ukrainy czuli lęk i niepokój, widząc wymalowane w poziomie trzy pasy. Gminne służby zajęły się tym problemem, kilka przystanków zamalowanych przez nas po paru dniach wyglądało znów tak samo” – rzeczniczkę cytuje portal fansportu.pl. (14)
5. Dyskryminacja rosyjskiej nauki, kultury i sportu
a) Nauka - John Leicester z Associated Pres opublikował w ABC News 27 marca 2022 artykuł „Bez Rosji nauka mierzy się w pojedynkę ze światowymi nieszczęściami, marzeniami”. Przedstawił tam problemy, z jakimi będzie borykać się Zachód, który wprowadził politykę anulowania tysiącletniej kultury wschodniej dużej części Europy i rosyjskiej nauki. Oto niektóre z nich:
• ESA będzie musiała rozwiązać problem ogrzewania pierwszego europejskiego łazika marsjańskiego. Misja na Marsa miała wystartować w 2020 roku, została przełożona m.in. z powodu koronawirusa na lipiec 2022, a obecnie – nawet na 2026 rok.
• Nie wiadomo jak bez pomocy Rosji potoczą się prace dotyczące ocieplenia prowadzone w Arktyce (Rosja zapewniała lodołamacze, transport i zaopatrzenie badaczom), a czas ma tu istotne znaczenie.
• Zahamowaniu ulegną zapewne prace nad tokamakiem (ITER) we Francji, w których Rosja uczestniczyła. Była to inicjatywa M. Gorbaczowa i R. Reagana w 1985, a wkład Rosji polega na produkcji i dostawie zaawansowanych technologicznie urządzeń, głównych systemów reaktora, co stanowi 9,09% kosztów budowy reaktora zgodnie z projektem technicznym
• UE zamraża finansowanie rosyjskich podmiotów ze swojego głównego funduszu na badania w wysokości 95 miliardów euro, zawieszając płatności i mówiąc, że nie dostaną nowych kontraktów”.
Z finansowania wspólnych projektów naukowych wycofują się państwa europejskie oraz amerykański MIT. (15) Nasze uczelnie też nie są gorsze i jednostronnie w trybie natychmiastowym zrywają umowy o współpracy z osobami, instytutami, organizacjami i uczelniami rosyjskimi.
b) Kultura - ukraińscy tancerze zagrożeni zwolnieniem z pracy z powodu Jeziora Łabędziego
Concita Sannino napisała w artykule „Ukraińscy tancerze we Włoszech odwołują „Jezioro łabędzie” Czajkowskiego po wydarzeniach z Buczania”: „Wojna nigdy nie może stłumić kultury”. Nie może też decydować, kogo wpuścić, a kogo pominąć. Tak więc, w teatrze San Carlo, pomimo napiętego klimatu, protestu rozpoczętego przez Kijów, a nawet „gróźb”, które dotarły do telefonów komórkowych niektórych ukraińskich tancerzy, długie brawa powitały rozpoczęcie spektaklu ʹStay with Ukraineʹ: wieczoru poświęconego wielkim gwiazdom, które uciekły ze swoich bombardowanych miast oraz ich kolegom z Rosji i Włoch”.(16)
Następnie w tej samej gazecie w artykule: „Żadnych łabędzi, ukraińscy tancerze nie mogą tańczyć rosyjskich autorów: zakaz zubażający teatry” Luca Baccolini napisała: „Nawet Czajkowski nie uchronił się przed wojną. W Teatro Comunale w Ferrarze, gdzie w sobotni wieczór zaplanowano „Jezioro łabędzie”, musiał zostać zrewolucjonizowany billboard. Powodem jest prośba przesłana bezpośrednio z Kijowa do Marcello Corvino, dyrektora artystycznego teatru: „W tej chwili nie sądzimy, aby artyści ukraińscy mogli wykonywać dzieła autorów rosyjskich”. Aby więc nie narażać tancerzy Ukraińskiego Baletu Klasycznego, teatr postanowił zastąpić wieczór antologią choreografii „oczyszczoną” z muzyki rosyjskiej. Na to Corvino: „Nie zgadzam się z tym zakazem. Kultura rosyjska jest dziedzictwem ludzkości, a nie emanacją władzy. Kultura musi budować mosty, a nie dzielić". Odpowiedź Kijowa: „Ukraina musi dać głos, nawet poprzez 'zakaz' grania wielkich kompozytorów, takich jak Czajkowski”.
Burmistrz Ferrary Alan Fabbri: „Kultura nie może zostać zniszczona” „Uważajcie, aby nie popełnić tego samego błędu, co te dyktatury, które próbowały wszelkimi sposobami zniszczyć kulturę innych narodów, aby narzucić swoją własną”. A na Facebooku napisał: „Chociaż nadal wspieram Ukrainę w tej szalonej wojnie, nie zgadzam się całkowicie z decyzją jej rządu. Nawet sztuka i historia Rosji muszą nadal być częścią uniwersalnego dziedzictwa i jako takie przekazywane przyszłym pokoleniom. Kultura nie może mieć granic terytorialnych ani politycznych”. Burmistrz, wyrażając swoją bliskość i podziękowania dla ukraińskiej trupy baletu klasycznego, ostrzega zatem przed ryzykiem „cenzorskiej postawy, która, negując swobodę wyrażania kultury, grozi wkroczeniem na niebezpieczne dryfy, typowe dla reżimów, które z pewnością nie są liberalnymi”.
Również teatr kosmopolitycznego Lwowa, niegdyś skrzyżowania narodów, ostrzegł swoją tancerkę Evegenię Svetlitsę przed tańczeniem „Jeziora łabędziego” w USA. Teatro Comunale di Bologna wystawia w sobotę ostatnie przedstawienie „Jolanty” Czajkowskiego.
To, że Czajkowski (wnuk Kozaków Ukrainy) nie zasługuje na krytykę, energicznie powtórzyła gotowa do kierowania „Jolantą” przewodnicząca Rady Miejskiej Oksana Łynów. „Nie wszyscy ukraińscy artyści ulegli swojemu rządowi. W ostatnich dniach wielu ukraińskich artystów naraziło się na wyraźne groźby, nawet oskarżenia o „zdradę”.(17)
c) Konkurs Czajkowskiego wykluczony
Konkurs Piotra Czajkowskiego w Moskwie został wykluczony ze Światowej Federacji Międzynarodowych Konkursów Muzycznych. W uzasadnieniu tej decyzji napisano: „Federacja jako organizacja apolityczna nie może wspierać, ani mieć nawet za członka konkursu finansowanego i promowanego przez rosyjski reżim.(...) Naszym pierwszym i najważniejszym celem musi być wspieranie młodych artystów, a teraz w szczególności artystów ukraińskich.” (18) Jak to się ma do deklarowanej apolityczności? Przecież to jawnie polityczne względy zaważyły na tej decyzji i na promocji Ukraińców. Czy to nowokreowany „naród wybrany’? A w ogóle, wpychanie kultury ukraińskiej w miejsce rosyjskiej jest głupotą, bo przysłowiową zamianą siekierki na kijek. Nie znam światowej sławy ukraińskich pisarzy (może oprócz T. Szewczenki), kompozytorów, malarzy i laureatów Nagrody Nobla.
U nas też odwołano przedstawienia teatralne i imprezy kulturalne znanych autorów i artystów rosyjskich. A wicepremier Gliński, który uległ amokowi rusofobii, domaga się od UE, żeby kultura rosyjska znikła z przestrzeni publicznej wszystkich krajów Unii do czasu zakończenia wojny na Ukrainie „(…) w tej chwili nie jest czas na rosyjski balet, na kulturę rosyjską – dlatego że Rosjanie wybrali tragiczną, obłędną drogę rozwiązywania swoich problemów. I na to naszej zgody nie ma.”(19) Szef polskiego resortu kultury dodał, że „W tej chwili nie ma czasu na rosyjski balet, nie jest też dobry sezon na Czechowa, czy nawet Puszkina. Co innego jest oczywiście to, że doceniamy osiągnięcia tej kultury w muzyce czy w literaturze, bo one są na najwyższym poziomie, ale ze względu na kontekst - mamy do czynienia z krajem, który oszalał, który za pomocą brutalnej siły, zabijania ludzi, cywilów, dzieci, próbuje realizować obłędne cele polityczne”.(20)
Przyznał, że „świadomość w Unii co do wykorzystywania rosyjskiej kultury przez machinę propagandowo-wojenną Kremla jest zróżnicowana”. Ale Polska stara się wywierać w tej sprawie presję na kraje członkowskie.
