Filozofia (el)
- Autor: Wiesław Sztumski
- Odsłon: 6435
Sterowanie dziejami przypomina grę w ruletkę; dokonuje się metodą prób i błędów, których nie da się naprawić i za które trzeba płacić.
- Autor: Wiesław Sztumski
- Odsłon: 5553
Źródłem większości kryzysów, podobnie jak wielu innych zjawisk społecznych i wydarzeń historycznych, jest świadomość ludzi i ich cechy osobowościowe.
Kryzys rozumiem jako zdarzenie (sytuację), które zagraża życiu lub zdrowiu człowieka, albo jego normalnemu funkcjonowaniu w różnych sferach życia osobistego lub społecznego. Wyjście z kryzysu, czyli powrót do normalności, wymaga zmagania proporcjonalnego do odchylenia od sytuacji normalnej.
Kryzys postrzega się wprawdzie jak zdarzenie zatrważające, które pojawia się raptem, zazwyczaj niespodzianie, chociaż naprawdę jest kulminacją wcześniej narastających konfliktów lub negatywnych procesów rozwojowych i stale towarzyszy ludziom w jakimś wymiarze, stopniu i sposobie przejawiania się.
Zwykle przyczyn kryzysu doszukuje się w czymś niezależnym od ludzi i zewnętrznym w stosunku do konkretnego człowieka, albo grupy społecznej, które doświadczają kryzysu.
W przypadku kryzysów społecznych ich przyczyn ostatecznych i głównych upatruje się głównie w warstwie ekonomicznej, w systemie (ustroju) społecznym i wadliwym zarządzaniu finansami.
A jeśli szuka się przyczyny wewnętrznej kryzysu przeżywanego przez danego człowieka, to tylko w jego patologicznej strukturze psychicznej albo osobowościowej, a więc także w tym, co faktycznie nie zależy od niego i na co nie ma on wpływu.
Natomiast nie wiąże się kryzysu z intencjonalnym działaniem ludzi - jednostek oraz grup interesów. Lepiej zwalać winę za zaistniałą sytuację kryzysową na czynniki przedmiotowe niż własne, wewnętrzne.
W ten sposób unika się odpowiedzialności ludzi za wytworzony kryzys i obarcza się nią mechanizmy społeczne, sytuacje przedmiotowe, obiektywne prawidłowości historyczne albo siły nadprzyrodzone.
Tymczasem, największy udział w powstawaniu kryzysów mają właśnie ludzie, a źródłem większości kryzysów, podobnie jak wielu innych zjawisk społecznych i wydarzeń historycznych, jest świadomość ludzi i ich cechy osobowościowe.
Często mówi się, że kryzysy najczęściej wynikają z nierozwiązanych problemów. To prawda, ale ich rozwiązanie zależy przecież od woli ludzi. Jeśli nie rozwiązują w porę owych problemów, to dlatego, że im się nie chce, albo nie mają w tym interesu. Dlatego wyjątkowo trafna jest wypowiedź papieża Benedykta XVI, którą przytoczył filozof prof. Robert Spaemann w wywiadzie udzielonym redakcji „Die Welt” z okazji ostatniej wizyty papieża w Niemczech, że istotą naszych problemów jest problem duchowy. Konflikty wewnętrzne i społeczne, wojny oraz kryzysy rodzą się przede wszystkim w głowach ludzi działających w odpowiednich okolicznościach obiektywnych.
Nic nie dzieje się samo z siebie
W historii rozumianej jako ciąg wydarzeń społecznych następujących po sobie, tak jak w przyrodzie, obowiązuje zasada determinizmu: w danym systemie społecznym nic nie dzieje się samo z siebie i w sposób nie uwarunkowany przez strukturę tego systemu (jego elementy i oddziaływania wzajemne).
Rozwój wydarzeń podlega określonym prawidłowościom formułowanym na podstawie różnych kategorii determinizmu. O ile wcześniej były to prawidłowości dynamiczne i o charakterze przyczynowym i strukturalnym, to mniej więcej od XX wieku są to w przeważającym stopniu prawidłowości statystyczne i o charakterze celowościowym, probabilistycznym i funkcjonalnym. Nie ma pewności, czy prawidłowości te obowiązują w toku całej ewolucji społecznej, w dziejach ludzkości od początku do końca, czy tylko w kolejnych fazach rozwoju społecznego.
Każda prawidłowość realizuje się w odpowiednich warunkach. Dla prawidłowości historii są nimi konteksty społeczne typowe dla różnych faz dziejów, które zmieniają się. Szybkość zmian tych kontekstów zwiększa się proporcjonalnie do wzrostu dynamiki systemu społecznego. Z tej racji prawidłowości historii w przeciwieństwie do przyrody nie są uniwersalne, sztywne ani niezmienne. To umożliwia modyfikację dziejów wskutek działania jednostek zainteresowanych tym.