Całe szczęście, że nie wszyscy ministrowie kultury ulegli propagandzie rusofobicznych władz Ukrainy i Polski i nie poddadzą się presji Glińskiego, bo wiedzą, czym jest kultura i jaką rolę gra w umacnianiu przyjaźni między narodami i utrwalaniu pokoju. Powszechnie wiadomo, że kultura powinna łączyć i budować mosty między narodami, a nie dzielić je i konfliktować. Działania hitlerowskich „Kultuträgerów” (nosicieli kultury niemieckiej), zmierzające do likwidacji kultur słowiańskich, romskich i żydowskich i ich twórców, skończyły się dla nich sromotną klęską.
Wystąpienie P. Glińskiego spotkało się z natychmiastową ripostą rzeczniczki rosyjskiego MSZ, Marii Zacharowej, która w ostrych słowach skomentowała wypowiedź Piotra Glińskiego o rosyjskiej kulturze. Polityk PiS domagał się jej całkowitego usunięcia z przestrzeni publicznej. „Co nam powiedział Piotr Gliński: rosyjska kultura powinna zniknąć z przestrzeni publicznej. Serio? Polski ministrze kultury, kim ty jesteś, żeby coś takiego mówić? Kim jesteś? Kto ci dał takie prawo? Nie starczy ci miliarda lat, żeby nauczyć się tego, co chcesz zlikwidować. Nie jesteś sobie nawet w stanie wyobrazić wielkości tego przedmiotu.”(21)
No właśnie, kim jest P. Gliński? „Specjalistą” od kultury, zwłaszcza od sztuki, który zasłynął czystkami ideologicznymi w naszych teatrach i żądaniem usunięcia „Dziadów” z repertuaru Teatru im. Słowackiego w Krakowie, których nawet nie oglądał. Stałby się sławniejszym, gdyby usunął z przestrzeni publicznej Adama Mickiewicza za to, że przyjaźnił się z Puszkinem, napisał „Do przyjaciół Moskali” i wychwalał rosyjskie wówczas stepy akermańskie.(22)
e) Sankcje wobec rosyjskich sportowców
Międzynarodowa Federacja Piłki Nożnej (FIFA) wskutek dyskwalifikacji reprezentacji Rosji przyznała Polsce walkower w półfinale baraży o awans do mundialu i zdecydowała, że Biało-Czerwoni zagrają od razu w finale. (Dziwię się polskim piłkarzom, których uważałem za ludzi honoru i kierujących się zasadą fair play, że zgodzili się przyjąć taką jałmużnę od FIFA i niezasłużenie przeskoczyć do dalszego etapu. Powinni odmówić.)
Międzynarodowa Federacja Piłki Ręcznej (IHF) zawiesiła Rosję i Białoruś w rozgrywkach pod jej egidą, w odpowiedzi na atak zbrojny na Ukrainę.
Podjęto decyzję o zakończeniu współpracy marketingowej między Robertem Lewandowskim z marką Huawei, która współpracuje z Rosją.
Światowa Federacja Taekwondo pozbawiła prezydenta Rosji Władimira Putina honorowego czarnego pasa 9 dan, przyznanego mu w listopadzie 2013 roku.
Prezydent Rosji Władimir Putin i jego rodak, biznesmen Arkady Rotenberg, zostali pozbawieni wszystkich funkcji w Międzynarodowej Federacji Judo (IJF) w związku z inwazją Rosji na Ukrainę.
Międzynarodowa Federacja Motocyklowa zawiesiła licencje wydane Rosjanom i Białorusinom. W efekcie zawodnicy z tych krajów zostali wykluczeni z wszystkich imprez pod auspicjami FIM, w tym z żużlowych mistrzostw świata. Jednocześnie PZM zabronił im startów w Polsce.
Międzynarodowa Federacja Gimnastyczna (FIG) wszczęła postępowanie dyscyplinarne wobec Rosjanina Iwana Kuliaka za to, że podczas dekoracji po zawodach Pucharu Świata, w obecności rywala z Ukrainy, otwarcie wsparł zbrojny atak Rosji na Ukrainę. Kuliak, stojąc na podium obok zwycięzcy - Ukraińca Ilji Kowtuna - na koszulce, gdzie zwykle znajduje się godło kraju, miał literę "Z", widniejącą także na wojskowym wyposażeniu rosyjskiej armii atakującej Ukrainę.
Haas, amerykański zespół rywalizujący w Formule 1, rozwiązał kontrakt z rosyjskim kierowcą Nikitą Mazepinem.
Decyzją UEFA Spartak Moskwa został wyrzucony z piłkarskiej Ligi Europy.
Komitet Wykonawczy UEFA i klub piłkarski Borussia Dortmund pozbawił byłego kanclerza Gerharda Schroedera honorowego członkostwa w związku z jego powiązaniami z Władimirem Putinem i rosyjskimi korporacjami.
Tych przykładów jest mnóstwo, A wszystkie decyzje rusofobicznych organizacji są sprzeczne z międzynarodowym prawem sportu i przesłaniem sportu.
6. Kretyńskie wygłupy rusofobów
a) Zanieczyszczenie jeziora na Litwie. Za zgodą władz litewskich lokalni działacze zanieczyszczali czerwoną farbą (symbol krwi) wodę w jeziorze w pobliżu ambasady rosyjskiej w Wilnie.
b) Zmiana nazw ulic, przy których mieszczą się ambasady Rosji. W dniu 28.03.2022 ukraińskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych zaapelowało, żeby w miastach na całym świecie zmieniono nazwy ulic, przy których znajdują się ambasady i konsulaty Federacji Rosyjskiej. Nowa nazwa miałaby odnosić się do Ukrainy. Zmiany nazw ulic wprowadziły już trzy państwa: Albania, Litwa i Łotwa. W Tiranie jest to ulica Wolnej Ukrainy, w Rydze – ulica Niepodległości Ukrainy a w Wilnie – ulica Bohaterów Ukrainy. (Nota bene, łatwo zostać tam bohaterem, bo wystarczy krzyknąć do Rosjan „Idy w ch…a!”).
Od teraz każdy pracownik ambasady rosyjskiej będzie musiał uhonorować ukraińskich bohaterów. A każdy, kto napisze list do ambasady, będzie musiał pomyśleć o ofiarach rosyjskiej agresji i bohaterach Ukrainy. Poczta nie będzie doręczać listów błędnie zaadresowanych.
Na stronie organizatorów akcji „ulica Ukrainy” pojawiła się informacja, że członkowie Rady Miasta Warszawy już złożyli wniosek o przemianowanie części ul. Belwederskiej na ulicę Obrońców Ukrainy. Jak należy się spodziewać, każdy, kto nie przyklaśnie tej inicjatywie, będzie natychmiast stygmatyzowany jako „ruska onuca”.