Rola wybitnych jednostek w historii polega na kształtowaniu dziejów dzięki tworzeniu odpowiednio zaplanowanych wydarzeń. Ingerencja jednostki w bieg dziejów jest symptomem udziału czynnika subiektywnego w kształtowaniu ich. W wyniku zapoczątkowanego w drugiej połowie XX wieku niebywałego postępu wiedzy i techniki, wzrostu znaczenia ideologii i propagandy w życiu ludzi, dzięki mass mediom i stosownym technikom manipulacyjnym wdrażania odpowiedniego ustroju politycznego i systemu gospodarowania, postępuje wzrost czynników subiektywnych w formowaniu dziejów ludzkości.
Nigdy wcześniej w historii ludzkości nie dawały tak znać o sobie interesy jednostkowe i partykularne jednostek skupionych w różnych grupach nacisku (elitach władzy), jak obecnie. Nigdy też nie były one w stanie tak skutecznie realizować swoich arbitralnych zamiarów.
Dlatego nie bez racji coraz większym uznaniem cieszy się tzw. spiskowa teoria dziejów. Jest ona celowo dezawuowana przez grupy nacisku (elity rządzące światem), które w obronie swych interesów i swego status quo chcą nadal utrzymywać masy społeczne w przekonaniu, że dziejami rządzą czynniki obiektywne, wobec których są one bezsilne i z którymi walka pozbawiona jest sensu.
Tymczasem, dotychczas nikt nie udowodnił rzetelnie, że spiskowa koncepcja historii jest gorsza od innych. A w takim razie, jest ona równie prawdopodobna, jak inne koncepcje, chociaż nie dla wszystkich wygodna.
Te grupy nacisku funkcjonowałyby całkiem dobrze, eskalowały swoją władzę i coraz bardziej bogaciły się, gdyby mogły lepiej przewidywać dalszy bieg wypadków, przede wszystkim w obszarze ekonomii i polityki. Jednak, niestety, rzeczywistość historyczna jest niepowtarzalna i zgodnie z zasadą akceleracji zmienia się coraz szybciej, a ponadto narasta w niej turbulencja, chaos i ryzyko. Coraz mniej zawiera też elementów pewności.
W tych warunkach przewidywanie biegu wydarzeń jest coraz mniej pewne i ogranicza się do coraz ciaśniejszych horyzontów czasowych. Toteż sterowanie dziejami przez rozmaite grupy władzy światowej przypomina grę w ruletkę. Dokonuje się metodą prób i błędów, których nie da się naprawić i za które musi się płacić. W związku z tym, grupy te działają jak krupierzy dziejów. Często zdarza się, że podejmując działania wynikające z przewidywania na podstawie praw historii, socjologii i ekonomii nie tylko nie osiągają zamierzonego celu, ale uzyskują efekt przeciwny do zamierzonego. To, oczywiście, z jednej strony, wywołuje u nich frustrację oraz stresy, a z drugiej - prowadzi do powstawania nieprzewidzianych sytuacji kryzysowych.
Podejrzliwość i chciwość
Wiele przyczyn kryzysów mieści się w świadomości i osobowości ludzi, a więc w tym, co kolokwialnie nazywa się głową albo duszą. Tutaj zwrócę uwagę wyłącznie na dwie.
Jedna, to przesadna podejrzliwość, a druga, to również przesadna chciwość. Obie te cechy osobowości osiągnęły wyjątkowo wysokie natężenie we współczesnych czasach globalnej demokratyzacji, zdominowanych przez ideologię konsumpcjonizmu i neoliberalną ekonomię. Są to niewątpliwie brzydkie cechy, a w gruncie rzeczy - wady. Jednak obecnie urosły one do rangi cnót, podobnie jak wiele innych wad ludzkich, które dawniej skrywano i których należało się wstydzić, a dzisiaj eksponuje się i chwali się nimi, jak paw swoim ogonem. Trudno, żyjemy w czasach ekshibicjonizmu brzydoty, perwersji i zła.
Socjodarwinowska walka o byt i przetrwanie zmusza ludzi do niszczenia konkurentów na różne sposoby. A zwycięża ten, kto nie przestrzega zasad etycznych, dba wyłącznie o swoje interesy, liczy bardziej na siebie i nie dowierza innym, nawet osobom najbliższym. Bo jak wierzyć innym, jeśli są oni rywalami i też mają na celu ograć innych.