Tymczasem na Ukrainie nadal straszą pomniki wzniesione dla uczczenia autorów i wykonawców ludobójstwa na Polakach. Bandyci odpowiedzialni za Rzeź Wołyńską mają swoje ulice, ich nazwiskami nazywane są obiekty użyteczności publicznej. A w obwodzie lwowskim rok 2022 jest rokiem UPA. Ale o tym nie wolno wspominać, żeby nie zostać oplutym jako „ruski agent”.
c) Hymn UPA śpiewany w Domu Kultury w Zamościu. Kierownictwo Zamojskiego Domu Kultury zorganizowało grupę młodzieży polskiej i ukraińskiej, które wspólnie odśpiewały pieśń „Kalina czerwona”. Pieśń ta w czasie drugiej wojny światowej została przyjęta jako hymn przez Ukraińską Powstańczą Armię (UPA) odpowiedzialną za okrutne ludobójstwo ponad 100 tys. Polaków na Kresach Południowo-Zachodnich. Śpiewano go w Zamościu blisko miejsca kaźni Polaków zamordowanych przez zwyrodniałych bandytów UPA, do dziś czczonych na Ukrainie Zachodniej. Stowarzyszenie Upamiętniania Polaków Pomordowanych na Wołyniu zgłosiło tę sprawę do prokuratury, która najpewniej umorzy sprawę..
d) Zmiana nazwy obrazu Edgara Degasa. Galeria Narodowa w Londynie zmieniła nazwę obrazu Degasa „Rosyjscy tancerze” na „Ukraińcy tancerze”. Decyzja została podjęta po naciskach Ukraińców w sieciach społecznościowych. Wcześniej Galeria Narodowa ogłosiła, że ze względu na specjalną operację Rosji na Ukrainie nie włączy obrazu Rafaela „Święta Rodzina” ze zbiorów Państwowego Muzeum Ermitażu do rozpoczynającej się w kwietniu wystawy „Credit Suisse: Rafael”. (23)
e) Burzenie pomnika Bułhakowa w Kijowie. Rada Miejska Kijowa zebrała się, aby zdemontować 60 pomników związanych z Rosją i ZSRR i przenieść je do Muzeum Totalitaryzmu. Derusyfikacji uległ także pomnik pisarza Michaiła Bułhakowa pochodzącego z Kijowa. Bułhakow kochał Kijów, ale rosyjski Kijów, a nie dziś ukraiński – podają nazistowskie programy. Powieść Bułhakowa „Biała Gwardia” powinna zostać zakazana na Ukrainie, a wszystkie egzemplarze powieści powinny zostać zebrane i spalone na Placu Niepodległości w Kijowie – powiedział Mosiychuk, były zastępca komendanta Azowa i były zastępca Rady Najwyższej. Autorami projektu „O demontażu tablic pamiątkowych i ich części związanych z Federacją Rosyjską i dziedzictwem kolonialnym” zarejestrowanego w Radzie Miejskiej Kijowa były deputowane Ksenia Semenowa („Sługa Narodu”) i Alina Michajłowa („Głos”). Według Michajłowej, wspomniane pomniki „zatruwają naszą przestrzeń miejską piętnem imperialnym”. Władze zamierzają zburzyć wszystkie sowieckie pomniki i zmienić nazwy ulic, które kiedyś nosiły imię Puszkina, Dostojewskiego, Tołstoja, generała Nikołaja Watutina, bohaterów filmowych Gleba Żeglowa i Władimira Szarapowa. W ogóle wszystkich postaci kultury i sztuki, przynajmniej w jakiś sposób związanych z Rosją i ZSRR.
f) Przerwanie emisji filmów i seriali rosyjskich w telewizji polskiej. Nagle, bez uprzedzenia i zgody widzów zaprzestano pokazywania filmów rosyjskich i seriali, w tym serialu ukraińsko-rosyjskiego „Kozacka miłość”, który cieszył się ogromną oglądalnością. Nie ma już ulubionej przez dzieci bajki rosyjskiej „Masza i Niedźwiedź”. Na temat tej bajki Elmar Krekeler, rusofob, niemiecki dziennikarz, napisał w „Die Welt”: „Moi rodzice robili to z „Tomem i Jerrym" oraz z „Dziękuję za kwiaty" Udo Jürgensa. Dla mnie wystarczą dziś dwie sekundy hiperaktywnej dętej uwertury z hiperaktywnego rosyjskiego serialu animowanego „Masza i niedźwiedź". A teraz, niestety, muszę być ostrożny. Bo z Maszą nie zadziera się bezkarnie. Przynajmniej, jeśli nazwiemy bachora w starym stroju typowej rosyjskiej babuszki, który mieszka w nieco sfatygowanym domku kolejarza między stepem a lasem w jakimś rosyjskim miejscu (gdzie sto kilka lat temu musiał umrzeć Lew Tołstoj) przedłużeniem rosyjskiej propagandy i w związku z rosyjskimi masowymi mordami w Ukrainie umieścimy ją na liście rosyjskich dóbr kultury, które należy bojkotować, razem z diwą operową Anną Netrebko.”(25) Nic dodać, nic ująć.
Coraz więcej przejawów kretynizmu
Przejawów kretynizmu jest już wystarczająco dużo, a jeszcze codziennie ich przybywa. Wszak kretynizm też jest nieskończony, jak głupota - co stwierdził Einstein - i pleni się jak chwast lub zaraza. Szczególnie w ustrojach despotycznych, gdzie ma sprzyjające warunki. Na jego krzewieniu się zależy autorytarnym rządom, które coraz skuteczniej przeistaczają rozumnych obywateli w matołów dzięki agresywnej i zazwyczaj kłamliwej propagandzie uprawianej na wszystkie możliwe sposoby. Dużą rolę odgrywa w tym zastraszanie ludzi - bardziej rzekomymi niż realnymi wrogami - i rozwijanie ksenofobii w stosunku do różnych narodów w zależności od sytuacji. (Skonstruowano fałszywy stereotyp Rosjanina i Rosji i upowszechnia się do takiego stopnia, że ludzie, którzy nigdy nie widzieli Rosjan face to face, nie byli w Rosji, nie znają kultury, historii ani osiągnięć Rosji, bezmyślnie nazywają naród rosyjski „dziczą”, a Rosjan „mordercami”, i nic ich nie przekona, że się mylą. Rosyjscy żołnierze na Ukrainie są podobnymi „żołdakami”, jak amerykańscy w czasie II Wojny Światowej w Niemczech i w wojnach w Wietnamie, Afganistanie i Iraku. Chodzi o to, by bać się kogoś innego, zadekretowanego jako „obcego”, i zajmować się tropieniem go i zwalczaniem.
W ten sposób odwraca się uwagę od poczynań władców i ich kretyńskich decyzji. Między innymi mam na myśli decyzję naszego rządu o przenoszeniu wydatków z budżetu państwowego na budżet prywatny w celu realizacji obietnic populistycznych, o niepłaceniu kar zasądzonych przez Trybunał Europejski za złamanie praworządności i odszkodowanie dla Republiki Czech, o dalszym zadłużeniu państwa o 1 bilion zł (teraz wynosi ono 2,56 biliona zł) a więc ponad możliwości spłaty go przez 10 pokoleń. Wszystko po to, by zrealizować kretyńskie inwestycje, np. budowę kanału na Mierzei Wiślanej (jego głębokość i szerokość pozwalają na przepływanie łodzi motorowych, jachtów i co najwyżej kutrów patrolowych do 300 ton) na złość Putinowi oraz Centralnego Portu Lotniczego na złość Merkel. Dają się one coraz bardziej we znaki ludziom, tym bardziej, że są wobec nich bezradni i bezsilni. W krajach rządzonych przez dyktatorów-kretynów można bez przesady i śmiało mówić o inwazji kretynizmu na różne domeny życia społecznego i prywatnego. Takich krajów, niestety, przybywa. Dlatego inwazja kretynizmu może stać się zjawiskiem globalnym. Gdyby tak się stało, to nastąpiłaby degeneracja biologiczna ludzi - jednostek i gatunku – oraz regres ewolucji społecznej.
Wiesław Sztumski
26.04.22
(1) Giancarlo Livraghi, The Power of Stupodity, Monti & Ambrosini, Pescara, 2009
(2) Steve Connor, “Human intelligence peaked thousands of years ago and we've been on an intellectual and emotional decline, “The Independent”, 12.11.2021
(3) Walenty Nowacki, Civilization and Logic. The Law of Inversely Proportional Stupiduty, Forest Hills, New York, NOW Mail Order Books, 1983
(4) E. Winter, Our Political Decisions Are Based More on Emotion Than Reason and Logic 2015).
(5) Zbigniew Bartuś, Idiokracja, czyli dlaczego władza tak usilnie nas przekonuje, że bycie głupim, wulgarnym i niewykształconym jest w porządku, „Dziennik Polski”, 20.04.2020.
(6) Artur Grabek, Polscy uczniowie mają najmniej lekcji na świecie /(https://www.portalsamorzadowy.pl; 04.04. 2022)
(7) https://www.rodzice.pl/ile-trzeba-miec-procent-zeby-zdac-mature (20.04.2022)
(8) Wiesław Sztumski, Student - klient, „Sprawy Nauki”, Nr 8-9, 2013
(9) Św. Tomasz z Akwinu, Suma Teologiczna, Tom 12. Veritas Londyn, 1960, s. 6.
(10) Jiří Šťastný, Nejen plyn či uhlí, EU je závislá také na ruském jaderném palivu, „Seznam zprávy”, 07.04.2022
(11) Jan Braun, Zastupitel za SPD servíroval chlebíčky s výrazným písmenem Z, „Jsme Deník”, 11.04.2022.
(12) „Dziennik - Gazeta prawna” 01.04.2022
(13) TVN 24, 31 marca 2022
(14) https://c-z06.neon24.info/post/167501,wszyscy-odpowiedza-ukraina-oglosila-polowanie-na-niewdziecznych-sojusznikow
(15) Anna Leszkowska, Rusofobia i nauka, „Sprawy Nauki” 4, 2022.
(16) Concita Sannino, Ballerini ucraini in Italia cancellano 'Lago dei cigni' di Cajkovski dopo i fatti di Bucha [], „la Republica”, 05.04.2022,
(17) Luca Baccolini, Niente cigni, i ballerini ucraini non possono danzare autori russi: il divieto che impoverisce i teatri, “la Republica”, 09.04.2022.
(18) „Ruch Muzyczny” (https://ruchmuzyczny.pl/article/2063-konkurs-czajkowskiego-wykluczony; 26.04.202
(19) Wicepremier Piotr Gliński w Kijowie: musimy postawić barierę symboliczną. (https://www.gov.pl/web/kultura/wicepremier-piotr-glinski-w-kijowie-musimy-postawic-bariere-symboliczna; 25.04.2022)
(20) Bojkot kultury rosyjskiej? Gliński: To nie czas na Czechowa czy Puszkina. Powinna zniknąć z przestrzeni publicznej (https://wpolityce.pl/polityka/592969-glinski-kultura-rosji-musi-zniknac-z-przestrzeni-publicznej; 20.04.2022)
(21) https://www.wprost.pl/swiat/10697947/rzeczniczka-rosyjskiego-msz-uderza-w-piotra-glinskiego-kim-ty-jestes-zeby-cos-takiego-mowic.html; 24.04.2022
(22) „Wy - czy mnie wspominacie! ja, ilekroć marzę/O mych przyjaciół śmierciach, wygnaniach, więzieniach,/I o was myślę: wasze cudzoziemskie twarze/Mają obywatelstwa prawo w mych marzeniach/Gdzież wy teraz? Szlachetna szyja Rylejewa,/Którąm jak bratnią ściskał, carskimi wyroki/Wisi do hańbiącego przywiązana drzewa;/Klątwa ludom, co swoje mordują proroki.
(23) (https://www.theguardian.com/artanddesign/2022/apr/03/national-gallery-renames-degas-russian-dancers-as-ukrainian-dancers; 20.04.2022)
(24) Dewastacja nie jest w gabinetach, ale w głowach”: w Kijowie chcą zburzyć pomnik Bułhakowa. (https://antifashist.com/item/razruha-ne-v-klozetah-a-v-golovah-v-kieve-hotyat-snesti-pamyatnik-bulgakovu.html; 24.04.2022)
(25) Elmar Krekeler, Wie „Mascha und der Bär“ unsere Kinder verändert [Jak „Masza i Niedźwiedź” zmieniają nasze dzieci], “Die Welt”, 21.04.2022.
- Autor: Wiesław Sztumski
- Odsłon: 6152
Sterowanie dziejami przypomina grę w ruletkę; dokonuje się metodą prób i błędów, których nie da się naprawić i za które trzeba płacić.
- Autor: Wiesław Sztumski
- Odsłon: 5351
Źródłem większości kryzysów, podobnie jak wielu innych zjawisk społecznych i wydarzeń historycznych, jest świadomość ludzi i ich cechy osobowościowe.
Kryzys rozumiem jako zdarzenie (sytuację), które zagraża życiu lub zdrowiu człowieka, albo jego normalnemu funkcjonowaniu w różnych sferach życia osobistego lub społecznego. Wyjście z kryzysu, czyli powrót do normalności, wymaga zmagania proporcjonalnego do odchylenia od sytuacji normalnej.
Kryzys postrzega się wprawdzie jak zdarzenie zatrważające, które pojawia się raptem, zazwyczaj niespodzianie, chociaż naprawdę jest kulminacją wcześniej narastających konfliktów lub negatywnych procesów rozwojowych i stale towarzyszy ludziom w jakimś wymiarze, stopniu i sposobie przejawiania się.
Zwykle przyczyn kryzysu doszukuje się w czymś niezależnym od ludzi i zewnętrznym w stosunku do konkretnego człowieka, albo grupy społecznej, które doświadczają kryzysu.
W przypadku kryzysów społecznych ich przyczyn ostatecznych i głównych upatruje się głównie w warstwie ekonomicznej, w systemie (ustroju) społecznym i wadliwym zarządzaniu finansami.
A jeśli szuka się przyczyny wewnętrznej kryzysu przeżywanego przez danego człowieka, to tylko w jego patologicznej strukturze psychicznej albo osobowościowej, a więc także w tym, co faktycznie nie zależy od niego i na co nie ma on wpływu.
Natomiast nie wiąże się kryzysu z intencjonalnym działaniem ludzi - jednostek oraz grup interesów. Lepiej zwalać winę za zaistniałą sytuację kryzysową na czynniki przedmiotowe niż własne, wewnętrzne.
W ten sposób unika się odpowiedzialności ludzi za wytworzony kryzys i obarcza się nią mechanizmy społeczne, sytuacje przedmiotowe, obiektywne prawidłowości historyczne albo siły nadprzyrodzone.
Tymczasem, największy udział w powstawaniu kryzysów mają właśnie ludzie, a źródłem większości kryzysów, podobnie jak wielu innych zjawisk społecznych i wydarzeń historycznych, jest świadomość ludzi i ich cechy osobowościowe.
Często mówi się, że kryzysy najczęściej wynikają z nierozwiązanych problemów. To prawda, ale ich rozwiązanie zależy przecież od woli ludzi. Jeśli nie rozwiązują w porę owych problemów, to dlatego, że im się nie chce, albo nie mają w tym interesu. Dlatego wyjątkowo trafna jest wypowiedź papieża Benedykta XVI, którą przytoczył filozof prof. Robert Spaemann w wywiadzie udzielonym redakcji „Die Welt” z okazji ostatniej wizyty papieża w Niemczech, że istotą naszych problemów jest problem duchowy. Konflikty wewnętrzne i społeczne, wojny oraz kryzysy rodzą się przede wszystkim w głowach ludzi działających w odpowiednich okolicznościach obiektywnych.
Nic nie dzieje się samo z siebie
W historii rozumianej jako ciąg wydarzeń społecznych następujących po sobie, tak jak w przyrodzie, obowiązuje zasada determinizmu: w danym systemie społecznym nic nie dzieje się samo z siebie i w sposób nie uwarunkowany przez strukturę tego systemu (jego elementy i oddziaływania wzajemne).
Rozwój wydarzeń podlega określonym prawidłowościom formułowanym na podstawie różnych kategorii determinizmu. O ile wcześniej były to prawidłowości dynamiczne i o charakterze przyczynowym i strukturalnym, to mniej więcej od XX wieku są to w przeważającym stopniu prawidłowości statystyczne i o charakterze celowościowym, probabilistycznym i funkcjonalnym. Nie ma pewności, czy prawidłowości te obowiązują w toku całej ewolucji społecznej, w dziejach ludzkości od początku do końca, czy tylko w kolejnych fazach rozwoju społecznego.