Teraźniejsze warunki życia, zdominowane przez walkę szczurów, zrodziły powszechny kryzys zaufania wzajemnego. Wpadliśmy w spiralę pogłębiającej się nieufności. Kryzysem zaufania jest sytuacja, w której człowiek przestaje wierzyć w to, że ktoś lub coś jest dobre. Dziś oszukiwanie stało się swoistym nałogiem rozmaitych elit władzy, ekspertów, reklamotwórców i sposobem na życie wielu zawodowych łgarzy. Dlatego nikt już nikomu nie ufa i nie wierzy w to, co mówi.
Kryzys zaufania do instytucji objął cały świat. Rządy, świat biznesu i media utraciły wiarygodność w oczach społeczeństw. Po prostu, wszystko coraz bardziej traci na wiarygodności. Badania opublikowane w „Przeglądzie” (Nr 12/2009) pokazują, że w przypadku społeczeństwa polskiego problem z zaufaniem stanowi pewną normę.
Polacy regularnie od wielu lat w badaniach sondażowych pokazują, że w zdecydowanej większości nie ufają innym ludziom. Na proste pytanie: "Czy ogólnie rzecz biorąc, Pana(i) zdaniem, większości ludzi można ufać?" Polacy w zdecydowanej większości (średnio 75-80%) odpowiadają, że nie. Jest to jeden z najniższych poziomów zaufania w Europie. Wynikiem minimalizacji zaufania jest narastająca powszechna podejrzliwość. Jeden podejrzewa drugiego o złe intencje, spiski, chęć oszukania i wyłudzenia itd.
W szczególności państwo, instytucje państwowe i samorządowe, przedsiębiorcy, biznesmeni i banki traktują obywateli, petentów, klientów i pracowników, jak potencjalnych oszustów lub złodziei, i na odwrót. Stąd bierze się przyrost organów kontroli oraz instytucji sprawdzających je: kontroler kontroluje kontrolera w układach poziomym i pionowym, niestety, zazwyczaj bez większych osiągnięć.
Wielu badaczy nie bez racji stwierdza, że kryzysy doświadczane przez ludzi w ich własnym życiu, rodzinach, grupach społecznych, organizacjach itd. w ostatecznym rachunku ma źródło w kryzysie zaufania. Brak zaufania w stosunku do siebie, w swoje możliwości i kompetencje wywołuje kryzysy osobiste, a brak zaufania do innych prowadzi do kryzysów w relacjach międzyludzkich. Obydwa maja swe korzenie przede wszystkim w psychice i świadomości jednostek.
Życie we współczesnym świecie, podporządkowane dyktatowi, czy nawet terrorowi konsumpcjonizmu, potęguje chciwość u ludzi. Pieniądz będący miernikiem bogactwa stał się przedmiotem powszechnego kultu, swoistym bogiem kapitalizmu. Na jego ołtarzu składa się coraz większe ofiary - własne uczucia, sumienie, godność i honor, swoich przyjaciół i członków rodziny a także nieszczęście i życie milionów ludzi na świecie.
Pieniądz chce się zdobywać wszelkimi środkami, a im większe pieniądze, tym mniej przebiera się w środkach. A co dziwne, nie bierze się pod uwagę faktu, że od kilkudziesięciu lat pieniądz traci swą wartość nominalną, ponieważ ma coraz mniejsze pokrycie w dobrach materialnych i dlatego - zależnie od potrzeb - dodrukowuje się go w dowolnych ilościach ku uciesze ciułaczy i bankierów.
Poza tym, pieniądz staje się dobrem wciąż mniej przejrzystym i bardziej ulotnym wskutek postępującej dematerializacji polegającej na tym, że przybiera on coraz częściej postać symboliczną w postaci zapisu na karcie kredytowej albo impulsu elektronicznego.
Ta chęć posiadania pieniędzy, napędzana zwyczajną chciwością, nie ważne, czy wrodzoną, czy wymuszoną przez warunki życia, wpędza ludzi w sprzeczności, konflikty, rozterki i stresy, czyli w różne sytuacje kryzysowe.
Chciwość elit finansowych sprawujących rzeczywiste rządy nad światem, a nie iluzoryczne, jak w przypadku polityków, którzy są przez nie finansowani i zależni do nich, doprowadza w skrajnych przypadkach do kryzysu władzy politycznej w różnych krajach, do buntów, rewolucji i wojen. Mieliśmy tego liczne przykłady w ostatnich latach (najazdy zbrojne na Afganistan, Serbię, Irak i Libię oraz rewolucje w krajach arabskich). Rzecz jasna, chciwość aktywizująca do działań wywrotowych burzących istniejący ład społeczny maskowana jest hasłami wolności, patriotyzmu, obrony wartości, szerzeniu demokracji i podobnymi imponderabiliami, za pomocą których porywa się masy społeczne do działań, gdzie i kiedy trzeba - na zamówienie.
Kryzysy na zamówienie
Jeśli prawdą jest, że kryzysy rodzą się w głowach ludzi, a jestem o tym przekonany, to można je tworzyć arbitralnie w dowolnym czasie i miejscu dla różnych celów, między innymi po to, by zaspokajać ambicje chciwości i władzy, wywoływać przewroty, rewolucje lub wojny. I tak też dzieje się.
Przykładem tego są kryzysy polityczne w państwach arabskich oraz aktualny kryzys finansowy, który pogłębia się i ogarnia wciąż więcej krajów.
Jest to - zdaniem wielu ekspertów - typowy kryzys zrodzony w głowach bankierów, a być może i polityków, wywołany przez nieokiełzaną chciwość, albo chęć sprawowania władzy nad światem, a także przez brak zaufania.
Współczesny kryzys różni się od innych tym, że jego główną przyczyną oraz istotą jest brak zaufania, a w finansach (również w polityce) o wszystkim decyduje zaufanie. Wyjątkowa chciwość liczących się w świecie finansistów doprowadziła do ogromnej nadprodukcji kapitału, z którym nie wiadomo, co robić.
Jak wiadomo, kapitalizm nie rozwiązał dwóch istotnych problemów świata współczesnego: nadmiaru siły roboczej i kapitału. Spiralę kryzysu nakręca w szczególności nadmiar kapitału.
Oprócz obiektywnych systemowych przyczyn kryzysu tkwiących w czynnikach makroekonomicznych (kryzys jest nieuchronną konsekwencją narastających nierównowag w gospodarce światowej) są też przyczyny subiektywne, związane między innymi z zachowaniami ludzi na rynkach walutowych i z ambicjami dominacji.
Współczesny kryzys spowodowany został w znacznej mierze przez czynniki subiektywne i zrodził się w głowach elit finansowych, które spekulują, w jaki sposób da się jeszcze maksymalizować zyski i chyba też elit politycznych, które poszukują jakiegoś radykalnego wyjścia z zaistniałego impasu. Toteż możliwości jego likwidacji poszukuje się również w czynnikach subiektywnych - odwoływaniu się do głównie do świadomości tych, którzy go wywołali, ale też do świadomości mas społecznych.
Możliwości zniesienia aktualnego kryzysu światowego upatruje się w woli politycznej przywódców państw oraz w fundamentalnej reformie banków ograniczającej zyski. W obu przypadkach apeluje się do dobrej woli polityków w zakresie podejmowania wspólnych działań na rzecz zażegnania kryzysu i do samoograniczania się finansistów w czerpaniu zysków, a wiec też do ich dobrej woli.
Wiesław Sztumski
13 listopad 2011
- Autor: Anna Leszkowska
- Odsłon: 2683
„I have all the equipment to be a politician. Total shamelessness" (Mam pełne wyposażenie, żeby być politykiem. Całkowitą bezwstydność)
Orson Welles (1915-1985), amerykański reżyser filmowy
Czym jest wstyd
Przyczynami wstydu są odchylenia od kulturowo przyjętych norm lub utrata intymności. Jest on emocją spowodowaną lękiem przed utratą więzi z grupą lub ze społecznością, do której się należy, w wyniku reakcji na to, co przekracza granice normalności w ich rozumieniu. „Wstyd jest lękiem przed zerwaniem poczucia więzi i przynależności do grupy bliskich nam osób". (Brené Brown, Entdecke deine innere Stärke: Wahre Heimat in dir selbst und Verbundenheit mit anderen finden. Kailash Verlag München, 2018).
Człowiek wstydzi się tego, co jego grupa, społeczeństwo lub naród uznaje za nienormalne, albo niepożądane z jakiegoś względu. Zwłaszcza tego, co jest tak dalece sprzeczne z normami, zasadami i umowami społecznymi, które dotyczą postaw, zachowań i działań, że szokuje. „Normalnym" nazywa się to, co pasuje do stereotypu normalności obowiązującego aktualnie w danej grupie.
Nikt nie rodzi się z gotowym pojęciem normalności. Nabywa się je i formuje w procesie wychowania, socjalizacji i inkulturacji w środowisku społecznym zmieniającym się wraz z rozwojem cywilizacji. Dlatego stereotyp normalności nie jest absolutny ani ponadczasowy. Pojęcie wstydu także nie jest wrodzone. Pojawia się dopiero wtedy, gdy dziecko, zazwyczaj czteroletnie, potrafi odróżnić „dobre" od „złego", chociaż badania pokazały, że oznaki zawstydzenia występują już u dzieci półtorarocznych, ale nie u noworodków.