Każda prawidłowość realizuje się w odpowiednich warunkach. Dla prawidłowości historii są nimi konteksty społeczne typowe dla różnych faz dziejów, które zmieniają się. Szybkość zmian tych kontekstów zwiększa się proporcjonalnie do wzrostu dynamiki systemu społecznego. Z tej racji prawidłowości historii w przeciwieństwie do przyrody nie są uniwersalne, sztywne ani niezmienne. To umożliwia modyfikację dziejów wskutek działania jednostek zainteresowanych tym.
Rola wybitnych jednostek w historii polega na kształtowaniu dziejów dzięki tworzeniu odpowiednio zaplanowanych wydarzeń. Ingerencja jednostki w bieg dziejów jest symptomem udziału czynnika subiektywnego w kształtowaniu ich. W wyniku zapoczątkowanego w drugiej połowie XX wieku niebywałego postępu wiedzy i techniki, wzrostu znaczenia ideologii i propagandy w życiu ludzi, dzięki mass mediom i stosownym technikom manipulacyjnym wdrażania odpowiedniego ustroju politycznego i systemu gospodarowania, postępuje wzrost czynników subiektywnych w formowaniu dziejów ludzkości.
Nigdy wcześniej w historii ludzkości nie dawały tak znać o sobie interesy jednostkowe i partykularne jednostek skupionych w różnych grupach nacisku (elitach władzy), jak obecnie. Nigdy też nie były one w stanie tak skutecznie realizować swoich arbitralnych zamiarów.
Dlatego nie bez racji coraz większym uznaniem cieszy się tzw. spiskowa teoria dziejów. Jest ona celowo dezawuowana przez grupy nacisku (elity rządzące światem), które w obronie swych interesów i swego status quo chcą nadal utrzymywać masy społeczne w przekonaniu, że dziejami rządzą czynniki obiektywne, wobec których są one bezsilne i z którymi walka pozbawiona jest sensu.
Tymczasem, dotychczas nikt nie udowodnił rzetelnie, że spiskowa koncepcja historii jest gorsza od innych. A w takim razie, jest ona równie prawdopodobna, jak inne koncepcje, chociaż nie dla wszystkich wygodna.
Te grupy nacisku funkcjonowałyby całkiem dobrze, eskalowały swoją władzę i coraz bardziej bogaciły się, gdyby mogły lepiej przewidywać dalszy bieg wypadków, przede wszystkim w obszarze ekonomii i polityki. Jednak, niestety, rzeczywistość historyczna jest niepowtarzalna i zgodnie z zasadą akceleracji zmienia się coraz szybciej, a ponadto narasta w niej turbulencja, chaos i ryzyko. Coraz mniej zawiera też elementów pewności.
W tych warunkach przewidywanie biegu wydarzeń jest coraz mniej pewne i ogranicza się do coraz ciaśniejszych horyzontów czasowych. Toteż sterowanie dziejami przez rozmaite grupy władzy światowej przypomina grę w ruletkę. Dokonuje się metodą prób i błędów, których nie da się naprawić i za które musi się płacić. W związku z tym, grupy te działają jak krupierzy dziejów. Często zdarza się, że podejmując działania wynikające z przewidywania na podstawie praw historii, socjologii i ekonomii nie tylko nie osiągają zamierzonego celu, ale uzyskują efekt przeciwny do zamierzonego. To, oczywiście, z jednej strony, wywołuje u nich frustrację oraz stresy, a z drugiej - prowadzi do powstawania nieprzewidzianych sytuacji kryzysowych.
Podejrzliwość i chciwość
Wiele przyczyn kryzysów mieści się w świadomości i osobowości ludzi, a więc w tym, co kolokwialnie nazywa się głową albo duszą. Tutaj zwrócę uwagę wyłącznie na dwie.
Jedna, to przesadna podejrzliwość, a druga, to również przesadna chciwość. Obie te cechy osobowości osiągnęły wyjątkowo wysokie natężenie we współczesnych czasach globalnej demokratyzacji, zdominowanych przez ideologię konsumpcjonizmu i neoliberalną ekonomię. Są to niewątpliwie brzydkie cechy, a w gruncie rzeczy - wady. Jednak obecnie urosły one do rangi cnót, podobnie jak wiele innych wad ludzkich, które dawniej skrywano i których należało się wstydzić, a dzisiaj eksponuje się i chwali się nimi, jak paw swoim ogonem. Trudno, żyjemy w czasach ekshibicjonizmu brzydoty, perwersji i zła.
Socjodarwinowska walka o byt i przetrwanie zmusza ludzi do niszczenia konkurentów na różne sposoby. A zwycięża ten, kto nie przestrzega zasad etycznych, dba wyłącznie o swoje interesy, liczy bardziej na siebie i nie dowierza innym, nawet osobom najbliższym. Bo jak wierzyć innym, jeśli są oni rywalami i też mają na celu ograć innych.
Teraźniejsze warunki życia, zdominowane przez walkę szczurów, zrodziły powszechny kryzys zaufania wzajemnego. Wpadliśmy w spiralę pogłębiającej się nieufności. Kryzysem zaufania jest sytuacja, w której człowiek przestaje wierzyć w to, że ktoś lub coś jest dobre. Dziś oszukiwanie stało się swoistym nałogiem rozmaitych elit władzy, ekspertów, reklamotwórców i sposobem na życie wielu zawodowych łgarzy. Dlatego nikt już nikomu nie ufa i nie wierzy w to, co mówi.
Kryzys zaufania do instytucji objął cały świat. Rządy, świat biznesu i media utraciły wiarygodność w oczach społeczeństw. Po prostu, wszystko coraz bardziej traci na wiarygodności. Badania opublikowane w „Przeglądzie” (Nr 12/2009) pokazują, że w przypadku społeczeństwa polskiego problem z zaufaniem stanowi pewną normę.
Polacy regularnie od wielu lat w badaniach sondażowych pokazują, że w zdecydowanej większości nie ufają innym ludziom. Na proste pytanie: "Czy ogólnie rzecz biorąc, Pana(i) zdaniem, większości ludzi można ufać?" Polacy w zdecydowanej większości (średnio 75-80%) odpowiadają, że nie. Jest to jeden z najniższych poziomów zaufania w Europie. Wynikiem minimalizacji zaufania jest narastająca powszechna podejrzliwość. Jeden podejrzewa drugiego o złe intencje, spiski, chęć oszukania i wyłudzenia itd.
W szczególności państwo, instytucje państwowe i samorządowe, przedsiębiorcy, biznesmeni i banki traktują obywateli, petentów, klientów i pracowników, jak potencjalnych oszustów lub złodziei, i na odwrót. Stąd bierze się przyrost organów kontroli oraz instytucji sprawdzających je: kontroler kontroluje kontrolera w układach poziomym i pionowym, niestety, zazwyczaj bez większych osiągnięć.
Wielu badaczy nie bez racji stwierdza, że kryzysy doświadczane przez ludzi w ich własnym życiu, rodzinach, grupach społecznych, organizacjach itd. w ostatecznym rachunku ma źródło w kryzysie zaufania. Brak zaufania w stosunku do siebie, w swoje możliwości i kompetencje wywołuje kryzysy osobiste, a brak zaufania do innych prowadzi do kryzysów w relacjach międzyludzkich. Obydwa maja swe korzenie przede wszystkim w psychice i świadomości jednostek.
Życie we współczesnym świecie, podporządkowane dyktatowi, czy nawet terrorowi konsumpcjonizmu, potęguje chciwość u ludzi. Pieniądz będący miernikiem bogactwa stał się przedmiotem powszechnego kultu, swoistym bogiem kapitalizmu. Na jego ołtarzu składa się coraz większe ofiary - własne uczucia, sumienie, godność i honor, swoich przyjaciół i członków rodziny a także nieszczęście i życie milionów ludzi na świecie.