Stereotyp wstydu też jest wytworem społeczeństwa na poszczególnych etapach jego rozwoju i zmienia się w zależności od tego, kiedy i jak większość ludzi rozumie normalność ( Wiesław Sztumski, Dyskurs o normalności, „Sprawy Nauki”, Nr 6-7, 2020). Jest inny w różnych grupach etnicznych, społecznych, zawodowych, wyznaniowych, itp. W żadnej z nich nie jest odporny na działanie czasu. Zmienia się proporcjonalnie do postępu cywilizacyjnego oraz w zależności od wielu różnych czynników; najsilniej od kultury.
Przedmiotem wstydu są własne myśli, poglądy, postawy, zachowania, działania oraz sposób bycia, odnoszenie się do innych lub wygląd (wstyd za siebie), albo cudze (wstyd za kogoś). Wstyd wyraża się tak samo na całym świecie poprzez opuszczenie powiek, odwrócenie wzroku, odwrócenie głowy na bok, zaczerwienienie lub ciemnienie skóry, zdenerwowanie (niepokój), chęć zapadnięcia się pod ziemię, albo zamknięcia się w sobie, aby stać się niewidzialnym lub nieobecnym.
Przesadne poczucie wstydu (nadmierna wstydliwość) jest równie szkodliwe, jak jego brak (bezwstyd). Pierwsze krępuje ludzi, zniewala ich, onieśmiela i czyni biernymi, skrytymi lub hipokrytami. Drugie czyni ich zuchwałymi, tupeciarzami, arogantami, nonszalanckimi, pazernymi, roszczeniowymi oraz nieliczącymi się z nikim i niczym. Deficyt wstydu może prowadzić do zakłóceń w funkcjonowaniu jednostek, grup i społeczeństwa.
Wstyd i bezwstyd w dzisiejszych czasach
We współczesnym świecie postępuje transformacja wartości etycznych w ich przeciwieństwa, czyli „antywartości". Wraz z tym w tempie przyspieszonym zanikają „dobre" cechy człowieka i rozwijają się „złe", zgodnie z jakimś umownym rozumieniem tych pojęć, przeważnie tradycyjnym. Dzieje się tak z powodów subiektywnych i obiektywnych. Pierwsze tkwią w charakterze człowieka, jego osobowości, nawykach i świadomości. Drugie - w środowisku społecznym.
Zanika też stopniowo wstyd i przechodzi w „anty-wstyd", czyli w bezwstyd. Atrofii wstydu sprzyja przede wszystkim wypaczona kultura – „antykultura" (kultura zdominowana przez popkulturę i różne subkultury, a nawet zredukowaną do nich), demokracja liberalna (jakkolwiek by rozumieć słowo „demokracja"), gospodarka rynkowa oparta na wolnej konkurencji i zażartej walce konkurencyjnej (nie wstyd niczego, co prowadzi do zwycięstwa), ideologia konsumpcjonizmu („mieć" ważniejsze jest od „być"), osłabienie wiary religijnej głównie wskutek symonii, edukacja oparta na wychowaniu bezstresowym i pajdokracji oraz relatywizm etyczny.
Piotr Łaszczyca (socjobiolog, profesor Uniwersytetu Śląskiego), w artykule "Śmierć wstydu" („Teksty z Ulicy. Zeszyt memetyczny” nr 20, 2019) podał jeszcze inne przyczyny upadku wstydu - zwiększone rozpowszechnianie fałszywych informacji, ujawnianie prawdy o łamaniu standardów kultury przez elity społeczne, obniżanie standardów wymagań w edukacji w związku z jej umasowieniem oraz prezentacja nieodpowiednich form, treści i problemów w dziełach sztuki.
Zanikowi wstydu towarzyszy szerzenie się bezwstydu, który bierze się z intencjonalnie osłabianej stopniowo reakcji na bodźce wywołujące wstyd aż do całkowitego ich braku. Bezwstyd jest zaraźliwy, ponieważ ludzie żądni wyzwolenia się od determinantów ładu społecznego i sprzeciwiający się nakazom chętnie ulegają mu. Tym bardziej, że „zachowania bezwstydne wydają się wymagać mniejszego nakładu pracy, mniejszej wiedzy i obycia kulturalnego. Zatem, sumarycznie, niższych kosztów adaptacji. Bezwstyd może doraźnie dostarczać silniejszego wzmocnienia emocjonalnego i większych doraźnych korzyści” (tamże).