Pieniądz chce się zdobywać wszelkimi środkami, a im większe pieniądze, tym mniej przebiera się w środkach. A co dziwne, nie bierze się pod uwagę faktu, że od kilkudziesięciu lat pieniądz traci swą wartość nominalną, ponieważ ma coraz mniejsze pokrycie w dobrach materialnych i dlatego - zależnie od potrzeb - dodrukowuje się go w dowolnych ilościach ku uciesze ciułaczy i bankierów.
Poza tym, pieniądz staje się dobrem wciąż mniej przejrzystym i bardziej ulotnym wskutek postępującej dematerializacji polegającej na tym, że przybiera on coraz częściej postać symboliczną w postaci zapisu na karcie kredytowej albo impulsu elektronicznego.
Ta chęć posiadania pieniędzy, napędzana zwyczajną chciwością, nie ważne, czy wrodzoną, czy wymuszoną przez warunki życia, wpędza ludzi w sprzeczności, konflikty, rozterki i stresy, czyli w różne sytuacje kryzysowe.
Chciwość elit finansowych sprawujących rzeczywiste rządy nad światem, a nie iluzoryczne, jak w przypadku polityków, którzy są przez nie finansowani i zależni do nich, doprowadza w skrajnych przypadkach do kryzysu władzy politycznej w różnych krajach, do buntów, rewolucji i wojen. Mieliśmy tego liczne przykłady w ostatnich latach (najazdy zbrojne na Afganistan, Serbię, Irak i Libię oraz rewolucje w krajach arabskich). Rzecz jasna, chciwość aktywizująca do działań wywrotowych burzących istniejący ład społeczny maskowana jest hasłami wolności, patriotyzmu, obrony wartości, szerzeniu demokracji i podobnymi imponderabiliami, za pomocą których porywa się masy społeczne do działań, gdzie i kiedy trzeba - na zamówienie.
Kryzysy na zamówienie
Jeśli prawdą jest, że kryzysy rodzą się w głowach ludzi, a jestem o tym przekonany, to można je tworzyć arbitralnie w dowolnym czasie i miejscu dla różnych celów, między innymi po to, by zaspokajać ambicje chciwości i władzy, wywoływać przewroty, rewolucje lub wojny. I tak też dzieje się.
Przykładem tego są kryzysy polityczne w państwach arabskich oraz aktualny kryzys finansowy, który pogłębia się i ogarnia wciąż więcej krajów.
Jest to - zdaniem wielu ekspertów - typowy kryzys zrodzony w głowach bankierów, a być może i polityków, wywołany przez nieokiełzaną chciwość, albo chęć sprawowania władzy nad światem, a także przez brak zaufania.
Współczesny kryzys różni się od innych tym, że jego główną przyczyną oraz istotą jest brak zaufania, a w finansach (również w polityce) o wszystkim decyduje zaufanie. Wyjątkowa chciwość liczących się w świecie finansistów doprowadziła do ogromnej nadprodukcji kapitału, z którym nie wiadomo, co robić.
Jak wiadomo, kapitalizm nie rozwiązał dwóch istotnych problemów świata współczesnego: nadmiaru siły roboczej i kapitału. Spiralę kryzysu nakręca w szczególności nadmiar kapitału.
Oprócz obiektywnych systemowych przyczyn kryzysu tkwiących w czynnikach makroekonomicznych (kryzys jest nieuchronną konsekwencją narastających nierównowag w gospodarce światowej) są też przyczyny subiektywne, związane między innymi z zachowaniami ludzi na rynkach walutowych i z ambicjami dominacji.
Współczesny kryzys spowodowany został w znacznej mierze przez czynniki subiektywne i zrodził się w głowach elit finansowych, które spekulują, w jaki sposób da się jeszcze maksymalizować zyski i chyba też elit politycznych, które poszukują jakiegoś radykalnego wyjścia z zaistniałego impasu. Toteż możliwości jego likwidacji poszukuje się również w czynnikach subiektywnych - odwoływaniu się do głównie do świadomości tych, którzy go wywołali, ale też do świadomości mas społecznych.
Możliwości zniesienia aktualnego kryzysu światowego upatruje się w woli politycznej przywódców państw oraz w fundamentalnej reformie banków ograniczającej zyski. W obu przypadkach apeluje się do dobrej woli polityków w zakresie podejmowania wspólnych działań na rzecz zażegnania kryzysu i do samoograniczania się finansistów w czerpaniu zysków, a wiec też do ich dobrej woli.
Wiesław Sztumski
13 listopad 2011
- Autor: Anna Leszkowska
- Odsłon: 2331
„I have all the equipment to be a politician. Total shamelessness" (Mam pełne wyposażenie, żeby być politykiem. Całkowitą bezwstydność)
Orson Welles (1915-1985), amerykański reżyser filmowy
Czym jest wstyd
Przyczynami wstydu są odchylenia od kulturowo przyjętych norm lub utrata intymności. Jest on emocją spowodowaną lękiem przed utratą więzi z grupą lub ze społecznością, do której się należy, w wyniku reakcji na to, co przekracza granice normalności w ich rozumieniu. „Wstyd jest lękiem przed zerwaniem poczucia więzi i przynależności do grupy bliskich nam osób". (Brené Brown, Entdecke deine innere Stärke: Wahre Heimat in dir selbst und Verbundenheit mit anderen finden. Kailash Verlag München, 2018).
Człowiek wstydzi się tego, co jego grupa, społeczeństwo lub naród uznaje za nienormalne, albo niepożądane z jakiegoś względu. Zwłaszcza tego, co jest tak dalece sprzeczne z normami, zasadami i umowami społecznymi, które dotyczą postaw, zachowań i działań, że szokuje. „Normalnym" nazywa się to, co pasuje do stereotypu normalności obowiązującego aktualnie w danej grupie.
Nikt nie rodzi się z gotowym pojęciem normalności. Nabywa się je i formuje w procesie wychowania, socjalizacji i inkulturacji w środowisku społecznym zmieniającym się wraz z rozwojem cywilizacji. Dlatego stereotyp normalności nie jest absolutny ani ponadczasowy. Pojęcie wstydu także nie jest wrodzone. Pojawia się dopiero wtedy, gdy dziecko, zazwyczaj czteroletnie, potrafi odróżnić „dobre" od „złego", chociaż badania pokazały, że oznaki zawstydzenia występują już u dzieci półtorarocznych, ale nie u noworodków.
Stereotyp wstydu też jest wytworem społeczeństwa na poszczególnych etapach jego rozwoju i zmienia się w zależności od tego, kiedy i jak większość ludzi rozumie normalność ( Wiesław Sztumski, Dyskurs o normalności, „Sprawy Nauki”, Nr 6-7, 2020). Jest inny w różnych grupach etnicznych, społecznych, zawodowych, wyznaniowych, itp. W żadnej z nich nie jest odporny na działanie czasu. Zmienia się proporcjonalnie do postępu cywilizacyjnego oraz w zależności od wielu różnych czynników; najsilniej od kultury.
Przedmiotem wstydu są własne myśli, poglądy, postawy, zachowania, działania oraz sposób bycia, odnoszenie się do innych lub wygląd (wstyd za siebie), albo cudze (wstyd za kogoś). Wstyd wyraża się tak samo na całym świecie poprzez opuszczenie powiek, odwrócenie wzroku, odwrócenie głowy na bok, zaczerwienienie lub ciemnienie skóry, zdenerwowanie (niepokój), chęć zapadnięcia się pod ziemię, albo zamknięcia się w sobie, aby stać się niewidzialnym lub nieobecnym.
Przesadne poczucie wstydu (nadmierna wstydliwość) jest równie szkodliwe, jak jego brak (bezwstyd). Pierwsze krępuje ludzi, zniewala ich, onieśmiela i czyni biernymi, skrytymi lub hipokrytami. Drugie czyni ich zuchwałymi, tupeciarzami, arogantami, nonszalanckimi, pazernymi, roszczeniowymi oraz nieliczącymi się z nikim i niczym. Deficyt wstydu może prowadzić do zakłóceń w funkcjonowaniu jednostek, grup i społeczeństwa.
Wstyd i bezwstyd w dzisiejszych czasach
We współczesnym świecie postępuje transformacja wartości etycznych w ich przeciwieństwa, czyli „antywartości". Wraz z tym w tempie przyspieszonym zanikają „dobre" cechy człowieka i rozwijają się „złe", zgodnie z jakimś umownym rozumieniem tych pojęć, przeważnie tradycyjnym. Dzieje się tak z powodów subiektywnych i obiektywnych. Pierwsze tkwią w charakterze człowieka, jego osobowości, nawykach i świadomości. Drugie - w środowisku społecznym.
Zanika też stopniowo wstyd i przechodzi w „anty-wstyd", czyli w bezwstyd. Atrofii wstydu sprzyja przede wszystkim wypaczona kultura – „antykultura" (kultura zdominowana przez popkulturę i różne subkultury, a nawet zredukowaną do nich), demokracja liberalna (jakkolwiek by rozumieć słowo „demokracja"), gospodarka rynkowa oparta na wolnej konkurencji i zażartej walce konkurencyjnej (nie wstyd niczego, co prowadzi do zwycięstwa), ideologia konsumpcjonizmu („mieć" ważniejsze jest od „być"), osłabienie wiary religijnej głównie wskutek symonii, edukacja oparta na wychowaniu bezstresowym i pajdokracji oraz relatywizm etyczny.
Piotr Łaszczyca (socjobiolog, profesor Uniwersytetu Śląskiego), w artykule "Śmierć wstydu" („Teksty z Ulicy. Zeszyt memetyczny” nr 20, 2019) podał jeszcze inne przyczyny upadku wstydu - zwiększone rozpowszechnianie fałszywych informacji, ujawnianie prawdy o łamaniu standardów kultury przez elity społeczne, obniżanie standardów wymagań w edukacji w związku z jej umasowieniem oraz prezentacja nieodpowiednich form, treści i problemów w dziełach sztuki.
Zanikowi wstydu towarzyszy szerzenie się bezwstydu, który bierze się z intencjonalnie osłabianej stopniowo reakcji na bodźce wywołujące wstyd aż do całkowitego ich braku. Bezwstyd jest zaraźliwy, ponieważ ludzie żądni wyzwolenia się od determinantów ładu społecznego i sprzeciwiający się nakazom chętnie ulegają mu. Tym bardziej, że „zachowania bezwstydne wydają się wymagać mniejszego nakładu pracy, mniejszej wiedzy i obycia kulturalnego. Zatem, sumarycznie, niższych kosztów adaptacji. Bezwstyd może doraźnie dostarczać silniejszego wzmocnienia emocjonalnego i większych doraźnych korzyści” (tamże).
Bezwstyd przyczynia się do bezładu, dezorganizacji, psucia relacji międzyludzkich, rozwydrzenia, roszczeniowości, nieposłuszeństwa, okłamywania, osłabienia więzi i poczucia winy - słowem - do powszechnego bałaganu i totalnej dysfunkcji systemów społecznych. Co gorsze, w konsekwencji globalizacji rozprzestrzenia się na wszystkie kraje i kontynenty i coraz bardziej niszczy tkankę społeczną świata, jak jakaś pandemia, przeciw której - jak przeciw głupocie - nie da się zaszczepić.
Szerzeniu się tej zarazy pomagają nowe techniki komunikacji i media elektroniczne. Toteż „śmierć wstydu" ogarnia stopniowo wszystkich - począwszy od polityków, hierarchów i innych funkcjonariuszy kościoła katolickiego, celebrytów, sportowców, badaczy, ekspertów, lekarzy, handlowców, biznesmenów, uczniów aż do zwykłych ludzi.
Na podstawie różnych badań i sondaży okazuje się, że najwięcej bezwstydu występuje w sferze polityki, gospodarki i obyczajowości, przede wszystkim w środowisku polityków i biznesmenów. Zanik wstydu u elit rządzących przejawia się w nagminnym głoszeniu kłamstw, cynizmie wypowiedzi, coraz częstszych skandalach obyczajowych, bezczelnych machlojkach gospodarczych, nadużywaniu zaufania społecznego, zasłanianiu się immunitetem w celu uniknięcia odpowiedzialności karnej, w sobiepaństwie, łamaniu prawa, nieliczeniu się z mniejszościami i zbrodniczym zwalczaniu opozycji, arogancji i ignorowaniu i upodlaniu podwładnych. A w sferze gospodarki, w środowisku biznesmenów - w chciwości, pazerności i pomnażaniu majątku bez granic, bez skrupułów moralnych, litości i współczucia oraz w walce konkurencyjnej bez względu na ofiary.
Do zaniku wstydu przyczyniła się komodyfikacja wszystkiego. Teraz chyba nie ma już czegoś, co nie jest, albo nie mogłoby być przedmiotem transakcji handlowych. O tym, co można kupić i sprzedać, decyduje popyt i cena, Popyt tworzy się sztucznie, a cena jest kwestią umowy (p. W. Sztumski, Co by jeszcze sprzedać, kupić?, „Sprawy Nauki”, Nr 2, 2020).
Do rozwoju bezwstydu przyczynia się reklama, mass media i moda. Nie chodzi tylko o to, że reklama i mass media szerzą coraz więcej pornografii i pornofonii, ale jeszcze więcej i częściej nachalnego i bezczelnego kłamstwa. Moda coraz bardziej szokuje nagością, wobec czego nie trzeba się wstydzić ekshibicji swojego ciała, jak jeszcze pół wieku temu. W filmach dominuje pogarda dla wstydu w różnych sytuacjach.
Jedni twierdzą, że nasz wiek jest „wiekiem wstydu", a drudzy - że „wiekiem bezwstydu". Zgadzam się bardziej z tymi drugimi. Bowiem w większości krajów zdominowanych przez cywilizację zachodnią wstyd zanika, a tylko w nielicznych pozostałych wzrastają niektóre rodzaje wstydu i to tylko w pewnych kręgach społecznych. Sylwia Fijałkowska (psycholożka i psychoterapeutka z Centrum probalans) trafnie napisała kilka lat temu: „Są środowiska, w których łamanie standardów jest normalnym, pożądanym zachowaniem. Wartością jest przekraczanie narzuconych norm i wartości. Mamy coraz łatwiejsze łamanie tabu. Poczucia wstydu w sferze społecznej będzie coraz mniej. Na ulicach widać, że coraz odważniej się ubieramy. W mediach słychać, że coraz mniej wstydzimy się wyrażać kłamliwe opinie i fałszywe osądy ludzi. Żyjemy w czasach braku wstydu. Jeszcze kilka lat temu zorganizowanie „Dni cipki", czy głośnego już w całym kraju „Marszu szmat", którego uczestniczki i uczestnicy przeszli przez Warszawę nie zawsze kompletnie ubrani, byłoby po prostu niemożliwe (Anna Wittenberg, „naTemat", 15.06.2013).
Teraz jest jeszcze gorzej. Ludzie coraz mniej wstydzą się swoich cech negatywnych, które przestały już razić: kłamstwa, oszustwa, pazerności, braku współczucia i tolerancji, agresji, przemocy, czynów nierządnych, wulgaryzmów, chamstwa itp.
Czego wstydzą się ludzie?
Na tak ogólnie sformułowane pytanie nie da się udzielić odpowiedzi w pełni zadowalającej. Psycholodzy i socjolodzy szukają odpowiedzi na bardziej konkretne pytania dotyczące grup społecznych w różnych domenach rzeczywistości społecznej: historii, polityce, obyczajowości, sporcie, religii, gospodarki itd. na podstawie badań empirycznych. Chyba nie da się dokonać syntezy wyników ich badań. Na ogół ludzie wstydzą się za brzydkie (naganne) cechy charakteru oraz postępowanie swoje i innych. Różnią się one w zależności od sfery rzeczywistości społecznej.
Tak więc, na przykład w sferze polityki Polacy wstydzą się sami siebie za ksenofobię, nietolerancję, brak empatii w stosunku do migrantów i słabe zaangażowanie się w życiu publicznym, za „smykałkę do kradzieży", rozrywkowy tryb życia, pijaństwo i wulgarność.