Bezwstyd przyczynia się do bezładu, dezorganizacji, psucia relacji międzyludzkich, rozwydrzenia, roszczeniowości, nieposłuszeństwa, okłamywania, osłabienia więzi i poczucia winy - słowem - do powszechnego bałaganu i totalnej dysfunkcji systemów społecznych. Co gorsze, w konsekwencji globalizacji rozprzestrzenia się na wszystkie kraje i kontynenty i coraz bardziej niszczy tkankę społeczną świata, jak jakaś pandemia, przeciw której - jak przeciw głupocie - nie da się zaszczepić.
Szerzeniu się tej zarazy pomagają nowe techniki komunikacji i media elektroniczne. Toteż „śmierć wstydu" ogarnia stopniowo wszystkich - począwszy od polityków, hierarchów i innych funkcjonariuszy kościoła katolickiego, celebrytów, sportowców, badaczy, ekspertów, lekarzy, handlowców, biznesmenów, uczniów aż do zwykłych ludzi.
Na podstawie różnych badań i sondaży okazuje się, że najwięcej bezwstydu występuje w sferze polityki, gospodarki i obyczajowości, przede wszystkim w środowisku polityków i biznesmenów. Zanik wstydu u elit rządzących przejawia się w nagminnym głoszeniu kłamstw, cynizmie wypowiedzi, coraz częstszych skandalach obyczajowych, bezczelnych machlojkach gospodarczych, nadużywaniu zaufania społecznego, zasłanianiu się immunitetem w celu uniknięcia odpowiedzialności karnej, w sobiepaństwie, łamaniu prawa, nieliczeniu się z mniejszościami i zbrodniczym zwalczaniu opozycji, arogancji i ignorowaniu i upodlaniu podwładnych. A w sferze gospodarki, w środowisku biznesmenów - w chciwości, pazerności i pomnażaniu majątku bez granic, bez skrupułów moralnych, litości i współczucia oraz w walce konkurencyjnej bez względu na ofiary.
Do zaniku wstydu przyczyniła się komodyfikacja wszystkiego. Teraz chyba nie ma już czegoś, co nie jest, albo nie mogłoby być przedmiotem transakcji handlowych. O tym, co można kupić i sprzedać, decyduje popyt i cena, Popyt tworzy się sztucznie, a cena jest kwestią umowy (p. W. Sztumski, Co by jeszcze sprzedać, kupić?, „Sprawy Nauki”, Nr 2, 2020).
Do rozwoju bezwstydu przyczynia się reklama, mass media i moda. Nie chodzi tylko o to, że reklama i mass media szerzą coraz więcej pornografii i pornofonii, ale jeszcze więcej i częściej nachalnego i bezczelnego kłamstwa. Moda coraz bardziej szokuje nagością, wobec czego nie trzeba się wstydzić ekshibicji swojego ciała, jak jeszcze pół wieku temu. W filmach dominuje pogarda dla wstydu w różnych sytuacjach.
Jedni twierdzą, że nasz wiek jest „wiekiem wstydu", a drudzy - że „wiekiem bezwstydu". Zgadzam się bardziej z tymi drugimi. Bowiem w większości krajów zdominowanych przez cywilizację zachodnią wstyd zanika, a tylko w nielicznych pozostałych wzrastają niektóre rodzaje wstydu i to tylko w pewnych kręgach społecznych. Sylwia Fijałkowska (psycholożka i psychoterapeutka z Centrum probalans) trafnie napisała kilka lat temu: „Są środowiska, w których łamanie standardów jest normalnym, pożądanym zachowaniem. Wartością jest przekraczanie narzuconych norm i wartości. Mamy coraz łatwiejsze łamanie tabu. Poczucia wstydu w sferze społecznej będzie coraz mniej. Na ulicach widać, że coraz odważniej się ubieramy. W mediach słychać, że coraz mniej wstydzimy się wyrażać kłamliwe opinie i fałszywe osądy ludzi. Żyjemy w czasach braku wstydu. Jeszcze kilka lat temu zorganizowanie „Dni cipki", czy głośnego już w całym kraju „Marszu szmat", którego uczestniczki i uczestnicy przeszli przez Warszawę nie zawsze kompletnie ubrani, byłoby po prostu niemożliwe (Anna Wittenberg, „naTemat", 15.06.2013).
Teraz jest jeszcze gorzej. Ludzie coraz mniej wstydzą się swoich cech negatywnych, które przestały już razić: kłamstwa, oszustwa, pazerności, braku współczucia i tolerancji, agresji, przemocy, czynów nierządnych, wulgaryzmów, chamstwa itp.