Wstydzą się też za swoich wiodących polityków - prezydenta, premiera, ministrów itp. Przede wszystkim za nieudolność zarządzania naszym krajem, brak kompetencji do sprawowania stanowisk, obietnice bez pokrycia składane w kampaniach wyborczych, ośmieszanie się za granicą, niedorównywanie kulturze politycznej dyplomatów innych państw, za eurodeputowanych „opowiadających głupoty w Brukseli”, za nachalną indoktrynację ideologiczną i religijną oraz „propagandę sukcesu" w mediach państwowych, ale głównie za kłamstwa (Katarzyna Chajbos, Wstyd w życiu Polaków: sposoby rozumienia i doświadczania, role i formy obecności, Rozprawa doktorska UAM Poznań 2019).
Nie jesteśmy odosobnieni pod tym względem. W innych krajach obywatele wstydzą się mniej więcej za te same wady polityków związane z bezwstydem. Na przykład w USA wstydzono się za prezydentów George'a W. Busha za jego kłamstwa związane z napadem na Irak i Donalda Trumpa, który był notorycznym kłamcą. No cóż, pandemia bezwstydu zatacza coraz większe kręgi.
Przedmiot wstydu zmienia się w zależności od okoliczności, kontekstów i przypadkowych lub przymusowych sytuacji, w jakich się ludzie znajdują, jak i od mody, która dyktuje określone standardy i kryteria obyczajowe. W czasach powszechnej biedy i w środowiskach biedoty nikt nie wstydzi się swojej biedy. Tak było i jest na przykład podczas wojen, w więzieniach i obozach koncentracyjnych, w okresach powszechnego niedostatku i w krajach zacofanych gospodarczo.
Biedy wstydzi się człowiek znajdujący się w otoczeniu ludzi zamożnych, w krajach bogatych. Ludzie, zwłaszcza dzieci i młodzież, wstydzą się, że są gorzej lub niemodnie ubrani, że nie posiadają własnego domu, nie mają drogich gadżetów, nie stać ich na najwyższej klasy sprzęt domowy i samochód, na luksusowe wczasy itp. Jednych ten wstyd dopinguje do podejmowania wysiłku w celu dorównania bogatszym od siebie, a innych do wzbogacenia się za wszelką cenę - dzięki kradzieży, oszustwu, prostytucji, utraty godności i honoru. W pierwszym przypadku ma się do czynienia ze wstydem pozytywnym, a w drugim z negatywnym.
Bywają też sytuacje odwrotne, kiedy ludzie wstydzą się swego bogactwa i kryją się z nim w otoczeniu mniej zamożnych osób. Spotkałem się z taką sytuacją między innymi w Szwajcarii, gdzie posiadacz dwóch samochodów - przeciętnego i luksusowego - na co dzień jeździł tym tanim, a drogim tylko w nocy wyjeżdżał na autostradę, żeby sąsiedzi nie widzieli go. Innym przykładem jest multimiliarder Bill Gates, który nie ukrywa swego bogactwa, ale wstydzi się afiszować nim. W obu przykładach poczuciu wstydu towarzyszy poczucie skromności.
Kiedy w Republice Federalnej Niemiec bezrobocie było głównie strukturalne, bezrobotnego uważano za lenia, pracownika mało wydajnego lub nieuczciwego. Osoby pozbawione pracy z innych powodów, nie z własnej winy, wstydzili się tego, że są bezrobotnymi. Udawali przed sąsiadami, że pracują. Wychodzili z domu i wracali o tych godzinach, jakby pracowali. Odkąd bezrobocie stało się masowe, ludzie przestali wstydzić się bycia bezrobotnymi. Państwa socjalne utrzymują ich na koszt podatników, głównie pracujących - nawet notorycznych obiboków, którzy nie chcą pracować. A oni wcale nie wstydzą się tego; śmieją się z głupich, którzy na nich ciężko pracują. Widziałem w USA rodziny bezrobotnych Afroamerykanów z pięciorgiem dzieci, elegancko ubranych i obwieszonych kosztowną biżuterią, których stać było na stołowanie się w restauracjach. Ich dochód miesięczny składający się z różnych zasiłków przekraczał średnią pensję. Ani myśleli pracować.
Tak oto zanikowi wstydu u osób żyjących na koszt innych sprzyja państwo opiekuńcze. To nie dziwi, ponieważ wyzysk jednych przez drugich - biednych przez bogatych, podwładnych przez władców, głupszych przez mądrzejszych, niedorajdów przez spryciarzy itp.- należy do istoty kapitalizmu, w którym relacje społeczne oparte są na modelu „drapieżnik-ofiara", albo „bandyta i naiwny".
Wyzysk jest zjawiskiem powszechnym, dlatego „normalnym" i tolerowanym od kilku wieków. Nikt się go nie wstydzi. Co najwyżej, u bardziej wrażliwych na krzywdę ludzką i niesprawiedliwość, budzi wyrzuty sumienia, które notabene nie odgrywają już tak ważnej roli, jak dawniej. Toteż kto tylko chce i może, żyje z wyzyskiwania innych bez litości i umiaru.
Niedawno zaistniała nowa klasa wyzyskiwaczy, która jest coraz liczniejsza. Są to pośrednicy, którzy tym różnią się od kapitalistów, że nie posiadają kapitału, ani środków produkcji (W. Sztumski, Powszechne pośrednictwo, czyli nowa klasa wyzyskiwaczy, „Sprawy Nauki”, Nr 11, 2013).
Najbardziej wyzyskują ci, którzy w łańcuchu pośrednictwa znajdują się w najdalszym ogniwie od finalnego odbiorcy (klienta). Powszechny wyzysk, pośrednictwo i cwaniactwo, a także bezwstyd stały się signum temporis współczesnej rzeczywistości społecznej.
Na koniec
Przedmiot wstydu ulega poważnej zmianie. Ludzie przestają się wstydzić tego, co zawsze budziło odrazę i co było ważne w ich życiu. Zaczynają wstydzić się tego co drugorzędne, np. zapachu swego ciała, niedopasowanej odzieży, koloru włosów itp.(Das mächtige Gefühl der Scham: Wofür schämen wir uns am meisten?, „RedaktionsNetzwerk Deutschland - Der Tag", 07.06.2020). Wobec tego ma się teraz do czynienia jednocześnie z „wiekiem bezwstydu", ponieważ nie wstydzi się już tego, co dawniej, i z „wiekiem wstydu", bo coraz bardziej będzie się wstydzić tego, co wyniknie z nowych warunków życia, do czego dawniej nie przywiązywano wagi.
Poczucie wstydu zanikało stopniowo od wieków, ale coraz bardziej i w przyspieszonym tempie od połowy wieku dwudziestego. Atrofia wstydu za to, co tradycyjnie uznawano za istotne, ogarnia coraz szersze sfery życia społecznego i coraz większą liczbę ludzi i grup zawodowych. To budzi grozę, że w świecie zapanuje bezwstyd. Dlatego wiek dwudziesty pierwszy uznaje się nie tylko za „wiek bezwstydu", albo „śmierci wstydu", ale za ten, który zdaje się rozpoczynać epokę bezwstydu. Wskutek tego jest bardzo prawdopodobne w przyszłości pogrążenie się społeczeństwa w nieładzie, co niesie ze sobą poważne skutki negatywne. Pojawił się dylemat: akceptować stopniowe umieranie wstydu rozumianego tradycyjnie, jak dawniej, czy pozwolić rozwijać się nowemu wstydowi, w którym przedmioty wstydu zdefiniuje się inaczej. Na razie nie wiemy, czy faktycznie ten nowy rodzaj wstydu okaże się lepszy do dawnego, ani czy zanik dawnego rodzaju wstydu naprawdę doprowadzi do tego, że będziemy żyć w świecie pozbawionym w ogóle wstydu, człowieczeństwa, moralności i wszelkich zasad. Wybór należy do nas.
Wiesław Sztumski
Wyróżnienia pochodzą od Redakcji SN.