Czego wstydzą się ludzie?
Na tak ogólnie sformułowane pytanie nie da się udzielić odpowiedzi w pełni zadowalającej. Psycholodzy i socjolodzy szukają odpowiedzi na bardziej konkretne pytania dotyczące grup społecznych w różnych domenach rzeczywistości społecznej: historii, polityce, obyczajowości, sporcie, religii, gospodarki itd. na podstawie badań empirycznych. Chyba nie da się dokonać syntezy wyników ich badań. Na ogół ludzie wstydzą się za brzydkie (naganne) cechy charakteru oraz postępowanie swoje i innych. Różnią się one w zależności od sfery rzeczywistości społecznej.
Tak więc, na przykład w sferze polityki Polacy wstydzą się sami siebie za ksenofobię, nietolerancję, brak empatii w stosunku do migrantów i słabe zaangażowanie się w życiu publicznym, za „smykałkę do kradzieży", rozrywkowy tryb życia, pijaństwo i wulgarność.
Wstydzą się też za swoich wiodących polityków - prezydenta, premiera, ministrów itp. Przede wszystkim za nieudolność zarządzania naszym krajem, brak kompetencji do sprawowania stanowisk, obietnice bez pokrycia składane w kampaniach wyborczych, ośmieszanie się za granicą, niedorównywanie kulturze politycznej dyplomatów innych państw, za eurodeputowanych „opowiadających głupoty w Brukseli”, za nachalną indoktrynację ideologiczną i religijną oraz „propagandę sukcesu" w mediach państwowych, ale głównie za kłamstwa (Katarzyna Chajbos, Wstyd w życiu Polaków: sposoby rozumienia i doświadczania, role i formy obecności, Rozprawa doktorska UAM Poznań 2019).
Nie jesteśmy odosobnieni pod tym względem. W innych krajach obywatele wstydzą się mniej więcej za te same wady polityków związane z bezwstydem. Na przykład w USA wstydzono się za prezydentów George'a W. Busha za jego kłamstwa związane z napadem na Irak i Donalda Trumpa, który był notorycznym kłamcą. No cóż, pandemia bezwstydu zatacza coraz większe kręgi.
Przedmiot wstydu zmienia się w zależności od okoliczności, kontekstów i przypadkowych lub przymusowych sytuacji, w jakich się ludzie znajdują, jak i od mody, która dyktuje określone standardy i kryteria obyczajowe. W czasach powszechnej biedy i w środowiskach biedoty nikt nie wstydzi się swojej biedy. Tak było i jest na przykład podczas wojen, w więzieniach i obozach koncentracyjnych, w okresach powszechnego niedostatku i w krajach zacofanych gospodarczo.
Biedy wstydzi się człowiek znajdujący się w otoczeniu ludzi zamożnych, w krajach bogatych. Ludzie, zwłaszcza dzieci i młodzież, wstydzą się, że są gorzej lub niemodnie ubrani, że nie posiadają własnego domu, nie mają drogich gadżetów, nie stać ich na najwyższej klasy sprzęt domowy i samochód, na luksusowe wczasy itp. Jednych ten wstyd dopinguje do podejmowania wysiłku w celu dorównania bogatszym od siebie, a innych do wzbogacenia się za wszelką cenę - dzięki kradzieży, oszustwu, prostytucji, utraty godności i honoru. W pierwszym przypadku ma się do czynienia ze wstydem pozytywnym, a w drugim z negatywnym.
Bywają też sytuacje odwrotne, kiedy ludzie wstydzą się swego bogactwa i kryją się z nim w otoczeniu mniej zamożnych osób. Spotkałem się z taką sytuacją między innymi w Szwajcarii, gdzie posiadacz dwóch samochodów - przeciętnego i luksusowego - na co dzień jeździł tym tanim, a drogim tylko w nocy wyjeżdżał na autostradę, żeby sąsiedzi nie widzieli go. Innym przykładem jest multimiliarder Bill Gates, który nie ukrywa swego bogactwa, ale wstydzi się afiszować nim. W obu przykładach poczuciu wstydu towarzyszy poczucie skromności.
Kiedy w Republice Federalnej Niemiec bezrobocie było głównie strukturalne, bezrobotnego uważano za lenia, pracownika mało wydajnego lub nieuczciwego. Osoby pozbawione pracy z innych powodów, nie z własnej winy, wstydzili się tego, że są bezrobotnymi. Udawali przed sąsiadami, że pracują. Wychodzili z domu i wracali o tych godzinach, jakby pracowali. Odkąd bezrobocie stało się masowe, ludzie przestali wstydzić się bycia bezrobotnymi. Państwa socjalne utrzymują ich na koszt podatników, głównie pracujących - nawet notorycznych obiboków, którzy nie chcą pracować. A oni wcale nie wstydzą się tego; śmieją się z głupich, którzy na nich ciężko pracują. Widziałem w USA rodziny bezrobotnych Afroamerykanów z pięciorgiem dzieci, elegancko ubranych i obwieszonych kosztowną biżuterią, których stać było na stołowanie się w restauracjach. Ich dochód miesięczny składający się z różnych zasiłków przekraczał średnią pensję. Ani myśleli pracować.
Tak oto zanikowi wstydu u osób żyjących na koszt innych sprzyja państwo opiekuńcze. To nie dziwi, ponieważ wyzysk jednych przez drugich - biednych przez bogatych, podwładnych przez władców, głupszych przez mądrzejszych, niedorajdów przez spryciarzy itp.- należy do istoty kapitalizmu, w którym relacje społeczne oparte są na modelu „drapieżnik-ofiara", albo „bandyta i naiwny".
Wyzysk jest zjawiskiem powszechnym, dlatego „normalnym" i tolerowanym od kilku wieków. Nikt się go nie wstydzi. Co najwyżej, u bardziej wrażliwych na krzywdę ludzką i niesprawiedliwość, budzi wyrzuty sumienia, które notabene nie odgrywają już tak ważnej roli, jak dawniej. Toteż kto tylko chce i może, żyje z wyzyskiwania innych bez litości i umiaru.
Niedawno zaistniała nowa klasa wyzyskiwaczy, która jest coraz liczniejsza. Są to pośrednicy, którzy tym różnią się od kapitalistów, że nie posiadają kapitału, ani środków produkcji (W. Sztumski, Powszechne pośrednictwo, czyli nowa klasa wyzyskiwaczy, „Sprawy Nauki”, Nr 11, 2013).
Najbardziej wyzyskują ci, którzy w łańcuchu pośrednictwa znajdują się w najdalszym ogniwie od finalnego odbiorcy (klienta). Powszechny wyzysk, pośrednictwo i cwaniactwo, a także bezwstyd stały się signum temporis współczesnej rzeczywistości społecznej.
Na koniec
Przedmiot wstydu ulega poważnej zmianie. Ludzie przestają się wstydzić tego, co zawsze budziło odrazę i co było ważne w ich życiu. Zaczynają wstydzić się tego co drugorzędne, np. zapachu swego ciała, niedopasowanej odzieży, koloru włosów itp.(Das mächtige Gefühl der Scham: Wofür schämen wir uns am meisten?, „RedaktionsNetzwerk Deutschland - Der Tag", 07.06.2020). Wobec tego ma się teraz do czynienia jednocześnie z „wiekiem bezwstydu", ponieważ nie wstydzi się już tego, co dawniej, i z „wiekiem wstydu", bo coraz bardziej będzie się wstydzić tego, co wyniknie z nowych warunków życia, do czego dawniej nie przywiązywano wagi.
Poczucie wstydu zanikało stopniowo od wieków, ale coraz bardziej i w przyspieszonym tempie od połowy wieku dwudziestego. Atrofia wstydu za to, co tradycyjnie uznawano za istotne, ogarnia coraz szersze sfery życia społecznego i coraz większą liczbę ludzi i grup zawodowych. To budzi grozę, że w świecie zapanuje bezwstyd. Dlatego wiek dwudziesty pierwszy uznaje się nie tylko za „wiek bezwstydu", albo „śmierci wstydu", ale za ten, który zdaje się rozpoczynać epokę bezwstydu. Wskutek tego jest bardzo prawdopodobne w przyszłości pogrążenie się społeczeństwa w nieładzie, co niesie ze sobą poważne skutki negatywne. Pojawił się dylemat: akceptować stopniowe umieranie wstydu rozumianego tradycyjnie, jak dawniej, czy pozwolić rozwijać się nowemu wstydowi, w którym przedmioty wstydu zdefiniuje się inaczej. Na razie nie wiemy, czy faktycznie ten nowy rodzaj wstydu okaże się lepszy do dawnego, ani czy zanik dawnego rodzaju wstydu naprawdę doprowadzi do tego, że będziemy żyć w świecie pozbawionym w ogóle wstydu, człowieczeństwa, moralności i wszelkich zasad. Wybór należy do nas.
Wiesław Sztumski
Wyróżnienia pochodzą od Redakcji SN.
- Autor: Wiesław Sztumski
- Odsłon: 12086
Jednostki? Masy społeczne? Obiektywnie istniejące prawa?